Dodaj do ulubionych

zagubiona....

02.02.09, 13:41
Dlaczego życie musi być takie popaprane...:( Mam 35 lat, dziecko,
pracę .....męża...ale czuję że nic już nie czuję. Mam wrażenie że
zupełnie się wypaliłam.:(. Kłótnie małżeńskie przeciagają sie juz do
dwutygodniowego milczenia, ciągłe uwagi , brak bezpieczeństawa u
boku męża....I pernamentny brak miłości.....to fakt, który przybija
mnie coraz bardziej.Kurcze :( czy tak juz bedzie do końca moich
dni. Przepraszam , piszę haotycznie ale czuję że się bardzo
pogubiłam, Nigdy nie przypuszczałam że taki stan ducha mnie spotka.
I proszę, zrozum mnie dobrze, nie chodzi tu o sex....Samotność w
związku( totalna porażka):(((((((((

pozdrawiam wszystkich zagubionych, Sylwia
Obserwuj wątek
    • polam5 Re: zagubiona.... 02.02.09, 18:07
      Co znaczy "mam wrazenie ze zupelnie sie wypalilam"?

      Dopuki sobie nie uswiadomicie i nie zaakceptujecie tych przykazan:

      - malzenstwo to zwiazek dwojga roznych ludzi o roznych podejsciach do zycia ,
      roznych oczekiwaniach od zycie i partnera..i nie ma wyjscia tylko pojsc na
      wzajemne kompromisy i ustalic takie zasady aby obie strony byly
      ustatysfakcjonowane.. Przecie kiedys mogliscie to robic - co sie stalo ze teraz
      nie mozecie... A moze nie chcecie???
      W trudnych sytuacajch nalezy powrocic do czasu gdzie wszystko bylo mozliwe i latwe.

      - wina jest najczesciej 50/50 (czasami 51/49) i najorsze to probowac zwlac wine
      na partnera.

      - nie ma zwiazkow idealnych albo takich ktore nie maja problemow i nie
      przechodza przez kryzysy mniejsze czy wieksze. Roznica jest tylko ze te zwiazki
      gdzie ludzie potrafia sie komunikowac i dogadac przetrwaja..

      - Tylko WY i nikt inny nie zalatwi problemow pomiedzy Wami i najwazniejszym jest
      CHCIEC je zalatwic.

      - Nie bedziecie nawet probowac zmienic tej drugiej osoby poniewaz nie macie nad
      tym rzadnej kontroli - zmienic mozecie tylko siebie.

      - Tylko wzajemne porozumienie i spokojna zdrowa komunikacja moze pomoc sie
      dogadac. Ciche dni niestety tylko Was oddlaja. Musicie sie umowic i bezwzglednie
      tego przestrzegac aby przed snem sie dogadac i pogodzic - nie mozecie sie
      pogodzic - to nie idziecie spac. Nie wazne kto wyciagnie reke pierwszy - na
      pewno zrobi to ten madrzejszy i rozsadniejszy...
      • stuw73 Re: zagubiona.... 16.02.09, 10:29
        Zgadzam się z Tobą w 100%.Jestem swiadoma kryzysu małzeńskiego...
        sama przez niego prubuję przebrnąć , Od 2 lat wiem o zdradzie
        (zdradach?) męża. Po krótce , na początku jak mleko się rozlało to mi
        naprawdę ulżyło mi, poczułam ze jest mój, teraz z biegiem czasu
        czuję niechęć , poprostu pustkę , żadnych negatywów czy pozytywów.
        Chyba mój stan zaprowadzi mnie do ławy w sądzie:((....Bo tak sie nie
        da zyć, w takim wyjałowionym swiecie...
      • Gość: nicegirl Re: zagubiona.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 18:27
        W 99 procentach masz rację. Słyszałam kiedyś taką fajną
        przypowiastkę. Jak włożysz pracę w wybudowanie domu, a po kilku
        latach zaczyna ci np. przeciekać dach to nie wyprowadzasz się ze
        swojego kochanego domu, w który włożyłeś tyle pracy, tylko
        naprawiasz dach. Podobnie jest z małżeństwem.
        Jest jedno 'ale', każdy z nas ma jakieś granice, poza które nie jest
        już w stanie znosić więcej ponizania. Są kobiety, które tolerują
        zdrady (bo faceci tak mają), inne są latami bite (bo on mnie tak
        kocha, że jest zazdrosny) dla innych takie sytuacje to koniec. Ja
        osobiście znosiłam kłamstwa, długi, walkę z nałogiem, ale np. zdrady
        już nie potrafiłam. I co, mam wierzyć, że to moja wina, bo jakbym
        się bardziej postarała, nie denerwowała się o kłamstwa, długi,
        uzależnienie to by mnie nie zdradził? Całe nasze małżeństwo
        walczyłam bo wierzyłam w miłość. Nagle okazało się, że nie ma o co.
        • stuw73 Re: zagubiona.... 20.02.09, 16:29
          hmmmm, mój mąż to mistrz manipulacji, teraz z perspektywy czasu
          kiedy o tym wszystkim myślę to jest mi siebie poprosty żal.Chłonęłam
          jego klamstwa jak swieże ryby.....nie bądę wdawać się w szczegóły,
          ale list miłosny do kochanki jaki zanalazłam w jego laptopie
          przypisał swojemu koledze z pracy, ( nie ma to jak 1000000 ślepota)
          ......i tak jak piszesz nicegirl w imię czego bo miłości juz brak....
    • Gość: marta Re: zagubiona.... IP: *.chello.pl 07.02.09, 22:41
      a czego oczekujesz od życia? co chcesz by było inaczej? jaki masz plan na siebie
      samą i na swój udział w związku?
      pomyśl..
    • bransoletkaa Re: zagubiona.... 16.02.09, 11:59
      A może jakiś wyjazd by pomógł?
    • Gość: peter Re: zagubiona.... IP: 79.162.161.* 22.02.09, 22:45
      nie przejmuj sie takie jest zycie.Trzeba korzystac z niego dopuki mozna

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka