duda102
02.09.06, 12:38
Hej dziewczyny postanowilam opisac wam moja historie..tak dla przestrogi...
a wszystko zaczelo sie tak....od stycznia 2005 mialam zaburzenia
miesiaczkowania, poszlam do lekarki, ktora stwierdzial ze mam cyste. Od tego
momentu bylam 6 mcy na tabletkach antykoncepcyjnych..rozmiar cysyty pozostal
bez zmian takze w grudniu 05 przeszlam moja pierwsza laparoskopie w celu jej
usuniecia. Po laparo zostalam poinformowana ze mam endometrioze II stopnia i
po 2 normalnych okreasch juz po laparo zaordynowano mi na 6 mcy kuracje
Zoladexem...W czasie brania zastrzykow niechciano mi zrobic usg. Z
ciekawaosci jak wygladam od wewnatrz poszlam do innego gina , ktory zrobil mi
usg i co sie okazalo....cysta byla tak jak i przed laparo ( chirurg jej wcale
nie usunal!!!!)lekarz byl w szoku a ja w jeszcze wiekszym....kazal mi wyjac
papiery ze szpitala w celu zobaczenia co sie dzialo pod czas tej laparo....a
nie dzial sie nic...poprostu lekarz mnie sobie otworzyl obejzal ( nawet nie
szukal cysty) a nastepnie mnie zaszyl i swtierdzil ze mam endo, choc nie
mailam zadnych jej ognisk. Za rada lakarza nie bralam juz ostatniego
zatstrzyku Zoladex, czekalam na okres i 25 sierpnia poddalam sie 2 laparo w
celu potwierdzenia mojej endometriozy...i wiecie co nie mam endo!!!! bardzo
sie ciesze ale takze jestem strasznie zla na chirurga i mojego popzedniego
gina.... Obecny lekarz mowi mi iz powinnam ich pociagnac do odpowiedzialnosci
na drodze sadowej za straty moralne i uszczerbek na zdrowiu pomijajac
zupelnie niepotrzebna i droga kuracje...
pisze to by was przestrzec - !!!! sa lakarze dla ktorych my sie nie
liczymy...jest tylko ich ego i kaska ...strasznie to smutne....