Dodaj do ulubionych

i następna

27.05.03, 10:03
""wegetariańskich plemion" nasuwają się same, -są zdrowsi i są ludźmi;
zresztą Hindusi nie spożywa mięsa, a jest to około 1 miliard ludzi, więc nie
będę wyjaśniał dalej co to oznacza i czy ich umysły znajdują się w
fazie "degresji", bo to właśnie jedzenie mięsa "było motorem ewolucji umysłu
człowieka" -wielce prawdopodobne jest, że ją zakończy).

Ilustracja artykułu jest bardzo piękna i wiele mówi o naszej budowie i
przystosowaniu. To dlatego i po przeczytaniu kilku wyrywków kupiłem "Świat
Nauki", jakże się więc zawiodłem końcowymi wnioskami tego artykułu,
zmierzającymi do akceptacji Paranoi Trupożerców. Wielu już robiło takie
głupoty. Wymyślali leki, które np. eliminowały by zagrożenie miażdżycą, a
nie jej przyczynę, ale była to akceptacja patologicznego stanu i zakrywania
go. Leki są więc przykładami akceptacji patologii i próbą tuszowania jej
skutków, czyli patologia tworzy patologię. Dobrze, że przynajmniej według
mojej wiedzy ta obecna paranoja trupożerstwa nie przeniesie się na inne
planety, bo będzie to trudne do wykonania i może zginie z braku jej
podtrzymywania, jeśli nie wcześniej. Na statkach kosmicznych hodować się
będzie różne rośliny (najprawdopodobniej ziemniaki), gdyż hodowla mięsa jest
po prostu nieopłacalna ekonomicznie. Na 1 kcal w mięsie potrzeba średnio 10
kcal z roślin, i oczywiście proces hodowli jest czaso i energo i zdrowo -
chłonny. Może więc się nie przebić przez barierę kosmiczną. Jakie
szczęśćcie. Inna sprawa. Jakie to ciekawe, że podstawą diety są w
rzeczywistości (nieuświadomioną) ziemniaki, które kosztują 60 gr za kilogram
na targu i są "fundamentem zdrowia", to trupożerca dokłada do tego obiadu
półdupek trupa po 15 zł za kilogram, który w rzeczywistości to zdrowie
odbiera. Płacą wielkie pieniądze, by móc mieć chorobę i płacić kolejne za
jej leczenie. Świat trupojadów kręci się wokół trupa.

Może przejdę od razu do tych końcowych fragmentów, które ja uważam za
drażliwe (optujące za "pokarmem zwierzęcym"). Nie będę cytował fragmentów do
których się odnoszę, ponieważ macie w stopce redakcyjnej zastrzeżenie, aby
żaden fragment waszego pisma nie był wykorzystany w jakiejkolwiek formie.
Tak więc i ja nie będę tego kopiował na elektroniczną formę mojego listu.
Wypiszę tu moje zastrzeżenia, które pojawiają się, gdy czytam pewne
fragmenty "naukowego" artykułu "Strawa dla umysłu" Williama R. Leonarda:

1. Nie ma co faworyzować "pokarmu zwierzęcego" ze względu na większą
kaloryczność i "bogactwo składników odżywczych" w stosunku do "pokarmu
roślinnego", ponieważ nie jest to jedyną miarą wartości odżywczej pokarmu.
Ja bym powiedział, że większą rolę odgrywa tu dostosowanie do rodzaju
pokarmu. Nadmiar białka w mięsie jest szkodliwy dla człowieka. Nadmiar
kalorii również, gdy są one niepotrzebne. Obciążenie układu pokarmowego
(ogromne straty energii w procesie trawienia niewłaściwego pokarmu) również
świadczą na niekorzyść jedzenia takiego pokarmu. Wielu ludzi po "sutym
obiedzie" czuje się ociężale i siada na kanapie, ponieważ organizm
przeznacza wiele zasobów energetycznych, by strawić taki niewłaściwy pokarm.
Proces trawienia "obciążającego pokarmu" (lub niewłaściwych połączeń
pokarmowych) pochłania znaczne ilości energii, więc w ogólnym bilansie mięso
nie należy do pokarmów "wybitnie energodajnych". Jest z ekonomicznego punktu
widzenia marnotrawieniem energii. Pominę już, że przyczynia się do
powstawania chorób. To, "że mięso daje siłę" jest mitem, podobnie jak
to, "że heroina daje siłę". Daje wrażenie siły poprzez działanie "substancji
wyciągowych" zawartych w mięsie (substancji odurzających; m. in. kwas
moczowy). Najsilniejsze ssaki żyjące na świecie są roślinożerne. Koń jedzący
głównie trawę ("niska wartość odżywcza"), która jest właściwie ewolucyjnym
pokarmem, jest jednym z najbardziej wytrzymałych i najsilniejszych ssaków
lądowych. Goryl, który jest największym i najsilniejszym przedstawicielem
naszej rodziny jest "pełną gębą roślinożerny", przy czym układ pokarmowy
goryla i człowieka są identyczne (w podchwytliwym teście chirurdzy nie
potrafili wskazać, który układ jest czyj). Oczywiście, odżywianie się
pokarmem w pełni wegetariańskim nie przeszkadza gorylom osiągać masę ciała
wynoszącą około 140-200 kg, a dochodzącą do 250 kg, bo nie formułują bzdur w
rodzaju "potrzeby jadania białka zwierzęcego". Postępują zgodnie ze swoją
naturą. Dziwię się, że autor wyciąga takie "oczywiste wnioski", które
stawiają mięso ponad "zieleniną" ze względu na jego większą wartość
kaloryczną, która bez oparcia w interpretacji, ociera się o praktyczny
absurd (koń od mięsa by się rozchorował). Ja bym postawił na jakość."
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka