wergili
28.02.06, 15:44
[...] ale Izold Jasnowłosa wygnała go: nic mu już nie ważyło. Długo usychał z
dala od niej; wreszcie jednego dnia pomyślał, że chce ją widzieć, chociażby
miał jeszcze raz być szpetnie obitym przez sługi i strażników. Z dala od niej
czuł, iż śmierć jego jest pewna i bliska; raczej umrzeć od jednego razu niż
konać dzień po dniu. Kto żyje w męczarni, jest jakby umarły. Tristan pragnie
śmierci, żąda smierci; ale niech królowa dowie się bodaj, że zginął z miłości
dla niej; niech się dowie, a lżej mu będzie umrzeć.
(...)
Na imię Izoldy Tristan westchnął i pomyślał, iż ani chytrością, ani siłą nie
zdoła ujrzeć przyjaciółki: król Marek zabiłby go...
"I cóż, że mnie zabije? Izold, nie przystałoż mi umrzeć dla twej miłości?! I
cóż czynię każdego dnia, jeśli nie umieram?..."