Dodaj do ulubionych

nie zawsze kończy się jak w telenoweli

IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.01, 22:53
Moja historia może i nadawałaby się do telenoweli, ale bez tego ostatniego
odcinka, który wszystko rozwiązuje i wszyscy dalej żyją długo i szczęśliwie. To
jednak nie znaczy, że czegokolwiek żałuję. Uczucie było piękne, choć chyba bez
wzajemności. Spotkałam chłopaka, który jak nikt przedtem i nikt potem urzekł
mnie. Czas pokazał, że ja nie urzekłam jego. W czasie kiedy się spotkaliśmy, on
jeszcze leczył rany po poprzednim związku, trwającym bardzo długo. Wszystko się
wspaniale rozwijało, kiedy na krótki moment pojawiła się jego dawna miłość.
Miałam wrażenie, że wszystko pękło jak mydlana bańka, w jednej chwili nastąpił
zwrot o 180 stopni. Może powinnami się cieszyć, że to się nie stało po latach,
ale cóż ja mogę poradzić na to, że do dziś nie mogę o tym zapomnieć. Minęło 8
lat, przez cały ten czas nie zdobyłam się na to by znaleźć się w miejscu, w
którym on jest. Wciąż nie mam na to odwagi, wciąż boję się że głos uwięźnie mi
w gardle, że znowu spadnę w tę samą dziurę w której znalazłam się wtedy. I nie
wiem, czy kiedykolwiek będę miała dość odwagi, by go spotkać.
Obserwuj wątek
    • Gość: Blondie Re: nie zawsze kończy się jak w telenoweli IP: 193.227.223.* 10.09.01, 16:05
      Ja też to przeżyłam, dokładnie taki sam początek i tak samo smutny koniec...
      wciąż boli i też nie mam odwagi się z nim spotkać. Liczę na to,że zapomnę ...
    • Gość: Cumella Re: nie zawsze kończy się jak w telenoweli IP: *.uni.lodz.pl 10.09.01, 21:48
      Niestety , nie zawsze w życiu układa się tak jakbyśmy chcieli... no cóż tak już
      jest. Też przeżyłam coś podobnego, może nie dokładnie to samo, ale efekt był
      bardzo podobny... też zbierano mnie, jak to mawiam, ścierką z podłogi. Dziś
      stoję na nogach i chwała... Przeżyłam nawet spotkanie z Nim po latach i
      usiłowania powrotu (to On chciał powrócić). Dlaczego udało mi się "zapomnieć"?
      Bo zamknęłam pewien rozdział w swoim życiu, który miał w tytule jego imię i
      odstawiłam na półkę z napisem DOŚWIADCZENIE. Nie było to łatwe i do takiej
      decyzji dojrzewałam niemalże latami. Pomogły mi w tym słowa
      przyjaciół: "Dlaczego tracisz własny czas, na coś co nie ma przyszłości, i
      energię którą mogłabyś poświęcić na tworzenie swojego szczęścia?" i drugie
      bardzo podobne: "Don''t destroy - build up"... czyli wszystko co robisz powinno
      mieć efekt konstruktwny... a przecież w tym przypadku jedynie niszczysz ... i
      to samą siebie. Po co?
      Wiem, że jest Ci ciężko, a temat jest bardzo intymny, dlatego jeśli chcesz,
      abym powiedziała Ci więcej szczegółów, napisz do mnie (magdab@biol.uni.lodz.pl)
      • Gość: momo Re: nie zawsze kończy się jak w telenoweli IP: *.cezex.pl 21.09.01, 10:59
        A moja historia to coś na kształt "Zaklinacza koni". Piekny i niezwykle mądry
        film, jeden z ulubionych. Ja mam wspaniałego męża, który bardzo mnie kocha, on
        ma żone zapatrzoną w niego, i jesteśmy My - stojacy nad przepaścią której na
        imię SZALEŃCZA MIŁOŚĆ- znamy się od dawna ale zakochaliśmy się jak wariaci
        kilka m-cy temu. Poza pieszczotami i namiętnymi pocałunkami nie doszło między
        nami do niczego...i nie dojdzie. Nie chcemy burzyć tego co zbudowaliśmy - każde
        z osobna, bo cenimy to i nie chcemy ranić tych dwoje pozostałych. Gdybu
        chodziło o zwykłą namiętność, przelotny romans - nie byłoby o czym mówić, to
        sama rzyciłabym w siebie kamieniem, że w ogóle tracę czas na to i jestem głupią
        babą z problemami. Ale dramat polega na tym że znamy się już wiele lat,
        niejedno razem przeżyliśmy, obracamy się w tym samym towarzystwie, z racji
        podobnego światopoglądu widujemy sie kilka razy w tygodniu, i duuuuużo
        rozmawiamy. Te lata za nami pozwoliły nam poznać się niejako "od podszewki",
        znamy swoje mocne i te słabsze strony, wiec uczucie któremu pozwoliliśmy (i to
        był nasz błąd) się urodzić i rozkwitnąć ma silne fudamenty i fascynacja
        fizyczna jest jedynie efektem tego emocjonalnego zaangażowania.
        Powinniśmy, jak bohaterka "Zaklinacza koni" uciec od siebie na zawsze i chyba
        tak trzeba zrobić, tylko jak ? Wiemy że tak trzeba, że musimy zaniechać tych
        kradzionych chwil, w czasie których dajemy ujście naszym namiętnościom, nawet
        padły juz takie słowa, ale wojna o wyzwolenie się spod jarzma tych uczuc trwa,
        a poszczególne bitwy kończą się jak narazie porażką. Nie szukam rady, chciałam
        jedynie wyrzucić z siebie ten ból który noszę w sercu.
        3majcie sie !
        • Gość: ja Re: nie zawsze kończy się jak w telenoweli IP: *.canea.com.pl 10.10.01, 19:17
          przeczytaj ksiazke "zaklinacz koni" - to zupelnie inna historia niz na filmie.
          I co Ty na to?
          • Gość: Momo Re: nie zawsze kończy się jak w telenoweli IP: *.cezex.pl 11.10.01, 11:30
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > przeczytaj ksiazke "zaklinacz koni" - to zupelnie inna historia niz na filmie.
            > I co Ty na to?

            ...jak na lato:)))książkę chętnie przeczytam, tylko po co ten zaczepny ton?
            Jeśli ogladałaś film, to chyba rozumiesz o co mi chodziło, a jeśli nie , to po co
            sie wypowiadasz?

        • agniecha. Do momo 12.10.01, 10:25
          Czy myslalas kiedys, ze to moze wlasnie ten przyjaciel jest Twoja polowka i ze
          to z nim powinnas dzielic zycie?
          • momog Re: Do agniechy 12.10.01, 12:31
            agniecha. napisał(a):

            > Czy myslalas kiedys, ze to moze wlasnie ten przyjaciel jest Twoja polowka i ze
            > to z nim powinnas dzielic zycie?

            No cóż, myśle o tym ciąglę, to znaczy nie na zasadzie:" oj! dlaczego ja z nim nie
            mogę być", ale zastanawiam się, jak by wygladało nasze życie wspólnie. Jeśli masz
            ochotę to poczytaj sobie moje dwa czy trzy posty w temacie : "Czy mozna kochać
            dwóch facetów na raz"...ponieważ nie chcę sie powtarzać.
            ON jest ode mnie kilka lat starszy i nie mielismy szans spotkac się jako wolni
            ludzie, ale nasze sciezki skrzyzowały się gdy oboje mielismy juz własny życie,
            rodziny. Bezsensem byłoby burzyć to wszystko, bo nasi partnerzy zyciowi nie
            zasługuja na takie odejście, poza tym w życiu nie mozna kierować się jedynie
            uczuciami, bo one sa zwodnicze, jesli sa niekontrolowane. Dlatego nawet nie
            bierzemy pod uwage takiego rozwiązania, juz to przerabialiśmy...
            W kazdy razie dziękuje za troskliwe pytanie:)) Pozdrawiam, Momo


    • Gość: "słonko" Re: nie zawsze kończy się jak w telenoweli IP: 212.244.170.* 24.10.01, 12:40
      Moja historia jest podobna do Twojej. Kochałam ale sama nie byłam kochana,
      rozumiałam ale on nie starał się zrozumieć mnie. Traktował mnie tylko jak
      przyjaciółkę i nic więcej. Ufał mi a ja cieszyłam sie każdą chwilą kiedy był ze
      mną.Była też ona-którą bardzo, bardzo kochał iczęsto mi mówł o tej wspaniałej i
      wielkiej miłości. Chyba wiedział, że go kocham, bo zawsze zachowywał pomiędzy
      nami dystans odległości. Był wykształcony, mądry, inteligentny z tym cudownym
      błyskiem w oku i szczerym uśmiechem. Pewnego dnia powiedział mi, że wyjeżdza na
      zawsze z nią i dla niej. I wówczas zawalił mi sie swiat. Wszystkie moje
      marzenia legły w gruzach a ja byłam okaleczonym odłamkiem nie wiadomo czego.
      Ale pozbieram sie, bo przecież trzeba życ dalej a cuda czasami też się
      zdarzają. Może pewnego dnia wróci do mnie- nie on -to kto inny. Życzę
      powodzenia wszystkim porzuconym kobietom. Musimy byc silne, mądre i zawsze
      uśmiechnięte nawet jeśli wewnątrz nas jest zupełna pustka. Kiedys i dla nas
      zaświeci słońce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka