Dodaj do ulubionych

Problem z psychiką.

14.08.11, 20:40
Witam, jestem nowa. U mojego ojca w lutym 2010 r. zdiagnozowano niedrobnokomórkowego raka płuca lewego. Właściwie zaczęto diagnozować, wtedy pojawił się na prześwietleniu guz. W maju, po wielu badaniach (PET, koronarografia itp.) pełna diagnoza (niedrobnokomórkowy rak płuc, stadium IIa) i decyzja o operacji (chwała Bogu-najbardziej bałam się, że guz okaże się nieoperacyjny). Operacja odbyła się 13 lipca, ojciec zniósł ją dobrze, za to znacznie gorzej przyjął informację, że konieczne było usunięcie całego płuca, ze względu na naciek na oskrzela. Mimo tego po operacji, z oporami i w bardzo ograniczonym zakresie, ale jednak, ojciec zaczął odzyskiwać sprawność. Wg badań hist.pat. resekcja była całkowita. Lekarze na Płockiej w Warszawie orzekli, że nie ma potrzeby podawania chemii adjuwantowej, ale onkolog z CO miał inne zdanie. Ojciec się zgodził i przyjął pierwszą chemię. Nie jadł po niej prawie dwa tygodnie, trzy leżał w łóżku, chłop 182 schudł do 55 kilo... Nie zgodził się na dalsze leczenie. Mimo ogromnego strachu o możliwość przerzutów musieliśmy zaakceptować jego decyzję. Po czterech tygodniach w miarę wrócił do formy (tzn. funkcjonował samodzielnie, chodził z psem, nawet odbierał moją córkę ze szkoły)-choć zdaniem rehabilitantki ruszał się dużo za mało. Ale jakoś to było.
W maju 2011, prawie 10 mies. po operacji przeziębił się. Nie pozwolił się przez tydzień zaprowadzić do lekarza, ani wezwać lekarza do niego, twierdząc, że on czuje, że to już jego koniec, a chce umrzeć w domu. Z powodu późnego rozpoczęcia antybiotykoterapii rozwinęło się zapalenie płuc i skończyło się miesięcznym pobytem w szpitalu. Od tej pory ojciec jakby się zapadł. Medycznych przyczyn brak, Miał tomografię milion badań, przerzutów, chwalić Boga, brak, serce, oprócz niewielkiej arytmii, ustabilizowanej lekami, w porządku. Dopiero w ubiegłym tygodniu-czyli po trzech miesiącach leżenia (sic!) zaczął wychodzić na nieśmiałe spacery na dwór. Nic nie działa, ani prośba, ani groźba, nic... To pewnie depresja, nie jest łątwo żyć od wyroku do wyroku... Ale czuję się z tym strasznie bezradna. Mowy nie ma o sprowadzeniu psychoonkologa, ojciec uważa, że to brednie i z jego psychiką jest wszystko ok. A tymczasem zabija się powoli leżąc. Traci odporność, mięśnie zanikają - teraz waży już 51 kilo, nic go nie cieszy. Wsłuchuje się w bicie serca i tętno, licząc uderzenia i raportując szczegółowo o wynikach pomiarów. Próby "zaktywizowania" za pomocą logicznych argumentów - Tato, jesteś przebadany od góry do dołu, oprócz osłabienia nic Ci nie dolega, reszta zależy od Ciebie - oczywiście wywołują furię "Ja wiem co mówi mój organizm i nie będę się z nim kłócił!" - a organizm mówi mu, że ma leżeć w bezruchu... Argumenty typu masz dla kogo żyć, ja, wnuki, że o żonie nie wspomnę itp. też pod tramwaj podłożyć... Jak tak dalej pójdzie zabije go nie ten rak, ale leżenie i banalna infekcja...Wiem, że to dość beznadziejne, ale macie jakiś pomysł?
Obserwuj wątek
    • anka7961 Re: Problem z psychiką. 14.08.11, 21:04
      A może "przemycić" do domu psychologa? No nie wiem, że może jakiś Twój znajomy na chwilę do Ciebie przychodzi, albo do Twojej mamy? Lekarz będzie wiedział jak samemu zacząć rozmowę....
      Straszne to co piszesz, mój Tata też ma niedrobnokomórkowego raka płuc, ale ma ogromną wolę życia, chociaż choroba jest bardzo zaawansowana i szanse na wygraną są teoretycznie znikome. Tata ma wnuka którego b. kocha i On jest Jego motoerm napędowym.
      A może Twoja córka jako wnuczka jakoś wpłynie na Twojego Tatę? Zachęci żeby się z nią pobawił, czy wyszedł na taras/balkon?
      Trzymam kciuki, żeby było lepiej.
      • diora5 Re: Problem z psychiką. 14.08.11, 21:13
        Sęk w tym, że żaden psycholog nie chce się zgodzić na taką akcję, twierdząc, że dopóki ojciec sam nie postanowi, że chce zacząć działać i nie będzie zdecydowany na taką formę pomocy, żadne ukryte działania mu nie pomogą. Też trochę liczę na dzieciaki, już zapowiedziałam córce, że jak tylko wróci z obozu będzie "wyprowadzać dziadka na spacer" po szkole, bo oporny jest. Ale to wygląda tak (tak było też po operacji i chemii), że spina się na chwilę, i leży do następnej wizyty. Co też nie jest dobre, bo "przetrenowuje się" na powiedzmy godzinkę, a potem wraca do tego co było. Nigdy bym nie przypuszczała, że mój ojciec, sportowiec, trener, tak się podda... Może to trochę tak, że jak się spada z ogromnej sprawności fizycznej (a ojciec, lat 63, przed operacją miał taką, że większość moich znajomych mogłaby pomarzyć) to jest gorzej niż jak z normalnej. Właśnie tej woli życia w nim zupełnie nie ma. Rokowania świetne, jak na tę chorobę, 1,5 roku od diagnozy, przerzutów brak, a on jakby czekał na śmierć...
        • mama.rozy Re: Problem z psychiką. 14.08.11, 21:40
          Ty zacznij chodzic do psychologa.tak po prostu.może tata zobaczy,że to coś normalnego?może stopniowo zacznie znowu Wam ufac?
          bo według mnie on po prostu stracił do was zaufanie.bez sensu,prawda.ale chorzy nowotworowi nie myślą często racjonalnie.
          możesz powiedziec tacie,że sobie nie radzisz z tą sytuacją,że czujesz się winna,że nie wiesz,co robic.zacznij mu o tym opowiadac,a na jego-daj mi spokój-bo tak będzie-miej jakąś spokojną odpowiedź.
          i tak z innej beczki-serio porozmawiaj z psychologiem,jak mozecie sobie,jako rodzina pomóc.bo może byc tak,że tata się w sobie zatnie,że nie bedzie jadł,że nie bedzie wychodził.nie ubezwłasnowolniony,moze tak zrobic.wy zostaniecie z dużym poczuciem winy i bedziecie musieli sobie z tym jakoś poradzic.wnuczki też,bo mogą się obwiniac,ze dały z siebie wszystko,a dziadek i tak ich nie posłuchał...
          różnie może byc
          powodzenia i uściski
          • graz-ynaj Re: Problem z psychiką. 08.05.13, 08:00
            Chciałabym podzieli się moimi spostrzeżeniami i zasięgnąć fachowej porady czy moje zachowanie można zaliczyć do depresji. Jestem po przebytej w dzieciństwie choroby Heinego- Medina.W ostatnich sześciu latach dowiedziałam się., że mam raka trzonu macicy, upłynęło już pięć lat od operacji jest do tej pory w porządku.Muszę powiedzieć, że na mojej psychice to się odbiło, stałam się coraz bardziej nerwowa i wybuchowa i przy jakiś chorobach myślę o najgorszym, że to test nawrót choroby nowotworowej, Proszę o poradę czy to jest depresja.
    • ammazuko_powrot Re: Problem z psychiką. 08.05.13, 13:53
      Depresja to chyba nie ale normalny lek pacjenta onkologicznego.
      My chyba tutaj na forum cię rozumiemy;)

      Jeśli nie radzisz sobie z emocjami i lękami warto wybrać się do dobrego psychologa a może nawet do psychiatry....
      • oliwia244 Re: Problem z psychiką. 09.05.13, 10:35
        mój tata poddał się podobnie, jego choroba (rak płuc) była jednak bardzo zaawansowana.
        aż żal, ze Twój tata mając tak wspaniałe prognozy się poddaje.
        mój dostawał leki p/depresyjne. Bywały lepsze chwile.

        mam kontakt do genialnej psychoonkolog (warszawa), mnie postawiła w słabych chwilach na nogi 15minutową rozmowa. tata też był bardzo zbudowany po wizycie u niej, niestety był tylko raz bo uznał, ze to wystarczy....
        • soni Re: Problem z psychiką. 10.06.13, 21:15
          oliwia

          czy moge prosic o namiar na ta pania psycholog? moj tata bardzo potrzebuje kogos takiego
          • lotispsych Re: Problem z psychiką. 25.06.13, 08:02
            Pomoc psychologa w sytuacji choroby nowotworowej polega głównie na wsparciu osoby chorej i jej rodziny w poradzeniu sobie z trudnymi sytuacjami pojawiającymi się od momentu diagnozy. Ważnym aspektem wsparcia jest możliwość odreagowania emocjonalnego i poradnictwo w codziennych trudnościach związanych z procesem leczenia.
            Psycholog/psychoonkolog ma być towarzyszem w drodze do zdrowienia, ale również oparciem w sytuacjach trudnych.
            Jednak podstawą współpracy z psychologiem jest osobista motywacja chorego.
            Warto dać osobie chorej czas na samodzielne podjęcie decyzji, jednocześnie informując czego może się spodziewać po takiej wizycie.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka