Dodaj do ulubionych

Tęcza w odcieniach szarości

29.09.16, 15:17
Czy mieliście takie wrażenie, że burzowe chmury waszych partnerów z BPD ciągle próbowały zakryć wam Słońce? Pamiętam, że z każdej dobrej chwili moja partnerka starała się wyciągnąć tyle negatywizmu, ile się dało ;) Oczywiście nie zawsze, były wyjątki, kiedy potrafiła też się z czegoś cieszyć, jednak bardzo często dostrzegała szarość nawet tam, gdzie wszystko było intensywnie kolorowe. Ona potrafiła na bezchmurnym niebie zobaczyć burzową chmurę i przewidzieć ulewę z gradem i piorunami :) Powiedziałbym, że dla niej nawet tęcza była w odcieniach szarości ;) A nawet, jeśli już na prawdę nie dało się nic złego z danej sytuacji wyciagnąć, to zawsze potrafiła wyrysować sobie jeszcze bardziej idealną wizję chwili i narzekać, że mogłoby być jeszcze lepiej. Czy to normalne u osób z borderline, ze tak widzą świat?
Obserwuj wątek
    • partner_wariatki Re: Tęcza w odcieniach szarości 29.09.16, 18:43
      Potwierdzam. "Ja to mam zawsze pecha w życiu" było ulubionym powiedzeniem mojej borderki. Pechem było nawet to, że dostała od rodziny dom w dobrej lokalizacji w jednym z największych miast w Polsce, bo musiała zainwestować kilkadziesiąt tysięcy w jego remont. No ogólnie to "pecha" miała na każdym kroku. Przez prawie rok włożyłem mnóstwo wysiłku i cierpliwości by wyleczyć ją z tych w większości nieuzasadnionych kompleksów. Po tym pani nagle dostała wiatru w żagle i okazało się, że jest tak zajebista, że zasługuje na kogoś lepszego niż ja. No i tak jak piszesz, według nich nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. A zatem trzeba z tego powodu zatruć życie sobie i innym...
      • hogsmade Re: Tęcza w odcieniach szarości 30.09.16, 00:37
        Moja borderka wyjechała na studia do innego kraju, dostawała co miesiąc kasę, mieszkała w pięknym mieście, nie musiała chodzić na zajęcia, bo wystarczyło, że na koniec semestru napisała kilka referatów i wszystko jej zaliczali... ale była najbardziej niezadowoloną osobą na Ziemii. Gniła całymi dniami w łóżku i marudziła ;P Bo jakby była w innym kraju i tam by była lepsza pogoda to tam by była dopiero zadowolona, bo jakby miała lepszego chłopaka to wtedy by była zadowolona, bo jakby przeprowadziła się do innego miasta to tam by była zadowolona. Jakieś istne fatum nad nią krążyło :D Ile by nie dostała od życia, to ciągle było źle ;P
      • zobzob Re: Tęcza w odcieniach szarości 02.10.16, 15:26
        Mój osobisty border był na początku mega zakompleksiony. Z dnia na dzień pomimo fochów i poczucia beznadziei wlewałem mu do uszu pieśń o tym jaki jest wspaniały i jaki ma potencjał. Miałem nadzieję że gdy wzrośnie jej poczucie własnej wartości i wiary w siebie poczuje się lepiej i trochę odpuści. Byłem w błędzie :) Z dnia na dzień stawała się silniejsza ale dzięki temu jej apetyt rósł. Teraz z czasem widzę to, jakbym hodował na własnej krwi krwiożerczą bestię i miał nadzieję że jestem wybrańcem i mnie nie zje. Oj byłem w błędzie oj byłem. Ze straganu z pietruszką piękna ale cicha dziewczyna zamieniła się w bezkompromisową narcystyczną sukę panią manager układową przebiegłą i sprytną. Zawsze byłem jej jedyną miłością życia i jednocześnie jej największym katem. Ale teraz gdy ma kasę wpływy i wiarę w swoją misję to zachowuje się jak rekin który goni fokę. Na prawdę muszę szybko zap...ać żeby zdążyć przed zębiskami jej rozbuchanego psychotyczno neurotycznego ego. Heh i tak złapać się nie dam ale faktem jest że border zawsze ma mało i zawsze ma to czego własnie nie chce.
        • hogsmade Re: Tęcza w odcieniach szarości 04.10.16, 02:10
          Wiecie, to nic, że mieliśmy trzy miesiące wakacji w pięknym kraju na południu Europy, ona byłaby szczęśliwa, jakbyśmy byli w innym kraju :D To nic, że pojechaliśmy na wycieczkę z przyjaciółmi do innego miasta, trzeba zrobić aferę, że ma nieodpowiedniego chłopaka, to nic, że zwiedzamy jakieś małe malownicze miasteczko, ona akurat ma stan depresyjny, bo tu jest ponury klimat, to nic, że ze znajomymi pojechaliśmy odpocząć nad ocean, ona łapie focha i wraca sama do domu ... teraz się uśmiecham jak sobie to przypominam, ale wtedy to nie było śmieszne, jak ktoś cały czas marudzi, zrzędzi i wszystko widzi w szarych barwach, żeby nie powiedzieć na czarno... ale myślę, że przynajmniej może na czarnym proteście by się dzisiaj odnalazła ;)
          • partner_wariatki Re: Tęcza w odcieniach szarości 04.10.16, 11:47
            W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że po wielu miesiącach jej toksycznych zachowań, wiecznego niezadowolenia i szukania pretekstu do narzekania na mnie lub otoczenie, sam zacząłem powoli przejmować taki model postępowania i zdarzało mi się też zrobić aferę "o nic". No niestety to tak jest, wedle zasady "kto z kim przestaje takim się staje". Ponadto, wyszedłem z założenia, że skoro ona stawia mi tak wysoko poprzeczkę i rozlicza mnie z najmniejszych błędów, a czasem nawet stawia mi zarzuty całkowicie urojone w jej chorej głowie, to ja też mam prawo egzekwować to co mi się należy. To oczywiście droga donikąd, a raczej droga prowadząca do wojny i wzajemnego wyniszczenia, a przecież w związku nie o to chyba chodzi. W rezultacie nie ma chyba złotego środka, patentu na związek z borderem. Ani ustępstwa, cierpliwe tłumaczenie, ani też stawianie granic, co sam przede wszystkim robiłem, nie prowadzi no normalizacji. To jest równia pochyła, po której staczasz się niezależnie od tego co byś nie zrobił. W tym przekonaniu najbardziej utwierdza mnie to, że ona była wiecznie niezadowolona nie tylko ze mnie, ale prawie dosłownie ze wszystkiego i wszystkich. Ojca, matki, koleżanek, zmieniając co chwilę fronty i sojusze w zależności od tego kto akurat jej podpadł. Na początku znajomości bardzo duże kompleksy, pod koniec zaś ostentacyjna pewność siebie wielokrotnie wyrażana stwierdzeniem: "ale jestem ładna". To wszystko jest dla mnie strasznie chaotyczne i niezrozumiałe, nie potrafię opierając się na uniwersalnym systemie wartości i logice, którą kieruje się większość ludzi znaleźć wytłumaczenie dla tego absurdu.
            • hogsmade Re: Tęcza w odcieniach szarości 04.10.16, 15:27
              Ja jak sobie przypominam jej sylwetkę, postawę , wyraz twarzy to od razu widzę niezadowolenie i ciągłe pretensje. Pamiętam jak czasami bałem się do niej iść. Pamiętam, kiedyś z matką rozmawiałem przez telefon i mówię, że muszę kończyć, bo do dziewczyny idę, ale boję się, bo pewnie będzie zła i niezadowolona. Matka wtedy powiedziała "wiesz co, mi się tak wydaje, że wy długo nie będziecie razem". Niezadowolenie mogło dotyczyć i dotyczyło wszystkiego co tylko można sobie wyobrazić, a nawet tego, czego zdrowy człowiek nigdy by sobie nie wyobraził. Pyta mnie "co zjemy na kolację? Głodna jestem". Mówię "no bułki albo kanapki mogę zrobić". Na to niezadowolenie i złość, bo ona nie chce chleba jeść, ona chce coś innego. Mówię "no to makaron mogę zrobić". Znowu niezadowolenie i złość bo ona nie lubi makaronu. Dziwne, że wcześniej wszystko jadła i nie było problemu. Albo gotuję nam obiad, ona siedzi patrzy i mówi "nie umiesz gotować"... ale to ostatnie to mi się wydaje, że raczej wynikało z tego, ze chciała jakoś zaburzyć moją pozycję osoby, która jest w czymś lepsza. Bo w rzeczywistości to ona nie umiała gotować i jedzeniem zajmowałem się ja. I ja jestem w 100% przekonany, że ona chciała podważyć moje znaczenie w tej kwestii, wyczuwałem to. Inny przykład, jesteśmy na wycieczce, piękny dzień, siedzimy w restauracji, jemy obiad. Siedzimy w chwilę po obiedzie odpoczywając aż tu nagle słyszę pretensje z dupy "mógłbyś być bardziej zaradny? Bo nie wiem, czy mam o tobie myśleć poważnie". K*rwa, no nie da się xD Piszę to teraz z uśmiechem, ale, wtedy jak to się działo to cały czas miałem mindfucka i emocje rozbudzała na prawdę niefajne. Ja już nawet bałem się z nią gdziekolwiek wyjeżdżać, bo wiedziałem, że z każdej wycieczki zrobi piekło i nie myliłem się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka