zagubiona1988
07.10.08, 21:00
Nie wiem od czego zacząć...
Codziennie odwiedzam to forum i zabieram się do rozpoczęcia tego
tematu, ale ciągle brakowało mi odwagi i siły...
11 maja mój chłopak zginął w wypadku motocyklowym. Zginął na
miejscu... Byliśmy razem prawie 5 lat i był moim pierwszym i jedynym
chłopakiem jakiego miałam w życiu. Mam 20 lat i całe moje życie
straciło jakikolwiek sens i cel. Nie mam już marzeń, planów na
przyszłość..
Kochałam Go najbardziej na świecie!!! Nie miałam normalnej rodziny,
moje dzieciństwo to w większości tylko awantury mojego ojca i
najbardziej w życiu pragnęłam mieć normalny dom!! I tak STRASZNIE
bałam się właśnie tego, że któregoś dnia ktoś mi odbierze mojego
chłopaka!! Mój Boże czym ja sobie na to wszystko zasłużyłam ?!?!?!
Minęło prawie 5 miesięcy, a ja po prostu nie daje już sobie z tym
wszystkim rady. Ludzie, których kiedyś uważałam za swoich przyjaciół
zostawili mnie. Nie mam już do nich chyba o to żalu, bo wydaję mi
się, że ta sytuacja ich troche przerosła.. Została mi już tylko
dwójka przyjaciół.. Takich prawdziwych...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że minęło prawie 5 miesięcy i
wszyscy zaczynają już wymagać ode mnie tego, abym wreszcie się
pozbierała. Żebym zaczęła normalnie żyć, planować cokolwiek... Ale
ja nie potrafię... Zaczyna brakować mi wsparcia, którego tak BARDZO
potrzebuję.. Mam dwójke przyjaciół z których jedna osoba to siostra
mojego chłopaka... Wiem, że mogę na nich liczyć zawsze bo udowodnili
mi to już nie raz. Tylko, że przyszedł taki moment że każdy zaczyna
pomału żyć własnym życiem i ja rozumiem to że nikt nie jest w stanie
poświecić mi każdego dnia... A ja nie daje sobie z tym wszystkim
rady!!!
Jestem tak znerwicowana, że nawet nie da się tego opisać... Schudłam
prawie 10kg i wyglądam już jak anorektyczka... I najgorsze w tym
wszystkim jest to że na dodatek mam bulimie.. Tak ciężko jest mi się
przyznać do tego sama przed sobą... Wiem, że to chore całe moje
życie po prostu mi sie posypało i tak BARDZO nienawidzę siebie i
żałuję, że to NIE JA umarłam, że chyba w ten sposób staram się
siebie ukarać.
Tak BARDZO się boję, że któregoś dnia tego wszystkiego nie
wytrzymam... Dwa razy chciałam popełnić samobójstwo... Niestety jak
widać z marnym skutkiem... Nie ma dnia w którym nie miałabym
nadzieji, że może tym razem potrąci mnie samochód, że może coś mi
się stanie że nie będe musiała się juz tak męczyć!!! A ostatnio
jedyne o czym myślę przed zaśniecięm to jakby skończyć z tym życiem
raz na zawsze... Bo nie czuję się już nikomu potrzebna... Stałam się
tylko ciężarem dla wszystkim w okół i nikt nie jest w stanie mi
pomóc... A to mnie dobija...
Przepraszam jeśli to co napisałam jest zbyt chaotyczne, ale tak
wiele kosztuje mnie opisywanie tego wszystkiego, że nie potrafię
jakoś zebrać myśli...
Nie mam już siły z tym wszystkim walczyć. Nie chcę mi się życ tylko
z dnia na dzień. Nie wiem co mam ze sobą zrobić po prostu tak
strasznie się w tym wszystkim pogubiłam... Nie umiem zaplanować
sobie jednego dnia, a rodzina wymaga ode mnie żebym może poszła do
pracy, pomyślała co robić i "wzięła się w garść". A mnie po prostu
szlak trafia jak to wszystko słyszę!!!
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja nie chcę myśleć o tym co
się stało. Nie chcę się zastanawiać nad tym co teraz będzia tylko
czekam aż może tego dnia będzie tak jak dawniej... Nie chcę sobie
tego wszystkiego uświadomić, nie chcę żeby dotarło do mnie to co się
stało bo wtedy będe musiała nauczyć się z tym żyć... Ale JAK?!
Jednego chciałabym najbardziej... Zasnąć i NIGDY więcej się już nie
obudzić... Bo ten ból i ta bezsilność mnie dobija...