Dodaj do ulubionych

moja historia....

14.07.06, 18:12
Zaczne od tego, ze moja mama ma raka a ja jestem za granica na konrakcie
(razem z moim narzeczonym) i za rok on nam sie konczy. Kontrakt ten pozwala
nam na zarobienie pieniedzy, ktorych nigdy w Polsce bysmy nie mieli. dzieki
nim mozemy wybudowac dom, zalozyc rodzine i miec :jakies grosze" na czarna
godzine. Zadnych luksusow, ale start w zycie bedzie dla nas latwiejszy, gdy
nie bedziemy miec rat na mieszkanie, ktore splaca sie przez 25 lat, martwiac
sie, czy jutro dalej bedzie praca i bede miala pieniadze na spate tego
kredytu.

Nasza "przygoda" z rakiem rozpoczela sie rok temu. Wtedy to podczas
rytynowych badan stwierdzono we krwi podwyzsziny stan krwinek bialych. Od
nici do klebka znaleziono tego zrodlo - na nerce. Miala guz wielkosci takiej
samej jak nerka. Od razu zdecydowano ja operowac. Oczywscie i z tym byl
problem bo byl to lipiec, lekarze na urlopach, kolejka ludzi czekajacych na
operacje jak mama i nerwowka co dalej. Postanowilismy dac
lekarzowi "koperte". Od razu romzowa byla inna i opieka rowniez. Niestety za
pieniadze.... ale dobrze, ze chiciaz w ten sposob sie udalo. Usunieto mamie
nerke i wycienek z tego guza wyslano do badania. Badanie wykazalo, iz jest to
nowotwor niezlosliwy...mama byla pod opieka lekarzy, czeste badania... i
szybko dochodzila do siebie. Wszyscy odetchelismy z ulga, az do czasu gdy na
poczatku tego roku mame zaczal pobolewac bark. Sadzilsmy, ze to od tego, ze
mama po ponad 6 m-cznej przerwie wrocila do pracy, gdzie siedzi przy biurku,
zgarbiona i duzo pisze. Z czasem bol byl coraz wiekszy, do tego stopnia, ze
nie mogla spac w nocy. Poszla z tym do lekarza, ktory stwierdzil u niej rwe
barkowa i na straal sie leczyc. Nie pomogl, a nawet zaszkodzil. Mama miala
jakies naswietlania, masaze, akupunkture i nie wiem co jeszcze... Potem
kolejny lekarz i kolejna diagboza tez rwa barkowa i dalsze ekserymenty. I
nic. reka stala sie niemal bezwladna. Wtedy dopiero skierowanoa ja na
tomografie komputerowa. Ktora wykazala jakis guzek na szyji... z czasem stal
sie on wiekszy, zrobono biopsje... Diagnoza - przerzut raka! Jak mozliwy jest
przerzut, skoro rak w nerce byl niezlosliwy? Lekarz nato, ze byc moze ten rak
w szyji byl przed tym w nerce. Dodatkwo lekarz tlumaczyl, ze wycinki zguza,
ktore pobrano do badania mogly byc niezlosliwe, a cm dlaje gdzie juz nie
pobrano mogl byc zlosliwy? Czy to jest mozliwe? czy to jest mydlenie oczu nam
prostym ludziom bez wiedzy medycznej, ktorzy we wszytsko wierza i ufaja
lekarzowi bo w koncu to in ukonczyl (niby) Akademie medyczna...
Dalej skierowano mame na radioterapie. Miala 10 naswielen. 5 tygodni temu je
zakoczyla, tydzien temu byla na badaniu tomokomuterowym i teraz czekamy na
wynik... co daje.. czy ta radioterapia pomogla, czy nie? Jakby tego malo
jakis czas temu mama zaczela kulec... boli ja noga... lekarz tlumaczy, ze
radioterapia musi ktoredyz wyjsc i teraz boli noga, a za tydzioen moze bolec
stopa, albo nie wiem co jeszcze... czy to kolejne mydlenie oczu??? Czy moze
to byc przerzut do kosci (nie daj Boze) ??

Ciesze sie, ze chociaz tata jest przy mamie i dzielnie jej pomga i ja
wspiera. Gotuje, sprzata, pierze... i pracuje 8 h dziennie.
Mama ma teraz chwile slabosci, czesto palcze bo czuje sie bezuzyteczna i
bezradna wobec tego wszystkiego. Chcilaby cos zrobic w domu a nie moze, caly
dzien jest sama i ma "rozne " mysli w glowie.... do tej pory byla dzielna,
albo i nie tylko to przede mna ukrywali... te jej slabosci.
Niedaleko jest tez moj brat z zona i czesto odwiedzaja mame i wyciagaja w
jakies podroze - to Mazury, to Kaszuby itp itd... nie chca, aby mama sie
zadreczala, chca ja od tego wszytskiego oderwac... a ja jestem zla, ze jestem
tutaj.... i jestem etz zla, ze oni ja tak ciagna i zabieraja i mecza... nie
wiem, czy to jest dla niej dobre...


We wtorek bedzie wynik z Tomografii komputerowej. Mama nie chce isc bo sie
boi. Pojdzie tata. Mama chce w domowym zaciszu "uslyszec werdykt" i to od
mojego taty a nie lekarza.

Wkurza mnie to, ze oni tyle przede mna ukrywaja i ja musze tego dochodzic
przez internet , potem dzwonic, sledztwo przeprowadzac, i dopiero wtedy sie
przyznaja...

Jedno jest pewne wiele zalezy od tego wtorkowego wyniku... juz
postanowilam... jak bedzie trzeba to wracam....
Choroba wybrala najgorszy czas jaki mogla... ale tak to jest... nie znamy
dnia i godziny... czlowiek moze planowac i tak nastepnego dniach.. trach...

Ciesze sie, ze jest takie forum i tyle wiedzy mozna tu wykopac.

Lacze modlitwy swoje i Wasze o zdrowie naszych bliskich i o sile dla nas.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka