Dodaj do ulubionych

jak pomoc ?

06.09.08, 18:36
Jestem ze swoim partnerem od 4 lat w trakcie tego okresu przeszlam
tak wiele ze dzis nie wiedziala bym nawet od czego zaczac opowiadac.
Jednak im dluzej z nim bylam tym bardziej uswiadamaialam sobie ze
jego zachowania sa oznaka jakiejs choroby. Miesiac temu doszlo do
dosc ostrych spiec miedzy nami i postanowilam przyjzec sie
problemowi blizej. Zaczelam szukac w internecie opisow osobowosci
ktora by odpowiadała zachowaniom Andrzeja i znalazłam.. niestety
wszelkie moje starania zeby mu pomóc kończą się fiaskiem bo on uważa
że problem tkwi we mnie a nie w nim. Nienawidzi mnie i nie pozwala
sie do siebie zbliżyć, a ja nie chce go zostawiać tylko w jakiś
sposób trafić do niego, pomóc mu zrozumieć że to wszystko co się
dzieje jest spowodowane chorobą.. może ktoś mi powie jak mam to
zrobić ? Straciłam chwilowo siły po ostatnich atakach agresji wobec
mnie i chciałam sie poddać.. nie jestem matką teresa ale jestem
człowiekiem i wiem że moja pomoc jest mu potrzebna. Jak podejsć do
tematu bym znow nie uslyszala ze chora jestem ja ? Jak pokonać jego
złość, nienawiść, jak się ustrzec przed jego atakami agresji ?
Obserwuj wątek
    • liczby-11 Re: jak pomoc ? 06.09.08, 20:26
      Wlasnie, to jest najtrudniejsze, ze ktos nie chce sobie pomoc i uwaza, ze on
      jest zdrowy. Dlatego tez wspolczuje Ci bardzo. Sw. JUDA TADEUSZ- nowenna
      9-dniowa do Niego bardzo pomaga. On jest od spraw trudnych, a nawet
      beznadziejnych. Ja modlilam sie za jedna osobe i wymodlilam laske, nie wiem jak
      Ty reagujesz na modlitwe, ale zaufaj i modl sie systematycznie za Niego. BOG
      widzi nasze cierpienie i na pewno Cie wyslucha...... W GORE SERCA.....
      • mkmarzena Re: jak pomoc ? 06.09.08, 22:35
        Z całym szacunkiem dla wiary i modlitwy ale myśle że jest mi
        potrzebne coś bardziej realnego. Jakaś wskazówka co do rozmów na ten
        temat, sugestia co do przedstawienia choremu człowiekowi tematu w
        taki sposób żeby zrozumiał ..
      • cupcake.pl Re: jak pomoc ? 26.12.08, 06:56
        borderline nie ma duzo wspólnego z atakami zlosci,owszem zdarzaja sie ale nie sa
        na 1 miejscu,borderline to walka z samym soba to co sie w srodku nas dzieje
        ,tego nikt nie zrozumie,ataki zlosci wystepuja u mnie tylko wtedy kiedy zostane
        sprowokowana!!
    • niewol Re: jak pomoc ? 24.09.08, 14:23
      Ja też przyłączam się do prośby o chociażby próbę odpowiedzi na pytanie. Od
      ponad roku jestem z dziewczyną, która na 'coś' cierpi, do końca sam nie wiem na
      co ale to co przeczytałem wskazuje na powiązania z BPD. Wszystkie cechy nawet
      ciężko ubrać w słowa, napiszę tylko, że zraża do siebie ludzi naokoło, ma
      świadomość, że coś jest nie tak ale zwala to na siebie mówiąc, że jest straszna
      i podła. Nikt jej nie rozumie, chyba nawet nie stara się pojąć problemu, a mi
      każdy mówi, że skoro ona taka 'niezdecydowana' to powinienem dać sobie spokój :/
      Moja partnerka nie emanuje agresją w najgorszych chwilach, tylko strasznie
      zamyka się w sobie, wtedy też targają nią wątpliwości i podejrzewam, że straszna
      niemoc. Ale ja nie chcę rezygnować, uważam, że jest naprawdę wspaniałą osobą,
      która potrafi kochać jak mało kto i wierzę, że może osiągnąć szczęście, na które
      przecież tak zasługuje. Sam z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że bardzo ją
      kocham, choć czasami wydaje się w ogóle na to nie zasługiwać lecz jeśli
      popatrzeć sercem jest osobą na wskroś dobrą.
      Nie wiem czy to forum jest jeszcze aktywne ale błagam Was wszystkich, którzy tu
      zaglądacie - postarajmy się zebrać siły w całość(jeden wątek) bo jako 'zwykli'
      śmiertelnicy także możemy wiele.
      Pozdrawiam.

    • codein Pozwolę sobie zasugerować... 24.09.08, 15:21
      Wyobrażam sobie, że gdyby sytuacja dotyczyła kogoś, kogo ja
      darzyłabym uczuciem, w skrajnej sytuacji użyłabym siły, ewentualnie
      skontaktowała się z psychiatrą, opisałabym jak sytuacja wygląda,
      poprosiła o wskazówki i umówiłabym z nią/nim plan działania.
      Ale wcześniej postarałabym się zmiękczyć tę osobę. Np.
      zamanifestować jakoś, że jestem wkurzona, że nie zamierzam dłużej
      znosić tego gówna, może zdystansować się na jakiś czas. A kiedy
      osoba odrobinę się otrząśnie, kiedy zacznie się zastanawiać, co jest
      nie tak, kiedy złagodnieje i będzie nastawiona na słuchanie,
      kazałabym jej przeczytać (przy mnie!) tekst, możliwie najlepiej
      ilustrujący problem i zapytałabym, czy nie wygląda znajomo.
      Ewentualnie możecie szukać wsparcia u rodziców drugiej połowy (albo
      jej przyjaciół - jeśli mają takich). Może oni będą mieć większy
      wpływ.
      • niewol Re: Pozwolę sobie zasugerować... 24.09.08, 15:36
        Dziękuję za odpowiedź.
        To jak stąpanie po cienkim lodzie, manifestacja złości może mieć zły skutek,
        tego się boję. Jeśli ja staram się wprowadzić swoje racje, to zaczyna się
        zamykanie w sobie i zero chęci dialogu ale domyślam się, że chodzi tu o
        przemyślenie pewnych spraw, takie otrząśnięcie jak napisałaś. Z tym, że taka
        cisza potrafi trwać tydzień i dłużej i dopiero ja ją muszę przerywać a
        najczęściej na następnym spotkaniu jest zerwanie, a potem i tak powrót. Obecnie
        właśnie moja ukochana nie odzywa się do mnie i nie chce rozmawiać, a ja
        zastanawiam się jaki skutek przyniesie spotkanie z nią niemal na siłę i
        przytulenie bez słów.
        Niemniej dziękuję Ci z całego serca za sugestie, nie spodziewałem się, że
        nastąpi to tak szybko.
        • mkmarzena Re: Pozwolę sobie zasugerować... 25.09.08, 20:47
          widze ze borykamy się z podobnym problemem, uczucia które opisałeś
          do swojej dziewczyny są identyczne z tymi które ja odczuwam i też
          wiem o kogo walczę. Bo to walka o wspaniałego, wrażliwego faceta.
          Wiem że warto, wiem że mam marne szanse ale mimo to trwam. Nasi
          znajomi, rodzice dziwią się.. dlaczego. Pytają i nie rozumieją
          dlaczego po takich akcjach jakie mialam nadal z nim chce byc. Ja
          wiem dlaczego tylko nie wiem jak. Rozmowy na temat psychologa czy
          psychiatry powodują odwrotny skutek od zamierzonego. Ostatnio
          pojechalam i przytulilam sie do niego tak zwyczajnie wiem jak bardzo
          to lubi, jak lubi kawe z widokiem na nasze brzozy . Na przytulenie
          zareagowal jak diabel na swieconą wode, a propozycja kawy z widokiem
          skonczyla się slowami " wyp..j". Wychodząc widzialam smutne oczy i
          cholernie zagubionego człowieka.
          Pani psycholog z którą juz rozmawiałam powiedziała mi że nic nie
          zrobie dopóki on nie zejdzie na tzw "samo dno siebie" i nie
          wyciągnie ręki tylko że może mi być trudno tą rękę zauważyć.
          Codeine napisała o twardym potraktowaniu sprawy, w moim wypadku to
          zupełnie niemożliwe, choć fakt są czasem momenty że mam ochotę
          kopnąć go w tyłek tak w dosłownie i bez przenośni i nie ukrywam że
          raz puściły mi zawory i ładowałam w chałupę doniczkami z kasztanami
          ale nic nie osiągnęłam bo nie tędy droga. Tylko którędy ? Dla mnie
          to pytanie do dzis zostaje bez odpowiedzi.
          • codein Re: Pozwolę sobie zasugerować... 26.09.08, 06:29
            Ahahahahahahaaaa! :))))
            Przez owo "twarde potraktownie sprawy" nie miałam na myśli tego, byś
            w swojego lubego rzucała doniczką czy nożami :D:D:D. Raczej miałam
            na myśli działanie, które sprawi, że facet szybko spadnie na
            to "samo dno siebie". Sugerowałam, aby się wycofać, albo nawet na
            jakiś czas zmienić role. Nie próbuj go przytulać, nie próbuj dawać
            mu kawy, nie rób mu kanapek, nie mów ciepłego słówka - ale bądź tam.
            Postaraj się nie okazywać tak wielkiej troski czy zainteresowania,
            aż w końcu zacznie się zastanawiać, co tu jest nie tak, albo - jak
            Tobie powiedziała psycholog - rąbnie o własne dno i być może wtedy
            będzie bardziej skory do przyjęcia pomocy. Może
            spróbuj "oziębłością" wymusić, aby wreszcie on się zapytał
            Ciebie "co z Tobą?", a wtedy, to już jakiś początek, aby mu
            zasygnalizować, że to nie z Tobą, a z nim.
            Widzisz, jednak trudno mi Ciebie przekonywać, bo - jak ujął to
            kolega - to chodzenie po cienkim lodzie. Tutaj, jak sądzę, liczy się
            tyleż szczęście, co determinacja, a być może nawet swojego rodzaju
            szaleństwo w stylu "Mam dość i stawiam wszystko na jedną kartę".
            Powodzenia :)
            • flybutter Re: Pozwolę sobie zasugerować... 26.09.08, 12:32
              Witam wszystkich :-)
              Właściwie nie wiem od czego zacząć i czy w ogóle powinnam zabierać
              głos w tym wątku, ale poruszyło mnie to co piszecie.Czytałam
              wszystko uważnie i jakbym widziała siebie 5, 10, 15, 20 lat temu.
              Żyję z człowiekiem o podobnych zaburzeniach od 20tu lat, mamy dwójkę
              wspaniałych dzieci-młodsze ujawnia podobne cechy zachowania jak tata.
              Niestety wcześniej uważałam, ze osobowość męża spowodowana jest
              trudnym dzieciństwem, że jest okaleczony emocjonalnie, ale ma
              wspaniałe serce i warto się postarać, spróbować dać mu tyle miłości
              i serca, żeby mógł zaufać, uspołecznić, stworzyć normalną rodzinę i
              kochać mnie tak samo mocno jak ja jego.O BPD dowiedziałam się
              sosunkowo niedawno, bo 3 lata temu, w momencie kiedy wyszła na
              wokandę sprawa zaburzeń zachowania naszej córki. Wtedy ( i tak już
              mocno wyczerpana i zdołowana sytuacją) zostałam oskrżona przez męża
              o to, ze to ja dziecku wymyśliłam chorobę, ze ja źle wychowałam-
              testy u psychiatry córki potwierdziły zaburzenia, neurolog również
              sie pod tym podpisał.Tymczasem mój stan psychiczny pogrążał sie i
              wierzcie mi nie miałam juz sił na dodtkową wojnę, zeby uswiadomić
              mężowi, że powinien sie leczyć.Mało tego sytuacja obróciła sie
              przeciwko mnie, bo jak to często bywa osoby opiekujące się i bliskie
              borderlinerom często wymagaja pomocy psychiatry, stałam sie
              ksiażkowym przykładem i wylądowałam na oddziale zamkniętym.O ironio
              losu-było mi tam cudownie, niemal jak w sanatorium....przykre.
              Ale do czego zmierzam, chcę żebyście mieli świadomość tego, że
              musicie zawsze pamiętać o sobie, życzę Wam dużo siły w miłości i
              cierpliwości wręcz anielskiej,przy czym nigdy nie ma pewności czy
              sytuacja się poprawi, czy zechcą się leczyć, choć nie znam nikogo
              komu pomogłaby terapia, ale wiem jedno nic na siłę- to działa jak
              płachta na byka.
              Na pocieszenie dodam, że żeczywiscie potwierdza się fakt, ze objawy
              BPD słabną w okolicach 40go roku życia.Chociaż w tym roku mój mąż
              obraził sie na mnie i na cały świat na 2 miesiące.
              Przepraszam, ze Was nie pocieszyłam, ale wiem co przeszłam i nie
              chcę żeby ktokolwiek musiał (z własnej woli, z miłości) znosić to co
              ja.Zastanówcie się proszę czy macie tyle sił, aby stawic temu
              czoła.Na pewno warto spróbować, bo przecież nie wszyscy są tacy sami
              i u różnych ludzi z BPD objawy są nasilone w różnym stopniu.
              I nie dajcie sobą manipulować, nie pozwólcie się zniewolić.Życzę Wam
              wiecej rozsądku, wiary w siebie, niż ja miałam.
              Czasem trzeba się z losem pogodzić, bo nie da się przeskoczyć
              problemów, na które jeszcze nie wynaleziono lekarstwa.Ja liczyłam na
              cud :-(
              Pozdrawiam gorąco i życzę powodzenia z całego serca :-)
              • mkmarzena Re: Pozwolę sobie zasugerować... 26.09.08, 20:10
                Codein he he he jak przeczytalam swoj post sama sie posmialam...to
                fakt auentyczny i jak sobie przypomnę te latajace doniczki jakoś mi
                sie lżej robi.. Ja zrozumialam i Ciebie i slowa Pani psycholog i
                dokladnie się do tego zastosowalam . Nie jeżdże już, nie staram sie
                tlumaczyc, nawet przestałam reagować na oskarżenia czy manipulację
                sytuacją . Określiłam jasno czego chcę, wytyczyłam granice i
                zostawiłam furtkę.. przez którą zmieści się człowiek który będzie w
                potrzebie. I czekam....

                flybutter mam 38 lat, jestem świadoma tego co mnie czeka, owszem
                miałam chwile zwątpienia, miałam momenty takie że zamykałam się w
                pokoju i obiecywałam sobie że wyjdzie z niego osoba która będzie na
                tyle silna że pokona własne uczucia, w człowieku z którym żyje
                zobaczy potwora i zupełnie zignoruje jego oczy, jego stany, jego
                problemy .. Budził się nowy dzień a wraz z nim wola walki z
                zaburzeniem które go dotknęło . Bardzo dużo czytam na ten temat,
                właściwie może głupio to zabrzmi ale uczę się też na błędach
                partnerów ludzi z BPD , Twój post przeczytałam kilka razy , mam lęk
                przed tym że mogę psychicznie nie wytrzymać kiedyś ale może znajde
                jakis sposób żeby się zdystansować w pewnych momentach na tyle
                żeby " nie odjechać" a może mi się to nie uda.. dziś nie wiem.
                Jednak wiem że chcę z nim być.
    • mkmarzena Re: jak pomoc ? 09.12.08, 22:21
      Koljne nastroje, kolejne burze, i znów jestem wrogiem i po raz
      kolejny słyszę to wszystko co tak okropnie rani. Czytam to forum
      temat po temacie, staram się wyciągać wnioski z tego co piszecie
      żeby pomóc komuś kto dziś tej pomocy nie chce wręcz ucieka przed
      nią. Wyłączony telefon, służbowe rozmowy w pracy a tu zbliżają się
      święta. Nie mam sił a chciałam być taka silna dla niego. Nie mam
      nadziei a mieliśmy tyle planów. Jak w tym wszystkim wytrwać żeby
      samemu nie zwariować.
    • zmanipulowana Re: jak pomoc ? 09.12.08, 23:47
      Nie wiem jak zachowuje się Twój chłopak. Musiałabyś opisac mi całą
      sytuację i jego tendecyjne zachowania np. w jaki sposób okazuje
      swoją agresję.

      Zacznę od początku. 5 lat studiowałam psychologię i nadal nie mogę
      uwierzyć w to co mnie spotkało i na co pozwoliłam, choć
      zdiagnozowałam Borderline u swojego faceta już na początku
      znajomości. Myślałam, że to chwilowe i ta chwila trwała wieczność.
      Za każdym razem miałam nadzieję, że się zmieni. A było coraz gorzej.
      Ciągłe rozstania z błahych powodów i powroty. Zniewolenie, kontrola
      i agresja nawet kiedy widzieli to jego bliscy. Szczerze to nie
      wierzę, żeby rodzice pomogli przecież to oni ukształtowali jego
      osobowość lub jeden z rodziców go odrzucił. Nie wierzyłabym w próby
      zmiany osoby z borderline.

      A teraz jako psycholog: Jeśli chodzi o leczenie niestety, ale
      zaburzenia osobowości są własciwie nieuleczalne chyba, że łagodne
      postaci np. osobowośc unikająca. Osobowośc nie jest nabyta jak np.
      depresja, lęki. Osobowość kształtuje się od najmłodszych lat od
      dzieciństwa. To czego doświadczyliśmy we wczesnym dzieciństwie ma
      wpływ na całokształt naszego życia. Największą skuteczność mają
      leki, jednak osoba, ktora je weźmie nadal będzie nieszcześliwa, bo
      leki bardzo otumaniają.Do psychologa go siłą nie zaciągniesz on musi
      sam zrozumieć. Ewentualnie podać mu pomocną dłoń i iśc razem z nim i
      dużo ze sobą rozmawiać.
      Dopytywać się jak sie czuje, jakie odczuwa emocje, z jakiego powodu,
      o czym myśli kiedy jest mu źle. Jakie sa powody jego zachowania?

      Widzisz nie wiem czy Twój facet ma borderline. Musiałabyś opisać
      więcej jego zachowań.

      Ja ze swojej strony moge powiedzieć, że próbowałam sobei i mu pomóc
      i zbijałam jego odrealnione argumenty. Po czym on reagował prawie
      płaczem, że się do niczego nie nadaje, że nie ma po co żyć.

      Pomyśl przede wszystkim o sobie. Pomóż przede wszystkim sobie. Boisz
      się samotności. Ja też cholernie się boję. Ale pomyśl lepiej mieć
      stabilne emocje czy huśtawkę nastrojów. Czy warto tak cierpieć dla
      krótkotrwałych chwil szczęścia.

      I jeszcze jedno najważniejsze niezależnie od tego czy ktoś ma
      borderline czy nie!!!
      Jeśli ktoś jest agresywny nie licz na to, że się zmieni!!!!
      • hanging_garden Re: jak pomoc ? 11.12.08, 15:28
        ...ja już chyba straciłem nadzieję, że z taką osobą da się zyć. Nie
        istnieje jeden uniwersalny sposób pomocy, żadna "instrukcja obsługi"
        osoby z BPD.
        Nie istnieje chyba żaden w moim przypadku...

        Tak jak Wy - postanowiłem sobie, że jej pomogę, że świństwem jest
        stworzenie z kimś związku a później zostawianie go w potrzebie (choć
        ja nigdy jej nie zostawiłem - zawsze byłem wyrzucany z mieszkania, z
        życia), tylko dlatego że ma BPD - nie zostawia się kochanej osoby.
        Sama się zresztą przyznała, że ma BPD czym zasarbiła sobie moje
        ogromne zaufanie i podziw, że się do tego w ogóle przyznała.
        Wychowywała się bez ojca. Matkę ma najgorszą z możliwych -
        guwernantki Hitler-Jugend to przy mamusi mojej kobiety anioły.
        Dlatego na początku wszystko zrzucałem na kark jej traumatycznych
        przeżyć z dzieciństwa. Tłumaczyłem sobie po tym, jak kolejny raz mi
        bez powodu naubliżała, że to nie jej wina, że wszystkie pary się
        kłócą, że w sumie to jak jest dobrze między nami to jest naprawdę po
        co żyć.
        Kiedyś obejrzałem "Piękny umysł". Postanowiłe sobie, że jej nie
        zostawię. Film utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że warto walczyć
        o ukochaną osobę bez względu na to kim jest. Choć główny bohater
        miał dużo gorszą przypadłość, "zaadaptowałem" sobie scenariusz na
        potrzeby własnej sytuacji.

        Myliłem się. Dziś wiem jak bardzo. Po 3 latach mam problemy sam ze
        sobą. Jestem zupełnie kimś innym. Psychę mam zdemolowaną do granic
        możliwości. Mental siadł mi zupełnie...

        Żeby było dobrze, próbowałem wszystkiego...
        Jak wpadała w szał, starałem się uspokoić, rzeczowo rozmawiać, zbić
        odrealnione argumenty - skutek był taki, że nakręcała się jeszcze
        bardziej i wpadała w coraz większą furię.
        Więc zacząłem unikać awantur - jak wpadała w kolejną wściekłość bez
        uzasadnionego powodu, po prostu wychodziłem z domu żeby uniknąć
        awantury i nie dać się w nią wciągnąć. Na wyjściu dawałem jej jasny
        sygnał: nie chcę się z tobą kłócić i tylko dlatego wychodzę; jak się
        uspokoisz, napisz sms-a to wrócę. Jak tylko przekroczyłem próg,
        wysyłała sms-y - z wyzwiskami pod moim adresem. Wyłączałem telefon.
        Po tym jak któregoś razu wyszedłem żeby uniknąć kolejnej awantury,
        po powrocie nie otworzyła mi drzwi do mieszkania. Do domu
        przeszedłem przez balkon sąsiadów bo musiałbym chyba nocować na
        klatce.
        Któregoś razu jak kolejny raz chciałem uniknąć awantury i wyjść z
        domu, moja kobieta wymyśliła na mnie "sposób".
        (Zaznczę dodatkowo, że jestem domatorem i nie w głowie mi wyjścia z
        kumplami na piwo, imprezę i inne outdoor-owe atrakcje. Uwielbiałem
        spędzać czas z nią: w domu, na rowerze, na spacerach więc nie ma
        mowy o "usprawiedliwianiu mojego własnego zachowania").
        SZANTAŻ EMOCJONALNY - jak tylko zakładałem kurtkę, "częstowała" mnie
        tekstem: jeśli wyjdziesz, możesz już nie wracać albo od razu
        zabieraj rzeczy i się wyprowadzaj.
        ...więc zostawałem w domu... Dość długo udawało mi się bronić przed
        wciągnięciem przez nią w jej gry i awanturę... Mimo, że wrzeszczała
        na cały blok, ubliżała mi, ja siedziałem cicho i nic się nie
        odzywałem. Ten sposób też zawodził. Zaczęła wykręcać korki żebym nie
        miał prądu i uciekała z domu do koleżanek np. na cały wieczór...

        Przez cały ten okres czułem się jakbym mieszkał z dwiema różnymi
        osobami - jak wpadała w furię miała szaleństwo w oczach. ZERO
        absolutne ZERO hamulców. BRAK jakiejkolwiek możliwości dotarcia do
        takiej osoby... i ten obłęd w oczach - nigdy tego nie zampomnę...
        Rzeczy, z których jej się zwierzałem, moje problemy, słabości -
        potrafiła tylko w sposób bezczelbny i chamski wykorzystać w każdej
        awanturze przekręcając dodatkowo fakty i wmawiając mi, że "czarne
        jest białe"...

        Miałem nadzieję, że ma swiadomość swojej przypadłości. Zaczęła
        terapię u psychologa. Najpierw jednego, później drugiego.
        Zmanipulowała mnie do tego stopnia, że prawie mi wmówiła, że to ze
        mną jest coś nie tak i kazała iść na terapię. Poszliśmy razem.
        Niestety - pani psycholog była już zmanipulowana i wciągnięta przez
        nią w jej "gierki". Ona po prostu traktowała psychologa jak swego
        rodzaju "alibi" - "trochę pochodzę na terapię to mi przejdzie".
        Niestety. Nie przeszło a było wręcz gorzej w relacjach między nami.

        Naprawdę - szkoda mi tych trzech straconych lat. Tak - straconych.
        Nie warto być Matką Teresą tak jak napisała autorka tego posta. Być
        może za słabo się starałem. Być może część winy leży po mojej
        stronie... Jeśli się decydujesz na bycie z osobą z BPD - całkowicie
        zrezygnuj z siebie, swoich potrzeb, zdrowia psychicznego. W moim
        przypadku było tak, że partnerka "przemięliła" mnie przez machinę
        swojej przypadłości, zniszczyła mi psychę, zszargała wszystko co dla
        mnie "święte", zraziła do mnie moje otoczenie i w efekcie
        końcowym "wypluła" jako zbędny odpad.
        • mkmarzena Re: jak pomoc ? 14.12.08, 23:08
          Przeczytalam twojego posta na głębokim wdechu, potem jeszcze raz już
          na spokojnie .Tak wiele się pokrywa z tym co ja widzę na codzień.
          Przykre jest to że zaburzenia te powodują tyle złego z osobą którą
          kochamy, której oddajemy się bez granic niemal że do obłędu. I nawet
          to nie przynosi rezultatów. Chyba wręcz przeciwnie. Trudno mi jest
          zrozumieć zachowanie człowieka do którego mówisz ciepłe słowa,
          łasisz się jak kot, a on bez pardonu rzuca cierpkie słowa które
          ranią bardziej niż policzek. U mojgo partnera nie ma diagnozy bo "
          chora jestem ja" po falach napięć przychodzą dobre chwile, najpierw
          łapałam je jak tonący powietrze , teraz uczę się wykorzystać je na
          przedstawienie problemu w chwili kiedy wydaje mi się że dotrę.. nie
          bardzo docieram. Właściwie jestem w punkcie wyjscia i nie mam
          pojęcia co będzie jutro.
          Oczy - opisałeś dokładnie to co ja widzę w chwilach kiedy jest źle.
          One przerażają mnie najbardziej bo nigdy jeszcze nie widziałam
          takiej nienawiści w tych oczach które tak pięknie potrafią wyrazić
          miłość.
          • hanging_garden Re: jak pomoc ? 15.12.08, 09:54
            Wydaje mi się, że to czy osoba z BPD jest zdiagnozowana czy nie, nie
            ma właściwie dla nas (jako ich parnerów) znaczenia - mówię to na
            swoim przykładzie. Moja partnerka przyznała się do BPD sama - bez
            moich najmniejszych nacisków. Jednym z bardzo "poważnych" powodów
            awantu było m.in. to, że "zupełnie nie intersuję się jej
            przypadłością i nie chcę jej pomóc...". I co - zacząłem się tym
            interesować, dużo czytać o BPD i nawet specjalnie się nie przejąłem -
            wydawało mi się chyba, że teraz będę ją mógł lepiej zrozumieć, że
            jak oddzielę jej prawdziwe intencje od tego co wyrzuca z siebie w
            szale, to właściwie "mam na nią sposób". Nic bardziej mylnego.
            Przekroczyła wszelkie wyobrażalne i niewyobrażalne granice. Jak
            próbowałem z nią (bardzo spokojnie i bez obwiniania jej) "na zimno"
            rozmawiać o tym co się stało w ontekście BPD, uszłyszałem, że "robię
            z niej wariatkę i próbuję wmówić chorobę psychiczną".... I bądź tu
            człowieku mądry: najpierw sama się przyznała a potem wszystkiego
            wyparła...

            Mam do Was prośbę o wyjaśnienie, jak zachowanie mojej partnerki może
            mieć wpływ na psychikę dziecka. Czytałem inne posty i jest w nich
            trochę na temat przekazu dla dziecka osoby (matki) z BPD, który
            wysyła swoim dzieciom. Nasza córcia ma w tej chwili 8 miesięcy i
            jeszcze nie rozumie co się dzieje. Moja partnerka wychowuje ją w tej
            chwili sama - w sumie to dobrze, że nie muszę już patrzeć jak
            dziecko płacze w niebogłosy bo "mamusia" musi się akurat wyżyć.
            Pewnie tak zostanie bo żaden normalny facet na dłuższą metę raczej
            nie wytrzyma takiego traktowania i życia w takim związku - choć
            życzę mojej partnerce jak najlepiej w tym oczywiście, żeby sobie
            jeszcze ułożyła zycie. Obawiam się jednak o dziecko. Nie chcę w tym
            uczestniczyć bo pewnie jeśli cokolwiek będzie z dzieckiem nie tak
            (chodzi mi o psychikę małej w przyszłości), to pewnie całą winą
            byłbym obarczony ja. Myślałem już nawet o pozbawieniu jej praw
            rodzicielskich ale to rozwiązanie to absolutna ostateczności i nie
            chciałbym tego robić...
            • mkmarzena Re: jak pomoc ? 25.12.08, 17:55
              Nie mamy dziecka wiec nie bede zabierala glosu w tej sprawie. Znów
              nie mam świąt bo " obudziłam go na wigilię " nie tak jak chciał się
              obudzić. Ile jeszcze świąt przepłaczę zanim dotrze do mnie że nie
              żyję po to by się huśtać na jego huśtawkach ? Im dłużej tym trudniej
              żyć im więcej serca wkładam w ten związek tym większe podłości mnie
              spotykają. Czy można wybaczyć akcję o nic zrobioną we wigilię ?
              Niestety chyba zaczynam się poddawać i obojętnieję bo nie można
              pomóc komuś kto tak okrutnie rani świadomie lub nie chyba nie ma to
              już znaczenia . Coś we mnie umiera smutne tylko że dzieje się to w
              świeta tak przepełnione miłością. A magia wigilijnej nocy utonęła w
              żalu i łzach.
              • hanging_garden Re: jak pomoc ? 29.12.08, 09:42
                ...to smutne ale możemy sobie podać rękę. U mnie było podobnie -
                przełamałem się i pogodziłem z nią - no bo to Święta, Wigilia, itp.
                itd. Zorganizowałem prezenty, żywą choinkę.... i co... i znowu
                dostałem "po dupie"... za nic... bo chyba powodem nie jest to, że
                próbowałem to kolejny raz "sklejać"... Szkoda gadać... Nie warto się
                przełamywać, wyciągać ręki na zgodę bo i tak skończy się to jak
                zawsze...
                • mkmarzena Re: jak pomoc ? 29.12.08, 19:26
                  wiesz... chyba faktycznie nie warto, pomału do tego dojrzewam, i
                  mimo że naprawde prubuje sobie znaleść sensowne wytłumaczenie - tym
                  razem nie potrafię. Przeraża nienawiść która aż kipi, żal i
                  prentensje właściwie o nic a właściwie próba wmówienia mi że jestem
                  egoistką która "kazała mu żreć" a święta na które tak czekaliśmy
                  żeby odpocząć, nic nie robić okazały się " świętami obłudy i
                  zakłamania" - jak je nazwał. Mnie poraża coś jeszcze, stany agresji
                  w których zawsze sięga po coś co może przestraszyć, tym razem był
                  to nóż i mimo że nie kierował go w moją stronę a tym razem swoją..
                  mimo to przeraża i nie umiem zrobić nic poza tym żeby wyjść.
                  Liczby 11 pisze czasem w postach o partnerach którzy powinni trwać,
                  bo jest lek i medycyna i etc. Liczby - jestem kobietą co mi z
                  postępów medycyny i leków jeśli mimo tego że wyciągam ciągle rękę do
                  pomocy trafiam na ostre narzędzia i stwierdzenia że chora jestem ja?
                  Zadna medycyna nic nie poradzi jeśli ktoś nawet nie chce się sam
                  przed sobą przyznać że ma problem. Więc jak trwać w takim związku?
                  Ile lat poświęcić ? Świadomie narażając życie i zdrowie ? Uwierzcie
                  nie jestem egoistką tylko słabą kobietą która pragnie z całych sił
                  trwać przy kimś kogo dotknęło zaburzenie - ale jeśli to co się
                  dzieje z nim dzieje się coraz częściej, coraz mocniej rani coraz
                  bardziej jestem przerażona zachowaniami - to musiała bym zatracić
                  resztki instynktu samozachowawczego decydując się na dalszy ciąg bez
                  leczenia tego co go dopadło. Niestety leczenia nie będzie . Prośby
                  na nic, grośby już nawet takie że wywalę go z domu też nie pomagają,
                  płacz i łzy powodują że staje się obojętny. Nie wiem i chyba nie
                  chcę wiedziec jakie emocje targają człowiekiem przy tym zaburzeniu -
                  wiem jedno i być może będzie to ostatni mój post w tej dyskusji bo
                  nie będę już miała o czym pisać.

                  Ale jeśli przczytasz go człowieku który masz podobne zachowania i
                  stany i jeśli widzisz że przy twoim boku ktoś trwa mimo wszystko -
                  zastanów się czy właśnie w tej chwili nie przekreślasz szansy jaką
                  dał ci los na ciepło, czułość, miłość, oddanie, wierność , czy nie
                  zabijasz tego za czym tęsknisz całe życie i czy warto każdego ranka
                  budzić się z pustką ?
                  Tęsknie za moim Andrzejem jednak widzę że chyba przegrałam walkę o
                  niego. Ja się poddaję a wszystkim którzy trwają życzę powodzenia z
                  całego serca bo ja byłam za słaba a choroba za silna.
                  • hanging_garden Re: jak pomoc ? 30.12.08, 09:38
                    Wydaje mi się, że potrzebujesz wsparcia z zewnątrz. Sama sobie nie
                    poradzisz, nie otrząśniesz się i nie wyjdziesz z tego chorego
                    układu. Zawsze będziesz patrzeć na niego przez różowe okulary -
                    wmówisz sobie co chcesz byle od niego nie odejść.... a to droga
                    prosto w przepaść. ON NIGDY SIĘ NIE ZMIENI. ONI SIĘ NIE ZMIENIAJĄ.

                    Myślę, że i Ty i ja nie dostaliśmy chyba wystarczająco dużo w kość
                    od nich, żeby w końcu powiedzieć sobie BASTA! Koniec z tym! i
                    zakończyć te "związki", wyjść z tego "bagna"...

                    Jeśli chodzi o pomoc - nie mówię o pomocy psychologa, psychiatry
                    etc. Widzę tu raczej pomoc bardzo bliskich osób: rodziców,
                    rodzeństwa. Ktoś musi okazać Ci wsprcie a przy okazji "wylać kubeł
                    zimnej wody na głowę".

                    U mnie sytuacja była o tyle skomplikowana, że moi rodzice zawsze
                    trzymali stronę mojej partnerki. To potwornie boli - nigdy nie
                    pytali mnie o to co się stało, kto zawinił po tym jak kolejnty raz
                    lądowałem u nich po awanturze o nic i wyrzuceniu mnie z domu. Od
                    razu stawiali na mnie "krzyżyk". Na szczęście wczoraj się
                    opamiętali - zobaczyli w końcu, że bardzo się starałem dla niej w
                    Święta, że zależy mi na niej i na tym, żeby wszystko było O.K. a ona
                    kolejny raz potraktowała mnie jak psa....
                    • mkmarzena Re: jak pomoc ? 30.12.08, 15:45
                      Masz rację że wsparcie ze strony rodziny jest czymś chyba
                      najważniejszym pod warunkiem że rodzina rozumie co się dzieje. U
                      Ciebie ewidentnie nie rozumieli mam nadzieję że teraz dostrzegli,
                      natomiast u mnie hmmm. Kiedyś jak byłam bardzo małą dziewczynką
                      uczyłam się chodzić, mama chciała trzymać mnie za rękę ale ja
                      chciałam "siama" i tak właśnie "siama" walnęłam głową w krawężnik i
                      wylądowałam w szpitalu .. od tej pory takie zachowania to u mnie
                      raczej norma, teraz będąc dużą dziewczynką robię podobnie bo wtedy
                      wiem że ten "guz" był wynikiem mojej decyzji i nie była ona podjęta
                      ani pod wpływem dobrych rad czy złych rad - osób mi bliskich czy
                      mniej bliskich. Kubeł zimnej wody wylały mi już moje dwie koleżanki,
                      nie pomogło. Natomiast po akcji w wigilię włączyło mi się ciekawe
                      odczucie. Zobojętniałam. I przestałam się zastanawiać dlaczego ON
                      tak postępuje a zaczęłam myśleć dlaczego ja to robię. Moje różowe
                      okulary zmieniają kolor. Ja ten związek zakończyłam fizycznie a
                      emocjonalnie pracuję już tylko nad sobą i z każdym dniem będzie mi
                      lepiej. I masz rację ONI SIĘ NIE ZMIENIAJĄ. Jest w nich coś więcej
                      ONI zmieniają nas.
                      • hanging_garden Re: jak pomoc ? 30.12.08, 16:07
                        No właśnie - i na to im nie możemy pozwolić, żeby zmienili nas, ryli
                        i demolowali nam psychę.
                        Piszesz, że zakończyłaś ten związek fizycznie - rozumiem, że po
                        ostatniej "akcji" w wigilię. Życzę Ci dużo siły i wytrwałości w
                        emocjonalnej pracy nad sobą - wiem jak ciężko się uwolnić od
                        takiego "narkotycznego uzeleżnienia" bo wydaje mi się, że nie jest
                        to do końca miłość. Na milion procent ułożymy sobie życie - bez
                        nich - czego i Tobie i sobie na ten Nowy ROk życzę.
                        • mkmarzena Re: jak pomoc ? 30.12.08, 20:41
                          :))) I wiara w to że tak właśnie będzie jak piszesz jest dla mnie
                          cenna. A Miłość jeśli zabija człowieka w człowieku - nie jest
                          miłością. Powodzenia i dla Ciebie oraz miłości która buduje a nie
                          niszczy :)
                          • jarek123431 Re: jak pomoc ? 31.12.08, 01:34
                            Witam
                            Szczerze mówiąc to pierwszy sygnał do odejścia albo przynajmniej odpoczęcia od osoby o tym schorzeniu to czas kiedy to co robi zaczyna ranić, czyli czas kiedy kończy się taka czasem cienka czy czasem grubsza osłonka emocjonalna... Potem jest tylko gorzej i dalsze trwanie staje się czymś z gatunku samobójstwa, lub przynajmniej masochizmu. Bez dbania o swoją psyche pchamy się w ślepą uliczkę.
                            Sorka za takie pouczanie ale sam jestem lub, lepiej powiedzieć, "jestem" (teraz mam kolejny cichy okres) z tak osobą i zdaje się że przeszedłem już dość sporo włącznie z zerwaniem kontaktu i (po pewnym, dość długim) czasie powrotem (obustronnym, co ciekawe) ze związkiem w międzyczasie , załamaniem nerwowym, które dopadło mnie kilka miesięcy temu (i sprowadziło mnie tutaj).
                            Fakt jest taki że wszyscy byśmy chcieli by na takie osoby były, jak to zwą Amerykanie, procedury postępowania, z tym że obawiam się, że łatwiej będzie w międzyczasie wymyśleć procedurę rozwiązania sytuacji w Afryce drogą pokojową niż wziąść się w garść i wymyśleć sposób an rozwiązanie problemów osoby która czasem nie chce a czasami z jakiegoś powodu nie może się otworzyć i dać komukolwiek zrozumieć gdzie i kiedy problem leży...
                            Tu się właśnie pojawia wiara i jej rola w takich związkach. Tylko dla mnie nie polega to na odmówieniu zdrowaśków, tylko wierze w to że coś do czego się szykujemy ma jakąkolwiek szansę się udać. Moim zdaniem w tym zakresie liczby-11 ma sporą rację. Ważniejsza jest tylko chęć osoby z która się zadajemy do stania się inną (to niestety też lubi przemijać) i nasza i jej gotowość do walki.
                            Jeśli mimo naszych starań jej nie ma, to niestety trzeba zadać sobie ból i uderzyć na tyle mocno tą doniczką żeby stało się to odczuwalne. W moim przypadku sprawdzało się podejście dość brutalnego typu - nie ważne jak długo czekamy na efekt i przy okazji staramy się dbać o siebie (co w moim przypadku udae się zazwyczaj średnio). Wcześniejsze próby nawiązania kontaktu przynosiły tylko efekty negatywne. Czasami oczywiście może to oznaczać pakowanie bagaży, tym boleśniejsze im więcej musimy tam zostawić, rozumiem Twój ból Hanging_Garden.
                            Jeśli o mnie chodzi to z jakiego powodu nie jestem w stanie dać sobie spokoju. Starałem się to załatwić zapomnieniem, potem drugą miłością i odległością - nie udało się, choć sprawiło że Piękna moja zaczęła nad sobą przez pewien czas pracować, potem nienawiścią - też nie wyszło. Nie wiem czemu, może jest w tym coś zwierzęcego...
                            Życzę Wam wszystkim powodzenia w szukaniu tego co jest Wam naprawdę potrzebne, ba co jest naprawdę potrzebne każdemu z nas... Ciepła które nie przychodzi raz na rok na godzinę lub kilka dni, ale jest zawsze wtedy gdy go potrzebujemy i daje nam świadomość, że jest po co wracać do tych czterech kątów...


                            • epifaniak Re: jak pomoc ? 10.02.09, 11:16
                              ..mi oswiadczyl ze nic nie czuje 1,5 tygodnia temu.. wscieka sie przez tel kiedy
                              ja mowie ze koniec, nie chce mnie widziec.. a ja bez niego mam wrazenie ze nie
                              istenieje.. chce walczyc o nas.. mimo ze mnie tak bardzo rani, wiem jakim on
                              jest dobtym i wrazliwym czlowiekiem.. jade dzis o nas walczyc i znowu obiecuje
                              sobie ze to ostatni raz.. zawsze moj przyjazd pomagal, moze dzis tez pomoze, a
                              jak nie? nie wiem. nie wiem nic. jestem tylko spokojna, choc nie wiem o co. moj
                              bpd to najwspanialsza osoba jaka znam mimo ze zadala mi tyle bolu.
                        • odstraszacz Re: jak pomoc ? 24.02.09, 13:18
                          Witam, czytam Wasze posty i wspolczuje, moze jest to dla mnie
                          ostrzezenie, ze i ja moge stracic meza? Lecze sie juz kilka lat,
                          przy dziecku objawy sie niestety nasilily - chyba z powodu
                          nieprzespanych nocy i ogolnego przemeczenia, co dodatowo zwieksza
                          rozdraznienie. Zdecydowalam sie na psychiatre. Czytam
                          ksiazke "Uratuj mnie" - polecam.
                          Nie wiedzialam, ze partner moze miec az takie zaburzenia pod wplywem
                          osoby z BPD, jakie opisujecie, myslalam, ze z nim samym jest cos nie
                          tak, skoro wybral sobie osobe chora na cale zycie. Cos na zasadzie
                          dzialania osob DDA, ktore nieswiadomie wybieraja sobie partnerow
                          pijacych. Moj maz jeste wlasnie DDA, a ja BPD. Z tej mieszanki
                          wyklulo sie dziecko, na razie male. Nie moge niczego znalezc o
                          dzieciach, ktorych matka ma BPD. Czy maja szanse na normalnosc?
                          Czy ktos wie, gdzie szukac wsparcia dla mezow kobiet z BPD? Jak
                          pomoc uchronic wlasne dziecko przed soba? Robie teraz wszystko, co
                          sie da, ale zycie jest zyciem i wybuchy sie zdarzaja i choc dziecko
                          przytulam, ono sie mnie czasem boi.
                          • mkmarzena Re: jak pomoc ? 24.02.09, 21:32
                            Bolą słowa, siła złych emocji i ciągłe huśtawki. Trudno z tym żyć
                            jeszcze trudniej odejść od osoby z takim zaburzeniem. Gdyż
                            przynajmniej ja widzę skrajnie rózne osoby w moim partnerze. Jeśli
                            czytasz to co piszą partnerzy osób z BDB przypuszczam że sama
                            zrozumiesz że mimo iż masz takie zaburzenie nie jesteś w tym życiu
                            sama. Ale też nie jesteś kimś najważniejszym ponieważ żyje dla
                            ciebie Twoje dziecko które potrzebuje Twojego ciepła, uczuć,
                            miłości - ono długo nie zrozumie tego co sie z Tobą dzieje i żyje
                            dla Ciebie Twój mąż i uwierz to cholernie trudne życie. Nie mam
                            zamiaru dawać Ci recept na szczęście bo sama dostałam w prezencie od
                            losu osobę zaburzoną i nie umiem zupełnie sobie z tym poradzić - ale
                            mam zamiar poprosić swojego partnera by dużymi literami na naczelnym
                            miejscu w domu napisał "Żyję po to by kochać a nie krzywdzić" i za
                            każdym razem gdy jego huśtawka bujnie się w złym kierunku jego wzrok
                            będzie musiał wylądować na tym skrawku papieru. Czy to coś da ? Nie
                            wiem..trudne to wszystko .. ale nikt nam nie obiecywał że będzie
                            łatwe...
        • odstraszacz Re: jak pomoc ? 26.03.09, 15:28
          O wplywie matki z BPD na dziecko znalazlam mnostwo linkow, wklejam
          te, co zdazylam przejrzec:
          www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=369 - 18k
          hal.psych.uw.edu.pl/2006zalaczniki/niespecyficzne.ppt.www.kcp.krakow.pl/index.php/page/materialy/2-zaburzenia-osobowosci---
          osobowosc-antyspoleczna.html
          www.berezowska.info/index.php?powiazanie=71&idp=5&p=2 - 63k
          Poza tym warto jednak pomyslec o dziecku (powyzsze teksty
          potwierdzaja, ze dziecko bedzie mialo raczej zaburzona osobowosc),
          matke trzeba leczyc, moze nawet w szpitalu. Trzba sie tez zajac soba.
          Ksiazka "Uratuj mnie" opisuje relacje m. matka z BPD, ktora tlukla
          synka i byla agresywna w stosunku do wszystkich, ojca dzieci, ktory
          musial to znosic, przebieg terapii i proby matki, po wyleczeniu,
          uratowania dzieci, musiala nadrobic to, co im zrobila we wczesnym
          dziecinstwie, czesciowo sie udalo :). Zycze Panu wiary w uratowanie
          swojej rodziny, sil do walki o siebie, dziecko i zone. Ja tez jestem
          zona i matka z BPD, tez robie awantury, tez dziecko, choc malutkie
          przeze mnie placze. Poki zyje, zrobie wszystko, zeby z tego wyjsc,
          nawet jesli bede musiala isc do psychiatryka, na razie wspomagam sie
          lekami i terapia. Mam okresy zalamania, ale wykorzystuje lepszy czas
          na nadrobienie krzywd, poswiecam dziecku wiecej czasu, a ono te
          momenty wykorzystuje maksymalnie, jakby chcialo sobie zrobic zapasy
          milosci na potem.
          Niech Pan da swojemu dziecku milosc i zajmie sie zona, konkretnie,
          jak dorosly dzieckiem, ona widocznie ma taki etap i tym mocniej Pana
          potrzebuje.
          • sysunia83 Re: jak pomoc ? 26.03.09, 17:43
            Chcialabym wejsc na ten pierwszy onosnik,ale strona chce loginu i
            hasla:(.Wpisalam sama nazwe strony i sie wczytala,ale nie moge znalezc
            artykulu,a bardzo mi zalezy,zeby to przeczytac.Bo z dziesiejszej perspektywy
            wiedzac,ze mam BPD wiem,ze moja matka tez je ma,a na dodatek jest osoba
            strasznie detrukcyjna,tylko zeby jej pomoc niema co liczyc,bo ona sie nie
            przyzna do tego.
    • epifaniak Re: jak pomoc ? 10.02.09, 18:29
      nie udalo sie. k o n i e c
      • epifaniak Re: jak pomoc ? 10.02.09, 18:35
        epifaniak napisała:

        > nie udalo sie. k o n i e c


        prawie go przeblagalam, ale kiedy przyszedl jego kolega pow do mnie koniec i ze
        mam wyjsc, kiedy zlapalam go za reke odskoczyl jakbym parzyla.. nie chce mnie
        widziec.. boli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka