map4
03.01.13, 18:10
Na święta pojawiłem się we Wrocławiu. Skorzystałem - i to dwukrotnie - z usług świadczonych przez superhipernowoczesny terminal na międzynarodowym lotnisku
imienia Mikołaja Kopernika.
Terminal bardzo mi się spodobał. Jest bardzo przestronny. W hali odlotów jest dużo miejsca. A może to podróżujących jest za mało ? Jest (na razie) czysto.
O ile planowanie i wykonanie terminalu (na pierwszy niefachowy rzut oka) stoi na europejskim poziomie, o tyle poziom usług jest nie do zaakceptowania. Konkretnie poszło o:
1. autobus do wożenia bydła, pardon, klientów. Po wyjściu z samolotu dreptaliśmy około 40 metrów do autobusu. Na innych lotniskach autobus podjeżdża bezpośrednio pod skrzydło samolotu.
2. Autobusowej epopei ciąg dalszy: autobus ten (model cobus3000) wyposażony jest w elektryczne, nadmuchowe ogrzewanie kabiny dla pasażerów, które we Wrocławiu pomimo wiatru, mrozu i przez kilka minut otwartych wszystkich drzwi NIE BYŁO WŁĄCZONE. Ten sam model autobusu w Monachium grzecznie nagrzewał kabinę pasażerską przez cały czas postoju a monachijski kierowca wyłączył ogrzewanie dopiero po zamknięciu drzwi i ruszeniu z miejsca.
3. Autobus-story, ciągle jeszcze: po zapakowaniu bydła do autobusu autobus dumnie zamknął drzwi i ruszył. Ruszył tylko po to, aby przejechać całe pięć metrów, z jednej na drugą stronę wymalowanej pod terminalem uliczki. Otworzono drzwi. Naród wybuchnął śmiechem, bo takiej porcji Mrożka nikt się po Koperniku nie spodziewał.
4. ilość i pojemność kibli w strefie przylotów, koło taśm do odbioru bagażu. Przed przejściem granicznym, w strefie oczekiwania na bagaże, koło taśm znajduje się słownie jeden kibel damski oraz jeden kibel męski. Wystarczy jeden i dodatkowo mały samolot, aby obydwa kible zostały na wiele minut zablokowane przez chętnych.
Co będzie się działo, kiedy z dzisiejszego miliona pasażerów rocznie zrobi się 7 milionów, czyli kiedy terminal wypełni się do planowanej dla niego pojemności, przekracza granice mojej wyobraźni.
5. bagaże jako takie: moje walizki wyjechały na taśmę mokre i oblepione śniegiem. Dodatkowo na jednej z nich widniał piękny, doskonale odciśnięty i świeży ślad męskiego buta rozmiar na oko 44. W Monachium śniegu nie było i było +7 stopni, we Wrocławiu śnieg leżał i było -5 stopni. Wiadomo więc, z którego miasta i którego lotniska te ślady butów pochodzą.
6. Dowiedziałem się, że nawet ci, którzy parkują pod terminalem mniej niż 10 minut MUSZĄ podejść do automatu, żeby skasować bilet. Co prawda nie muszą płacić, ale podejść do automatu i przeciągnąć kartą muszą. Bezmiar debilizmu, zawarty w tym rozwiązaniu jest nie do opisania jeśli weźmiemy pod uwagę, że na zewnątrz terminalu znajduje się JEDEN automat do płacenia za parking. Drugi stoi na środku pola, przed wyjazdem. Dwa automaty na siedem milionów podróżnych rocznie. Wow.
Wot, tiechnika.
To tyle, jeśli o przylot do Wrocławia chodzi.
Pobyt to osobna historia a wylot z Wrocławia był już łatwiejszy, ponieważ po zaledwie kilku dniach zostałem na siłę ściągnięty do wrocławskiego poziomu.
Otóż:
- na cywilizowanych lotniskach albo tanie linie w ogóle nie lądują, albo odprawiane są w osobnym terminalu. Nie we Wrocławiu jednak. We Wrocławiu stary terminal stoi, a jednocześnie tanie linie korzystają z nowego.
- skutkiem tego odprawa bezpieczeństwa trwała dłużej niż w Monachium. Oczywiście miejsca w terminalu jest dużo, bramek do wykrywania metali też jest wystarczająco wiele, ale zaledwie dwie z nich byly czynne. Ta kombinacja pełnowymiarowego terminalu z zatrudnianiem jednej czwartej ludzi potrzebnych do jego obsługi przy jednoczesnym przepuszczaniu przez ów terminal całych stad klientów tanich linii lotniczych powoduje problemy. Ale widocznie tak już musi być, to w końcu jest Polska.
- obsługa kontroli bezpieczeństwa jest po prostu chamska. Co więcej, nie widziałem ani jednego oficera, który by to umundurowane bydło przywołał do porządku. Rozumiem, że praca w święta przyjemna nie jest, ale przecież nikt nie zmusza do wykonywania takiego, a nie innego zawodu, prawda ?
- nie istnieje w terminalu ani pół krzesełka, na którym można byłoby posadzić odwłok, aby zdjąć buty, ewentualnie później je zasznurować. A w zimie i przy wojskowych butach plątanych prawie pod kolana ma to znaczenie. Chodniki są zbyt krótkie i niedopasowane do obowiązku zdejmowania butów przed i ponownego ich wkładania po przejściu na bosaka przez wykrywacz metali. Ludzie maszerują w skarpetkach po zimnym kamieniu, którym wyłożono terminal. Przeziębienie w zimie po takim spacerze jest murowane. Strach pomyśleć co by się działo, gdyby na zewnątrz było mokro.
- ceny w budach w strefie oczekiwania na odlot to czysty odlot. O ile same budy są w porządku (czysto, przyjemnie, obsługa się uśmiecha) o tyle ceny planował ktoś mocno nieobeznany z rzeczywistością. Efektem jest butikowy charakter tych sklepów.
Wchodząc do niego ma się pewność, że jest się jedynym klientem.
Proponowałbym również używanie mniejszej ilości pachnideł w sklepie z perfumami.
Co prawda subtelny zapach luksusu ściąga klientów, ale gęsty, wymieszany smród wszystkich sprzedawanych pachnideł ich odstrasza. Co gorsza, smród ten jest odczuwalny również w znacznej odległości od stoiska.
- PRZECIĄGI
z nieznanego mi powodu w terminalu na jego górnym poziomie, w strefie oczekiwania na odlot ciągnęło świeżym i bardzo zimnym powietrzem.
Podsumowanie:
nowy wrocławski terminal to doskonały przykład na to, jak fajny i funkcjonalny budynek NIE POWINIEN BYĆ UŻYWANY. Teraz rozumiem już żarty, jakie kiedyś strojono sobie z reaptriantów zza Buga: że trzymają króliki na balkonach, że próbują spać na kaloryferach, że wykręcają żarówki na noc, bo nie wiedzą, do czego są przełączniki w ścianach ...
Lotnisko w sumie wyszło Wrocławiowi fajne, tylko obsługa to same buraki. Co gorsza, szefowie lotniska to nie mniejsze buraki od tych, którzy pracują tam na linii frontu, bezpośrednio z klientami...