Dodaj do ulubionych

usycham...

IP: *.morag.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 11:01
W sumie powinienem sie cieszyc z zycia, mam prace, zone, dwojke kochanych dzieci, ale czegos ciagle szukam... przyjazni, ciepla, dotyku. Moze dlatego, ze mieszkam na koncu swiata, wsi zabitej dechami na Warmii, w ktorej sie nie wychowalem i prawie nikogo tu nie znam. Moze dlatego, ze jestem jedynakiem, hodowanym w zlotej klatce, i teraz wychodza klopoty z nawiazywaniem kontaktow... Zabija mnie monotonia szarej codziennosci, praca, dom, praca, dom... Mam 26 lat, pokonczylem juz szkoly, niby jestem wesolym chlopakiem, ale w srodku cos we mnie krzyczy. Moze napisze do mnie bratnia, samotna dusza?
Obserwuj wątek
    • quickly Re: usycham... 27.12.01, 11:28
      Spadaj frajerze!!!

      Lepiej wez dzieci na sanki! Kiedy ostanio zabrales zone do kina, kupiles jej
      kwiaty!? Praca w domu nigdy sie nie konczy! Jak sie tak bardzo nudzisz, to
      zapytaj swoja zone w czym jej mozesz pomoc. Szybciutko sie dowiesz, ile
      jeszcze jest rzeczy do zrobienia.
      Kicius, a moze ci sie nowej dupencji zachciewa, co?

      A co do Warmii, to ty kicius musialbys przyjechac do np. srodko-zachodniej
      Australii. Pomieszkac tutaj kilka lat. Pozniej wrocilbys na Warmie i
      calowalbys snieg, kazde drzewo, krzak i trawke, a najbardziej kazdego
      napotkanego czlowieka (nie mowiac juz o twojej zonie i dzieciach).

      Usychaj sobie dalej...
      • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.morag.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 11:43
        Zabolalo, cieszysz sie? Mieszkasz w Australii?
        Calowac drzewa to sobie mozesz z napchana kieszenia, madralo, sprobuj wyzyc na Twej kochanej polskiej ziemi za 1500 zl miesiecznie (to i tak duzo) na 4 osobowa rodzine i codziennie kupuj zonie kwiatki. Chcialem podyskutowac z kims o uczuciach, ale Twoje sa wyraznie plytkie i nie bardzo rozumiesz o co mi chodzi. Poza tym znowu uswiadczasz mnie w przekonaniu, ze internet przez swoja anonimowosc srednio nadaje sie do nawiazywania przyjazni. Pozdrawiam. Nie chce mi sie z Toba gadac...
        • quickly usychaj, usychaj... 27.12.01, 11:56
          Kochaniutki,
          W Sydnej przed Bozym Narodzeniem, Salvation Army, nie mialo srodkow zeby
          zapewnic nawet skromnego obiadu dla wszystkich lokalnych "bezdomnych". Nie raz
          widzialem i sam doswiadczylem biedy. Z tego co widze, to jeszcze z glodu chyba
          nie padasz? Z "heroina" tez nie masz problemow, i "aidsa" innych chorob tez
          nie posiadasz.
          Mozebys tak uklakl i podziekowak P. Bogu za to co masz, za to, ze masz zone i
          dzieci (wielu moze sobie tylko o tym pomarzyc!!!)zamiast ublizac komus kogo
          nieznasz tylko z tego powodu, ze nie mozesz w dlugie zimowe wieczory rozwalac
          sie "mercem" i spedzac czasu w kabaretach, albo w Egipcie.

          No coz, nudz sie dalej "nieszczesliwy"...
          • Gość: valmahr Re: usychaj, usychaj... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 12:08
            Na razie widze, ze ty masz problem sam ze soba. Nadajemy na innych czestotliwosciach, wiec sie ode mnie odczep i udaj sie ze swoimi dobrymi radami pod inny adres, frajerze. (To jest wersja soft tego, co mam ochote ci napisac, ale szkoda mi sie wysilac na ciebie, poza tym uwazam, ze to miejsce dla ludzi z odrobina kultury i nie bede sie znizal do twego poziomu). Dzieki za zepsucie watku na forum.
            • quickly Re: usychaj, usychaj... 27.12.01, 12:23
              No nic, tylko wspolczuje twojej zonie...
              Z nia tez tak rozmawiasz na "wszystkie" tematy? Wcale sie nie dziwie, ze sie
              teraz, az tak bardzo nudzisz.

              A u mnie juz pozno, czas spac.
              Ciepla noc, niebo rozjasnione miliardami gwiazd, w dali monotonny odglos
              cykad...
              Musze Ci sie przyznac, ze wcale tutaj u mnie nie jest, az tak zle. Zaraz
              zrobie sobie drinka. Lubisz "Absolut" z sokiem ananasowym i paroma kostkami
              lodu? Panienki dzisiaj nie mam, wiec postukalem sobie troche na komputerze -
              nalezy nam sie od czasu do czasu troche relaksu, chyba sie zgodzisz?

              Zycze Ci udanego dnia.
              (A moze tak troche poodsniezasz? Podobno w Polsce spadlo sporo sniegu i jest
              bardzo zimno.)
              Bye.
    • maga_ Re: usycham... 27.12.01, 12:14
      hmm..w pierwszej chwili pomyślałam, że quickly chyba ma rację. ale zaczęłam się
      zastanawiać. może to jest czasami tak, że niby wszystko dobrze a w środku
      jakieś niespełnienie? a może kiedy wszystko już jest i nie ma czego się bać, o
      co walczyć to sens się gubi w szarościach? a może po prostu-my jedynacy tak
      mamy? :) chyba rozumiem , co cię męczy..chyba. ale może napiszesz więcej (jeśli
      nie tutaj to na mojego maila), wtedy będę mogla być może zrozumieć w pełni.
      pozdrawiam
      • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 12:34
        Rany, juz myslalem, ze nikt nie napisze...
        No wiec jest tak, jak sama piszesz. Wszystkiego po trochu. Nie przelewa mi sie, ale w sumie mam wszystko i teoretycznie powinienem byc szczesliwy. Ale pewnie dlatego nie jestem. Czasami ciezko zrozumiec samego siebie, czujesz tylko, ze cos Ci siedzi w duszy, taka mala zadra. Z czasem czlowiek sie wypala... I nie chodzi tu wcale o to, ze nie kocham zony, ze cos szwankuje, ze nie mam nowego mercedesa i co tam jeszcze. Po prostu czasem przychodzi taki dzien, ze zaczyna byc smutno, bo tyle na swiecie ludzi, ale wszyscy zyja obok siebie. Kiedys nazwano to bolem istnienia. I lekarstwa nie ma. Ale milo jest znalezc na swiecie kogos, kto Cie zrozumie i PO PROSTU o tym pogadac, a w tym wypadku popisac. I dzieki Tobie juz mi lepiej. Tak po prostu... Z tym jedynactwem to faktycznie jest cos nie tak, dlatego zreszta mam dwojke dzieci, zeby nie powtarzac bledu. A moze po prostu jestem zle zaprogramowany do zycia? I za duzo mysle? Ale chyba po to sa takie miejsca w sieci, zeby moc pomyslec razem. Pozdrawiam Cie goraco z zasypanej sniegiem polnocy. Napisz cos jeszcze...
        • maga_ Re: usycham... 27.12.01, 13:05
          rzeczywiscie- myśleć za dużo...tak też może być. ja zawsze czulam się trochę
          poza swiatem- przeżywalam go w pełni, żylam nim, ale czasem zatrzymywalam się,
          żeby popatrzeć z boku i przeanalizować to, co widzę. i to jest problem. moze to
          jest świadome zycie. może. ale ile jest osób, ktore nie zastanawiają się za
          dużo i po prostu istnieją. może tak trzeba?
          ale jeśli męczy ciebie to mijanie się z innymi, niespełnienie i brak czegoś,
          czego sam nie rozumiesz...pogadanie to rzeczywiscie dobra metoda. zwłaszcza, że
          w necie szczerość nic nie kosztuje. w tym dużym, realnym świcie nie wszystko
          można poiwedzieć..bo kto zrozumie? nie mówię, że ja zrozumiem, bo naprawdę
          trudno wejść w myśli drugiego czlowieka, ale...postaram się. a poza tym mówiąc
          mi o tej niespelnionej strefie w tobie to troszkę ją dla siebie (mam nadzieję)
          uporządkujesz.
          myślę, że bycie jedynakiem wiele zabiera- ja to widzę u siebie, trudniej być
          bliżej innych, mniej samodzielności, mniej pewności siebie...i trochę za szybka
          doroslość. no i oczekiwania są większe. a moze tylko ja tak miałam. jedyne
          wyjscie to otworzyć się na świat. potem juz on otworzy się na ciebie. ja
          probuję i idzie mi..nieźle :)
          • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 14:26
            Zgadzam sie, to dla mnie taka psychoterapia. Tylko szkoda, ze nie mozemy sobie usiasc przy kawie i porozmawiac jak normalni ludzie. No ale cos za cos. Dzieki sieci moge znalezc kogos, kto mnie zrozumie, ale zobaczyc i poczuc juz nie moge. Przewrotny wynalazek. W sam raz dla jedynakow ;) Z tym jedynactwem to rozumiem Cie doskonale. Zawsze musialem byc najlepszy i nigdy nim nie bylem (przynajmniej w opinii rodzicow). I co tu sie dziwic - jesli ktos Ci wpaja takie rzeczy od malego to jak pozniej mozna byc normalnym czlowiekiem i byc zadowolonym z siebie i z zycia? Wypuszczony na gleboka wode gubie sie, uciekam jak dzikie zwierze do swojej kryjowki. Dziecinstwo sie szybko skonczylo, nie chcac byc sam szybko sie zwiazalem z obecna zona, na szczescie trafilem na cudowna osobe, ale po drodze cos zgubilem i tego chyba tez szukam. Gdy inni szaleli na dziennych studiach ja zasuwalem juz do pracy, bo nie dostalem sie na kierunek, ktory akceptowali moi rodzice. Studiowalem wiec zaocznie, ale co to za studia, dojazdy, obce miasto, co 2 miesiace inna grupa... Starzy znajomi porozjezdzali sie po swiecie... Coz, zaczynam dolowac... Bede konczyl, bo niedlugo wychodze z pracy, a na wies internet jeszcze nie dotarl... Dzieki za cieple slowa. Spotkamy sie jeszcze poszeptac sobie?
            • maga_ Re: usycham... 27.12.01, 16:02
              a zastanów się...czy spotykając się przy kawie, patrząc drugiej osobie w
              oczy..potrafiłbyś tyle o sobie powiedzieć? najpierw byloby dlugo zdobywane
              zaufanie, przyjaźń, zanim narodzilaby się szczerość. w sieci mówisz, bo nie
              obawiasz się złego spojrzenia, niezrozumienia i przyjaźń zaczyna się budować bez
              początkowych obciążeń. i od razu dokonuje się pewna selekcja- ty otwierasz sie na
              innych, ci, ktorzy cie zrozumieją-rozmawiają. ci, ktorzy nie...cóż- mogą po
              prostu otworzyć inny wątek. ja wyciagam rękę, jeśli w jakikolwiej sposób moje
              posty mogą ci pomóc ucieszę się. mnie tutaj pomogło ciepło, które uzyskałam od
              innych(patrz wątek "czy masz miejsce...") i wiem, że rozmowa to może być bardzo
              cenną terapią.
              doskonale rozumiem jak musiało ci być trudno, rozumiem, bo to znam. co prawda
              nigdy nie odczuwałam bezpośredniej presji ze strony rodziców żeby być najlepszą,
              ale za to sama czułam, ze taka właśmie powinnam być. a w razie porażek? cóż, nie
              wiem czy świadomie, ale wywoływali we mnie poczucie winy.
              tak studiując nie dziwię się, że nie udalo ci się znaleźć bezpośredniej bliskości
              i rzeczywiście szybko wkroczyłeś w świat wielkich słów-ODPOWIEDZIALNOŚĆ,
              DOROSŁOŚĆ...może po prostu czyste Bycie bez żadnych obciążeń i mysli o
              konsekwencjach za szybko cię opuściło. to takie smutne- teraz zaczynasz szukać,
              troszkę po omacku, nie wiedząc dokladnie czego, teraz, kiedy wydawałoby się, że
              znalazłeś wszystko. ale dobre jest jedno- ty , to co masz doceniasz. gdyby było
              inaczej, to byłbyś po prostu znudzonym egoistą. ale problem jest inny (na
              szczęście), chodzi o coś głębszego. jeśli w którymś momencie się mylę- popraw
              mnie, ja staram się jak najbardziej zrozumieć, ale mogę isć złą ścieżką.
              oczywiscie, że możemy jeszcze szeptać...jeśli tylko będziesz miał taką potrzebę,
              ochotę...ja tu jestem :)
    • Gość: Cool Re: usycham... IP: *.vc.shawcable.net 27.12.01, 12:29
      Masz zone i dzieci, i jestes samotny? To cos nie jest tak jak powinno.
      Podejrzewam ze zona nie jest osoba Twoich oczekiwan i marzen. MOze jakas nie
      spelniona milosc? Moze straciles kogos kto przedstawial soba Twoje prawdziwe
      wartosci? Musisz odpowiedziec na pytanie dlaczego usychasz, sam.
      • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 12:50
        Coz tak wszyscy moja zona sie przejeli. Nie jest Jej az tak zle ze mna, a tym bardziej mi z nia. Chodzi raczej o to, ze bedac jedynakiem wychowywany bylem w pewnej izolacji, a teraz chcialbym nadrobic straty i kochac ludzi. Tylko ze czasy takie, ze kazdy zyje w spolecznej wspolnocie, ale w gruncie rzeczy sam dla siebie. I tyle. I to mnie boli. Nie chce byc zamkniety tylko w tym co mam. Pozdrawiam.
    • Gość: Ada.sz Re: usycham... IP: *.*.*.* 27.12.01, 12:42
      Witaj, Valmahrze!
      Przede wszystkim nie przejmuj się sposobem wypowiedzi ludzi na necie. To
      smutne, ale niektórzy uważają, ze anonimowość netu do niczego nie zobowiązuje.
      Pan(i)quickly jest najwidoczniej bardzo sfrustrowaną osobą, która nie potrafi
      powstrzymać swoich niezbyt pozytywnych emocji, których ujście znajduje tutaj.
      Wracając do wątku, który rozpocząłeś, to jeśli może być to dla Ciebie
      pocieszeniem - nie Ty jeden przeżywasz tego typu rozterki. Z tego co piszesz
      wnioskować można, że jesteś ambitną osobą, która nie zawsze jest zadowolona z
      efektów swoich działań. Nie doceniasz tego, czego dokonałeś. Ale to nie
      wyrzut!!! Rozumiem dobrze Twój stan ducha. Ciągle chciałoby się jeszcze czegoś,
      prawda? Myślę, że rację mają ci, którzy mówią, że chodzi o to, by "gonić
      króliczka, nie złapać go". W tym jest pewnie sens życia. Dlatego spróbuj
      znaleźć coś, co będzie dla Ciebie jakąś odskocznią. Może jednak spróbuj
      nawiązać nowe znajomości? Przecież Ci, którzy mieszkają wokóło Ciebie są takimi
      samymi ludźmi jak Ty. Przełam się i wyjdź naprzeciw.
      Na razie kończę. Pozdrowienia.

      • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 13:01
        Nic dodac, nic ujac. Dzieki Ci wielkie. Fakt, trzeba samemu cos ruszyc. Tez mysle, ze ludzie wokol chca gonic kroliczka. Tylko przeraza mnie fakt, ze w dzisiejszych czasach i w naszej kulturze wszystko zmierza do tego, ze budujemy sobie skorupke, w ktorej siedzimy, i boimy sie okazac jakiekolwiek uczucia, bo to niemodne. A zycie krotkie. Zamiast sie cieszyc, ze sa inni, zamykamy sie w sobie. Zyjemy razem, ale obok siebie. Pozdrawiam.
        • Gość: Ada.sz Re: usycham... IP: *.*.*.* 27.12.01, 13:13
          Budujemy skorupkę, masz rację. Również Ty i ja i reszta forumowiczów siedząc
          teraz przy kompie zamiast wśród ludzi. Jest jeszcze obawa, że nasze myśli i
          uczucia mogą zostać wyśmiane. Tak, chyba jednak ta obawa. Ale jak długo można?
          Całe życie? I co dalej? Na "łożu smierci" będziemy mieć pretensje do samych
          siebie.
          • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 13:48
            Faktem jest, ze technologia nam nie sprzyja. Telewizja, komputer, internet - siedzimy cale zycie wpatrzeni w szklana szybke. Recepta na szczescie? Masz tez racje w kwestii strachu przed odrzuceniem, przed samym soba. Tylko wlasnie jest jeden problem. Do tanga trzeba dwojga. Jak ktos sie odbil od czyjejs skorupki kilka razy to motywacja do jej rozbijania spada. A te skorupki coraz grubsze i twardsze... Poza tym na zimnej polnocy temperamenty bliznich nie sa zbyt gorace, albo po prostu zle trafialem... Kiedys mieszkalem na Slasku, tam jest zupelnie inaczej. Wiekszosc osob, ktore kocham, lubie, milo wspominam itd. pochodzi z poludnia. Cos w tym chyba jest.
            • Gość: Ada.sz Re: usycham... IP: *.*.*.* 27.12.01, 14:44
              Oczywiście, że aby być szczęśliwym w związku, konieczne jest porozumienie
              dwojga. To jasne.
              Rozczarowania są częścią życia i trudno ich uniknąć. Ale nie można popadać w
              przesadę, bo ta może przerodzić się w obsesję lęku i podejrzeń wobec każdej
              nowo poznanej osoby. A stąd niedaleka droga do totalnej samotności. Wiem,
              trudno zaufać. Bo pojawia się obawa przed tym, że okażemy sie naiwniakami i
              narazimy na śmieszność. Znowu ta obawa. I po prostu "głupi" (nie bierz tego do
              siebie personalnie!) charakter. Tylko jeśli nie będzie się próbować, to nic się
              nie osiągnie. A w tym wieku trudno przecież rezygnować z życia. Przełam się.
              Nie bój się śmieszności. Po prostu bądź sobą, a przede wszystkim naucz swoje
              dzieci umiejętności okazywania uczuć. To strasznie ważne. Przynajmniej im
              będzie łatwiej. Sam o tym wiesz.
              Co do temperamentu ludzi z różnych stron czy stref klimatycznych, być może coś
              w tym jest. Nie mam doświadczeń. Całe życe mieszkam w jednym mieście, a ludzie
              sa różni. Być może -wg Twojej teorii- jest to wynik, że ludzie są tutaj
              napływowi, z różnych stron?
              A nie myślałeś o przeprowadzce?
              Kończę na dziś. Pozdrawiam.

          • Gość: valmahr Re: usycham... IP: *.krupsusa.com 27.12.01, 14:30
            Dzieki za zrozumienie, musze konczyc - uciekam z pracy do domu. Milego dnia zycze i do jutra, jesli zechcesz...
            • quickly usychaj, usychaj... 28.12.01, 08:32
              Ada.sz,

              Piszesz, ze:
              "Pan(i)quickly jest najwidoczniej bardzo sfrustrowaną osobą...".
              Kochaniutka, a moze to poprzesz jakimis argumentami!?

              (I nie obawiaj sie - jestem Pan, nie zadna Pani, w odroznieniu od "valmahr".)

              A poza tym caly ten wasz watek przelewania z proznego w puste nie jest wart
              funta klakow (Jestescie doskonalym przykladem dwoch sfrustrowanych, czule
              glaszczacych sie nawzajem sierot! - tak to bynajmniej tu wyglada).
              Jedno pisze: "Nie mam czegos, ale nie wiem czego, czegos mi w zyciu brakuje..."
              Drugie dodaje: "Tak, tak... szukamy czegos, ale nie zawsze to znajdujemy..."
              I takie inne dyrdymaly.

              Kochani, a wezcie sie do roboty!!! Nic samo nie przyjdzie (z wyjatkiem
              starosci).

              Wiele, wiele lat temu myslalem podobnie tak i jak wy - do czasu, gdy los rzucil
              mnie najpierw do Poludniowej Australii, a pozniej do Queensland. Dzieki bogu
              spotkalem ludzi, ktorzy swoim przykladem szybciutko i skutecznie wyleczyli mnie
              z takich wlasnie dupereli (czyli wlasnego "ego", albo egoizmu jak wolicie i
              uzalania sie nad soba - jakie to typowo polskie!!!!!!!!!). (Valmahr pisze, ze
              jest jedynakiem i to rzutuje na jego(jej) zycie. I jak dlugo bedziesz chodzil
              z tym pietnem cierpietnika na swoim czole? Szkoda czasu - nawet sie nie
              obejrzysz jak grabarz przylozy ci lopata po czterech literach i taki bedzie
              kres twojej ziemskiej wedrowki patnika. To ci gwarantuje!!!).

              To co jeszcze mozesz zrobic w swoim zyciu, to zalezy tylko i wylacznie od
              ciebie. Jest ci zle, to na co czekasz? Rob cos, wloz w cos troche serca,
              tylko zrob to madrze, tak zebys tego nie musial pozniej zalowac. Kto szuka ten
              znajduje, a kto prosi temu bedzie otworzone.

              Albo sobie dalej usychaj...
              • Gość: Ada.sz Re: usychaj, usychaj... IP: *.*.*.* 28.12.01, 08:48
                Przede wsystkim proszę się ze mną nie spoufalać, Panie Quickly. Wkurza Pana to,
                ze ktoś jeszcze coś odczuwa, prawda? Współczuję, że życie zmusiło Pana do
                wyleczenia sie z uczuć i odczuć. To po co się pchaliśmy w "wielki świat"?
                Myśleliśmy, ze z daleka od polskich problmów bedzie nam łatwiej, tak? A potem
                gorycz i pretensje do całego swiata, tylko nie do siebie? Żałosne.
                • quickly Dla Ada.sz z najwiekszym uszanowaniem!!! 28.12.01, 10:01
                  Dziecinko, moj maly promyczku,
                  Ja sie wcale nie spoufalam!! A skad! Ja?

                  Ja po prostu jestem dzisiaj w znakomitym humorze. Chcialbym napisac, ze kocham
                  wszystkich ludzi, ale i tak najdrozsza mi nigdy w to nie uwierzysz. Prawda,
                  dziubdzius?

                  Poza tym do Polski jezdze regularnie (w zasadzie co roku). Palnuje kiedys
                  wrocic na stale - mam tam sporo starych przyjaciol i znajomych. W Zielonej
                  Gorze mam spore mieszkanie po rodzicach. Moze kiedys sie spotkamy? Nie taki
                  diabel straszny jak go maluja, moja malutka!
                  • coalka Re: Dla Ada.sz z najwiekszym uszanowaniem!!! 29.12.01, 14:02
                    quickly napisał(a):

                    > Dziecinko, moj maly promyczku,
                    > Ja sie wcale nie spoufalam!! A skad! Ja?
                    >
                    > Ja po prostu jestem dzisiaj w znakomitym humorze. Chcialbym napisac, ze kocham
                    >
                    > wszystkich ludzi, ale i tak najdrozsza mi nigdy w to nie uwierzysz. Prawda,
                    > dziubdzius?
                    >
                    > Poza tym do Polski jezdze regularnie (w zasadzie co roku). Palnuje kiedys
                    > wrocic na stale - mam tam sporo starych przyjaciol i znajomych. W Zielonej
                    > Gorze mam spore mieszkanie po rodzicach. Moze kiedys sie spotkamy? Nie taki
                    > diabel straszny jak go maluja, moja malutka!


                    Smiem zauwazyc ze Pani Ada nie robi nic a nic wrazenia dziecinki, wrecz
                    przeciwnie - wyraza sie bardzo dojrzale i na poziomie, Panie Quckly. Quick to
                    judge?

                    No ale moze juz doscy pana wytarmosilismy...narazie.

                    • Gość: Ada.sz Re: Do coalka IP: *.*.*.* 31.12.01, 08:06
                      Dzięki, Coalko.
                      Dla Ciebie i Tobie podobnym po prostu Ada.
                      Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!
                      • Gość: valmahr Re: Do coalka IP: *.krupsusa.com 02.01.02, 09:25
                        Tobie również życzę wszystkiego, co najlepsze. Zdrowia, szczęścia, pomyślności
                        i masy forsy. Trzymaj się ciepło. Piękną mamy zimę, prawda?
                        • Gość: Ada.sz Re: Do Valmahra IP: *.*.*.* 02.01.02, 09:58
                          Gość portalu: valmahr napisał(a):

                          > Tobie również życzę wszystkiego, co najlepsze. Zdrowia, szczęścia, pomyślności
                          > i masy forsy. Trzymaj się ciepło. Piękną mamy zimę, prawda?
                          Dzięki za życzenia. Ty tez trzymaj się ciepło i nie dawaj chandrze!
                          A tak a propos: o jakiej zimie Ty mówisz??? U mnie zero śniegu! Oglądając TV mam
                          wrażenie, że żyję w innym kraju!!!


                          • Gość: valmahr do Ady IP: *.krupsusa.com 02.01.02, 10:20
                            No to faktycznie musisz mieszkać w jakimś odosobnionym miejscu naszego kraju,
                            bo Śląsk tonie w śniegu, a nasza Warmia też nie lepsza. Pół dnia koparka
                            odkopywała 500 metrowy odcinek drogi do mojego domu. Rano, jak jechałem do
                            pracy, to czułem się jak na innej planecie - zero widoczności, zamieć jak
                            diabli, po bokach dwumetrowe ściany śniegu.... Wracać będę pewnikiem znowu
                            piechotą. Nie ma jak trochę ćwiczeń na zdrowym powietrzu, chi, chi... Miło Cię
                            znowu widzieć. Jak samopoczucie po Sylwestrze?
                            • Gość: Ada.sz Do Valhmara IP: *.*.*.* 02.01.02, 10:43
                              Tak, pn.-zach. często różni się od reszty kraju. A zimowy spacerek do domu może
                              dobrze wpłynąć na samopoczucie. Tylko uważaj, żebyś nie utknął w zaspie!
                              Przepraszam, ale Forum nie jest miejscem na prywatne pogaduszki.:)))
                              Pozdrowienia.
                              • Gość: valmahr Re: do Ady IP: *.dcl.com.ar 02.01.02, 10:48
                                OK :)
    • coalka Panie quickly!... 28.12.01, 12:45
      Pan chyba przez pomylke znalazl sie na forum Romantica. Tu sie mowi o uczuciach
      ladnie i milo i szczerze.

      A moze Panu czegos brak - troche romantyki?..po tym strasznym realizmie?
      Moze celowo Pan tu zawital?

      Wiec witamy i mamy nadzieje jeszcze z Pana zrobimy romantyka.



      • quickly Re: Panie quickly!... 29.12.01, 11:59
        coalka,
        Jestes bardzo mila. Doceniam to. Taki serdeczny cieply, ton.
        Postaram sie zmienic! Chociazby tylko dla Ciebie.

        Poza tym niebawem Ci odpisze, tylko na litosc boska, napisz mi skad piszesz,
        czy z A.? (Wiesz nie moge uzywac slow Australia i australijski, bo niektore
        panie zarzucaja mi, ze jestem snobem.)

        Serdecznie pozdrawiam.
        • yata Re: Panie quickly!... 29.12.01, 23:08
          quickly!podobasz mi sie!!!!twoje podejscie do zycia jest bardzo realistyczne i
          sluszne:)),ale w polsce,niestety,nie cieszy sie zbyt wielkim poparciem.tu
          nalezy cierpiec,poswiecac sie dla idei(?),myslec na codzien o "wielkich
          sprawach",narzekac.szkoda,ze niewielu jest osobnikow zadowolonych z
          siebie,zycia,rodziny,to z pewnoscia dodaloby egzystencji
          kolorkow,ubarwiloby...odpowiedzialnosc za swoje nieudane(?) zycie zrzuca sie na
          ustroj,sytuacje,srodowisko,niemoc,itp,itd.a co z wlasnym dzialaniem???gdzie
          zadowolenie z siebie???pozdrawiam optymistycznie :)))
          • quickly Dla yata 30.12.01, 09:42
            yata,
            zaczynam nabierac optymizmu, ze jest jeszcze chociaz troche polsko jezycznych
            przedstawicieli gatunku "homo sapiens", ktorzy maja troche zdrowego rozsadku i
            mysla wlasnie w taki sposob jak Ty, yata. Slicznie Ci za to dziekuje.

            To faktycznie jest typowo polskie takie patalogiczne uzalanie sie nad samym
            soba. Zawsze czegos komus w Polsce brakuje, wszyscy sa winni do okola, jakies
            wieczne zale do czegos lub kogos - zawsze to slysze po przyjezdzie do kraju. I
            nawet tutaj te wszystkie: Usycham... Skrzywdzono mnie... Odszedl i nie
            zadzwonil... itd. itp. No naprawde nie wiadomo, czy sie smiac, czy plakac, czy
            ktos sobie po prostu robi z innych przyslowiowe jaja.

            Optymizmu trzeba sie uczyc na codzien i do konca zycia. (Przynajmniej tak sie
            dzieje w tym kraju gdzie mieszkam - to juz widac po dzieciach - szalona roznica
            miedzy dziecmi z Australii, a tymi z Polski. Zupelnie inne podejscie do zycia
            i ludzi!!!!!!). I co z tego, ze ktos bedzie jeczal po nocach, wyl z bolu i
            rozpaczy, bo stalo sie to, bo wydarzylo sie tamto. Owszem sa takie przypadki,
            ze nie mozna inaczej. Ze zostaje tylko cierpienie. Doskonale wiem, ze
            zawiedzione, poszarpane, wytarte w blocie i klamstwie szczere uczucia bola
            czasami gorzej niz kawalek szkla w zrenicy oka. Ale czy na koncu i tak nas
            wszystkich nie zrownaja groby - czy mnie tutaj, a was tam, lub gdziekolwiek
            mieszkacie, lub kimkolwiek jestescie? Czy lamentowanie moze przyniesc cos
            pozytywnego?

            Po moim zyciowym krachu, pozbieralem na swojej "szachownicy zycia" te wszystkie
            pionki i figury, ktorymi jeszcze moglem grac, zrobilem to co moglem zrobic i
            przynajmniej staram sie nie popelniac podobnych bledow. I to bez wzgledu na
            to, czy to sie komus podoba, czy nie. Nie zameczam sam siebie tym, ze moglo
            przeciez byc znacznie lepiej, ze ktos nie zrobil mi czegos co chcialem, ze
            usycham...

            • yata Re: Do quickly 30.12.01, 17:00
              quickly,pieknie sie do ciebie usmiecham:)))Optymizm i pozytywne myslenie
              trenuje od jakiegos czasu i sa efekty!!!Po tzw.przejsciach mialam do
              wyboru:usiasc i plakac,albo poradzic sobie.Zgadnij co wybralam,:)).Bardzo
              pomogly mi w tych cwiczeniach rozmowy z ludzmi myslacymi tak jak ty.Jeden z
              wnioskow,jakie wysnulam,jest mniej wiecej taki,ze jesli komus sie cos nie
              podoba,to jego problem,ja sie tym nie zamierzam przejmowac.Duzo lepiej tak sie
              zyje!!!Polecam ten sposob wszystkim niezadowolonym z
              zycia,siebie,rodziny...Glowa do gory i badzmy panami wlasnego losu.papa yata
              • Gość: E@ Re: Do quickly IP: *.fnet.pl 30.12.01, 22:05
                Ja właśnie jestem typową polsko-narzekajacą istotą na ustrój, na szkoły, na
                wszystko co mnie w życiu spotkało i spotyka.Jestem totalną melancholijną
                pesymistką,która w salonie pogrzebowym potrafiłabym wszystko podwójnie
                zaczernić.Ciągle rozczulam się nad sobą,ale z Nowym Rokiem postanawiam(mam
                nadzieję,ze będzie to moje pierwsze i mocne postanowienie w życiu)podchodzić do
                zycia tak jak TY.Jako terapię będę na początku codziennie czytć Twoje posty,
                dziękuję,że w końcu ktoś w tym kraju płaczków i marud otworzył mi
                oczy.Pozdrawiam i proszę napisz czasami coś mocno-ostrego.Życzę Ci tonę
                optymizmu i dużo szczęścia w Nowym 2002 roku.Pa.
    • evunia I know what you need Mr Quickly 31.12.01, 00:59
      Masz bardzo trzezwe podejscie do zycia
      (za bardzo moze?)
      Pewnie znasz to wyrazenie "no shit man"
      BARDZO przepraszam za brzydkie slowo
      (nie lubie ich bardzo)
      ale jakos to wyrazenie pasuje do Ciebie :)))



      A poza tym...jeszcze jedno:

      Quickly I think
      what you need is love...
      and not just your lover's
      long and loud aaaach

      I'm not talking
      about love in bed
      you have as ,you admit it,
      perhaps too much of that

      I mean love..human..
      not the lover's one
      and not constant beating
      given you by some

      The love has dealt you
      a big, severe blow...
      this is why I think
      your heart has sunk
      so low...

      All you need Quickly
      is tender loving care
      and believe me Quickly
      you will WILL get there

      Your heart will soften
      feelings WILL come back
      The feelings which were given
      by you a lasting sack

      You need warmth and hugs
      affection is your need
      and not attacks provoked
      by you with a snake's speed

      You won't admit it, Quickly
      I know why not, sure..
      you are a big MACHO
      mezczyzna jak mur :)))


      Szczesliwego Nowego Roku


      (i nie zadawaj mi zadnych pytan...a deal?....:))))))
















      • Gość: N Re: I know what you need Mr Quickly IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.12.01, 03:34
        It seems quickly is like a baby flying in his dreams a poor polish "tad"
        looking rather for the babysitter than a real woman.So,Mr.Quickly tell us in
        your language tell us obout your dreams and feelings ,your passion,and your
        needs.Don't be shy you "sweet fucker" go on...This Polish lady is ready to
        open up her hot,wet and juicy hole ,so are you in...
        • evunia Do N 31.12.01, 05:24
          Nie rozumiem dlaczego w ten sposob komentujesz?...
          przeciez wyraznie podkreslam ze nie jestem zainteresowana
          tym o czym piszesz. Mowie o human love nie o tej erotic love.
          A kazdy potrzebuje human love, czyz nie?
          Prosze przeczytaj jeszcze raz uwaznie. Zle zinterpretowales

          No, dziekuje zepsules mi humor na Sylwestra,

          ale Ty baw sie dobrze i Szczesliwego Nowego Roku

          • quickly Do evunia 31.12.01, 07:29
            Evunia,
            Slicznie dziekuje za wspanialy wpis (wiersz). Zycie sklada sie wlasnie z
            takich malych, delikatnych, nieoczekiwnych i przyjemnych rzeczy, ktore dodaja
            ludziom wiary w to, ze nie samym chlebem czlowiek zyje.

            Tym pajacem z USA powyzej ("N")zbytnio sie nie przejmuj. No coz i tacy
            frustraci musza czasami zasmiecac forum. (Taki szczunek naoglada sie
            amerykanskich filmow, a pozniej mu odbija.)

            Napisze jeszcze kiedys do mnie.
            I baw sie dzisiaj dobrze.
            Wiesz, evunia, pierwszy toast po wybiciu godziny dwunastej bedzie za Twoje
            zdrowie. Tylko i wylacznie! Pamietaj, ze jest taki jeden daleko od kraju, i
            tego miejsca w ktorym mieszkasz, ktory szczerze zyczy Ci wszelkiej pomyslnosci
            i spelnienia wszystkich marzen.
            • evunia Re: Do evunia 31.12.01, 07:32
              no, ona moze tez jest daleko od kraju?

          • quickly Dla E@ 31.12.01, 08:03
            Na dobra sprawe, ja tez mam "pesymistyczne" chwile. I to jest chyba calkiem
            normalne. Jakbys caly czas jadla miod, to skad wiedzialabys jak smakuje sol?

            W takich chwilach ide na dlugi spacer - do oceanu mam 15 min. drogi. Ale Ty
            nie musisz isc koniecznie, az do oceanu. Wystarczy park, jakies spokojne
            miejsce, gdzie czujesz sie dobrze. Dobry spacer zawsze dziala jak balsam. Teraz
            czesciej biegam niz chodze, ale to nie przeszkadza mi w mysleniu. Kiedy
            pojdziesz na ten spacer, to pomysl ile masz przewagi nademna. Domyslam sie, ze
            jestes mlodsza odemnie, masz zapewne jakas rodzine (ja nie mam tutaj nikogo),
            mieszkasz w kraju, w ktorym sie urodzilas i nie przeszlas przez gehenne
            emigracji, no i... nie jestes taka zepsuta osoba jak ja. Napewno jest jeszcze
            tysiace innych argumentow, ktorymi moglabys mnie bez problemu zmiazdzyc.

    • gu72 do VAlmahra 31.12.01, 08:18
      a ja tam Cię rozumiem,też tak miałam. Choć jednak teraz sama wychowuję dziecko,
      cieszę się życiem. trochę rozumiem tez quickliego choć deczko zbyt bezpośredni
      ma ton wypowiedzi. ja tez pozostawiłam troski,smutki itd. patrzę optymistycznie
      na swiat (ale miewam doły..spoko). bardzo chętnie z Tobą pogadam, a tak poza
      wszystkim spójrz na swoje życie z dystansu i nie oglądaj się że inni się
      bawili, że inni mieli czas na cośtam, że innym nie umknęło a Tobie coś umknęło.
      Łap życie aby Ci teraz nie umykało. Nawet na kawę mogę skoczyć, mogę ci czasem
      niepodziankę zrobić....i od razu życie barw nabierze...a żonę kochaj bo sam
      napisałeś,że zasługuje na to. pozdrawiam cię ciepło w ostatni dzień roku i
      miłego sylwestra dla Twojej rodzinki i Ciebie.....:)))a quicklym się nie
      przejmuj. ma swój styl i niech tak będzie
      • Gość: valmahr Re: do VAlmahra IP: *.krupsusa.com 02.01.02, 08:59
        Uff, odkopali wreszcie mą zasypaną wioskę, więc mogę zacząć nadawać z pracy.
        Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, zdrówka, siły i cierpliwości. Pieniążki też
        nie zaszkodzą :) Z tego co widzę po reakcjach, to chyba zbyt czarno
        przedstawiłem temat. Nie jest ze mną tak źle i nie zamierzam umierać za życia.
        Po prostu czasem czuję to, o czym pisałem wyżej. I chciałem o tym podyskutować,
        co mi się udało z Adą i Maga_. I tyle. Wiem, że łatwiej się żyje, jak się
        człowiek wyłączy na pewne sprawy i dostrzega tylko to, co mu dobrze służy.
        Tylko moim skromnym zdaniem, aby coś naprawić, trzeba dostrzec wcześniej, że
        jest to zepsute. Pozdrawiam serdecznie. A propos dzieci - podziwiam Cię za
        siłę, samotne wychowywanie potomstwa musi być, delikatnie mówiąc, trochę
        stresujące...
    • evunia Do valhamara 31.12.01, 08:23
      Ja tez Ciebie bardzo pozdrawiam i chyba tez chyba rozumiem.
      Tez jestem daleko od kraju, moze nawet dalej niz Ty.

      Cieple usciski i cieply usmiech
      • Gość: valmahr Re: Do valhamara IP: *.uraltelecom.ru 02.01.02, 08:32
        Dzięki za ciepłe słowa. Dlaczego sądzisz, że nie mieszkam w Polsce?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka