ol2
13.03.09, 17:34
Witam! Nazywam się Dorota.
Hm, nie wiem od czego zacząć bo tyle tego jest...
Może od najważniejszego: moja mama (57 lat) od września 08r.
chodziła z nowotworem piersi. powiedziała nam o nim dopiero w środę
tj. 11 marca br. Najpierw powiedziała bratu, że wyskoczyła jej jakaś
narośl na piersi. Więc brat kazał mamie pokazać - jednym słowem jak
to zobaczył to zaniemógł!!!
Więc od razu przyjechał po mnie i pojechaliśmy już we dwójkę do
mamy. Jak mi mama to pokazała - to uwierzcie - uciekłam na dwór
zwymiotować. Po prostu widok przerażający, okropny!!!
To wyglądało jak jedna, wielka rana, która już gniła. I teraz jak
składam to do kupy to faktycznie od jakiegoś czasu czuć było od mamy
nieprzyjemny zapach - ale kto by pomyślał....
Więc od razu na ostry dyżur - lekarz się przeraził, stwierdził od
razu, że to nowotwór w zaawansowanym stadium. NIc więcej nie
powiedział. Dał skierowanie na onkologię do Gliwic i na drugi dzień
tj. w czwartek już tam byliśmy z mamą. Lekarz-chirurg obejrzał mamę
w pokoju zabiegowym. Ja zostałam w drugim pokoju. Wyszedł do mnie i
powiedział, że: "konieczna jest amputacja toaletowa piersi, że ta
rana to owrzodzenie nowotworowe". I wrócił do mamy. Po 10 min
wrócił i powiedział:" że jednak jest o wiele gorzej. Są przerzuty na
węzły, guz jest nieruchomy względem ścianki i że nie ma sensu
operować mamy".
Stwierdził, że nie ma potrzeby robienia rezonansu, bo to nic nie da.
Robili mamie RTG płuc - wyników nie ma jeszcze. Pobrali wycinek do
badania i 30 marca będą wyniki. W tym samym dniu pobiorą krew do
badań. Mama jeszcze będzie miała robione usg jamy brzusznej. Lekarz
powiedział, że po wynikach zdecydujemy czy jeszcze się da coś
zrobić, czy w ogóle przy tym owrzodzeniu chemia wchodzi w grę lub
naświetlania. Mówił coś o leczeniu paliatywnym. Powiedział mi, że
nie jest dobrze.
Pytałam o to owrzodzenie to powiedział, że tego się nie wycina.
Trzeba robić opatrunki.
Moja mama leczy się na depresję od lat. I jakoś widzę, że do końca
to do niej nie dociera co zrobiła, co jej jest.
Mam do niej żal, że tak długo to przed swoimi własnymi dziećmi
ukrywała!
A teraz...
Proszę napiszcie, wyjasnijcie co się w takich sytuacjach robi? co z
leczeniem? czy takie osoby nie nadają się do hospitalizacji?
ja wiem, że nie jest dobrze dlatego piszcie prawdę - nie owijajcie
w bawełnę.
Dziękuję Dorota