Gość: bleb
IP: *.gliwice.pl / *.sownet.gliwice.pl
22.06.02, 23:26
Ostatnio mialem okazje zobaczyc film "Vanila Sky" (mozliwe ze pomylilem sie w pisowni tytulu). Swiat w nim przedstawiony wydaje mi sie koszmarnie spaczony. Mlody facet utrzymujacy zwiazek luzkowy z jedna kobieta zakochuje sie w drugiej i zaczyna cos miedzy nimi iskrzyc. Jego kochanka, kedy jada razem samochodzem doprowadza do paskudnego wypadku samochodowego, przez co ona ginie a on jest mocno okaleczony. I tutaj pojawia sie chory watek. Czlowiek ten po wielu przejsciach, jak sie pozniej okazuje, po samobujstwie zostaje zamrozony a jego swiadomosc przeniesiona w nowe "lepsze" zycie. Wlasciwie sen. Sen, gdzie jego milosc wraca do niego, wszystko zaczyna sie powoli ukladac, jest szczesliwy, do czasu kiedy wszystko nie zamieni sie przez niego samego tworzony koszmar.
Dlaczego o tym pisze i co mnie zastanawia? Traktuje kino jako pewne odzwierciedlenie tego co sie dzieje w swiadomosci ludzi. Pewien pomysl na scenarusz nie pojawia sie bez przyczyny. Czy kiedy robi sie naprawde zle, tak jak w tym filmie, nalezy dac sie zamrozic i "przeteleportowac" w nowe zycie, zycie naszych marzen? Pojawilo sie o ostatnich latach coraz wiecej filmow, ktore w smutny sposob mowia o naszej rzeczywistosci. Nie wazne jakiej sa produkcji. Mysle ze wszystkie jadnak poprzez swoja forme o czyms swiadcza. Najbardziej obrazowy to chyba "Human Traffic". Requem for a dream, No man`s land, i tu smiech - "Gulaczas a jak myslisz". Akurat ten ostatni skoro sie pojawil musi miec tych co go chetnie zobacza. Nie moge nie wspomniec o "Natural born killer`s", podobno klasyka, czy "Blue velvet" Lincha - spokojnie podmiejskie zycie czego symbolem sa zolte tulipany przy pieknym bialym plotku. Zmieszanie dwoch rzeczywistosci. Tej gdzie morderstwa oglada sie na szklaym ekranie i i tej gdzie ludzkie zycie nie ma zadnej wartosci -robactwo w trawniku na ktory upada na samym poczatku ojciec glownego bohatera. Innym przykladem zupelnie chorej rzeczywistosci wydaje mi sie "Monsters ball". Ale tutaj nastepuje jakas przemiana. Mysle, ze pozytywna. Uderzajaca scena w ktorej prostytutka pyta sie ojca co u jego syna, co wiemy juz wczesniej, rowniez jej klienta. Ludzie o spaczonej, "twardej" psychice. Syn tego czlowieka podobnie jak wczesniej zona popelnia samobojstwo. Filmem, ktory zrobil na mnie najwieksze wrazenie bylo "American beauty". Chyba kwintesencja. Jakie plyna z tego wnioski? Czlowiek wydaje sie strasznie zagubony, szukajacy jakiegos stalego punktu oparcia, ale nie mogacego go odnalezc. W "Vanila Sky" utracona milosc i tragedia na samym koncu. Bohater budzi sie po 150 latach przespanych w lodowce. I nie ma juz osoby, ktora kochal. Czy wiekszosc ludzi widzi swiat szarym i smutnym? Swiat gdzie mniejsza ryba ginie w paszczy wiekszej. A moze on rzeczywiscie taki jest. Trainsspotting wydaje sie calkowicie prawdziwym filmem. A moze ludzie chca tylko spokoju, domu na peryferiach wielkiego miasta z zacisznym ogrodem i elektryczny toster w kuchni? Swiat jaki sobie wykreowal czlowiek jest koszmarnie smutny. I dalej go takim kreuje. A teraz, jak w tym filmie o ktorym pisalem na poczatku, chce od niego uciec. W tym wszystkim brakuje dwoch aspektow. Tak mysle - milosci i spontanicznosci.
A moze ja przesadzam. Moze nie powinienem sie nad tym zastanawiac i spokojnie wrocic do wyjadania czeresni z garnka, ktory stoi na moim biurku. Moze to ze staram sie postrzegac swiat jako piekny, i ciekawy, zupelnie inny niz kreowany w tych wszystkich filmach jest bledem i tylko trzymaniem glowy w chmurach? cos mi tutaj nie pasuje. Albo ja jestem dziwny albo rzeczywistosc. A jezeli wyciagne glowe z chmur to zobacze swiat takim jaki on jest naprawde? Jaki jest naprawde? Jedyna odpowiedza jest chyba to, ze taki jakim kreuje go czlowiek.
Wiec jaki jest czlowiek. Koszmarnie zagubiony.
Taka wolna mysl. Koncze. Trzeba jeszcze troche popracowac (naszczescie lubie swoja prace ;-)
bleb