zwierz_futerkowy
18.12.07, 17:05
juz powracaja z wyraju ptaki
po Mlecznej Drodze, znajomym szlakiem
W kluczu, bez kluczy, na lotnych nóżkach,
na skroty i - z przesiadka w Koluszkach.
wracaja żuchwy, brzuchatki, śniadrwy,
Grzasie, pegazy, uszate piargi,
Dropsy, golonki, ćwoki i figi
Gżegżółki, buble, puchatki, pigwy,
Drażetki, ćwikły, wodne kęsiaki,
Kawki, cytrynki i drób wszelaki.
w gaju - ćwierkliwie, śpiewnie, skrzydlato,
gniezdnie, jajowo, kukulkowato.
slonce jak kokosz przysiada w kucki
i wysiaduje z paczków - kwiatuszki,
motylki - z jaja stubarwnej tęczy,
z mgly - srebrna rosę w gniazdach pajeczych,
helikoptery-wazki - z ajeru,
żabki - ze skrzeku - wode - ze śniegu.
bocian na grzaskim bagnie, gdzie stawy,
pasie ropuchy spaśnie żaby.
wróble zlatuja sie na kolacje,
na końskie łajno i krowie placki.
wieprze zeżały zacier wraz z dzieżą,
schlane jak świnia, pod chlewem leżą.
zając wytrząsa śrut spod ogona,
kuca kicając z ogrodu w pola.
pies, co polował na suchych łąkach,
z lufy gniazdka wystrzelił - skowronka.
żuraw zapuszcza oko blaszane
do cembrowiny, do dna, gdzie stale
pachnie żeleazem, złotym machem, piaskiem,
cytryna słońca, ksieżyca blaskiem.
w źródlana wode koń wsadza łeb i
wciaga lód płynny, jak kryształ czysty.
szkapa przy dyszlu tarmosi worek -
zaraz wyruszy z pługiem na role.
cep goni cepy, dzwoni klepisko,
słomnie tu, kłośnie, plewnie, ziarnisto.
szczupak na wędkę złowił letnika,
ciagnie go w wode: kto kogo? - pyta.
jedyny strażak, w kasku, z hydrantem,
sam sobie beczk i komendantem.
spoglada z wieży okiem sokolim,
kto za Marylką wlazł do stodoły -
a ona, naga, wyszła z jeziora,
gasiła w wodzie miłosny pożar.
stoi, perlista, w słonecznym blasku,
strazak jej puszcza zajaczki z kasku.
Bzu białe pęki, jak list miłosny,
roznosza po wsi kochliwi chłopcy.
słońce wciagnelo szyte z obłoku
przejrzyste majtki w zlotym otoku -
wiatr je poszarpał, deszcz je przemoczył,
czarny czołg chumry z grzmotem sie wtoczył.
noc przez przymglony monokl ksieżyca
złote monety z nieba przelicza,
staw je kopiuje i w obieg puszcza,
póki nie sploszy go ranna jutrznia.
zbudził sie złodziej, co bez wytrycha
wlzi w owczarnie i do chlewika.
dzis, przed gospodą, w karczemnym gwarze,
porwal wóz z koniem i gospodarzem.
może to wilk był, może Cygany,
a może tylko zwidy pijanych...
rower (z motorkiem!) ksiedza plebana
utknał w bagnisku az po kolana.
ksiadz pleban zadarł czarna sutanne,
ruszył piechotą na msze poranną,
i tu grzmiał w trzcinie z gniazda ambony
Na młódź,
na chuć i
-na samogony.
M.J.K 1980
PS. czyz to nie piekne? :DDDDD