Dodaj do ulubionych

A quickly pewnie dziś "tańczy"!!!

19.06.06, 10:30
Australia co prawda przegrała, ale mecz był fantastyczny.
Austalijczycy piękni, mocni i tacy waleczni! Ach! Jakie "towarki"!!!
Wszystkie panny w moim otoczeniu zastanawiają się właśnie, czy to ich "cecha
narodowa"? :-DDD
Obserwuj wątek
    • quickly Re: A quickly pewnie dziś "tańczy"!!! 20.06.06, 01:14
      justiz napisała:

      > Australia co prawda przegrała, ale mecz był fantastyczny.
      > Austalijczycy piękni, mocni i tacy waleczni! Ach! Jakie "towarki"!!!
      > Wszystkie panny w moim otoczeniu zastanawiają się właśnie, czy to ich "cecha
      > narodowa"? :-DDD

      Pewnie, ze to cecha narodowa! Powien nawet wiecej - quickly jest wyzszy i
      przystojniejszy, niz ta cala swiatowa zbieranina pilkarzy tworzacych
      australijski zespol (wystarczy przeczytac zyciorysy pilkarzy - nie znajdziesz
      tam wielu "czysto rasowych Aussie"...)

      To prawda, mecz byl stosunkowo przyjemny w ogladaniu. Nie mozna miec pretensji
      do 40-ktorejs tam druzyny na swiecie (Australia), ze przegrala z cyrkowymi
      malpkami (Brazylia). Robili co mogli, ale realia, niestety, pozostaja
      realiami.
      • justiz Re: A quickly pewnie dziś "tańczy"!!! 20.06.06, 23:37
        Taaak! A wszystkie kobiety w Austrlii wyglądają jak Elle MacPherson?! Baju, baju..

        Ja tam wolę drobnych panów, bo sama jestem "dużą kobietką", ale moje koleżanki,
        zwłaszcza te "nikczemnego" wzrostu, pewnie będą zainteresowane. ;-))))))

        Polska wygrała z Kostaryką, ale nie mam zamiaru dorabiać do tego ideologii o
        honorze, waleczności i bohaterstwie naszych chłopaków - sądzę, że Ty to
        zrobisz... :-pp


        W Melbern jest podobno ok. 14 stopni - i to jest ZIMA ?!!!!
      • white.falcon Ajaj, reklama! :-) 20.06.06, 23:51
        Quickly, no i po co? Pół forum wie, że jesteś przystojny, a Ty jeszcze sobie
        autoreklamę robisz? Ajajajaj! ;-)
        • quickly Jaka tam reklama... przeciez mnie znasz... 21.06.06, 06:01
          white.falcon napisała:

          > Quickly, no i po co? Pół forum wie, że jesteś przystojny, a Ty jeszcze sobie
          > autoreklamę robisz? Ajajajaj! ;-)

          No wiesz white.falcon... jak facet nie ma tego czego chce, to sie wtedy zaczyna
          chwalic... Ja na przyklad zawsze robie zadyme na "Romantice" i rozglaszam, na
          prawo i na lewo, ze jestem jak ten Belmondo, albo inny deCapri (czy jakos
          tak)... A tym czasem jestem sobie takim przecietnym szaraczkiem, ktory kocha
          zwierzeta, ogrod, las i przyrode (i zawsze tesknil do spokoju i ciszy) i chce
          kupic dzialke letniskowa w Polsce.

          Wlasnie znalazlem taka jedna... Mozesz mi wierzyc! Dzialka cud! 7 arow (700m
          kw.) Cena jakies 15-20 zlotych za metr kwadratowy + oplaty. Ta dzialka lezy
          prawie nad samym jeziorem (50m do linii brzegowej). Jezioro czyste, duze i
          pelne ryb. Do okola lasy bukowe, 5km do miasteczka. Spokojna wies, kosciol,
          knajpa, sklep... Dopiero w pazdzierniku beda parcelowac ten teren (w sumie
          szesc dzialek), ale "moja" dzialka jest juz zaklepana.

          Do tego wybuduje domek letniskowy za jakies 10-15 tys. zlotych. No coz, biedny
          quickly bedzie mial teraz o czym marzyc i rozmyslac, i tesknic i jeszcze raz
          marzyc... A za rok na wakacje pojade tam, skosze trawe i wroce po dwoch
          miesiacach do Australii, zeby znow marzyc i cieszyc sie przywiezionymi
          zdjeciami... i czekac do kolejnego wyjazdu nad jezioro, las i dzialke cud.
          • kamea5 Re: Jaka tam reklama... przeciez mnie znasz... 21.06.06, 06:11
            czesc quickly,troche sie spiesze...lece do "fabryki";)
            szukam tego co Ty juz chyba znazłes,jesli moge prosic o jakies namiary na
            podobne działki,bede wdzieczna dozgonnie:)
            te ktore ogladałam do tej pory to totalne nieporozumienie,nad rzeka...okazuje
            sie nad srumykiem...etc:)
            pozdrawiam:)
            • quickly Re: Jaka tam reklama... przeciez mnie znasz... 21.06.06, 07:37
              kamea5 napisała:

              > czesc quickly,troche sie spiesze...lece do "fabryki";)
              > szukam tego co Ty juz chyba znazłes,jesli moge prosic o jakies namiary na
              > podobne działki,bede wdzieczna dozgonnie:)
              > te ktore ogladałam do tej pory to totalne nieporozumienie,nad rzeka...okazuje
              > sie nad srumykiem...etc:)
              > pozdrawiam:)

              To zalezy gdzie mieszkasz. Nie kupisz przeciez dzialki letniskowej po drugiej
              stronie Polski, prawda?

              Najpierw moich kilka rad.

              1. Dzialka musi byc nie dalej jak 50 km od Twojego stalego miejsca
              zamieszkania. (Koszta dojazdu + czas dojazdu).

              2. Musi byc do niej mozliwy dojazd koleja lub innym transportem publicznym. Od
              przystanku do "daczy" ma byc nie wiecej, niz 5km. (Nie licz na to, ze zawsze
              bedziesz miala samochod... w koncu lata leca...)

              3. Nie kupuj prywatnie. Ta banda sku..-synow sprzedajacych prywatnie nadaje
              sie tylko pod mur - im sie w ich tych pustych glowach do konca poprzewracalo od
              mysli, ze jakis "zagraniczniach" (tak jak ja powiedzmy) przyjedzie i kupi
              ich "panderoze" za pol miliona euro... Popukaj w gminach, robia przetargi,
              zglos sie i wywachaj cos ciekawego (koszta zakupu zmaleja przynajmniej o 30%, o
              ile nie znacznie wiecej). Zdziwisz sie jak czesto cos maja w kazdej gminie na
              tapecie... Ludziom sie nie chce szukac i biora to co znajda w gazecie... a
              szkoda, bo mozna inaczej...

              4. Dzialka nie mniejsza niz 5-6 arow. Nie wieksza niz 10 arow (no chyba, ze
              lubisz kosic trawe).

              5. Dojscie do wody, ktorego nie zablokuja w przyszlosci inni letnicy lub inna
              zabudowa (bardzo wazne!). Sprawdz plany rozwoju w Urzedzie Gminnym.

              I jeszcze kilka innych waznych spraw (woda, prad), to zeby nie byl to teren
              podmokly itd. itd. - nie chce Cie zameczac.

              Moja dzialka znajduje sie pomiedzy Drewienskim Parkiem Narodowym (wlasciwie
              lezy na jego obrzezu), a Puszcza Notecka. Jezioro ma 101.7 ha powierzchni, obok
              jest jeszcze 7 innych mniejszych jezior. Do rzeki Drawy (czystej i
              malowniczej) jest 7.5 km. Wioska liczy okolo 70 mieszkancow, a oplata roczna
              za dzialke wynosi 140 PLN. Jest dojazd do samej dzialki (droga o nawierzchni
              twardej) - to zawsze musisz sprawdzic - nie licz na to, ze ktos, kiedys tam
              doprowadzi droge do Twojej posesji.

              Nie chce Cie zanudzic, ale lubie takie imprezy kupowanie-sprzedawanie domow,
              ziemi itp. wiec moge pisac o nich bez konca...


              • kamea5 Re: Jaka tam reklama... przeciez mnie znasz... 21.06.06, 17:08
                niestety troche daleko:(
                porady przyjmuje z pokora...niestety w promieniu 50 km,ceny zwariowały albo
                ludzie?;)
                szukałam na Podlasiu,na Mazurach...ceny wysrubowane,przpisy dotyczace budowy
                czegokolwiek niejasne:)
                coz ,szukam dalej:)
                pozdrawiam:)
                • quickly Historia pewnej dzialki na Tasmanii... 22.06.06, 01:03
                  kamea5 napisała:

                  > niestety troche daleko:(
                  > porady przyjmuje z pokora...niestety w promieniu 50 km,ceny zwariowały albo
                  > ludzie?;)
                  > szukałam na Podlasiu,na Mazurach...ceny wysrubowane,przpisy dotyczace budowy
                  > czegokolwiek niejasne:)
                  > coz ,szukam dalej:)

                  Z tym promieniem 50km napisalem Ci ze wzgledu na to, ze znam sporo ludzi tutaj
                  w Australii, ktorzy pokupowali sobie dzialki letniskowe nad oceanem, albo w
                  Gorach Blekitnych, tylko ze maja do nich powiedzmy setki kilometrow. Ceny i
                  polozenie dzialek bylo bardzo kuszace... potrzymali je kilka lat i
                  posprzedawali je z niewielkim zyskiem.

                  Znam bardzo mila rodzine, ktora mieszkajac w Melbourne kupila dzialke (wraz z
                  domkiem)... na Tasmanii. Dookola sceneria zapierajaca dech. Piekny park
                  narodowy, gory, krystalicznie czyste powietrze, w dole przewalajace sie fale
                  oceanu, no i te niesamowite nad glowa niebieskie niebo. Bajka! Dzialka byla za
                  15 tys dolarow australijskich. Agent nieruchomosci powiedzial, ze jak dorzuca
                  jeszcze 1 tys., to wlasciciel jest gotowy dorzucic jeszcze jedna dzialke
                  przylegajaca do tej, na ktorej stal domek. W sumie 2000m kw. z eukaliptusami i
                  buszem. No i kupili... Tylko zeby dojechac do tego miejsca na Tasmanii trzeba
                  zaplacic za prom z melbourne do Hobart (samochod w obie strony, to jakies 200
                  dolarow). Kiedy chcieli zrobic remont domku, nie bylo za bardzo gdzie kupic
                  materialow budowlanych, bo okolica odludna, a ceny w najblizszym miasteczku
                  wysokie... Wszystko przywozili z soba z Melbourne. Meczyli sie tak trzy lata.
                  Byli tam moze wszystkiego tuzin razy, moze mniej... Sprzedali ta dzialke w
                  zeszlym roku za 18.5 tys dollarow. takze nic na tym w zasadzie nie stracili.

                  Stad to wyniklo to takie moje ostrzezenie o odleglosci nie wiekszej, niz 50km...

                  • kamea5 Re: Historia pewnej dzialki na Tasmanii... 23.06.06, 22:07
                    >Dookola sceneria zapierajaca dech. Piekny park
                    narodowy, gory, krystalicznie czyste powietrze, w dole przewalajace sie fale
                    oceanu, no i te niesamowite nad glowa niebieskie niebo
                    chyba sie skusze,bede mieszkac w namiocie,bardziej poreczny niz domek z drewna:)
                    quickly,anie pamietasz juz,w Polsce nie ma takich odległych ternow na
                    pustowiu,jak trafia sie fajne miejsce to zaraz tabuny ludzi kupuja dziłki jedna
                    obok drugiej i w "ciszy"degustuja grillowe przysmaki;)
                    blizej poranka ,juz wiadomo czym zajmuja sie sasiedzi,jakich idiotow maja w
                    pracy,ich kolezanki to bezguscia a oni sa wspaniali;)
                    mile wspominam swoj pobyt w Finlandii,domek w srodku lasu,nad jeziorem z
                    krystliczna woda,brak pradu,kominek,komary i ja:)
          • justiz Rekamuj się do woli... 21.06.06, 06:33
            ... to daje podstawę, aby myśleć, że jesteś z siebie zadowolony! A to już coś!

            Z tą działką to faktycznie wspaniale, ale z ceną domku to już jakaś pomyłka - za
            10-15 tyś. PLN to Kotuś fundmentu na podmurówkę nie wylejesz..., miałeś chyba na
            myśli 100-150 tyś. PLN - to też nie za dużo, ale jak "pokombinujesz" to chatkę
            postawisz. Powodzenia! :-)))

            '' Do przodu żyj,
            Żyj kolorowo,
            Marzenia najpiękniejsze mej... ''
            • quickly Re: Rekamuj się do woli... 21.06.06, 07:13
              justiz napisała:

              > ... to daje podstawę, aby myśleć, że jesteś z siebie zadowolony! A to już coś!
              > Z tą działką to faktycznie wspaniale, ale z ceną domku to już jakaś pomyłka -
              > 10-15 tyś. PLN to Kotuś fundmentu na podmurówkę nie wylejesz..., miałeś chyba
              > na myśli 100-150 tyś. PLN - to też nie za dużo, ale jak "pokombinujesz" to
              > chatkę postawisz. Powodzenia! :-)))
              >

              quickly nie jest glupi i nie wywali chalupy nad jeziorem, zeby klula okolicznym
              ludziom (tam jest spore bezrobocie) w oczy i zachecala kazdego w okolicy (i nie
              tylko) do wlamu... A wlam do takiej "daczy" (jak na warunki polskie - przykre,
              ale prawdziwe) to normalka...

              No i co moge w takiej sytuacji zrobic?

              Wiec quickly poszedl po rozum do glowy i wykombinowal sobie, ze mu jego brat w
              Polsce (ktory ma wlasna firme projektowa) da plany skromnego domku powiedzmy
              takiego 40-50 m kwadratowych (brat mocno zacheca mnie do 80 m kw minimum).
              Plyta betonowa + cegla, dwa ladne pokoje: goscinny z kominkiem + sypialnia +
              mala wneka kuchenna + toaleta. Dach kryty metalowa dachowka, z przodu taras -
              jakies 10 metrow kwadratowych. I to wszystko, co mi chodzi po glowie.
              Podwykonawce zalatwi mi brat, wykonczenie zrobie sam. Koszt calkowity
              (materialy) to jakies 15 tys. zlotych + moja praca.

              Bron boze, nie chce budowac czegos wiekszego, no bo i po co? To ma byc tylko
              domek letniskowy (ale ocieplany). Zreszta mam juz spory dom w Australii, a
              utrzymanie dwoch duzych domow (jednego w Australii, a drugiego w Polsce) +
              mieszkania w Polsce bylo by za kosztowne i mijalo sie z celem. W koncu, czy ja
              bede zyl wiecznie? Moj plan jest prosty: dom w Australii, mieszkanie w Polsce
              (tam zostawiam swoje rzeczy po sciagnieciu w jesieni znad jeziora) i maly domek
              letniskowy. Nie chce niczego wiecej... Dwie pierwsze rzeczy juz mam, a trzecia
              prawie...

              No i co Ty Koteczku na to? Ma to jakis sens?

              • justiz Realia... 21.06.06, 09:30
                quickly napisał:


                > Wiec quickly poszedl po rozum do glowy i wykombinowal sobie, ze mu jego brat
                w Polsce (ktory ma wlasna firme projektowa) da plany skromnego domku powiedzmy>
                takiego 40-50 m kwadratowych (brat mocno zacheca mnie do 80 m kw minimum).

                I brat ma rację, bo postawienie większego domku niewiele kosztuje (same mury
                oczywiście) koszty stanowi dopiero wykończenie domu, a "najdroższe" są
                łazienki, wc, kuchnia itp., a te są w każdym domku bez wzgl. na jego wielkość.
                A jak chatka gabarytowo większa to lepsze są możliwości projektowe i
                przestrzenne.

                Jeszcze o wielkości działki... Z tego co się orientuję to w Polsce nie ma już
                rozróżnienia na działki letniskowe i te pod budowę "normalnych" domów (chyba
                gminy mogą wydawać takie decyzje zabraniające budowy domku o charakterze
                letniskowym, czyli taki "szałasik"), w związku z tym najlepsza działka to ta,
                która ma 1000 m i więcej, bo wiąże się to z różnymi ulgami, odpisami związanymi
                z ochronąśrodowiska itp. Dotyczy to głównie tych przyłączy jak gaz,
                odprowadzanie "nieczystości" itd. Zapytaj dokładnie brata, bo to chyba dość
                ważne. Nawet kiedyś przy ewentualnej sprzedaży tego "majątku" będzie Ci łatwiej
                znaleźć kupca na większą działkę.

                > Plyta betonowa + cegla

                Mam nadzieję, że nie myślisz o takim betonie jaki kiedyś wykorzystywało się do
                budowy tych naszych nieszczęsnych blokowisk (!!!)... Myślę, że chodzi Ci raczej
                o te bloczki betonowe, chyba z Ytonga - to świetny pomysł, ale wcale nie tani...

                > Dach kryty metalowa dachowka

                To już gorszy pomysł, bo latem tam będzie piekło, a zimą..., zimą właściwie tam
                nie będziesz mieszkał. Jest taka dachówka bitumiczna, taka współczesna papa,
                ładnie to wygląda, lepiej się kładzie, ale podobno nie nadaje się do każdego
                projektu dachu

                > Podwykonawce zalatwi mi brat, wykonczenie zrobie sam. Koszt calkowity
                (materialy) to jakies 15 tys. zlotych + moja praca.

                Powodzenia!
                Absolutnie nie chcę Cię zniechęcać, bo myślę, że to już i tak sprawa
                przesądzona (z tym domkiem), ale lepiej bądź przygotowany na niespodzianki,
                domek mały, czy duży - to zawsze koszty i to nie małe.

                > Bron boze, nie chce budowac czegos wiekszego, no bo i po co? To ma byc tylko
                domek letniskowy (ale ocieplany). Zreszta mam juz spory dom w Australii, a
                utrzymanie dwoch duzych domow (jednego w Australii, a drugiego w Polsce) +
                mieszkania w Polsce bylo by za kosztowne i mijalo sie z celem.

                Nie wiem jak jest z utrzymaniem domu w Australii, ale w Polsce to wcale nie
                takie duże koszty, zwłaszcza jak ogrzewania nie będzie, a Ty nie będziesz tam
                na stałe mieszkał, to jedynie podatek zapłacisz i koszty mediów. Więcej
                zapłacisz za utrzymanie mieszkania.

                >W koncu, czy ja bede zyl wiecznie?

                A co to ma znaczyć? Słyszałeś o teorii "inner age" - każdy ma inne poczucie
                wieku. Sądzę, że Ty czujesz się na 20 lat, więc jeszcze sporo przed Tobą!
                Dzieci na tej działce zdążysz wychować, a i z wnukami wiele razy wędkę w tym
                swoim jeziorku zamoczysz ;-)))

                > No i co Ty Koteczku na to? Ma to jakis sens?

                Budowa domeczku dla mnie zawsze ma sens! A ile radości!
                • quickly Po Twoim poscie wpadlem w dolek... 21.06.06, 12:00
                  No coz, justiz, masz calkowita racje w tym co napisals. Z tym domkiem, to
                  najwyrazniej rzucam sie z motyka na slonce. Nie znam za bardzo polskich
                  realii... Dzialka to jeszcze pol biedy... Masz racje, z tymi 15 tys. PLN to
                  moge kupic sobie, co najwyzej, jakis lepszy namiot (co i kiedys prawdopodobnie
                  zrobie).

                  > I brat ma rację, bo postawienie większego domku niewiele kosztuje (same mury
                  > oczywiście) koszty stanowi dopiero wykończenie domu, a "najdroższe" są
                  > łazienki, wc, kuchnia itp., a te są w każdym domku bez wzgl. na jego
                  > wielkość. A jak chatka gabarytowo większa to lepsze są możliwości projektowe
                  > i przestrzenne.

                  Bedziesz smiala ze mnie... Wpadlem w panike. No coz, w kazdym badz razie
                  dzialke moge zawsze sprzedac (chyba tylko to pozostanie takiemu osiolkowi jak
                  ja)...

                  > Nawet kiedyś przy ewentualnej sprzedaży tego "majątku" będzie Ci łatwiej
                  > znaleźć kupca na większą działkę.

                  Zupelnie podobnie jak w Australii. Fajnie tak porozmawiac z kims, kto sie zna
                  na rzeczy... Dzieki, ze mnie sprowadzilas spowrotem na ziemie. Z dachem
                  (metalowymi dachowkami) masz racje, tylko widzisz mam awersje do papy -
                  myslalem o tym materiale... W Stanach widzialem sporo domow pokrytych wlasnie w
                  taki sposob - ale to material zupelnie nie stosowany w Australii. Tu dachy
                  najczesciej pokrywane sa dachowka (betonowa lub terakota), albo pokrycie dachow
                  wykonane jest z arkuszy blachy (bardzo estetyczne).

                  > Sądzę, że Ty czujesz się na 20 lat, więc jeszcze sporo przed Tobą!
                  Tylko tu nie masz racji. Czuje sie teraz na co najmniej na 60, ale smialo
                  mozesz dorzucic jeszcze dziesiatke, albo ze dwie...

                  No nic. Zimny prysznic zaczyna powoli dzialac. Wiesz zbieralem sie z kupieniem
                  tej dzialki w Polsce od przeszlo 15 lat. Z jednej strony rozum mowil mi, ze po
                  co? Co ja chce tworzyc? Ze narobie sobie tym tylko niepotrzebnych klopotow i
                  problemow. A z drugiej mocno bilo serce, ze dobrze by bylo miec takie swoje
                  male, wlasne miejsce na swiecie... Takie dwa scierajace sie ze soba zywioly...
                  W tym czasie zdazylem nawet kupic mieszkanie (w ktorym nie spalem jeszcze
                  jednej nocy)...

                  W 1995 roku mialem taka jedna sliczna (naprawde sliczna) dzialke, no i prawie,
                  ze ja kupilem. Spasowalem. Kupil ja ktos inny pare miesiecy pozniej, a jej
                  wlasciciel (nota bene bardzo sympatyczny gosc), ktory ja szczerze mi doradzal,
                  zmarl na serce rok pozniej... Pozniej w 2001 roku bylo zupelnie podobnie. Dobra
                  cena, dobre polozenie itd. Znow spasowalem. Teraz znalazlem (poprzez mojego
                  serdecznego przyjaciela) cos, co faktycznie jest warte grzechu... Tu nie chodzi
                  nawet o pieniadze... Nie chce dalej pisac, bo nie wiem czy mnie zrozumiesz...
                  Juz sie dzisiaj dosyc wyglupilem - czas sie zamknac...
                  • justiz Rady "cioci - kloci" 21.06.06, 12:18
                    Potraktuj moje uwagi jak to co napisałam na górze i kupuj tą działkę, bo jak
                    przyjedziesz do Polski i będziesz tego żałował, to jeszcze będziesz mnie po
                    kraju z jakimś "ostrym narzędziem" gonił, bo wyszło, że Ci odradzałam (!).
                    A to nie prawda! Kupuj!
                    Będzie kasa to coś wybudujesz, nie to dobrze zainwestujesz... Ot co!

                    Ty chyba faktycznie w jakimś dołku jesteś, a może to ta... no... menopauza w
                    męskiej wersji. Zmiany nastrojów, chimeryczność... Napady duszności masz? Jeśli
                    tak - to musi być to! ;-))))

                    Kup winko, zapal w kominku, "poprzytulaj" się ze swoją ukochaną... Jesienno-
                    zimowa pogoda nastraja tylko do "odpoczynku" we dwoje...
                    • quickly Re: Rady "cioci - kloci" 21.06.06, 12:39
                      justiz napisała:

                      > Potraktuj moje uwagi jak to co napisałam na górze i kupuj tą działkę, bo jak
                      > przyjedziesz do Polski i będziesz tego żałował, to jeszcze będziesz mnie po
                      > kraju z jakimś "ostrym narzędziem" gonił, bo wyszło, że Ci odradzałam (!).
                      > A to nie prawda! Kupuj!
                      > Będzie kasa to coś wybudujesz, nie to dobrze zainwestujesz... Ot co!

                      No nie.. no dzialke to ja kupie. Tym razem to juz na pewno! Zeby tam nie wiem
                      co! Nie mam zwyczaju narzekac (co najwyzej na swoja wlasna, rodzona glupote).
                      Co bedzie, to bedzie...

                      > Ty chyba faktycznie w jakimś dołku jesteś, a może to ta... no... menopauza w
                      > męskiej wersji. Zmiany nastrojów, chimeryczność... Napady duszności masz?

                      No coz... Chyba tak. Starosc nie radosc...


                      > Kup winko, zapal w kominku, "poprzytulaj" się ze swoją ukochaną... Jesienno-
                      > zimowa pogoda nastraja tylko do "odpoczynku" we dwoje...

                      Mam tylko kotke, ktora zawsze spi ze mna na moim lozku. Ale to jest nieco
                      robniety kotek, bo nie lubi byc glaskany (kiedy tego sam nie chce) i za nic na
                      swiecie nie chce sie do mnie przytulic (chyba, ze sama ma na to ochote).
                      Mialem tez szczurka, ale kilka dni temu moj maly przyjaciel umarl ze starosci
                      (mial raka). Kominka nie mam (nie mieszkam w tym domu, o ktorym wczesniej
                      wspomnialem), a w tym domu w ktory obecnie mieszkam jest tylko ogrzewanie
                      gazowe (w podlodze).
                      • justiz Re: Rady "cioci - kloci" 21.06.06, 13:08
                        quickly napisał:

                        > Mam tylko kotke, ktora zawsze spi ze mna na moim lozku. Ale to jest nieco
                        > robniety kotek, bo nie lubi byc glaskany (kiedy tego sam nie chce) i za nic
                        na swiecie nie chce sie do mnie przytulic (chyba, ze sama ma na to ochote).

                        To nie jest "rąbnięta kotka", tylko "typowa kotka" :-DDD
                        Mnie się marzy kotek rasy "rosyjski-błękitny", jest śliczny, ma bardzo smukłą
                        sylwetkę, długie nóżki, nosi wysoko główkę i ma... lawendowe poduszeczki w
                        stópkach! Nawet jest do mnie podobny... ;-)))
                        Mam niestety małe mieszkanie i poza tym stale gdzieś się łajdaczę, więc
                        stworzonko samo siedziałoby w domu, a to byłoby okrutne!

                        > Mialem tez szczurka, ale kilka dni temu moj maly przyjaciel umarl ze starosci
                        > (mial raka).

                        Ach! Może to jest powód Twojego przygnębienia? Pogrzeb mu zrobiłeś? Jak miałam
                        chomiki (śmieszne stworki, ale cholernie krótko żyją) to wszystkie z pełnymi
                        honorami były "żegnane"...

                        Kominka nie mam (nie mieszkam w tym domu, o ktorym wczesniej
                        > wspomnialem), a w tym domu w ktory obecnie mieszkam jest tylko ogrzewanie
                        > gazowe (w podlodze).

                        Twoja precyzja w opisywaniu wszystkiego wokół Ciebie mnie rozbraja!
                        Ja mam gorzej... nie mam nawet balkonu, a uwielbiam rośliny, stale kupuję nowe -
                        jak dom zaczyna przypominać busz to rozdaję, bo przejść nie można, a tym
                        sierotkom słońca brakuje...

                        A czy Ty nie powinieneś spać? Która to u Was godzina? Później wpadasz w złe
                        nastroje...
                        Mnie komputer w pracy "wysiadł", więc mam luz - siedzę na kompie u koleżanki i
                        w Internecie grzebię! Upał niemiłosierny, więc takie nieróbstwo jest całkiem na
                        miejscu... :-)))
                        • quickly Re: Rady "cioci - kloci" 21.06.06, 13:34
                          > Ach! Może to jest powód Twojego przygnębienia? Pogrzeb mu zrobiłeś?

                          To byl taki zwyczajny domowy szczur, ktorego mialem od bardzo malego. Nawet nie
                          wiesz, jakie to bylo smieszne, inteligentne i mocno do mnie przywiazane
                          stworzenie. Pod koniec zeszlego tygodnia byl juz bardzo slaby. W ten wieczor,
                          jak zawsze przytulil sie. Glaskalem go... czulem jak byl coraz zimniejszy. Nie
                          moglem mu pomoc... Skonal mi w konwulsjach na rekach. Rozbeczalem sie jak male
                          dziecko. Polozylem go na poduszce... Pozniej wlozylem go do plastikowego worka
                          i polozylem do zamrazalnika. Jutro jade na inspekcje mojego domu, bo rodzina
                          ktora go wynajmowala wlasnie sie wyprowadzila. Wezme z soba szczurka,
                          lopate... W ogrodzie rosnie kilka eukaliptusow, pochowam go pod jednym z nich.
                          Nie bedzie moj szczurek lezal w jakims obcym domu, w jakims obcym ogrodzie...
                          Dla Ciebie, lub kogokolwiek, kto to przeczyta moze to wydac sie smieszne... No
                          coz...

                          > A czy Ty nie powinieneś spać? Która to u Was godzina? Później wpadasz w złe
                          > nastroje...
                          Dzisiaj parcuje do 22.00 (taki uklad). Ale za to jutro tylko do 12.00. U mnie
                          dokladnie jest teraz 21.34.

                          Czas juz na mnie. Do uslyszenia... :)))
                          • justiz Re: Rady "cioci - kloci" 21.06.06, 14:19
                            quickly napisał:

                            > Dla Ciebie, lub kogokolwiek, kto to przeczyta moze to wydac sie smieszne...
                            No coz...

                            Śmieszne może nie, ale takie trochę makabryczne...
                            Ale w te Twoje łzy to już nie uwierzę! :-))))

                            > Czas juz na mnie. Do uslyszenia... :)))

                            Pa!
                            Wyśpij się, bo jutro musisz być wypoczęty! Australia gra! Obstawiłam z kolegami
                            ich zwycięstwo!
                            • quickly Re: Rady "cioci - kloci" 22.06.06, 01:25
                              justiz napisała:

                              > Śmieszne może nie, ale takie trochę makabryczne...
                              No dobrze, a co bys zrobila na moim miejscu?
                              Mialem go odrazu zakopac? Wyrzucic na smieci? No powiedz...

                              Szczury nie zyja dlugo, dwa, trzy lata i to wszystko... Moj byl juz siwym
                              dziadkiem. Mial dobrze ponad 3 lata. Codziennie jak wstawalem, to on juz
                              czekal na mnie w swojej klatce... Koniecznie musialem go wziac na rece, bo
                              stal oparty o prety klatki i patrzyl sie na mnie blagalnie... No wic wsadzalem
                              dlon do klatki, a on wesolo machajac ogonkiem wchodzac po dloni, wskakiwal mi
                              na ramie i w takim "ukladzie" robilem sniadanie dla niego, kotki, a na koncu
                              dla mnie. Kotka w tym czasie darla sie w nieboglosy pod moimi nogami czekajac,
                              az jej naloze puszki do jej miseczki. Kotka nigdy nie darzyla szczurka
                              sympatia, i na odwrot, ale swietnie sie tolerowali... Jak by ktos zobaczyl to z
                              boku, to by pomysla, ze widzi dom wariatow. Ja siedze w glebokim fotolu,
                              telewizor wlaczony, kotka lezy mi na kolanach i mruczy, a szczurek tuz obok
                              rozwalony na plecach, z lapkami podniesionymi do gory i robiacy wszystko, zeby
                              go glaskac... Nie uwierzysz, ale szczury podobnie jak koty mrucza, tylko ich
                              mruczenia nie wychwytuje ludzkie ucho. Ale to mruczenie mozna doskonale
                              wyczuc, jako delikatne drzenie pod palcami... Jak wrcalam z ryb, to szczurek
                              musial pierwszy obejrzec co zlowilem. Chodzil miedzy rybami obwachiwal je,
                              pozniej lapal za jedna, ktora ledwie mogl uciagnac i ciagnal ja do swojej
                              klatki, zeby ja w spokoju skonsumowac... I jest innych tysiace radosnych i
                              smiesznych chwil, ktore dostarczylo mi takie male, znienawidzone przez ludzi
                              zwierzatko.

                              > Ale w te Twoje łzy to już nie uwierzę! :-))))
                              Mozesz nie wierzyc. Moze kiedys to zrozumiesz... jak nie daj boze, kiedys
                              jakies zwierzatko zacznie Ci konac na dloniach... takie smieszne zwierzatko,
                              ktore mialas od malego, a ono poza Toba nie mialo nikogo na tym swiecie... i
                              bedzie Ci patrzac prosto w oczu, szukajac u Ciebie ratunku... i poczujesz jego
                              przedsmiertne konwulsje, i zrozumiesz, ze TO JUZ KONIEC (!), koniec jego i jego
                              malego bezbronnego cialka, to lzy same Ci poplyna... nawet nie proboj sie wtedy
                              powstrzymywac... nie uda Ci sie...

                              • justiz Zwierzątka... 22.06.06, 12:29
                                Kurcze, roześmiałam się... czytając o tej Twojej małej, domowej tragedii
                                (małej, bo dotyczy małych stworzeń) ;-)))

                                Co do tej makabreski to miałam na myśli, tego "trupka" szczurka w Twojej
                                lodówce... No i znów się śmieję... Pewnie w lodówce trzymasz również robale na
                                ryby?

                                Moja znajoma w ramach tolerancji dla hobby swojego męża zgodziła się na te
                                robale w lodówie, wydzieliła jakieś miejsce, czy pojemnik, ale oczywiście
                                zaznaczyła, że robaki mają być zawsze szczelnie zamknięte w jakimś pudełku. I
                                tak było do czasu, aż... 'pan domu' wrócił z rybek nieco "zmęczony", walnął
                                swoje "zdobycze" i przynętę "szerokim" i nazbyt "rozluźnionym" gestem do
                                lodówki. Żonka po czsie zajrzała... i chyba wiesz co zobaczyła...(!) Głośno
                                podobno później u nich było, nawet bardzo głośno! A mężulo..., teraz mógłby
                                startować w jakimś konkursie na najdokładniejsze czyszczenie sprzętów
                                kuchennych z lodówką na czele! ;-DDD

                                quickly napisał:

                                > Moze kiedys to zrozumiesz... jak nie daj boze, kiedys jakies zwierzatko
                                zacznie Ci konac na dloniach...

                                Dobrze, że napisałeś: "nie daj boże", bo inaczej pomyślałabym, że nieżyczliwy
                                jakiś jesteś, czy jak?

                                A teraz uwaga! Będzie o zamordowaniu swojego pupilka, jak wrażliwy jesteś, to
                                nie czytaj! Ostrzegam, poleje się krew!

                                Moja przyjaciółka, bardzo młoda, ale niezwykle dojrzała dziewczyna, po wielu
                                niesamowitych przejściach życiowych, ma również chwile "kobiecej" słabości,
                                ogarnia ją jakieś poczucie osamotnienia i takie tam... Oczywiście zdarza się to
                                po rozstaniu z jakimś kolejnym "narzeczonym", i są to oczywiście zdarzenia
                                cykliczne...
                                Co ona wtedy robi? ===> Kupuje jakieś zwierzątko!
                                No i kiedyś kupiła myszoskoczka (chyba tak się nazywał). Fajne takie
                                stworzonko, futerkowe, ze śmiesznym ogonkiem, nocą rozrabiał, a prawie cały
                                dzień spał.
                                Tyle, że moja koleżanka prowadzi, tak jak ja, niezbyt "higieniczny" tryb życia,
                                więc, aby zwierzątko nie czuło się samotne, to często zabierała je ze sobą,
                                nawet... do pracy...
                                Pewnego dnia dzwoni do mnie i... WYJE mi do słuchawki, chlipie, coś próbuje
                                mówić, ale zanosi się od płaczu! Ja zaczęłam sobie wyobrażać niestworzone
                                rzeczy, co mogło się stać, potem przestałam, bo sama się tych swoich wyobrażen
                                zaczęłam bać... Wreszcie wybełkotała, że zabiła swoje "maleństwo"... Myślę
                                sobie oszalała, czy jak? Ona z tasakiem, czy z młotkiem na takie małe żyjątko?
                                (tak jakoś mi się z morderstwani skojarzyło ;-DDD). Ale nie..
                                Moja koleżaneczka, wyszła z firmy, otworzyła drzwi samochodu od strony
                                pasażera, wlożyła zwierzaka "do tyłu" i usiadła za kierownicą, cały czas
                                rozmawiając jednocześnie przez telefon (na szczęście nie ze mną!). Ruszyła, i z
                                reguły bylo tak, że wtedy zwierz wchodził jej na nogi, a ona go głaskała. A tym
                                razem on nic, więc zaczęła ręką sprawdzać, gdzie on jest, na światłach (zamiast
                                poprawić swój makijaż ;-))) ) bardziej "zdecydowanie" zaczęła go szukać, ale
                                małego nie było! Wkłada rękę za siedzenie pasażera i ... ręka cała w czerwonej
                                mazi!
                                Natychmiast się zatrzymała! I co się okazało?
                                Jak weszła do auta to prawe drzwi były niedomknięte, więc je otworzyła i
                                trzasnęła! Tyle, że zwierzaczek zdążył tam wsadzić swój wścibski łebek i ...
                                tylko chlupnęło! Ona nie słyszała żadnego pisku, stęku, nic, bo... gadała przez
                                telefon!
                                Jak mi to wybełkotała, to wierz mi, musiałam sobie zatkać usta, bo pękałam ze
                                śmiechu!

                                Teraz pewnie myślisz, że ja jakąś diablicą jestem! I masz rację!
                                'Grzeczne dziewczyki idą zawsze do nieba, a te złe... idą tam gdzie same chcą'!

                                Miłego dnia!
                                Uważaj jak zamykasz drzwi!



                                • quickly Re: Zwierzątka... 23.06.06, 02:10
                                  Rozesmialas sie czytajac o smierci mojego szczurka, hmmmmm...
                                  Nigdy nie smiej sie z zadnej smierci.
                                  Uwazaj justiz, bo to przynosi strasznego pecha smiac sie ze smierci (moi
                                  znajomi juz sie o tym przekonali)...
                                  Tylko widzisz, ze ja na prawde przezylem smierc tego malego lobuza... Doskonale
                                  rozumie Twoja znajoma, ktora niechcaco zabila swoje zwierzatko. Ja sam w
                                  zyciu usmiercilem w zyciu wlasnorecznie dwa swoje "zwierzatka". Szczurzyce
                                  (dobrych) kilka lat - miala potwornego raka mordki, tyle ile moglem, to sie nia
                                  opiekowalem, ale doszla do takiego punktu, ze nie moglem juz dalej zniesc jej
                                  cierpien. Drugim zwierzeciem byl pies. Cukrzyca, slepota i inne choroby...
                                  strasznie cierpial, przestal jesc i chodzic. Zabijanie nie jest mi obce.
                                  Kiedys pomagalem przy szlachgtowaniu swin, owiec, czasami byczki. i takie inne
                                  jeszcze rzeczy... Ale mniejsza o to... los nasz jest jednaki, w koncu
                                  wszystkich czeka nas to samo.
          • white.falcon A teraz przeginasz w drugą stronę. ;-) 21.06.06, 22:17
            quickly napisał:

            > No wiesz white.falcon... jak facet nie ma tego czego chce, to sie wtedy
            zaczyna chwalic... Ja na przyklad zawsze robie zadyme na "Romantice" i
            rozglaszam, na prawo i na lewo, ze jestem jak ten Belmondo, albo inny deCapri
            (czy jakos tak)... A tym czasem jestem sobie takim przecietnym szaraczkiem,
            ktory kocha zwierzeta, ogrod, las i przyrode (i zawsze tesknil do spokoju i
            ciszy) i chce kupic dzialke letniskowa w Polsce.

            Przecież żartowałam, Quickly. Tak połachotałam pazurkiem, a Ty odrazu puszysz
            się. Chwal się, reklamuj - tyle naszego na tym forum. :-)
            >
            > Wlasnie znalazlem taka jedna... Mozesz mi wierzyc! Dzialka cud! 7 arow (700m
            > kw.) Cena jakies 15-20 zlotych za metr kwadratowy + oplaty. Ta dzialka lezy
            > prawie nad samym jeziorem (50m do linii brzegowej). Jezioro czyste, duze i
            > pelne ryb. Do okola lasy bukowe, 5km do miasteczka. Spokojna wies, kosciol,
            > knajpa, sklep... Dopiero w pazdzierniku beda parcelowac ten teren (w sumie
            > szesc dzialek), ale "moja" dzialka jest juz zaklepana.
            >
            > Do tego wybuduje domek letniskowy za jakies 10-15 tys. zlotych. No coz, biedny
            > quickly bedzie mial teraz o czym marzyc i rozmyslac, i tesknic i jeszcze raz
            > marzyc... A za rok na wakacje pojade tam, skosze trawe i wroce po dwoch
            > miesiacach do Australii, zeby znow marzyc i cieszyc sie przywiezionymi
            > zdjeciami... i czekac do kolejnego wyjazdu nad jezioro, las i dzialke cud.

            Fajna rzecz taka działka. Sama przyjemność, jeśli ktos lubi, a Ty lubisz
            roślinki, wszelakie istoty żywe. O, dawno nie pisałeś, co u Twojego kota
            słychać. Masz go jeszcze, czy opuścił Ciebie, podejmując jakąś swoją kocią
            decyzję zyciową? :-)
            • quickly Re: A teraz przeginasz w drugą stronę. ;-) 22.06.06, 01:55
              white.falcon napisała:

              > quickly napisał:
              >
              > Fajna rzecz taka działka. Sama przyjemność, jeśli ktos lubi, a Ty lubisz
              > roślinki, wszelakie istoty żywe. O, dawno nie pisałeś, co u Twojego kota
              > słychać. Masz go jeszcze, czy opuścił Ciebie, podejmując jakąś swoją kocią
              > decyzję zyciową? :-)

              Kotke mam caly czas. Dzisiaj rano moja ksiezniczka nawet nieraczyla zejsc na
              dol na sniadanie. Wpuscilem ja o 6 nad rano. Cos byla nie humorze... Od razu
              wskoczyla mi na lozko, bo na dworze bylo przerazliwie zimno, przytulila sie do
              nie i zasnela... Ale ja juz nie moglem spac... wlaczylem telewizor i obejrzalem
              koncowke bezposredniego meczu Holandia-Argentyna, ale tam nic sie nie dzialo
              (wynik 0:0). No a teraz czas wlecze sie w pracy caly czas... byleby tylko
              dotrwac do 12.00. (Dzisiaj koncze wczesniej)... A co u Ciebie slychac?
              • white.falcon Takie różne :-) 23.06.06, 00:10
                Ha, kto to widział w taki ziąb australijski chodzić na jakieś śniadania.
                Rozumiem księżniczkę Kotę. Waść Pan nie ruszył się, by przynieść smakołyk
                udzielnej księżnej australijskiej, więc co miała fatygować się - księżna kocia
                swój honor i charakter posiada. ;-)

                Co u mnie słychać? Lepiej powiedzieć, Quickly, że nic szczególnego. Jakoś tam
                przędę tę prędzę życia, co nie oznacza, że jestem niezadowolona, zasmucona czy
                sfrustrowana. Cieszy mnie ogrom spraw i rzeczy, cieszą mnie drobiazgi i
                odnajduję szczęście w szczegółach. Nauczyłam siebie zachwycać się ulotnymi
                pięknymi rzeczami, podziwiać różne rzeczy u innych ludzi, widzieć w nich
                niepowtarzalność. Lubię żyć i cieszy mnie każdy dzień, a drobnymi kłopocikami
                nie przejmuję się, licząc na to, że Pań Bóg uchroni mnie od jakichś poważnych
                kataklizmów. Poprostu jestem nastawiona na "uf, uf (ufanie)" w to. A jeśli
                kiedyś moim udziałem stanie się coś wspaniałego, to poprostu ucieszę się, a
                jeśli nie - to nie zmartwię się. Przyjmuję nadal życie z całym jego jasnym i
                ciemnym dobrobytem.:-)
                • quickly Re: Takie różne :-) 23.06.06, 01:58
                  Moja kotka ogladala dzisiaj rano mecz razem ze mna. Tzn. ona spala obok mnie,
                  a ja lezac w lozku w sypialni ogladalem tytaniczne zmagania pilkarzy. Biedna...
                  nigdy na nia jeszcze nie krzyczalem, ale jak zaczela sluchac mojego wrzasku od
                  5 nad ranem, to byla biedna przerazona... Ta moja kotke faktycznie
                  nazywam "ksiezniczka" , albo "hrabinii".

                  Znalazla ja w swoim ogrodzie sekrektarka i nie wiedziala co ma z nia poczac (11
                  lat temu). Powiedzialem, ze moze ja wezme... pojechalem do jej domu, a ta moja
                  mala kicia bawila sie jakas stara skarpeta na regale z ksiazkami... Tak
                  zobaczylem ja po raz pierwszy. Taka mala, smieszna kulke...

                  Pozniej moja "hrabinii" wloczyla sie ze mna po calej Australii, sporo czasu
                  przezyla w kocich hotelach... Ale jest taka jak jest, wie swoje, i nic jej juz
                  nie zmieni.

                  U mnie tez nic sienie dzieje. Do Iraku nie pojade, Timor przeszedl obok
                  bezbolesnie, tylko teraz ten Afganistan sie rozkreca... No i marzne, bo zimia w
                  tym roku jest wielce okrutna i zla. W dzien 14 stopni, ale za to wieczorem jak
                  zawieje znad Antarktydy, to nie wiadomo gdzie sie schowac...
                  • quickly Jutro o 1 w nocy zacznie sie sromotna kleska Wloch 26.06.06, 01:14
                    Australia kwalifikuje sie do cwierfinalow, tam rozjezdzamy jakichs
                    Portugalczykow, czy innych Argentynczykow i zlota statuetka z kulka u gory
                    jedzie do Aussielandu!

                    Australia! Australia! Australia!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka