Dodaj do ulubionych

Jak border radzi sobie w dorosłym życiu???

05.10.09, 20:33
No i mam 25 lat, za rok kończę studia. I przede mną samodzielne życie.

Ale życie wciąż się komplikuje i stawia problemy, które w tym momencie wcale
nie miały być rozwiązywane. Zawsze miałam jakieś problemy finansowe. Od
początku studiów zarabiałam na wszystko co było mi na nich potrzebne, na
ubrania, wszelkie rozrywki. Pamiętam studniówkę, na którą pieniądze zarobiłam,
a sukienkę pożyczyłam.
A dziś odczuwam lęk czy sobie poradzę w sytuacji, w której się znajduję.
Wieczny brak gotówki przygnębia mnie dostatecznie. Teraz jednak moi rodzice
znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji finansowej i muszę tak naprawdę sama
się nią zająć. Bo oni schrzanili to już dostatecznie, zadłużając się
niesamowicie... nawet nie przypuszczałam, że tak można przy tak niskich
dochodach, ale banki postępują bardzo nieetycznie dając kredyty ludziom,
którzy nie są w stanie ich spłacić. Tak, tak - a Ci co biorą są bezmyślni...
ble ble. Wiem i też tak myślę. Ale teraz już nie czas płakać nad rozlanym
mlekiem. Mnie czeka spłata tych kredytów, nie dlatego, że muszę, ale dlatego,
że sami nie są w stanie sobie dać rady. Zatem teraz pisanie tej cholernej
pracy magisterskiej + normalne studia + dochodowe zajęcie (korepetycje na tą
chwilę). Jedynie chcę się podzielić tym, że przeraża mnie to i wyzwala we mnie
chęć ucieczki. Jestem cholernie słaba... Bo widzę, że nie jestem w stanie sama
tego spłacić, a jednak muszę próbować. I zostać tu w domu dłużej niż
planowałam - bo już za 4 miesiące miała być przeprowadzka. Nie będzie jednak
jej. Na uczelni się pochrzaniło najpierw od czego głównie przeprowadzka
zależała. Bo nie dostałam tego promotora co mialam dostać... a teraz pieniądze
należy przeznaczyć na co innego. I kur...!!! boję się, że nie dam sobie
rady!!! Że jestem za słaba... paranoja dosłownie. Mam chyba dość tego ciągłego
walczenia o wszystko, dość wspinania się na palcach po to co u innych leży na
dywanie!!!
I nie radzę sobie właśnie w tym momencie...
Obserwuj wątek
    • wojtek_w1 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 06.10.09, 19:39
      nie radzi.. bynajmniej ja. jeszcze chwile.. niech to się już skończy.
      • marciatko84 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 06.10.09, 20:22
        wojtek_w1 napisał:

        > ...niech to się już skończy.

        i znów też zaczynam tak myśleć, bo kur%a "pada bez końca"!!!
        • marciatko84 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 06.10.09, 20:44
          Byłam dziś pytać się znów o jakiś kredyt konsolidacyjny, który zdawał mi się
          pare dni temu ratunkiem w tej beznadziejnej sytuacji. Ale okazało się, że wcale
          nie jest on korzystniejszy w tej danej sytuacji od niej samej.... i co dalej???

          Jestem zrozpaczona, ale staram się normalnie funkcjonować na zewnątrz (to
          doskonale potrafię do czasu - udawać, że jakoś jest). Nie mam z kim porozmawiać
          na ten temat. Z rodzicami nie mogę są wystarczająco załamani... z moim
          chłopakiem raczej też nie, bo nie chce aby myślał, że wiecznie narzekam... bo on
          tak do tego podchodzi... mam ochotę się zabić taka jest cała prawda o tym co
          teraz się ze mną dzieje...
          • jgpk2 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 06.10.09, 21:04
            hejka marciatko84- powiem Ci, że kiedys byłam w bardzo podobnej
            sytuacji, tez jak jeszcze studiowałam. Musiałam opłacić sobie
            wszystko i do tego te cholerne kredyty, a na dodatek choroba taty.
            Najgorsze co mogabym wtedy zrobic to załamać się tak jak ty teraz
            łapiesz doła. Musisz próbować znaleźć jakieś rozwiązanie,
            porozmawiaj z rodzicami- powinnaś to zrobić, w końcu to są ich
            długi. Ponadto spróbuj porozmawiać z dalszą rodziną- chociaż z nia
            to różnie jest, ale może akurat ktoś chociaż parę groszy Wam
            pożyczy, na częśc długu. Musisz sie łapać każdej szansy, jezeli
            chcesz im pomóc- albo drugie wyjście, nie koniecznie dobre, w
            zależności jakie są stosunki między Wami- olej ich długi i zajmij
            się sobą.

            Ja zajęłam się moimi rodzicami i powiem Ci że przechodziłam piekło,
            długów przez parę ładnych lat, ale dałam radę- wiara w to, że
            potrafię była bardzo silna, chociaż niejednokrotnie miałam załamkę
            totalną. Obcinałam sobie dosłownie wszystkie wydatki, tak że na
            miesiąc czasami miałam tylko 60 zł. na życie-wyżywienie i chodzenie
            na piechotę, zamiast komunikacją. Było cholernie ciężko-ale teraz
            wiem, że nie mogłabym postąpić inaczej, chociaż mogłabym.

            Trzymaj się i podejmij dla siebie i Was odpowiednią decyzję :)
            • marciatko84 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 06.10.09, 22:26
              Dziękuję za odpowiedź:)

              W sumie podjęłam decyzję już. Chcę pomóc. Szukam teraz sposobu... to co mam na
              tą chwilę to stypendia (naukowe i socjalne) i korepetycje. Jak zorientuje się
              jak dużo czeka mnie zajęć na uczelni, postaram się wygospodarować więcej czasu
              na zajęcie przynoszące dochód, czyli prawdopodobnie więcej godzin udzielanych
              korepetycji. Gdyż na tym jeszcze można zarobić jakieś pieniądze. Jeśli nie
              wypali, to jakaś praca dorywcza. Doskonale wiem jakie zadania mam do
              zrealizowania, jak podchodzę do tego racjonalnie. Najgorsza jest ta chwiejność
              emocjonalna, która się pojawia. Jeśli myślę o tym na spokojnie wiem, że jestem w
              stanie jakoś z tym sobie poradzić. Za chwilę natomiast pojawiają się myśli, że
              nie dam rady. I myśli, że najlepiej od tego uciec... Za chwilę myśl, że jestem
              jedyną osobą, na którą moi rodzice mogą liczyć, więc nie mogę ich zostawić.
              Nienawidzę tej choroby, bo nie pozwala mi czasem normalnie żyć. Cierpię
              nadmiernie... Kurcze czemu tak trudno to wyeliminować. I nie dość, że są
              rzeczywiste czasem bardzo trudne problemy to trzeba jeszcze walczyć wiecznie z
              sobą. Z tymi cholernymi negatywnymi myślami. Wciąż je konfrontować z
              rzeczywistością. Wciąż panować nad sobą... tak aby chore myśli były unicestwione
              zanim zamienią się w czyny.
    • annarchia Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 07.10.09, 01:09
      Nie radzi sobie.

      Zerwane kilka kierunków studiów.
      Orzeczona niezdolność do pracy.
      Zerwany kilkuletni związek.
      Izolacja od ludzi.
      Leżę, śpię, jem, piszę w necie, jem, śpię.
      Kilka szpitali psychiatrycznych już za mną, a jestem młoda.
      Podziwiam ludzi, którzy uczą się lub pracują i spotykają z ludźmi mając bordera.
      Dla mnie na razie nierealne :(

      Chodzę na terapię, aby zacząć sobie lepiej radzić.
      • marciatko84 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 07.10.09, 19:24
        Tak naprawdę jedyną rzeczą jaka pozwalała mi zawsze w prawidłowym funkcjonowaniu
        w pracy i w szkole jest moja zadaniowość. Nawet w najgorszym dla mnie okresie ta
        cecha mojej osobowości (raczej niezależna od bpd) pozwalała mi realizować
        zadania, które sama sobie ustaliłam. Oczywiście musiały być związane z sferami
        życia, których nie postrzegam jaka czynnik wywołujący nadmiernych emocji. Tak
        miałam na każdym etapie nauki, we wszelkich pracach jakie miałam (zazwyczaj
        dorywcze).
        A dziś czuję się odrobinę lepiej... być może wezmę kredyt studencki (normalne
        oprocentowanie i sensowny dla mnie sposób spłaty). Nie ustaję w poszukiwaniach
        wyjścia z tej sytuacji, ale bywa ciężko. Choćby rano gdy dowiaduje się, że nie
        ma za co kupić chleba a do najbliższe pieniądze moi rodzice dostaną za prawie 2
        tygodnie. Podłamka momentalna tuż po wstaniu z łóżka... nie daje po sobie
        poznać... mówię mamie, że nie ma czym się przejmować, że kupię sama... uczelnia,
        na której dowiaduje się od znajomego o możliwości kredytu studenckiego, kolejny
        telefon, kolejne korki, zakupy dokładnie za 5.28 (chleb, pasztet, makaron) i
        powrót do domu... a teraz praca nad projektem...
      • aga-rama Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 12:04
        dokładnie...zastanawiam się jak to jest,że jedni nazywaja siebie borderami
        studiujac,pracujac,prowadzac jakies jednak zycie?
        podpisuje sie pod wszystkimi Twoimi punktami Annarchia,poza orzeczona
        niezdolnoscia do pracy i wizyta w psychiatryku.Ja nie mam nawet szansy sprobowac
        zyc normalnie,nic nie trwalo u mnie dluzej niz pol roku.Praktycznie jestem
        odizolowana od wszystkich,raz mysle ze to moja win,innym razem,ze jest to
        zasluga tylko i wylacznie innych ludzi.Nie nawidze ludzie jednoczesnie nie mogac
        zniesc zycia poza nawiasem.
        • annarchia Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 12:41
          aga-rama napisała:

          > dokładnie...zastanawiam się jak to jest,że jedni nazywaja siebie borderami
          > studiujac,pracujac,prowadzac jakies jednak zycie?

          Może to zależy też od tego, czy pewne sytuacje życiowe nasilają bądź spłycają
          objawy BPD. Inaczej będzie funkcjonować osoba z BPD, która ma wspierającą
          rodzinę, kochającego partnera, dobrą sytuację finansową, a inaczej ktoś
          pozostawiony sam na lodzie. Poza tym, może są różne poziomy BPD - ludzie płycej
          i głębiej zaburzeni. o słabszych lub silniejszych objawach. Przy silnych
          objawach BPD nie ma szans na pracę, studia, to niewykonalne.

          Mając za sobą szpitale, elektrowstrząsy, mnóstwo leków, rentę, cięcie się,
          obecnie totalna izolacja od życia - zastanawiam się, na czym polega borderline u
          innych osób. Aby zdiagnozować to zaburzenie potrzeba ścisłej (!) obserwacji
          przez bardzo kompetentnych specjalistów, najlepiej w szpitalu, a nie kilku wizyt
          czy sam test MMPI. Pomijając już osoby, które same się diagnozują, co jest dla
          mnie nieporozumieniem. Wiele osób może sobie przypisać rozchwianie emocjonalne,
          wybuchy złości, uczucie pustki, niestabilne relacje z innymi.
          • wojtek_w1 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 14:15
            no własnie ja sie tak samozdiagnozowałem. Jutro mam wizyte u podobno dobrego
            psychiatry, ale skoro do fachowej diagnozy potrzeba dłuższej obserwacji, to nie
            ma szans. Chyba ze dostane skierowanie do szpitala.. bardzo nie chcę tam isc,
            ale słabne coraz bardziej, w głowie juz kolejny plan samobójstwa.

            Nie daje rady.. szpital to koniec z pracą, to jedyne co mam ale w niej tez jest
            kiepsko, współpracownicy smieją sie po cichu ze mnie ze jestem ciotowaty, ze sie
            boje, bo to cholernie widać. Wycofuje sie ze wszystkich decyzji powoli.. olałem
            przeprowadzkę do znajomych, bo się ich wystraszyłem, ze oni zyją potrafią itp. a
            ja boje sie nawet spojrzec ludziom w oczy. Po 4 letnim pobycie za granica, gdzie
            radziłem sobie (!!) i miałem związek (zniszczyłem go), zamieszkalem w domu.. z
            rodzicami.. w wieku 28 lat.. olałem tez studia podyplomowe, nie ogarnałbym
            godzinnych dojazdów do pracy i do tego na studia co drugi wekend.. nie mam na to
            siły. Nie mam siły na nic.. kompletnie na nic. Wyjazd do pracy, udawanie przez 8
            godzin, powrót, zadręczanie sie przeszłością, paczka papierosów dziennie..
            zniszczyłem wszystko i niszcze teraz siebie.. nie umiem sobie wybaczyc tych
            wszystkich błedów, tak bardzo za nią tesknię..nie umiem..

            może "s" to rzeczywiscie najlepsze wyjscie, bo ja po prostu nie potrafię..
          • marciatko84 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 16:25
            annarchia napisała:

            > Może to zależy też od tego, czy pewne sytuacje życiowe nasilają bądź spłycają
            > objawy BPD.

            I to jest coś z czym się zgadzam całkowicie.
            U mnie taką sytuacją, która pozwoliła mi przetrwać było spotkanie mojego byłego
            chłopaka w wieku 16,5 roku. Myślę, że bez tego faktu nie miałabym szans dożyć
            dzisiejszego dnia. Jestem nawet tego pewna!!! Bo to był okres w moim życiu gdy
            nie wierzyłam w nic, piłam, eksperymentowałam z drugami i przed wszystkim miałam
            wieczną obsesję samobójczą. Nie potrafiłam sobie poradzić z wykorzystaniem
            seksualnym w dzieciństwie, cięzką chorobą w rodzinie, brakiem całkowitym
            wsparcia ze strony rodziców, nieakceptacją rówieśników, poważnym zranieniem z
            poprzedniego związku.
            Zastanawiacie się jak mężczyzna mógł mnie uratować, he he he - bo przecież sama
            nie wierzę w taką miłość, która zbawia. On sam miał ze sobą spore problemy (był
            trzeźwiejącym alkoholikiem i narkomanem) i od razu wiedział, że potrzebuje
            profesjonalnej terapii. I zaczęło się... wielu psychologów, mnóstwo grup
            terapeutycznych. I tak w sumie 8 lat, z przerwami. To mnie uratowało w jakimś
            sensie. Uczyłam się radzić sobie ze złością, z ogromnymi wybuchami złości.
            Czasem udawało się wcielać w życie czasem nie. Ale było lepiej, bo potrafiłam
            odrobinę panować nad emocjami, choć wśród obcych. Skończyły się z mojej strony
            uszczypliwe uwagi, wyzwiska, czasem ataki fizyczne, jak tylko ktoś mnie
            atakował. Ale najtrudniej było z myślami samobójczymi, pojawiały się co jakiś
            czas, rzadziej, ale nadal. Nie odreagowałam pijąc alkohol, ani biorąc narkotyki.
            Jednak uczucie pustki trwało i straszne cierpienie. Regresja mojej choroby
            nastąpiła jak miałam 22 lata i wtedy w ciągu pół roku przewróciłam świat do góry
            nogami. Zaczęło się od picia alkoholu, ale od początku wiedziałam, że to równia
            pochyła, że stąpam po krawędzi. Zaczęłam się bawić i wiedziałam, że im więcej
            emocji tym lepiej napedzałam się sama. Myślałam, że jeśli nie czuję to nie żyję.
            Więc fundowałam sobie maksimum emocji: jakichkolwiek. Jeśli było źle starałam
            się by było gorzej dołując się zalewając smutki, a moja radość była szałem,
            euforią. Zafundowałam sobie zakochanie się, mieszkając już ze swoim ówczesnym
            facetem. Wypaliło mnie to kompletnie - wiecie jak to jest. Zdradziłam... całując
            się z obiektem mych uczuć na jakiejś imprezie. Wyrzuty sumienia mnie zjadały,
            zapijałam. No i grudzień 2007 próba samobójcza, omal nie przeszczepiana wątroba.
            Szpitale w których mnie uratowano i na oddziale psychiatrycznym diagnoza w
            oparciu o testy osobowości i obserwacje. Później psycholog z oddziału
            zaproponowała mi terapie. Podjęłam się jej, nie wierząc już, że coś może mi
            pomóc ale co miałam robić. I przez rok motałam się tak naprawdę. Coś do mnie
            trafiało, ale teoretycznie wiedziałam zawsze czemu coś robie, co odreagowuje,
            jak powinnam się zachować. A jednak zachowywałam się różnie. I będąc na terapii
            nadal miałam zachowania destrukcyjne. Picie było problemem i pojawiły się
            zachowania bulimiczne. Oczywiście na terapii od razu się z nich przypucowałam,
            babka chciała już mi stwierdzać zaburzenia odżywiania (bo coś takiego musi trwać
            odpowiedni czas), kazała zapisywać epizody wymiotowania. A że było tego sporo
            stwierdziłam, że przestaje bo nie chce mi się pisać o tym wciąż i zaprzestałam.
            W sumie dziwna historia... ale jak zawsze chciałam zwrócić na siebie uwagę.
            Uwodzenie i manipulowanie ludźmi to też przez wakacje mi wyszło, jak byłam już
            sama.
            Dużo mi dał normalny związek w jakim jestem od 8 miesięcy, jednak korzystniej
            wpływa na mnie fakt bycia z kimś, co stwierdziła i moja terapeutka.

            Ehhhh... ale i tak często walczę o to aby przeżyć, bo myśli samobójcze nie
            mijają, od czasu do czasu się pojawiają. Pewnie się to już nie zmieni... kwestia
            tylko aby zapanować nad tym jakoś. I niczego nie realizować...
            • annarchia Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 17:19
              wojtek_w1 napisał:

              > może "s" to rzeczywiscie najlepsze wyjscie, bo ja po prostu nie potrafię..

              Lepsze niż szpital, prawda?
              Ale do szpitala nie pójdziesz, bo praca.
              Ale zabić to się już możesz, tu praca Cię nie trzyma.
              Widzisz tę sprzeczność? :)

              To tak, jakbyś wolał się zabić, niż przyznać się do bólu i nazwać to porażką.
              Przerażające jest to, że opinia kolegów z pracy (nie wyrabiasz z pracą - śmieją
              się, pójdziesz od szpitala - może jeszcze gorzej będą) jest dla Ciebie tak
              istotna. Bardziej ważna, niż Ty i Twoje zdrowie. To straszne. I trochę głupota
              nie dać SOBIE szansy na pomoc (szpital - jeśli trzeba; terapia - zamiast
              samobójstwa) z lęku przed oceną (kolegów). Tak, jakbyś poczucie wartości i
              poczucie "ja" budował na tym, co mówią inni. Może się mylę.

              marciatko84 napisała:

              > annarchia napisała:
              >
              > > Może to zależy też od tego, czy pewne sytuacje życiowe nasilają bądź spły
              > cają
              > > objawy BPD.
              >
              > I to jest coś z czym się zgadzam całkowicie.
              > U mnie taką sytuacją, która pozwoliła mi przetrwać było spotkanie mojego byłego
              > chłopaka w wieku 16,5 roku.

              Chodziło mi o takie sytuacje, które dotyczą objawów BPD. Czyli głównie:
              - odrzucenie (przez chłopaka, rodzinę, panią ze sklepu, uczelnię)
              - monotonia, nuda
              - przemoc emocjonalna i fizyczna
              - zranienia

              I tak nosimy to w sobie. Zaburzenie polega na tym, że sami siebie odrzucamy,
              samy dla siebie jesteśmy katami, sami doprowadzamy do rozczarowań, a jak
              dodatkowo jest to wzmacniane z zewnątrz, przez innych - to masakra.

              marciatko84 napisała:

              > nie wierzę w taką miłość, która zbawia.

              Przede wszystkim osoba z borderline nie jest zdolna do miłości - dojrzałej i
              prawdziwej. Już ten wątek jest tu na forum. Skoro BPD polega na silnym
              rozszczepianiu to nie da się kochać kogoś takiego, jakim jest. To, co czujemy -
              mimo, że silne jak cholera - to nie miłość. Jestem o tym już teraz święcie
              przekonana. Tak więc miłość nas nie uleczy, bo border nie potrafi kochać tak
              naprawdę (jeszcze zależy, kto ma jaką definicję). Można nauczyć się kochać
              dzięki terapii, gdy nauczymy się integrować różne obrazy tej samej osoby i
              nauczyć się ja widzieć, jaką jest.

              marciatko84 napisała:

              > profesjonalnej terapii. I zaczęło się... wielu psychologów, mnóstwo grup
              > terapeutycznych. I tak w sumie 8 lat, z przerwami. To mnie uratowało w jakimś
              > sensie. Uczyłam się radzić sobie ze złością, z ogromnymi wybuchami złości.

              A pracowałaś kiedyś na terapii, w której koncentrowałaś się nie na radzeniu
              sobie z wybuchami złości, ale z jej przyczynami? chodzi mi o analityczną,
              psychodynamiczną.

              marciatko84 napisała:

              > nadal miałam zachowania destrukcyjne. Picie było problemem i pojawiły się
              > zachowania bulimiczne. Oczywiście na terapii od razu się z nich przypucowałam,
              > babka chciała już mi stwierdzać zaburzenia odżywiania (bo coś takiego musi trwa
              > ć
              > odpowiedni czas), kazała zapisywać epizody wymiotowania.

              Dla mnie: dziwne. Zaburzenia odżywiania mogą istnieć jako osobna jednostka
              chorobowa, ale są także jednym z objawów borderline (częstym). Gdy masz
              stwierdzone i rzetelnie zdiagnozowane BPD to ataki bulimiczne, nawet wieloletnie
              nie powinny być podstawą do zmiany diagnozy. Bo wtedy bulimia jest jednym z
              objawów, sposobów, w jaki konflikty borderline się wyrażają. I po co to
              notowanie epizodów...? Lepiej skupiać się na przyczynach wymiotowania, a nie
              zmieniania jednego F- na drugie.
              • marciatko84 Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 22:39
                annarchia napisała:
                > Chodziło mi o takie sytuacje, które dotyczą objawów BPD. Czyli głównie:
                > - odrzucenie (przez chłopaka, rodzinę, panią ze sklepu, uczelnię)
                > - monotonia, nuda
                > - przemoc emocjonalna i fizyczna
                > - zranienia

                Pytałaś się wcześniej o to co przyczynia się do tego, że objawy się słabną bądź się nasilają. Napisałam zatem o tym co sprawiło, że w ogóle byłam w stanie przetrwać tyle lat. Chciałam pokazać, że właśnie przypadek sprawił, że znalazłam się na terapii i to nie była wtedy terapia bpd. Gdzie raczej uczyłam się niwelować chore zachowania i poznawać przyczyny ich powstania. Bo tym co się przyczyniło do powstania mojego bpd są właśnie potworne zranienia:wykorzystanie seksualne, opuszczenie emocjonalne przez rodziców, alkoholizm ojca, ciotka chora psychicznie pod jednym dachem... dalej by wymieniać. Wystarczy????
                Ale jak widać miałam szczęście później... trafiając na jakąś terapie wcześnie. Bo może nie była to taka która mi najwięcej dała, ale pozwoliła przetrwać.

                annarchia napisała:
                > I tak nosimy to w sobie. Zaburzenie polega na tym, że sami siebie odrzucamy,
                > samy dla siebie jesteśmy katami, sami doprowadzamy do rozczarowań, a jak
                > dodatkowo jest to wzmacniane z zewnątrz, przez innych - to masakra.
                >
                no i to dla mnie jest jasne, że nosimy to w sobie. Ja doskonale wiem na czym polega zaburzenie, bo je posiadam. Tysiące razy powtarzając sobie jak siebie nienawidzę, jaka jestem beznadziejna, głupia i brzydka. Ale tak było kiedyś, bo na terapii nauczyłam się siebie akceptować bardziej. I dbać o siebie, pilnować swoich granic. Terapia do tego zmierza.
                annarchia napisała:
                > Przede wszystkim osoba z borderline nie jest zdolna do miłości - dojrzałej i
                > prawdziwej. Już ten wątek jest tu na forum. Skoro BPD polega na silnym
                > rozszczepianiu to nie da się kochać kogoś takiego, jakim jest. To, co czujemy -
                > mimo, że silne jak cholera - to nie miłość. Jestem o tym już teraz święcie
                > przekonana.

                Ok Ty jesteś o tym przekonana, co nie znaczy, że taka jest prawda. Bo pokaż mi gdzie jest napisane, w której z publikacji (literatura fachowa), że osoba z zaburzeniem borderline nie jest zdolna do miłości. Być może wiele osób nie jest zdolnych do tego, ale nie jest to właściwością dla tego zaburzenia. Border jest trochę jak dziecko. Czy ono nie potrafi kochać??? Kocha w taki sposób jaki potrafi. Nie wiem czy wiesz czym różnią się emocje od uczuć??? Uczucia polegają na ustosunkowaniu się do kogoś. Są trwałe. Emocje natomiast odpływają. Miłość jest uczuciem, przykładowo złość jest emocją. Np. Nawet jak jesteś zła na swoją matkę, nadal ją kochasz. I to, że w pewnym momencie jestem wściekła na partnera nie znaczy, że przestaje go kochać. A na terapii można się nauczyć jak być wściekłym i nie ranić. I border też może się nauczyć!!! Zatem mam inne zdanie jeśli o umiejętność kochania u osób z bpd. A to, że są ludzie którzy nie potrafią kochać to inna sprawa. Z pewnością są wśród nich osoby z naszym zaburzeniem. Nie oznacza to jednak, że nieumiejętność kochania jest nam przypisana.
                annarchia napisała:
                > A pracowałaś kiedyś na terapii, w której koncentrowałaś się nie na radzeniu
                > sobie z wybuchami złości, ale z jej przyczynami? chodzi mi o analityczną,
                > psychodynamiczną.
                Tak pracowałam nad problemem, dotyczącym tego skąd pochodzi moja złość. I zdaje sobie sprawę z tego. Ale nie ukrywam, że treningi kontroli złości przydają się do dziś.
                annarchia napisała:
                > Dla mnie: dziwne. Zaburzenia odżywiania mogą istnieć jako osobna jednostka
                > chorobowa, ale są także jednym z objawów borderline (częstym). Gdy masz
                > stwierdzone i rzetelnie zdiagnozowane BPD to ataki bulimiczne, nawet wieloletni
                > e
                > nie powinny być podstawą do zmiany diagnozy.
                Nie napisałam, że miała zostać zmieniona diagnoza tylko współistnienie mojego bpd z zaburzeniami odżywiania. Bo wcześniej to nie występowało u mnie.
                • annarchia Marciatko 09.10.09, 12:15
                  marciatko84 napisała:

                  > Pytałaś się wcześniej o to co przyczynia się do tego, że objawy się słabną bądź
                  > się nasilają. Napisałam zatem o tym co sprawiło, że w ogóle byłam w stanie prz
                  > etrwać tyle lat. Chciałam pokazać, że właśnie przypadek sprawił, że znalazłam s
                  > ię na terapii i to nie była wtedy terapia bpd. Gdzie raczej uczyłam się niwelow
                  > ać chore zachowania i poznawać przyczyny ich powstania. Bo tym co się przyczyni
                  > ło do powstania mojego bpd są właśnie potworne zranienia:wykorzystanie seksualn
                  > e, opuszczenie emocjonalne przez rodziców, alkoholizm ojca, ciotka chora psychi
                  > cznie pod jednym dachem... dalej by wymieniać. Wystarczy????

                  Poczekaj. O co Ci chodzi z tym "wystarczy"?? Dlaczego się złościsz na mnie..?

                  Zapytałam z ciekawością i spokojnie, czy chodziłaś na terapię skierowaną na
                  przyczyny (zamiast na radzenie sobie ze złością itp.). Z troską. A Ty mnie
                  atakujesz, dlaczego...? Nie rozumiem :(

                  marciatko84 napisała:

                  > no i to dla mnie jest jasne, że nosimy to w sobie. Ja doskonale wiem na czym po
                  > lega zaburzenie, bo je posiadam. Tysiące razy powtarzając sobie jak siebie nien
                  > awidzę, jaka jestem beznadziejna, głupia i brzydka. Ale tak było kiedyś, bo na
                  > terapii nauczyłam się siebie akceptować bardziej. I dbać o siebie, pilnować swo
                  > ich granic. Terapia do tego zmierza.

                  Super :)

                  marciatko84 napisała:

                  > Ok Ty jesteś o tym przekonana, co nie znaczy, że taka jest prawda. Bo pokaż mi
                  > gdzie jest napisane, w której z publikacji (literatura fachowa), że osoba z zab
                  > urzeniem borderline nie jest zdolna do miłości.

                  No właśnie, tj. mówisz: jestem o tym przekonana, ale nie piszę, że to
                  uniwersalna prawda :) JA mam takie akurat zdanie. Nie mogę?

                  Co do literatury fachowej: Karen Horney w swoich książkach pisze, że neurotyk
                  nie jest zdolny do prawdziwej dojrzalej miłości. Zerknij do jej "Autoanalizy".
                  To jest bardzo fachowa literatura. A borderline jest głębszym zaburzeniem niż
                  nerwica.

                  marciatko84 napisała:

                  > Border jest t
                  > rochę jak dziecko. Czy ono nie potrafi kochać??? Kocha w taki sposób jaki potra
                  > fi.

                  Zgadzam się. Border jest emocjonalnym dzieckiem, jak najbardziej. I dlatego
                  "kocha" jak dziecko, czyli nie jest to miłość dojrzała.

                  Może nasza niezgoda w tym temacie bierze się z innej definicji miłości. Ja mam
                  taką, Ty masz inną. Dla mnie kochać to m.in. widzieć kogoś jak najbliżej tego,
                  jakim ktoś jest naprawdę, taki jaki jest, w całości. Akceptować takim, jaki
                  jest. Osoby z borderline z definicji nie potrafią patrzeć całościowo na drugiego
                  człowieka, ani na siebie, bo nadużywają mechanizmu rozszczepiania. Robią z
                  człowieka dwie osoby, więc nie widzą go całościowo. "Kochają więc" swoje dość
                  skrzywione obrazy drugiej osoby, a człowieka ze wszystkimi swoimi cechami.
                  Dewaluacja i idealizacja - na tym polega borderline. Kogo więc kochamy?
                  Wyidealizowany bądź zdewaluowany obraz drugiego człowieka?
                  Stąd właśnie ta moja opinia się wzięła...

                  Takie są moje refleksje. BOLESNE. "Nie umiem kochać" - policzek dla mojego ego.

                  marciatko84 napisała:

                  > Nie wiem czy wiesz czym różnią się emocje od uczuć??? Uczucia polegają na u
                  > stosunkowaniu się do kogoś. Są trwałe.

                  Ale niekoniecznie przy BPD :D
                  Od "miłości" do nienawiści...

                  marciatko84 napisała:

                  > uczuciem, przykładowo złość jest emocją. Np. Nawet jak jesteś zła na swoją matk
                  > ę, nadal ją kochasz. I to, że w pewnym momencie jestem wściekła na partnera nie
                  > znaczy, że przestaje go kochać.

                  Oooo. Właśnie w borderline jest odwrotnie! Ze względu na główny mechanizm, czyli
                  rozszczepianie. Poczytaj (bo chciałaś fachowa literaturę) koncepcję Melanie
                  Klein i Otto Kernberga, a także (mniej fachową, ale wartościową) "Uratuj mnie"
                  R. Reiland. Osoba z borderline nie potrafi zarazem kochać i czuć złość, oraz nie
                  potrafi zarazem nienawidzić i pamiętać czyjeś dobro. Na tym POLEGA to
                  zaburzenie. Osoba z BPD, gdy złości się na chłopaka, to nie czuje do niego ani
                  grama miłości, czuje nienawiść i nie pamięta w danej chwili nic dobrego
                  związanego z daną osobą. Border nie potrafi integrować różnych obrazów tej samej
                  osoby, to jest mechanizm obronny. Ja czując złość na matkę, nienawidzę jej całym
                  sercem, nie ma we mnie ani krzty miłości do niej, nie pamiętam w tej chwili
                  żadnych pozytywnych uczuć do niej. Natomiast, następnego dnia, gdy ją kocham
                  całym sercem, to nie potrafię sobie wyobrazić, jak się na nią można złościć,
                  przecież jest taka dobra i kochana. To jest TYPOWE dla bpd. Na tym polega bpd.

                  To, co opisałaś: złoszczę się, choć nadal kocham - to przykład zdrowej
                  osobowości, tak powinno być.

                  marciatko84 napisała:

                  > ym i nie ranić. I border też może się nauczyć!!!

                  Mam nadzieję, Marciatko, chciałabym... :(

                  marciatko84 napisała:

                  > Nie napisałam, że miała zostać zmieniona diagnoza tylko współistnienie mojego b
                  > pd z zaburzeniami odżywiania. Bo wcześniej to nie występowało u mnie.

                  Ok, ok :) Tak mi się skojarzyło, że chodzi o zmianę. Ja miałam w pewnym momencie
                  fazę anoreksji, ale nie miałam dopisanej do diagnozy, to był jedne z objawów. Na
                  szczęście w miarę szybko minęła...
          • aga-rama Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 17:57
            jesli komus z BPD przyjdzie ktoregos dnia ochota na wizyte u lekarza,bedzie mial
            za soba elektrowstrzasy,psychiatryk,byc moze rente.
            ja nie mam ani ochoty ani sily by o tym pomyslec,podniesc sie rano z lozka,ubrac
            sie i wyjsc na zakupy,coz dopiero po pomoc do lekarza.owszem sama sobie
            postawilam diagnoze,bo jak mam nazwac swoje rozchwianie emocjonalne.Aby
            stwierdzic,ze to tylko poczucie pustki-chronicznej-i zwykle hustawki nastroju
            tez trzeba miec ku temu podstawy.Pytam wiec,czy to co przechodze,to zwykle
            fanaberie? nie jestem tego pewna,czy przez swoje widzi mi sie mozna zmarnowac zycie
            • annarchia Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 19:57
              aga-rama napisała:

              > jesli komus z BPD przyjdzie ktoregos dnia ochota na wizyte u lekarza,bedzie mia
              > l
              > za soba elektrowstrzasy,psychiatryk,byc moze rente.

              Może być inaczej: któregoś dnia lekarz sam do Ciebie zastuka (np. z kaftanem),
              albo rodzina na siłę albo bez siły (nie będziesz się stawiać, bo nie masz siły -
              nawet z łóżka nie wstajesz) Cię wsadzi do samochodu i do lekarza. Niezależnie od
              tego, czy będzie im szkoda Ciebie, czy będą cię mieli po prostu dość.
              Fajniej?

              aga-rama napisała:

              > ja nie mam ani ochoty ani sily by o tym pomyslec,podniesc sie rano z lozka,ubra
              > c
              > sie i wyjsc na zakupy,coz dopiero po pomoc do lekarza.

              Zobacz. Mówisz, że masz borderline, rozchwianie emocjonalne. Powinnaś więc
              wiedzieć, że osoba z BPD nie leży przewlekle w łóżku, ale jak nazwa wskazuje: ma
              różne emocje, różne nastroje. Przez kilka dni nie wstajesz z łóżka nawet po siku
              czy obiad, a czwartego dnia lecisz na imprezę w dobrym nastroju. TO jest ta
              chwiejność. A Ty - jak sama mówisz - cały czas masz deprę, cały czas leżysz w
              łóżku i cały czas nie masz siły. Na czym polega więc ta chwiejność?

              aga-rama napisała:

              > owszem sama sobie
              > postawilam diagnoze,bo jak mam nazwac swoje rozchwianie emocjonalne.

              Niezła jesteś! Jedni z lepszych specjalistów w kraju potrzebowali na to miesiąca
              (wielu obserwacji i badań), aby nazwać, czym jest moje emocjonalne rozchwianie.
              A ty sama potrafisz! Nie każde - nawet silne - rozchwianie emocjonalne to
              borderline.

              Jedna uwaga: do zdiagnozowania potrzebny jest dystans - lekarza, specjalisty. On
              nie diagnozuje tylko po Twoich słowach, ale po Twoim zachowaniu się, obserwacji.

              Kilku moich znajomych zobaczyło opis BPD i powiedzieli: ja też to mam!

              aga-rama napisała:

              > tez trzeba miec ku temu podstawy.Pytam wiec,czy to co przechodze,to zwykle
              > fanaberie?

              Poczekaj. Ty widzisz to tak, że: albo masz borderline albo fanaberie?? Są setki
              diagnoz. Możesz mieć na przykład mieszane zaburzenia osobowości, albo ChAD typ
              II, albo osobowość histrioniczną. Aby to wszystko poodróżniać to trzeba mieć
              kupę wiedzy i kupę doświadczenia.
              • aga-rama Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 21:23
                do annarchii

                Ty zdaje sie na tym forum robisz za specjaliste od zaburzen
                wszelakich.przeczytaj sobie dokladnie jeszcze raz co napisalam,nie ma tam slowa
                ZAWSZE leze w lozku i nie mam NIGDY na nic sily.Jesli do zdiagnozowania mojej
                "niezlej "natury potrzebujesz wiecej info to prosze bardzo,gdyz ja nawet nie
                zdazylam sie tu blizej przedstawic....
                jako specjalistce od zaburzen na pewno nie jest Ci obcy fakt,ze osoby z BPD
                ciezko naklonic do leczenia,ba !nawet do pojscia do lekarza pierwszego kontaktu
                w celu podjecia kroku pozwalajacego na postawienie diagnozy.Kiedy juz tryskam
                pozytywna energia,ani mi w glowie badania,chorobska i konowaly.podsumowujac :
                nie mam sily na lekarza gdy leze we wyrze i zdycham i wyje z rozpaczy ani tym
                bardziej gdy pod koniec dnia,albo jescze w jego polowie chce przenosic gory,bo
                nagle swiat wydaje mi sie piekny.moze mialas to szczescie,ze lezalas jak
                obloznie chora i bliscy sila wywlekli Cie z lozka,bo mieli dosc twojego widoku?
                Ty mi tworzysz biografie-pozwol,ze ja stworze ja Tobie :)
                Pewnie,pod wydrukiem z neta nt BPD w ogole podpisalaby sie wiekszosc ludzi,bo
                kazdego czlowieka,ktory nie jest z kamienia,spotkaly te wszytkie emocje:
                zal,smutek,rozpacz,bezsilnosc..mozna tak bez konca...
                wyczuwam dyskryminacje z Twojej strony wzgledem osob,ktore nie poszly do
                psychiatry i sie nie pochlastaly,widocznie trzeba przejsc przez to co Ty
                przeszlas,dopiero zdobeda Twe uznanie.Jesli juz jestes tak oczytana w temacie,to
                powinnas wiedziec,ze tego typu zaburzenie roznie przebiega,jak sama pisalas w
                zaleznosci od nasilenia badz splycenia objawow.
                czyli jednym slowem Twoje kilka rozpoczetych i nieskonczonych kierunkow to
                efekt borerline,moje nieskonczone studia to pewnie nieudacznictwo,wstretny i
                podly charakter? coz..masz prawo,wiedz tylko,ze jak przeczytalam co
                napisalas,zakuło mnie to dziwnie,ma wrazenie,ze jednak kazdy mierzy po sobie.jak
                kiedys sobie porobie badania przesle Ci je skanem na poczte.
                I jeszcze pytanie do Ciebie? czy Twoja orientacja seksualna jest homo,hetero czy
                bi? bo ja widzisz jestem w tym temacie bardzo niejednoznaczna.Raz jestem
                lesbijka,innym razem czuje pociag do obu plci,a tak w ogole sama nie juz nie
                wiem,czasem nawet bym powiedziala,ze jestem aseksualna...jesli podpisujesz sie
                pod hetero,nie spelniasz wymogow ksiazkowego BPD :) no al ejesli sie myle,to
                pogratulowac.
                co jeszcze,zeby przyblizyc swoja osobe? nie mam juz ochoty pisac wiecej,bo
                przed chwila jak zaczelam to pisac czulam wielka zlosc,ale mi juz przeszlo,bo
                generalnie nie mam paskudnego charakteru,zadza mna emocje...
              • aga-rama Re: Jak border radzi sobie w dorosłym życiu??? 08.10.09, 21:57
                a tak w ogole,Ty jestes niezla!!!
                jestes swięcie przekonana,ze masz borderline,a moze nie masz.Bo
                widzisz,specjalisci nie zawsze specjalistami sa...jednemu z moich internetowych
                znajomych stwierdzili i schizofrenie i borderline.Skad ta pewnosc u Ciebie?
                widzisz,niby jest tak,ze borderline jest malo poznanym schorzeniem,a lekarze
                niechetnie z takowymi pacjentami wspolpracuja i czesto wpisuja inne niz BPD aby
                tylko miec ich z glowy...
                nastepnym razem nie atakuj tak ludzi,bo poglebisz ta pustke wokol z siebie,z
                ktorej niby chcesz wyjsc i z solidnym postanowieniem wzielas sie za swoje
                zdrowie.moze postaraj sie zrozumiec,ze od tego ktos zaczyna,ze zadaje sobie
                pytania i szuka odpowiedzi.Pozostaw diagnoze w moim przypadku lekarzowi,bo byc
                moze wykluczasz cos co faktyczne mnie gnebi,i swoim szorstkim postepowaniem
                zamiast pomoc starasz sie wyprzec te domniemania z glowy.Ja do tej pory nie
                zdawalam sobie sprawy co mi jest,i dziekuje opatrznosci,ze postawil mi na mojej
                drodze kogos,kto mnie oswiecil i wskazal na duza mozliwosc BPD u mnie,bo chcial
                pomoc,nie wierzac,ze moje niepowodzenia,to skutek parszywego charakteru.W kazdym
                razie zawsze to jakis trop.
                czy borderlines to dzisiaj swoista elita,do ktorej dostac moga sie najlepsi?
                najbardziej ksiazkowi,a reszta to fffee!!!?
                • annarchia Aga 09.10.09, 11:45
                  aga-rama napisała:

                  > Ty zdaje sie na tym forum robisz za specjaliste od zaburzen
                  > wszelakich.

                  Nieprawda. Dlatego nie zdiagnozowałam się sama, lecz pozostawiłam to lekarzom :)

                  aga-rama napisała:

                  przeczytaj sobie dokladnie jeszcze raz co napisalam,nie ma tam slowa
                  > ZAWSZE leze w lozku i nie mam NIGDY na nic sily.

                  Aga, napisałaś:

                  „Ja nie mam ani ochoty ani sily by o tym pomyslec,podniesc sie rano z
                  lozka,ubrac sie i wyjsc na zakupy,coz dopiero po pomoc do lekarza.”

                  Nie dopisałaś do tego: „ale oprócz tego miewam dni, gdy czuję sie super i nie
                  chodzę po lekarzach, bo wolę imprezy”. Pamiętaj, że mogę komentować TYLKO TO, CO
                  PISZESZ, i to właśnie robię.

                  aga-rama napisała:

                  > Jesli do zdiagnozowania mojej
                  > "niezlej "natury potrzebujesz wiecej info to prosze bardzo,gdyz ja nawet nie
                  > zdazylam sie tu blizej przedstawic....

                  Czy ja chcę Cię diagnozować? Cały czas mówię, że od tego są lekarze.

                  aga-rama napisała:

                  > jako specjalistce od zaburzen na pewno nie jest Ci obcy fakt,ze osoby z BPD
                  > ciezko naklonic do leczenia,ba !nawet do pojscia do lekarza pierwszego kontaktu
                  > w celu podjecia kroku pozwalajacego na postawienie diagnozy.

                  Ciężko jest, fakt. A jednak niejedna osoba trafia do lekarza i na terapię.

                  aga-rama napisała:

                  > nagle swiat wydaje mi sie piekny.moze mialas to szczescie,ze lezalas jak
                  > obloznie chora i bliscy sila wywlekli Cie z lozka,bo mieli dosc twojego widoku?

                  Nie było tak u mnie. Dopowiedziałaś sobie :)

                  aga-rama napisała:

                  > Ty mi tworzysz biografie-pozwol,ze ja stworze ja Tobie :)

                  A jaką biografię Ci stworzyłam...? O co chodzi?

                  aga-rama napisała:

                  > wyczuwam dyskryminacje z Twojej strony wzgledem osob,ktore nie poszly do
                  > psychiatry i sie nie pochlastaly,widocznie trzeba przejsc przez to co Ty
                  > przeszlas,dopiero zdobeda Twe uznanie.

                  Jaką znowu dyskryminację?
                  Po prostu z dystansem podchodzę od osób, które diagnozują się same i tyle.

                  aga-rama napisała:

                  > czyli jednym slowem Twoje kilka rozpoczetych i nieskonczonych kierunkow to
                  > efekt borerline,moje nieskonczone studia to pewnie nieudacznictwo,wstretny i
                  > podly charakter? coz..masz prawo

                  Przepraszam, ale w którym miejscu napisałam Ci, że masz "podły charakter"?? Nie
                  zarzucaj mi czegoś, czego nie napisałam, ok? Epitetami „fanaberie” i „podły
                  charakter” TY sama siebie określasz, albo ktoś inny Ciebie.

                  aga-rama napisała:

                  > I jeszcze pytanie do Ciebie? czy Twoja orientacja seksualna jest homo,hetero cz
                  > y
                  > bi? bo ja widzisz jestem w tym temacie bardzo niejednoznaczna.Raz jestem
                  > lesbijka,innym razem czuje pociag do obu plci,a tak w ogole sama nie juz nie
                  > wiem,czasem nawet bym powiedziala,ze jestem aseksualna...jesli podpisujesz sie
                  > pod hetero,nie spelniasz wymogow ksiazkowego BPD :) no al ejesli sie myle,to
                  > pogratulowac.

                  Dlaczego założyłaś, że jestem hetero?
                  Także jestem niejednoznaczna. Ale czego tu gratulować?

                  aga-rama napisała:

                  > generalnie nie mam paskudnego charakteru,zadza mna emocje...

                  Kto Ci mówi, że masz paskudny charakter??

                  aga-rama napisała:

                  > a tak w ogole,Ty jestes niezla!!!
                  > jestes swięcie przekonana,ze masz borderline,a moze nie masz.

                  Wiesz, dla mnie przestaje to mieć znaczenie :) BPD to była i jest tylko
                  etykietka, dzięki której lekarze mogli wyznaczyć dalszą drogę mojego leczenia:
                  kilkuletnia psychoterapia głębi plus odpowiednie leki (a nie np. trzyletnia
                  hospitalizacja na haloperidolu).

                  Ta diagnoza pozwoliła mi też uświadomić sobie pewne ogólne mechanizmy, którymi
                  się kieruję, np. rozszczepianie. Dzięki diagnozie natrafiłam także na książki,
                  które otwierają mi oczy na przyczyny tego zaburzenia.
                  I tyle.

                  Obecnie, będąc w terapii jakiś czas, diagnoza nie odgrywa większej roli. Ani dla
                  mnie, ani dla lekarza. Leczę SIEBIE (a nie diagnozę) – z moją indywidualną
                  historią życia, moje emocje, moje wspomnienia, moje własne rany. Wiem już, że to
                  moja droga, odnajduję się w tej terapii, więc w tym momencie mało mnie obchodzi
                  jaką etykietkę nadać mojemu przeżywaniu: czy BPD, czy ChAD, czy jeszcze inaczej.
                  Pomijając to, że w terapii człowiek się zmienia, znikają pewne zachowania typowe
                  dla borderline i faktycznie może teraz nie jestem bardzo typowym borderem? Ale
                  jakie to ma teraz znaczenie? Diagnoza była dla mnie ważna na początku, jako
                  wskazówka do objęcia właściwej drogi, i o to chodzi.

                  aga-rama napisała:

                  > widzisz,niby jest tak,ze borderline jest malo poznanym schorzeniem,a lekarze
                  > niechetnie z takowymi pacjentami wspolpracuja i czesto wpisuja inne niz BPD aby
                  > tylko miec ich z glowy...

                  Nie czuję niechęci ani od mojego terapeuty, ani od mojej lekarki. A wręcz
                  przeciwnie. Dużo zrozumienia i empatii.

                  Ale spotkałam też i takich, którzy unikali jak ognia, masz rację.

                  aga-rama napisała:

                  > pytania i szuka odpowiedzi.Pozostaw diagnoze w moim przypadku lekarzowi

                  Od początku to robię ;)

                  aga-rama napisała:

                  > moze wykluczasz cos co faktyczne mnie gnebi,i swoim szorstkim postepowaniem
                  > zamiast pomoc starasz sie wyprzec te domniemania z glowy.

                  Szkoda, że tak to odebrałaś :( bo ja naprawdę chcę pomóc, podzielić się moimi
                  refleksjami... Wiem, także z autopsji, że czasem kilka twardych słów może
                  bardziej pomóc niż głaskanie i utwierdzanie w bezczynności. Jak coś mówię
                  dobitnie, to nie ze złośliwości.

                  aga-rama napisała:

                  > zdawalam sobie sprawy co mi jest,i dziekuje opatrznosci,ze postawil mi na mojej
                  > drodze kogos,kto mnie oswiecil i wskazal na duza mozliwosc BPD u mnie,bo chcial
                  > pomoc,nie wierzac,ze moje niepowodzenia,to skutek parszywego charakteru.

                  Kto Ci tak nagadał z tym „parszywym charakterem”? :( Rodzice? Znajomi?

                  aga-rama napisała:

                  > czy borderlines to dzisiaj swoista elita,do ktorej dostac moga sie najlepsi?

                  Dlaczego elita? Co to znaczy: najlepsi?

                  Ja przebywam głównie na innym forum, wśród nie-borderów, ale osobami w różnymi
                  diagnozami, i tworzymy zgraną grupę :)

                  Nie chciałam być złośliwa, chciałam pomóc, naprawdę Aga. A robię to tylko tak,
                  jak obecnie potrafię
                  • aga-rama Re: Aga 09.10.09, 16:57
                    Annarchio!

                    przede wszystkim na wstepie kolejnego posta/(u?),chce w koncu zakopac ten maly
                    wojenny toporek jaki sie miedzy nami nawiazal na tym forum.Mysle,ze zadna z nas
                    nie rozumie intencji drugiej stony.W tym miejscu bije sie piescia po piersi i
                    przyznaje,ze glupota jest to co napisalam,mianowicie,ze sama sie zdiagnozowalam
                    i postawilam sobie BPD.Moze faktycznie byc to np.jednostka ucieczkowa
                    nadwrazliwa albo jednostka ucieczkowa z fobia i jeszcze kilka innych zaburzen
                    pasuje do mojej osoby,na pewno nie jestem histrionikiem,ale moge sie mylic...w
                    kazdym razie wzielam u siebie pod uwage BPD bo jest najczestszym zaburzeniem
                    osobowosci,ale mniejsza juz z tym.
                    Widzisz,wyczulam z Twojej strony oburzenie,ze przypisuje sobie borderline,ale
                    wydalo mi sie w tym miejscu,ze nie wazne jest co to dokladnie za chorobsko,bo
                    wszystkie te zaburzenia sa niezwylke do siebie podobne i najwazniejsze jest
                    dostrzezenie problemu jako takiego,uswiadomienie sobie,ze to co spotyka w zyciu
                    to nie jakis tam glupi pech czy zly charakter,ale zaburzenia.niewazne,cos
                    chcialam jeszcze napisac,ale szwankuje mi pamiec...w kazdym razie nie tyle
                    zarzucilam Ci,ze "podly charakter"to Twoje slowa,ale napisalas wczesniej,ze nie
                    kazde rozchwianie emocjonalne to zaburzenie,ale cechy charakteru, w tym sensie w
                    kazdym badz razie,wiec sie unioslam,bo jestem niemal pewna,ze to nie cechy
                    charakteru (paskudny to moje slowa),ale taka cala moja osobowosc,rozchwiana na
                    wszelkie strony,pelna sprzecznosci,wzajemnie wykluczajacych sie mysli i
                    opinii,ja tak mam i mam bez konca...
                    Moze tak obstawalam przy BPD,bo tylko w tym schorzeniu znalazlam jako jeden z
                    objawow trudnosc z okresleniem wlasnej orientacji seksualnej? jednym slowem cos
                    przewazylo na strone tego a nie innego zaburzenia,choc moze nie jestem jeszcze
                    zbyt oczytana w temacie,wiec sobie to odpuszcze.a co do pogatulowania
                    orientacji? nie tyle jej,co spelnienia ksiazkowych opisow BPD ;)
                    moje mysli sa niesamowicie rozbiegane( ADHD? :) ) dlatego cięzko mi czasem
                    dokladnie opisac to co bym chciala,nie potrafie sie czesto pisemnie
                    wyrazic,dlatego nie prowadze blogu ani innych pamietnikow choc bym chciala,i
                    lepiej sie sprawdzam w slownej konfrontacji.Generalnie dochodze do wniosku,ze
                    nie powinnam zabierac glosu na forach,bo robi sie balagan,no ale znajac siebie
                    zmienei zdanie:)
                    P.S. bardzo ciekawy blog:)
                    • annarchia Re: Aga 09.10.09, 17:33
                      aga-rama napisała:

                      > Annarchio!
                      >
                      > przede wszystkim na wstepie kolejnego posta/(u?),chce w koncu zakopac ten maly
                      > wojenny toporek jaki sie miedzy nami nawiazal na tym forum.

                      Ja też, nie chcę się kłócić :(

                      aga-rama napisała:

                      > przyznaje,ze glupota jest to co napisalam,mianowicie,ze sama sie zdiagnozowalam
                      > i postawilam sobie BPD.Moze faktycznie byc to np.jednostka ucieczkowa
                      > nadwrazliwa albo jednostka ucieczkowa z fobia i jeszcze kilka innych zaburzen
                      > pasuje do mojej osoby

                      Wiesz, o to mi chodziło, to znaczy, ja absolutnie nie chciałam bagatelizować
                      Twoich zaburzeń, a tak jakoś zrozumiałam, że jak ktoś podważa u Ciebie BPD, to
                      równoznaczne to jest z uznaniem Twoich emocji za fanaberie, a ja tak nie uważam.
                      Chodziło mi o to, że może ot być inne zaburzenie. BPD też może być, ale właśnie
                      najlepiej, jak ktoś z boku popatrzy... Chodzi o to, że wtedy jak to specjalista
                      zdiagnozuje to będzie można wybrać dla Ciebie najlepszą formę pomocy :)

                      aga-rama napisała:

                      > Widzisz,wyczulam z Twojej strony oburzenie,ze przypisuje sobie borderline

                      To może była faktycznie u mnie złość, bo wiesz co? Może ja poczułam się
                      zbagatelizowana, że mnie w kilku szpitalach badali lekarze, a pobyty tam nie
                      należą do przyjemnych, a wiele osób przeczyta artykuł w necie i się samemu
                      diagnozuje. Może dlatego mnie to poruszyło... Tak, jak moja matka: zerknęła do
                      artykułu o BPD i powiedziała tak bagatelizująco "Niestabilne relacje z innymi?
                      Chwiejność emocjonalne? Ja też to mam! I co? Żyję"....

                      aga-rama napisała:

                      > dostrzezenie problemu jako takiego,uswiadomienie sobie,ze to co spotyka w zyciu
                      > to nie jakis tam glupi pech czy zly charakter,ale zaburzenia.

                      Ja nie powiedziałam, że masz zły charakter, nie uważam tak :)
                      Znam dobrze odzywki typu "wymyślasz sobie", "fanaberie", "wmawiasz sobie" i
                      wiem, jak one człowieka bolą... Może Ty też się nasłyszałaś tego za dużo :(

                      aga-rama napisała:

                      > zarzucilam Ci,ze "podly charakter"to Twoje slowa,ale napisalas wczesniej,ze nie
                      > kazde rozchwianie emocjonalne to zaburzenie

                      Chodziło mi o to, że nie każde rozchwianie emocjonalne to borderline. Wiesz, co
                      miałam na myśli? Że NA PRZYKŁAD może to być choroba dwubiegunowa typ II, albo
                      rapid cycling. Pewna część lekarzy właśnie to u mnie zdiagnozowała. Nie chodziło
                      mi, że jak nie BPD - to głupi charakter, ale inna diagnoza.

                      aga-rama napisała:

                      > Moze tak obstawalam przy BPD,bo tylko w tym schorzeniu znalazlam jako jeden z
                      > objawow trudnosc z okresleniem wlasnej orientacji seksualnej?

                      Możesz mieć BPD, ale lepiej, aby lekarz to ocenił, jakiś dobry specjalista. Co
                      do orientacji - znam kilka osób, które też mają problemy z orientacją, lub inną
                      orientację niż hetero, a nie postawiono im diagnozy borderline. Z drugiej strony
                      Rachel Reiland, autorka jednej z fajniejszych książek o BPD (bardzo polecam!!)
                      nie miała najmniejszych problemów z orientacją seksualną - była 100% hetero,
                      (dodatkowo: nie miała bulimii, nie cięła się), a jednak miała bardzo typowe
                      borderline.

                      aga-rama napisała:

                      > P.S. bardzo ciekawy blog:)

                      Thanx :*
                      • aga-rama Re: Aga 09.10.09, 17:52
                        Annarchio! znow do Ciebie :)
                        chcialam jeszcze tylko cos wyjasnic nt mojej orientacji.Nie dlatego,ze ciezko mi
                        sie okreslic,dopatruje sie w ogole zaburzen u siebie,a raczej,ze ta chwiejnosc w
                        tej dziedzinie przewazyla liczebnie na strone BPD :) ale jak piszesz,nie kazdy z
                        bordersow ma ta przypadlosc,wiec ok. a nie tne sie tylko i wylacznie dlatego,ze
                        mam awersje na widok krwi :)ale taie mysli czesto chodza mi glowie
                        niestety,tzn,mam ochote np.polknac fiolke z tabletkami,ale tez szybko mi sie
                        odechciewa..taki tragizm po prostu.
                        pozdrawiam
                        • annarchia Re: Aga 09.10.09, 20:38
                          aga-rama napisała:

                          > Annarchio! znow do Ciebie :)
                          > chcialam jeszcze tylko cos wyjasnic nt mojej orientacji.Nie dlatego,ze ciezko m
                          > i
                          > sie okreslic,dopatruje sie w ogole zaburzen u siebie,a raczej,ze ta chwiejnosc
                          > w
                          > tej dziedzinie przewazyla liczebnie na strone BPD :) ale jak piszesz,nie kazdy
                          > z
                          > bordersow ma ta przypadlosc,wiec ok. a nie tne sie tylko i wylacznie dlatego,ze
                          > mam awersje na widok krwi :)ale taie mysli czesto chodza mi glowie
                          > niestety,tzn,mam ochote np.polknac fiolke z tabletkami,ale tez szybko mi sie
                          > odechciewa..taki tragizm po prostu.

                          Cierpisz bardzo, mam nadzieję, ze trafisz na dobrego terapeutę z prawdziwego
                          zdarzenia.

                          A, i dziękuję za wpis na blogu :*
    • shy_shy Jak border radzi sobie w dorosłym życiu? Nie radzi 04.11.09, 07:37
      :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka