aktualności...

IP: *.chello.pl 11.10.03, 00:46






Też bym złapał kawał kija...

Anglistę z Torunia, któremu rozwydrzeni gówniarze wsadzili śmietnik na głowę,
należy, moim zdaniem surowo ukarać sądownie za... demoralizację młodzieży
(tak, tak!) poprzez zaniechanie jakiejkolwiek reakcji na jawne przestępstwo.
Powinien był bowiem strzelić pierwszego prowodyra w pysk, drugiego kopnąć w
zadek, a złośliwej panience zafundować tzw. limo po okiem.
Byłby skandal? Oczywiście. Ale gdyby nawet anglista został potępiony za
rękoczyn, to nauczycielskie sumienie miałby czyste: sprzeciwił się złu, a za
to m.in. ma w szkole płacone. Anglista wszakże okazał się – przepraszam -
dupą i przedłożył lęk o pracę nad podstawowe obowiązki wychowawcze.
Wściekając się na młodych łajdaków mam równocześnie odwagę powiedzieć: dobrze
mu tak!
Nikt dotąd nie zwrócił na to uwagi, że szczyle parowe z Torunia w rzeczy
samej, w ten brutalny i paskudny sposób, bezwiednie upomnieli się u swych
nauczycieli, by wreszcie zaczęli się nimi interesować. Wielu bowiem
pracowników oświaty, nie tylko w Toruniu, już od dawna uważa, że najmilej by
im się pracowało gdyby w szkole nie było uczniów. Olewają ich przeto
dokładnie.
- Co najmniej połowa moich nauczycielek, to stuprocentowe kuchty lub słodkie
idiotki, które wstyd posłać do dzieci - zwierzała mi się kiedyś
zaprzyjaźniona dyrektorka podstawówki. -Dlaczego się ich nie pozbywam? Bo
wiem, jaki by się zrobił szum. Miałabym przeciwko sobie wszystkich:
nauczycieli, rodziców, związek zawodowy, a przede wszystkim zwierzchność
kuratoryjną, która nade wszystko ceni sobie spokój. Ja zresztą też. Dlatego
wymyśliłam sposoby na tych, co mi podskakują i próbują pyskować: od czasu do
czasu w pokoju nauczycielskim rzucam „mimochodem” np. że” polonistów
(matematyków, biologów, historyków - zależnie od potrzeb) mamy w szkole za
dużo”. I po kłopocie - wszyscy grzeczni, nikt nie ma zastrzeżeń, nikt nie
skarży się na kłopoty z uczniami. Bo to by oznaczało, że sobie nie radzi. A
wiadomo, że wraz z niżem demograficznym wlewa się do szkół bezrobocie.
Niejeden nauczyciel woli więc dostać od ucznia kopniaka w tyłek niż usłyszeć
od dyrektorki - jak ostatnio pewna moja znajoma - „od jutra proszę nie
przychodzić, podpisałam umowę z nową matematyczką”.
Można natomiast w szkole łacno dorobić na boku. Panie nauczycielki z
młodszych klas podstawówek zażarcie np. handlują podręcznikami bezpośrednio z
wydawnictw, przedkładając wysokość wynegocjowanej marzy nad wpojenie dzieciom
oczywistej prawdy, że „Ala ma kota.” Wiele bibliotekarek „podrasowuje”
statystykę, twierdząc kłamliwie, że „ilość wypożyczeń rośnie”. Gdyby bowiem
spadała, dyrekcja pomyślałaby o redukcji etatów. A tego nikt nie lubi.
Rzeczywista pozycja bibliotekarki w polskiej szkole lokuje się wprawdzie
nieco wyżej sprzątaczki i nie dosięga woźnej, ale robota jest spokojna;
rzadko kto z dyrekcji zachodzi do biblioteki i byle zbytnio nie leźć w oczy,
to jakoś da się przeżyć od wakacji do wakacji. Zwłaszcza gdy przy zakupach
tzw. zasobów zaprzyjaźnione księgarnie stosują sztuczne rabaty i przy okazji
odpalają paniom z bibliotek sympatyczne obrywki. Gówniane, bo gówniane, ale
zawsze...
Najbardziej hecowna jest jednak szkolna demokracja: samorząd uczniowski, rada
szkoły, rada rodziców, rzecznik praw ucznia i co tam jeszcze. Ponieważ rada
rodziców, to nie samorząd dzielnicowy, spółdzielczy, czy rada nadzorcza w
przedsiębiorstwie czyli źródło szmalu - nikt się tu do udziału nie pcha.
Chyba, że nieudacznicy, nadwrażliwi psychicznie, nieszczęśliwi w małżeństwie
i w ogóle niedowartościowani. Z samorządem uczniowskim nikt się nie liczy,
rzecznik praw ucznia siedzi cicho, bo dyrekcja i koledzy nauczyciele się
pogniewają. Większość rozrób między szkołą, a rodzicami nie dotyczy interesów
dzieci, lecz walki o władzę wśród dorosłych.
Przykład? Proszę bardzo: zrezygnowałem z lukratywnych kiermaszów w jednej
podstawówek, gdyż nie wytrzymywałem nieustającego ryku woźnych i sprzątaczek
na ogłupiałe dzieci, przy absolutnej obojętności dyrektora, nauczycieli i
rodziców akurat przybyłych na wywiadówkę. Wszyscy byli szalenie ważni; za
najważniejszymi (uczniami) nie miał się kto ująć. Na marginesie: odkąd
zaczęto dyrektorom szkół stawiać wymagania ukończenia dodatkowych kursów np.
zarządzania czy tzw. menagementu - ich zainteresowanie życiem szkoły i
procesem edukacyjno-wychowawczym znacznie zmalało. Z tego nie rozliczają;
znam dyrektorkę stale niedostępną nikomu z zewnątrz i z wewnątrz. Albo
plotkuje godzinami przez telefon, albo tłucze gry na służbowym komputerze.
Sekretarka uprawia propagandę: „szefowa bardzo zajęta, nie wolno mi łączyć
ani wpuszczać”.
I potem się dziwić, że w wielu (na szczęście jeszcze nie wszystkich) szkołach
uczniowie nie wytrzymują i tłuką swych ukochanych pedagogów. Moim zdaniem -
czasem z rozpaczy. Sam niejednokrotnie złapałbym kawał kija...
Z okazji zbliżającego się Dnia Nauczyciela znów będzie wiele kłamstwa i
lukru. A może by Pani Łybacka przestała się wreszcie uśmiechać...

Marek Szymański

**************************
Dziękują autorowi Panu Markowi Szymańskiemu za pozwolenie publikacji

van@gazeta.pl
**************************



cdn za jego - autora- nastąpi...

van@gazeta.pl
    • Gość: . Re: C I Ą G D A L S Z Y .... IP: *.chello.pl 13.10.03, 15:10
      Syndrom Ottona von Luschke

      Niezapomnianym bohaterem mojej ulubionej książki „08/15” Hansa Hellmuta Kirsta
      jest major, pułkownik, a w końcu generał Otto von Luschke. Zwykł on wszelkie,
      najbardziej skomplikowane i groźne problemy w podległych jednostkach
      rozwiązywać błyskawicznie i... bezboleśnie. Np. raport o tym, że na strzelnicy
      zginęła amunicja, wyrzucił do kosza, stwierdzając z uśmiechem: „Kłamstwo! Takie
      bezeceństwa w wielkoniemieckim Wehrmachcie zdarzyć się nie mogą, a więc się i
      nie zdarzyły”. Gdy zaś któryś z podoficerów skarżył się w raporcie na
      nieposłuszeństwo żołnierza, Luschke postawił go (podoficera, nie żołnierza) na
      baczność: „- Jeżeli szeregowy nie posłuchał rozkazu kaprala i jeszcze żyje, to
      znaczy, że kapral nie nadaje się na podoficera. Piszcie prośbę o zwolnienie do
      cywila, opuśćcie służbowe mieszkanie, zrezygnujcie z wysługi lat. Czy nadal
      twierdzicie, że was żołnierz nie posłuchał? Nie? Od razu tak pomyślałem. Sprawy
      nie było i nie ma”. Przeszedł zaś Luschke samego siebie, gdy lekarz dywizjonu
      złożył mu raport, że został pobity przez szeregowca w izbie chorych. „Czytam
      tu - zagaił przyjaźnie do autora skargi - że pan doktor urządza sobie z
      pacjentami w izbie chorych wesołe zapasy. W zasadzie nie mam nic przeciwko
      temu. A że przy tym nie ucierpiało mienie wojskowe, sprawę puszczam w
      niepamięć. Jest pan wolny...”.
      Specjalnie tak szczegółowo opisuję metody dowódcze gen. Ottona von Luschke,
      gdyż - jak się okazało po moim felietonie pt. „Też bym złapał kawał kija” - od
      takich właśnie Luschków zaroiła się w ostatnich latach polska oświata.
      Osobliwie wśród dyrektorów szkół.
      - Poinformowałam szefa, że uczniowie biorą narkotyki, a dealerzy łażą po szatni
      jak po knajpie - zadzwoniła sympatyczna Pani Pedagog. - Nasza szkoła ma
      sławnego patrona, wspaniałe tradycje i zasłużoną sławę - usłyszałam stanowczą
      odpowiedź. - Narkotyków tu nie było, nie ma i nie będzie. Takie rzeczy u nas
      zdarzyć się nie mogą. Kto uważa inaczej, ten obraża dobre imię placówki, grono
      pedagogiczne i mnie - zagrzmiał dyrektor. - Nie chcę o tym więcej słyszeć,
      chyba że poszuka sobie pani innej pracy.
      A w ogóle, miałem po tym felietonie nadspodziewanie żywy oddźwięk Czytelników.
      Przypomnę główną tezę: uczniowie tłuką ukochanych pedagogów często z
      bezwiednej, czystej rozpaczy, domagając się rzeczywistego a nie formalnego
      zainteresowania życiem i problemami dzieci i młodzieży. Dawałem liczne,
      drastyczne przykłady i uogólnienia.
      Wszyscy telefonujący podkreślali, że opisałem „przerażającą prawdę” o polskiej
      szkole, która już dawno przestała być miejscem uczenia i wychowywania dzieci,
      stając się wyłącznie miejscem pracy, awansów, intryg i robienia karier
      dorosłych, którzy bardzo nie lubią, gdy uczniowie przeszkadzają im swoim
      istnieniem.
      - W naszej szkole - esemesował Pedagog spod Warszawy - najważniejsze są...
      czysto umyte schody, jakby - nie daj Bóg - pojawił się ktoś z Kuratorium... Ale
      nawet jak się pojawia, to jak ognia unika wniknięcia w dydaktykę, efekty czy
      metody wychowawcze. Z nami nie rozmawia, hospitacji unika. Głównie interesują
      go dokumenty i sprawozdania. Nadzór pedagogiczny doświadczonych wizytatorów
      odpłynął w siną dal. Na konferencjach pedagogicznych więcej się mówi o metodach
      niż o żywym, małym człowieku...
      - Nie litujcie się nad nauczycielami, że mało zarabiają, a niektórych na
      dodatek jeszcze biją - wtórowała jedna z... nauczycielek. - Posłuchajcie raczej
      jak mówią. Ośmieliłam się zwrócić uwagę PT Koleżeństwu, że nie „na dworzu „, bo
      nie „na rowerzu” oraz nie „kupywać”, lecz „kupować” i... musiałam zmienić
      szkołę. Dyrektor kwaśno przyznał mi rację, ale „sama koleżanka rozumie,
      atmosfera w gronie jest dla mnie ważniejsza”.
      - Niech się pan nie dziwi - pocieszała organizatorka konferencji polonistek w
      Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli, gdy zdumiewał mnie absolutny brak
      zainteresowania uczestniczek wydawnictwami metodycznymi, które w imieniu WSiP
      próbowałem zaoferować. - Tak jest od dawna i niech się pan raczej cieszy, że
      nic panu ze stoiska nie zginęło. Bo i to się zdarzało...
      Jestem przerażony! Ilość i treść negatywnych opinii o polskiej szkole, jakie
      usłyszałem po swoim felietonie, budzi we mnie straszliwe porównania: nastroje
      antynauczycielskie w społeczeństwie sięgają... antysemickich, a te - jak
      wiadomo - są w Polsce tradycyjnie wysokie. Ech, pracowały pokolenia! Jak widać -
      rzetelnie. I ze skutkiem. Żałosnym! Rozsądnie więc postępują nauczycielskie
      związki zawodowe wstrzymując obecnie wszelkie akcje protestacyjne środowiska,
      żądania wyższych płac, nowych przywilejów. Poparcie społeczne jest bowiem dla
      nauczycieli żadne. Rzekłbym: wręcz przeciwnie. Przykre!!!
      A nad tym wszystkim unosi się zadowolony i beztroski duch generała Ottona von
      Luschke, który zagościł w ludziach odpowiedzialnych za polską oświatę na
      wszystkich szczeblach. Wszyscy się uśmiechają: reformujemy, modelujemy,
      dostosowujemy, zmierzamy ku... Klawo jest!
      Tylko żeby tak jeszcze, cholera, uczniów nie było!

      Marek Szymański




      • nauczyciel_dyplomowany Re:....dziecko z kąpielą 14.10.03, 02:01
        AgataK (---.chello.pl) 13.10.2003 22:36 [#18]
        Gratuluję z całego serca.

        Wiem ile to znaczy gdy ktoś nas doceni, bo .... sama też otrzymałam dziś
        nagrodę - Prezydenta Warszawy

        Pozdrawiam i życzę dalszych takich sukcesów

        Agata

        TEMAT: Mam kaca (moralnego)


        AgataK (---.chello.pl) 07.10.2003 20:27 [#01]

        Mam kaca (moralnego)
        Mój ORGAN prowadzący wymyślił, że dyrektor musi powoływać komisję opiniującą
        jego wnioski o nagrodę ... dyrektora. W skład tejże mają wejść: 3 sztuki z rady
        pedagogicznej, 3 rodziców i związki.

        Miałam dziś posiedzenie tej komisji............................

        I teraz mam kaca!!!!!!!!!!!

        Rodzice lepiej wiedzą jak pracują nauczyciele, komu należy dać nagrodę
        DYREKTORA (?), wystarczy tylko dobrze uczyć i nie robić nic więcej, a wogóle to
        danie nagrody wicedyrektorom to absurd i jest źle widziane i powoduje
        narastanie plotek i wogóle to nie wypada, a dlaczego ta Pani a nie Ta i
        wogóle....

        Przed spotkaniem stwierdziłam, że padnie propozycja dania nagrody takiej Pani
        nauczycielce, która zrobiła pożytek ze swojego stanowiska - czyli faktu bycia
        nauczycielem, na rzecz prywatnych korzyści. Wiem że brzmi to dziwnie, ale nie
        wiem jak to wytłumaczyć. Do jednej klasy z jej córką chodziło dziecko, które
        nie było odpowiednim towarzystwem dla jej dziecka i zrobiła wszystko w białych
        rękawiczkach, żeby to dziecko nie zdało do następnej klasy. Mamusia obecna na
        komisji z wdzięczności zgłosiła tą panią do nagrody, choć tak naprawdę nie mam
        za co jej tej nagrody dać. A wogóle to wszyscy nauczyciele powinni dostawać
        nagrody. A Pani, która z inną mamusią z komisji miała konflikt, bo nawiasem
        mówiąc tej mamusi się nie poddała, jest zła i nie powinna dostać nagrody i tak
        dalej....

        Wybaczcie, ale musiałam sobie ulżyć!!!!!!!!

        Wiecie, po takich dniach jak dzisiejszy, a nawiasem mówiąc nie był to
        jedyny "miły" incydent dzisiaj, mam taką chęć stać się zwykłym, szarym
        nauczycielem, który odpowiada tylko za to jak uczy i resztę ma w .... gdzieś.

        Dyrektorzy wszystkich szkół łączcie się !!!!!!!!!!! (kiedyś to było
        proletariusze wszystkich krajów...)

        Pozdrawiam i jak ktoś ma potrzebę "ulżenia" sobie to niech się dopisze

        :-((((




        Anka L (---.futuro.pl) 07.10.2003 20:35 [#02]

        Agata :-)
        ja nie dyrektor, ale też chciałabym byc nauczycielem, który TYLKO odpowiada za
        to jak UCZY

        takie mam marzenie - móc zająć się tylko nauczaniem i wychowywaniem, tylko
        pracą z uczniami
        :-)



        AnJa (---.neoplus.adsl.tpnet.pl) 07.10.2003 20:40 [#03]

        ZZ i RP opiniuje i u nas - tyle, że nie jest to opinia wiążąca.


        Taka komisja to mi strasznie bolszewizmem i IRChą pachnie - ale przy
        nagrodzie kuratora też taki sabat się zbiera i coś tam opiniuje- przykład więc
        jest.

        Dzisiaj miałem rozmowę z rodzicem - taka niby interwencja, ale przy kawie i
        pokojowo - też stwierdził, że nagrody powinny być za dobra pracę, a nie
        dyskoteki, teatrzyki itp. Diabli wiedzą, może i ma rację?

        A atmosferka typu : "a bo to proszę Pani ta X to:..." - myślałem, że większych
        miast nie dotyczy.

        Niestety, potrzeby ulżenia sobie z takich powodów nie mam - przykre to, ale
        coraz bardziej się uodparniam.





        AgataK (---.chello.pl) 07.10.2003 20:46 [#04]


        Ja też myślałam, ze się uodporniłam, ale nie jestem w stanie przekazać na
        papierze nawet dziesiątej częsci z tego co dzisiaj mialo miejsce.

        Nie chcę też umniejszać roli nauczycieli i tego co robią, bo mam w szkole sama
        przykłady takich belfrów, że życzyłabym sobie i innym dyrom by było ich jak
        najwięcej.

        Niestety sa i tacy o jakich piszę, a w mojej szkole takich jest zbyt duzo...

        są oni mianowani więc resztę dopowiedzcie sobie sami

        A tak ogólnie to ja nie mam nic przeciwko współpracy z RR czy RP czy związkami,
        ale do jasnej anielki niech się to nie nazywa nagroda dyrektora tylko inaczej,
        bo to zaczyna być chore

        Wyszło mi, że ja nie wiem jak pracują nauczyciele i komu się należy nagroda.
        Mimo, że pytałam o propozycję RP i te propozycję również uwzględniłam

        Chyba nie nadaję się na to stanowisko ..........





        Marek Pleśniar (---.olsztyn.sdi.tpnet.pl) 07.10.2003 20:48 [#05]

        nie mieści mi się w głowie opisywana sytuacja. To skandal (mówię poważnie i
        bez histerii;-)

        Publiczne roztrząsanie kandydatur na nagrodę dyrektora to jakiś absurd i jak
        mówi anja pachnie bolszewizmem, widać głęboko siedzącym komuś za skórą. I
        kolejny to przyczynek do przyjrzenia się roli i statusowi dyrektora.

        Przygotowane kandydatury niech sobie opiniują ale na piśmie i bez gorszących
        scen.

        hmm, z ogromną przyjemnością pokorespondowałbym sobie z tym organem prow. o
        jego pomysłach.. :-)





        AgataK (---.chello.pl) 07.10.2003 20:55 [#06]

        Ten organ Mareczku to:

        Rada Miasta st. Warszawy !!!!!!!!!!!!!!!!!!





        AnJa (---.neoplus.adsl.tpnet.pl) 07.10.2003 21:03 [#07]

        Oj, mam paskudne przeczucia co do organu - nie jest to przypadkiem
        Śródmieście?

        Marek Pleśniar (---.olsztyn.sdi.tpnet.pl) 07.10.2003 21:03 [#08]
        hmm, pojutrze tam chyba jestesmy:-)




        AgataK (---.chello.pl) 07.10.2003 21:05 [#09]

        Teraz jest to CAŁA Warszawa razem w jednym worku i dla wszystkich "równa" -
        podobno.........




        AgataK (---.chello.pl) 07.10.2003 21:06 [#10]

        Oj jestesmy, jesteśmy, co niektórzy nie tylko pojutrze ...




        Marek Pleśniar (---.olsztyn.sdi.tpnet.pl) 07.10.2003 21:06 [#11]

        hmm.. to jak?

        Nie swędzą nas paluszki?





        violka (---.net.pulawy.pl) 07.10.2003 21:06 [#12]

        maialam się w tym temacie nie odzywać
        ale też sobie ulżę

        u mnie nie opiniuje się nagród dyrektora

        w zeszłym roku (mój pierwszy rok) "pewne osoby" bardzo niezadowolone z nagród
        dyrektora wypisały skargę do organu, jak to ja notorycznie prawo łamię, m.in.
        nie dałam nagród dyrektora do opiniowania radzie pedagogicznej, radzie rodziców
        i chyba jeszcze samorządowi (już nie pamiętam)

        oczywiście po przejrzeniu regulaminu nagród dyr. okazało się że wszystko jest
        jak najbardziej zgodne z prawem - nie ma tam słowa o opiniowaniu - "osoby"
        skompromitowały się a przy okazji i szkołę nieznajomością regulaminów szkolnych

        gdzieś tu niedawno wyczytałam, że niektórzy przedstawiają na radzie kandydatury
        i jest mniej szemrania - generalnie też jestem za

        ale nie będę się wyrywać jeszcze w tym roku - będzie tak jak w tamtym -
        przecież nie łamię prawa

        wg przepisów (UoSO) rada opiniuje wnioski dyrektora o nagrody, a dyr sam do
        siebie wniosku nie pisze , więc nie ma co opiniować - a w regulaminie jak byk
        stoi "nagrodę przyznaje dyr." i ani słowa o opiniowaniu

        a już pomysł organu z komisją opiniującą uważam za żenujący - na jakiej
        podstawie (oczywiście prawnej) oni coś takiego - tu nawet Ewa nie znalazłaby
        żadnego paragrafu





        AnJa (---.neoplus.adsl.tpnet.pl) 07.10.2003 21:09 [#13]

        Nie próbowałem przegryzać się przez ustawe warszawską, ale burmistrzów
        dzielnic to zdaje się macie - i to oni raczej prowadzą politykę oswiatową. Coś
        mi się obiło o pewnej unifikacji w szkołach dokonanej przez Radę Warszawy, ale
        regulamin to raczej organy wykonawcze.




        Adaa (---.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl) 07.10.2003 21:12 [#14]

        ja mam tylko małe pytanko do Agaty
        zainteresowała mnie ta nauczycielka co to niby w białych rekawiczkach cos tam
        zrobiła

        byłas Agato wtedy dyrektorem? wiedziałas o tym? i co? cicho siedzialaś?

        nawet jak nie byłas dyrkiem ,to nic nie dało się zrobić?

        obrzydliwe jest takie przyzwalanie na pewne sprawy a potem narzekanie ,że świat
        jest parszywy

        Jesli była to znana Ci sytuacja to tego kaca powinnaś miec wczesniej bez
        wzgledu na to czy byłas dyrektorem czy szarym naucz
        • Gość: B O M B A ! ! ! Re:....dziecko z kąpielą IP: *.chello.pl 14.10.03, 11:02
          Czy grzybicę nabywa się od szaty i jej noszenia ???
          • nauczyciel_dyplomowany Re:....dziecko z kąpielą 15.10.03, 11:14
            Gość portalu: B O M B A ! ! ! napisał(a):

            > Czy grzybicę nabywa się od szaty i jej noszenia ???


            Z pewnością tu trzeba lekarza!

            www.mazowieckie.pl/img.php?id=283
    • nauczyciel_dyplomowany Re: aktualności... 15.10.03, 11:23
      bridge.mazowieckie.pl/mail.php?user=jsuszek&subject=Uwagi%20dot.%20tekstu%20'Telefon%20Zaufania%20Kuratorium%20Oświaty%20w%20Warszawie'%20w%
      20serwisie%20internetowym%20MUW
      • nauczyciel_dyplomowany Re: aktualności... 18.10.03, 22:32
        Pieniądze nie śmierdzą !
        O czym Pani Kołodziejczyk dyrektor podstawówki z Wawra wie najlepiej!(AgataK)
        A kac?
        No cóż...
Pełna wersja