Dodaj do ulubionych

Grecja 2009- wróciłem- wrażenia :)

19.09.09, 23:59
A więc wróciłem z dwutygodniowych wakacji w Grecji i nie będę
oryginalny, mówiąc, że przeżyłem szok termiczny (chłodny wieczór na
Okęciu) i przygnębienie- Ateny tętnią życiem a w Warszawie tak jakoś
smutno i pusto...Jednak jesteśmy bardzo północnym narodem wink

Wrażeniami będę się z Wami dzielił stopniowo- podróż w zarysie
wyglądała tak: na samym początku krótki wypad na Kretę a potem Ateny
z wyjazdami pod miasto lub nieco dalej- rejs na prześliczną wyspę
Idra.

W Atenach chodziłem, jeździłem, przemierzałem miasto wszerz i
wzdłuż, żyjąc do późna i dość późno wstając rano smile Poszedłem na
sześć wspaniałych (!) koncertów, był to też szalenie udany wyjazd
pod względem spotkań ze znajomymi i przyjaciółmi. Na miejscu udało
nam się spotkać z Bebiakiem -po raz pierwszy byliśmy w Grecji w tym
samym miejscu w tym samym czasie smile No i poznałem kilka
mieszkających w Grecji przesympatycznych osób z naszego i pokrewnego
forum smile

Kolejny szok jaki przeżyję, to będzie kulinarny...Po greckim
jedzonku mój żołądek ogłosi teraz strajk sad Gdzie ja zjem tutaj
moje ulubione chorta??? sad

Więcej wrażeń nastąpi smile
Obserwuj wątek
    • tomaszkozlowski1 Re: Grecja 2009- wróciłem- wrażenia- pogoda 20.09.09, 00:10
      Co do pogody, to akurat trochę mnie ten wrzesień rozczarował-
      podczas gdy tu panował słoneczny i suchy schyłek lata/początek
      jesieni, w Grecji zapanowały...tropiki! Temperatura jak najbardziej
      mi odpowiadała (około 30 stopni; pierwszego dnia na Krecie- 35)
      ale...wilgoć...momentami trudna do zniesienia. Wiele razy przydał mi
      się parasol a tak intensywnych burz dawno nie widziałem smile Słońca
      oczywiście nie brakowało ale wieczorami dość często przychodził
      deszcz lub potężna burza. W tym roku we wrześnu, dość
      nietypowo, "zainstalował się" w rejonie Bałkanów i Morza Egejskiego
      uporczywy niż, który był sprawcą tego zamieszania i dość częstych,
      zwykle krótkich ale intensywnych opadów. Byłem pewien, że we
      wrześniowej Grecji przyda mi się już parasol ale że aż tyle razy? wink
      • logopeda9 Re: Grecja 2009- wróciłem- wrażenia- pogoda 20.09.09, 20:12
        kurczaki, my też pierwszy raz we wrześniowej Grecji przeżyli burze i inne
        zachmurzenia..znajomi już dopatrują się anolmalii ale to chyba najnormalniejszy
        niż..
        • tomaszkozlowski1 Re: Grecja 2009- wróciłem- wrażenia- pogoda 21.09.09, 21:56
          Niż był normalny ale jego "upór" już nie smile Kręcił się i kręcił po
          całej okolicy, podrzucając wciąż duuużo wilgoci smile
    • tomaszkozlowski1 Ateńskie muzea 21.09.09, 22:34
      Do Muzeum Benakisa wybrałem się po raz drugi- jego różnorodna
      kolekcja bardzo mi się podoba- w ciągu paru godzin i wędrówki po
      kilku piętrach, co chwilę przenosimy się w czasie. Zaczynając od
      zamierzchłej starożytności, przemierzamy koptyjski Egipt, Bizancjum,
      poznajemy świetność greckich rodów handlowych XVIII i XIX wieku...
      Wiele ze zgromadzonych zabytków oczarowuje kunsztem i dobrym stanem.
      Bardzo ciekawe są także "relikwie" nowożytnej Grecji, jak na
      przykład oryginalne medale nagrody Nobla wybitnych poetów Odiseasa
      Elitisa i Jorgosa Seferisa. Emanuil Benakis, słynny grecki
      darczyńca, był bogatym handlarzem bawełny z greckiej kolonii w
      Aleksandrii- zdołał zgromadzić olbrzymią kolekcję dzieł sztuki,
      które podarował później państwu greckiemu- kolekcja muzeum została
      też z czasem uzupełniona o kolekcje innych darczyńców (tzw.
      everjetes).
      Po zwiedzaniu warto zasiąść na kawkę na tarasie, z którego
      rozpościera się piękny widok na miasto. W czwartki do muzeum wstęp
      wolny smile Muzeum ma też kilka oddziałów, w tym ciekawą kolekcję
      sztuki islamskiej w dzielnicy Thisijo.

      Muzeum Nomizmatyczne mieści się w ścisłym centrum, przy ulicy
      Panepistimiju od strony Sindagma, w przepięknej neoklasystycznej
      willi (moim zdaniem chyba najpiękniejszej w Atenach), w której
      mieszkał Schliemann. Kolekcja monet jest bardzo ciekawa (jest nawet
      parę monet z Polski smile) - różnorodność starożytnych monet zadziwia.
      Mnie jeszcze bardziej ciekawił jednak wystrój domu wielkiego
      archeologa, np. ciekawe mozaiki zdobiące posadzki.

      Muzeum Historii Naturalnej (rodziny Gulandris) w dzielnicy Kifisia,
      przyciągnęło mnie ze względu na moje przyrodnicze zainteresowania.
      Ekspozycja nie robi może szczególnego wrażenia ale w muzealnym
      sklepiku można kupić ciekawe pamiątki, w tym rzadkie pozycje książek
      o przyrodzie Grecji. Interesująca jest też pełna zieleni i
      zabytkowych willi okolica (Kifisia to jedna z paru najdroższych
      dzielnic Aten) oraz przylegające do muzeum Centrum Gaja.

      Muzeum Ozdób Ilijasa Lalaunisa (przy ulicy Kalisperi w dzielnicy
      Akropoli)- wspaniała kolekcja biżuterii tego najsłynniejszego
      greckiego jubilera, wzorującego się chętnie na ozdobach starożytnych
      i bizantyjskich. Można też obejrzec ciekawy film jak powstają takie
      precjoza.

      Muzeum Akropolu: trzeba odwiedzić! smile A okazja dobra, bo na razie
      wstęp kosztuje tylko 1 euro. Tak jak już tu pisałem, zewnętrzny
      wygląd muzeum nie podoba mi się- dla mnie wygląda jak potężny ponury
      meteoryt zrzucony na dość urokliwą dzielnicę Akropoli, której
      należał się szacunek, a tego chyba zabrakło. Na szczęście absurdalny
      pomysł wyburzenia dwóch unikalnych XIX-wiecznych kamienic przy
      Dionisiju Areopajitu, które rzekomo "zasłaniały" widok Akropolu z
      muzeum, nie został zrealizowany, co triumfalnie obwieszczją plakaty
      wiszące na tych kamienicach, należących nota bene do znanego w
      świecie greckiego kompozytora Vangelisa (w Grecji znanego jako
      Vangielis Papathanasiju). Projektujący budynek muzeum mogli
      przyjechać najpierw np. do Warszawy (!), pójść na Plac Krasińskich i
      zobaczyć co to znaczy harmonijnie wbudować w stare otoczenie
      nowoczesny duży gmach (Sąd Najwyższy) smile Po wejściu do środka,
      zapomina się jednak o tym co na zewnątrz. Ekspozycja zrobiła na mnie
      duże wrażenie, galeria rzeźb wprost urzeka! Górne piętro z fryzem
      Partenonu także pozostawia niezatarty ślad w pamięci. Muzeum jest
      przestronne i należą mu się pochwały, które zresztą zbiera. Koronny
      brytyjski argument przeciw zwrotowi do Aten marmurów Partenonu,
      znajdujących się w British Museum- brak należytego miejsca do
      ekspozycji- zdecydowanie odszedł w przeszłość...

      Mimo niemal dwóch tygodni, które spędziłem w mieście, zabrakło czasu
      na odwiedzeniu wielu innych kolekcji, które chciałem poznać lub do
      nich wrócić- nie zdążyłem do Muzeum Sztuki Cykladzkiej (największa
      na świecie kolekcja antycznych cykladzkich idoli), na słynny
      historyczny okręt Averof stojący przy nabrzeżu w Faliro czy do
      Muzeum Bizantyjskiego (jedna z najbogatszych na świecie kolekcji
      ikon i innych skarbów sztuki sakralnej).
      Ale zawsze trzeba mieć coś na następny raz... smile
    • tomaszkozlowski1 Pamiętny koncert na Kalimarmaro 01.10.09, 00:07
      Pod ateński marmurowy stadion Kalimarmaro (pierwszy stadion
      olimpijski, w samym centrum miasta) spieszą tłumy ludzi. Jest ósma,
      początek wpół do dziesiątej ale na koncerty Grecy chętnie przychodzą
      za wcześnie. Trzeba mieć dobre miejsce! Pod stadionem sprzedawcy
      wody, fosforyzujących baloników, ktoś proponuje odkupienie biletu.
      Odebranie naszych opłaconych jeszcze w Polsce przez internet biletów
      idzie jak z płatka, czy ja naprawdę jestem w Grecji? wink Wchodzimy.
      Na widowni już mnóstwo ludzi. Dziś w ciągu dnia przeszła potężna
      nawałnica, to niemal cud, że nie odwołano imprezy. Dzisiejszy
      koncert poświęcony jest pamięci Steliosa Kazandzidisa- największego
      piosenkarza w historii Grecji, zmarłego w 2001 r. na raka. Stelios,
      kochany do dziś przez ludzi wszystkich pokoleń, wyśpiewał w tym
      kraju wiele, wiele wspaniałych piosenek. Prostych, o mądrych
      tekstach, dodających otuchy w pełnych biedy i beznadziei latach 50.
      (pod koniec dekady) czy 60. Piosenek, które pozostają tak żywe do
      dziś, gdy jego już nie ma...Stelios był blisko ludzi. Stał się
      bogiem ale nie wybrał wygodnego życia gwiazdy. Żył skromnie.
      Ten koncert ma jeszcze jeden cel- wsparcie niewielkiej organizacji
      pomagającej chorym dzieciom. Organizacja marzy by dla dzieci
      wybudować specjalistyczny ośrodek pod Atenami. Potrzeba pieniędzy.
      Przewodniczącą jest legendarna grecka piosenkarka- Marinela.
      Pierwsza żona Steliosa i jego partnerka na scenie. W wywiadzie w
      jednej z gazet, opublikowanym przed koncertem, przyznaje, że mogłaby
      wyjść w telewizji i w łatwy sposób poprosić o pomoc. Ale chce dać
      coś ludziom. Zorganizowała ten koncert (za kilka dni taki sam
      odbędzie się jeszcze w Salonikach) i zaprosiła największe legendy
      greckiej sceny: Jorgos Dalaras, Charis Aleksiju, Dimitris
      Mitropanos, Glikierija, Paschalis Terzis...Jeszcze nigdy w historii
      greckiej piosenki w tym składzie nie spotkali się razem na scenie!
      Jest ciepły wieczór.Piękny stadion Kalimarmaro zapełnia się stale
      ludźmi. Wielkie oklaski zbierają przechodzący przez murawę stadionu
      Dalaras i Aleksiju. Paparazzi fotografują przybywające osobistości
      świata kultury i polityki. Czekamy. Koncert nie rozpocznie się
      dopóki przed stadionem będzie kolejka oczekujących. Tych stale
      przybywa. Gdy zajmują wreszcie miejsca, można po liczbie kwartałów
      oszacować: jest nas tu około 20 tysięcy...
      Koncert rozpoczyna się. Wita nas dźwięk buzuki, na scenę wychodzi
      Marinela a na telebimie pojawiają się fotografie Steliosa. Stadion
      wybucha salwą oklasków. Marinela opowiada o charytatywnym celu,
      wspomina Steliosa, wreszcie zaczyna śpiewać. Grecy są wymagającymi
      widzami. Na stadionie dźwięk słychać nieźle ale nie jest tak głośno
      jak zwykle bywa, nagle widownia setkami głosów w zgodnym rytmie
      zaczyna krzyczeć: "den akume, den akume" (nie słyszymy, nie
      słyszymy...). Na to jednak nic poradzić się nie da: zamontowano
      chyba trochę zbyt mało wzmacniaczy. Ten problem szybko jednak
      schodzi na dalszy plan. Za oświetlonym wzgórzem Likavitosu zaczyna
      się błyskać. Sosnowa woń zielonego wzgórza Arditos, w które
      wbudowane jest Kalimarmaro, wzmaga się niepokojąco...Pojawiający się
      na scenie Dimitris Mitropanos zbiera ogromne oklaski: niemal cudem
      uniknął śmierci, powrócił niedawno na scenę po przeszczepie wątroby.
      A oto i duet Dalaras-Marinela. Tłum śpiewa piosenki, przy których
      dorastał, cierpiał, przy których poznawał miłość, przy których
      kocha...
      Błyska się coraz bliżej, słychać grzmoty. Po chwili spadają pierwsze
      krople deszczu. Dalaras ciągnie dalej a my wszyscy śpiewamy pod
      parasolami. Deszcz nasila się. Czy zaraz przerwą koncert?
      Na scenę wychodzi Charis Aleksiju pod piękną czerwoną parasolką smile
      Mówi, że oni- piosenkarze- będą śpiewać do końca- ale nie można
      narażać bezpieczeństwa muzyków, których instrumenty podłączone są do
      prądu. -Śpiewamy dalej, zobaczymy ile damy radę- woła do nas. Tłum
      odkrzykuje z entuzjazmem. Po chwili mamy już przed sobą dwie urocze
      parasolki- Charis i Marinela przepięknie śpiewają w duecie.
      Niektórzy wychodzą, zdecydowana większość trwa, słucha i śpiewa.
      Na ateńskim niebie błyska się znów mocniej ale deszcz znacznie
      słabnie. Po Glikierii gromkimi oklaskami witany jest bardzo lubiany
      Paschalis. To jednak cisza przed burzą...Za chwilę z niedowierzaniem
      patrzę jak w świetle reflektorów na widownię naprzeciwko spada
      ściana wody.Po chwili dosięga i nas. Terzis kończy. W strugach
      deszczu wszyscy piosenkarze wychodzą na scenę. Dłużej już się nie
      da. Potwierdza to nagły grzmot, który rozdziera powietrze. Ludzie
      nie wpadają w panikę ale jednak chcą wyjść wszyscy jednocześnie,
      pojawia się znana grecka niecierpliwość. To niemożliwe, stadion ma
      tylko dwa wąskie wyjścia. Czekamy spokojnie na naszych miejscach,
      przypominając sobie wszystkie środki bezpieczeństwa na czas burzy.
      Na scenie muzycy pospiesznie przykrywają drogocenne instrumenty. Po
      dziesięciu minutach deszcz ustaje. Część ludzi oklaskami domaga się
      wznowienia koncertu. Jest już jednak za późno. Wszędzie dużo też
      wody. Bez pośpiechu opuszczamy stadion. Przed nim ten sam tłum
      zmokniętych ale szczęśliwych ludzi. Oto cały autobus Związku
      Przyjaciół Steliosa Kazandzidisa z Eubei...
      "Nigdy znów nie pokocham", "Całe moje życie", "Zinguala", "Skała po
      skale odmierzam żal","Z północnym wiatrem", "Powracam z
      nocy", "Życie ma dwie bramy"... Wiele, wiele niezapomnianych
      piosenek. Na niezapomnianym koncercie- mimo burzy ale i dzięki niej.
      Dziś najpiękniej uczciliśmy pamięć Steliosa.
      Tak jak śpiewał: "I nawet gdy pada śnieg, gdy pada deszcz, dziki
      kwiat wytrzymuje"...
      ***
      Aby móc przeżyć ten historyczny i wzruszający koncert, jeszcze w
      Warszawie przebukowałem o jeden dzień bilet na powrotny samolot do
      Polski.
      Było warto!!!...

      smile
      • matheos2 Re: Pamiętny koncert na Kalimarmaro 01.10.09, 17:12
        Piękna opowieść. Przypuszcza, że przeżycie było niesamowite, tyle gwiazd w
        jednym miejscu... Może będzie to można gdzieś zobaczyc, czy posłuchać...
      • tomaszkozlowski1 Re: Charis Aleksiju pod czerwoną parasolką i inni 17.10.09, 23:37
        A chcecie zobaczyć Charis Aleksiju pod czerwoną parasolką? smile
        W Youtubie pojawiło się już sporo filmików z tego niezapomnianego,
        wielkiego koncertu:
        www.youtube.com/watch?v=e52n9WT4Pr8&feature=related
        A tak zaczynał się koncert-
        www.youtube.com/watch?v=a4sb4Uz7D-c&feature=related
        A tu największa -poza Steliosem gdzieś tam z oddali...- postać
        wieczoru- Marinela-
        www.youtube.com/watch?v=HsQQ3YQB1DY&feature=related
        I dwie urocze parasolki- Charis Aleksiju i Marinela w duecie-
        www.youtube.com/watch?v=1yXpfoCceTk&feature=related
        Dimitris Mitropanos-"Savatovrado" ("Sobotni wieczór")-
        www.youtube.com/watch?v=dAIJYelwvFk&feature=related
        Jorgos Dalaras w wielkiej piosence Steliosa "I zoi mu oli" (Całe
        moje życie)-
        www.youtube.com/watch?v=G5Gii0wMtes&feature=related
        Duet Marineli i Dalarasa-
        www.youtube.com/watch?v=Hw844ktmRrU&feature=related
        Glikierija-pod kapturkiem smile
        www.youtube.com/watch?v=qV7TKVv1pKQ&feature=related
        moment, w którym ludzie zaczynają krzyczeć to ta chwila, o której
        napisałem gdy nagle spadła na nas spektakularna ściana wody... wink
        Nieźle widać to na wideo.

        A tu, jak widzicie, wszyscy jesteśmy pod parasolkami- śpiewa
        Paschalis Terzis i to już końcówka koncertu- zaraz ulewa
        przedwcześnie zakończy koncert...
        www.youtube.com/watch?v=Tlhuee84mtk&feature=related
        I tak się koncert skończył:
        www.youtube.com/watch?v=VFbkhc1SHnE&feature=related
        www.youtube.com/watch?v=epgrEyvJsOg&feature=related
        Ach, nie mogę nacieszyć się wspomnieniami z tego koncertu...
        smile
    • anna.rzezuchowska Re: Grecja 2009- wróciłem- wrażenia :) 09.10.09, 19:30
      Witaj Tomaszu,
      Piękne wspomnienia, barwne obrazy...Pozwoliłeś mi byc bliżej Kraju, w którym nie
      byłam już rok...a tak bardzo za nim tęsknię...Pozdrawiam.Anna
      • tomaszkozlowski1 Re: Grecja 2009- wróciłem- wrażenia :) 11.10.09, 19:07
        Wspomnień ciąg dalszy jeszcze nastąpi smile
        Aktualnie duuuże spiętrzenie w pracy każe to odłożyć troszkę na
        później...
    • tomaszkozlowski1 Rejs na Hydrę 03.11.09, 00:33
      Otwieram oczy. Za oknem donośny szum deszczu. Ateny.

      -Chyba poczytasz tylko gazetę w wyspiarskim porcie - myślę.

      W porannym sobotnim metrze przysypiają jeszcze ludzie jadący do
      pracy.

      Port w Pireusie. Pospiesznie zjedzona pita z szynką. W strugach
      deszczu odnajduję mojego nowoczesnego, czerwonego „latającego kota”
      (wygodny, szybko pływający statek Flying Cat II). Płynie do
      peloponeskiego Porto Chieli, zawijając po drodze na dwie urocze
      wyspy – Idrę (ze starogrecka - Hydrę) i Spetses. Na pokładzie grupy
      przyjaciół, ateńczycy uciekający choć na parę dni na pobliskie
      wyspy. Urodziwa, ciemnowłosa Greczynka siedząca obok mnie, nosi
      rzadkie mitologiczne imię Thisvi.

      Statek mknie przez wody Zatoki Sarońskiej. W okna zacina deszcz.
      Jestem przygotowany, mam gazetę i książkę o historii Smyrny.

      Słychać komunikat. Idra...

      Pasażerowie szybko rozpraszają się. Na nabrzeżu pozostają tylko
      weselni goście z różanymi bukietami. I ja. Zapatrzony na wznoszące
      się przede mną miasteczko jak z bajki. Bielone wapnem domy z
      czerwonymi dachami i ciemnobłękitnymi okiennicami, obok beżowo-szare
      rezydencje admirałów. Port i dwa wzgórza opanowane przez zbiorowiska
      tych urokliwych zabudowań. Nie pada. Port leniwie budzi się do
      życia. Miejscowi i turyści zasiadają w kawiarenkach by napić się
      orzeźwiającej frappe i patrzeć na morze. Trwa poranna krzątanina a
      jednymi z jej głównych bohaterów są... muły i osiołki. Jest ich tu
      mnóstwo, na wyspie obowiązuje zakaz ruchu kołowego. Widok
      sfatygowanej śmieciarki, jedynego tu pojazdu, jest dla oczu niemal
      przyjemną odmianą! Zwierzęta do dziś wykorzystuje się tu do
      transportu. Ziemniaki, woda mineralna, oliwa, druty, krzesła,
      walizki turystów… Osiołki noszą asortyment wszelkiego gatunku. Ktoś
      przejmie się ich losem. Jednak inaczej już by ich tu nie było,
      odchodziłyby niepotrzebne i zapomniane gdzieś w gaju oliwnym, przy
      starej kamiennej zagrodzie. Tu są zadbane i dobrze odżywione. Stoją
      cierpliwie przy nabrzeżu, oczekując na kolejny statek z towarami.

      W małej piekarni kupuję pachnący bazylią, ciepły jeszcze oliwkowo-
      pomidorowy chlebek. Najlepszy wybór na pierwszy posiłek na wyspie.
      Przede mną zabawny widok : stadko kotów rozsiadło się przed jedną z
      łodzi. Dobrze wiedzą, kto tego ranka miał dobry połów.

      Nadmorska droga. Z miasteczka wychodzi wiele traktów i kunsztownie
      zbudowanych kamiennych ścieżek - kalderimia. Wybieram przypadkową.
      Morze delikatnie faluje, w drogę wyruszyły pierwsze jachty. Chmury
      przybierają niezwykłe odcienie. Wielki siwy obłok daleko nad morzem
      przypomina o ulewie, która została nad Atenami. Po drugiej stronie
      cieśniny - góry i gaje Peloponezu, niewielkiej krainy o wdzięcznej
      nazwie Ermionida. W oddali armada suchych wysepek a jeszcze dalej
      nieco większa wyspa – Dokos, z 40 stałymi mieszkańcami, rozsławiona
      dzięki odkrytemu tu w 1975 r. starożytnemu wrakowi sprzed 4.5
      tysiąca lat.

      Jesienna frygana przebarwia się odcieniami żółci i rudości. Wiatr
      porusza żywozielone liście figowców, tak pięknie pachnące po
      roztarciu. Na skraju skarpy ścielą się kapary i tryskawce, których
      owoce wystrzeliwują pod ciśnieniem przy dotknięciu. Przy drodze
      leniwie wylegują się koty. Kojący szum morza pozwala zapomnieć o
      zgiełku greckiej stolicy, stojącej w strugach deszczu gdzieś za tym
      morzem, za tamtym przylądkiem...

      Dochodzę do małego przysiółka, zawieszonego na urwisku ponad
      miniaturową przystanią. Przy drodze wykuta w kamieniu ławeczka.
      Fale, almira – zapach morskiej soli, fantazyjne kształty chmur,
      delikatna woń suchorośli, mrówki wytrwale znoszące plewy i nasionka
      do swojej siedziby.
      Galini. Spokój.

      Powracam do osady. W pierwszych promieniach słońca lśni „chłopiec na
      delfinie” – pomnik upamiętniający nakręcony tu w latach 50. znany
      film z Sophią Loren w roli głównej. Po kilku minutach znajduję się
      przy najsłynniejszym monumencie wyspy. Admirał Andreas Miaulis,
      nowożytny heros wyspy, który wsławił się dowództwem floty w
      wyzwoleńczym powstaniu 1821 r., wciąż spogląda hardo na morze.
      Roztacza się stąd piękny widok na miasteczko, od dziesięcioleci
      przyciągające malarzy (bywali tu choćby Picasso czy Chagall),
      wagabundów, zwykłych morskich podróżników, spragnionych uczestnictwa
      w tutejszym portowym teatrze zachwytu i kontemplacji.
      Wyspa, która swą nazwę zawdzięcza licznym źródłom, tryskającym tu w
      starożytności, dziś, choć nadal zachowała sporo zieleni, jest
      znacznie bardziej jałowa i utrzymuje się głównie z rybołówstwa i
      turystyki. Jest modnym kurorcikiem ateńczyków. Na stałe mieszka tu
      tylko dwa i pół tysiąca ludzi a ich liczba stopniowo zmniejsza się…
      Tylko wspaniałe domy bogatych rodów armatorskich i kupieckich
      przypominają o dawnej świetności wyspy, która za czasów otomańskich
      cieszyła się znaczną autonomią a na zryw powstańczy wysłała 186
      okrętów...

      Wąskie schodkowe uliczki stromo pną się w górę. Mijam kolejny
      malowniczy kościółek, jeden z trzystu zdobiących dziś wyspę. W
      sokakia - zaułkach, różowo-karminowe bugenwille oplatają okiennice i
      balustrady. Owoce granatów dojrzewają w ciepłych promieniach
      wrześniowego słońca. Popołudniowa sjesta. Z jednego z okien sączą
      się dźwięki greckiej muzyki, na sąsiednim balkonie ktoś rozmawia
      przez telefon po francusku.

      Po raz ostatni schodzę do portu.
      Przewrócona łódź, dwóch chłopców bawiących się przy latarni, żółte
      sieci suszące się w słońcu. W słońcu, które wychodząc zza chmur,
      jasnymi plamami rozświetla nagle morze u brzegów Poros i Argolidy.

      Otwieram oczy. Pireus.
      • ewa.mila Re: Rejs na Hydrę 03.11.09, 09:04
        Tomku, jestem pod niesamowitym wrażeniem Twoich opisów i wrażeń.
        Pisz dalej
        • jacek1f super!.n/t 03.11.09, 09:13
      • tonle Re: Rejs na Hydrę 24.11.09, 13:42
        przy okazji Hydry przywitam się na forum, świeżo po warsztatach tańców greckich smile i zanim przejdę do wątku muzycznego dorzucę swoje 3 grosze do wyspy Hydry.
        oczywiście potwierdzam piękno tej wysepki! a ponieważ znalazłam w internecie przepiękne tapety, może kogoś zainspiruje do odwiedzin (oczywiście zdjęcia maja podkręcone kolory, ale...reszta zgodna z rzeczywistością, nie dziwne, że zostały podrasowane, bo gorące powietrze, południe, wilgoć tworzą lekką mgłę na zdjęciach, co zobaczyłam po powrocie dopiero,ehh). Znajomi, którym wysłałam wyszukane w internecie zdjęcia, dali mi znać, że pomogły w tym trudnym okresie jesienno-przejściowym, a tapeta w komputerze dawała energii, słońca i wspomnień smile

        Co do wysp Sarońskich również urokliwa jest wyspa Spetses, choć Hydra mi się ciut bardziej podobała (wyspa artystów, kawiarenek), ale..może to i dlatego że Hydra była pierwsza, i "szok kulturowy" przyćmił piękno kolejnej wyspy. Zreszta później na wyjeździe, na kolejne atrakcje mówiliśmy - "Hydra to to nie jest".."Prawie jak Hydra" hah, więc to o czymś mówi.
        O ile Hydra słynna jest z braku "ruchu kołowego" - czyli samochodów brak, rowerów chyba też? To z kolei Spetses, nie ma ujęcia wody pitnej - dostarczana tankowcem, przez to mam wrażenie automatycznie jest drożej. Urokliwa na Spetses jest droga ciągnąca sie wzdłuż wyspy, przy brzegu morza, po której jeżdżą..dorożki. Jeśli chodzi o plaże, to na Spetses mamy kawałek plaży kamienistej, a Hydra "plażę", w sensie skały ze schodkami, dla dobrze pływających. (oczywiście mówię o części przymiastowej, bo dalej niestety...nie było czasu sie zapuszczać.)
        I jeszcze ciekawostki:
        - na wyspie Hydra chciałyśmy kupić coś z biżuterii, tym bardziej, że wystawy robiły wrażenie, ilością i oryginalnością. Wśród wielu zaszłyśmy do galerii/jubilera, sympatyczny Pan powitał nas na progu z żoną, i pyta skąd jesteśmy...z Polski..Aaa, my friend - Żewłakow...?! Zapraszam, dla was na wszystko 50% zniżki! powiem tak - gdyby się coś nie podobało byśmy nie kupiły, ale ja kupiłam piękny pierścionek, a koleżanka wisiorek i kolczyki - widać było, że porządnie wykonane, oryginalne, i Pan faktycznie ceny z metek podzielił na pół (chyba że to taki zabieg marketingowy wink na koniec pamiątkowe zdjęcie...baaardzo sympatycznie!
        - Hydra numer 2 - reszta grupy wspina się na wyspę, my oczarowani klimatem, nie chcemy w biegu, chcemy poczuć tę atmosferę, a więc usiąść w kawiarence, restauracji, przy okazji się pożywić przed zwiedzaniem następnej wyspy, na którą mieliśmy płynąć (zresztą ja też po chorowaniu, "cudowna" klimatyzacja! nie mam siły). Ostatnio odkryłam sposób odkrywania uroków miast, w których mam być chwilę - pójść tam gdzie przyciąga. więc z portu poszliśmy w uliczki, skręcajac w lewo to w prawo (prawie rzucając monetą...) i trafiliśmy na przeuroczą "tawernę", chociaż nie było tam gości, i zastanawialiśmy się nad zjedzeniem czegoś porządnego, np. musaki, ale..jest taka niepisana zasada, że iść tam gdzie dużo ludzi, albo tubylcy jedzą wink no trudno, sympatyczna knajpka, siadamy, dostajemy przepyszny obiad, i za chwilę...do stolika obok przysiada się rodzina grecka, a zaraz część znajomych napływa do naszej ulubionej na dziś restauracji, stolików brakuje, a my opuszczamy lokal, zadowolone i w przekonaniu, że nagoniłyśmy właścicielowi klientów, haha; w sumie najlepszą reklamę i tak zrobi zadowolony klient.
        - rejs na wyspy też nie obył się bez atrakcji smile
        na początku wsiadamy na statek, kotwice podniesione, płyniemy, kapitan mówi coś po grecku, nie mam tej przyjemności znać języka greckiego, ale jak to się mówi, co się odwlecze...więc wszystko przede mną...Za chwilę słyszymy naszego kochanego pilota, który mówi ogólne informacje o rejsie, statku...i o warunkach bezpieczeństwa...nie chce się słuchać smile skąd my to znamy..
        płyniemy, płyniemy, fale kołyszą nas do snu, jakieś zdjęcia po drodze...za chwilę słyszę że kapitan coś mówi, ludzie się zrywają...biegną do barierek, ja się podrywam z błogiego snu, wśród kołyszących fal... i chwila paniki - Oj trzeba było obejrzeć ten filmik ewakuacyjny, oj trzeba było...
        A tutaj słyszę za chwilę - DELFINIA! Delifinia...I za moment po polsku - proszę Państwa, na prawej burcie patrzymy - delfiny,
        Szybkie włączenie aparatu, wykadrowanie, spust migawki, JEST! zmieniam na teleobiektyw...i już ich nie ma.
        Oj co to wyobraźnia nie robi z człowiekiem, haha, to były "tylko" delfinki. Mam zdjęcie (podobno jedyne), ale nie wiem jak się wstawia zdjęcia na forum (jeszcze), albo jak gdzieś wyślę to podeślę link.

        To tyle mojego z pięknych Wysp Sarońskich smile A płynęliśmy z Tolo - uroczej miejscowości wypoczynkowej (o dziwo mniej plażowiczów niż nad Polskim Bałtykiem!), gdzie mamy ze znajomymi juz swojego psa, kota, kawałek plaży, itd..

        ps. a link do tapet doślę, bo wyjątkowo te zdjęcia było trudno znaleźć a portalu nie pamiętam.
    • tomaszkozlowski1 Koncert Mitropanosa w Irodio 23.11.09, 00:07
      Nad miastem zapada zmierzch. Migające światełka zdalnie sterowanych
      samochodzików, sprzedawanych przez uchodźców z Afryki, przydają
      gwarnemu placowi Monastiraki jakby futurystycznej atmosfery.
      Wieczorne miasto spotyka się, czeka na siebie, zasiada w
      niezliczonych kafejkach i barach. Życie Aten dopiero się rozkręca,
      wszyscy zdają się być w drodze na imprezę, spotkanie, koncert...My
      też.

      Uliczki historycznej dzielnicy Plaka, raz komercyjne, raz malowniczo
      spokojne. Po chwili wchodzimy na wiodący wśród sosen i oliwek trakt
      niedaleko starożytnej agory. Dociera tu odległe tętno miasta, ale to
      już inny świat. Zapach igliwia, muzyka świerszczy, za nami widok na
      iluminowane wzgórze Likavitosu. Jeszcze kilka minut spaceru przez
      zielone płuca centrum Aten i jesteśmy na miejscu.

      Pod wejściem do Irodio- starożytnego Odeonu Herodesa Attykusa
      (wybudowanego za panowania Rzymian i dobrze zachowanego do dziś)
      jest już mnóstwo ludzi. Z całego miasta przybywają tłumy by usłyszeć
      Ten Głos. Dziś w Irodio zaśpiewa wielki Dimitris Mitropanos. Żywa
      legenda greckiej piosenki, uważany za jednego z kilku ostatnich
      wielkich wykonawców pieśni laiko – popularnej muzycznej kultury
      miast greckich, zrodzonej z bardziej „undergroundowego” rembetiko.
      Laiko pozostaje bardzo żywe do dziś ale takich wykonawców jak
      Mitropanos jest już bardzo niewielu...

      Przybywający tu ludzie przychodzą nie tylko dla dobrych i kochanych
      od lat piosenek, nie tylko dla tego wielkiego głosu. Przychodzą
      również, by docenić cud, który nastąpił. Jeszcze parę lat temu
      więcej było osób, które spodziewały się, że prędzej przyjdą na
      pogrzeb artysty niż na jego koncert. Dimitris zapadł na ostrą
      niewydolność wątroby i musiał przejść przeszczep. Setki tysięcy
      Greków prosiły los, by wszystko potoczyło się pomyślnie. Udana
      operacja i powrót artysty na scenę odebrano niemal jak jego ponowne
      narodziny. Pojawienie się Dimitrisa gdziekolwiek wzbudza olbrzymią
      sensację i radość ludzi. Tym większe było oburzenie gdy koncert ten
      stanął pod znakiem zapytania. Powodem była niechęć Centralnej Rady
      Archeologicznej, zarządzającej odeonem, do występów artystów muzyki
      popularnej w tym miejscu. O ile większość Greków zgadzała się z tym,
      że planowany występ skrajnie komercyjnej Any Visi w tym historycznym
      i szacownym obiekcie jest nie na miejscu (jej koncert ostatecznie
      odwołano), o tyle wątpliwości Rady dotyczące występu Mitropanosa,
      jednego z najważniejszych wykonawców w historii piosenki Hellady,
      powszechnie uznano za absurdalne i podszyte istniejącą od dawien
      dawna w pewnych „postępowych” kręgach greckiej inteligencji
      niechęcią do pieśni laiko - może popularnej ale i głęboko
      prawdziwej, najpełniej wyrażającej ducha tego kraju.

      Jestem podekscytowany. Na koncercie w Irodio będę po raz pierwszy.
      Marzyłem o tym od lat a w tym roku nadarzyła się znakomita okazja.
      Przekroczenie antycznej bramy prowadzącej do tego otwartego teatru
      ma dla mnie wymiar podróży w czasie. Za bramą rzędy wznoszących się
      kamiennych trybun. Starożytne marmurowe siedziska, w celu ich
      ochrony, przysłonięte są prostymi ale gustownymi przenośnymi
      siedzeniami ze współczesnego tworzywa. Wszystkie miejsca są
      numerowane a kierowanie gości do właściwych rzędów odbywa się w
      dobrze zorganizowany sposób. Widzowie są informowani, że na terenie
      odeonu nie wolno niczego jeść a pić można tylko czystą wodę. Inne
      płyny narażałyby na zniszczenie ten unikalny zabytek. Zachwyceni
      niezwykłą atmosferą tego miejsca, obserwujemy tłumy ludzi wychodzące
      z antycznej bramy i spokojnie kierujące się do swych rzędów. Mijają
      minuty i kwadranse a ten strumień ludzi zdaje się nie mieć końca.
      Nagle rozbłyskują flesze paparazzi – w pierwszym rzędzie zasiada
      ważna grecka polityk. W odeonie nie tylko słucha się muzyki, nie
      tylko ogląda się spektakle teatralne. Tu także „się bywa” – po
      każdym ważnym wydarzeniu w tym miejscu, wiadomości telewizyjne i
      nobliwe rubryki towarzyskie greckich gazet i kolorowych magazynów
      informują kto i z kim przyszedł do Irodio.

      Gdy na widowni nie można już dojrzeć żadnego wolnego miejsca, co
      znaczy, że jest nas tu około 5 tysięcy, przygasają reflektory. Z
      naszego rzędu jak na dłoni widać pięknie iluminowany nocą Partenon.
      –Czy można znaleźć się w piękniejszej koncertowej scenerii? –myślę
      wzruszony.

      Gdy mistrz buzuki – buzuksis- rozpoczyna jako pierwszy grę na tym
      czułym, wysublimowanym instrumencie, wywodzącym się bezpośrednio od
      starożytnej greckiej pandury, nie mam już wątpliwości: laiko,
      nierozerwalnie związane z duszą tych ludzi, którzy siedzą wokół
      mnie, tu, w tym miejscu, ma szczególny wydźwięk i ponadczasowy
      przekaz. Muzyka zrodzona w greckich społecznościach miast Azji
      Mniejszej, która w dramatycznym 1922 r. przybyła tu przez Morze
      Egejskie w setkach milczących łodzi, rozbrzmiewa w historycznym
      miejscu tej polis-kolebki hellenizmu. Całe wieki zdają zamykać się w
      tej jednej chwili...

      Irodio wybucha gromem oklasków. Na scenę wychodzi On i rozpoczyna
      koncert rzewną pieśnią „Kalokieria kie chimones” (Lata i zimy). Ta i
      wszystkie kolejne piosenki znane są w tym kraju niemal wszystkim.
      Irodio bawi się i śpiewa. Tak jak dwa tysiące lat temu, tak jak
      wczoraj, tak jak jutro...

      Wielobarwne oświetlenie starożytnych murów za orchestrą dodaje
      koncertowi współczesnego, niezwykłego wymiaru. Epoki spotykają się i
      łączą w ulotności tych chwil. „Jeśli jesteś obok mnie”, „Zeibekiko
      archanioła”, „Pieśń miłosna”, „Ogrody”, „Szukam Cię w Salonikach”.
      Kwiat pieśni laiko w wykonaniu głosu, który jest jak wino, z każdym
      rokiem zyskuje na swej dojrzałości.
      Greczynka przede mną, szczęśliwa, wyśpiewuje po kolei każdą
      piosenkę, w geście wolności rozkłada ręce, patrzy w niebo, śmieje
      się. Kwintesencja umiłowania życia, od starożytności głęboko
      zakorzenionego w filozofii ludzi egejskiego świata.

      Mitropanos śpiewa „Zapłaczcie niebiosa i gwiazdy” a z nieba pada na
      nas deszcz...
      Początkowo pojedyncze krople. Potem mżawka. Wreszcie zaczyna padać
      na dobre. Tegoroczny wrzesień jest wyjątkowo kapryśny. Otwieramy
      parasole. Mitropanos śpiewa dalej. Jednak gdy deszcz staje się
      nieznośny, następuje finał.

      Zeibekiko, pełen godności i piękna, samotny taniec męskiej duszy,
      ekspresja bólu, trudu, walki, miłości, wolności, życia.
      „Roza” – legendarne zeibekiko z repertuaru Dimitrisa, którym ma on
      zwyczaj kończyć każdy swój koncert.

      Mitropanos tańczący w deszczu...Mitropanos, który wygrał życie.

      ******************************



      Bilety na koncert Dimitrisa Mitropanosa w Irodio kupowałem przez
      internet jeszcze w Polsce, na ponad miesiąc przed koncertem. Miałem
      szczęście, kilka dni później wszystkie były już wysprzedane...

      • gacek95 popłakałam się ze wzruszenia n/t 23.11.09, 08:51

        • ewa.mila !!!!!!!!! 23.11.09, 09:08
          Masz niesamowity talent przekazywania swoich emocji!!!!
          • tonle Re: !!!!!!!!! 24.11.09, 13:42
            przy okazji Hydry przywitam się na forum, świeżo po warsztatach tańców greckich i zanim przejdę do wątku muzycznego dorzucę swoje 3 grosze do wyspy Hydry.
            oczywiście potwierdzam piękno tej wysepki! a ponieważ znalazłam w internecie przepiękne tapety, może kogoś zainspiruje do odwiedzin (oczywiście zdjęcia maja podkręcone kolory, ale...reszta zgodna z rzeczywistością, nie dziwne, że zostały podrasowane, bo gorące powietrze, południe, wilgoć tworzą lekką mgłę na zdjęciach, co zobaczyłam po powrocie dopiero,ehh). Znajomi, którym wysłałam wyszukane w internecie zdjęcia, dali mi znać, że pomogły w tym trudnym okresie jesienno-przejściowym, a tapeta w komputerze dawała energii, słońca i wspomnień

            Co do wysp Sarońskich również urokliwa jest wyspa Spetses, choć Hydra mi się ciut bardziej podobała (wyspa artystów, kawiarenek), ale..może to i dlatego że Hydra była pierwsza, i "szok kulturowy" przyćmił piękno kolejnej wyspy. Zreszta później na wyjeździe, na kolejne atrakcje mówiliśmy - "Hydra to to nie jest".."Prawie jak Hydra" hah, więc to o czymś mówi.
            O ile Hydra słynna jest z braku "ruchu kołowego" - czyli samochodów brak, rowerów chyba też? To z kolei Spetses, nie ma ujęcia wody pitnej - dostarczana tankowcem, przez to mam wrażenie automatycznie jest drożej. Urokliwa na Spetses jest droga ciągnąca sie wzdłuż wyspy, przy brzegu morza, po której jeżdżą..dorożki. Jeśli chodzi o plaże, to na Spetses mamy kawałek plaży kamienistej, a Hydra "plażę", w sensie skały ze schodkami, dla dobrze pływających. (oczywiście mówię o części przymiastowej, bo dalej niestety...nie było czasu sie zapuszczać.)
            I jeszcze ciekawostki:
            - na wyspie Hydra chciałyśmy kupić coś z biżuterii, tym bardziej, że wystawy robiły wrażenie, ilością i oryginalnością. Wśród wielu zaszłyśmy do galerii/jubilera, sympatyczny Pan powitał nas na progu z żoną, i pyta skąd jesteśmy...z Polski..Aaa, my friend - Żewłakow...?! Zapraszam, dla was na wszystko 50% zniżki! powiem tak - gdyby się coś nie podobało byśmy nie kupiły, ale ja kupiłam piękny pierścionek, a koleżanka wisiorek i kolczyki - widać było, że porządnie wykonane, oryginalne, i Pan faktycznie ceny z metek podzielił na pół (chyba że to taki zabieg marketingowy na koniec pamiątkowe zdjęcie...baaardzo sympatycznie!
            - Hydra numer 2 - reszta grupy wspina się na wyspę, my oczarowani klimatem, nie chcemy w biegu, chcemy poczuć tę atmosferę, a więc usiąść w kawiarence, restauracji, przy okazji się pożywić przed zwiedzaniem następnej wyspy, na którą mieliśmy płynąć (zresztą ja też po chorowaniu, "cudowna" klimatyzacja! nie mam siły). Ostatnio odkryłam sposób odkrywania uroków miast, w których mam być chwilę - pójść tam gdzie przyciąga. więc z portu poszliśmy w uliczki, skręcajac w lewo to w prawo (prawie rzucając monetą...) i trafiliśmy na przeuroczą "tawernę", chociaż nie było tam gości, i zastanawialiśmy się nad zjedzeniem czegoś porządnego, np. musaki, ale..jest taka niepisana zasada, że iść tam gdzie dużo ludzi, albo tubylcy jedzą no trudno, sympatyczna knajpka, siadamy, dostajemy przepyszny obiad, i za chwilę...do stolika obok przysiada się rodzina grecka, a zaraz część znajomych napływa do naszej ulubionej na dziś restauracji, stolików brakuje, a my opuszczamy lokal, zadowolone i w przekonaniu, że nagoniłyśmy właścicielowi klientów, haha; w sumie najlepszą reklamę i tak zrobi zadowolony klient.
            - rejs na wyspy też nie obył się bez atrakcji
            na początku wsiadamy na statek, kotwice podniesione, płyniemy, kapitan mówi coś po grecku, nie mam tej przyjemności znać języka greckiego, ale jak to się mówi, co się odwlecze...więc wszystko przede mną...Za chwilę słyszymy naszego kochanego pilota, który mówi ogólne informacje o rejsie, statku...i o warunkach bezpieczeństwa...nie chce się słuchać skąd my to znamy..
            płyniemy, płyniemy, fale kołyszą nas do snu, jakieś zdjęcia po drodze...za chwilę słyszę że kapitan coś mówi, ludzie się zrywają...biegną do barierek, ja się podrywam z błogiego snu, wśród kołyszących fal... i chwila paniki - Oj trzeba było obejrzeć ten filmik ewakuacyjny, oj trzeba było...
            A tutaj słyszę za chwilę - DELFINIA! Delifinia...I za moment po polsku - proszę Państwa, na prawej burcie patrzymy - delfiny,
            Szybkie włączenie aparatu, wykadrowanie, spust migawki, JEST! zmieniam na teleobiektyw...i już ich nie ma.
            Oj co to wyobraźnia nie robi z człowiekiem, haha, to były "tylko" delfinki. Mam zdjęcie (podobno jedyne), ale nie wiem jak się wstawia zdjęcia na forum (jeszcze), albo jak gdzieś wyślę to podeślę link.

            To tyle mojego z pięknych Wysp Sarońskich A płynęliśmy z Tolo - uroczej miejscowości wypoczynkowej (o dziwo mniej plażowiczów niż nad Polskim Bałtykiem!), gdzie mamy ze znajomymi juz swojego psa, kota, kawałek plaży, itd..

            ps. a link do tapet doślę, bo wyjątkowo te zdjęcia było trudno znaleźć a portalu nie pamiętam.
            • tonle Hydra, Spetses - foto-forum 24.11.09, 18:11
              oj pośpieszyłam się z tymi tapetami, bo okazało sie że one są z
              płyty, non-commercial smile to ew. na maila.

              to w ramach rekompensaty wstawię za jakiś czas kilka zdjęć wysp
              Sarońskich na foto-forum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka