Dodaj do ulubionych

Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci

03.10.07, 21:37
przeczytalam i Wam polecam. jestem pod ogrooomnym wrazeniem....
mafrance.blox.pl/2007/09/Kto-ty-jestes-Francuz-maly-Jaki-znak-twoj-Orzel.html#ListaKomentarzy
Obserwuj wątek
    • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 09:28
      Chcialam tylko zapytac o pare rzeczy po przeczytaniu tego tekstu.
      Czy takie poswiecenie jest normalne? Kobieta pisze, ze kosztowalo ja
      to mnostwo czasu, wysilku i pieniedzy, zrezygnowala ze swoich
      zainteresowan. Czy to jest warte tego wysilku? Ja rozumiem
      zapewnienie dzieciom lepszego startu etc. ale kosztem samego siebie?
      (nie wiem, moze mam jeszcze niewyksztalcony instynkt macierzynski,
      ale chyba nie jestem gotowa na to, co robi autorka tekstu).
      Po drugie - jak sie czuje ten ojciec? Jego jezyk jest w domu
      marginalizowany, rodzine mu sie odcina, bo nie lubi, zeby przy nich
      po polsku mowic. Chyba nie bylabym szczesliwa w takim domu.
      Moim zdaniem, poza tym, ze tekst jest egzaltowany to kobieta ma
      przerost ambicji wzgledem swoich dzieci.
      • felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 09:52
        Oczywiście ,że normalne jest poświęcenie tej kobiety.Chce wychować
        na pół-Polaków swoje dzieci. Instynktu macierzyńskiego nie masz
        rzeczywiście wykształconego ale zwłaszcza nie umiesz dobrze czytać.
        Ojciec, z tekstu wynika, jest bardzo zadowolony z dwujęzyczności
        własnych dzieci. Poza tym autorka wyraźnie mówiła o tym iż w domu
        oba języki współżyją w sercach i głowach wszystkich domowników. Nie
        masz pojęcia jak trudno jest dokonać tego co tej pani się udało. A
        mianowicie, bez kompleksu utrzymuje swoją polskość i wpoiła ją
        własnym dzieciom!!! Nie widzę tu żadnej egzaltacji ale ogromną
        energię i radość życia. Dodam, iż z moich wieloletnich obserwacji na
        Zachodzie, niezwykle mało widziałem Polaków potrafiących z talki
        uporem i w sposób równie naturalny jak Fabella walczyć o swoją
        kulturę i język. Zadziwiają mnie wypowiedzi tak krytyczne u ludzi,
        którzy nie mają zielonego pojęcia o wychowywaniu dzieci,
        podejmowaniu wyborów, pewnych poświęceń czy znajdowaniu w tym
        radośći. Trzeba droga pani pewnie jeszcze dorosnąć by zrozumieć
        tekst Fabelli!
      • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 10:12
        Zostałam zaproszona do tego forum przez panią z Grecji. Dziękuję za
        cytowanie mojego tekstu.
        W odpowiedzi nsc23 - mąż czuje się DUMNY,że ma dzieci bogatsze od
        niego o jeden język. Mąż stara się nauczyć polskiego i całą swoją
        energią dopinguje nam w tym wychowaniu. Z wizytówki wynika, iż
        jesteś jeszcze młodą osobą, co tłumaczy brak zrozumienia dla takich
        wyborów, jakie dokonałam. W dodatku nie żyjesz zagranicą więc nie
        masz zielonego pojęcia o tym jak wiele muszę dać z siebie,żeby moje
        dzieci mówiły do moich rodziców w ich własnym języku. Nie ma w tym
        żadnej egzaltacji tylko zwykła potrzeba komunikowania się w jedynym
        języku, jakim mówi moja mama - po polsku. Nie uważam też za naganne
        rezygnowanie z siebie na rzecz dzieci , zwłaszcza w ich bardzo
        wczesnym wieku.
        W tekście napisałam dokładnie, co należy robić żeby dzieci mogły
        nauczyć się języka polskiego, w kraju który jest zupełnie zamknięty
        na wielojęzyczność. Dostaję wiele listów od rodziców troche tu
        zagubionych. To niestety jedyna metoda, jaką znają pedopsychiatrzy,
        a jaka się sprawdza w nauce małych dzieici. Nie mam przerostu
        ambicji. Tak czyni wiele matek tu we Francji. Ale jak mój przedmówca
        napisał - trzeba być rodzicem, mieć więcej doświadczenia i mieszkać
        daleko od Ojczyzny żeby zrozumieć moje wypowiedzi. Szczęśliwa byś
        nie była w moim domu, bo nie jest on Twoim domem. Zapewniam Cię że
        dzieciaki czują się wspaniale i pełnymi garściami biorą z obu
        kultur, tradycji i języków!!
        • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 13:28
          W dodatku nie żyjesz zagranicą więc nie
          > masz zielonego pojęcia o tym jak wiele muszę dać z siebie,żeby
          moje
          > dzieci mówiły do moich rodziców w ich własnym języku.

          Skad ten wniosek? Zyje za granica od 4 lat i walcze o czystosc i
          bogactwo wlasnego jezyka, wiec moge sie domyslac, ze kreowanie tej
          czystosci i bogactwa od zera jest trudna praca. Nie umiem sobie
          tylko wyobrazic, ze cale moje zycie mialoby sie wywrocic do gory
          nogami pod dyktando dwujezycznosci dzieci. Wiem, ze wychowanie
          dzieci dwujezycznych wymaga wielkiego wysilku, mam dwujezyczna
          pasierbice i widze, ze nie jest to proste (sama uczestnicze tylko w
          jednej stronie jej dwujezycznosci - tej angielskiej). Wiem, ze
          szczegolnie przy jezykach, ktore maja zupelnie rozna wymowe pewnych
          liter trudno jest utrzymac oba jezyki bez akcentu. Jedyne co mnie
          zastanawialo, to fakt, czy naprawde cale zycie musi byc temu
          podporzadkowane?

          Szczęśliwa byś
          > nie była w moim domu, bo nie jest on Twoim domem.

          Oczywiscie, ze nie jest moim domem, natomiast nie do konca wyobrazam
          sobie sytuacje, w ktorej moj (przyszly) maz mowi mi, ze nie mozemy
          sie spotykac z moja rodzina, bo oni nie chca, zeby przy nich mowic w
          Shona. Chyba bylabym w stanie isc na ustepstwo i rozmawiac z dziecmi
          po angielsku, ostatecznie szwagrowie nie sa na tyle bliska rodzina,
          zeby z nimi spedzac mnostwo czasu.

          Nie krytykuje tekstu, bo jako calosc mi sie podoba, glosno sie po
          prostu zastanawiam, czy dwu- czy wielojezycznosc dzieci koniecznie
          musi oznaczac az takie rewolucje w zyciu. Wydawalo mi sie, ze
          przychodzi to bardziej naturalnie.
          Moze rzeczywiscie jest to kwestia zamkniecia Francji na
          wielojezycznosc, w UK wydaje sie to bardziej 'normalne' i jest wrecz
          ostatnio zalecane ze strony szkol.
          Widac wiele niespodzianek jeszcze mnie w zyciu czeka wink
          • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:09
            "Oczywiscie, ze nie jest moim domem, natomiast nie do konca
            wyobrazam sobie sytuacje, w ktorej moj (przyszly) maz mowi mi, ze
            nie mozemy sie spotykac z moja rodzina, bo oni nie chca, zeby przy
            nich mowic w Shona. Chyba bylabym w stanie isc na ustepstwo i
            rozmawiac z dziecmi po angielsku, ostatecznie szwagrowie nie sa na
            tyle bliska rodzina, zeby z nimi spedzac mnostwo czasu. "

            Straszny belkot z tego wyszedl. Mialo byc mniej wiecej tak:
            Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej nie spotykamy sie z moja
            rodzina, bo oni nie chca, zeby przy nich rozmawiac w Shona.
            Wolalabym, zeby moj (przyszly) maz poszedl na ustepstwo i mowil
            wtedy do dzieci po angielsku (ktory moi rodzice rozumieja), a
            najlepiej byloby rodzinie wytlumaczyc, czemu mowimy w Shona i jakie
            sa zasady OPOL. Jest kilka osob na forum, ktore opisywaly swoje
            przejscia z rodzina i jak sie to podejscie zmienia. Po prostu
            uwazam, ze odcinanie sie od rodziny jest dosc drastyczne.
          • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:18
            Mój teść jest hiszpańskim Katalończykiem ale zawsze się tego
            wstydził. Rozumiem, takie to były czasy i środowisko. Jednak mój
            teść tego samego wymagał ode mnie. Chciałby żeby zapomniała swoją
            polskość na rzecz Francji. I tak wychowywała swoje dzieci. A ja nie
            chcę.
            Moi szwagrowie są zwykłymi, francuskimi prostakami. Nie mówią w
            żadnym obcym języku i wyzwali mnie od "prymitywnych Arabów z
            przedmieść" bo uparcie zwracam się do dzieci po polsku. Dziwnie
            zachowywali się szarpiąc je i pytając czemu tak dziwnie mówią z
            mamusią. Nie będę skazywać maluchów na takie bezmyślne zachowanie
            głupich panów. Noszą w sobie wstyd emigrancki ojca i tylko tyle.zNie
            moja to sprawa. Gdy dzieci będą starsze będą umiały się same
            obronić. Dlatego teraz wolę unikać tej mało miłej rodziny. Później
            chłopcy sami wybiorą to co będą uważali za stosowne.
            • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:21
              No tak, to zmienia postac rzeczy. Szkoda, ze Wam sie tak trafilo...
            • rauxa a dlaczego sie wstydzi?? 27.12.07, 16:34
              Mieszkam w Katalonii, bardzo lubie ten kraj.. jego zmaltretowana
              historie, znane mi jest z bliska niezrozumienie i wrogosc z jaka sie
              spotykaja... za duzo skojarzen z Polskawink
              dla mnie Katalonczyk to uosobienie dumy, sily przetrwania i walki
              o swój jezyk i kulture.. nie ma tu miejsca na zaden wstyd..
              mój maz jest Katalonczykiem a siedmiomiesieczny synek jest i bedzie
              wychowywany w polskiej i katalonskiej kulturze.. jak dla mnie jedne
              z najbogatszych i interesujacych na terenie Europysmile
              pozdrów swojego tescia ode mniesmile



              ...quédate en el camino, ha llegado la noche para ti,
              tal vez de madrugada nos veremos de nuevo...
        • lulup_live Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 15.01.08, 14:04
          Droga Fabello. Nie masz pojecia jak sie ciesze, ze natrafilam na
          Ciebie. Boze, co za ulga wiedziec, ze sa ludzie, ktorzy mysla jak
          ja.Mieszkam we Francji prawie od 4 lat.Moj maz jest Francuzem. Mam
          dwie coreczki i chce , aby umialy nietylko mowic po polsku (moja
          tesciowa twierdzi, ze to wystarczy),ale takze pisac i czytac w tym
          jezyku. Czuje ogromna potrzebe przekazania moim dzieciom tego
          wszystkiego, co wiem na temat Polski. Chce ,aby znaly dobrze moja
          ojczyzne.Do dzieci zwracam sie zawsze po polsku, obojetnie gdzie
          jestesmy i kto jest u nas w domu. Maz mowi do nich po francusku.
          Chcialabym bardzo nawiazac kontakt z Toba. Z tego co rozumiem,
          mieszkasz we Francji a ja szukam tutaj uparcie jakiejs bliskiej,
          polskiej duszy.
          Pozdrawiam serdecznie i licze, ze sie do mnie odezwiesz.
          Podaje moj prywatny adres:
          poulen@hotmail.fr
      • ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 22:19
        Rzeczywiście ,zanim zabierze się głos, trzeba ,co najmniej dobrze
        przeczytać i przemyśleć dyskutowany tekst.Oczywiście ta uwaga nie
        jest konieczna,ale jej zapamiętanie wyjdzie tylko na zdrowie
        adresatce.Bo kolejność zawsze powinna być taka - najpierw
        myślimy,potem mówimy lub piszemy.Nigdy odwrotnie.
        A teraz co do przypadku Fabelli.Otóż ,głowa rodziny,tata
        rzeczywiście,jak najsumienniej "kontroluje" postępy swoich synków w
        poznawaniu języka .Jak? Pytając - czy dobrze mówią po polsku?
        Kraśnieje ,kiedy zgodnie z prawdą słyszy,że mówią
        znakomicie.Recenzuje też ich postępy we francuskim.Bo po francusku
        mówią znakomicie.Dla kogoś ,kto zna oba języki, frajdą jest
        słuchanie twardego polskiego "r" ,kiedy mówią po polsku i
        graserowanie we francuskim.Ich polscy koledzy ani przez chwilę nie
        przypuszczaja,że np. na wakacjach mają do czynienia - z bądź co bądź-
        cudzoziemcami ,zaś koledzy tamtejsi nie mają powodów,żeby widzieć
        w nich przybyszów z innego kraju.Są to bowiem językowo rdzenni
        Francuzi.Nie piszę tu o mentalite,bo to oddzielny, niezwykle
        interesujący temat.
        Ale może kto spytać po co o tym piszę ?Otóż zwłaszcza we
        Francji,kraju wielkim,pięknym,z tradycjami nie jest wcale rzadkośćią
        większy lub mniejszy dystans do cudzoziemców.Nie przybiera to jakiś
        drastycznych form,w końcu nad Rodanem egalite nie jest pustym
        dźwiękiem,jednakże takie sytuacje się zdarzają.W#śród dzieci też,a
        może nawet czasem bardziej.Innymi słowy,skoro się tam żyje,
        posługiwanie się językiem "miejscowym" to konieczność..A nawet
        oczywista powinność .W końcu rodzina tam ma swoje korzenie.I tu
        chapeau bas przed ojcem .Nie tylko nie
        odczuwa,żadnej "marginalizacji" językowej,ale naprawdę bardzo
        chce ,żeby jego synowie znali języki rodziców !Oprócz innych
        języków np. angielskiego,który też już zaczynaja poznawać.Może
        nsc23 nie wie ,jakim bogactwem jest znajomość języka obcego?
        Odpowiem truizmem - wielkim.Dodam - Fabella rozmawia swobodnie w
        czterech językach,a dobrze porozumiewa się w jeszcze dwóch.Czy można
        się dziwić,że chce wpoić synkom co najmniej takie umiejętnośći?To
        wymaga kolosalnej pracy!Także inteligencji.Dla kogoś kto lubi
        łatwiznę to trudne,bardzo trudne do zrozumienia.Ale zaręczam ,tu
        nie ma drogi na skróty.Może warto też wiedzieć,że w dzisiejszym
        świecie - choćby po to ,aby go lepiej rozumieć - swoboda wypowiedzi
        w różnych językach to podstawa.Kościół wie o tym od stuleci - jego
        hierarchowie porozumiewają się bez kłopotu ,używając kilku języków.I
        mamy przykłady fatalnej ksenofobii na szczytach państwa z
        powodu...no właśnie,nieznajomości języków,ludzi etc.
        Ambicje wobec dzieci !? To nic złego.Bez ukazywania dobrych
        celów,czasem dyscyplinowania, aby te cele osiągnąć,nie da się
        osiągnąć dobrych wyników wychowawczych.A przecież wychowanie dzieci
        to za każdym razem eksperyment rodzicielski.Nie można niczego
        powtórzyć,skopiować,to niemożliwe.I niepotrzebne.Czy dzieje się to
        przy rezygnacji z zainteresowań.Nie!Akurat w przypadku Fabelli po
        stokroć nie.Odsyłam nsc23 nie tylko do "mojej Francji",także do
        blogu poetyckiego czy fotograficznego.I życzę nsc23 - jeśli to
        możliwe,podobnych wynikóww.Myślę,że jej rodzice też mieli ambicje co
        swej córki.Inna sprawa,czy się to udało!?
        • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 23:31
          > Rzeczywiście ,zanim zabierze się głos, trzeba ,co najmniej dobrze
          > przeczytać i przemyśleć dyskutowany tekst.Oczywiście ta uwaga nie
          > jest konieczna,ale jej zapamiętanie wyjdzie tylko na zdrowie
          > adresatce.Bo kolejność zawsze powinna być taka - najpierw
          > myślimy,potem mówimy lub piszemy.Nigdy odwrotnie.

          Dodalabym jeszcze, ze nalezy przeczytac dyskusje do konca, zanim sie
          w nia wtraci. Ponizej Fabelle mi wyjasnila swoja sytuacje, trudno
          sie ustosunkowac do kilkuzdaniowej wypowiedzi, stad moje pytania.
          Chcialam sie po prostu dowiedziec, czy takie wyrzeczenia sa
          konieczne przy wielojezykowym wychowaniu. Jak sie okazuje (tez
          ponizej) niekoniecznie.

          >Może nsc23 nie wie ,jakim bogactwem jest znajomość języka obcego?

          Moze nie wyciagajmy pochopnych wnioskow? Moze nsc23 poczatkowo tez
          byla wychowywana dwujezycznie, ale jej mama postawila na prace
          zawodowa, bo nie mogla sobie pozwolic na jej porzucenie i moze nsc23
          jest mamie za to wdzieczna, bo podstawy angielskiego poznala jako
          male dziecko, w zwiazku z czym nigdy nie miala problemow z tym
          jezykiem? Moze malo kto w miejscu zamieszkania nsc23 wie, ze nsc23
          nie jest autochtonka, dopoki nie zobaczy imienia i nazwiska?

          > Ambicje wobec dzieci !? To nic złego.Bez ukazywania dobrych
          > celów,czasem dyscyplinowania, aby te cele osiągnąć,nie da się
          > osiągnąć dobrych wyników wychowawczych

          Owszem, ale jest taka cienka linia miedzy ambicja a poddawaniem
          dzieci nadmiernej presji. Nie twierdze, ze autorka ja przekroczyla,
          bo jak juz powiedzialam, tekst jest krotki i tylko na jego podstawie
          moge wyciagac wnioski. Po prostu balabym sie, ze dzieci sie
          zniecheca, jezeli bedziemy od nich za duzo wymagac.

          > Myślę,że jej rodzice też mieli ambicje co
          > swej córki.Inna sprawa,czy się to udało!?

          Po pierwsze, nie Tobie to oceniac. Po drugie mysle, ze z nawiazka.
          Nsc23 jako siedemnastolatka wyemigrowala w celach edukacyjnych do
          renomowanego miedzynarodowego liceum (najpierw sama sobie zalatwila
          szkole i stypendium, zeby nie bylo, ze nsc23 dostala wszystko od
          rodzicow na talerzu). Obecnie uczy sie na renomowanym uniwersytecie.
          Mysle, ze rodzice nsc23 sa z niej zadowoleni, a na pewno dumni,
          czego nie omieszkaja podkreslac raz na jakis czas.

          Spotykam sie na co dzien z ludzmi wychowanymi wielojezykowo i
          wielokulturowo i pierwszy raz spotykam sie z takim modelem rodziny,
          stad wzbudzilo to moje zainteresowanie.
    • ga_lapagos Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 13:21
      Witam wszystkich !

      Interesuje mnie ten temat bo sama pochodze z wielojezykowej rodziny.

      Moja mama jest Polka, a tata Kubanczykiem. Urodzilam sie na Ukrainie i jako bobas wyladowalam na Kubie. Moi rodzice na poczatku porozumiewali sie po rosyjsku, potem mama nauczyla sie hiszpanskiego. Moim pierwszym jezykiem jest hiszpanski. Mama opowiadala mi, ze starala sie nauczyc mnie polskiego na Kubie, ale niestety nie miala zadnych ksiazek, tv, a nawet polskich kolezanek, sama ciezko pracowala. A ja ( jak to w systemie kubanskim) spedzalam dzien od 8ej rano do 17ej w szkole. Nie mowilam wiec po polsku. Czy mam za zle mojej mamie to, ze wybrala swoja kariere a nie nauczenie nas jezyka? Hehe absolutnie nie. Urodzila mnie bardzo wczesniej (24 lata), potem dzieci przybywalo, a jej kariera sie rozwijala. Mowie: brawo mamusiu!

      Potem przyjechalismy do Polski , mialam 10 lat, moja mlodsza siostra 4. Nauczylam sie polskiego tak, ze po roku bylam piatkowa uczennica bez sladow obcego akcentu.

      W naszym polskim domu mowi sie po hiszpansku, jemy kubanska kuchnie i tanczymy salse, wszyscy. Moze dlatego ze Kube mamy gleboko w sercu, tak , mama tez. Gdy mamy gosci mowimy po polsku, choc do taty jakos nie potrafie. Nasz padre nauczyl sie polskiego , nadal ma dosc silny accent, ale pracuje w Polsce i swietnie sobie radzi w europejskiej rzeczywistosci.

      Ja dzis mieszkam we Francji z moim chlopakiem-Francuzem. Mowie do niego po polsku i po hiszpansku. Sama jestem tlumaczem i mowie 6-oma jezykami. Wciaz ucze sie nowych gdyz zbliza mnie to do ludzi. Moj dom jest pelen przyjaciol zewszad. Sama uwazam sie za czlowieka bez ziemi. Niektorzy mowia , ze jestem przez to biedniejsza od innych. Mam w sercu biale piaski Kuby, zielone wzgorza Polski, kamieniste wybrzeza Hiszpanii i tyle tyle nieograniczonych horyzontow.

      Fabella, obie dzielimy los emigrantek i wielokultorowsci, mam jednak wrazenie, ze Ty tak bardzo chcesz zachowac swoja polskosc, ze dzielisz swiat na : My i Oni. Czesto podkreslasz, ze czujesz sie lepsza matka od Francuzek, ze jestes lepsza kobieta. A moim zdaniem najpiekniejszym aspektem mieszania jezykow i kultur jest swiadomosc tego, ze nie ma ludzi lepszych czy gorszych bo pochodza z tego czy innego kraju, fakt , ze sztuczne granice nie powinny dzielic serc. Bo jestesmy wszyscy ludzmi troszke zlymi, troszke dobrymi, ale w kazdym kraju i na kazdym kontynencie jestesmy tacy sami.

      Pozdrawiam serdecznie



      Galapagos

      wrednygalapagos.blox.pl/html
      • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:09
        Droga Galapagos!
        Nie czuję się lepszą matką ale inną od większości Francuzek!!!
        Spędziłam prawie całe życie poza Polską. Tylko we Francji widzę
        zimne zachowania kobiet z jakimi, nie spotykałam się tak masowo w
        innych krajach. Nie przeszkadzało mi to do momentu, kiedy urodziłam
        własne dzieci.Gdy zostawiłam po raz pierwszy, na parę minut, mojego
        niemowlaka z moją teściową. Po powrocie dziecko zanosiło się od
        płaczu w łózeczku a ona rozwiązytwała krzyżowkę uznając, że nie
        należy rozpuszczać dzieci. Wtedy zrozumniałam, że nigdy nie będę
        taka jak ona i wiele, bardzo wiele matek we Francji.
        Powracając do tematu wielojęzyczności. Żeby dzieci miały tak idealny
        akcent, nie mieszały i równie dobrze mówiły w obu językach nie ma
        innej możliwości jak maksymalne poświęcanie temu uwagi.Zwłaszcza ,
        że nie planuję powrotu do Polski. Wspaniale,że Galapagos mówisz w
        tylu językach. Ja również mówię swobodnie w pięciu"narzeczach".
        Jednak sprawiło to życie. Nie wiem jakie będą mieli moi chłopcy.
        Dzisiaj jednak są mali ale mają jedno serce w którym mieści się
        Polska i Francja. Należą do tych dwóch narodów. Wspaniałych narodów
        i wszystkiego co za tym niesie ta przynależność. We Francji czuję
        się dobrze. Nie krytykuję wyboru pracujących matek. Ja dokonałam
        innego na okres wczesnego dzieciństwa moich krasnali. Nie lubię
        jednak macierzyństwa po francusku. W końcu jestem Polką .Mimo mojego
        cygańskiego życia zawsze się nią czułam. Właściwie najbardziej to
        Warszawianką. I nie widzę w tym niz złego. Potrzebuję mieć te
        korzenie żeby móc wszędzie dobrze się czuć. Ale to już inna
        historia, inny temat do dyskusji.
        • ga_lapagos Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 14:38
          Fabella,

          Dlatego uwazam, ze duzo nas laczy, obie mieszkamy we Francji, obie jestesmy wyksztalconymi wrazliwymi kobietami. Ty jestes matka, ja nie. To ze kazdego dnia walczysz o polskosc twoich dzieci jest dobre. Chcialam tylko pokazac na moim przykladzie, ze kazdy znajdzie swoja droge. Jesli twoje dzieci dorosna i odejda od polskoci to bedzie ich wybor, rownie dobrze moga zadecydowac o tym, zeby zamieszkac na stale w Polsce.

          Chodzi mi o to zeby nie mijac sie z celem, nie nastawiac ich przeciwko Francuzom. Nie mowie, ze to robisz, nie zrozum mnie zle. Po prostu po kilku twoich tekstach mam wrazenie , ze zamykasz siebie i dzieci na wplywy francuskie. Ale co mozna wniesc po paru zdaniach ?

          Uwazam, ze wielkim sukcesem moich rodzicow jest fakt, ze sami uwielbiaja wzajemnie swoja kulture i nigdy ich nie porownuja mowiac: Polacy sa tacy a Kubanczycy owacy. Nigdy nie porownywano narodowosci. Dlaczego? Bo nasze geny sie pomieszaly i teraz jestesmy jednym. Tata mowi, ze jakby przyszla wojna to umarlby za Polske, bo to jego ojczyzna. Mama mowi, ze chcialaby zostac pochowana pod kubanska palma.

          Kiedy bede miala dziecko chcialabym zeby mowilo jezykami swoich dziadkow, swojego ojca i naprawde jeszcze nie mam pomyslu jak sie za to zabiore dlatego przypatruje sie innym nowoczesnym, wielokulturowym rodzinom.

          Pozdrawiam serdecznie


          Galapagos

          wrednygalapagos.blox.pl/html
          • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 15:21
            NIGDY nie nastawiałam dzieci przeciwko Francuzom!!!! Przeciez One
            sami nimi są. Ich ojciec a mój mąż też, a ja sama jestem Polką i
            Holenderką. smile)Wychowana byłam w kulcie francuskiej kultury,
            historii i języka. Jakże mogłabym wychowywać dzieci w nienawiści do
            Francji? Na blogu często piszę krytycznie iż nie rozumiem się z
            kobietami, tutaj. Zobaczysz będziesz matką i możliwe,że będziesz się
            dziwiła jak ja. Pewne rzeczy dostrzegałam dopiero w ciąży!! smile)
            Piszę "głośno" to, co inni często myślą. Tak, jestem inna, czy to
            przez pochodzenie, czy temperament...nie wiem. Mało mam wspólnego z
            krzyczacymi matkami, pochmurnymi, wyniosłymi minami lyońskich
            kobiet. Tam w Perpignan to inna Francja droga Galapagos. Znam
            dobrze. Ale w Lyonie panują inne kody zachowań. Oni sami o tym
            mówią. A ja się śmieję zawsze zbyt głośno, mówię to co myślę i
            jeszcze ubieram jakoś zbyt kobieco . Dzieci uczę tak samo o Francji
            jak i o Polsce, kultywujemy tradycje obu krajów z tym samym
            zaangażowaniem. Źle mnie zrozumiałaś Galapagos. To co piszę na blogu
            nie jest sprawą moich dzieci. Tylko takie babskie opowieści z duszy
            przepisane. Dzieciaki nie słyszą mojego gderania na lodowaty
            temperament innych mamuś.
            • cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 17:12
              Wydaja mi sie, ze poswiecanie wlasnej kariery, wakacji, pracy, etc. nie jest
              nieodzowne do wychowania w dwujezycznosci. Znam kilka swietnych przykladow,
              ktore nie potwierdzaja wizji Fabelli.
              Rodzice musza konsekwentnie przestrzegac regul mowienia w danym jezyku.
              Niewazne, czy sa aktywni zawodowo.
              Moi znajomi, (ojciec Francuz, matka Polka)bedacy oboje naukowcami (wiadomo, z
              czym wiaze sie taka praca - konferencje, seminaria, wyjazdy, etc.)maja dwoje
              dzieci doskonale mowiacych w dwoch jezykach. Zadne z rodzicow nie porzucilo
              kariery, wrecz przeciwnie. Zreszta wpajali od malego swoim dzieciom zamilowanie
              do pracy, jako ogromnej wartosci.
              "Metodologia" nauczania byla bardzo prosta, matka zwracala sie do dzieci
              wylacznie w jezyku polskim, ojciec we francuskim (poza sytuacjami, w ktorych
              jezyk francuski byl jezykiem dominujacym, np. w czasie spotkan
              rodzinnych,towarzyskich etc.).Czasem mowienie w obcym jezyku w obecnosci osob,
              ktore tego jezyka nie rozumieja moze byc postrzegane jako zachowanie niegrzeczne.
              Nie zgadzam sie rowniez z tym, ze Francja jest zamknieta na wielojezycznosc. Co
              to w ogole oznacza? W moim srodowisku i posrod moich znajomych ( Francuzow i
              nie tylko)wszyscy sa zgodni co do tego, ze wladanie kilkoma jezykami stanowi
              ogromne bogactwo i jest wspaniala szansa.
              • abelha Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 04.10.07, 22:45
                Fabella opisala swoj sposob na dwujezycznosc.
                Da sie wywnioskowac z tekstu, ze tworza z mezem i synami szczesliwa
                rodzine. Jakos nie zauwazylam zeby sie uskarzala, ze sie poswieca
                dzieciom, rezygnacja z pracy zawodowej to jej swiadomy wybor.

                Moze troche wiecej tolerancji?
                • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 15:25
                  Dziękuję za zrozumienie smile
    • gosiash Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 02:31
      ja sie przyznam, ze czesto jak czytam to forum to mam wrazenie, ze
      wiekszosc wypowiadajacych sie osob nalezy do frakcji: 'Tylko metoda
      OPOL jest wlasciwa! Jezeli zlamiesz zasady i odezwiesz sie do
      dziecka w jezyku innym niz polski, to ono juz nigdy nie nauczy sie
      mowic po polsku!!!!'
      Ja mam dwojke malych dzieci, wiec moze nie mam wyksztalconego
      instyntku macierzynskiego, moze jestem leniwa, moze jestem glupia,
      itd. Wierze natomiast w inteligencje i duze zdolnosci malych dzieci.
      Nie wiem jak jest we Francji, ale tez przeciez nie lezy na koncu
      swiata, tylko calkiem blisko jezeli o Polske chodzi. Ja mam to
      szczescie, ze mieszkam w Anglii, gdzie jest cala masa Polakow i
      czesto jezdze do Polski. Tak jestem wyrodna matka i mieszam jezyki.
      I wiecie co moja 3,5 letnia corka coraz lepiej mowi w obydwu
      jezykach. Jeszcze dziecinnie i czasami trudno ja zrozumiec,
      zwlaszcza jak nie ma pewnosci czy mowi po polsku, czy po
      angielsku wink, ale mowi coraz wiecej (wlasciwie czasami az za
      duzo wink). A po ostatnich wakacjach w Polsce, to ja bardziej mieszam
      jezyki niz ona. Zauwazylam, ze do mnie zwraca sie glownie po polsku,
      rzadko jej sie zdarza mowic do mnie po angielsku.
      Wiec do wszystkich 'okropnych' matek: Nie przejmujcie sie, Wasze
      dzieci tez sie naucza polskiego, jak tylko beda mialy czesty kontakt.
      Nie chce nikogo obrazic, ale ten tekst o nauce polskiego dzieci we
      Francji ja tez odbieram jako wyegzaltowany. No a niestety jak sie
      cos umieszcza w internecie to trzeba sie liczyc z tym, ze ludzie
      beda czytac i komentowac. Zwlaszcza, ze mialas pecha i bachula_gr
      polecila nam ten tekst tutaj, wiec tym bardziej reka swierzbi zeby
      przedstawic swoje zdanie w temacie.
      Jeszcze tylko dodam, ze jakos tak nie spodobalo mi sie
      okreslenie 'prosci ludzie' w negatywnym kontekscie. Moze zle
      odczytuje 'prosci', ale dla mnie ludzie 'prosci' to po prostu 'nie
      wyksztalceni', a nie 'glupi', a mam wrazenie, ze w takim kontekscie
      uzylas tego okreslenia.
      • ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 08:28
        A oto jeszcze jeden sposón na wielojęzyczność dzieci - metoda
        naturalna.Niech dzieciaki mówią ,jak chcą.Ja nazwałbym tę "metodę" -
        na leniucha.Po co się wysilać,pracować nad ładnym językiem,a raczej
        dwoma i następnymi językami,kiedy można to robić bez wysiłku.Idąc
        dalej - po co dbać o kulturę bycia dzieci skoro i tak w końcu nauczą
        sie przecież jakoś jeść,siedzieć,mówić,zachowywać.J a k o ś!
        Dla nieco bardziej ambitnych-sposób nie do przyjęcia.Sprawa
        bowiem w tym - a jest to rzecz ważna - iżby znajomość języka była
        perfekcyjna,doskonała,bez obcych naleciałości.Takie rzeczy się
        zdarzają.Wystarczy posłuchać np. prof.Z.Brzezińskiego.Kto by
        pomyślał,że prawie całe jego życie przebiegło w USA.?!Jakże przy nim
        śmiesznie wyglądają rodacy,którzy np. po 4 latach pobytu poza Polską
        mówią ,jak "dobrry Polak z Ameryka" z charakterystycznymi przerwami,
        na przypomnienie sobie słowa po polsku.
        Kiedyś,bardzo dawno temu,osoby zamożne angażowały cudzoziemskie
        bony.Tak wychowane dzieci ,jako ludzie dorośli,świetnie posługiwali
        się językami obcymi.Piszę o tym m.in.dlatego,że słowo bona już nic w
        języku polskim nie znaczy i nikt go nie zna.Zresztą podobnie jak
        wiele innych słów,których np. inteligentom nie trzeba było
        tłumaczyć,a ludziom prostym - tak.Cokolwiek miało by znaczyc
        określenie"człowiek prosty".Ale to już temat na inną dyskusję.
        • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 08:56
          Ojciecmarku,
          Czy w takim razie jedyna dopuszczalna metoda wychowania dzieci
          wielojezycznych jest OPOL, bo inaczej jest sie leniwym? Czyli od
          urodzenia od dzieci mozna tylko i wylacznie wymagac? Nie daj Boze,
          zeby czasem mialy troche czasu na zabawe - cale zycie maja sie uczyc
          i zapieprzac, zeby spelnic oczekiwania swoich rodzicow...
          Wiesz co? Ciesze sie, ze moja mama mnie tak nie wychowywala, bo
          dzieki temu mialam w zyciu czas i na zabawe i na nauke i sama
          decydowalam, co chce robic.

          Idąc
          > dalej - po co dbać o kulturę bycia dzieci skoro i tak w końcu
          nauczą
          > sie przecież jakoś jeść,siedzieć,mówić,zachowywać

          Nie no, pewnie, o wiele lepiej dziecko juz od urodzenia ustawiac i
          tresowac. Wtedy na cale zycie sobie te lekcje zapamieta.

          Dla nieco bardziej ambitnych-sposób nie do przyjęcia

          Dlaczego? Moja mama jest osoba bardzo ambitna, a nigdy nie tresowala
          mnie pod zadnym wzgledem. To, co Ty opisujesz w swoich postach ja
          traktuje jak tresure, bo wychowanie to to nie jest.

          Sprawa
          > bowiem w tym - a jest to rzecz ważna - iżby znajomość języka była
          > perfekcyjna,doskonała,bez obcych naleciałości.

          Rozumiem, ze wedlug Ciebie, tylko OPOL gwarantuje takie rezultaty? N
          coz, mylisz sie.

          Wydawalo mi sie, ze bycie z rodziny wielojezycznej, czesto
          wielokulturowej, otwiera czlowieka, sprawia, ze jest bardziej
          tolerancyjny i wrazliwy na innych. Bardzo sie mylilam jak widac.
          • ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 14:02
            A jednak ponownie zalecam czytanie ze zrozumieniem.Z moich
            komentarzy nie może wynikać,że jedynie OPOL jest jedyną metodą
            nauczania,zaś dzieci trzeba pozbawić możliwości zabawy,zabrać im
            czas dla siebie itd.Zresztą nie o OPOL tu chodzi.Mówimy o pewnej
            filozofii życia.I tu oczywiście nsc23 ma rację,kiedy
            uważa ,że "tresowanie" lub nakładania na dziecko zbyt wielu ciężarów
            nie jest dopuszczalne.Tylko ani Fabella ,ani ja nic takiego nie
            propagujemy.Rzeczą zupełnie inną jest ocena - co jest "tresurą" a co
            wychowaniem.Bo dla jednych zwracanie uwagi na konieczność stsowania
            zwrotów grzecznościowych jest właśnie trudną do wytrzymania
            tresurą ,a dla innych to wpajanie element starannego wychowania.Dla
            jednych umiejętność np.właściwego zachowania sie przy stole to
            zbędny obowiązek i niewyobrażalna tortura,dla innych normalna kolej
            rzeczy w procesie edukacji.Jedni noszą brudne buty i wymięte spodnie
            nawet po osiągnięciu wyżyn władzy państwowej ,a inni zawsze są
            schludni,eleganccy a może nawet wytworni.Podobnie z zachowaniem
            wszelkich form towarzyskich .Tak samo ze znajomością języków.Gdy
            rodzice zwracają uwagę na staranność wypowiadania się w języku
            ojczystym jest duże prawdopodobieństwo,że ich dobrze formułujące
            zdania dzieci, nie będą przez innych traktowani ,jak
            parweniusze.Można by o tym jeszcze długo.To co jedni traktują jako
            kanon życiowy,na to inni wzruszą ramionami.
            I żeby było jasne. Nie daję wskazówek ,jak należy wychowywać
            dzieci .Nie interesuje mnie też poziom intelektualny
            nsc23.Przedstawiając swoje poglądy na niektóre aspekty życia ,
            przywołuję już sprawdzone wzorce przynoszące dobre rezultaty. W
            każdej sferze życia.Ale nie ma obowiązku stosować wysokich
            standardów.W końcu powszechna bylejakość pozwala też dobrze żyć.A
            przynajmniej mieć o sobie dobre wyobrażenie.
            • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 15:23
              Zgadzam się z każdym słowem smile))
        • almamag Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 27.12.07, 23:03
          z taką postawa trudno dyskutować, przebija z niej poczucie wyższości wobec tych
          "leniwych"

          moja metoda jest z założenia "leniwa" przemyślana i celowa, OPOL w pewnych
          sytuacjach uważam za zbyt trudna emocjonalnie dla dziecka (pisałam już o tym w
          innym wątku)

          co do trudności językowych po kilku latach pobytu w innym kraju, zależą one od
          jednostkowej nazwijmy to elastyczności językowej i u niektórych osób
          przestawianie się z języka na język może być bardzo trudne, znam osoby które po
          kilku godzinach zupełnie nieświadomie "przejmują" akcent swojego rozmówcy
          zawsze jest to sprawa indywidualnej podatności, zdolności, elastyczności i nie
          wydawanie na tej podstawie sądów o kimkolwiek to duże nadużycie

          napisałeś:
          Kiedyś,bardzo dawno temu,osoby zamożne angażowały cudzoziemskie
          > bony.Tak wychowane dzieci ,jako ludzie dorośli,świetnie posługiwali
          > się językami obcymi.Piszę o tym m.in.dlatego,że słowo bona już nic w
          > języku polskim nie znaczy i nikt go nie zna.Zresztą podobnie jak
          > wiele innych słów,których np. inteligentom nie trzeba było
          > tłumaczyć,a ludziom prostym - tak.

          gratuluję poczucia wyższości i znajomości słów nikomu nieznanych a przede
          wszystkim doskonałego rozeznania w możliwościach intelektualnych innych ludzi
        • budzi-czek Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 12.06.08, 23:35
          A w jakiej kulturze i jezyku ojciecmarek wychowuje dzieci ,ze tak pewnie swoje rady rozdziela?
      • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 06.10.07, 20:11
        gosiash napisała:

        > ja sie przyznam, ze czesto jak czytam to forum to mam wrazenie, ze
        > wiekszosc wypowiadajacych sie osob nalezy do frakcji: 'Tylko
        metoda
        > OPOL jest wlasciwa! Jezeli zlamiesz zasady i odezwiesz sie do
        > dziecka w jezyku innym niz polski, to ono juz nigdy nie nauczy sie
        > mowic po polsku!!!!'

        -------> Tekst Fabelli wydrukowalam i przeczytam dokladnie oraz sie
        ustosunkuje.
        Natomiast pozwole sobie polemizowac z tym co napisalas powyzej.
        Ja przeczytalam wszystki posty na tym forum oraz sama mam dwwoje
        dzieci juz doroslych i wielojezycznych.
        Niedawno otworzylam watek "Tolerancja " wlasnie dla osob ktore nie
        chce czy nie moga uzywac OPOL albo wielojezycznosc nie jest dla nich
        priorytetem.
        To forum jet otwarte zarowno dla zagorzalych zwolennikow absolutnej
        wielojezycznosci jak i tych ktorzy maja watpliwosci , pytania.
        Bardzo nam adminom tego forum < jestem pewna ze pisze rowniez w
        imieniu Risando smile > zalezy na stworzeniu mozliwosci miejsca
        konstruktywnej dyskusji dla wszystkich.
        Jedna z aktywnych uczestniczek jest Baania ktora niedawno napisala
        bardzo ciekawy post o swoim stosunku do wielojezycznosci. Wcale nie
        jest tak bardzo zainteresowana tym zeby Jej dzieci byly idealnie
        dwujezycznesmile
        Kran

    • cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 11:49
      Abdelha: Alez ja wcale nie twierdze, ze Fabella jest nieszczesliwa!Ani, ze jej
      wybor nie byl swiadomy!
      Wedlug mnie rezygnowanie z pracy, jak i z innych bardzo waznych w zyciu kobiety
      rzeczy (Fabella sama o tym pisze: " Zrezygnowałam z pracy, z czasu wolnego,
      zrezygnowałam z całych wakacji pod palmami, zrezygnowałam wygodnego mówienia w
      jednym języku jak i bycia społecznie korekt w kraju gdzie panuje hegemonia
      francusko-językowa. Zrezygnowałam z wielu zainteresowań, więcej pieniędzy i
      poświęciłam cały swój czas, zainteresowania, ale ile radości w zamian" ) nie
      jest konieczne do wychowania w dwujezycznosci.
      Nie wydaje mi sie tez normalne poswiecanie "calego swojego czasu,
      zainteresowan" dla idealu, jakim jest wychowanie dwujezycznego, czy tez
      wielojezycznego dziecka. No, ale to moja opinia.
      Kazdy dokonuje wyborow w zyciu, ale nie oznacza to, ze jedynie one sa sluszne i
      musza byc aprobowane przez innych. Jak juz pisalam, znam przyklady wielu
      wspanialych pracujacych kobiet, ktorych dzieci wladaja dwoma, a nawet trzema
      jezykami.Poswiecaja na polski czas wolny, po pracy, przed praca, a nawet w
      czasie pracy (np.rozmawiajac po polsku przez telefon, zaznaczam, ze zadna z nich
      nie miala z tego powodu problemow, pije tu oczywiscie do wizerunku Francji,
      jako "hegemonii francusko-jezykowej"), w soboty czy niedziele,na urlopach, na
      wakacjach, nawet tych pod palmami...

      à propos metod: OPOL rzeczywiscie funkcjonuje, ale nie oznacza to, ze nalezy
      trzymac sie rygorystycznie jej zasad. Bardziej elastyczne podejscie do tej
      metody jest chyba calkiem dopuszczalne.


    • simonkapl Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 13:19
      Super arytkul i tak bardzo mi bliski, bo mieszkam we Francji.
      • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 18:34
        Ojczemarku dziekuje za mile slowa ale chcialam sprostowacsmile Forum
        nie bylo moim pomyslem , powstalo z koniecznosci . Bylo kiedys
        forum o dzieciach dwujezycznych ktore przestalo istniec , powwdem
        byla spora nietolerancja jednej zosob piszacych na nim.
        Poniewaz uczestnicy tamtego forum potrzebowali miejsca zeby sie
        spotkac i podyskutowac otworzylam forum o troche szerszym
        spektrum , o wielojezycznosci ale tez z mysla ze moga byc poruszane
        tematy poboczne.
        Risando jest wspoladminem i ma ogromny udzial w tym ze to forum zyje
        i sie rozwijasmile
        Chcialabym zebyscie z Fabella byli czestymi tu goscmi. Ciesze sie
        zreszta z kazdego glosu , z kazdego punktu widzenia.
        Dyskusja na tym watku rozwinelo sie dosc goraco co uwazam za
        naturalne.
        Pisze na portalu GW piec i jest kilka dyzurnych tematow ktore na
        100 % powoduje wiele wpisow , zarliwe dyskusje i okopanie sie na
        swoich pozycjach . Jednym z nich jest z pewnoscia podejscie do
        wychowania dziecismile))
        Pozdrawiam
        Urszula
    • alexine13 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 14:19
      I ja pod ogromnym wrazeniem .Mieszkam pod Lyonem i wszysko to o czym
      pisze Fabella
      • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 15:22
        Dziękuję Ci bardzo. Jeżeli jednak mieszkasz pod Lyonem to czemu się
        nie poznać? Mój adres e-mailowy jest na stronie bloga. Napisz do
        mnie. Może fajnie byłoby się poznać?!smile))
    • alexine13 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 05.10.07, 14:47
      I ja pod ogromnym wrazeniem. Mieszkam pod Lyonem i to o czym pisze
      Fabella nie jest mi obce , rozumiem i w pelni sie zgadzam . Moje
      szere gratulacje Fabello ,wykonujesz kawal dobrej roboty. Ja do
      mojej coreczki mowie wylacznie w jezyku polskim ,bo ta metoda
      przynosi u nas najlepsze efekty. Dyscyplina i konsekwencja niezbedna
      przy nauce jezyka dotyczy wylacznie mnie osobiscie ,bo moje dziecko
      (a nie watpie , ze twoje dzieci Fabello rowniez)spedza cale dnie na
      zabawie i jej wsio rowno czy to polski czy francuski , ma byc
      wesolo ,zabawnie , ciekawie. Cala wiec praca spada na mnie a moje
      dziecie w tym uczestniczy w sposob jak najbardziej naturalny i
      jeszcze prosi o wiecej. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie
      Fabello ,Twoje metody wychowawcze sluza mi za niedoscigniony wzor.
    • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 06.10.07, 20:13
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=68554404&wv.x=1&a=69058599

      Tu jest wypowiedz Baani wlasnie na watku "Tolerancja"smile
      Pozdrawiam
      Kransmile
    • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 07.10.07, 12:50
      Przeczytalam uwaznie wypowiedz Fabelli i Wasze wypowiedzismile
      Bardzo sie ciesz ze powstala tak zagorzala dyskusjasmile
      Ja czesciowo w wypowiedzi Fabelli widze siebie choc to co Ona robi
      celowo i namyslem ja robilam na slepo i intuicyjnie.
      Ponad 20 lat zycia na codzien z dziecmi wielojezycznymi nauczylo
      mnie jednego : w wychowaniu wielojezycznym nie ma lekko oraz nie
      istnieja proste schematy. Poza tym osoby ktore z roznych wzgledow
      nie spelniaja wymogow wychowania wielojezycznego czuja sie czesto
      atakowane przez tych ktorzy sa Apostolami Wielojezycznosci tak jak
      ja , Fabella i niektorzy uczestnicy tego forumsmile
      Fabella opisal to co jest oprocz OPOL podstawa do tego zeby nasze
      dzieci byly naprawde wielojezyczne : przekazanie im nie tylko
      jezyka ale rowniez kultury i historii naszego kraju.

      Moja corka nauczyla sie norweskiego majac 12 lat , ma norweska
      mature , zna dobrze literature i historie oraz dzien codzienny
      Norwegii. Jednak nie ma zwiazkow emocjonalnych ani rodzinnych z tym
      krajem . Powiedziala mi kiedys ze wnorweskim brakuje Jej tych
      pierwszych dwunastu lat: dzieciecych programow w TV , rymowanek
      dzieciecych , ksiazek dla dzieci. Natomiast po polsku i niemiecku ma
      te czesc jezyka i tozsamosci.
      Bardzo podobalo mi sie to co napisala Galapagos:

      ### A moim zdaniem najpiekniejszym aspektem mieszania jezykow i
      kultur jest swiadomosc tego, ze nie ma ludzi lepszych czy gorszych
      bo pochodza z tego czy innego kraju, fakt , ze sztuczne granice nie
      powinny dzielic serc. Bo jestesmy wszyscy ludzmi troszke zlymi,
      troszke dobrymi, ale w kazdym kraju i na kazdym kontynencie jestesmy
      tacy sami.

      Zastanawiam sie czy to jest tak jak nsc 23 napisala ze cale zycie
      Fabelli jest wywrocone do gory nogami pod dyktando dwujezycznosci
      dzieci.
      Nie wiem czy aktywne i sensowne wychowywanie dzieci to wywrocenie
      zycia na opak. Moze tak ? Ja dzialalam i dzialam jak dobrze
      zaprogramowana maszyna < teraz juz jest troche spokojniej smile >
      Z uporem slonia poprawialam polski moich dzieci i po pewnym czasie
      bylo to juz tak automatyczne ze poprawialam wszystkich nawet
      Polakowtongue_outPP Plewilam nalecialosci germanskie, staralam sie
      przekazywac im polska kulture i patriotyzm.
      Juniora to interesowalo mniej wiec nie nalegalam ale wie kto to
      Piast Kolodziej , Bolek i Lolek oraz Marek Grechuta i jeszcze pare
      innychsmile
      Mloda miala zaiteresowanie wiec dzieki mnie a potem juz sobie ma
      spora wiedze.
      c.d.nsmile
      Kran


    • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 07.10.07, 13:29
      Jeszcze raz chcialam zacytowac Galapagos:

      ### Chcialam tylko pokazac na moim przykladzie, ze kazdy znajdzie
      swoja droge. Jesli twoje dzieci dorosna i odejda od polskoci to
      bedzie ich wybor, rownie dobrze moga zadecydowac o tym, zeby
      zamieszkac na stale w Polsce.

      -----> Ja uwazam ze nigdy nie znamy swoich losow. Kiedy moje dzieci
      sie urodzily mialam szlaban na przyjazd do kraju , liczylam sie z
      tym ze na bardzo dlugo < skonczylo sie na siedmiu latach >.
      Nie wiedzialam czy i kiedy moje dzieci odwiedza PL a mysl ze tam
      zamieszkaja byla kompletna abstrakcja.
      Moze uczac moje dzieci polskiego mialam przed oczyma dzieci polskich
      emigrantow w Paryzu < kiedy ich poznalam byli doroslymi ludzmi >
      ktorzy mowili po polsku pieknie , tak jakbym zyczyla sobie zeby
      mowili wszyscy Polacy a zwlaszcza dzisiejsi polscy dziennikarze ...

      Nie mialam jeszcze wtedy dzieci ale poczulam taki podziw i szacunek
      dla kontynuowania polskich tradycji i patriotyzmu ze bardzo staralm
      sie wychowac moje dzieci podobnie.'

      Odnosze sie jeszcze do wypowiedzi ojcamarka:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=69955098&wv.x=1&a=70025439


      i odpowiedzi nsc23:


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=69955098&wv.x=1&a=70026613


      Powiem tak: ja uwazam ze jedyna metoda zeby dzieci NAPRAWDE byly
      wielojezyczne jest OPOL lub mL@H. Ja szybko przelecialam w myslach
      siedem zaprzyjaznionych rodzin z dziecmi wieku 17 - 21 lat , znam
      wszystkie dzieci od pieluch. W trzech rodzinach gdzie nie byl
      stosowany OPOL dzieci mowia i rozumieja po polsku ale nie sa
      dwujezyczne . Polski jest dla nich wyuczonym jezykiem obcym.
      W pozostalych czterch rodzinach dzieci sa idealnie dwujezyczne.

      Opowiem Wam kiedy po raz pierwszy zrozumialam na czym polega
      dwujezycznosc. Moja corka mial w wieku osmiu lat przedstawic swoja
      ulubiona ksiazke . posiadalismy ja tylko w jezyku polskim
      < Mikolajek , Sempé i Goscinny >.
      Wybrala jedno opowiadanie i poprosilam zeby mi je strescila po
      niemiecku . A Ona przetlumaczyla ad hoc , na zywca.
      Budowa zdan po polsku i niemiecku jest kompletnie odmienna.
      Ona czytala po cichu zdanie po polsku i przekazywala po niemiecku.
      Nie patrzyla na pojedyncze slowa , kojarzyla od razu cale zdanie po
      polsku i cale po niemiecku.
      Widzialam niemalze jak z jednej strony mozgu wchodzi jej tekst
      polski a z drugiej wychodzi niemieckismile
      Ja ktora spedzilam lata na studiowaniau i nauce oraz nauczaniu
      jezykow patrzylam na moja osmioletnia corke z duma i lekkim
      oszolomieniem.
      Oplacily sie lata szarpania z Nia o poprawny polski i nie mowienie
      do mnie po niemiecku , niekonczace sie dyskusje z przedszkolem ,
      szkola , czescia polskiej rodziny , niemieckimi znajomymi.


      Nie twierdze ze kazdy MUSI wychowac dzieci wielojezycznie. Ale kazdy
      kto chce to zrobic PORZADNIE ma przed soba krew , pot i lzysmile))
      Oraz tez sporo frajdysmile



      Kran Egzaltowanywink
      • simonkapl Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 08.10.07, 14:36
        A ja sie boje.
        Bartek ma 18 mieisecy, licze, ze bedzie dwujezyczny i robimy wszystko w tym
        kierunku.Pierwsze slwoa wymawia po polsku, rozumie w obu jezykach.A ja sie boje
        jednego: przedszkola , szkoly, na rodzine to juz anwet uwagi nie
        zwracam.Przeprowadzam sie za tydzien na wies, mentalnosc jest tam dosc
        specyficzna, jak rowniez nastawienie do cudzoziemcow.Czy Bartkowi nie podetna
        skrzydel w szkole?Boje sie zwyczajnie.
        • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 10.10.07, 15:40
          simonkapl napisała:

          > A ja sie boje.
          > Bartek ma 18 mieisecy, licze, ze bedzie dwujezyczny i robimy
          wszystko w tym
          > kierunku.Pierwsze slwoa wymawia po polsku, rozumie w obu
          jezykach.A ja sie boje
          > jednego: przedszkola , szkoly, na rodzine to juz anwet uwagi nie
          > zwracam.Przeprowadzam sie za tydzien na wies, mentalnosc jest tam
          dosc
          > specyficzna, jak rowniez nastawienie do cudzoziemcow.Czy Bartkowi
          nie podetna
          > skrzydel w szkole?Boje sie zwyczajnie.

          ----------> Simonka a skad piszesz ?
          Ja mysle ze Twoj lek jest uzasadniony. Wychowanie wielojezyczne to
          bardzo delikatna materia < jak chocby widac po wpisach na tym
          watkusmile >.
          Ja sama mialam nieraz ochote pieprznac to wszystko i mowic do
          dzieci po niemiecku. Ale mialam swiadomosc ze je skrzywdze
          zabierajac im jezyk polski , czesc ich tozsamosci , oraz mowiac do
          nich po niemiecku z akcentem i bledami. Zawsze wiedzialm ze nigdy
          nie bede mowic po niemiecku tak jak moje dzieci ale moge im dac moj
          jezyk ojczysty.
          Nie tylko jezyk ale polska rodzine , przyjaciol , rozwoj
          intlektualny.
          Zastanow sie co jest dla Ciebie wazne. Jezeli zdecydujesz sie
          wychowac Bartka rzeczywiscie dwujezycznie a nie na pol gwizdka to
          nie masz latwo.
          Ja zmojego doswiadczenia uwazam ze sie oplaca. Tylko trzeba wlozyc w
          to mase energii , samozaparcia i troche czasu.
          Oczywiscie Bartek moze znac jezyk biernie to tez jest ok ... ale
          moze sprobuj stawic czola uprzedzeniom i lekowi i zawalcz o idealne
          wychowanie dwujezyczne.
          Trzymam kciuki za powodzenie i dziel sie sukcesami i porazkami, mam
          nadzieje ze tych ostatnich bedzie niewielesmile
          Kran
          • simonkapl Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 10.10.07, 23:56
            Pisze z Francji.
            Wiesz, tu nie chodzi o to, ze ja zrezygnuje z mowienia po polsku do Bartka, bo
            to w ogole nie wchodzi w gre.Nie potrafilabym do Bratka mowic w obcym
            jezyku.Czesto u nas bywa babcia z Polski, jest tv polska, ksiazeczki i kontakt
            jest ogromny, wiekszy niz z francuzami.
            Tylko ta szkola mnie martwi, boje sie, ze jego dwujezycznosc bedzie tepiona.
            Moj maz , zeby nam ulatwic prace, uczy sie polskiego i w domu duzo rozmawiamy po
            polsku.Czasem mam wrazenie, ze za malo po francusku.
            • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 18:41
              simonkapl napisała:

              > Pisze z Francji.
              > Wiesz, tu nie chodzi o to, ze ja zrezygnuje z mowienia po polsku
              do Bartka, bo
              > to w ogole nie wchodzi w gre.Nie potrafilabym do Bratka mowic w
              obcym
              > jezyku.Czesto u nas bywa babcia z Polski, jest tv polska,
              ksiazeczki i kontakt
              > jest ogromny, wiekszy niz z francuzami.
              > Tylko ta szkola mnie martwi, boje sie, ze jego dwujezycznosc
              bedzie tepiona.
              > Moj maz , zeby nam ulatwic prace, uczy sie polskiego i w domu duzo
              rozmawiamy p
              > o
              > polsku.Czasem mam wrazenie, ze za malo po francusku.


              ------> Simonko wielokrotnie bylo pisane na tym forum ze jezykiem o
              ktory trzeba dbac i walczyc jest jezyk polski. Jezyk otoczenia i
              tak bardzo czesto przewaza.
              Znam kilkanascioro dzieci wielojezycznych , juz dzis doroslych.
              Zadne z nich nie ma , mimo wielojezycznego wychowania problemu z
              jezykiem otoczenia natomiast kilkoro nie mowi dobrze po polsku.

              Ja nie wpadlam na taki pomysl jak Fabella , ale moze wyprobuj ,
              brzmi madrze smile
              Jednak mysle ze ma to sens dopiero w szkole podstawej.
              Najwazniejsze jest podejscie Twoje i Twojego meza. Jezeli bedziesz
              miala wewnetrzne przekonanie ze slusznie robisz mowiac do dziecka po
              polsku to wplyw otoczenia nie bedzie dla Ciebie istotny.
              Zycze powodzenia !
              Kran smile
              • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 18:42
                Mialo byc :

                Pisze na portalu GW piec lat ...
        • fabella Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 12.10.07, 14:34
          simonkapl napisała:

          > A ja sie boje.
          Nie ma czego. Najważniejsze żebyście z mężem byli zdeterminowani,
          bez kompleksów i z radością.To wspaniała przygoda i kupa roboty ale
          jaka satysfakcja!!!!
          > Bartek ma 18 mieisecy, licze, ze bedzie dwujezyczny i robimy
          wszystko w tym
          > kierunku.Pierwsze slwoa wymawia po polsku, rozumie w obu
          jezykach.A ja sie boje
          > jednego: przedszkola , szkoly, na rodzine to juz anwet uwagi nie
          > zwracam.Przeprowadzam sie za tydzien na wies, mentalnosc jest tam
          dosc
          > specyficzna, jak rowniez nastawienie do cudzoziemcow.Czy Bartkowi
          nie podetna
          > skrzydel w szkole?Boje sie zwyczajnie.
          Jeżeli wszystkim wokół, będziesz cierpliwie tłumaczyła, że jesteś
          Polką i rozmawiasz z dzieckiem w swoim języku, wszyscy poczują się
          współtwórcami Twego dzieła! Nie martw się, jeżeli ktoś będzie
          krytykował. Mimo wszystko, ludzie uważają, iż bogactwem jest
          znajomość wielu języków.
          Ja w klasie w przedszkolu poprosiłam panią i dzieci o chwilę uwagi.
          Wytłumaczyłam im,że urodziłam się w Polsce. Że to daleki kraj w
          którym mówi się dziwnym dla nich językiem. Wytłumaczyłam,że Armand i
          Eliot mówią dobrze po francusku ale do mnie zwracają się wyłącznie
          po polsku. Poprosiłam, żeby nikt się nie dziwił, a jeżeli nie
          zrozumie, to niech się pyta.Powiedziałam im,że chłopcy mają babcię i
          dziadka w Polsce i rozmawiają z nimi w ich języku.
          Przedszkole, dzieci, pani, rodzice - wszyscy nam dopingowali od
          momentu kiedy otworzyłam się do nich, wytłumaczyłam. Po każdych
          wakacjach przywoziłam ciasta poslkie, kiełbasę - opowiadałam im o
          Polsce. Chłopcy zrobili się dumni ,że mama jest lubiana przez inne
          dzieci.
          Zobaczysz jeszcze Twój mały będzie uczył kolegów słów polskich, tak
          jak to czynią moje dzieci z kumplami. smile)) Odwagi i uśmiechu w tej
          nauce polskiego.
    • bachula_gr Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 08.10.07, 09:01
      Whow... alez pieknie...naturalnie... rozwinela sie dyskusja o
      wielojezycznosci i wielu stylach zycia w wielu jezykach.
      Ja jeszcze zbieram sie w sobie zeby sie ustosunkowac do kilku
      kwestii. CDN...
      Pozdrawiam wszystkich dyskutantow, zauroczonych ale i wrecz
      przeciwnie, cytowanym tekstem Fabelli.
    • gosiash Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 08.10.07, 18:24
      Niby wszyscy mamy prawo wypowiadac wlasne zdanie i wszyscy sa tu
      baaardzo tolerancyjni. Ale ja sie tu wlasnie dowiedzialam, ze jestem
      leniwa, niekulturalna i chodze w wymietych spodniach wink Ale
      przymykam oko na taka ocene mojej osoby, bo nawet jezeli tak jest,
      to mimo wszystko mam przynajmniej inteligentne dziecko, ktore i tak
      bardzo ladnie ladnie i duzo mowi po polsku, oczywiscie na swoim
      poziomie bo ma dopiero 3,5 lat. Owszem czasami poprawiam jej bledy
      gramatycznie, ale moze nie powinnam tego robic bo, jako 'prosta
      kobieta', zapewne tylko pogarszam jej znajomosc polskiego.
      • cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 09.10.07, 15:26
        Do Gosiash: à propos tolerancji to roznie bywa...zazwyczaj, gdy nie zgadzasz sie
        z wiekszoscia albo jestes ciut za krytyczna wobec guru, koniec z tolerancja,
        wiem cos o tym...
        • werbena11 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 09.10.07, 17:05
          To chyba nie tylko dyskusja o tolerancji dot. wielojezycznoscii o
          sposobach na nia, ale o wychowaniu

          jedni, jak ojciecmarek, lubia spodnie w kancik i grzecznosciowe
          zwroty, inni mniej sie przejmuja forma, a bardziej trescia.

          Az strach pomyslec co by powiedzial moj przedmowca na nasza
          ostatnio ulubiona samochodowa zabawe, ktora moze rozladowac kazde
          trudne chwile pt. "tato masz siki/kupe na glowie" smile))

          Kazda rodzina ma swoj model, swoja rownowage, swoj mokroklimat.
          Przekazuje jakies wartosci nie ustrzegajac sie przy tym pomylek.
          Dla mnie obcy jest rezim zarowno wychowawczy ojcamarka jak i
          poswiecenie/rezygnacja z pracy/palm czy czegokolwiek dla dzieci
          fabelli. Ale dla nich moze byc to jedyna akceptowalna droga w
          zyciu. Dla mnie samo slowo poswiecenie jest nieprzyjemne, to
          jakbysmy cos dawali oczekujac potem wzamian jakis ??? rezultatow,
          no wlasnie, czego? a jesli dziecko ma w nosie nasze wysilki i inna
          droga zyciowa jest mu pisana, okreslimy je jako niewdzieczne?
          porazke wychowawcza?
          Takze ostre normy ojcamarka sa mi obce - dla mnie dziecko uczy sie
          przede wszystkim patrzac na przyklad rodzicow, na ich wzorce
          etyczne, przez nasladowanie, a nie wymagania, poprawianie,
          korygowanie.

          Ale dzieki temu, ze mamy rozne podejscia, jak mawia moj maz, nie
          jest nudno na swiecie, bo ludzie sa rozni.
          • felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 09:13
            Możecie drogie panie jeszcze wiele pisać a ja dodam , iż dużo
            łatwiej jest nie wymagać jak wymagać, od siebie jak i od dzieci.
            Dlatego pod nędznym płaszczykiem pseudo-wartości wychowujecie dzieci
            źle mówiące, fatalnie, niechlujnie ubrane, źle zachowujące się i bez
            kultury... Wychowujecie panie byle jakich, rozmamłanych ludzi,
            którzy nie znają norm elementarnego zachowania się i respektu. Bo
            przecież niby dajecie im inne wartości - bawiąc się w "kupa i
            siusiu" na głowie taty, jak to jedna z pań opowiadała! Nie
            zazdroszczę tacie takiego portretu.
            Leniuchy z Was i współczuję fatalnego startu życiowego Waszych
            dzieci. Jesteście przekonane o wyższości tego bezstresowego
            wychowywania, bez ograniczeń i samokontroli. Wyniki takiego
            podejścia już widać w zastraszającej liczbie agresji, przestępstw i
            codziennego chamstwa dzieci.Ich arogancji i słabości w radzeniu
            sobie z zakazami jakie regulują życie w społeczeństwie. Gratuluję
            pewności siebie i współczuję przyszłym pokoleniom. Wam zresztą też.
            Tylko żal mi dzieci bo trudno im będzie się przebicśMożecie drogie
            panie jeszcze wiele pisać a ja dodam , iż dużo łatwiej jest nie
            wymagać jak wymagać, od siebie jak i od dzieci. Dlatego pod nędznym
            płaszczykiem pseudo-wartości wychowujecie dzieci źle mówiące,
            fatalnie, niechlujnie ubrane, źle zachowujące się... Wychowujecie
            panie byle jakich, rozmamłanych ludzi, którzy nie znają norm
            elementarnego zachowania się i kultury. Bo przecież niby dajecie im
            inne wartości - bawiąc się w "kupa i siusiu" jak to jedna z pań
            opowiadała. Leniuchy z Was i współczuję fatalnego startu życiowego
            Waszych dzieci. Jesteście przekonane o wyższości tego bezstresowego
            wychowywania, bez ograniczeń i samokontroli. Wyniki takiego
            podejścia już widać w zastraszającej liczbie agresji, przestępstw i
            codziennego chamstwa dzieci. Gratuluję pewności siebie i współczuję
            przyszłym pokoleniom. Wam zresztą też. Normy ojcamarka są wam obce
            bo może same jesteście tak wychowane.A przecież to zwykłe normy
            podstwowego, dobrego zachowania się w respekcie dla drugiego
            człowieka i jego godności. Albowiem nauka życia w grupie, zaczyna
            się od czystych rąk, wyprasowanych , zadbanych ubrań i kulturalnych
            słów. To takie proste a jednak przekracza Waszą prcepcję!!! Respekt
            dla drugiego! Nie dziwi mnie zatem,że śmiejecie się kiedy dzieciaki
            w zabawie sikają Wam na głowę. Potem może będą pluły. Ciekawe jak
            dadzą sobie radę kiedy ktoś splunie im? Tak przecież rozładuje swój
            życiowy stres. Ciekawe czy będą równie wyrozumiałe jak ich leniwe
            mamusie?
          • felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 09:22
            Możecie drogie panie jeszcze wiele pisać a ja dodam , iż dużo
            łatwiej jest nie wymagać jak wymagać, od siebie jak i od dzieci.
            Dlatego pod nędznym płaszczykiem pseudo-wartości wychowujecie dzieci
            źle mówiące, fatalnie, niechlujnie ubrane, źle zachowujące się...
            Wychowujecie panie byle jakich, rozmamłanych ludzi, którzy nie znają
            norm elementarnego zachowania się i kultury.No ale przecież niby
            dajecie im nne wartości - bawiąc się w "kupa i siusiu" jak to jedna
            z pań opowiadała. Zatem jakie????
            Leniuchy z Was i współczuję fatalnego startu życiowego Waszych
            dzieci. Jesteście przekonane o wyższości tego bezstresowego
            wychowywania, bez ograniczeń i samokontroli. Wyniki takiego
            podejścia już widać w zastraszającej liczbie agresji, przestępstw i
            codziennego chamstwa dzieci. Gratuluję pewności siebie i współczuję
            przyszłym pokoleniom. Wam zresztą też. Normy ojcamarka są wam obce
            bo może same jesteście tak wychowane.A może brak Wam odwagi aby je
            aplikować? A przecież to zwykłe normy podstwowego, dobrego
            zachowania się w respekcie dla siebie i drugiego człowieka i jego
            godności. Albowiem nauka życia w grupie, zaczyna się od czystych
            rąk, wyprasowanych , zadbanych ubrań i kulturalnych słów. To takie
            proste a jednak przekracza Waszą percepcję!!! Respekt
            dla drugiego! Nie dziwi mnie zatem,że śmiejecie się kiedy dzieciaki
            w zabawie sikają Wam na głowę. Potem może będą pluły. Ciekawe jak
            dadzą sobie radę kiedy ktoś splunie im? Tak przecież rozładuje swój
            życiowy stres. Ciekawe czy będą równie wyrozumiałe jak ich leniwe
            mamusie?
            (proszę mi wybaczyć, ale poprzedni komentarz wbił mi się podwójnie)

            • kalina29 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 10:03
              > (proszę mi wybaczyć, ale poprzedni komentarz wbił mi się podwójnie)

              to po co go "wbiles" po raz trzeci?

              Kalina

              ps. ja wspolczuje twoim dzieciom. I tobie.
              • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 10:33
                Witaj Kalinko : )Ciekawe w ktora strone zdryfuje ten watektongue_outPPP
                Kran
              • felestynowicz Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 10:40
                Nie ma czego. Mój syn jest wziętym adwokatem we Francji, a córka
                kończy medycynę. Są wspaniałymi ludźmi którzy nigdy nie sikali mi na
                głowę. Mówią dobrze w trzech językach. Córka chce pracować dla
                organizacji "Lekarze bez granic" i jest największą moją
                przyjaciółką. Wychowywaliśmy z żoną dzieci w tym okropnym reżime
                kultury, jak ojciecmarek i jakoś, zupełnie to moim dzieciom nie
                przeszkodziło w ich radosnym dzieciństwie. Wyrośli na
                mądrych,dobrych i wrażliwych ludzi. Tylko ,że nam z żoną się chciało
                wychowywać nasze dzieci. A takim leniom wychowawczym jakich wiele
                widzę wokół - nie.
                • ojciecmarek Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 13:57
                  felestynowicz - dziękuję!Śmiałem się jednak czytając parę innych
                  wpisów,bo wynika z nich,że na siłę próbuję skłonić do moich poglądów
                  wychowawczych.Powiem więc tak : Drogie panie!werweno,nsc,gosiach
                  etc.- jest mi dokładnie obojętne ,jak będziecie wychowywać swe
                  dzieci!Dokładnie!
                  Jeśli maja robić kupkę na głowę tatusia - niech robią!Jeśli chcecie
                  je ubierać niechlujnie i mało estetycznie - róbcie to!Mają źle
                  mówić po polsku i dukać w obcych językach - niech tak będzie !To
                  wasza i waszych dzieci sprawa.Na szczęście żyjemy w wolnych
                  krajach.I jeśli to nie przeszkadza...z jedną wszelako uwagą.
                  Tatuś i mamusia mogą się kupką cieszyć, dopóki dziecię robi na
                  głowy rodziców.Ale ja - ani dziś ani przyszłości - nie chcę,iżby
                  wyrośnięte już dziecię próbowało ją robić na moją głowę.Jeśli
                  rodzice nie chcą wysilić sie nad edukacją pociechy,niech tak
                  będzie.Ale później niech nie mają do nikogo pretensji,że w długiej
                  kolejce społecznej ich latorośl jest na końcu. Wielu dzisiejszych
                  rodziców nie odebrało tzw. starannego wychowania i... nawet o tym
                  nie wie.Ironizują np.na temat ubioru.Rozumiem. Nikt od nich
                  elegancji nie wymagał.Ani w ubiorze,ani w zachowaniu, ani starannego
                  słownictwa,ani znajomośći języków i form towarzyskich etc. Jedna z
                  pań wspomniała o tresurze,inna lekko zauważyła,że są to formy
                  pozbawione treści.Innymi słowy - niepotrzebny balast. Dla sporej
                  części publicznośći - tak.Tylko dlaczego czasem - tak żałośnie
                  nieudolnie- chcą powielać wygląd ,znanej z okładki kolorowego
                  magazynu, postaci?I dlaczego to karykaturalne naśladownictwo tak
                  niemiłosiernie śmieszy? Nie próbuję nawet formułować odpowiedzi,żeby
                  nikogo nie urazić.
                  Oczywiście zagalopowałem się, bo główny temat tego forum to
                  wielojęzyczność.Brawo jan.kran.że pobudza do prezentacji różnych
                  poglądów na ten temat.Liczne głosy na jej forum pokazują jak ważny
                  to temat. Zda się z nich wszelako płynąć jeden wniosek ; jeśli
                  dzieci w przyszłości mają perfekcyjnie znać języki, potrzebna jest
                  wielka praca rodziców.Ale...nikt nikogo do tego nie zmusza.Zatem
                  zostańmy przy własnych zdaniach.Co pisząc - zaprzeczam tym samym,że
                  jesteśmy z felestynowiczem -ortodoksyjnie nietoleracyjni.
                  • nsc23 Re: Pieknie...naturalnie...o tolerancji 10.10.07, 18:04
                    Ojciecmarku,
                    Przedstawiasz dwa bardzo skrajne podejscia do wychowania. Jedno to
                    to 'naturalne', a drugie to, powiedzmy, 'dyscyplina'. Blednie
                    wrzuciles mnie do zwolennikow wychowania 'naturalnego', nie jestem
                    jego zwolenniczka. Nie jestem rowniez zwolenniczka nadmiernej
                    dyscypliny. Nigdy nie wypuscilabym swojej pasierbicy z domu w
                    wymietych czy brudnych ciuchach. Nie mam duzego wkladu w jej
                    wychowanie, ale widze jakimi metodami wychowuje ja jej ojciec. Bez
                    dyscypliny i wojskowego drylu, bez wygorowanych wymagan. Po prostu
                    sam daje jej przyklad swoim postepowaniem, co jest w zyciu wlasciwe,
                    a co nie. Mala ma niecale 3 lata, ale wie, ze po zabawie nalezy
                    posprzatac, ze nalezy mowic dzien dobry, do widzenia, dziekuje i
                    prosze.
                    Dla mnie bardziej naturalne jest uczenie dzieci poprzez wlasny
                    przyklad, a nie przez sztuczne narzucanie zasad.
                    Nie mowie, ze wychowanie ma polegac na robieniu kupy tacie na glowe,
                    wydaje mi sie jednak, ze zbyt wygorowane wymagania w stosunku do
                    dzieci moga sie na nich negatywnie odbic - szczegolnie jezeli maja
                    poczucie, ze nie sa w stanie im sprostac.
                    Wracajac do przykladu z bloga - Fabella pisze, ze jej synek
                    wyprzedza rowiesnikow jezeli chodzi o zakres slownictwa o jakies 2
                    lata. Czemu? Jezeli jest zdolny to fajnie, ma szczescie i bedzie mu
                    w zyciu do pewnego momentu latwiej. Jezeli jest to wynik ambicji i
                    oczekiwan mamy to juz inna sprawa, bo jezeli mlody sam czegos nie
                    chce, to nie bedzie widzial w tym sensu w doroslym zyciu, albo sie
                    wrecz zniecheci.
                    Uwazam, ze wychowanie jest sprawa delikatna i osobista kazdego
                    rodzica i krytykowanie kogos w sposob niekonstruktywny (a przykro
                    mi, zadnej konstruktywnej krytyki sie w Twoich postach nie
                    doczytalam) jest niestosowne.
                    Fajnie by bylo, gdybys potrafil zaakceptowac fakt, ze jest wiecej
                    niz jeden sposob wychowania, co wiecej, nie tylko Twoj sposob jest
                    wlasciwy i sluszny. To, ze ktos wychowuje dzieci inaczej nie znaczy,
                    ze wychowa wykolejencow i nieudacznikow. Moja mama wychowala mnie
                    wedlug zupelnie innego modelu niz Twoj, a jednak chodze ubrana
                    porzadnie (i nie mowie w tym momencie o metkach), moim manierom nikt
                    nigdy nie mial nic do zarzucenia (a nie obracam sie wsrod ludzi z
                    rynsztoka, wrecz przeciwnie, zdarza mi sie nawet bywac wsrod
                    arystokracji), mowie i pisze po polsku i po angielsku na poziomie
                    naitive, niemiecki znam w stopniu komunikatywnym, ucze sie Shona.
                    Chyba wolalabym, zeby moje dzieci nie mowily w ogole niz zeby mialy
                    do innych odnosic sie bez szacunku i byc nietolerancyjne.
                    A tak juz zupelnie na marginesie - jezeli mowisz o czystosci jezyka
                    i porzadnym wychowaniu to wypadaloby napisac Was, Wasz, Wasze, Wam,
                    a nie was, wasz, wasze, wam.
    • abelha Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 10.10.07, 12:59
      Kto kocha swoje dzieci, wychowuje je.

      Wychowanie to nie synonim tresury. To pokazanie malemu czlowiekowi,
      ze istnieja normy postepowania i wspolzycia spolecznego;
      wytlumacznie zasad panujacych w otaczajacym go swiecie.
      Przygotowanie go do doroslego zycia.
      Dobre wychowanie, moim zdaniem, to baza do szczeliwego zycia
      doroslego, bez kompleksow, bez lekow. Metody "naturalne" i
      bezstresowe, jakos mnie osobiscie nie przekonuja.
      Podobne zdanie mam o nauce jezyka. Nie mialabym odwagi odejsc od
      zasady opol, bo ona wlasnie jest dla mnie naturalna i jak
      najbardziej logiczna, zupelnie nienaturalne jest dla mnie miesznie
      jezykow.
      • cx3200 Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 11.10.07, 08:44
        Czsami mam wrazenie, ze OjciecMarek i Fabella, to ta sama osoba...
        Troche wiecej tolerancji dla innych sposobow wychowania, gdyz jest to bardzo
        osobista sprawa rodzicow i dzieci.
        I jeszcze jedno, ja tez znam rodzicow wychowujacych la felestynowicz, ktorych
        dzieci zaszly wysoko, maja prestizowe zawody i staudia. Nie oznacza to jednak,
        ze sa szczesliwe!(wychowanie nie oznacza wylacznie przygotowania dzieci do zycia
        zawodowego, czy spolecznego, ale takze emocjonalnego, uczuciowego, przygotowania
        do zycia z innymi, no i z samym soba)!
        • cx3200 do nsc23 11.10.07, 08:48
          W zupelnosci sie z Toba zgadzam. Od niektorych postow wieje tu nieprzyjemnym
          chlodem...
          • werbena11 Re: do nsc23 11.10.07, 12:10
            A mnie sie wydawalo, ze ojciecmarek i felestynowicz to ta sama
            osoba smile).

            Nie podoba mi sie b e z p o d s t a w n e oskarzanie innych:
            to, ze ja nie klade nacisku w wychowaniu na wyprasowane ubranie,
            nie oznacza, ze moja rodzina chodzi ubrana niechlujnie
            to, ze grzecznosciowe formy nie sa szczytem moich dzialan
            pedagogicznych nie oznacza, ze dzieci sie ich nie ucza
            to, ze krytykuje fanatyzm w kazdym wydaniu, nie oznacza, ze w mojej
            rodzin ie nie stosuje sie konsekwentnie metody OPOL.
            Po prostu uderzyly mnie w ponizszych postach takie wyznaczniki
            dobrego wychowania, ktore sa mi obce.

            Fajnie jest rozmawiac o swoich doswiadczeniach, moze nam sie nie
            podobac to co ktos napisal i mozna to nawet skrytykowac i miec inne
            zdanie, ale nie cierpie dorabiania reszty ideologii do jednego
            zdania.
            Brzmi to troche jak: Jasiu, zejdz z drzewa bo zaraz spadniesz i
            zlamiesz sobie reke i wezma cie do szpitala i jak ci beda ja
            nastawiac to umrzesz od znieczulenia i ja wtedy tez umre ze
            zmartwienia i tato i chcesz miec rodzicow na sumieniu!!! smile)

            A dla zainteresowanych nasza zabawa w kupe i siku - to zabawa
            czysto slowna, zeby rozweselic czterolatke i poltoraroczniaka
            znuznych dluga jazda, unieruchomionych w fotelikach, rozsmieszanie
            strzepywaniem sobie wyimaginowanych obrzydliwosci z glowy i
            wymyslaniem coraz to nowych - takze splesnialych winogron albo
            zgnilych jablek.
            Wystraczy troche poczucia humoru, wtedy nie ma obawy o utrate
            autorytetu. Chyba mozna go budowac na czym innym - wzajemnym
            szacunku, wspieraniu slabszych, przyjazni, przekazywaniu wartosci i
            pokazywaniu piekna - nie tylko na zachowywaniu dystansu.
            Ale jedni maja poczucie humoru na poziomie Borat, inni typu Monty
            Pyton a jeszcze inni kompatybilny z Panem Prezydentem. I dlatego
            tak ciekawie na swiecie smile)
            • cx3200 Re: do nsc23 11.10.07, 15:06
              Byc moze mylimy sie czesciowo, moze w rzeczywistosci ojciecmarek, felestynowicz
              i fabella to ta sama osoba?!
              Jak piszesz na swiecie jest ciekawie, bo mozna podzielic sie swoim
              doswiadczeniem, pomyslami, sposobem na zycie. Problem w tym, ze niektore osoby
              (obecne zreszta tez na tym forum) nie toleruja innych sposobow widzenia swiata
              niz ich wlasne. Bezapelacyjnie wypowiadaja sie na temat wychowania, dorabiajac
              bez zastanowienia teorie do niektorych wypowiedzi. A przeciez na tym forum
              chodzi o to, by wymienic sie obserwacjami na konkretny temat a nie oceniac
              innych za wszelka cene.A propos tego co piszesz o poczuciu humoru-jest to jeden
              z najwiekszych skarbow jaki posiadamy, dzieki niemu mozna rozladowywac napiete
              sytuacje, rozwiazywac problemy i po prostu cieszyc sie z zycia.A co do
              wyznacznikow dobrego wychowania - skostniala etykieta na ktora powoluje sie
              ojciecmarek i felestynowicz stanowia, w moim pojeciu, przezytek. No coz, pewnie
              wynika to czesciowo z roznic w pojmowaniu roli, jaka odgrywaja rodzice w zyciu
              dzieci i vice versa.
              • fabella Re: do nsc23 11.10.07, 15:54
                Felestynowicza nie znam, a ojciecmarek - to mój ojciec i
                rzeczywiście ma na imię Marek.smile) No cóż Cxie3200 (czy jak Cię zwą
                jeszcze - bo specjalistką od pseudonimów to Ty jesteś), jak na moją
                blogową czytelniczkę to słabo się doczytałaś. Od początku
                prowadzenia bloga, tata uczestniczy w nim komentując i dyskutując z
                innymi internautami. Ojciec prezentuje poglądy z jakimi ja się
                zgadzam. No cóż w końcu mnie wychował i jestem spełnionym,
                szczęśliwym człowiekiem. Miałam wspaniałe dzieciństwo i podobnie,
                jak Felestynowicz z dziećmi- mam przyjaciela w dorosłym życiu -
                tatę. Można wychować dzieci na szczęśliwych mimo,że wymaga się od
                nich rygoru w zachowaniu i wyglądzie!!!
                Co do wielojęzyczności, wybrałam taką, a nie inną drogę. Przynosi mi
                radość, moim dzieciom również i wspaniałe efekty. Zresztą moja
                rodzina jest przypadkiem jednym z wielu. Opisuje to wspaniale pan
                Dalgalian, specjalista francuski, w swojej książce "Enfance
                plurilingues." To dla osób mówiących w języku Moliera.
                Nikogo nie staram się krytykować w notce na blogu, a zwłaszcza tych
                co postępują inaczej. Każdy eksperymentuje na własny sposób. Moje
                doświadczenie, a także wielu moich znajomych wykazuje, iż nie
                mieszanie języków daje rewelacyjne wyniki.Dużo lepsze jak inne
                propozycje wychowawcze. Dzieci rzeczywiście stają się dwu- lub wielo-
                języczne. Każdy robi zatem jak mu w duszy gra.
                Moje poświęcenie życia zawodowego jest moim wyborem życiowym. I
                tylko moim.
                Nie oczekuję od dzieci podziękowania za to co robię i jak je
                wychowuję. Uznałam, że to mój obowiązek rodzicielski i odczuwam
                radość z tego płynącą. Zapewniam wszystkich ,że dzieci są
                wspaniałymi krasnalami i czerpią radość z życia, tak jak tylko jest
                to możliwe. Los dał nam bogactwo wielu kultur. Czerpiemy z nich, co
                najlepsze. Język, tradycję, historię i smaki. Mam korzenie polskie.
                Rodziców - wykształciuchów. Od pokoleń - Warszawiaków. Dumna jestem
                z mojej rodziny, z jej elegancji, kultury, optymizmu i uczciwości
                jakiej nigdy nie zdradziła. Z trudnej drogi życiowej i z wymagań
                jakie zawsze narzucała sobie. I cieszę się,że moi synkowie powoli
                wchodzą na tę samą drogę.
                Mój mąż dba o wychowanie francuskie i katalońskie . Czyni to z taką
                samą pasją i radością jak ja. Życzę wszystkim tego samego
                zadowolenia z wałsego wyboru i rezultatów. smile
                • cx3200 Re: do nsc23 11.10.07, 16:33
                  Droga Fabello dlaczego zwracasz sie tylko do mnie, wiele innych postow raczej z
                  dystansem podchodzi do postaw reprezentowanych przez ojcamarka, Ciebie i
                  Felestynowicz.A moze inaczej, nie o postawy tu chodzi, bo przeciez kazdy ma
                  prawo do zycia, w sposob ktory uwaza za odpowiedni, chodzi tu raczej o forme!
                  Nie wydaje mi sie rozsadne wymyslanie wspolzaleznosci miedzy lenistwem,
                  chodzeniem w wymietych spodniach i domniemana nieumiejetnoscia w nauczaniu
                  jezyka. Tematem forum jest refleksja nad wychowaniem w wielojezycznosci a nie
                  szufladkowanie ludzi wedlug metod, ktorymi sie posluguja.Tym bardziej, ze temu
                  szulfladkowaniu czesto towarzyszy przypisywanie wyimaginowanych cech, czy
                  zachowan. Intelektualista moze przeciez chodzic w pomietych spodniach i przy tym
                  doskonale uczyc swoje dzieci jezykow.Inny wyksztalciuch z kolei moze zupelnie
                  "na luzie" traktowac sprawy jezykowe i wychowawcze bedac jednoczesnie ubraniowym
                  pedantem...Mysle, ze patetyczny z lekka ton wczesniej omawianych juz wypowiedzi
                  sprawia, ze trudno sie z nimi identyfikowac.
                  Na koniec zacytuje Twoje slowa "Kazdy robi, jak mu w duszy gra"! Dodam tylko:
                  niekoniecznie dusze wszystkich graja w tej samej tonacji.Pozdrawiam i zycze
                  pomyslnej kontynuacji.
                  • ojciecmarek Stało się rodzinnie 11.10.07, 22:04
                    I teraz juz wszyscy,no prawie wszyscy ,wiemy,kto jest kto!Zatem
                    Fabellę - kocham,podzielam poglądy felestynowicza,jan.kran -
                    podziwiam,bo stworzyła bogate tematycznie forum z ktorego ,jeśli
                    ktoś chce i umie,może się wiele nauczyć.A przecież i tu,kiedy
                    rozmawiamy m.in. o wielojęzyczności w rodzinie, jest wiele
                    wypowiedzi,których autorki dzieląc się swymi wątpliwościami,mówią o
                    swoich doświadczeniach i obawach na przyszłość.Jak to na forum
                    dyskusyjnym.
                    Zastanawiałem się czy powinienem zabrać głos, raz
                    jeszcze.Próbowałem bowiem wcześniej tłumaczyć,że nikomu nie
                    zamierzam narzucać swoich poglądów - i bardziej prostych słów ,w tej
                    mierze- nie można już było użyć,ale kilka dyskutantek przyjęło moje
                    uwagi,jako skierowaną do nich ironię.Niepotrzebnie.
                    Niejako przy okazji ,zauważyłem jednak pewną prawidłowość.Niektóre
                    z pań ,uznając je za osobisty przytyk,prawie alergicznie reagowały
                    na moje refleksje dotyczące elegancji,stylu bycia,otoczenia,swobody
                    życia.Wcale nie kryłem,że nie lubię flejtuchów,tę przywarę ludzi
                    uważam za pewną skazę.Ubawiła mnie jednak pewna autorka,która
                    uważając tzw. dobre wychowanie za odmianę tresury(sic!),uznała,że
                    najlepsze dla dzieci do naśladownictwa są wzory rodzicielskie.No
                    dobrze-pomyślałem-a jeśli rodzice wcześniej korzystali z mało
                    ciekawych wzorów swoich rodziców!? A tamci też uważali brak kultury
                    za cnotę ?!Mamy więc długi łańcuch niekrzesanych indywiduów nie
                    wiedzących ,w dodatku ,o swoich wadach.Kuriozalny to
                    obraz,nieprawdaż?! Zgódźmy się ,tedy u licha, że cywilizacja
                    stworzyła pewne wzorce i akurat za model człowieka na
                    poziomie ,cokolwiek by to znaczyło i jak bardzo by ten zwrot trącił
                    myszką,nie uznała jednak abnegata.Oczywiście mamy wolny wybór i
                    możemy nie chcieć być łącznie z naszymi dziećmi być ludżmi
                    kulturalnymi.Ja jednak cenię wiedzę,inteligencję,charme w dodatku w
                    dobrym opakowaniu .Najczęsciej zresztą idzie to w parze.Wolno mi !
                    Wolno!
                    Jaki to ma związek z wielojęzycznoscią w rodzinie? Czasem ma !
                    Ludzie niezorganizowani,leniwi - także intelektualnie-mogą nie
                    chcieć zdobywać się na wysiłek w edukacji dziecka.Mają dobre
                    samopoczucie,uważając że dziecko się w końcu języka nauczy.Ale to
                    nie mój problem.Uważam,nie tylko zresztą ja,że jest to sposób
                    gorszy,ale w końcu każdy ma prawo wyboru. Ja zatem pozostaję przy
                    swoich racjach,a panie - zwłaszcza te,które widzą w tym jakiś chłód -
                    przy swoich .I to byłoby na tyle.
                    • nsc23 Re: Stało się rodzinnie 11.10.07, 23:58
                      Ojczemarku,
                      Moze i nie narzucasz nikomu swoich pogladow, ale ewidentnie
                      sugerujesz, ze inne drogi niz Twoja prowadza do rozlazlych
                      dzieciakow i niechlujnego ubioru. Moim zdaniem rownie dobrze moglbys
                      powiedziec 'tylko to co ja robie jest w stanie zagwarantowac
                      wychowanie idealne, wszystkie inne metody to metody leniwych
                      rodzicow, ktorzy beda mieli rozlazle dzieci'. Jezeli nie chcesz
                      nikomu narzucac swoich pogladow,to moze nie krytykuj ich metod?
                      A co da wieczne poprawianie dziecka jezeli rodzic sam rzuca miesem
                      co drugie slowo? Moim zdaniem nie ma lepszej metody wychowawczej niz
                      dawanie przykladu, niezaleznie od tego, czy jest sie
                      blizej 'dyscyplinarnego' czy 'naturalnego' konca spektrum. Po prostu
                      dziecko nigdy nie wezmie serio rodzica, ktory mowi, ze nie nalezy
                      przeklinac, a sam to robi. Tak samo jak rodzic, ktory mowi, ze
                      palenie szkodzi, a sam pali sam sobie podkopuje autorytet. Takze
                      dawanie przykladu moim zdaniem jest kluczowym elementem wychowania,
                      niezaleznie od tego, jaki styl wybierzemy.
                      • ojciecmarek Re: Stało się rodzinnie 12.10.07, 08:23
                        Przeczytałem.Ręce mi opadły.Tylko podpis uważam za
                        właściwy.Przynajmniej jego część.
                        • nsc23 Re: Stało się rodzinnie 12.10.07, 08:43
                          No tak, o czym to mysmy mowili? O klasie i dobrym wychowaniu? Widze,
                          ze w takim razie rozmawiamy o rzeczach, ktorych Ci brakuje, skoro
                          potrafisz komus powiedziec (w jakze sprytny sposob!), ze jest glupi.
                          No i ta konstruktywna krytyka...
                          Dla mnie peace out, bo mnie rece opadaja, jak ktos traktuje mnie z
                          wyzszoscia i pograda bez wyraznego powodu.
                          • nsc23 Re: Stało się rodzinnie 12.10.07, 08:44
                            Oczywiscie mialo byc 'pogarda'.
                            • cx3200 zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 11:33
                              Jaka kulture ma na mysli ojciecmarek?Intelektualna, moralna, osobista?Pojecie
                              jest szerokie. Kultura to takze dobre wychowanie, obycie i takt. A tego,
                              niestety, zabraklo w ostatnim poscie ojcamarka, ktory bardzo k u l t u r a l n i
                              e nazwal nsc23 glupia. Brawa za inwencje.
                              • felestynowicz Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 13:00
                                Ojciecmarek nikogo tak nie potraktował. Czytałem dwa razy. Zresztą
                                wyraził się bardzo klarownie i zgadzam się z tą wypowiedzią.
                                Nsc sama się tak nazwała. Zresztą nie minęła się z prawdą. Bijecie
                                pianę drogie damy. Proponuję wziąć się do roboty, wychowywania
                                dzieci i budowania przyszłości, a nie roztrząsać głupoty w
                                internecie. Może wymyślicie coś twórczego na temat, jak nauczyć
                                dziecko języka poslkiego, kiedy żyje się daleko od Polski? Teraz
                                tylko krytykujecie,obrażacie się i plamicie ekran bzdetami. Nie będę
                                już wracał do tego forum. Wy baby i tak wszystkich przekrzyczycie
                                swoim histerycznym pisaniem. Do myślenia się zabierajcie, a nie
                                rozbijania słów na atomy. Mizeria !!!
                                • cx3200 Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 13:50
                                  Oto wizerunek kobiety wg felestynowicza
                                  co robia kobiety, przepraszam baby:
                                  -bija piane
                                  -rozstrzasaja glupoty w internecie
                                  -krytykuja, obrazaja sie,
                                  -plamia ekran bzdetami
                                  a co robic powinny:
                                  -wziac sie do roboty
                                  - do wychowywania dzieci, budowania przyszlosci
                                  -zabrac sie do myslenia
                                  A Ty Felestynowicz nie zajmujesz sie wychowaniem dzieci, budowaniem przyszlosci?
                                  Nie? A dlaczego? Czyzby byla to rola zarezerwowana wylacznie dla kobiet?
                                  Przepraszam Cie bardzo - musze konczyc.
                                  Moj syn wlasnie skonczyl obiad, ja zreszta tez, za chwile wychodzi do szkoly
                                  muzycznej, a ja musze wracac do studentow.
                                  A i jeszcze jedno, przeczytaj jeszcze raz uwaznie posty, przekonasz sie, ze mowa
                                  o polskim, metodach i wielojezycznosci byla! Troche wiecej uwagi i mniej
                                  histerii, bo najbardziej histerycznym postem jest wlasnie Twoj!
                                  Bye, bye, macho fele(stynowicz)(sic!)
                                • kalina29 Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 17:29
                                  Bijecie
                                  > pianę drogie damy. Proponuję wziąć się do roboty, wychowywania
                                  > dzieci i budowania przyszłości, a nie roztrząsać głupoty w
                                  > internecie. Może wymyślicie coś twórczego na temat, jak nauczyć
                                  > dziecko języka poslkiego, kiedy żyje się daleko od Polski? Teraz
                                  > tylko krytykujecie,obrażacie się i plamicie ekran bzdetami. Nie będę
                                  > już wracał do tego forum. Wy baby i tak wszystkich przekrzyczycie
                                  > swoim histerycznym pisaniem. Do myślenia się zabierajcie, a nie
                                  > rozbijania słów na atomy. Mizeria !

                                  No i wyszlo szydlo z worka... Bardzo nieladnie.
                                  Kalina
                                • werbena11 Re: zrobilo sie nieprzyjemnie 12.10.07, 17:58
                                  Wczoraj bylam w taeatrze na Domu lalki Ibsena. Fajnie sie te
                                  klimaty teatralne i dyskusyjne przenikaja smile) mezczyzni - kobiety;
                                  wychowanie dzieci- histeria-mizeria vs. meskie "obiektywne"
                                  stanowisko smile)

                                  dla odswiezenia
                                  www.amb-norwegia.pl/ibsen/plays/doll/characters.htm
    • gosiash Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 12.10.07, 15:47
      Juz mialam wczesniej napisac, ale zajmowalam sie wychowywaniem
      dzieci, wiec nie mialam czasu na wypisywanie bzdetow wink Ja tylko
      jedno chcialam powiedziec, coraz czesciej przekonuje sie, ze z
      prawdziwa inteligencja i kultura to czlowiek sie rodzi.
      Wyksztalcenie, przyswajanie i stosowanie pewnych norm sa tylko
      powierzchowne i jezeli ktos nie posiada kultury i intelignecji to
      predzej czy pozniej pokazuje jaki na prawde jest. Czytajac posty
      powyzsze najwiekszy brak szacunku i kultury pojawia sie u tych osob,
      ktore wlasnie probuja nam wszystkim wmowic ich brak. A to, ze ktos
      potrafi tak sprytnie pisac, ze niby to do nikogo bezposrednio nie
      pisze i niby nikogo bezposrednio nie obraza... Tak sie sklada, ze
      my 'histeryczne baby' mamy jednak jakis tam poziom inteligencji i
      potrafimy czytac miedzy wierszami i wmawianie nam, ze 'to nie bylo
      do pani, a o pani' jest po prosu zenujace. A jezeli komentarze byly
      tak sobie w powietrze, to po co bylo je pisac. Tak sie sklada, ze
      wypowiadamy sie na temat tego co ktos juz wczesniej napisal, czesto
      zwracajac sie do konkretnych osob, a nie tak sobie 'nie mialem pani
      na mysli, tylko moja sasiadke'.
    • bachula_gr Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 14.10.07, 00:46
      Mimo iz watek zdryfowal nieco od meritum (wychowanie, nawet
      bezstresowe nerwowym procesem jednak jest) to nadal uwazam, ze
      pierwotny tekst FABELLI jest piekny i naturalny.

      I choc mozna sie oczywiscie nie zgadzac z metodami wychowawczymi
      autorki, pogladami, wizja Francji ("Jej" Francji) to trudno nie
      zauwazyc naturalnej radosci z obcowania z jezykiem, radosci z
      obcowania z wlasnymi dziecmi w swoim ojczystym (zeby nie
      powiedziec "matczynym") jezyku. Radosci osoby, ktora zdecydowala sie
      na taka droge i konsekwentnie ja realizuje. Dlatego zdecydowalam sie
      zalinkowac ten przypadkowo znaleziony tekst (za wiedza autorki).

      Tak jak sukces diety zalezy od zawartosci glowy a nie pojemnosci
      zoladka tak wewnetrzne przekonanie i swiadomy wybor wielojezycznego
      wychowania dzieci musi wyjsc od nas samych. I byc w nas gleboko.
      Jesli sami nie czujemy sie komfortowo ze swoja polskoscia,
      odmiennoscia jezykowa i kulturowa, w malej wiosce czy wielkiej
      kosmopolitycznej aglomeracji to moze byc ciezko.... z naturalnym
      podejsciem do wielojezycznosci naszych dzieci.
      Zwlaszcza, ze jak wielokrotnie podkreslane bylo w dyskusjach na tym
      forum, czesto i gesto jest nam pod gorke. Wlasna rodzina obserwujaca
      nasze zmagania z Polki potrafi niezle dobic.

      Byl kiedys ciekawy watek o tozsamosci narodowej naszych dzieci. "Kto
      Ty jestes? Polak/Francuz/Szwajcar/Grek etc. maly"? Fabella jawi sie
      jako osba megakonserwatywna jezykowo a jednak podkresla, ze jej
      chlopcy sa Francuzami, ze nie lubi Francuzek ale Francuzow i owszem.
      Ba, nawet sobie dwoch urodzila smile Dla mnie moje dziewczyny sa
      Greczynkami z matki Polki ale dla mojej rodziny w Polsce sa i zawsze
      beda Polkami z ojca Greka. Kazdy medal ma dwie strony. A
      wielojezyczne wychowanie ma tych stron znaaaacznie wiecej, czyz nie?

      Dlatego przykro czyta mi sie niektore wypowiedzi w tym watku.
      Pewnie, ze prosciej by bylo gdyby istnial "algorytm dwujezyczny",
      definiowany przy urodzeniu dziecka w pokreconym jezykowo i kulturowo
      domu. Zakladamy, ze mama mowi jezykiem X, tata Y, otoczenie Z, tyle
      czasu na jezyk X, tyle zajec w jezyku Y i bach! Efekt koncowy->
      idealnie XY-jezyczny osiemnastolatek.

      Tyle tytulem poczuwania sie do rozpetania wielojezycznej jatki.
      Pozdrawiam wszystkich uczestnikow dyskusji goraco z coraz
      zimniejszej crying Grecji.
      Bacha vel bachula_gr
      • bachula_gr Re: Pieknie...naturalnie...o wielojezycznosci 14.10.07, 13:01
        Jeszcze odnosnie algorytmu czy innej magicznej foremki na
        uksztlatowanie wielojezycznego potomstwa smile

        Ile rodzin tyle scenariuszy na zycie, tyle sposobow na uzywanie
        jezyka/-ow, spedzanie wolnego czasu. Ale jednoczesnie....ile dzieci
        w rodzinie tyle "produktow" wielojezycznych.
        Mam dwie corki, 3-letnia roznica wieku. Niby podejscie takie same,
        zalozenia te same (OPOL) a jednak dziewczyny sa zupelnie inne w
        swojej polsko-greckiej dwoistosci.

        Starsza (obecnie 5.5lat) do momentu pojscia do greckiego przedszkola
        w wieku 3.5 lat znacznie lepiej i chetniej porozumiewala sie po
        polsku, miala bogatsze slownictwo po polsku, mimo iz w promieniu
        250km nie mamy innych Polakow. Oczywiscie grecki znala (wszyscy
        oprocz mnie i TV poslugujac sie tym jezykiem) ale ujawnila sie
        dopiero po 2-3 tygodniach w przedszkolu. Wprawila tym w ogromne
        zdziwienie panie przedszkolanki, ktore znaly ja z innej strony-
        mieszkamy w malej miejscowosci, gdzie kazdy zna kazdego, kazdy
        spacer/wyjscie/impreza sa niejako na cenzurowanym, pediatra jest
        sasiadka a nauczycielka rownoczesnie mama rowiesnika etc etc.
        Od czasu przebudzenia na grecki aktywny w przedszkolu dziecko idzie
        jezykowo "leb w leb" co nie oznacza idealnej zgodnosci bo naturalnie
        niektore dziedziny ma lepiej opanowane w jednym a inne w drugim
        narzeczu.

        Mlodsza (2.2 lat obecnie) nie chodzi jeszcze do przedszkola, glownie
        ze wzgledow jezykowych abym miala czas na wpompowanie w nia maksimum
        polskiego, jak w siostre smile Ma jednak duzy kontakt ze starszymi
        dziecmi, rowiesnikami siostry, uczestniczy w zabawach, bywa na tych
        samych kinderparty etc. Rozwija sie znacznie szybciej i energiczniej
        od siostry, takze jezykowo. Znacznie wiecej czasu spedza na zabawie
        PO GRECKU (bo z greckimi przedszkolakami od czasu kiedy zaczela
        siedziec), czesciej slyszy takze mnie mowiaca PO GRECKU do starszej
        i jej kolezenstwa (przed lub po leci tez tekst polski). Jest to dla
        niej naturalne, nie dziwi sie, nie protestuje.
        Starsza w analogicznym wieku wkurzala sie jak mowilam tez po grecku
        do niej (bedacej np na karuzeli razem z greckim dzieckiem), wyraznie
        jej to nie gralo.

        Dziewczyny miedzy soba, majac mnie w zasiegu wzroku lub bedac tylko
        ze mna, rozmawiaja po polsku. Nawet jak nie uczestnicze w tej
        zabawie, rysowaniu etc. Jak tylko pojawi sie ktos inny automatycznie
        przechodza na grecki. Maja tez rozne etapy w zabawie.
        Po powrocie z wakacji w Polsce bawily sie po polsku, po rozpoczeciu
        przez starsza roku przedszkolnego przewaza grecki.
        Zauwazylam tez, ze pewne zabawy sa przypisane do konkretnego jezyka.
        Zabawa w szkole, inicjowana przez przedszkolaka bedacego
        nauczycielka mlodszej siostry- po grecku. Gotowanie dla lalek
        domowych- po polsku smile
    • flamancja krotko i na temat 16.10.07, 21:45
      podziwiam Fabelle na calej linii dzialania.no czapki z glow.rozumiem
      doskonale,co ma na mysli ojciecmarek i felestynowicz.wg mnie normalna opinia
      kogos,kto ma rzeczywiscie cos do powiedzenia(tacy niestety zdarzaja sie
      rzadko).a ze sie panie oburzaja i czuja sie obrazone,to tez niestety normalne na
      forum internetowym.moznaby to tlumaczyc np.zazdroscia,zawiscia i zwykla ludzka
      checia dowalenia komus,kto jest lepszy,madrzejszy,inteligentniejszy etc.taka
      robote jak fabella nie kazdy moze,chce,ma odwage i potrafi wykonac.stad chyba te
      glosy krytyki-zawisc ludzka,zwlaszcza babska jest nieograniczona.uhhh...w imie
      takich w/w "wartosci" wierze,ze niektorzy gustuja w dlugich dyskusjach.
      • nsc23 Re: krotko i na temat 16.10.07, 23:54
        "zazdroscia,zawiscia i zwykla ludzka checia dowalenia komus,kto jest
        lepszy,madrzejszy,inteligentniejszy etc"

        Taa, moze jeszcze lepiej wychowany? Haha, no to sie posmialam na
        noc, teraz moge isc spac.
        • wektor_2222 Re: krotko i na temat 18.10.07, 02:12
          Obserwuje od pewnego czasu tę dyskusje i podziwiam Panie za
          cierpliwosć w stosunku do człowieka, przedstawiajacego jedyne i
          jedynie słuszne racje/Ojciec marek=felestynowicz/brr....można tylko
          współczuć Jego rodzinie i znajomym,aaaa....tych to zapewne nie ma
          zbyt wielu ,bo z takim Wszechwiedzacym dyskutowac ,nawet przy kawie-
          nie sposób...A ile agresji w tych wypowiedziach, oj takiemu Panu
          zależć za skóre , to dni,ca ja mówię-godziny delikwenta
          policzone .Moge się tylko cieszyc ,że Go nie znam .Unikać takich
          ludzi ,jak ognia
          Popieram Panie w 100%.TOLERANCJA przede wszystkim!
          Pozdrawiam zPolski
          • werbena11 Re: krotko i na temat 18.10.07, 09:17
            smile)
            taka postawa jest ostatnio bardzo popularna -
            my jestesmy tu, a po drugiej stronie ZOMO
            • novalee1 Re: krotko i na temat 28.12.07, 21:05
              Rowniez podziwiam fabelle,ale nie podzielam jej sposobu wychowania
              corki.Po pierwsze musze pracowac i na zmiane z mezem Anglikiem
              opiekuje sie corka.Po drugie pracuje na nocki i niestety nie zawsze
              jestem w formie na dlugie pogawedki z corka i dlugie zabawy, nie
              mowie ze nie chcialabym.Swoje zmagania opisuje w blogu zalozonym od
              niedawna.Corka duzo mowi,niestety wiecej po angielsku.Bije sie w
              piersi - jestem wyrodna Matka Polka,pracuje,mam swoje
              zainteresowania i nie jestem idealna.Gdyby mi bylo dobrze w Polsce
              nigdy bym z niej nie wyjezdzala i nie mialabym problemu z
              wychowaniem wielojezycznym.Mialam bardzo trudny start w zyciu i tak
              naprawde dopiero zaczelo mi sie ukladac tu, w UK.Dlatego moje
              podejscie jest tez inne,rodzicow "wyksztalciuchow" nie mam.Chce by
              corka znala polski,zeby znala swoje korzenie,ale staram sie nie
              popadac w niezdrowa obsesje, co nie jest latwe,bo jestem ambitna.To
              forum jest dla mnie duzym wsparciem.Pozdrawiam
    • matka.adama Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 13.06.08, 08:53
      Moje drogie, zaintrygowałyście mnie tym postem, więc przeczytałam
      polecanego bloga. Szkoda mi tej matki, że tyle musiała poświęcić. Ja
      nie musiałam, a moje dziecko też mówi pięknie po polsku, choć też
      urodziło się za granicą. Ja też mówię do mojego dziecka wyłącznie po
      polsku, a jak ktoś jest tym zdziwiony lub niezadowolony, to mu
      tłumaczę dlaczego. I nie zdarzyło się, by ten ktoś nie przyjął mojej
      argumentacji. Nie trzeba od razu wszystkiego stawiać na ostrzu noża.
      Też słuchamy bajki, czytamy książki....wszystko po polsku. Przecież
      wy, moje drogie, też to robicie. Ale się z tym nie obnosicie, bo to
      przecież normalne. Prawda?
      Jedno mnie tylko u tej pani zastanawia. Dzieci są pół Polakami, pół
      Francuzami. Po ojcu mają francuskie nazwisko. To dlaczego po matce
      nie mają polskich imion? To byłoby logiczne, prawda? Czyżby tak
      ukochała swój kraj, aż zapomiała, że w nim rodzą się Stasie,
      Bogusie, Anie i Kacperki?
      Pozdrawiam
      • k.bazylejska Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 15.06.08, 22:08
        Przykro mi, że na tym forum, które służy nam wszystkim we wspieraniu się wzajemnie w ciężkiej drodze do wielojęzyczności naszych dzieci, pojawiło się tyle niechęci i agresji.

        Mnie tekst fabelli bardzo się spodobał. Pokazuje, że nawet w małżeństwie mieszanym, można osiągnąć pełną dwujęzyczność potomstwa. Bardzo mi dodał otuchy i zmobilizował do dalszej pracy nad polskim moich dzieci.

        dziękuje Ci fabello

        k.bazylejska

        Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
        • matka.adama Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 16.06.08, 10:13
          Nie chciałam nikogo obrażać. Jeżeli to zrobiłam, bardzo, bardzo
          przepraszam. Nie podobał mi się ten wpis na blogu, bo - według mnie -
          jest zbyt egzaltowany i miejscami nielogiczny.
          • jan.kran Re: Pieknie...naturalnie...o wieojezycznosci 16.06.08, 12:26
            Moim zdaniem wielojezycznosc to temat wzbudzajacy wiele emocji i dyskusjismile

            Ciesze sie ze jak dotad udalo sie zachowac na tym forum atmosfere wsparcia i
            rzeczowej dyskusji.
            A jak czasem nastapi jakas polemika to tylko dobrze bo pojawiaja sie nowe impulsy.
            Ten watek jest dosc wiekowy i osoby ktore na nim ostro polemizowaly zniknely ...
            Dziekuje Wam za dotychczasowa dzialalnosc na forum i prosze o jeszczesmile)))
            Przyznam sie ze wiele wypowiedzi na forum pozwolilo mi zobaczyc nowe strony
            wielojezycznosci.
            Kransmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka