Dodaj do ulubionych

Relacja z Meksyku II

01.02.10, 14:31
Witam Forumowiczów ponownie po roku.

Tym razem nasza trasa wiedzie przez Meksyk Centralny, Południe i później
skok na Północny-Zachód,
Start tradycyjnie z Berlina, tym razem bez Juniora i bez przesiadki w USA.
Zgodnie z zasadą, ze jak coś może się skiepścić, to się skiepści, w dniu
startu zaliczyliśmy falstart, czyli spóźniliśmy się na samolot. Strata
czasu i biletu zepsuła mi humor ale za cene 303 Euro od osoby załatwiliśmy
w Iberii na lotnisku, że lecimy nazajutrz. Więc po kolei.
Nauczony doświadczeniem z firmą McParking postarałem się nie korzystac
ponownie z jej uslugi i znaleźć inny parking przy Tegel. Po przeciwnej
stronie ulicy jest parking firmy Park to Fly. Obsługa posługuje się
językiem angielskim, polskim i niemieckim. Przyjmują płatność kartą i są
ciut tańsi niż konkurencja (21 dni – 78 Euro). Ponadto, można zdeponować u
Nich kluczyki od auta, przez co nie musimy się martwić, że je zgubimy
podczas podróży. Transfer na lotnisko zajmuje ok. 10 minut. Wszystko
zależy od ruchu na drodze i ilości osób w transferze a raczej z których
terminali startują. Odprawa w Iberii przez internet, daje możliwość wyboru
miejsca ale dopiero 24h przed odlotem. Podczas połączenia do Madrytu
wszystkie napoje i posiłki serwowane są odpłatnie.
Po przylocie do Madrytu trzeba przenieść się na Terminal T4S co robimy
korzystajac z kolejki startującej piętro niżej. Na wszystkich tabliczkach
kierunkowych do Gate'ow jest podany czas potrzebny do przejścia dystansu.
Więc w przybliżeniu wiemy ile czasu mamy na przechadzkę.
A Terminal jest rozległy.
Podróż do samego Mexico City przebiegła bez żadnych przygód, poza tym, ze
w ramach walki z kryzysem zagęścili fotele i przez całą podróż odczuwałem
efekt ciasnoty.
Odprawa na lotnisku bez problemu i wymieniamy waluty. Pierwszy kantor
znajduje się jeszcze przed odprawą, nie wiem jakie kursy oferuje ale
obstawiam, ze niezbyt kozystne. Zaraz za stanowiskami odprawy jest kilka
kantorów oferujących jednakowe kursy, natomiast wystarczy odejść
kilkadziesiat metrów w stronę wyjścia z Terminalu i ceny się zmieniają.
Różnica sięga nawet 150 peso za 100 Euro. Przylot o 01.00 czasu polskiego
oraz spędzenie ok. 17 h w niezbyt wygodnych warunkach nie wpływa zbyt
pozytywnie na percepcję więc z radością powitałem ofertę taxi do hotelu za
jedyne 250 peso, tj. ok. 55zł. Jak na taksówke lotniskową cena była
niezbyt wysoka. Dla oszczędnych pozostaje metro za 3 peso. Ale tam trzeba
trzeźwo myśleć a ja miałem już z tym kłopoty. Sam lot oraz intensywnosc
życia w ostatnich dniach przed wylotem nie powodowały u mnie uczucia
świeżości.
Kierowca taksówki utwierdził mnie w mojej postawie, radząc abyśmy nie
chodzili po pewnych uliczkach po zmroku. A niestety, m.in. tą uliczką
musielibyśmy iść ze stacji metra.
Zakwaterowanie w hotelu Ambasador odbyło się bez problemów, ponieważ hotel
rezerwowałem przez internet na stronie www.skosh.com musiałem tylko
pokazać voucher i już dostałem klucz do pokoju. Hotel jest dosyć stary,
absolutnie nie zasługujący na 4 * ale jest czysty i blisko Zocalo. Cena
noclegu wynosi 1100 peso jak ktoś wejdzie z ulicy. Natomiast rezerwując
hotel przez skosh.com cena wyniosła za pokój ze śniadaniem 45 usd dla
dwóch osób. Bez śniadania cena wynosi 35 USD. Co daje nam średnią cene
noclegu w pensjonacie w Polsce. Jeśli ktoś będzie chciał skorzystać z
tego hotelu, to niech nie wykupuje śniadań. Dokoła jest pełno fajnych
knajpek, jest Subway, jest 7Elewen, gdzie można zjesc obficie i za
mniejsze pieniadze. No i nie trzeba czekac na jedzenie 0,5h. Znajomosc
obslugi języka angielskiego jest znikoma ale nie było z niczym większych
problemow. Internet w powietrzu jest tylko w holu recepcyjnym. Jak ktos
nie ma laptopa, to po drugiej stronie ulicy jest kafejka internetowa.
Po zakwaterowaniu ruszylismy na Zocalo. Spokojnym spacerkiem 10 minut
marszu. Po drodze sporo restauracji . Koszt posilku w nich dla 2 osob to
250-350 peso. Niestety, Corona jest tutaj drozsza niż w Polsce. W ostatnim
dniu pobytu w CdM udalo mi się namowic moja Malzonke do stolowania się w
barze lokalnym, takim, gdzie strach wejsc. Wreszcie się zgodzila i
przyznala mi racje; jedzenie tam było najlepsze. No i cena; 100 peso za
obiad dla dwoch osob. B. polecam lokalne knajpki oraz
restauracje „chodnikowe”, jedzenie jest w nich b. dobre a ceny 3 x
niższe. Po odwiedzeniu Zocalo oraz uzupelnieniu Corony w organizmie
udalismy się na odpoczynek.
Dla milosnikow seviche, guamaqole czy salsy mam zle wiesci: nie ustrzega
tych dan w knajpkach.
Pobudka ok. godz. 6 czasu lokalnego. Sniadanie i start do Teotihuacan. Z
hotelu droga do metra zajmuje 5', metrem jedziemy ok, 20' na Dworzec
Polnocny (NORTE). Kasa linii jezdzacej do Teotihuacan miesci się w
przedostatnim boksie na lewo od wejscia. Wyjscie do autobusu sala nr 8.
Koszt przejazdu to 50 albo 60 peso. W tej chwili dokladnie nie pamietam.
Czas przejazdu ok. 1h. Wstep do Teotihuacan wynosi 51 peso. Pogoda była
zwodnicza, zachmurzenie, wiaterek a dosyć mocno się opalilismy. Ja, z
braku wlosow, odczuwam to podwojnie. Więc polecam posiadanie przykrycia
glowy. Radze tez zaopatrzyc się w wode przy wejsciu. Pozniej dostepna jest
dopiero po wyjsciu z wykopalisk. Podobno, na terenie jest restauracja ale
jej nie znalezlismy.
Od ostatniej wizyty w Teotihuacan (rowno 14 lat) sporo się zmienilo.
Ograniczono dostęp do piramidy Quatzcoatla, nie ma wejscia na szczyt
piramidy Ksieżyca. Nie chodzi się już aleja Umarlych tylko sciezka
wytyczona z tylu piramid. Na terenie Ruin znajduje się tez muzeum. Polecam.
Przy wyjsciu (tym samym, ktorym wchodzilismy) nie ma jako takiego
przystanku autobusowego. Jest cos w rodzaju petli gdzie zatrzymuja się
taksowki i autobusy. Jest tam tez czlowiek, który będzie się nas pytal
gdzie jedziemy. Po uzyskaniu informacji wskaze nam wlasciwy autobus.
Odnosnie ruin radze uzbroic się w cierpliwosc. Jak byłem tam ostatni raz,
to handlarze byli tylko przy wejsciu i było ich kilku. Teraz jest
kilkudziesieciu i są wszedzie. Nie ma mozliwosci spokojnego przejscia bez
nagabywania. Na szczescie wystarczy „no gracias” i daja spokoj, tylko
odbywa się to tak, ze jeden odchodzi a podchodzi drugi a w kolejce czeka
trzeci. Ceny spadly, jakieś maski oferowali po 1 USD. Korcilo mnie, zeby
sprawdzic, czy nie są made in China.
Nazajutrz odwiedzilismy Museo de Antropologia. Jego wielkosc poraza a
ogrom informacji powoduje przeladowanie wiedza. Jeśli ktos jest b.
zainteresowany historia Mezoameryki, to radze rozlozyc sobie wizyte na dwa
dni. Po wizycie w Muzeum pojechalismy do Bazyliki Matki Boskiej z
Guadelupe. Bazylike poznalem, natomiast otoczenia już nie. Kiedys był
spory wtedy Mercado, gdzie handlowano dewocjonaliami. Teraz to jest tylko
malutka część jednego wielkiego placu handlowego otaczajacego teren
Bazyliki. Trzeba tez uwazac na zlodziei. Dzialaja nawet w Bazylice. Więc
jeśli ktos podrozuje sam, to niech nich raczej trzyma się skupisk ludzkich
a nie na uboczu, bo to teren dzialania zlodziei. Mam tu na mysli m.in.
teren (wnetrze) Bazyliki.
W ostatnim dniu pobytu skorzystalismy z uslug agencji turystycznej i
wykupilismy objazd po CdM oraz wizyte w Xochimilco. Wygodnie jest wsiasc
do busa i nie martwic się o nic !!!!
Xochimilco jest fajne jak się jedzie w swojej grupie, wtedy można zrobic
fajna impreze na lodce. Jadac tak ja my, mielismy tylko przejazdzke po
kanale. No i co chwila ktos się przyklejal do naszej lodki probujac nam
cos sprzedac. Taki hipermarket na wodzie.
Dzisiaj startujemy do Oaxaki.
CdM jest miastem fajnym ale b. meczacym. Na koniec krotka informacja dla
korzystajacych z wyszukiwarki www.skosh.com. Warto sprawdzac ceny hoteli,
bo potrafia się zmieniac. Mnie oplacalo się skasowac jedna rezerwacje
(oplata za zmiane 10 USD) i zrobic nowa. Oszczednosc wyniosla
kilkadzi
Obserwuj wątek
    • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 02.02.10, 00:06
      cd. z poprzedniego posta:
      oszczednosc wyniosla ok 50 USD.
      Przed chwila przyjechalismy do Oaxaci. Autobus ADO, koszt 480 peso (1 peso
      = 0,23zl.) czas przejazdu 6h. Widoki podczas jazdy bezcenne.
      Miaslem zabukowany nocleg w hotelu Casa Gigi. Moze nic wielkiego ale:
      deklaruja, ze sa blisko Zocalo a sa b. oddaleni. Nie ma mowy o dojsciu z
      hotelu do Zocalo na piechote. Druga sprawa, po przyjezdzie do hotelu
      pocalowalismy klamke. "Nikt to ne je w doma". Na szczescie nasz uczynny
      taksowkarz jeszcze nie odjechal i zabralismy sie do miasta. Obecnie
      jestesmy w hoteliku Suites del Centro w samym centrum. Mamy apartament z
      malutkim patio za 450 peso/doba. Niestety, tylko na jedna noc. Ale nic to,
      jutro tez jest dzien. Moze uda nam sie pojechac do Puerto Angel. Po
      pobycie w CdM jestesmy troche zmeczeni. Idziemy do miasta. Do nastepnego
      wpisu.
      • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 03.02.10, 16:51
        Uff, za nami kolejne dni. Oaxaca jest jednak dużo przyjemniejszym
        miastem niż CdM.
        Na początek chciałbym sprostować nieścisłość z wcześniejszych
        wpisów. Adres wyszukiwarki hoteli jest następujący:
        www.skoosh.com . Polecam tą formę wynajdywania hoteli. Miałem dwa
        razy problem ze zmianą rezerwacji i przez telefon załatwiałem
        sprawę „od ręki”. Niestety, wyszukiwarka ta nie sprawdza się w
        przypadku szukania noclegu w Oaxace. Tutaj polecam ta przeglądarke:
        www.hotelesdeoaxaca.com .

        Teraz jestesmy w hoteliku Parador San Andres. Calle Hidalgo 405
        Centro Oaxaca .
        Malutki niepozorny hotelik za 500 peso za pokój. Cena nie jest
        najniższa ale hotelik ma niesamowity klimat. Cały jest w stylu
        kolonialnym, pokoje przestronne, do dyspozycji gości taras na I
        piętrze. Pokoi coś ok. 6. Na ul. Hidalgo jest kilka hoteli.
        Poprzedni, Suites del Centro jest oddalony o ok. 70m. Od nas w
        kierunku przeciwnym do Zocalo. Zaraz za nim, jest restauracja gdzie
        jedzenie i Corona są o połowe tańszę. Polecam omleta z serem
        oaxackim. Rewelacja.
        Jeżeli ktoś szuka informacji co, gdzie i jak, to na Zocalo stoi
        namiocik z informacją turystyczną. Można porozumieć się po angielsku
        i dostać materiały informacyjne na temat atrakcji turystycznych.

        Wczoraj pojechaliśmy na wycieczkę do Mitli. Start z Terminal de
        Segunda Clase. Zlokalizowany jest na południowy-zachód od centrum.
        Od Zocalo wiedzie do niego ul. Trujano. Jak się wejdzie do
        Terminala, to przedostatnie wejście po prawej stronie. Jak ktoś jest
        miłośnikiem filmu „Miłość Szmaragd i Krokodyl” tp po wyjściu na
        perony może się poczuć jak tym filmie. Po wyjeździe z terminala
        autobus jedzie przez centrum i zbiera chętnych do wyjazdu. Na szybie
        spory napis: Mitla. Czas jazdy ok. 1h. Po przyjeździe do Mitli czeka
        nas jeszcze jazda taksówką do ruin. Koszt ok. 30 peso. Za taksówkę
        robią skuterki, takie jakimi u nas jeździli inwalidzi. Przejazd z
        Oaxaca do Mitli to koszt 14 peso. Wstęp do ruin wynosi 37 peso.
        Ruina raczej malutkie. Po drodze mijamy kilka fabryk Mescal. Jutro
        albo pojutrze planujemy zwiedzić jedną z nich. W hotelu można
        wykupić gotowe wycieczki. Z hotelu zabiera nas bus i jedziemy
        odwiedzić 3-4 miejsca. W cenie jest przewodnik i transport. Opłata
        za wstęp np. do ruin płacony jest osobno. Koszt to 300 peso od osoby
        za wycieczke. Jest to może troche droższe ale po wczorajszej
        wycieczce do Mitli doceniam fakt, ze nie muszę myśleć czym jechać,
        jak, skąd etc, etc. Zresztą, wycieczki opiszę jak z nich wrócę a bez
        pomocy właścicieli
        Le Gite Del Sol z San Cristobal nie zobaczyłbym tego co chcę
        zobaczyć. Tak, że Muchos Gracias Jetlag, bo bez Twoich informacji
        miałbym sporo kłopotów ze zmieszczeniem się w czasie.
          • wojtek.kozlowski Re: Stoi na stacji lokomotywa... 09.02.10, 04:25
            Hola Amigo,
            teraz zdycham w Villahermosie. Zdycham bo upal i wilgoc daja sie we znaki.
            No i jestem troche padniety po maratonie po Chiapas. Mam troche materialu
            do opisu, tylko musze go jeszcze troche obrobic przed wrzuceniem do netu.
            Ogolnie trzymam sie planu. Do Los Mochis startuje jutro rano.
            • mojito ...i pot z niej splywa:) 09.02.10, 05:01
              wojtek.kozlowski napisał:

              "...bo upal i wilgoc daja sie we znaki."

              Sprawdzilem temperature w V. - masz 30 C. W Los Mochis bedzie
              24 C i zachmurzenie.
              www.wunderground.com/cgi-bin/findweather/hdfForecast?query=Los+Mochis&searchType=WEATHER

              tnij.org/losmochis
              Stay cool!
              m.
    • lagunek Re: wielkie dzięki 09.02.10, 08:06
      Wojtku Twoje relacje z podróży są niesamowite - ja jadę do Meksyku w
      marcu i wiele Twoich wskazówek pomoże mi w czasie mojej wyprawy.
      WIELKIE DZIĘKI za tak szczegółowe opisy z poszczególnych dni. Jedno
      mnie zdizwiło, bo napisałeś że na pokładzie samolotu z Berlina do
      Madrytu nie było darmowego wyżywienia , a ja mam na bilecie
      elektronicznym napisane, że w cenie biletu jest posiłek - dziwne ,
      ale w IBERII to wszystko jest możliwe :-)
    • lagunek Re: Relacja z Meksyku II 09.02.10, 19:20
      Wojtku :-)
      W jakiej agencji turystycznej kupowałeś objazd po CdM - jak się nazywa i gdzie
      ma ona swoją siedzibę , czy daleko od Hotelu Ambassador , bo ja też mam
      zarezerwowane noclegi w tym hotelu. I jaki był koszt tej wycieczki ???

        • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 03:41
          Ogolnie piszac o wycieczkach z Oaxaca; wycieczka w wersji „full day”
          to np. transfer do Monte Alban, wizyta u producenta zabawek
          drewnianych (rekodzielo), wizyta w Monasterze Dominikanskim (nigdy
          nie wybudowany do konca, zniszczony podczas wojny domowej, po niej
          nie odbudowany, w stanie permamentnej renowacji) dosyć ciekawe
          miejsce, warto odwiedzic z przewodnikiem, obiad w knajpie typu bufet
          (nie wliczony w cene wycieczki) wizyta u producenta garnkow
          robionych z gliny zmieszanej z pylem wulkanicznym, wskutek czego,
          po wypaleniu uzyskuje się czarny kolor wyrobu.
          Druga wycieczka tez w opcji „full day” to wizyta u tkaczy (b. ladne
          rzeczy ale tez nie tanie, niewielki chodnik albo jak kto woli kilim
          na sciane mozliwosc uzycia dowolna, to koszt ok. 150USD. Tkacz
          wykonuje ja przez 9 m-cy więc patrzac z tej strony, cena jest niska.
          Hierva del Aqua, takie meksykanskie Pammukale. Znowu obiad jak
          poprzednio oraz wizyta w Mitli. Mitla to male riuny (wiem, Smok
          Wawelski spalilby mnie ogniem za to co pisze) nieporownywalne z
          Monte Alban. Niestety, nie udalo nam się odwiedzic Yagul czego b.
          zaluje bo miasto wyglada duzo ciekawiej od Mitli. Niestety, nic tam
          nie jezdzi a jak jechalismy pierwszy raz do Mitli, to właśnie z
          zamiarem odwiedzin Yagul. Niestety, kierowca „zapomnial” nas
          wysadzic w odpowiednim miejscu, skad mielismy maszerowac ze 2 km do
          ruin. I w ten prosty sposob przez przypadek zaliczylismy dwa razy
          Mitle.Czego specjalnie nie zaluje. Ruiny może male, ale warte
          zobaczenia. Zwłaszcza grobowiec. Ostatnim punktem propgramu była
          wizyta w fabryce Mescal. Może okreslenie „fabryka” to ciut zbyt dużo
          ale wszedzie pisza „fabrica de mescal”. Troche mnie smieszyl opis
          produkcji, w koncu pochodze z kraju, gdzie prawie kazdy wie jak się
          robi produkt w domowych warunkach. Jako ciekawostke powiem, ze
          Mescal przezroczysta jest najmlodsza, najmocniejsza, nie posiada
          gusano czyli robaka. Zasada jest prosta: im ciemniejszy kolor
          Mescal, tym bardziej szlachetna. Najlepsza jest z grupy ANEJO, liczy
          8 lat, ma kolor mocnej herbaty i na wyposazeniu gusano, czyli
          robaka (trunek i zagryzka w jednym). Po drodze do i z Mitli mijamy
          zamkniety i dobrze strzezony „kurort” m. innymi dla idiotek i
          idiotow, którzy. przyjezdzaja do Meksyku np. wspomoc pracownikow
          przemyslu narkotykowego. W ostatni dzien przed wyjazdem odwiedzamy
          klasztor - muzeum Ex-Convecto Santo Domingo. Robi wrazenie ale
          wizyta w kosciele to dopiero przezycie. Kto zobaczyl to zrozumie co
          mam na mysli.
          No,to już jesteśmy w San Cristobal de Las Casas. Legit del Sol to
          skrzyzowanie hostelu z hotelem. Oddalony od Zocalo do 10'
          spacerkiem. Niezbyt dobre wrazenie wywarla na mnie wlascicielka
          hotelu Adrianna. Kobieta zasadnicza i profesjonalna do bolu. Pasuje
          do Meksyku jak piesc do nosa (pomimo, ze jest Meksykanka). Ale to
          moja subiektywna opinia. Teraz rozumiem, te ciagle upieranie się o
          zaliczke której nie wplacilem. Nocleg rezerwowalem e-mailem dwa dni
          przed przybyciem do San Cristobal i nie mialem mozliwosci przelania
          kasy. A w hotelu nie przyjmuja karty. Przyjechalismy do SCdLC ok.
          7.00. Pomimo jazdy ADO Platinum, ( 680peso za osobe) byliśmy niezle
          umordowani. Ja jak zwykle cierpialem na brak miejsca, chcac być
          cwany, wybralem pierwsze miejsca z przodu. Normalnie, tam jest sporo
          miejsca na nogi, jednak w ADO Platinum część, gdzie siedza podrozni
          jest zamknieta. Więc mialem przed nosem sciane i nie dość, ze nic
          nie widzialem, to jeszcze nie moglem w pelni rozprostowac nog. A
          tak poza tym, to było o.k. Jeśli ktos ma klopoty z choroba
          lokomocyjna, to niech dwa razy się zastanowi, czy nie lepiej leciec
          samolotem. Droga jest pelna zakretow i wiedzie przez gory. A brak
          widocznosci poteguje dyskomfort. Więc wysiadamy na dworcu i co
          dalej ??? Nie mam adresu hotelu, zapomnialem go wydrukowac.
          Znalezienie cafe internet o tej porze jest raczej malo mozliwe.
          Okazalo się, ze w San Cristobal Meksykanie są doskonale zorientowani
          na turystow. Jeszcze nie wyszedlem dobrze do terminalu (godz. 7.00)
          a już mialem jakiegos agenta z katalogiem hoteli. I mowil po
          angielsku, co jest rzadkoscia w tym Kraju. Od reki moglem wybrac
          dowolnej klasy hotel. Wystarczylo tylko wymienic nazwe hotelu, w
          moim przypadku był to Legit del Sol i agent skierowal mnie do
          jakiegos mlodzienca stojacego przed dworcem, który, okazalo się, być
          agentem Legit del Sol, i ten z kolei, zapakowal nas do taksowki,
          poinformowawszy, ze kurs kosztuje 20 peso i wyslal nia nas do
          hotelu.
          Więc bedac pod wrazeniem organizacji w San Cristobal dotarlem do
          Hotelu. Na dzien dobry uslyszalem od Adrianny, ze nie mowi się Hola,
          tylko Buenos Dias i poczulem się jak uczniak. Dziwne, może to i zle
          mówić Hola ale wszyscy się do mnie tak zwracali, a jeśli nawet, to
          nikt tak ostentacyjnie nie zwracal mi uwagi. Śniadanie kosztuje u
          Adrianny 25 peso od osoby. Tosty, jajecznica lub omlet, do tego kawa
          lub herbata. Do wyboru jeszcze salatka owocowa i chrupki na mleku. Z
          glodu się nie padnie ale jakbym mial dluzej zostac to mialbym
          problem ze sniadaniem.
          Pokoj dostalismy malutki ale za to z lazienka. Tez malutka.
          Skorzystanie z prysznica to calkiem niezla sztuka. Wszystko swiezo
          umyte (mycie podlog, sprzatanie i wymiana recznikow codziennie).
          Trzeba uwazac bo na swiezo umytej posadzce można koncertowo wywinac
          orla, co w polaczeniu z ciasnota może zaowocowac niezbyt ciekawym
          efektem. Jak pisalem Legit del Sol to hotel i hostel skladajacy się
          z dwoch budynkow oddalonych od siebie o jakieś 20 metrow. My
          mieszkalismy w czesci hostelowej (economica), chyba jako jedyni albo
          nieliczni mielismy lazienke. Koszt noclegu wynosi 20 dolarow za pok.
          dwuosobowy. Cena zawiera sniadanie. Nocleg w pokoju bez lazienki
          kosztuje 12 dolarow. Internet w powietrzu w obu obiektach. My
          mielismy dodatkowo na dachu taras na ktorym można było sobie
          posiedziec.
          Ogolnie, jak ktos planuje pobyt w San Cristobal, to niech nie
          rezerwuje noclegu. W okolicach Zocalo, idac ulica czlowiek potyka
          się o hotele i hostele. Ceny są rozne, np. w hotelu tuz kolo Legit
          (standard na oko dużo wyzszy od Legit) nocleg kosztuje 350 peso. 20
          usd to ok. 250 peso. Pozostaje tylko pytanie, czy roznica 24zl. to
          dużo czy nie.
          Na miejscu można kupic wycieczki. I tu kolejny zgrzyt. W emailu
          Adriana napisala mi, ze program o nazwie Expres 3 kosztuje 125 usd
          za dwie osoby. A skasowala mnie 135 USD. Niby 10 dolarow to nie
          majatek, ale niesmak pozostaje. W opisie program zawiera wycieczke
          po San Cristobal, wyjazd do Tuxla Gutierez na rajd motorowka po
          Canionie del Sumidero. I na trzeci dzien, wyjazd do Aqua Azul, Misol-
          Ha i ruiny w Palenque. We wszystkich miejscach wejscie wliczone jest
          w cene. O.K. Zaladowalismy się do pokoju, pogadalismy z b.
          sympatycznymi Polakami, którzy akurat stopowali w hostelu w drodze z
          Gwatemali do Brazylii via Meksyk i start do recepcji celem
          rozpoczecia wycieczki po San Cristobal. I tu kolejny zgrzyt; Adriana
          poinformowala mnie, ze wycieczka po S.C. to wycieczka solo, bez
          przewodnika. Czyli mamy sobie polazic sami. Już nie wiem co mam o
          tym myslec. Ale dobra, Adrianna to profesjonalistka. Informacji tej
          udzielila mi z calym swoim majestatem. Jestem zmeczony,
          zdegustowany ogolnie Adrianna i mam do wyboru; robic awanture albo
          machnac reka. Niestety, kasa zostala już zaplacona. Wybieram to
          drugie. Nie mam ochoty na awanture, jestem na wakacjach i chce
          odpoczac. Nic to, trzymam się zasady: denerwujac się czyjas
          glupota, najwieksza krzywde wyrzadzasz sobie sam !!! Start do
          Miasta.
          • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 03:50
            Miasto i Zocalo jest super. Oaxaca mi się bardzo podobala ale San
            Cristobal to już perelka. Bardzo widoczny jest folklor regionalny.
            Knajp, hoteli i biur turystycznych cala masa. Od wyboru do koloru.
            Ceny ogolnie nizsze niż w Oaxaca. Niestety, zarwana nocka (11 h w
            autobusie) powoduje, ze dzien konczymy dosyć szybko.
            Rano sniadanie i start do Tuxli. W zasadzie nic się nie dzialo,
            ponieważ był to wyjazd zorganizowany, to nie potrafie powiedziec ile
            kosztuje sama wycieczka po Canionie. Start 9.30, powrot ok. 17.
            Wieczorem, na Zocalo uzupelniamy poziom Corony w organiznie.
            Na dzien następny wyjazd do Palenque. Adrianna zapowiedziala nam, ze
            mamy być najpozniej o 6 rano w czesci hotelowej na sniadaniu. Na
            sniadanie dostalismy tylko tosty z dzemem i kawe. Jak dla mnie to
            o.k. Bo trasa przed nami dosyć meczaca ale jakosc sniadania, to
            kolejna rysa na profesjonalizmie Adrianny.
            Start do Palenque. Jedziemy busem w ok. 17 osob. Czas przejazdu do
            Palenque to ok. 5h. Ok. godz. 9,00 w miejscowosci Ocosingo kierowca
            robi stopa na sniadanie. W Meksyku zyskuja na popularnosci knajpy
            typu bufet. Placisz za wejscie do bufetu i bierzesz co chcesz i ile
            chcesz. W tym przypadku wejscie kosztowalo 70 peso od osoby
            (1 peso = 0,234zl.). Ok. godz. 11 stop w Aqua Azul, o 12 start
            dalej do Miso-Ha, ok. 13.30 start do Palenque.
            Osobiscie nie polecam tej wycieczki. Lepiej jest przyjechac do
            Palenque, zanocowac i isc do ruin z samego rana.
            Ja byłem troche zmeczony jazda, 5 h jazdy po gorach, było b. goraco
            a wilgotnosc w Palenque jest b. duza.
            Ponieważ psiocze na Adrianne, to na koniec dodam jeszcze informacje,
            ze w San Cristobal można bez problemu wykupis sobie dowolna
            wycieczke. Np. transfer do Flores kosztuje 450 peso. Dla porownania,
            nasze wycieczki moglem kupic za 1000 peso. Dodajmy do tego powiedzmy
            dwa noclegi po 250 peso i mamy kwote 1500 peso. Adrianna skasowala
            nas 135 USD x 12,7 peso co dalo nam koszt 1714 peso. Roznica niby
            niewielka ale w tej kwocie moglismy spac blizej Zocalo i w lepszych
            warunkach. No i bez lekcji „dobrego stylu” Adres do jednego z
            lokalnych biur podrozy: viajes_panajachel@hotmail.com .
            Wycieczke do Palenque zakonczylismy tuz przed 17.00 na terminalu ADO
            w Palenque skad autobusy do Villahermosy odchodza co 2 h. Czas
            przejazdu to tez 2h. Koszt: ADO 108 peso od osoby, OCC Primera Clase
            110 peso/osoba.
            Po przyjezdzie do Villahermosy od razu daja się we znaki upal i
            wilgoc. Po krotkiej rozmowie z taksowkarzami (typu „tutaj nie ma
            taniego hotelu są same drogie”) jestesmy prowadzeni do hotelu blisko
            terminala ADO. Z postoju taxi to ok. 60-80 metrow na wprost. Trzeba
            tylko sforsowac skrzyzowanie. Koszt 350 peso, standard poza normami.
            Syf, syf i syf. Brak klimy, (a tu jest ona b. potrzebna), lazienka
            jest ale strach z niej korzystac, a w nocy można mieć darmowa
            wycieczke z biurem podrozy Caraluch Adventure !!!!! Poszlismy cos
            zjesc i poszukac innego hotelu. Wychodzac z Ado i idac w prawo
            spotykami kilka ichnich fastfoodow, takie skrzyzowanie gyrosa z
            tacos, dosyć dobre, i tanie. Obiad dla dwoch osob (5 tacosow z
            miesem, warzywami i sosami, +3 x pepsi do popchania) to koszt ok. 84
            peso. To jest niecale 20zl. Wizyta w MacKwaku w Polsce to wydatek
            ciut większy ale jedzenie dużo gorsze a wrazenia po zjedzeniu
            bezcenne.
            Po posilku udalismy się na poszukiwanie innego hotelu. Był zaraz za
            rogiem. Nazywa się Hotel Villa Margaritas
            ( www.hotelvillamargaritas.com ) i miesci się przy ul. Sanchez
            Magallanes 910. Wychodzac z ADO od strony taksowek skrecamy w lewo
            do glownej, tam w prawo,idziemy ze 20m, skrecamy w pierwsza w prawo
            i widzimy hotel po prawej stronie. Cena noclegu to 585 peso za pokoj
            bez sniadania. Warunki O.K. Klima, wi-fi a nawet suszarka na
            wyposazeniu. Rano o godz. 6 spotykamy się z naszym taksowkarzem i
            start na lotnisko. Czas przejazdu to ok. 25', wliczajac ekspresowa
            wymiane kola (4'), koszt 150 peso. Tuz przed wyjazdem z hotelu,
            sprawdzilem na checkmytrip informacje o locie i dowiedzialem się, ze
            nasz przelot z Villahermosu do CdM jest ok, ale dalsze polaczenie,
            CdM-Gualdalajara jest zmienione i wylatujemy z CdM dokladnie o tej
            samej godzinie, co nasz (zaplanowany) samolot z Guladalajara do Los
            Mochis. No to zapowiada się ciekawie. Na lotnisku odprawia nas jakas
            praktykantka, która po zobaczeniu naszego biletu dziwnie zbladla. Ja
            nie musialem, bo już wiedzialem o zmianach. Byłem tylko ciekaw, co
            Mexicana Link z nami zrobia. Okazalo się, ze zrobia i to z korzyscia
            dla nas. Obecna relacje pisze z pokladu Bombardiera ktorym lecimy do
            Gualdalajary z Villahermosy z krociutkim stopem w Vera Cruz gdzie
            byliśmy swiadkami dosyć ciekawego zdarzenia. Po wyjsciu z samolotu
            podroznych, których celem było Vera Cruz (caly lot trwal 50') na
            poklad wpadl serwis pokladowy w ciagu doslownie 10' posprzatal i
            uporzadkowal wolne fotele.Lacznie z prysnieciem odswiezaczem w kazdy
            wolny rzad foteli. Dopiero po tym zostali wpuszczeni następni
            pasazerowie.
            W samolotach Lotu czegoś takiego nie doswiadczylem.

            Uff, po 8 h, 4 startach i ladowaniach ale tylko jednej przesiadce
            dotarlismy do Los Mochis. Taxi z lotniska do dworca autobusowego
            Centro jedzie ok. 20' i kosztuje 175 peso. Zamawia się je oficjalnie
            w okienku na lotnisku z prawej strony, przed wyjsciem z terminala.
            Autobusy do El Fuerte jezdza dosyć często, czestotliwosc kursow to
            od 40' do 2 h.
            Standard to poczawszy od chickenbusa az po volvo. Jazda „osobowym”
            autobusem zajmuje 2,5h. Koszt 130 peso za dwie osoby. Taksowkarz na
            lotnisku chcial 1000 peso za kurs do El Fuerte.
            Po przyjezdzie na miejsce, przyjazny tubylec skierowal nas do
            hotelu „San Francisco” skad pisze te slowa. Dojscie b. proste. Koszt
            450 peso za pokoj z lazienka, tv, klima i internetem w powietrzu.
            Jutro rano startujemy El Chepe.
            • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 12.02.10, 06:09
              Sniadanie „samoobslugowe” Produkty są na stole, sniadanie robimy
              sobie sami. Można powiedziec, ze mamy sniadanie szwedzko-
              kontynentalne. Startujemy na stacje.
              Po wyjsciu z hotelu uzupelniamy gotowke w pobliskim bankomacie.
              Jeszcze do niego dobrze nie dotarlem a już zaczepil nas taksowkarz,
              czy nie jedziemy przypadkiem na stacje, która jest oddalona o ok.
              10' jazdy od miasta. Więc transport na stacje już mamy. Koszt 100
              peso. Po przyjezdzie na stacje lekki niepokoj: na parkingu stoja dwa
              autokary, na peronie widac sporo ludzi. My nie mamy rezerwacji
              więc.... mogą byc klopoty. Na dodatek stwiedzam brak komorki więc z
              lekka czuje się zaniepokojony. Mamy dwa trzy mozliwosci: wrocic do
              hotelu gdzie najprawdopodobniej zostawilem telefon i jechac dzien
              pozniej, wrocic do hotelu i jechac pociagiem II klasy 2 h pozniej,
              jechac bez komorki liczac, ze za 4 dni odzyskamy ja po powrocie do
              El Fuerte. Wybieram trzecia mozliwosc, tym bardziej, ze pociag jest
              już b. blisko. Teraz pozostaje tylko wsiasc do pociagu i kupic
              bilet. W pierwszej kolejnosci wpuszczani są pasazerowie z biletami,
              nie wiem skad je mieli, kasa na dworcu była nieczynna. Jednak nie
              jest strasznie oblegany i bez problemu dostajemy wolne miejsca.
              Tloku może nie ma ale o wielkim luzie tez nie można powiedziec. Więc
              jedziemy, czekamy na widoczki, w międzyczasie zdazylismy zglodniec
              więc idziemy sprawdzic ichni WARS. Wagon restauracyjny dzieli się na
              dwie czesci: drink bar gdzie można się napic kawy, herbaty, drinka,
              piwa, zjesc ciastko albo jakas przegryzke i druga część,
              restauracyjna, gdzie można już zjesc normalny posilek. Ceny
              porownywalne z cenami w restauracjach. Piwo 45 peso, kawa (ciagla
              dolewka, bardzo dobra jak na Meksyk) ok. 25-35 peso, wino (185 ml.)
              ok. 50-60 peso.
              Posilek dla dwoch osob to koszt od 200 peso do 450 peso, w
              zaleznosci od tego co sobie zazyczymy.
              Po 5 h. jazdy dotarlismy do Divisadero. Wg rozkladu jazdy
              mamy tu postoj 20'. Wszyscy wysypuja się na malutki peron, gdzie
              zaczyna się już targ. Tybylcy oferuja cieple posilki (mojej zonie
              nie smakowal, placek napchany warzywami, bez sosu, bez przypraw, po
              prostu bez smaku), pozostale stoiska nie oferuja niczego ciekawego
              co by było warto zakupic. Schodzac z peronu w dol, idziemy wzdluz
              stoisk i dochodzimy do tarasu widokowego z którego widac piekna
              panorame Kanionu. Wrazenie trudne do opisania. Zaraz po lewej jest
              slynny hotel Divisadero Barrancas, stojacy na krawedzi Kanionu. (
              www.hoteldivisadero.com ). O ile mi się udalo zobaczyc, to cena
              noclegu dla dwoch osob oscyluje na poziomie 1850 peso. Nie zdazylem
              sprawdzic czy zawiera w sobie wyzywienie (przypuszczam, ze sniadanie
              na pewno), bo musialem b. szybko wracac do pociagu. Okazalo się, ze
              postoj trwa tylko 10' i jedziemy dalej. Niestety, rozklad jazdy nie
              jest zbyt precyzyjnie przestrzegany. Nic to, wrazenia z podrozy są
              spore, zdazylem wrocic do pociagu więc nie będę czepial się
              szczegolow. Obsluga przed przyjazdem do danej miejscowosci chodzi po
              pociagu i informuje pasazerow o zblizaniu się do stacji i o ew.
              atrakcjach. Tak samo, jak zblizamy się do jakiegos ciekawego miejsca
              na trasie, jestesmy informowani o tym widoczku. Powoli zblizamy się
              do celu naszej podrozy: Creel. Nie mam rezerwcji noclegu, niestety,
              w internecie informacji nie ma zbyt dużo. Jakos mnie to nie martwi,
              moje dotychczasowe doswiadczenia mowia mi, ze Meksykanie zadbaja o
              to, zebym nie mial z tym problemow.
              I potwierdza się moja teoria. Jeszcze dobrze nie dojechalismy do
              Creel a już zaczepil mnie jakiś czlowiek, z pytaniem czy mam nocleg
              w Creel. Ponieważ odpowiedz brzmiala: NIE, to od razu stalem się
              posiadaczem folderu hotelu Willa Mexicana (www.vmcoppercanyon.com ).
              To kompleks sporej wielkosci domkow kempingowych, Kazdy domek
              wyposazony jest w piecyk gazowy (który b. się przydal), oraz
              wszystkie sprzety do fukcjonowania. Teren jest ogrodzony i
              wyposazony m.innymi w plac zabaw dla dzieci. Cena noclegu wyniosla
              nas 600 peso za noc wraz ze sniadaniem. Podobno, cena była niska,
              przynajmniej tak mi mowili naganiacze na dworcu.
              W momencie jak szykowalem się do wysiadania podszedl do mnie
              konduktor i wreczyl mi wizytowke hotelu Margarita.
              Cena była nizsza za osobe, jednak za dwie osoby cena się
              wyrownywala. W naszym hotely można było wykupic wycieczki po
              Kanionie. Na samym dworcu w Creel trudno się opedzic od naganiaczy,
              oferuja nocleg wraz z transferem do hotelu, ogolnie hoteli w Creel
              jest sporo, pierwsze widac z peronu dworca jednak jak ktos chce
              jechac w ciemno, to niech sprawdzi czy nie jedzie w porze wysokiego
              sezony. My byliśmy zima więc i turystow jest dużo mniej a co za tym
              idzie hotele są luzne.
              Więc jedziemy do Villa Mexicana. Bus zabiera nas z dworca i po 5'
              jazdy zajezdzamy na nasz kemping. Niestety, pogoda jest kiepska,
              temp. oscyluje niewiele powyzej 0C, wieje zimny wiatr, w hotelu
              pustki, poziom Corony w organizmie został uzupelniony w pociagu,
              więc co tu robic. Przyjechalismy 1 godzine przed czasem więc jest
              jeszcze jasno ale zaraz się sciemni. Miasteczo po rozparcelowaniu
              przybylych turystow sprawia wrazenie umarlego
              Nasze plany na dwa dni, to wycieczka do wodospadu Piedra Volada 243m
              wysokosci (120km od Creel, koszt ok. 600 peso od osoby) i do San
              Ignacio de Arareko (koszt 130 peso od osoby).
              Rano niespodzianka: piekna sloneczna pogoda i …..... sporo
              sniegu !!!!!!!!!!!!! Temp. oscyluje ok. 0 C. No coz, zobaczyc snieg
              w Meksyku, to tez atrakcja. Idziemy na sniadanie i tu niezbyt mila
              niespodzianka. Z powodu opadu sniegu nie odbywaja się zadne
              wycieczki. Czyli; przyjechalem, zobaczylem i moge wracac. Nie jest
              to zbyt mila perspektywa. Krotka narada i po sniadaniu pakujemy się,
              zeby zdazyc na pociag do El Fuerte o 11.20. Recepcja bez problemu
              zwraca kase za niewykorzystany nocleg i po chwili bus zabiera nas na
              stacje. Tym razem biletu kupujemy na stacji. Pociag z lekkim
              opoznieniem wtacza się na stacje i zabiera nas do miasta Zorro.
              Niestety, nasz plan zwiedzenia Barranca del Cobre poniosl porazke. I
              to dosyć droga. Koszt przelotow do Los Mochis i CdM to ok. 500 USD.
              Koszt przejazdu w jedna strone El Chepe z Los Mochis/El Fuerte do
              Creel to koszt 1084 peso za osobe co daje nam kwote 4336 peso (ok.
              341 USD) za przejazd dwoch osob w obie strony. Więc jestesmy do
              tylu ok. 850 USD. Troche dużo wziawszy pod uwage fakt, jak niewiele
              zobaczylismy. No coz, opadu sniegu nie da się przewidziec kupujac
              bilety lotnicze 3 m-ce wczesniej. Dodatkowo, dosyć slabo mialem
              rozwiazany temat samego Kanionu, po prostu posiadalem b. malo
              informacji. Nic to, jak kiedys pisalem do Renaty_Zofii, z Meksyku
              trzeba wyjezdzac z uczuciem niedosytu. Wtedy mamy powod, zeby
              powrocic. Mnie się teraz marzy następny wyjazd do Meksyku z
              przeznaczeniem 2 tygodni na zwiedzanie Barranca del Cobre. Np.
              konna wyprawa przez Kanion. Moja zona już zglosila veto ale mysle,
              ze albo zmieni zdanie albo pusci mnie samego. Więc przynajmniej mam
              już powod do powrotu do tego fascynujacego Kraju.
              Jeswtem juz w hotelu San Francisco. Moja wiara w ludzi zostala
              utrzymana. Odzyskalem komorke.
              • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 14.02.10, 02:19
                Po zwiedzeniu El Fuerte, (male miasto, więc szybko można je
                obleciec) wsiedlismy do autobusu do Los Mochis.
                Autobus mial być o 12 ale przyjechal wczesniej i wystartowal ok.
                11.45. W El Fuerte nie ma dworca jako takiego, po prostu, przy
                glownej ulizy, tuz kolo uliczki targowej (czyli uliczka wypelniona
                straganami) maja postoj taksowki (700 peso za kurs do Los Mochis) i
                zatrzymuja się autobusy. Autobus z napisem np. Los Mochis jedzie
                bezposrednio do Los Mochis, jeśli ma dopisek np. Corzo lub jakiś
                inny, to zawija wszelkie wioski po drodze. Cena za przejazd jest ta
                sama, tylko ten pierwszy jedzie 1,5h a drugi prawie 3. większość
                hoteli skupiona jest wokół Centro Historico. Wstep do Muzeum El
                Fuerte 5 peso. To stary fort wojskowy, pieknie odrestaurowany. Na
                zwiedzanie wystarczy 20'.
                Ponieważ Barranca del Cobre okazal się dla nas niegoscinny, mamy
                nadwyzke dwóch dni. To troche zbyt dużo,zeby siedziec w El Fuerte.
                Startujemy do Mazatlan., problemem są tylko noclegi. Tam odbywa sie
                właśnie Karnawal i „mój” hotel, czyli ten, w ktorym ma m rezerwacje
                od 14.02. nie ma miejsc. Wyszukiwarka skoosh, pokazuje hotele od
                150USD za dobe. W ciemno troche strach jechac, z drugiej strony
                siedziec bezczynnie to zgroza. Na szczescie są inne wyszukiwarki. W
                bliskiej odleglosci od „mojego” hotelu udaje mi się znalezc nocleg
                jedynie 2 x drozszy niż mam od 14.bm. Trudno, muszę zaakceptowac ta
                cene jeśli chce mieć pewne spanie dzisiaj. Więc za jedyne 60USD za
                noc mamy zapewnione spanie. Wziawszy pod uwage fakt, ze to dosyć
                wysoki sezon, to cena chyba nie jest jakas wsciekle wysoka. Na
                Jukatanie, na Riviera Maya, chcac spac przy plazy, to była cena
                niska.
                Przejazd do Los Mochis odbyl się szybko i sprawnie. Bedac na dworcu
                w LM, (Indepencia Terminal) zostajemy zaczepieni przez jakiegos
                miejscowego czy jedziemy do Mazatlan. To było dla mnie spory
                problem, ponieważ w zadnej wyszukiwarce nie udalo mi się znalezc
                zadnego przewoznika rejsowego na tej trasie. Więc
                mamy „przewodnika”, który zabral nas do malutkiej poczekalni
                oddalonej od terminalu ok. 50m. Tam siedzialo już kilka osob w
                oczekiwaniu na autobus. Koszt przejazdu z Los Mochis do Mazatlan to
                300 peso od osoby. Przewodnik sprzedal nam bilety, autobus ma być o
                13.30. O 14 nic się nie dzialo, poza tym, ze przybylo parę osob. O
                14.15 nasz przewodnik cos do nas zaczal gadac, na szczescie
                zrozumial moja odpowiedz: „ no comprende senior”. W odpowiedzi
                pokazal na migi, ze mamy zabierac bagaze (wczesniej przyczepil do
                nich metki, takie jak przyczepia się przy nadawaniu bagazu) i
                pokazal ze wychodzimy. Bylem przekonany, ze autobus zaraz podjedzie.
                Przewodnik otworzyl bagaznik swojego samochodu (chyba Ford Fiesta),
                zapakowal nasze plecaki, nas z jeszcze dwoma osobami wsadzil do
                srodka i jedziemy. Okazalo się, ze zawozi nas na dworzec El Sur.
                Firma która miala nas wiezc nazywa się Estrellas del Pacifico.
                Podobno mamy serwis Primera Classe, natomiast patrzac na autobus,
                wygode oraz aromaty jakie są w autobusie (chyba powazna awaria
                toalety), porownywalne ze smrodem w szalecie na Dworcu Glownym PKP
                we Wroclawiu, to jedziemy czymś tylko troche lepszym od chickenbusa.
                Ale jedziemy. Po 1h jazdy pierwszy przystanek. Pojawia się swiatelko
                w tunelu. Kierowca podnosi klape z tylu i podlacza do jakiegos
                zbiornika waz z woda. Za chwile widze, ze idzie do toalety z plynem
                dezynfekującym. Po chwili atmosfera się poprawia. Jednak do Primiera
                Classe jeszcze jest daleko.
                Dla zainteresowanych, do Mazatlan jezdzi jeszcze firma Norte de
                Sinaloa i ACN. Tak na oko, autobusy maja w lepszym stanie. Niestety,
                nie wiem skad odjezdzaja. Z Los Mochis do Mazatlan jedzie się droga
                dwupasmowa.. Po drodze mamy godzinny postoj w jakims większym
                miescie. Wreszcie, prawie po 8h jazdy dojezdzamy do Mazatlan.
                Taksowka z terminala to koszt 50 peso. Bunkrujemy się w hotelu i
                idziemy uzupelnic poziom cervezy w organizmie.
                • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 18.02.10, 05:56
                  MAzatlan= Karnawal. Pomijajac imprezy biletowane, odbywaja sie dwie
                  wielkie parady. Parada maszeruje promenada wzdluz wybrzeza, calosc
                  to ok. 6km. Warto to zobaczyc ale..... Przyjezdzac specjalnie do
                  Mazatlan na parade, to troche chore. W Vera Cruz tez odbywa sie
                  parada i nie trzeba gnac na drufi koniec Meksyku. Chyba, ze ktos
                  planuje wizyte na plw. Kalifornijskim albo w Barranca del Cobre.
                  Co do tego ostatniego, to radze dobrze poszukac informacji o
                  Kanionie, a najlepiej zalatwic sobie w jakies agencji turystycznej
                  organizacje calej eskapady po Kanionie, bo moj epizod, to wg mnie
                  tylko stracony czas. Sam przejazd El Chepe, moze i ciekawy ale, jak
                  pisal Smok Wawelski, to tak jakby przyjechac do Krakowa i Wawel
                  poogladac tylko z okien samochodu. Co do MAzatlan, to miasto samo w
                  sobie malo ciekawe. Jego zaleta jest to, ze ceny sa troche nizsze.
                  Pierwsze dwie noce spedzilem w hotelu Azteca Inn, za 70USD za pokoj,
                  wiec dosyc drogo. Niestety, decyzja o wczesniejszym przybyciu do M
                  byla podejmowana szybko wiec nie mialem duzego pola manewru. Wiem,
                  ze mozna jechac w ciemno i szukac na miejscu i na pewno daloby to
                  efekt ale jechalismy w najwyzszym sezonie, i po przyjezdzie bylismy
                  troche padnieci. *h w niezzbyt wygodnym autobusie nie nastraja zbyt
                  optymistycznie. W samym miescie zajrzelismy do "slynnego"
                  oceanarium - porazka, zaledwie dwa duze baseny, kilka spiacych
                  rekinow i kilka zolwi nie przesadza o atrakcji. Minii zoo to tez
                  malo ciekawe. Owszem obejrzec warto ale robic z tego nie wiadomo co,
                  to przesada. W La Isla Shoping Center w Cancun, mozna spedzic caly
                  dzien i sie nie nudzic, a tu wszystko czlowiek oglada w 15'-20' i co
                  dalej ??? W Cancun moglem podrapac rekina po pysku albo gardle,
                  jesli takowe posiada, moglem dotknac plszczki, tu musialem sie
                  zadowolic nurkiem, ktory zmuszal rekiny do plywania. Dosyc ciekawe
                  sa jeszcze foki, a zwlaszcza pokaz karmienia ale jak pisalem, to
                  troche zbyt malo, zeby robic krzyk o super atrakcji. Druga "wielka
                  atrakcja" to latarnia morska Faro. Moze i jest wysoka ale to gora na
                  ktorej sie znajduje. Sama latarnia jest dosyc niska i nie ma
                  mozliwosci wstepu na nia. Aha, wejscie zajmuje ok. 40', dobrze jest
                  wziasc ze soba butelke wody. No i na gorze nie ma toalety, co moze
                  sie dac we znaki co poniektorym. Natomiast widok na Mazatlan wart
                  wejscia na ta gore. Po Mazatlan mozemy sie przemieszczac taxi,
                  spalinowym wozkiem golfowym, cos w stylu garbusa, tylko bez drzwi,
                  dosyc drogi srodek transportu. Kurs w jedna strone zaczynal sie od
                  100 peso a konczyl na 250 w zaleznosci od humoru kierowcy. Wiec
                  przed zajeciem miejsca trzeba bylo uzgodnic cene., Pickap czyli
                  colectivos, nie wiem za ile bo nie korzystalem no i najtanszy
                  srodek, ichnie MPK, czyli cos jak skrzyzowanie czolgu z autobusem. A
                  tak na prawde, to to byl Mercedes, niesamowicie zniszczony w srodku.
                  Ale za 6 peso od osoby trudno cos wiecej wymagac. Dla porownania
                  powiem tylko, ze taksowka z hotelu na lotnisko, a to bylo tak z 25-
                  30km, kosztowala 270peso. Jesli ktos jednak wyladuje w Mazatlan, to
                  polecam hotel Fiesta In. Znalazlem ich w skoosh.com i musze
                  przyznmac, ze cena nie byla jakas wsciekla. 35USD za pokoj z
                  widokiem na morze, w hotelu 3*** (zaslugiwal na te gwiazdki)
                  stojacym przy plazy, z wlasna plaza, lezakami w cenie to nie jest
                  chyba wygorowana cena. Przypuszczam ze bez problemu znalazlbym hotel
                  taniej ale mam jaka taka faze, ze lubie mieszkac przy plazy. No i
                  internet w powietrzu byl najlepszy ze wszystkich.
                  Wiec jestesmy juz w CdM w Ambassadorze. Lot odbyl sie bez przeszkod,
                  trwal zaledwie 1,5h. Samolot to Boening 717. Do dzisiaj nie
                  wiedzialem, ze taki jest ale od dzisiaj wiem, ze mam w nim najwiecej
                  miejsca na nogi. Zeby tyle mial przy powrocie do Europy.
                  Jeszcze tylko uzupelnienie zapasow Tequili i jutro (u mnie jest
                  jeszcze wczoraj) wsiadamy w samolot do domciu.
        • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 03:59
          Lagunek,
          do hotelu dotrzesz bez problemu metrem za 3 peso.Po wyladowaniu w
          CdM: po odbiorze bagazu idziesz w lewo wzdluz terminala. Mijasz
          kantory, im bardziej oddalasz sie od Immigration Officer, tym
          bardziej kursy walut korzystne. Dochodzisz do konca terminala,
          wychodzisz z niego i idziesz dalej az dochodzisz do metra do linii
          nr 5.Ta linia zaczyna sie na powierzchni, nie pod ziemia. Wsiadasz w
          kierunku (direction)Politecnico i jedziesz 7 stacji po czym
          wysiadasz na stacji La Raza. Tam zmieniasz linie na nr 3 i jedziesz
          w kierunku Universidad 3 stacje po czym wysiadasz na stacji Hidalgo.
          Stamtad masz 5' marszu do hotelu. Caly przejazd powinien zamknac sie
          w ok. 30'.
          • lagunek Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 19:02
            Jeszcze jedno pytanie Wojtku
            Czy w Mexico City loty międzynarodowe i lokalne odbywają się z tego samego
            terminala ??? Czy są tam dwa terminale ??? Po przylocie z Madrytu do Mexico City
            mam kolejny lot do Meridy.
            • jetlag1 Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 19:45

              w mex sa dwa terminale,
              aeromexico i wiekszosc partnerow Sky Team(z wyjatkiem af/kl) w
              terminalu #2,
              mexicana i partnerzy ze star alliance w ternimal #1

              jezeli lecisz iberia -terminal #1
              od dluzszego czasu nie chodzi kolejka laczaca oba budynki, jest
              autobus, przeznacz ewentualnie wiecej czasu.

              taxi do centrum, kup bilet w budce przed wsiadaniem do taxi

              "The world is a book, and those who do not travel read only one page"
                • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 18.02.10, 06:01
                  lagunek napisał:

                  > Do Meksyku przylatuję liniami IBerią , zaś do Meridy lecę
                  Mexicaną - więc jak
                  > dobrze Ciebie zrozumiałem to wszystko jest na terminalu I.

                  Potwierdzam, dzisiaj przylecialem Mexicana i wysadzili mnie na
                  terminalu I.
                  Dla Twojej informacji: Jako klientowi Mexicana Air przysluguje ci
                  znizka na taxi z lotniska. Wiec jesli bedziesz mial potrzeba, to za
                  okazaniem biletu, masz tanszy kurs w Yellow Cab. Jak przylecialem z
                  Madrytu, to zaplacilem 250peso, dzisiaj placilem 185peso, a gdybym
                  nie byl klientem Mexicany, to placilbym 225 peso.
    • lagunek Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 07:52
      Hola Wojtku

      Dzięki za wskazówki - Ta trasa do hotelu jest dość długa jak dla
      mnie, ja jednak skorzystam z Taxi - uważam , iż z bagażami będzie to
      bezpieczniejsze - bo w metrze może się wiele wydarzyć. Tam złodzieje
      nie śpią i cały czas czuwają. Z metra będę korzystał tylko w
      wyjątkowych sytuacjach, dam zarobić taksówkarzom - hehehe :-)
      • jetlag1 Re: Relacja z Meksyku II 10.02.10, 19:54

        zwiedzajac mex city mozesz skorzystac z autobusu typu
        "hop-on,hop-off , chodzi co 30/40min, zatrzymuje sie przy wszystkich
        turystycznych atrakcjach,ojasnienia typu audio/sluchawki w paru
        jezykach
        • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 11.02.10, 00:53
          Lagunek,
          metro w CdM jest najszybszym i najwygodniejszym srodkiem transportu.
          Owszem, z bagazami lepiej sie nie ladowac ale jak pojedziesz to tez
          nic sie nie stanie. Wydaje mi sie, ze koszt 250 peso za taxi to nie
          majatek wiec do hotelu wygodniej pojechac taxi ale pozniej, do
          przemieszczania sie po CdM uzywaj metra bez obaw. Nie chwal sie
          pieniedzmi, nos przy sobie niewielkie nominaly, paszport zostaw w
          hotelu, przy sobie miej tylko kserokopie. Mozliwosc skserowania
          paszportu oraz cafe internet masz na przeciw hotelu.
          • lazybutsu Re: Relacja z Meksyku II 13.02.10, 20:41
            Odnosnie wycieczek metrem, dodam jeszcze, ze przyszlo mi podjac
            wyzwanie przemieszczenia sie z Centro Historico do Coyacan o godz 8
            rano -naprawde bardzo ciekawe doswiadczenie. Wydaje mi sie, ze efekt
            scisku mogl zaowocowac zmiazdzeniem. Na szczescie skonczylo sie na
            bolu glowy spowodowanym niskim poziomem tlenu. =) Podejrzewam, ze
            ciezko byloby dostac sie na poklad z jakimkolwiek bagazem.
            • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 14.02.10, 00:03
              Niestety, CdM nalezy do najwiekszych miast na swiecie, co wiaze sie
              ze sporymi utrudnieniami. Tlok w metrze, korki na powierzchni, smog.
              Dla turystow nie da sie zrobic osobnych linii komunikacji. Takowe
              dostepne sa chyba tylko na Kubie. Na szczescie bedac na urlopie nie
              trzeba jezdzic w godzinach szczytu, przynajmniej nam sie to udawalo
              bez wiekszych problemow. Wszedzie zdazylismy i wrocilismy. Jak
              trzeba bylo, to podrozowalismy z bagazami i tez nic wielkiego sie
              nie dzialo.
                • jetlag1 Re: Relacja z Meksyku II 05.05.10, 03:14
                  z przyjemnoscia przeczytalem relacje Twojej wycieczki i ogladalem
                  fotki.
                  Mexico jest jak niewierna kochanka, raz posmakujesz i chcesz wiecej,
                  ale....napewno tam wrocisz, ja tez.

                  czy Ty kilikasz z Wrocka?
                  • mojito Baker`s dozen:) 05.05.10, 06:10

                    Obszerna i ciekawa relacja. Zatrzymalem sie dluzej na ostatnim
                    zdjeciu. Policzylem butelki lezace na lozku i odpoczywajace przed
                    podroza (reposado:). Baker`s dozen. Tyle ze soba zabraliscie do
                    kraju? Nie moglem rozpoznac tych dwoch, kamionkowych, na gorze.
                    Margarita mix? Bo chyba nie kahlua. Kahlua ma ciemna butelke.
                    • mojito Plus szesc 05.05.10, 06:20

                      Zdjecie otworzylo sie poczatkowo bez ostatniego rzedu
                      butelek. Teraz widze dodatkowy rzad szesciu butelek.
                      Podziwiam ambitne przedsiewziecie logistyczne:).
                    • wojtek.kozlowski Re: Baker`s dozen:) 05.05.10, 10:42
                      Hola Amigo !!!!
                      Tak, nie myliles sie, to Margerita Mix. Pozostaly sprzet, to czysta
                      Tequila. Rok temu przywiozlem podobna baterie. Szybko sie skonczyla.
                      Z tej kolekcji zostaly mi juz tylko dwie butelki. A chociaz zebym
                      jedna wypil !!! Na lotnisku musialem troche przeladowac bagaz no i
                      pracownik Iberii wykazal daleko idaca tolerancje (5kg). Wiec obylo
                      sie bez doplaty.
                      Poza tym, polecam wszystkim backpackersom inwestycje w ten
                      sprzet:www.wisport.com.pl/index.php/akcesoria/wor_transportowy
                      __1 sprawdza sie znakomicie i wykazuje duza odpornosc na
                      dzialanie "lotniskowejmaszynydoniszczeniabagazu"
                  • wojtek.kozlowski Re: Relacja z Meksyku II 05.05.10, 09:13
                    Dokladnie, Meksyk emituje niewidzialne pole magnetyczne, ktore
                    powoduje niesamowite przyciaganie !!!! B. prawdopodobne jest, ze
                    znow nie uda mi sie powstrzymac i ulegne pokusie kupna biletow do
                    Meksyku.
                    Tak, klikam z Wroclawia.
                    • mojito Wor transportowy numero uno 05.05.10, 15:25

                      Wor imponujacy i budzacy szacunek. Jezeli nie przecieka
                      to idealny do transportu tequili:) Ladna zawartosc litrow.

                      Wojtek, zobacz co sie z Twoim miastem turystycznie porobilo:
                      www.nytimes.com/2010/04/25/travel/25next.html?scp=2&sq=Wroclaw&st=tcse

                      Slonecznie pozdrawiam.
                      m

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka