bachula_gr 03.10.07, 21:37 przeczytalam i Wam polecam. jestem pod ogrooomnym wrazeniem.... mafrance.blox.pl/2007/09/Kto-ty-jestes-Francuz-maly-Jaki-znak-twoj-Orzel.html#ListaKomentarzy Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 09:28 Chcialam tylko zapytac o pare rzeczy po przeczytaniu tego tekstu. Czy takie poswiecenie jest normalne? Kobieta pisze, ze kosztowalo ja to mnostwo czasu, wysilku i pieniedzy, zrezygnowala ze swoich zainteresowan. Czy to jest warte tego wysilku? Ja rozumiem zapewnienie dzieciom lepszego startu etc. ale kosztem samego siebie? (nie wiem, moze mam jeszcze niewyksztalcony instynkt macierzynski, ale chyba nie jestem gotowa na to, co robi autorka tekstu). Po drugie - jak sie czuje ten ojciec? Jego jezyk jest w domu marginalizowany, rodzine mu sie odcina, bo nie lubi, zeby przy nich po polsku mowic. Chyba nie bylabym szczesliwa w takim domu. Moim zdaniem, poza tym, ze tekst jest egzaltowany to kobieta ma przerost ambicji wzgledem swoich dzieci. Odpowiedz Link
felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 09:52 Oczywiście ,że normalne jest poświęcenie tej kobiety.Chce wychować na pół-Polaków swoje dzieci. Instynktu macierzyńskiego nie masz rzeczywiście wykształconego ale zwłaszcza nie umiesz dobrze czytać. Ojciec, z tekstu wynika, jest bardzo zadowolony z dwujęzyczności własnych dzieci. Poza tym autorka wyraźnie mówiła o tym iż w domu oba języki współżyją w sercach i głowach wszystkich domowników. Nie masz pojęcia jak trudno jest dokonać tego co tej pani się udało. A mianowicie, bez kompleksu utrzymuje swoją polskość i wpoiła ją własnym dzieciom!!! Nie widzę tu żadnej egzaltacji ale ogromną energię i radość życia. Dodam, iż z moich wieloletnich obserwacji na Zachodzie, niezwykle mało widziałem Polaków potrafiących z talki uporem i w sposób równie naturalny jak Fabella walczyć o swoją kulturę i język. Zadziwiają mnie wypowiedzi tak krytyczne u ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o wychowywaniu dzieci, podejmowaniu wyborów, pewnych poświęceń czy znajdowaniu w tym radośći. Trzeba droga pani pewnie jeszcze dorosnąć by zrozumieć tekst Fabelli! Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 10:12 Zostałam zaproszona do tego forum przez panią z Grecji. Dziękuję za cytowanie mojego tekstu. W odpowiedzi nsc23 - mąż czuje się DUMNY,że ma dzieci bogatsze od niego o jeden język. Mąż stara się nauczyć polskiego i całą swoją energią dopinguje nam w tym wychowaniu. Z wizytówki wynika, iż jesteś jeszcze młodą osobą, co tłumaczy brak zrozumienia dla takich wyborów, jakie dokonałam. W dodatku nie żyjesz zagranicą więc nie masz zielonego pojęcia o tym jak wiele muszę dać z siebie,żeby moje dzieci mówiły do moich rodziców w ich własnym języku. Nie ma w tym żadnej egzaltacji tylko zwykła potrzeba komunikowania się w jedynym języku, jakim mówi moja mama - po polsku. Nie uważam też za naganne rezygnowanie z siebie na rzecz dzieci , zwłaszcza w ich bardzo wczesnym wieku. W tekście napisałam dokładnie, co należy robić żeby dzieci mogły nauczyć się języka polskiego, w kraju który jest zupełnie zamknięty na wielojęzyczność. Dostaję wiele listów od rodziców troche tu zagubionych. To niestety jedyna metoda, jaką znają pedopsychiatrzy, a jaka się sprawdza w nauce małych dzieici. Nie mam przerostu ambicji. Tak czyni wiele matek tu we Francji. Ale jak mój przedmówca napisał - trzeba być rodzicem, mieć więcej doświadczenia i mieszkać daleko od Ojczyzny żeby zrozumieć moje wypowiedzi. Szczęśliwa byś nie była w moim domu, bo nie jest on Twoim domem. Zapewniam Cię że dzieciaki czują się wspaniale i pełnymi garściami biorą z obu kultur, tradycji i języków!! Odpowiedz Link
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 13:28 W dodatku nie żyjesz zagranicą więc nie > masz zielonego pojęcia o tym jak wiele muszę dać z siebie,żeby moje > dzieci mówiły do moich rodziców w ich własnym języku. Skad ten wniosek? Zyje za granica od 4 lat i walcze o czystosc i bogactwo wlasnego jezyka, wiec moge sie domyslac, ze kreowanie tej czystosci i bogactwa od zera jest trudna praca. Nie umiem sobie tylko wyobrazic, ze cale moje zycie mialoby sie wywrocic do gory nogami pod dyktando dwujezycznosci dzieci. Wiem, ze wychowanie dzieci dwujezycznych wymaga wielkiego wysilku, mam dwujezyczna pasierbice i widze, ze nie jest to proste (sama uczestnicze tylko w jednej stronie jej dwujezycznosci - tej angielskiej). Wiem, ze szczegolnie przy jezykach, ktore maja zupelnie rozna wymowe pewnych liter trudno jest utrzymac oba jezyki bez akcentu. Jedyne co mnie zastanawialo, to fakt, czy naprawde cale zycie musi byc temu podporzadkowane? Szczęśliwa byś > nie była w moim domu, bo nie jest on Twoim domem. Oczywiscie, ze nie jest moim domem, natomiast nie do konca wyobrazam sobie sytuacje, w ktorej moj (przyszly) maz mowi mi, ze nie mozemy sie spotykac z moja rodzina, bo oni nie chca, zeby przy nich mowic w Shona. Chyba bylabym w stanie isc na ustepstwo i rozmawiac z dziecmi po angielsku, ostatecznie szwagrowie nie sa na tyle bliska rodzina, zeby z nimi spedzac mnostwo czasu. Nie krytykuje tekstu, bo jako calosc mi sie podoba, glosno sie po prostu zastanawiam, czy dwu- czy wielojezycznosc dzieci koniecznie musi oznaczac az takie rewolucje w zyciu. Wydawalo mi sie, ze przychodzi to bardziej naturalnie. Moze rzeczywiscie jest to kwestia zamkniecia Francji na wielojezycznosc, w UK wydaje sie to bardziej 'normalne' i jest wrecz ostatnio zalecane ze strony szkol. Widac wiele niespodzianek jeszcze mnie w zyciu czeka Odpowiedz Link
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:09 "Oczywiscie, ze nie jest moim domem, natomiast nie do konca wyobrazam sobie sytuacje, w ktorej moj (przyszly) maz mowi mi, ze nie mozemy sie spotykac z moja rodzina, bo oni nie chca, zeby przy nich mowic w Shona. Chyba bylabym w stanie isc na ustepstwo i rozmawiac z dziecmi po angielsku, ostatecznie szwagrowie nie sa na tyle bliska rodzina, zeby z nimi spedzac mnostwo czasu. " Straszny belkot z tego wyszedl. Mialo byc mniej wiecej tak: Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej nie spotykamy sie z moja rodzina, bo oni nie chca, zeby przy nich rozmawiac w Shona. Wolalabym, zeby moj (przyszly) maz poszedl na ustepstwo i mowil wtedy do dzieci po angielsku (ktory moi rodzice rozumieja), a najlepiej byloby rodzinie wytlumaczyc, czemu mowimy w Shona i jakie sa zasady OPOL. Jest kilka osob na forum, ktore opisywaly swoje przejscia z rodzina i jak sie to podejscie zmienia. Po prostu uwazam, ze odcinanie sie od rodziny jest dosc drastyczne. Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:18 Mój teść jest hiszpańskim Katalończykiem ale zawsze się tego wstydził. Rozumiem, takie to były czasy i środowisko. Jednak mój teść tego samego wymagał ode mnie. Chciałby żeby zapomniała swoją polskość na rzecz Francji. I tak wychowywała swoje dzieci. A ja nie chcę. Moi szwagrowie są zwykłymi, francuskimi prostakami. Nie mówią w żadnym obcym języku i wyzwali mnie od "prymitywnych Arabów z przedmieść" bo uparcie zwracam się do dzieci po polsku. Dziwnie zachowywali się szarpiąc je i pytając czemu tak dziwnie mówią z mamusią. Nie będę skazywać maluchów na takie bezmyślne zachowanie głupich panów. Noszą w sobie wstyd emigrancki ojca i tylko tyle.zNie moja to sprawa. Gdy dzieci będą starsze będą umiały się same obronić. Dlatego teraz wolę unikać tej mało miłej rodziny. Później chłopcy sami wybiorą to co będą uważali za stosowne. Odpowiedz Link
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:21 No tak, to zmienia postac rzeczy. Szkoda, ze Wam sie tak trafilo... Odpowiedz Link
rauxa a dlaczego sie wstydzi?? 27.12.07, 16:34 Mieszkam w Katalonii, bardzo lubie ten kraj.. jego zmaltretowana historie, znane mi jest z bliska niezrozumienie i wrogosc z jaka sie spotykaja... za duzo skojarzen z Polska dla mnie Katalonczyk to uosobienie dumy, sily przetrwania i walki o swój jezyk i kulture.. nie ma tu miejsca na zaden wstyd.. mój maz jest Katalonczykiem a siedmiomiesieczny synek jest i bedzie wychowywany w polskiej i katalonskiej kulturze.. jak dla mnie jedne z najbogatszych i interesujacych na terenie Europy pozdrów swojego tescia ode mnie ...quédate en el camino, ha llegado la noche para ti, tal vez de madrugada nos veremos de nuevo... Odpowiedz Link
lulup_live Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 15.01.08, 14:04 Droga Fabello. Nie masz pojecia jak sie ciesze, ze natrafilam na Ciebie. Boze, co za ulga wiedziec, ze sa ludzie, ktorzy mysla jak ja.Mieszkam we Francji prawie od 4 lat.Moj maz jest Francuzem. Mam dwie coreczki i chce , aby umialy nietylko mowic po polsku (moja tesciowa twierdzi, ze to wystarczy),ale takze pisac i czytac w tym jezyku. Czuje ogromna potrzebe przekazania moim dzieciom tego wszystkiego, co wiem na temat Polski. Chce ,aby znaly dobrze moja ojczyzne.Do dzieci zwracam sie zawsze po polsku, obojetnie gdzie jestesmy i kto jest u nas w domu. Maz mowi do nich po francusku. Chcialabym bardzo nawiazac kontakt z Toba. Z tego co rozumiem, mieszkasz we Francji a ja szukam tutaj uparcie jakiejs bliskiej, polskiej duszy. Pozdrawiam serdecznie i licze, ze sie do mnie odezwiesz. Podaje moj prywatny adres: poulen@hotmail.fr Odpowiedz Link
ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 22:19 Rzeczywiście ,zanim zabierze się głos, trzeba ,co najmniej dobrze przeczytać i przemyśleć dyskutowany tekst.Oczywiście ta uwaga nie jest konieczna,ale jej zapamiętanie wyjdzie tylko na zdrowie adresatce.Bo kolejność zawsze powinna być taka - najpierw myślimy,potem mówimy lub piszemy.Nigdy odwrotnie. A teraz co do przypadku Fabelli.Otóż ,głowa rodziny,tata rzeczywiście,jak najsumienniej "kontroluje" postępy swoich synków w poznawaniu języka .Jak? Pytając - czy dobrze mówią po polsku? Kraśnieje ,kiedy zgodnie z prawdą słyszy,że mówią znakomicie.Recenzuje też ich postępy we francuskim.Bo po francusku mówią znakomicie.Dla kogoś ,kto zna oba języki, frajdą jest słuchanie twardego polskiego "r" ,kiedy mówią po polsku i graserowanie we francuskim.Ich polscy koledzy ani przez chwilę nie przypuszczaja,że np. na wakacjach mają do czynienia - z bądź co bądź- cudzoziemcami ,zaś koledzy tamtejsi nie mają powodów,żeby widzieć w nich przybyszów z innego kraju.Są to bowiem językowo rdzenni Francuzi.Nie piszę tu o mentalite,bo to oddzielny, niezwykle interesujący temat. Ale może kto spytać po co o tym piszę ?Otóż zwłaszcza we Francji,kraju wielkim,pięknym,z tradycjami nie jest wcale rzadkośćią większy lub mniejszy dystans do cudzoziemców.Nie przybiera to jakiś drastycznych form,w końcu nad Rodanem egalite nie jest pustym dźwiękiem,jednakże takie sytuacje się zdarzają.W#śród dzieci też,a może nawet czasem bardziej.Innymi słowy,skoro się tam żyje, posługiwanie się językiem "miejscowym" to konieczność..A nawet oczywista powinność .W końcu rodzina tam ma swoje korzenie.I tu chapeau bas przed ojcem .Nie tylko nie odczuwa,żadnej "marginalizacji" językowej,ale naprawdę bardzo chce ,żeby jego synowie znali języki rodziców !Oprócz innych języków np. angielskiego,który też już zaczynaja poznawać.Może nsc23 nie wie ,jakim bogactwem jest znajomość języka obcego? Odpowiem truizmem - wielkim.Dodam - Fabella rozmawia swobodnie w czterech językach,a dobrze porozumiewa się w jeszcze dwóch.Czy można się dziwić,że chce wpoić synkom co najmniej takie umiejętnośći?To wymaga kolosalnej pracy!Także inteligencji.Dla kogoś kto lubi łatwiznę to trudne,bardzo trudne do zrozumienia.Ale zaręczam ,tu nie ma drogi na skróty.Może warto też wiedzieć,że w dzisiejszym świecie - choćby po to ,aby go lepiej rozumieć - swoboda wypowiedzi w różnych językach to podstawa.Kościół wie o tym od stuleci - jego hierarchowie porozumiewają się bez kłopotu ,używając kilku języków.I mamy przykłady fatalnej ksenofobii na szczytach państwa z powodu...no właśnie,nieznajomości języków,ludzi etc. Ambicje wobec dzieci !? To nic złego.Bez ukazywania dobrych celów,czasem dyscyplinowania, aby te cele osiągnąć,nie da się osiągnąć dobrych wyników wychowawczych.A przecież wychowanie dzieci to za każdym razem eksperyment rodzicielski.Nie można niczego powtórzyć,skopiować,to niemożliwe.I niepotrzebne.Czy dzieje się to przy rezygnacji z zainteresowań.Nie!Akurat w przypadku Fabelli po stokroć nie.Odsyłam nsc23 nie tylko do "mojej Francji",także do blogu poetyckiego czy fotograficznego.I życzę nsc23 - jeśli to możliwe,podobnych wynikóww.Myślę,że jej rodzice też mieli ambicje co swej córki.Inna sprawa,czy się to udało!? Odpowiedz Link
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 23:31 > Rzeczywiście ,zanim zabierze się głos, trzeba ,co najmniej dobrze > przeczytać i przemyśleć dyskutowany tekst.Oczywiście ta uwaga nie > jest konieczna,ale jej zapamiętanie wyjdzie tylko na zdrowie > adresatce.Bo kolejność zawsze powinna być taka - najpierw > myślimy,potem mówimy lub piszemy.Nigdy odwrotnie. Dodalabym jeszcze, ze nalezy przeczytac dyskusje do konca, zanim sie w nia wtraci. Ponizej Fabelle mi wyjasnila swoja sytuacje, trudno sie ustosunkowac do kilkuzdaniowej wypowiedzi, stad moje pytania. Chcialam sie po prostu dowiedziec, czy takie wyrzeczenia sa konieczne przy wielojezykowym wychowaniu. Jak sie okazuje (tez ponizej) niekoniecznie. >Może nsc23 nie wie ,jakim bogactwem jest znajomość języka obcego? Moze nie wyciagajmy pochopnych wnioskow? Moze nsc23 poczatkowo tez byla wychowywana dwujezycznie, ale jej mama postawila na prace zawodowa, bo nie mogla sobie pozwolic na jej porzucenie i moze nsc23 jest mamie za to wdzieczna, bo podstawy angielskiego poznala jako male dziecko, w zwiazku z czym nigdy nie miala problemow z tym jezykiem? Moze malo kto w miejscu zamieszkania nsc23 wie, ze nsc23 nie jest autochtonka, dopoki nie zobaczy imienia i nazwiska? > Ambicje wobec dzieci !? To nic złego.Bez ukazywania dobrych > celów,czasem dyscyplinowania, aby te cele osiągnąć,nie da się > osiągnąć dobrych wyników wychowawczych Owszem, ale jest taka cienka linia miedzy ambicja a poddawaniem dzieci nadmiernej presji. Nie twierdze, ze autorka ja przekroczyla, bo jak juz powiedzialam, tekst jest krotki i tylko na jego podstawie moge wyciagac wnioski. Po prostu balabym sie, ze dzieci sie zniecheca, jezeli bedziemy od nich za duzo wymagac. > Myślę,że jej rodzice też mieli ambicje co > swej córki.Inna sprawa,czy się to udało!? Po pierwsze, nie Tobie to oceniac. Po drugie mysle, ze z nawiazka. Nsc23 jako siedemnastolatka wyemigrowala w celach edukacyjnych do renomowanego miedzynarodowego liceum (najpierw sama sobie zalatwila szkole i stypendium, zeby nie bylo, ze nsc23 dostala wszystko od rodzicow na talerzu). Obecnie uczy sie na renomowanym uniwersytecie. Mysle, ze rodzice nsc23 sa z niej zadowoleni, a na pewno dumni, czego nie omieszkaja podkreslac raz na jakis czas. Spotykam sie na co dzien z ludzmi wychowanymi wielojezykowo i wielokulturowo i pierwszy raz spotykam sie z takim modelem rodziny, stad wzbudzilo to moje zainteresowanie. Odpowiedz Link
ga_lapagos Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 13:21 Witam wszystkich ! Interesuje mnie ten temat bo sama pochodze z wielojezykowej rodziny. Moja mama jest Polka, a tata Kubanczykiem. Urodzilam sie na Ukrainie i jako bobas wyladowalam na Kubie. Moi rodzice na poczatku porozumiewali sie po rosyjsku, potem mama nauczyla sie hiszpanskiego. Moim pierwszym jezykiem jest hiszpanski. Mama opowiadala mi, ze starala sie nauczyc mnie polskiego na Kubie, ale niestety nie miala zadnych ksiazek, tv, a nawet polskich kolezanek, sama ciezko pracowala. A ja ( jak to w systemie kubanskim) spedzalam dzien od 8ej rano do 17ej w szkole. Nie mowilam wiec po polsku. Czy mam za zle mojej mamie to, ze wybrala swoja kariere a nie nauczenie nas jezyka? Hehe absolutnie nie. Urodzila mnie bardzo wczesniej (24 lata), potem dzieci przybywalo, a jej kariera sie rozwijala. Mowie: brawo mamusiu! Potem przyjechalismy do Polski , mialam 10 lat, moja mlodsza siostra 4. Nauczylam sie polskiego tak, ze po roku bylam piatkowa uczennica bez sladow obcego akcentu. W naszym polskim domu mowi sie po hiszpansku, jemy kubanska kuchnie i tanczymy salse, wszyscy. Moze dlatego ze Kube mamy gleboko w sercu, tak , mama tez. Gdy mamy gosci mowimy po polsku, choc do taty jakos nie potrafie. Nasz padre nauczyl sie polskiego , nadal ma dosc silny accent, ale pracuje w Polsce i swietnie sobie radzi w europejskiej rzeczywistosci. Ja dzis mieszkam we Francji z moim chlopakiem-Francuzem. Mowie do niego po polsku i po hiszpansku. Sama jestem tlumaczem i mowie 6-oma jezykami. Wciaz ucze sie nowych gdyz zbliza mnie to do ludzi. Moj dom jest pelen przyjaciol zewszad. Sama uwazam sie za czlowieka bez ziemi. Niektorzy mowia , ze jestem przez to biedniejsza od innych. Mam w sercu biale piaski Kuby, zielone wzgorza Polski, kamieniste wybrzeza Hiszpanii i tyle tyle nieograniczonych horyzontow. Fabella, obie dzielimy los emigrantek i wielokultorowsci, mam jednak wrazenie, ze Ty tak bardzo chcesz zachowac swoja polskosc, ze dzielisz swiat na : My i Oni. Czesto podkreslasz, ze czujesz sie lepsza matka od Francuzek, ze jestes lepsza kobieta. A moim zdaniem najpiekniejszym aspektem mieszania jezykow i kultur jest swiadomosc tego, ze nie ma ludzi lepszych czy gorszych bo pochodza z tego czy innego kraju, fakt , ze sztuczne granice nie powinny dzielic serc. Bo jestesmy wszyscy ludzmi troszke zlymi, troszke dobrymi, ale w kazdym kraju i na kazdym kontynencie jestesmy tacy sami. Pozdrawiam serdecznie Galapagos wrednygalapagos.blox.pl/html Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:09 Droga Galapagos! Nie czuję się lepszą matką ale inną od większości Francuzek!!! Spędziłam prawie całe życie poza Polską. Tylko we Francji widzę zimne zachowania kobiet z jakimi, nie spotykałam się tak masowo w innych krajach. Nie przeszkadzało mi to do momentu, kiedy urodziłam własne dzieci.Gdy zostawiłam po raz pierwszy, na parę minut, mojego niemowlaka z moją teściową. Po powrocie dziecko zanosiło się od płaczu w łózeczku a ona rozwiązytwała krzyżowkę uznając, że nie należy rozpuszczać dzieci. Wtedy zrozumniałam, że nigdy nie będę taka jak ona i wiele, bardzo wiele matek we Francji. Powracając do tematu wielojęzyczności. Żeby dzieci miały tak idealny akcent, nie mieszały i równie dobrze mówiły w obu językach nie ma innej możliwości jak maksymalne poświęcanie temu uwagi.Zwłaszcza , że nie planuję powrotu do Polski. Wspaniale,że Galapagos mówisz w tylu językach. Ja również mówię swobodnie w pięciu"narzeczach". Jednak sprawiło to życie. Nie wiem jakie będą mieli moi chłopcy. Dzisiaj jednak są mali ale mają jedno serce w którym mieści się Polska i Francja. Należą do tych dwóch narodów. Wspaniałych narodów i wszystkiego co za tym niesie ta przynależność. We Francji czuję się dobrze. Nie krytykuję wyboru pracujących matek. Ja dokonałam innego na okres wczesnego dzieciństwa moich krasnali. Nie lubię jednak macierzyństwa po francusku. W końcu jestem Polką .Mimo mojego cygańskiego życia zawsze się nią czułam. Właściwie najbardziej to Warszawianką. I nie widzę w tym niz złego. Potrzebuję mieć te korzenie żeby móc wszędzie dobrze się czuć. Ale to już inna historia, inny temat do dyskusji. Odpowiedz Link
ga_lapagos Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:38 Fabella, Dlatego uwazam, ze duzo nas laczy, obie mieszkamy we Francji, obie jestesmy wyksztalconymi wrazliwymi kobietami. Ty jestes matka, ja nie. To ze kazdego dnia walczysz o polskosc twoich dzieci jest dobre. Chcialam tylko pokazac na moim przykladzie, ze kazdy znajdzie swoja droge. Jesli twoje dzieci dorosna i odejda od polskoci to bedzie ich wybor, rownie dobrze moga zadecydowac o tym, zeby zamieszkac na stale w Polsce. Chodzi mi o to zeby nie mijac sie z celem, nie nastawiac ich przeciwko Francuzom. Nie mowie, ze to robisz, nie zrozum mnie zle. Po prostu po kilku twoich tekstach mam wrazenie , ze zamykasz siebie i dzieci na wplywy francuskie. Ale co mozna wniesc po paru zdaniach ? Uwazam, ze wielkim sukcesem moich rodzicow jest fakt, ze sami uwielbiaja wzajemnie swoja kulture i nigdy ich nie porownuja mowiac: Polacy sa tacy a Kubanczycy owacy. Nigdy nie porownywano narodowosci. Dlaczego? Bo nasze geny sie pomieszaly i teraz jestesmy jednym. Tata mowi, ze jakby przyszla wojna to umarlby za Polske, bo to jego ojczyzna. Mama mowi, ze chcialaby zostac pochowana pod kubanska palma. Kiedy bede miala dziecko chcialabym zeby mowilo jezykami swoich dziadkow, swojego ojca i naprawde jeszcze nie mam pomyslu jak sie za to zabiore dlatego przypatruje sie innym nowoczesnym, wielokulturowym rodzinom. Pozdrawiam serdecznie Galapagos wrednygalapagos.blox.pl/html Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 15:21 NIGDY nie nastawiałam dzieci przeciwko Francuzom!!!! Przeciez One sami nimi są. Ich ojciec a mój mąż też, a ja sama jestem Polką i Holenderką. )Wychowana byłam w kulcie francuskiej kultury, historii i języka. Jakże mogłabym wychowywać dzieci w nienawiści do Francji? Na blogu często piszę krytycznie iż nie rozumiem się z kobietami, tutaj. Zobaczysz będziesz matką i możliwe,że będziesz się dziwiła jak ja. Pewne rzeczy dostrzegałam dopiero w ciąży!! ) Piszę "głośno" to, co inni często myślą. Tak, jestem inna, czy to przez pochodzenie, czy temperament...nie wiem. Mało mam wspólnego z krzyczacymi matkami, pochmurnymi, wyniosłymi minami lyońskich kobiet. Tam w Perpignan to inna Francja droga Galapagos. Znam dobrze. Ale w Lyonie panują inne kody zachowań. Oni sami o tym mówią. A ja się śmieję zawsze zbyt głośno, mówię to co myślę i jeszcze ubieram jakoś zbyt kobieco . Dzieci uczę tak samo o Francji jak i o Polsce, kultywujemy tradycje obu krajów z tym samym zaangażowaniem. Źle mnie zrozumiałaś Galapagos. To co piszę na blogu nie jest sprawą moich dzieci. Tylko takie babskie opowieści z duszy przepisane. Dzieciaki nie słyszą mojego gderania na lodowaty temperament innych mamuś. Odpowiedz Link
cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 17:12 Wydaja mi sie, ze poswiecanie wlasnej kariery, wakacji, pracy, etc. nie jest nieodzowne do wychowania w dwujezycznosci. Znam kilka swietnych przykladow, ktore nie potwierdzaja wizji Fabelli. Rodzice musza konsekwentnie przestrzegac regul mowienia w danym jezyku. Niewazne, czy sa aktywni zawodowo. Moi znajomi, (ojciec Francuz, matka Polka)bedacy oboje naukowcami (wiadomo, z czym wiaze sie taka praca - konferencje, seminaria, wyjazdy, etc.)maja dwoje dzieci doskonale mowiacych w dwoch jezykach. Zadne z rodzicow nie porzucilo kariery, wrecz przeciwnie. Zreszta wpajali od malego swoim dzieciom zamilowanie do pracy, jako ogromnej wartosci. "Metodologia" nauczania byla bardzo prosta, matka zwracala sie do dzieci wylacznie w jezyku polskim, ojciec we francuskim (poza sytuacjami, w ktorych jezyk francuski byl jezykiem dominujacym, np. w czasie spotkan rodzinnych,towarzyskich etc.).Czasem mowienie w obcym jezyku w obecnosci osob, ktore tego jezyka nie rozumieja moze byc postrzegane jako zachowanie niegrzeczne. Nie zgadzam sie rowniez z tym, ze Francja jest zamknieta na wielojezycznosc. Co to w ogole oznacza? W moim srodowisku i posrod moich znajomych ( Francuzow i nie tylko)wszyscy sa zgodni co do tego, ze wladanie kilkoma jezykami stanowi ogromne bogactwo i jest wspaniala szansa. Odpowiedz Link
abelha Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 22:45 Fabella opisala swoj sposob na dwujezycznosc. Da sie wywnioskowac z tekstu, ze tworza z mezem i synami szczesliwa rodzine. Jakos nie zauwazylam zeby sie uskarzala, ze sie poswieca dzieciom, rezygnacja z pracy zawodowej to jej swiadomy wybor. Moze troche wiecej tolerancji? Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 15:25 Dziękuję za zrozumienie Odpowiedz Link
gosiash Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 02:31 ja sie przyznam, ze czesto jak czytam to forum to mam wrazenie, ze wiekszosc wypowiadajacych sie osob nalezy do frakcji: 'Tylko metoda OPOL jest wlasciwa! Jezeli zlamiesz zasady i odezwiesz sie do dziecka w jezyku innym niz polski, to ono juz nigdy nie nauczy sie mowic po polsku!!!!' Ja mam dwojke malych dzieci, wiec moze nie mam wyksztalconego instyntku macierzynskiego, moze jestem leniwa, moze jestem glupia, itd. Wierze natomiast w inteligencje i duze zdolnosci malych dzieci. Nie wiem jak jest we Francji, ale tez przeciez nie lezy na koncu swiata, tylko calkiem blisko jezeli o Polske chodzi. Ja mam to szczescie, ze mieszkam w Anglii, gdzie jest cala masa Polakow i czesto jezdze do Polski. Tak jestem wyrodna matka i mieszam jezyki. I wiecie co moja 3,5 letnia corka coraz lepiej mowi w obydwu jezykach. Jeszcze dziecinnie i czasami trudno ja zrozumiec, zwlaszcza jak nie ma pewnosci czy mowi po polsku, czy po angielsku , ale mowi coraz wiecej (wlasciwie czasami az za duzo ). A po ostatnich wakacjach w Polsce, to ja bardziej mieszam jezyki niz ona. Zauwazylam, ze do mnie zwraca sie glownie po polsku, rzadko jej sie zdarza mowic do mnie po angielsku. Wiec do wszystkich 'okropnych' matek: Nie przejmujcie sie, Wasze dzieci tez sie naucza polskiego, jak tylko beda mialy czesty kontakt. Nie chce nikogo obrazic, ale ten tekst o nauce polskiego dzieci we Francji ja tez odbieram jako wyegzaltowany. No a niestety jak sie cos umieszcza w internecie to trzeba sie liczyc z tym, ze ludzie beda czytac i komentowac. Zwlaszcza, ze mialas pecha i bachula_gr polecila nam ten tekst tutaj, wiec tym bardziej reka swierzbi zeby przedstawic swoje zdanie w temacie. Jeszcze tylko dodam, ze jakos tak nie spodobalo mi sie okreslenie 'prosci ludzie' w negatywnym kontekscie. Moze zle odczytuje 'prosci', ale dla mnie ludzie 'prosci' to po prostu 'nie wyksztalceni', a nie 'glupi', a mam wrazenie, ze w takim kontekscie uzylas tego okreslenia. Odpowiedz Link
ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 08:28 A oto jeszcze jeden sposón na wielojęzyczność dzieci - metoda naturalna.Niech dzieciaki mówią ,jak chcą.Ja nazwałbym tę "metodę" - na leniucha.Po co się wysilać,pracować nad ładnym językiem,a raczej dwoma i następnymi językami,kiedy można to robić bez wysiłku.Idąc dalej - po co dbać o kulturę bycia dzieci skoro i tak w końcu nauczą sie przecież jakoś jeść,siedzieć,mówić,zachowywać.J a k o ś! Dla nieco bardziej ambitnych-sposób nie do przyjęcia.Sprawa bowiem w tym - a jest to rzecz ważna - iżby znajomość języka była perfekcyjna,doskonała,bez obcych naleciałości.Takie rzeczy się zdarzają.Wystarczy posłuchać np. prof.Z.Brzezińskiego.Kto by pomyślał,że prawie całe jego życie przebiegło w USA.?!Jakże przy nim śmiesznie wyglądają rodacy,którzy np. po 4 latach pobytu poza Polską mówią ,jak "dobrry Polak z Ameryka" z charakterystycznymi przerwami, na przypomnienie sobie słowa po polsku. Kiedyś,bardzo dawno temu,osoby zamożne angażowały cudzoziemskie bony.Tak wychowane dzieci ,jako ludzie dorośli,świetnie posługiwali się językami obcymi.Piszę o tym m.in.dlatego,że słowo bona już nic w języku polskim nie znaczy i nikt go nie zna.Zresztą podobnie jak wiele innych słów,których np. inteligentom nie trzeba było tłumaczyć,a ludziom prostym - tak.Cokolwiek miało by znaczyc określenie"człowiek prosty".Ale to już temat na inną dyskusję. Odpowiedz Link
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 08:56 Ojciecmarku, Czy w takim razie jedyna dopuszczalna metoda wychowania dzieci wielojezycznych jest OPOL, bo inaczej jest sie leniwym? Czyli od urodzenia od dzieci mozna tylko i wylacznie wymagac? Nie daj Boze, zeby czasem mialy troche czasu na zabawe - cale zycie maja sie uczyc i zapieprzac, zeby spelnic oczekiwania swoich rodzicow... Wiesz co? Ciesze sie, ze moja mama mnie tak nie wychowywala, bo dzieki temu mialam w zyciu czas i na zabawe i na nauke i sama decydowalam, co chce robic. Idąc > dalej - po co dbać o kulturę bycia dzieci skoro i tak w końcu nauczą > sie przecież jakoś jeść,siedzieć,mówić,zachowywać Nie no, pewnie, o wiele lepiej dziecko juz od urodzenia ustawiac i tresowac. Wtedy na cale zycie sobie te lekcje zapamieta. Dla nieco bardziej ambitnych-sposób nie do przyjęcia Dlaczego? Moja mama jest osoba bardzo ambitna, a nigdy nie tresowala mnie pod zadnym wzgledem. To, co Ty opisujesz w swoich postach ja traktuje jak tresure, bo wychowanie to to nie jest. Sprawa > bowiem w tym - a jest to rzecz ważna - iżby znajomość języka była > perfekcyjna,doskonała,bez obcych naleciałości. Rozumiem, ze wedlug Ciebie, tylko OPOL gwarantuje takie rezultaty? N coz, mylisz sie. Wydawalo mi sie, ze bycie z rodziny wielojezycznej, czesto wielokulturowej, otwiera czlowieka, sprawia, ze jest bardziej tolerancyjny i wrazliwy na innych. Bardzo sie mylilam jak widac. Odpowiedz Link
ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 14:02 A jednak ponownie zalecam czytanie ze zrozumieniem.Z moich komentarzy nie może wynikać,że jedynie OPOL jest jedyną metodą nauczania,zaś dzieci trzeba pozbawić możliwości zabawy,zabrać im czas dla siebie itd.Zresztą nie o OPOL tu chodzi.Mówimy o pewnej filozofii życia.I tu oczywiście nsc23 ma rację,kiedy uważa ,że "tresowanie" lub nakładania na dziecko zbyt wielu ciężarów nie jest dopuszczalne.Tylko ani Fabella ,ani ja nic takiego nie propagujemy.Rzeczą zupełnie inną jest ocena - co jest "tresurą" a co wychowaniem.Bo dla jednych zwracanie uwagi na konieczność stsowania zwrotów grzecznościowych jest właśnie trudną do wytrzymania tresurą ,a dla innych to wpajanie element starannego wychowania.Dla jednych umiejętność np.właściwego zachowania sie przy stole to zbędny obowiązek i niewyobrażalna tortura,dla innych normalna kolej rzeczy w procesie edukacji.Jedni noszą brudne buty i wymięte spodnie nawet po osiągnięciu wyżyn władzy państwowej ,a inni zawsze są schludni,eleganccy a może nawet wytworni.Podobnie z zachowaniem wszelkich form towarzyskich .Tak samo ze znajomością języków.Gdy rodzice zwracają uwagę na staranność wypowiadania się w języku ojczystym jest duże prawdopodobieństwo,że ich dobrze formułujące zdania dzieci, nie będą przez innych traktowani ,jak parweniusze.Można by o tym jeszcze długo.To co jedni traktują jako kanon życiowy,na to inni wzruszą ramionami. I żeby było jasne. Nie daję wskazówek ,jak należy wychowywać dzieci .Nie interesuje mnie też poziom intelektualny nsc23.Przedstawiając swoje poglądy na niektóre aspekty życia , przywołuję już sprawdzone wzorce przynoszące dobre rezultaty. W każdej sferze życia.Ale nie ma obowiązku stosować wysokich standardów.W końcu powszechna bylejakość pozwala też dobrze żyć.A przynajmniej mieć o sobie dobre wyobrażenie. Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 15:23 Zgadzam się z każdym słowem )) Odpowiedz Link
almamag Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 27.12.07, 23:03 z taką postawa trudno dyskutować, przebija z niej poczucie wyższości wobec tych "leniwych" moja metoda jest z założenia "leniwa" przemyślana i celowa, OPOL w pewnych sytuacjach uważam za zbyt trudna emocjonalnie dla dziecka (pisałam już o tym w innym wątku) co do trudności językowych po kilku latach pobytu w innym kraju, zależą one od jednostkowej nazwijmy to elastyczności językowej i u niektórych osób przestawianie się z języka na język może być bardzo trudne, znam osoby które po kilku godzinach zupełnie nieświadomie "przejmują" akcent swojego rozmówcy zawsze jest to sprawa indywidualnej podatności, zdolności, elastyczności i nie wydawanie na tej podstawie sądów o kimkolwiek to duże nadużycie napisałeś: Kiedyś,bardzo dawno temu,osoby zamożne angażowały cudzoziemskie > bony.Tak wychowane dzieci ,jako ludzie dorośli,świetnie posługiwali > się językami obcymi.Piszę o tym m.in.dlatego,że słowo bona już nic w > języku polskim nie znaczy i nikt go nie zna.Zresztą podobnie jak > wiele innych słów,których np. inteligentom nie trzeba było > tłumaczyć,a ludziom prostym - tak. gratuluję poczucia wyższości i znajomości słów nikomu nieznanych a przede wszystkim doskonałego rozeznania w możliwościach intelektualnych innych ludzi Odpowiedz Link
budzi-czek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 12.06.08, 23:35 A w jakiej kulturze i jezyku ojciecmarek wychowuje dzieci ,ze tak pewnie swoje rady rozdziela? Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 06.10.07, 20:11 gosiash napisała: > ja sie przyznam, ze czesto jak czytam to forum to mam wrazenie, ze > wiekszosc wypowiadajacych sie osob nalezy do frakcji: 'Tylko metoda > OPOL jest wlasciwa! Jezeli zlamiesz zasady i odezwiesz sie do > dziecka w jezyku innym niz polski, to ono juz nigdy nie nauczy sie > mowic po polsku!!!!' -------> Tekst Fabelli wydrukowalam i przeczytam dokladnie oraz sie ustosunkuje. Natomiast pozwole sobie polemizowac z tym co napisalas powyzej. Ja przeczytalam wszystki posty na tym forum oraz sama mam dwwoje dzieci juz doroslych i wielojezycznych. Niedawno otworzylam watek "Tolerancja " wlasnie dla osob ktore nie chce czy nie moga uzywac OPOL albo wielojezycznosc nie jest dla nich priorytetem. To forum jet otwarte zarowno dla zagorzalych zwolennikow absolutnej wielojezycznosci jak i tych ktorzy maja watpliwosci , pytania. Bardzo nam adminom tego forum < jestem pewna ze pisze rowniez w imieniu Risando > zalezy na stworzeniu mozliwosci miejsca konstruktywnej dyskusji dla wszystkich. Jedna z aktywnych uczestniczek jest Baania ktora niedawno napisala bardzo ciekawy post o swoim stosunku do wielojezycznosci. Wcale nie jest tak bardzo zainteresowana tym zeby Jej dzieci byly idealnie dwujezyczne Kran Odpowiedz Link
cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 11:49 Abdelha: Alez ja wcale nie twierdze, ze Fabella jest nieszczesliwa!Ani, ze jej wybor nie byl swiadomy! Wedlug mnie rezygnowanie z pracy, jak i z innych bardzo waznych w zyciu kobiety rzeczy (Fabella sama o tym pisze: " Zrezygnowałam z pracy, z czasu wolnego, zrezygnowałam z całych wakacji pod palmami, zrezygnowałam wygodnego mówienia w jednym języku jak i bycia społecznie korekt w kraju gdzie panuje hegemonia francusko-językowa. Zrezygnowałam z wielu zainteresowań, więcej pieniędzy i poświęciłam cały swój czas, zainteresowania, ale ile radości w zamian" ) nie jest konieczne do wychowania w dwujezycznosci. Nie wydaje mi sie tez normalne poswiecanie "calego swojego czasu, zainteresowan" dla idealu, jakim jest wychowanie dwujezycznego, czy tez wielojezycznego dziecka. No, ale to moja opinia. Kazdy dokonuje wyborow w zyciu, ale nie oznacza to, ze jedynie one sa sluszne i musza byc aprobowane przez innych. Jak juz pisalam, znam przyklady wielu wspanialych pracujacych kobiet, ktorych dzieci wladaja dwoma, a nawet trzema jezykami.Poswiecaja na polski czas wolny, po pracy, przed praca, a nawet w czasie pracy (np.rozmawiajac po polsku przez telefon, zaznaczam, ze zadna z nich nie miala z tego powodu problemow, pije tu oczywiscie do wizerunku Francji, jako "hegemonii francusko-jezykowej"), w soboty czy niedziele,na urlopach, na wakacjach, nawet tych pod palmami... à propos metod: OPOL rzeczywiscie funkcjonuje, ale nie oznacza to, ze nalezy trzymac sie rygorystycznie jej zasad. Bardziej elastyczne podejscie do tej metody jest chyba calkiem dopuszczalne. Odpowiedz Link
simonkapl Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 13:19 Super arytkul i tak bardzo mi bliski, bo mieszkam we Francji. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 18:34 Ojczemarku dziekuje za mile slowa ale chcialam sprostowac Forum nie bylo moim pomyslem , powstalo z koniecznosci . Bylo kiedys forum o dzieciach dwujezycznych ktore przestalo istniec , powwdem byla spora nietolerancja jednej zosob piszacych na nim. Poniewaz uczestnicy tamtego forum potrzebowali miejsca zeby sie spotkac i podyskutowac otworzylam forum o troche szerszym spektrum , o wielojezycznosci ale tez z mysla ze moga byc poruszane tematy poboczne. Risando jest wspoladminem i ma ogromny udzial w tym ze to forum zyje i sie rozwija Chcialabym zebyscie z Fabella byli czestymi tu goscmi. Ciesze sie zreszta z kazdego glosu , z kazdego punktu widzenia. Dyskusja na tym watku rozwinelo sie dosc goraco co uwazam za naturalne. Pisze na portalu GW piec i jest kilka dyzurnych tematow ktore na 100 % powoduje wiele wpisow , zarliwe dyskusje i okopanie sie na swoich pozycjach . Jednym z nich jest z pewnoscia podejscie do wychowania dzieci)) Pozdrawiam Urszula Odpowiedz Link
alexine13 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 14:19 I ja pod ogromnym wrazeniem .Mieszkam pod Lyonem i wszysko to o czym pisze Fabella Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 15:22 Dziękuję Ci bardzo. Jeżeli jednak mieszkasz pod Lyonem to czemu się nie poznać? Mój adres e-mailowy jest na stronie bloga. Napisz do mnie. Może fajnie byłoby się poznać?!)) Odpowiedz Link
alexine13 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 14:47 I ja pod ogromnym wrazeniem. Mieszkam pod Lyonem i to o czym pisze Fabella nie jest mi obce , rozumiem i w pelni sie zgadzam . Moje szere gratulacje Fabello ,wykonujesz kawal dobrej roboty. Ja do mojej coreczki mowie wylacznie w jezyku polskim ,bo ta metoda przynosi u nas najlepsze efekty. Dyscyplina i konsekwencja niezbedna przy nauce jezyka dotyczy wylacznie mnie osobiscie ,bo moje dziecko (a nie watpie , ze twoje dzieci Fabello rowniez)spedza cale dnie na zabawie i jej wsio rowno czy to polski czy francuski , ma byc wesolo ,zabawnie , ciekawie. Cala wiec praca spada na mnie a moje dziecie w tym uczestniczy w sposob jak najbardziej naturalny i jeszcze prosi o wiecej. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie Fabello ,Twoje metody wychowawcze sluza mi za niedoscigniony wzor. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 06.10.07, 20:13 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=68554404&wv.x=1&a=69058599 Tu jest wypowiedz Baani wlasnie na watku "Tolerancja" Pozdrawiam Kran Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 07.10.07, 12:50 Przeczytalam uwaznie wypowiedz Fabelli i Wasze wypowiedzi Bardzo sie ciesz ze powstala tak zagorzala dyskusja Ja czesciowo w wypowiedzi Fabelli widze siebie choc to co Ona robi celowo i namyslem ja robilam na slepo i intuicyjnie. Ponad 20 lat zycia na codzien z dziecmi wielojezycznymi nauczylo mnie jednego : w wychowaniu wielojezycznym nie ma lekko oraz nie istnieja proste schematy. Poza tym osoby ktore z roznych wzgledow nie spelniaja wymogow wychowania wielojezycznego czuja sie czesto atakowane przez tych ktorzy sa Apostolami Wielojezycznosci tak jak ja , Fabella i niektorzy uczestnicy tego forum Fabella opisal to co jest oprocz OPOL podstawa do tego zeby nasze dzieci byly naprawde wielojezyczne : przekazanie im nie tylko jezyka ale rowniez kultury i historii naszego kraju. Moja corka nauczyla sie norweskiego majac 12 lat , ma norweska mature , zna dobrze literature i historie oraz dzien codzienny Norwegii. Jednak nie ma zwiazkow emocjonalnych ani rodzinnych z tym krajem . Powiedziala mi kiedys ze wnorweskim brakuje Jej tych pierwszych dwunastu lat: dzieciecych programow w TV , rymowanek dzieciecych , ksiazek dla dzieci. Natomiast po polsku i niemiecku ma te czesc jezyka i tozsamosci. Bardzo podobalo mi sie to co napisala Galapagos: ### A moim zdaniem najpiekniejszym aspektem mieszania jezykow i kultur jest swiadomosc tego, ze nie ma ludzi lepszych czy gorszych bo pochodza z tego czy innego kraju, fakt , ze sztuczne granice nie powinny dzielic serc. Bo jestesmy wszyscy ludzmi troszke zlymi, troszke dobrymi, ale w kazdym kraju i na kazdym kontynencie jestesmy tacy sami. Zastanawiam sie czy to jest tak jak nsc 23 napisala ze cale zycie Fabelli jest wywrocone do gory nogami pod dyktando dwujezycznosci dzieci. Nie wiem czy aktywne i sensowne wychowywanie dzieci to wywrocenie zycia na opak. Moze tak ? Ja dzialalam i dzialam jak dobrze zaprogramowana maszyna < teraz juz jest troche spokojniej > Z uporem slonia poprawialam polski moich dzieci i po pewnym czasie bylo to juz tak automatyczne ze poprawialam wszystkich nawet PolakowPP Plewilam nalecialosci germanskie, staralam sie przekazywac im polska kulture i patriotyzm. Juniora to interesowalo mniej wiec nie nalegalam ale wie kto to Piast Kolodziej , Bolek i Lolek oraz Marek Grechuta i jeszcze pare innych Mloda miala zaiteresowanie wiec dzieki mnie a potem juz sobie ma spora wiedze. c.d.n Kran Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 07.10.07, 13:29 Jeszcze raz chcialam zacytowac Galapagos: ### Chcialam tylko pokazac na moim przykladzie, ze kazdy znajdzie swoja droge. Jesli twoje dzieci dorosna i odejda od polskoci to bedzie ich wybor, rownie dobrze moga zadecydowac o tym, zeby zamieszkac na stale w Polsce. -----> Ja uwazam ze nigdy nie znamy swoich losow. Kiedy moje dzieci sie urodzily mialam szlaban na przyjazd do kraju , liczylam sie z tym ze na bardzo dlugo < skonczylo sie na siedmiu latach >. Nie wiedzialam czy i kiedy moje dzieci odwiedza PL a mysl ze tam zamieszkaja byla kompletna abstrakcja. Moze uczac moje dzieci polskiego mialam przed oczyma dzieci polskich emigrantow w Paryzu < kiedy ich poznalam byli doroslymi ludzmi > ktorzy mowili po polsku pieknie , tak jakbym zyczyla sobie zeby mowili wszyscy Polacy a zwlaszcza dzisiejsi polscy dziennikarze ... Nie mialam jeszcze wtedy dzieci ale poczulam taki podziw i szacunek dla kontynuowania polskich tradycji i patriotyzmu ze bardzo staralm sie wychowac moje dzieci podobnie.' Odnosze sie jeszcze do wypowiedzi ojcamarka: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=69955098&wv.x=1&a=70025439 i odpowiedzi nsc23: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=69955098&wv.x=1&a=70026613 Powiem tak: ja uwazam ze jedyna metoda zeby dzieci NAPRAWDE byly wielojezyczne jest OPOL lub mL@H. Ja szybko przelecialam w myslach siedem zaprzyjaznionych rodzin z dziecmi wieku 17 - 21 lat , znam wszystkie dzieci od pieluch. W trzech rodzinach gdzie nie byl stosowany OPOL dzieci mowia i rozumieja po polsku ale nie sa dwujezyczne . Polski jest dla nich wyuczonym jezykiem obcym. W pozostalych czterch rodzinach dzieci sa idealnie dwujezyczne. Opowiem Wam kiedy po raz pierwszy zrozumialam na czym polega dwujezycznosc. Moja corka mial w wieku osmiu lat przedstawic swoja ulubiona ksiazke . posiadalismy ja tylko w jezyku polskim < Mikolajek , Sempé i Goscinny >. Wybrala jedno opowiadanie i poprosilam zeby mi je strescila po niemiecku . A Ona przetlumaczyla ad hoc , na zywca. Budowa zdan po polsku i niemiecku jest kompletnie odmienna. Ona czytala po cichu zdanie po polsku i przekazywala po niemiecku. Nie patrzyla na pojedyncze slowa , kojarzyla od razu cale zdanie po polsku i cale po niemiecku. Widzialam niemalze jak z jednej strony mozgu wchodzi jej tekst polski a z drugiej wychodzi niemiecki Ja ktora spedzilam lata na studiowaniau i nauce oraz nauczaniu jezykow patrzylam na moja osmioletnia corke z duma i lekkim oszolomieniem. Oplacily sie lata szarpania z Nia o poprawny polski i nie mowienie do mnie po niemiecku , niekonczace sie dyskusje z przedszkolem , szkola , czescia polskiej rodziny , niemieckimi znajomymi. Nie twierdze ze kazdy MUSI wychowac dzieci wielojezycznie. Ale kazdy kto chce to zrobic PORZADNIE ma przed soba krew , pot i lzy)) Oraz tez sporo frajdy Kran Egzaltowany Odpowiedz Link
simonkapl Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 08.10.07, 14:36 A ja sie boje. Bartek ma 18 mieisecy, licze, ze bedzie dwujezyczny i robimy wszystko w tym kierunku.Pierwsze slwoa wymawia po polsku, rozumie w obu jezykach.A ja sie boje jednego: przedszkola , szkoly, na rodzine to juz anwet uwagi nie zwracam.Przeprowadzam sie za tydzien na wies, mentalnosc jest tam dosc specyficzna, jak rowniez nastawienie do cudzoziemcow.Czy Bartkowi nie podetna skrzydel w szkole?Boje sie zwyczajnie. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 10.10.07, 15:40 simonkapl napisała: > A ja sie boje. > Bartek ma 18 mieisecy, licze, ze bedzie dwujezyczny i robimy wszystko w tym > kierunku.Pierwsze slwoa wymawia po polsku, rozumie w obu jezykach.A ja sie boje > jednego: przedszkola , szkoly, na rodzine to juz anwet uwagi nie > zwracam.Przeprowadzam sie za tydzien na wies, mentalnosc jest tam dosc > specyficzna, jak rowniez nastawienie do cudzoziemcow.Czy Bartkowi nie podetna > skrzydel w szkole?Boje sie zwyczajnie. ----------> Simonka a skad piszesz ? Ja mysle ze Twoj lek jest uzasadniony. Wychowanie wielojezyczne to bardzo delikatna materia < jak chocby widac po wpisach na tym watku >. Ja sama mialam nieraz ochote pieprznac to wszystko i mowic do dzieci po niemiecku. Ale mialam swiadomosc ze je skrzywdze zabierajac im jezyk polski , czesc ich tozsamosci , oraz mowiac do nich po niemiecku z akcentem i bledami. Zawsze wiedzialm ze nigdy nie bede mowic po niemiecku tak jak moje dzieci ale moge im dac moj jezyk ojczysty. Nie tylko jezyk ale polska rodzine , przyjaciol , rozwoj intlektualny. Zastanow sie co jest dla Ciebie wazne. Jezeli zdecydujesz sie wychowac Bartka rzeczywiscie dwujezycznie a nie na pol gwizdka to nie masz latwo. Ja zmojego doswiadczenia uwazam ze sie oplaca. Tylko trzeba wlozyc w to mase energii , samozaparcia i troche czasu. Oczywiscie Bartek moze znac jezyk biernie to tez jest ok ... ale moze sprobuj stawic czola uprzedzeniom i lekowi i zawalcz o idealne wychowanie dwujezyczne. Trzymam kciuki za powodzenie i dziel sie sukcesami i porazkami, mam nadzieje ze tych ostatnich bedzie niewiele Kran Odpowiedz Link
simonkapl Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 10.10.07, 23:56 Pisze z Francji. Wiesz, tu nie chodzi o to, ze ja zrezygnuje z mowienia po polsku do Bartka, bo to w ogole nie wchodzi w gre.Nie potrafilabym do Bratka mowic w obcym jezyku.Czesto u nas bywa babcia z Polski, jest tv polska, ksiazeczki i kontakt jest ogromny, wiekszy niz z francuzami. Tylko ta szkola mnie martwi, boje sie, ze jego dwujezycznosc bedzie tepiona. Moj maz , zeby nam ulatwic prace, uczy sie polskiego i w domu duzo rozmawiamy po polsku.Czasem mam wrazenie, ze za malo po francusku. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 18:41 simonkapl napisała: > Pisze z Francji. > Wiesz, tu nie chodzi o to, ze ja zrezygnuje z mowienia po polsku do Bartka, bo > to w ogole nie wchodzi w gre.Nie potrafilabym do Bratka mowic w obcym > jezyku.Czesto u nas bywa babcia z Polski, jest tv polska, ksiazeczki i kontakt > jest ogromny, wiekszy niz z francuzami. > Tylko ta szkola mnie martwi, boje sie, ze jego dwujezycznosc bedzie tepiona. > Moj maz , zeby nam ulatwic prace, uczy sie polskiego i w domu duzo rozmawiamy p > o > polsku.Czasem mam wrazenie, ze za malo po francusku. ------> Simonko wielokrotnie bylo pisane na tym forum ze jezykiem o ktory trzeba dbac i walczyc jest jezyk polski. Jezyk otoczenia i tak bardzo czesto przewaza. Znam kilkanascioro dzieci wielojezycznych , juz dzis doroslych. Zadne z nich nie ma , mimo wielojezycznego wychowania problemu z jezykiem otoczenia natomiast kilkoro nie mowi dobrze po polsku. Ja nie wpadlam na taki pomysl jak Fabella , ale moze wyprobuj , brzmi madrze Jednak mysle ze ma to sens dopiero w szkole podstawej. Najwazniejsze jest podejscie Twoje i Twojego meza. Jezeli bedziesz miala wewnetrzne przekonanie ze slusznie robisz mowiac do dziecka po polsku to wplyw otoczenia nie bedzie dla Ciebie istotny. Zycze powodzenia ! Kran Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 18:42 Mialo byc : Pisze na portalu GW piec lat ... Odpowiedz Link
fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 14:34 simonkapl napisała: > A ja sie boje. Nie ma czego. Najważniejsze żebyście z mężem byli zdeterminowani, bez kompleksów i z radością.To wspaniała przygoda i kupa roboty ale jaka satysfakcja!!!! > Bartek ma 18 mieisecy, licze, ze bedzie dwujezyczny i robimy wszystko w tym > kierunku.Pierwsze slwoa wymawia po polsku, rozumie w obu jezykach.A ja sie boje > jednego: przedszkola , szkoly, na rodzine to juz anwet uwagi nie > zwracam.Przeprowadzam sie za tydzien na wies, mentalnosc jest tam dosc > specyficzna, jak rowniez nastawienie do cudzoziemcow.Czy Bartkowi nie podetna > skrzydel w szkole?Boje sie zwyczajnie. Jeżeli wszystkim wokół, będziesz cierpliwie tłumaczyła, że jesteś Polką i rozmawiasz z dzieckiem w swoim języku, wszyscy poczują się współtwórcami Twego dzieła! Nie martw się, jeżeli ktoś będzie krytykował. Mimo wszystko, ludzie uważają, iż bogactwem jest znajomość wielu języków. Ja w klasie w przedszkolu poprosiłam panią i dzieci o chwilę uwagi. Wytłumaczyłam im,że urodziłam się w Polsce. Że to daleki kraj w którym mówi się dziwnym dla nich językiem. Wytłumaczyłam,że Armand i Eliot mówią dobrze po francusku ale do mnie zwracają się wyłącznie po polsku. Poprosiłam, żeby nikt się nie dziwił, a jeżeli nie zrozumie, to niech się pyta.Powiedziałam im,że chłopcy mają babcię i dziadka w Polsce i rozmawiają z nimi w ich języku. Przedszkole, dzieci, pani, rodzice - wszyscy nam dopingowali od momentu kiedy otworzyłam się do nich, wytłumaczyłam. Po każdych wakacjach przywoziłam ciasta poslkie, kiełbasę - opowiadałam im o Polsce. Chłopcy zrobili się dumni ,że mama jest lubiana przez inne dzieci. Zobaczysz jeszcze Twój mały będzie uczył kolegów słów polskich, tak jak to czynią moje dzieci z kumplami. )) Odwagi i uśmiechu w tej nauce polskiego. Odpowiedz Link
bachula_gr Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 08.10.07, 09:01 Whow... alez pieknie...naturalnie... rozwinela sie dyskusja o wielojezycznosci i wielu stylach zycia w wielu jezykach. Ja jeszcze zbieram sie w sobie zeby sie ustosunkowac do kilku kwestii. CDN... Pozdrawiam wszystkich dyskutantow, zauroczonych ale i wrecz przeciwnie, cytowanym tekstem Fabelli. Odpowiedz Link
gosiash Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 08.10.07, 18:24 Niby wszyscy mamy prawo wypowiadac wlasne zdanie i wszyscy sa tu baaardzo tolerancyjni. Ale ja sie tu wlasnie dowiedzialam, ze jestem leniwa, niekulturalna i chodze w wymietych spodniach Ale przymykam oko na taka ocene mojej osoby, bo nawet jezeli tak jest, to mimo wszystko mam przynajmniej inteligentne dziecko, ktore i tak bardzo ladnie ladnie i duzo mowi po polsku, oczywiscie na swoim poziomie bo ma dopiero 3,5 lat. Owszem czasami poprawiam jej bledy gramatycznie, ale moze nie powinnam tego robic bo, jako 'prosta kobieta', zapewne tylko pogarszam jej znajomosc polskiego. Odpowiedz Link
cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 09.10.07, 15:26 Do Gosiash: à propos tolerancji to roznie bywa...zazwyczaj, gdy nie zgadzasz sie z wiekszoscia albo jestes ciut za krytyczna wobec guru, koniec z tolerancja, wiem cos o tym... Odpowiedz Link
werbena11 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 09.10.07, 17:05 To chyba nie tylko dyskusja o tolerancji dot. wielojezycznoscii o sposobach na nia, ale o wychowaniu jedni, jak ojciecmarek, lubia spodnie w kancik i grzecznosciowe zwroty, inni mniej sie przejmuja forma, a bardziej trescia. Az strach pomyslec co by powiedzial moj przedmowca na nasza ostatnio ulubiona samochodowa zabawe, ktora moze rozladowac kazde trudne chwile pt. "tato masz siki/kupe na glowie" )) Kazda rodzina ma swoj model, swoja rownowage, swoj mokroklimat. Przekazuje jakies wartosci nie ustrzegajac sie przy tym pomylek. Dla mnie obcy jest rezim zarowno wychowawczy ojcamarka jak i poswiecenie/rezygnacja z pracy/palm czy czegokolwiek dla dzieci fabelli. Ale dla nich moze byc to jedyna akceptowalna droga w zyciu. Dla mnie samo slowo poswiecenie jest nieprzyjemne, to jakbysmy cos dawali oczekujac potem wzamian jakis ??? rezultatow, no wlasnie, czego? a jesli dziecko ma w nosie nasze wysilki i inna droga zyciowa jest mu pisana, okreslimy je jako niewdzieczne? porazke wychowawcza? Takze ostre normy ojcamarka sa mi obce - dla mnie dziecko uczy sie przede wszystkim patrzac na przyklad rodzicow, na ich wzorce etyczne, przez nasladowanie, a nie wymagania, poprawianie, korygowanie. Ale dzieki temu, ze mamy rozne podejscia, jak mawia moj maz, nie jest nudno na swiecie, bo ludzie sa rozni. Odpowiedz Link
felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 09:13 Możecie drogie panie jeszcze wiele pisać a ja dodam , iż dużo łatwiej jest nie wymagać jak wymagać, od siebie jak i od dzieci. Dlatego pod nędznym płaszczykiem pseudo-wartości wychowujecie dzieci źle mówiące, fatalnie, niechlujnie ubrane, źle zachowujące się i bez kultury... Wychowujecie panie byle jakich, rozmamłanych ludzi, którzy nie znają norm elementarnego zachowania się i respektu. Bo przecież niby dajecie im inne wartości - bawiąc się w "kupa i siusiu" na głowie taty, jak to jedna z pań opowiadała! Nie zazdroszczę tacie takiego portretu. Leniuchy z Was i współczuję fatalnego startu życiowego Waszych dzieci. Jesteście przekonane o wyższości tego bezstresowego wychowywania, bez ograniczeń i samokontroli. Wyniki takiego podejścia już widać w zastraszającej liczbie agresji, przestępstw i codziennego chamstwa dzieci.Ich arogancji i słabości w radzeniu sobie z zakazami jakie regulują życie w społeczeństwie. Gratuluję pewności siebie i współczuję przyszłym pokoleniom. Wam zresztą też. Tylko żal mi dzieci bo trudno im będzie się przebicśMożecie drogie panie jeszcze wiele pisać a ja dodam , iż dużo łatwiej jest nie wymagać jak wymagać, od siebie jak i od dzieci. Dlatego pod nędznym płaszczykiem pseudo-wartości wychowujecie dzieci źle mówiące, fatalnie, niechlujnie ubrane, źle zachowujące się... Wychowujecie panie byle jakich, rozmamłanych ludzi, którzy nie znają norm elementarnego zachowania się i kultury. Bo przecież niby dajecie im inne wartości - bawiąc się w "kupa i siusiu" jak to jedna z pań opowiadała. Leniuchy z Was i współczuję fatalnego startu życiowego Waszych dzieci. Jesteście przekonane o wyższości tego bezstresowego wychowywania, bez ograniczeń i samokontroli. Wyniki takiego podejścia już widać w zastraszającej liczbie agresji, przestępstw i codziennego chamstwa dzieci. Gratuluję pewności siebie i współczuję przyszłym pokoleniom. Wam zresztą też. Normy ojcamarka są wam obce bo może same jesteście tak wychowane.A przecież to zwykłe normy podstwowego, dobrego zachowania się w respekcie dla drugiego człowieka i jego godności. Albowiem nauka życia w grupie, zaczyna się od czystych rąk, wyprasowanych , zadbanych ubrań i kulturalnych słów. To takie proste a jednak przekracza Waszą prcepcję!!! Respekt dla drugiego! Nie dziwi mnie zatem,że śmiejecie się kiedy dzieciaki w zabawie sikają Wam na głowę. Potem może będą pluły. Ciekawe jak dadzą sobie radę kiedy ktoś splunie im? Tak przecież rozładuje swój życiowy stres. Ciekawe czy będą równie wyrozumiałe jak ich leniwe mamusie? Odpowiedz Link
felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 09:22 Możecie drogie panie jeszcze wiele pisać a ja dodam , iż dużo łatwiej jest nie wymagać jak wymagać, od siebie jak i od dzieci. Dlatego pod nędznym płaszczykiem pseudo-wartości wychowujecie dzieci źle mówiące, fatalnie, niechlujnie ubrane, źle zachowujące się... Wychowujecie panie byle jakich, rozmamłanych ludzi, którzy nie znają norm elementarnego zachowania się i kultury.No ale przecież niby dajecie im nne wartości - bawiąc się w "kupa i siusiu" jak to jedna z pań opowiadała. Zatem jakie???? Leniuchy z Was i współczuję fatalnego startu życiowego Waszych dzieci. Jesteście przekonane o wyższości tego bezstresowego wychowywania, bez ograniczeń i samokontroli. Wyniki takiego podejścia już widać w zastraszającej liczbie agresji, przestępstw i codziennego chamstwa dzieci. Gratuluję pewności siebie i współczuję przyszłym pokoleniom. Wam zresztą też. Normy ojcamarka są wam obce bo może same jesteście tak wychowane.A może brak Wam odwagi aby je aplikować? A przecież to zwykłe normy podstwowego, dobrego zachowania się w respekcie dla siebie i drugiego człowieka i jego godności. Albowiem nauka życia w grupie, zaczyna się od czystych rąk, wyprasowanych , zadbanych ubrań i kulturalnych słów. To takie proste a jednak przekracza Waszą percepcję!!! Respekt dla drugiego! Nie dziwi mnie zatem,że śmiejecie się kiedy dzieciaki w zabawie sikają Wam na głowę. Potem może będą pluły. Ciekawe jak dadzą sobie radę kiedy ktoś splunie im? Tak przecież rozładuje swój życiowy stres. Ciekawe czy będą równie wyrozumiałe jak ich leniwe mamusie? (proszę mi wybaczyć, ale poprzedni komentarz wbił mi się podwójnie) Odpowiedz Link
kalina29 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 10:03 > (proszę mi wybaczyć, ale poprzedni komentarz wbił mi się podwójnie) to po co go "wbiles" po raz trzeci? Kalina ps. ja wspolczuje twoim dzieciom. I tobie. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 10:33 Witaj Kalinko : )Ciekawe w ktora strone zdryfuje ten watekPPP Kran Odpowiedz Link
felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 10:40 Nie ma czego. Mój syn jest wziętym adwokatem we Francji, a córka kończy medycynę. Są wspaniałymi ludźmi którzy nigdy nie sikali mi na głowę. Mówią dobrze w trzech językach. Córka chce pracować dla organizacji "Lekarze bez granic" i jest największą moją przyjaciółką. Wychowywaliśmy z żoną dzieci w tym okropnym reżime kultury, jak ojciecmarek i jakoś, zupełnie to moim dzieciom nie przeszkodziło w ich radosnym dzieciństwie. Wyrośli na mądrych,dobrych i wrażliwych ludzi. Tylko ,że nam z żoną się chciało wychowywać nasze dzieci. A takim leniom wychowawczym jakich wiele widzę wokół - nie. Odpowiedz Link
ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 13:57 felestynowicz - dziękuję!Śmiałem się jednak czytając parę innych wpisów,bo wynika z nich,że na siłę próbuję skłonić do moich poglądów wychowawczych.Powiem więc tak : Drogie panie!werweno,nsc,gosiach etc.- jest mi dokładnie obojętne ,jak będziecie wychowywać swe dzieci!Dokładnie! Jeśli maja robić kupkę na głowę tatusia - niech robią!Jeśli chcecie je ubierać niechlujnie i mało estetycznie - róbcie to!Mają źle mówić po polsku i dukać w obcych językach - niech tak będzie !To wasza i waszych dzieci sprawa.Na szczęście żyjemy w wolnych krajach.I jeśli to nie przeszkadza...z jedną wszelako uwagą. Tatuś i mamusia mogą się kupką cieszyć, dopóki dziecię robi na głowy rodziców.Ale ja - ani dziś ani przyszłości - nie chcę,iżby wyrośnięte już dziecię próbowało ją robić na moją głowę.Jeśli rodzice nie chcą wysilić sie nad edukacją pociechy,niech tak będzie.Ale później niech nie mają do nikogo pretensji,że w długiej kolejce społecznej ich latorośl jest na końcu. Wielu dzisiejszych rodziców nie odebrało tzw. starannego wychowania i... nawet o tym nie wie.Ironizują np.na temat ubioru.Rozumiem. Nikt od nich elegancji nie wymagał.Ani w ubiorze,ani w zachowaniu, ani starannego słownictwa,ani znajomośći języków i form towarzyskich etc. Jedna z pań wspomniała o tresurze,inna lekko zauważyła,że są to formy pozbawione treści.Innymi słowy - niepotrzebny balast. Dla sporej części publicznośći - tak.Tylko dlaczego czasem - tak żałośnie nieudolnie- chcą powielać wygląd ,znanej z okładki kolorowego magazynu, postaci?I dlaczego to karykaturalne naśladownictwo tak niemiłosiernie śmieszy? Nie próbuję nawet formułować odpowiedzi,żeby nikogo nie urazić. Oczywiście zagalopowałem się, bo główny temat tego forum to wielojęzyczność.Brawo jan.kran.że pobudza do prezentacji różnych poglądów na ten temat.Liczne głosy na jej forum pokazują jak ważny to temat. Zda się z nich wszelako płynąć jeden wniosek ; jeśli dzieci w przyszłości mają perfekcyjnie znać języki, potrzebna jest wielka praca rodziców.Ale...nikt nikogo do tego nie zmusza.Zatem zostańmy przy własnych zdaniach.Co pisząc - zaprzeczam tym samym,że jesteśmy z felestynowiczem -ortodoksyjnie nietoleracyjni. Odpowiedz Link
nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 18:04 Ojciecmarku, Przedstawiasz dwa bardzo skrajne podejscia do wychowania. Jedno to to 'naturalne', a drugie to, powiedzmy, 'dyscyplina'. Blednie wrzuciles mnie do zwolennikow wychowania 'naturalnego', nie jestem jego zwolenniczka. Nie jestem rowniez zwolenniczka nadmiernej dyscypliny. Nigdy nie wypuscilabym swojej pasierbicy z domu w wymietych czy brudnych ciuchach. Nie mam duzego wkladu w jej wychowanie, ale widze jakimi metodami wychowuje ja jej ojciec. Bez dyscypliny i wojskowego drylu, bez wygorowanych wymagan. Po prostu sam daje jej przyklad swoim postepowaniem, co jest w zyciu wlasciwe, a co nie. Mala ma niecale 3 lata, ale wie, ze po zabawie nalezy posprzatac, ze nalezy mowic dzien dobry, do widzenia, dziekuje i prosze. Dla mnie bardziej naturalne jest uczenie dzieci poprzez wlasny przyklad, a nie przez sztuczne narzucanie zasad. Nie mowie, ze wychowanie ma polegac na robieniu kupy tacie na glowe, wydaje mi sie jednak, ze zbyt wygorowane wymagania w stosunku do dzieci moga sie na nich negatywnie odbic - szczegolnie jezeli maja poczucie, ze nie sa w stanie im sprostac. Wracajac do przykladu z bloga - Fabella pisze, ze jej synek wyprzedza rowiesnikow jezeli chodzi o zakres slownictwa o jakies 2 lata. Czemu? Jezeli jest zdolny to fajnie, ma szczescie i bedzie mu w zyciu do pewnego momentu latwiej. Jezeli jest to wynik ambicji i oczekiwan mamy to juz inna sprawa, bo jezeli mlody sam czegos nie chce, to nie bedzie widzial w tym sensu w doroslym zyciu, albo sie wrecz zniecheci. Uwazam, ze wychowanie jest sprawa delikatna i osobista kazdego rodzica i krytykowanie kogos w sposob niekonstruktywny (a przykro mi, zadnej konstruktywnej krytyki sie w Twoich postach nie doczytalam) jest niestosowne. Fajnie by bylo, gdybys potrafil zaakceptowac fakt, ze jest wiecej niz jeden sposob wychowania, co wiecej, nie tylko Twoj sposob jest wlasciwy i sluszny. To, ze ktos wychowuje dzieci inaczej nie znaczy, ze wychowa wykolejencow i nieudacznikow. Moja mama wychowala mnie wedlug zupelnie innego modelu niz Twoj, a jednak chodze ubrana porzadnie (i nie mowie w tym momencie o metkach), moim manierom nikt nigdy nie mial nic do zarzucenia (a nie obracam sie wsrod ludzi z rynsztoka, wrecz przeciwnie, zdarza mi sie nawet bywac wsrod arystokracji), mowie i pisze po polsku i po angielsku na poziomie naitive, niemiecki znam w stopniu komunikatywnym, ucze sie Shona. Chyba wolalabym, zeby moje dzieci nie mowily w ogole niz zeby mialy do innych odnosic sie bez szacunku i byc nietolerancyjne. A tak juz zupelnie na marginesie - jezeli mowisz o czystosci jezyka i porzadnym wychowaniu to wypadaloby napisac Was, Wasz, Wasze, Wam, a nie was, wasz, wasze, wam. Odpowiedz Link
abelha Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 10.10.07, 12:59 Kto kocha swoje dzieci, wychowuje je. Wychowanie to nie synonim tresury. To pokazanie malemu czlowiekowi, ze istnieja normy postepowania i wspolzycia spolecznego; wytlumacznie zasad panujacych w otaczajacym go swiecie. Przygotowanie go do doroslego zycia. Dobre wychowanie, moim zdaniem, to baza do szczeliwego zycia doroslego, bez kompleksow, bez lekow. Metody "naturalne" i bezstresowe, jakos mnie osobiscie nie przekonuja. Podobne zdanie mam o nauce jezyka. Nie mialabym odwagi odejsc od zasady opol, bo ona wlasnie jest dla mnie naturalna i jak najbardziej logiczna, zupelnie nienaturalne jest dla mnie miesznie jezykow. Odpowiedz Link
cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 11.10.07, 08:44 Czsami mam wrazenie, ze OjciecMarek i Fabella, to ta sama osoba... Troche wiecej tolerancji dla innych sposobow wychowania, gdyz jest to bardzo osobista sprawa rodzicow i dzieci. I jeszcze jedno, ja tez znam rodzicow wychowujacych la felestynowicz, ktorych dzieci zaszly wysoko, maja prestizowe zawody i staudia. Nie oznacza to jednak, ze sa szczesliwe!(wychowanie nie oznacza wylacznie przygotowania dzieci do zycia zawodowego, czy spolecznego, ale takze emocjonalnego, uczuciowego, przygotowania do zycia z innymi, no i z samym soba)! Odpowiedz Link
cx3200 do nsc23 11.10.07, 08:48 W zupelnosci sie z Toba zgadzam. Od niektorych postow wieje tu nieprzyjemnym chlodem... Odpowiedz Link
werbena11 Re: do nsc23 11.10.07, 12:10 A mnie sie wydawalo, ze ojciecmarek i felestynowicz to ta sama osoba ). Nie podoba mi sie b e z p o d s t a w n e oskarzanie innych: to, ze ja nie klade nacisku w wychowaniu na wyprasowane ubranie, nie oznacza, ze moja rodzina chodzi ubrana niechlujnie to, ze grzecznosciowe formy nie sa szczytem moich dzialan pedagogicznych nie oznacza, ze dzieci sie ich nie ucza to, ze krytykuje fanatyzm w kazdym wydaniu, nie oznacza, ze w mojej rodzin ie nie stosuje sie konsekwentnie metody OPOL. Po prostu uderzyly mnie w ponizszych postach takie wyznaczniki dobrego wychowania, ktore sa mi obce. Fajnie jest rozmawiac o swoich doswiadczeniach, moze nam sie nie podobac to co ktos napisal i mozna to nawet skrytykowac i miec inne zdanie, ale nie cierpie dorabiania reszty ideologii do jednego zdania. Brzmi to troche jak: Jasiu, zejdz z drzewa bo zaraz spadniesz i zlamiesz sobie reke i wezma cie do szpitala i jak ci beda ja nastawiac to umrzesz od znieczulenia i ja wtedy tez umre ze zmartwienia i tato i chcesz miec rodzicow na sumieniu!!! ) A dla zainteresowanych nasza zabawa w kupe i siku - to zabawa czysto slowna, zeby rozweselic czterolatke i poltoraroczniaka znuznych dluga jazda, unieruchomionych w fotelikach, rozsmieszanie strzepywaniem sobie wyimaginowanych obrzydliwosci z glowy i wymyslaniem coraz to nowych - takze splesnialych winogron albo zgnilych jablek. Wystraczy troche poczucia humoru, wtedy nie ma obawy o utrate autorytetu. Chyba mozna go budowac na czym innym - wzajemnym szacunku, wspieraniu slabszych, przyjazni, przekazywaniu wartosci i pokazywaniu piekna - nie tylko na zachowywaniu dystansu. Ale jedni maja poczucie humoru na poziomie Borat, inni typu Monty Pyton a jeszcze inni kompatybilny z Panem Prezydentem. I dlatego tak ciekawie na swiecie ) Odpowiedz Link
cx3200 Re: do nsc23 11.10.07, 15:06 Byc moze mylimy sie czesciowo, moze w rzeczywistosci ojciecmarek, felestynowicz i fabella to ta sama osoba?! Jak piszesz na swiecie jest ciekawie, bo mozna podzielic sie swoim doswiadczeniem, pomyslami, sposobem na zycie. Problem w tym, ze niektore osoby (obecne zreszta tez na tym forum) nie toleruja innych sposobow widzenia swiata niz ich wlasne. Bezapelacyjnie wypowiadaja sie na temat wychowania, dorabiajac bez zastanowienia teorie do niektorych wypowiedzi. A przeciez na tym forum chodzi o to, by wymienic sie obserwacjami na konkretny temat a nie oceniac innych za wszelka cene.A propos tego co piszesz o poczuciu humoru-jest to jeden z najwiekszych skarbow jaki posiadamy, dzieki niemu mozna rozladowywac napiete sytuacje, rozwiazywac problemy i po prostu cieszyc sie z zycia.A co do wyznacznikow dobrego wychowania - skostniala etykieta na ktora powoluje sie ojciecmarek i felestynowicz stanowia, w moim pojeciu, przezytek. No coz, pewnie wynika to czesciowo z roznic w pojmowaniu roli, jaka odgrywaja rodzice w zyciu dzieci i vice versa. Odpowiedz Link
fabella Re: do nsc23 11.10.07, 15:54 Felestynowicza nie znam, a ojciecmarek - to mój ojciec i rzeczywiście ma na imię Marek.) No cóż Cxie3200 (czy jak Cię zwą jeszcze - bo specjalistką od pseudonimów to Ty jesteś), jak na moją blogową czytelniczkę to słabo się doczytałaś. Od początku prowadzenia bloga, tata uczestniczy w nim komentując i dyskutując z innymi internautami. Ojciec prezentuje poglądy z jakimi ja się zgadzam. No cóż w końcu mnie wychował i jestem spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. Miałam wspaniałe dzieciństwo i podobnie, jak Felestynowicz z dziećmi- mam przyjaciela w dorosłym życiu - tatę. Można wychować dzieci na szczęśliwych mimo,że wymaga się od nich rygoru w zachowaniu i wyglądzie!!! Co do wielojęzyczności, wybrałam taką, a nie inną drogę. Przynosi mi radość, moim dzieciom również i wspaniałe efekty. Zresztą moja rodzina jest przypadkiem jednym z wielu. Opisuje to wspaniale pan Dalgalian, specjalista francuski, w swojej książce "Enfance plurilingues." To dla osób mówiących w języku Moliera. Nikogo nie staram się krytykować w notce na blogu, a zwłaszcza tych co postępują inaczej. Każdy eksperymentuje na własny sposób. Moje doświadczenie, a także wielu moich znajomych wykazuje, iż nie mieszanie języków daje rewelacyjne wyniki.Dużo lepsze jak inne propozycje wychowawcze. Dzieci rzeczywiście stają się dwu- lub wielo- języczne. Każdy robi zatem jak mu w duszy gra. Moje poświęcenie życia zawodowego jest moim wyborem życiowym. I tylko moim. Nie oczekuję od dzieci podziękowania za to co robię i jak je wychowuję. Uznałam, że to mój obowiązek rodzicielski i odczuwam radość z tego płynącą. Zapewniam wszystkich ,że dzieci są wspaniałymi krasnalami i czerpią radość z życia, tak jak tylko jest to możliwe. Los dał nam bogactwo wielu kultur. Czerpiemy z nich, co najlepsze. Język, tradycję, historię i smaki. Mam korzenie polskie. Rodziców - wykształciuchów. Od pokoleń - Warszawiaków. Dumna jestem z mojej rodziny, z jej elegancji, kultury, optymizmu i uczciwości jakiej nigdy nie zdradziła. Z trudnej drogi życiowej i z wymagań jakie zawsze narzucała sobie. I cieszę się,że moi synkowie powoli wchodzą na tę samą drogę. Mój mąż dba o wychowanie francuskie i katalońskie . Czyni to z taką samą pasją i radością jak ja. Życzę wszystkim tego samego zadowolenia z wałsego wyboru i rezultatów. Odpowiedz Link
cx3200 Re: do nsc23 11.10.07, 16:33 Droga Fabello dlaczego zwracasz sie tylko do mnie, wiele innych postow raczej z dystansem podchodzi do postaw reprezentowanych przez ojcamarka, Ciebie i Felestynowicz.A moze inaczej, nie o postawy tu chodzi, bo przeciez kazdy ma prawo do zycia, w sposob ktory uwaza za odpowiedni, chodzi tu raczej o forme! Nie wydaje mi sie rozsadne wymyslanie wspolzaleznosci miedzy lenistwem, chodzeniem w wymietych spodniach i domniemana nieumiejetnoscia w nauczaniu jezyka. Tematem forum jest refleksja nad wychowaniem w wielojezycznosci a nie szufladkowanie ludzi wedlug metod, ktorymi sie posluguja.Tym bardziej, ze temu szulfladkowaniu czesto towarzyszy przypisywanie wyimaginowanych cech, czy zachowan. Intelektualista moze przeciez chodzic w pomietych spodniach i przy tym doskonale uczyc swoje dzieci jezykow.Inny wyksztalciuch z kolei moze zupelnie "na luzie" traktowac sprawy jezykowe i wychowawcze bedac jednoczesnie ubraniowym pedantem...Mysle, ze patetyczny z lekka ton wczesniej omawianych juz wypowiedzi sprawia, ze trudno sie z nimi identyfikowac. Na koniec zacytuje Twoje slowa "Kazdy robi, jak mu w duszy gra"! Dodam tylko: niekoniecznie dusze wszystkich graja w tej samej tonacji.Pozdrawiam i zycze pomyslnej kontynuacji. Odpowiedz Link
ojciecmarek Stało się rodzinnie 11.10.07, 22:04 I teraz juz wszyscy,no prawie wszyscy ,wiemy,kto jest kto!Zatem Fabellę - kocham,podzielam poglądy felestynowicza,jan.kran - podziwiam,bo stworzyła bogate tematycznie forum z ktorego ,jeśli ktoś chce i umie,może się wiele nauczyć.A przecież i tu,kiedy rozmawiamy m.in. o wielojęzyczności w rodzinie, jest wiele wypowiedzi,których autorki dzieląc się swymi wątpliwościami,mówią o swoich doświadczeniach i obawach na przyszłość.Jak to na forum dyskusyjnym. Zastanawiałem się czy powinienem zabrać głos, raz jeszcze.Próbowałem bowiem wcześniej tłumaczyć,że nikomu nie zamierzam narzucać swoich poglądów - i bardziej prostych słów ,w tej mierze- nie można już było użyć,ale kilka dyskutantek przyjęło moje uwagi,jako skierowaną do nich ironię.Niepotrzebnie. Niejako przy okazji ,zauważyłem jednak pewną prawidłowość.Niektóre z pań ,uznając je za osobisty przytyk,prawie alergicznie reagowały na moje refleksje dotyczące elegancji,stylu bycia,otoczenia,swobody życia.Wcale nie kryłem,że nie lubię flejtuchów,tę przywarę ludzi uważam za pewną skazę.Ubawiła mnie jednak pewna autorka,która uważając tzw. dobre wychowanie za odmianę tresury(sic!),uznała,że najlepsze dla dzieci do naśladownictwa są wzory rodzicielskie.No dobrze-pomyślałem-a jeśli rodzice wcześniej korzystali z mało ciekawych wzorów swoich rodziców!? A tamci też uważali brak kultury za cnotę ?!Mamy więc długi łańcuch niekrzesanych indywiduów nie wiedzących ,w dodatku ,o swoich wadach.Kuriozalny to obraz,nieprawdaż?! Zgódźmy się ,tedy u licha, że cywilizacja stworzyła pewne wzorce i akurat za model człowieka na poziomie ,cokolwiek by to znaczyło i jak bardzo by ten zwrot trącił myszką,nie uznała jednak abnegata.Oczywiście mamy wolny wybór i możemy nie chcieć być łącznie z naszymi dziećmi być ludżmi kulturalnymi.Ja jednak cenię wiedzę,inteligencję,charme w dodatku w dobrym opakowaniu .Najczęsciej zresztą idzie to w parze.Wolno mi ! Wolno! Jaki to ma związek z wielojęzycznoscią w rodzinie? Czasem ma ! Ludzie niezorganizowani,leniwi - także intelektualnie-mogą nie chcieć zdobywać się na wysiłek w edukacji dziecka.Mają dobre samopoczucie,uważając że dziecko się w końcu języka nauczy.Ale to nie mój problem.Uważam,nie tylko zresztą ja,że jest to sposób gorszy,ale w końcu każdy ma prawo wyboru. Ja zatem pozostaję przy swoich racjach,a panie - zwłaszcza te,które widzą w tym jakiś chłód - przy swoich .I to byłoby na tyle. Odpowiedz Link
nsc23 Re: Stało się rodzinnie 11.10.07, 23:58 Ojczemarku, Moze i nie narzucasz nikomu swoich pogladow, ale ewidentnie sugerujesz, ze inne drogi niz Twoja prowadza do rozlazlych dzieciakow i niechlujnego ubioru. Moim zdaniem rownie dobrze moglbys powiedziec 'tylko to co ja robie jest w stanie zagwarantowac wychowanie idealne, wszystkie inne metody to metody leniwych rodzicow, ktorzy beda mieli rozlazle dzieci'. Jezeli nie chcesz nikomu narzucac swoich pogladow,to moze nie krytykuj ich metod? A co da wieczne poprawianie dziecka jezeli rodzic sam rzuca miesem co drugie slowo? Moim zdaniem nie ma lepszej metody wychowawczej niz dawanie przykladu, niezaleznie od tego, czy jest sie blizej 'dyscyplinarnego' czy 'naturalnego' konca spektrum. Po prostu dziecko nigdy nie wezmie serio rodzica, ktory mowi, ze nie nalezy przeklinac, a sam to robi. Tak samo jak rodzic, ktory mowi, ze palenie szkodzi, a sam pali sam sobie podkopuje autorytet. Takze dawanie przykladu moim zdaniem jest kluczowym elementem wychowania, niezaleznie od tego, jaki styl wybierzemy. Odpowiedz Link
ojciecmarek Re: Stało się rodzinnie 12.10.07, 08:23 Przeczytałem.Ręce mi opadły.Tylko podpis uważam za właściwy.Przynajmniej jego część. Odpowiedz Link
nsc23 Re: Stało się rodzinnie 12.10.07, 08:43 No tak, o czym to mysmy mowili? O klasie i dobrym wychowaniu? Widze, ze w takim razie rozmawiamy o rzeczach, ktorych Ci brakuje, skoro potrafisz komus powiedziec (w jakze sprytny sposob!), ze jest glupi. No i ta konstruktywna krytyka... Dla mnie peace out, bo mnie rece opadaja, jak ktos traktuje mnie z wyzszoscia i pograda bez wyraznego powodu. Odpowiedz Link
cx3200 zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 11:33 Jaka kulture ma na mysli ojciecmarek?Intelektualna, moralna, osobista?Pojecie jest szerokie. Kultura to takze dobre wychowanie, obycie i takt. A tego, niestety, zabraklo w ostatnim poscie ojcamarka, ktory bardzo k u l t u r a l n i e nazwal nsc23 glupia. Brawa za inwencje. Odpowiedz Link
felestynowicz Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 13:00 Ojciecmarek nikogo tak nie potraktował. Czytałem dwa razy. Zresztą wyraził się bardzo klarownie i zgadzam się z tą wypowiedzią. Nsc sama się tak nazwała. Zresztą nie minęła się z prawdą. Bijecie pianę drogie damy. Proponuję wziąć się do roboty, wychowywania dzieci i budowania przyszłości, a nie roztrząsać głupoty w internecie. Może wymyślicie coś twórczego na temat, jak nauczyć dziecko języka poslkiego, kiedy żyje się daleko od Polski? Teraz tylko krytykujecie,obrażacie się i plamicie ekran bzdetami. Nie będę już wracał do tego forum. Wy baby i tak wszystkich przekrzyczycie swoim histerycznym pisaniem. Do myślenia się zabierajcie, a nie rozbijania słów na atomy. Mizeria !!! Odpowiedz Link
cx3200 Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 13:50 Oto wizerunek kobiety wg felestynowicza co robia kobiety, przepraszam baby: -bija piane -rozstrzasaja glupoty w internecie -krytykuja, obrazaja sie, -plamia ekran bzdetami a co robic powinny: -wziac sie do roboty - do wychowywania dzieci, budowania przyszlosci -zabrac sie do myslenia A Ty Felestynowicz nie zajmujesz sie wychowaniem dzieci, budowaniem przyszlosci? Nie? A dlaczego? Czyzby byla to rola zarezerwowana wylacznie dla kobiet? Przepraszam Cie bardzo - musze konczyc. Moj syn wlasnie skonczyl obiad, ja zreszta tez, za chwile wychodzi do szkoly muzycznej, a ja musze wracac do studentow. A i jeszcze jedno, przeczytaj jeszcze raz uwaznie posty, przekonasz sie, ze mowa o polskim, metodach i wielojezycznosci byla! Troche wiecej uwagi i mniej histerii, bo najbardziej histerycznym postem jest wlasnie Twoj! Bye, bye, macho fele(stynowicz)(sic!) Odpowiedz Link
kalina29 Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 17:29 Bijecie > pianę drogie damy. Proponuję wziąć się do roboty, wychowywania > dzieci i budowania przyszłości, a nie roztrząsać głupoty w > internecie. Może wymyślicie coś twórczego na temat, jak nauczyć > dziecko języka poslkiego, kiedy żyje się daleko od Polski? Teraz > tylko krytykujecie,obrażacie się i plamicie ekran bzdetami. Nie będę > już wracał do tego forum. Wy baby i tak wszystkich przekrzyczycie > swoim histerycznym pisaniem. Do myślenia się zabierajcie, a nie > rozbijania słów na atomy. Mizeria ! No i wyszlo szydlo z worka... Bardzo nieladnie. Kalina Odpowiedz Link
werbena11 Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 17:58 Wczoraj bylam w taeatrze na Domu lalki Ibsena. Fajnie sie te klimaty teatralne i dyskusyjne przenikaja ) mezczyzni - kobiety; wychowanie dzieci- histeria-mizeria vs. meskie "obiektywne" stanowisko ) dla odswiezenia www.amb-norwegia.pl/ibsen/plays/doll/characters.htm Odpowiedz Link
gosiash Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 12.10.07, 15:47 Juz mialam wczesniej napisac, ale zajmowalam sie wychowywaniem dzieci, wiec nie mialam czasu na wypisywanie bzdetow Ja tylko jedno chcialam powiedziec, coraz czesciej przekonuje sie, ze z prawdziwa inteligencja i kultura to czlowiek sie rodzi. Wyksztalcenie, przyswajanie i stosowanie pewnych norm sa tylko powierzchowne i jezeli ktos nie posiada kultury i intelignecji to predzej czy pozniej pokazuje jaki na prawde jest. Czytajac posty powyzsze najwiekszy brak szacunku i kultury pojawia sie u tych osob, ktore wlasnie probuja nam wszystkim wmowic ich brak. A to, ze ktos potrafi tak sprytnie pisac, ze niby to do nikogo bezposrednio nie pisze i niby nikogo bezposrednio nie obraza... Tak sie sklada, ze my 'histeryczne baby' mamy jednak jakis tam poziom inteligencji i potrafimy czytac miedzy wierszami i wmawianie nam, ze 'to nie bylo do pani, a o pani' jest po prosu zenujace. A jezeli komentarze byly tak sobie w powietrze, to po co bylo je pisac. Tak sie sklada, ze wypowiadamy sie na temat tego co ktos juz wczesniej napisal, czesto zwracajac sie do konkretnych osob, a nie tak sobie 'nie mialem pani na mysli, tylko moja sasiadke'. Odpowiedz Link
bachula_gr Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 14.10.07, 00:46 Mimo iz watek zdryfowal nieco od meritum (wychowanie, nawet bezstresowe nerwowym procesem jednak jest) to nadal uwazam, ze pierwotny tekst FABELLI jest piekny i naturalny. I choc mozna sie oczywiscie nie zgadzac z metodami wychowawczymi autorki, pogladami, wizja Francji ("Jej" Francji) to trudno nie zauwazyc naturalnej radosci z obcowania z jezykiem, radosci z obcowania z wlasnymi dziecmi w swoim ojczystym (zeby nie powiedziec "matczynym") jezyku. Radosci osoby, ktora zdecydowala sie na taka droge i konsekwentnie ja realizuje. Dlatego zdecydowalam sie zalinkowac ten przypadkowo znaleziony tekst (za wiedza autorki). Tak jak sukces diety zalezy od zawartosci glowy a nie pojemnosci zoladka tak wewnetrzne przekonanie i swiadomy wybor wielojezycznego wychowania dzieci musi wyjsc od nas samych. I byc w nas gleboko. Jesli sami nie czujemy sie komfortowo ze swoja polskoscia, odmiennoscia jezykowa i kulturowa, w malej wiosce czy wielkiej kosmopolitycznej aglomeracji to moze byc ciezko.... z naturalnym podejsciem do wielojezycznosci naszych dzieci. Zwlaszcza, ze jak wielokrotnie podkreslane bylo w dyskusjach na tym forum, czesto i gesto jest nam pod gorke. Wlasna rodzina obserwujaca nasze zmagania z Polki potrafi niezle dobic. Byl kiedys ciekawy watek o tozsamosci narodowej naszych dzieci. "Kto Ty jestes? Polak/Francuz/Szwajcar/Grek etc. maly"? Fabella jawi sie jako osba megakonserwatywna jezykowo a jednak podkresla, ze jej chlopcy sa Francuzami, ze nie lubi Francuzek ale Francuzow i owszem. Ba, nawet sobie dwoch urodzila Dla mnie moje dziewczyny sa Greczynkami z matki Polki ale dla mojej rodziny w Polsce sa i zawsze beda Polkami z ojca Greka. Kazdy medal ma dwie strony. A wielojezyczne wychowanie ma tych stron znaaaacznie wiecej, czyz nie? Dlatego przykro czyta mi sie niektore wypowiedzi w tym watku. Pewnie, ze prosciej by bylo gdyby istnial "algorytm dwujezyczny", definiowany przy urodzeniu dziecka w pokreconym jezykowo i kulturowo domu. Zakladamy, ze mama mowi jezykiem X, tata Y, otoczenie Z, tyle czasu na jezyk X, tyle zajec w jezyku Y i bach! Efekt koncowy-> idealnie XY-jezyczny osiemnastolatek. Tyle tytulem poczuwania sie do rozpetania wielojezycznej jatki. Pozdrawiam wszystkich uczestnikow dyskusji goraco z coraz zimniejszej Grecji. Bacha vel bachula_gr Odpowiedz Link
bachula_gr Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 14.10.07, 13:01 Jeszcze odnosnie algorytmu czy innej magicznej foremki na uksztlatowanie wielojezycznego potomstwa Ile rodzin tyle scenariuszy na zycie, tyle sposobow na uzywanie jezyka/-ow, spedzanie wolnego czasu. Ale jednoczesnie....ile dzieci w rodzinie tyle "produktow" wielojezycznych. Mam dwie corki, 3-letnia roznica wieku. Niby podejscie takie same, zalozenia te same (OPOL) a jednak dziewczyny sa zupelnie inne w swojej polsko-greckiej dwoistosci. Starsza (obecnie 5.5lat) do momentu pojscia do greckiego przedszkola w wieku 3.5 lat znacznie lepiej i chetniej porozumiewala sie po polsku, miala bogatsze slownictwo po polsku, mimo iz w promieniu 250km nie mamy innych Polakow. Oczywiscie grecki znala (wszyscy oprocz mnie i TV poslugujac sie tym jezykiem) ale ujawnila sie dopiero po 2-3 tygodniach w przedszkolu. Wprawila tym w ogromne zdziwienie panie przedszkolanki, ktore znaly ja z innej strony- mieszkamy w malej miejscowosci, gdzie kazdy zna kazdego, kazdy spacer/wyjscie/impreza sa niejako na cenzurowanym, pediatra jest sasiadka a nauczycielka rownoczesnie mama rowiesnika etc etc. Od czasu przebudzenia na grecki aktywny w przedszkolu dziecko idzie jezykowo "leb w leb" co nie oznacza idealnej zgodnosci bo naturalnie niektore dziedziny ma lepiej opanowane w jednym a inne w drugim narzeczu. Mlodsza (2.2 lat obecnie) nie chodzi jeszcze do przedszkola, glownie ze wzgledow jezykowych abym miala czas na wpompowanie w nia maksimum polskiego, jak w siostre Ma jednak duzy kontakt ze starszymi dziecmi, rowiesnikami siostry, uczestniczy w zabawach, bywa na tych samych kinderparty etc. Rozwija sie znacznie szybciej i energiczniej od siostry, takze jezykowo. Znacznie wiecej czasu spedza na zabawie PO GRECKU (bo z greckimi przedszkolakami od czasu kiedy zaczela siedziec), czesciej slyszy takze mnie mowiaca PO GRECKU do starszej i jej kolezenstwa (przed lub po leci tez tekst polski). Jest to dla niej naturalne, nie dziwi sie, nie protestuje. Starsza w analogicznym wieku wkurzala sie jak mowilam tez po grecku do niej (bedacej np na karuzeli razem z greckim dzieckiem), wyraznie jej to nie gralo. Dziewczyny miedzy soba, majac mnie w zasiegu wzroku lub bedac tylko ze mna, rozmawiaja po polsku. Nawet jak nie uczestnicze w tej zabawie, rysowaniu etc. Jak tylko pojawi sie ktos inny automatycznie przechodza na grecki. Maja tez rozne etapy w zabawie. Po powrocie z wakacji w Polsce bawily sie po polsku, po rozpoczeciu przez starsza roku przedszkolnego przewaza grecki. Zauwazylam tez, ze pewne zabawy sa przypisane do konkretnego jezyka. Zabawa w szkole, inicjowana przez przedszkolaka bedacego nauczycielka mlodszej siostry- po grecku. Gotowanie dla lalek domowych- po polsku Odpowiedz Link
flamancja krotko i na temat 16.10.07, 21:45 podziwiam Fabelle na calej linii dzialania.no czapki z glow.rozumiem doskonale,co ma na mysli ojciecmarek i felestynowicz.wg mnie normalna opinia kogos,kto ma rzeczywiscie cos do powiedzenia(tacy niestety zdarzaja sie rzadko).a ze sie panie oburzaja i czuja sie obrazone,to tez niestety normalne na forum internetowym.moznaby to tlumaczyc np.zazdroscia,zawiscia i zwykla ludzka checia dowalenia komus,kto jest lepszy,madrzejszy,inteligentniejszy etc.taka robote jak fabella nie kazdy moze,chce,ma odwage i potrafi wykonac.stad chyba te glosy krytyki-zawisc ludzka,zwlaszcza babska jest nieograniczona.uhhh...w imie takich w/w "wartosci" wierze,ze niektorzy gustuja w dlugich dyskusjach. Odpowiedz Link
nsc23 Re: krotko i na temat 16.10.07, 23:54 "zazdroscia,zawiscia i zwykla ludzka checia dowalenia komus,kto jest lepszy,madrzejszy,inteligentniejszy etc" Taa, moze jeszcze lepiej wychowany? Haha, no to sie posmialam na noc, teraz moge isc spac. Odpowiedz Link
wektor_2222 Re: krotko i na temat 18.10.07, 02:12 Obserwuje od pewnego czasu tę dyskusje i podziwiam Panie za cierpliwosć w stosunku do człowieka, przedstawiajacego jedyne i jedynie słuszne racje/Ojciec marek=felestynowicz/brr....można tylko współczuć Jego rodzinie i znajomym,aaaa....tych to zapewne nie ma zbyt wielu ,bo z takim Wszechwiedzacym dyskutowac ,nawet przy kawie- nie sposób...A ile agresji w tych wypowiedziach, oj takiemu Panu zależć za skóre , to dni,ca ja mówię-godziny delikwenta policzone .Moge się tylko cieszyc ,że Go nie znam .Unikać takich ludzi ,jak ognia Popieram Panie w 100%.TOLERANCJA przede wszystkim! Pozdrawiam zPolski Odpowiedz Link
werbena11 Re: krotko i na temat 18.10.07, 09:17 ) taka postawa jest ostatnio bardzo popularna - my jestesmy tu, a po drugiej stronie ZOMO Odpowiedz Link
novalee1 Re: krotko i na temat 28.12.07, 21:05 Rowniez podziwiam fabelle,ale nie podzielam jej sposobu wychowania corki.Po pierwsze musze pracowac i na zmiane z mezem Anglikiem opiekuje sie corka.Po drugie pracuje na nocki i niestety nie zawsze jestem w formie na dlugie pogawedki z corka i dlugie zabawy, nie mowie ze nie chcialabym.Swoje zmagania opisuje w blogu zalozonym od niedawna.Corka duzo mowi,niestety wiecej po angielsku.Bije sie w piersi - jestem wyrodna Matka Polka,pracuje,mam swoje zainteresowania i nie jestem idealna.Gdyby mi bylo dobrze w Polsce nigdy bym z niej nie wyjezdzala i nie mialabym problemu z wychowaniem wielojezycznym.Mialam bardzo trudny start w zyciu i tak naprawde dopiero zaczelo mi sie ukladac tu, w UK.Dlatego moje podejscie jest tez inne,rodzicow "wyksztalciuchow" nie mam.Chce by corka znala polski,zeby znala swoje korzenie,ale staram sie nie popadac w niezdrowa obsesje, co nie jest latwe,bo jestem ambitna.To forum jest dla mnie duzym wsparciem.Pozdrawiam Odpowiedz Link
matka.adama Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 13.06.08, 08:53 Moje drogie, zaintrygowałyście mnie tym postem, więc przeczytałam polecanego bloga. Szkoda mi tej matki, że tyle musiała poświęcić. Ja nie musiałam, a moje dziecko też mówi pięknie po polsku, choć też urodziło się za granicą. Ja też mówię do mojego dziecka wyłącznie po polsku, a jak ktoś jest tym zdziwiony lub niezadowolony, to mu tłumaczę dlaczego. I nie zdarzyło się, by ten ktoś nie przyjął mojej argumentacji. Nie trzeba od razu wszystkiego stawiać na ostrzu noża. Też słuchamy bajki, czytamy książki....wszystko po polsku. Przecież wy, moje drogie, też to robicie. Ale się z tym nie obnosicie, bo to przecież normalne. Prawda? Jedno mnie tylko u tej pani zastanawia. Dzieci są pół Polakami, pół Francuzami. Po ojcu mają francuskie nazwisko. To dlaczego po matce nie mają polskich imion? To byłoby logiczne, prawda? Czyżby tak ukochała swój kraj, aż zapomiała, że w nim rodzą się Stasie, Bogusie, Anie i Kacperki? Pozdrawiam Odpowiedz Link
k.bazylejska Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 15.06.08, 22:08 Przykro mi, że na tym forum, które służy nam wszystkim we wspieraniu się wzajemnie w ciężkiej drodze do wielojęzyczności naszych dzieci, pojawiło się tyle niechęci i agresji. Mnie tekst fabelli bardzo się spodobał. Pokazuje, że nawet w małżeństwie mieszanym, można osiągnąć pełną dwujęzyczność potomstwa. Bardzo mi dodał otuchy i zmobilizował do dalszej pracy nad polskim moich dzieci. dziękuje Ci fabello k.bazylejska Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski Odpowiedz Link
matka.adama Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 16.06.08, 10:13 Nie chciałam nikogo obrażać. Jeżeli to zrobiłam, bardzo, bardzo przepraszam. Nie podobał mi się ten wpis na blogu, bo - według mnie - jest zbyt egzaltowany i miejscami nielogiczny. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 16.06.08, 12:26 Moim zdaniem wielojezycznosc to temat wzbudzajacy wiele emocji i dyskusji Ciesze sie ze jak dotad udalo sie zachowac na tym forum atmosfere wsparcia i rzeczowej dyskusji. A jak czasem nastapi jakas polemika to tylko dobrze bo pojawiaja sie nowe impulsy. Ten watek jest dosc wiekowy i osoby ktore na nim ostro polemizowaly zniknely ... Dziekuje Wam za dotychczasowa dzialalnosc na forum i prosze o jeszcze))) Przyznam sie ze wiele wypowiedzi na forum pozwolilo mi zobaczyc nowe strony wielojezycznosci. Kran Odpowiedz Link