kocianna
27.03.11, 21:31
Jan.Kran, Twoja historia, wielokrotnie tu przypominana ku pokrzepieniu, rzeczywiście jest budująca.
Znacie jeszcze takie pozytywne przykłady?
Ja z dwujęzyczności zrobiłam sobie zawód, po rosyjsku mówię jak native-speaker i właściwie nie mam słabszego języka (w tej parze). Mój brat (młodszy - to chyba ma znaczenie) jest w stanie dogadać się na bardzo przyzwoitym poziomie - może wykorzystywać język w pracy. Siostra (jeszcze młodsza) właściwie ledwie odcyfrowuje alfabet i ledwie się dogada, chociaż w sytuacjach codziennych rosyjski rozumie.
W innych rodzinach dwujęzycznych z dorosłymi obecnie dziećmi nie jest aż tak różowo. W każdym razie na 15 rodzin (które swojego czasu badałam do pracy magisterskiej o bilingwizmie) tylko u jednej osoby język mniejszości jest na bardzo wysokim poziomie (też dziewczyna sobie zawód z niego zrobiła), a w pozostałych w najlepszym przypadku jest to "średniozaawansowany" język... "obcy". A we wszystkich przecież rodzice mieli wyższe, często filologiczne, wykształcenie, dość świadomie stosowali OPOL, ich dorosłe obecnie dzieci też pokończyły studia... Dwujęzyczność w KOLEJNYM pokoleniu pojawiła się tylko w przypadku mojej córki, i żadna w tym moja zasługa, tylko splot okoliczności.
W tej sytuacji tylko czoła chylić przed ludźmi, którzy dostają Kartę Polaka gdzieś na Syberii - zdają egzamin z języka polskiego, w którym mówili ich dziadkowie czy pradziadkowie...