tomaszkozlowski1
17.04.12, 21:54
Dimitris Mitropanos ( Δημήτρης Μητροπάνος ) to bez żadnej wątpliwości najwybitniejszy piosenkarz grecki jakiego żegnamy w historii tego Forum. Myślę, że nie naruszymy etykiety jeśli poświęcimy mu tu oddzielny wątek.
Słynny kompozytor grecki Thanos Mikrutsikos ( Θάνος Μικρούτσικος ), poruszony dzisiejszą śmiercią piosenkarza, powiedział: "Dimitris był i jest jednym z moich nielicznych przyjaciół. Był najwybitniejszym z obecnych piosenkarzy greckich."
Śmierć Dimitrisa poruszyła dziś calutką Grecję i setki tysięcy serc w Grecji i poza nią. Do wczoraj mówiliśmy o nim "żywa legenda" piosenki Hellady. Jeszcze do wczoraj...Dziś Dimitris przeszedł do współczesnej helleńskiej mitologii. Wzniosłe to słowa ale Dimitris należał i należeć będzie do Olimpu greckiej piosenki.
Jest wtorek 17 kwietnia. Dwudziesta pierwsza z minutami. Od dwóch godzin, odkąd włączyłem greckie radio, słyszę wyłącznie jego piosenki. Te radosne i te smutne. Zeibekika i chasapika. Ballady. Dimitris był bliski wszystkim, bo był blisko ludzi. Znał Grecję cierpienia, Grecję pracy w pocie czoła i Grecję sławy. Urodzony w 1948 roku pod tesalskim miastem Trikala, chował się jako sierota. Jego rodzina była przekonana, że ojciec zginął w zawierusze wojny domowej. Po latach nadszedł list z zagranicy... List od ojca...Ojca, który, jak się okazało, zdołał przedostać się do Rumunii gdzie udało mu się namierzyć rodzinę w Grecji. Dimitris poznał go dopiero w wieku 29 lat. Zanim zasłynął jako piosenkarz, pracował ciężko by pomóc rodzinie w utrzymaniu. Wielki piosenkarz lat 50., 60. i 70., Grigoris Bithikotsis, przekonał go by zgłosił się do jednej z wytwórni fonograficznych. I tak to się zaczęło...
Od lat 60. niemal do wczoraj jego głos wybrzmiewał na tysiącach koncertów. Jeszcze w zeszłym roku Dimitris objechał Grecję na wielkiej trasie koncertowej z Janisem Kotsirasem i Dimitrisem Basisem. W ogarniętym kryzysem Grecji była to jedna z nielicznych zeszłorocznych tras koncertowych, które osiągnęły olbrzymi sukces. Na koncerty przybywały nieprzebrane tłumy i nie da się ukryć,że to Mitropanos przyciągał najbardziej. Charyzmatyczny i niezłomny. Kochany i uwielbiany przez wszystkie pokolenia. Człowiek, który kilkanaście lat przeżył w ciężkiej chorobie a mimo to nie poddał się do samego końca...
Był gorący wieczór września 2009 roku gdy usłyszałem go na żywo po raz pierwszy. I jak się okazuje, ostatni. W najgodniejszym miejscu w Atenach, które mogło go ugościć - w antycznym Odeonie Herodesa Attykusa. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru...
Powracają wspomnienia, obrazy, emocje. Opisałem je kiedyś tu na naszym Forum -
forum.gazeta.pl/forum/w,37196,100487408,103369335,Koncert_Mitropanosa_w_Irodio.html
W początkach mojej miłości do muzyki greckiej Dimitris Mitropanos był pierwszym. Pierwszym, którego pokochałem kilkanaście lat temu. Jeszcze przed odkryciem wielu innych wspaniałych gwiazd.
Jego pożegnanie jest dla mnie szczególnym wzruszeniem. Jest powrotem do niezapomnianych chwil pierwszego "zachłyśnięcia się" Grecją, tych chwil gdy piosenki Dimitrisa w uniesieniu wychwytywało się spośród szumu radia zza siedmiu gór. Gdy nagrane na nędznej taśmie kasety odsłuchiwało się potem z ciarkami na plecach...
Jego pożegnanie jest wielkim i trudnym przeżyciem dla nas, bo co namniej dla kilku osób z naszego Forum był artystą niezwykle ale to niezwykle ważnym. Artystą, którego piosenki wpisały się na zawsze we wspomnienia naszych różnych małych wielkich chwil...
Δημήτρη, καλό ταξίδι!
[']