snow22
16.08.07, 22:16
Szukając namiarów na pewnego onkologa znalazłam poniższy artykuł.
Ciągle nie mogę pojąć, jak wielkiego pecha miał mój tato, że przez
prawie pół roku (3 pobyty w różnych szpitalach, kilka wizyt u
lekarzy różnych specjalności), nikt nie wpadł na to, że to RAK!
Jestem zła na siebie, że w jakiś sposób pozwoliłam tacie tak bardzo
zaufać tym lekarzom!!!! :( Przytaczam ten artykuł, bo jest w nim
chyba samo życie, albo raczej mowa o tym jak się zabija.
"DLACZEGO RAK ZABIJA ?
Artykuł autorstwa Małgorzaty Fedorowicz, Nowa Trybuna Opolska
13.10.2006r.
Aż 80 procent chorych na raka w Polsce trafia do onkologa wtedy, gdy
na ratunek jest już za późno.
Wynika to z niskiego poziomu edukacji naszego społeczeństwa, para
liżującego strachu przed wizytą u onkologa - podkreśla dr Janusz
Meder, prezes polskjej Unii Onkologii. - Ludzie nie chcą wiedzieć,
że mają nowotwór, Ale, niestety, wynika to również z niedoedukowania
lekarzy pierwszego kontaktu. Każdy z nich, czy to lekarz rodzinny,
czy specjalista, może być tżw. opóźniaczem. W nieskończoność leczy,
nie wiedząc co.
Pacjent z bólami korzonkowymi, z tzw. rwą kulszową, zgłasza się do
lekarza rodzinnego. Gdy choroba nie przechodzi, jest odsyłany do neu
rologa, reumatologa, ortopedy. Tak mija rok. - Specjaliści
przepisują pacjentowi różne leki, natomiast nikt nie zleca mu
prześwietlenia bolącej części kręgosłupa - mówi dr Janusz Meder z
Centrum Onkologii w Warszawie. - Wreszcie się okazuje, że rozwinął
się nowotwór z przerzutami do kości. My tym pacjentom, gdy w końcu
trafiają do naszych przychodni, możemy już tylko przedłużyć życie.
PACJENT MA PRAWO WIEDZIEĆ
- Trudno chować głowę w piasek i mówić, że jest dobrze, jak jest
złe -przyznaje dr Kazimierz Drosik, ordynator oddziały onkologii
klinicznej Opolskiego Centrum Medycznego. - W Polsce odsetek chorych
kobiet, które przeżyły pięć lat od chwili wykrycia u nich raka
piersi i zastosowania leczenia, jest najniższy wśród krajów
europejskich i wynosi tylko 44 procent. Tymczasem w Finlandii,
Francji czy Szwajcarii przekracza on ponad 77 procent Jesteśmy pod
tym względem gorsi niż Estonia, Wynika to z tego, że Polki nadal
zbyt rzadko zgłaszają się na badania mammograficzne, gwarantujące
wczesne wykrycie nowotworu, a tym samym jego wyleczenie. Choć dostęp
do mammografii u nas bardzo się poprawił.
Pacjent ma prawo nie wiedzieć, że może grozić mu rak. Lekarzowi
jednak trudniej wybaczyć grzech zaniechania
Na oddział opolskiej onkologii klinicznej trafiła kobieta, która
przez dwa lata skarżyła się swojemu doktorowi, że czuje się
osłabiona Lekarz nie zlecił jej jednak nigdy żadnych badań. Gdy w
końcu trafiła do centrum, była już w bardzo złym stanie. Okazało
się, że ma raka układu chłonnego. A nieustanne osłabienie było
jednym z jego typowych objawów.
- Często popełniany jest ten sam błąd, że powiększone węzły chłonne
leczy się miesiącami, przepisując pacjentowi antybiotyki - dodaje dr
Janusz Meder. - A nie pobiera się wycinka z węzłów i nie bada go pod
mikroskopem. Skutki tego są tragiczne.
Systematycznie do centrum przyjmowani są pacjenci z nowotworem
jelita grubego w takim stadium, że dochodzi już do przerzutów do in
nych narządów.
- Z rozmowy z chorym wyłania się często ten sam schemat: najpierw
przez pół roku omijał on lekarza, bo jak go zabolał żołądek, miał
wzdęcia i biegunkę, to łykał coś na własną rękę - opowiada dr
Kazimierz Drosik. - A gdy w końcu do niego poszedł, dostał znowu
jakieś leki, pomogły, wiec lekarz nie pogłębiał diagnostyki, nie
zalecił gastroskopii. Minęło kolejne pół roku. Tabletki przytłumiły
prawdziwy obraz choroby, a ona podstępnie się rozwijała. W takich
przypadkach, po upływie roku od pojawienia się pierwszych
niepokojących objawów, my już naprawdę niewiele możemy pomóc.
-Znam kobietę, Która przez dziesięć lat była leczona czopkami na
hemoroidy, choć lekarz nawet jej wcześniej dokładnie nie przebadał -
relacjonuje Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Obrony Praw Pa
cjentów Primum non Nocere. - Doszło u niej najpierw do niedrożności
jelita, a następnie rozwinął się rak. Ta pacjentka żyje, ale
przeszła gehennę, została potwornie okaleczona.
TYDZIEŃ DLA ONKOLOGII
Zdaniem onkologów trudno oskarżać wszystkich lekarzy pierwszego
kontaktu o brak dobrej woli czy o świadome działanie na niekorzyść
pacjentów, którzy zwracają się do nich w pierwszej kolejności. (Bo
onkologów, do których nie potrzeba skierowania, wolą na wszelki
wypadek omijać z daleka). Wynika to raczej z ich niewiedzy, braku
odpowiedniego przygotowania Trudno wymagać, aby każdy lekarz był
alfą i omegą. Jednak podstawową wiedzę na temat nowotworów powinien
posiadać.
- Przede wszystkim problem tkwi w błędach w kształceniu przyszłych
lekarzy - podkreśla dr Kazimierz Drosik, konsultant wojewódzki ds.
onkologii klinicznej. –Zajęcia z onkologii są traktowane na
uczelniach medycznych marginalnie. Poświęca się na nie na przykład
tylko... tydzień w trakcie całych studiów. Poza tym na wykładach z
onkologii mówi się głównie o metodach i skuteczności leczenia
nowotworów. A nie uczy się studentów jak je mają rozpoznawać, na co
w przyszłości zwracać szczególną uwagę i jak na danym etapie, czy to
pracując w rejonowej przychodni czy w powiatowym szpitalu, należy z
pacjentem postąpić. Nic więc dziwnego, że potem diagnostyka tak
strasznie kuleje. Zdarza się, że nawet doświadczeni chirurdzy mają
kłopoty z rozpoznaniem groźnego raka skóry - czerniaka
Przyszli medycy uczą się na przykład o pęcherzyku żółciowym, o ka
micy, a nikt im nie wpaja że w 65 proc. przypadków kamica towarzyszy
rakowi pęcherzyka.
Ministerstwo Zdrowia dopiero niedawno się zreflektowało, że on
kologia nie może być na studiach medycznych traktowana po macoszemu
i planuje zwiększenie liczby zajęć z tej dziedziny. Przy akademiach
medycznych mają powstać oddziały lub kliniki onkologiczne, w których
studenci poznawaliby choroby nowotworowe od strony praktycznej. Są
jednak przeciwnicy otwierania kolejnych oddziałów, którzy tłumaczą,
że swoje ośrodki onkologii ma już każde województwa Po co więc je
dublować? Ministerstwo Zdrowia musi ten problem rozwiązać jak
najszybciej, bo nowotwory zbierają straszne żniwo.
BO BADANIE KOSZTUJE
U chorych zbyt późno rozpoznaje się też raka płuc i raka prostaty. -
Trafiła do nas skarga od rodziny pacjenta, który miał wykonane
zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej, był na nim podejrzany cień,
ale lekarz to zbagatelizował – przytacza kolejny przykład Adam
Sandauer. – Nie zalecił bronchoskopii, która w takim przypadku jest
wskazana. Mężczyzna został wypisany ze szpitala do domu, ale już
długo w nim nie pobył. Jego stan mocno się pogorszył. Zrobiono mu po
nownie zdjęcie klatki piersiowej i w miejscu, gdzie znajdował się
wcześniej cień - byt już guz. Mężczyzna zmarł. Miał 50 lat.
Kiedyś każdy z nas musiał obowiązkowo się zgłaszać na prześwietlenie
płuc, każdemu przysyłano wezwanie do domu. Dziś lekarze pierwszego
kontaktu nie kwapią się z wydawaniem skierowań na takie badanie. Bo
każde badanie to koszty.
- Na całą diagnostykę na jednego pacjenta mogę przeznaczyć 60 zło
tych na rok - mówi lekarka z nyskiej przychodni, prosząca o anonimo
wość. - A samo badanie rtg kosztuje ponad 50 złotych. Nie mogę go
zlecać wszystkim rutynowo, bo mi nie wystarczy pieniędzy z
kontraktu..
- Każda diagnostyka wymaga kosztów, a na etapie podstawowej opieki
zdrowotnej ona niestety, kuleje - podkreśla konsultant wojewódzki
ds. onkologii klinicznej. - Należałoby ustalić pewne standardy,
jasno określić, jakie badania zlecić i w jakich okolicznościach.
Onkolodzy zgłosili postulat w Ministerstwie Zdrowia, aby przy opra
cowywaniu tzw. koszyka świadczeń koniecznie uwzględnić tego rodzaju
badania.
Pro