b_a_l_b_i_n_k_a
23.02.06, 13:28
Kilka lat temu moja mama, która robiła regularnie cytologię, miała 3 grupę.
Lekarz, który ją prowadził zbagatelizował sprawę i powiedział, że pracownia
pewnie się pomyliła (co za palant!). Mama zrobiła wiec jeszcze raz i wyszedł
tym razem silny stan zapalny. Ponieważ nie była to żadna nowość, a lekarz
powiedział, że to się ciągnie tak długo, że pewnie taka mamy uroda. Mama sie
uspokoiła i za rok znów zrobiła cytologię. Tym razem wyszła 2 grupa.
Zaznaczę, że za każdym razem pobierano jej cytologię wacikiem.
W 2002 roku mamę zaczął lekko pobolewać brzuch. W końcu pooszła do innego
lekarza, który powiedział, że wszystko powinno być OK i pobrał jej cytologię
szczoteczką. No i wyszła V grupa.
Ogromny szok i strach. Wycinki, czekanie potem ulga bo powiedziano że to jest
bardzo wczesny stopień. Potem operacja mamy a potem znowu strach, bo po
badaniach his-pat okazało się, że choroba była zaawansowana.
Mama przeszła jeszcze przez naświetlania, brachyterapię i chemioterapię.
Leczenie zakończono w lutym 2003 roku. O tego czasu cisza....