Dodaj do ulubionych

samotnosc - logiczne argumenty...

18.11.08, 13:26
... jak rowniez obiektywne opinie sa mi bardzo potrzebne... no i
mnie dopadlo... nie bede sie rozpisywac, bo napewno kazda z Was
przez to przechodzila, potrzebuje jednak Waszej pomocy. Jak można
wytlumaczyc swojemu mężowi wszechogarniajace poczucie pustki,
bezsensownosci i ogolnego rozwalenia emocjonalnego, w sytuacji kiedy
za kazdym razem gdy zaczynam ten temat slysze, ze nie mam pojecia co
to jest samotnosc, bo... cytuje ''to ja spedzilem 1,5 roku w UK bez
rodziny, ciesz sie ze masz przy sobie mnie i dzieci''. Moj maz jest
oglnie dobrym facetem, ale chyba nie do konca chce mu sie ''nade mna
rozczulac''. W moim wypadku pojscie do pracy czy nawet na kurs
jezykowy przez najblizesz pare miesiecy jest poza moimi
mozliwosciami, wiec poradzenie sobie z samotnoscia przy urzyciu sil
zewnetrznych jest niemozliwe, musze to zalatwic w naszym malym
rodzinnym gronie... nie ulatwia tego ciagle porownywanie przez
mojego lubego czasu jaki oboje wkladamy w dom czyli jego 8 godz w
pracy i moich ''gora 1 godz zeby dom wysprzatac (nie jestem pedantka
wiec poprostu chalupe ogarniam), jakies 1.5 godz co by obiad zrobic
(w to wliczone jakies szybkie zakupy jak czegos mi braknie)'' a
reszta to podobno siedze i mam czas TYLKO DLA SIEBIE. No poprostu
zyc nie umierac - sielanka!!! Musze z nim porozmawiac na chlopskich
zasadach czyli:logiczne najlepiej poparte dowodami argumenty
przemawiajace za tym ze mozna czuc sie samotnym majac przy
sobie ''wspanialego, spelniajacego wszystkie moje potrzeby faceta,
ktory swoja praca zapewnia mi dom, pieniadze na jedzenie i mozliwosc
nie martwienia sie o to co do gara wsadzic a jedyne co ode mnie
wymaga to porzadek w domu i zebym sie dziecmi zajela'' w odniesieniu
do jego pogladu ze o samotnosci to tylko on moze cos powiedziec - do
tego potzrebuje wlasnie logicznych argumentow. Poza tym prosze o
obiektywne spojrzenie na sprawe, nie zdziwie sie jak okaze sie ze
wydziwiam i rzeczywiscie nie wiem co to samotnosc, przyjme to z
pokora i wezme sie w garsc - tak czy siak musze, ale czasem kopa w
d... trzeba dostac zeby bylo szybciej. Prosze, dziekuje i
przepraszam za temat ktory byl juz pewnie ze 100 razy przerabiany...
Obserwuj wątek
    • velvet35 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:05
      Dlaczego nie chodzisz na kursy, ktore oferuje lokalny council? Ja
      mam 9 miesiecznego synka i chodze na rozne kursy(nawet robienia
      bukietow, hi hi). Na czas kursu jest zorganizowana opieka nad
      dzieckiem. To naprawde pozwala odetchnac poza domowa atmosfera,
      poznac innych, pogadac, jezyk podszkolic na zajeciach z angielskiego
      itp. Chyba musisz poznac jakies kolezanki, z nimi zawsze latwiej
      przejsc przez tego typu dni :-).
      • cichajakomysz Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:36
        z informacji dostepnych mi - ciemnocie jezykowej - wynika ze
        najwczesniej bede mogla isc na kurs kole stycznia bo wtedy zostanie
        otwarta nowa grupa dla ciemniakow, i mam nadzieje ze wtedy zacznie
        sie dla mnie nowe zycie. Narazie musze poukladac swoje uzaleznione
        od meza i jedyne wyjscie jest takie ze mu przetlumacze i znajde
        jakas droge do jego swiadomosci, ze wcale ale to wcale nie jest mi
        tak cudownie, wspaniale i wogole... I wlasnie narazie to jest moj
        cel priorytetowy - czasami mam wrazenie ze chlopy to nie tylko z
        innej planety pochodza ale ta planeta to chyba w innym ukladzie jest
        zupelnie...
    • fewthings Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:07
      A masz jakas kolezanke?Taka na ,,ciasteczko'',z ktora mozesz sie
      spotkac,pojsc na spacer,czy nawet pogadac swobodnie...
      • anca03 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:27
        Oj cicha...cicha...nie mam teraz za wiele czasu, żeby coś pisać :)
        bo właśnie mija któraś z tych 8 godzin, które "mam tylko dla
        siebie" :) i lecę na pocztę, a potem do banku, a potem po
        córkę...Ale powiem Ci, że chętnie wypiłabym z Tobą kawę...:)))
        • cichajakomysz Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:40
          dzieki serdeczne anca ;-) czasami sobie mysle, ze gdyby nie te
          godziny ktore ''mamy tylko dla siebie'' to swiat by ulegl zagladzie,
          no moze nie caly, ale napewno wiekszosc domowych ognisku ulegla by
          zagaszeniu z glosnym sykiem. Juz sie czuje jakbym wlasnie skonczyla
          pic kawe z Toba
          • moncik32 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:49
            przypomnial mi sie taki rysunek Andrzeja Mleczki i opis do niego" bo Twoja
            depresja przy mojej jest zadna"
            powodzenia w trafianiu do chlopa . u nas tez ostatnio kryzysowo bylo ale
            wczoraj juz sie poryczlam a bekasa nie jestem i moj chlop wie,ze jak rycze to
            jest zle i zaczynaja mu sie oczeta otwierac.
            • cichajakomysz Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:59
              U mnie podobnie z placzem, jak juz rycze to znaczy ze jest mocno nie
              teges - normalnie to wylewam z siebie potoki ale slow z polozonym
              naciskiem na glosnosc. Wiec jak sie juz poplacze to moj sie wspina
              na wyzyny zrozumienia, ale trwa to gora (zeby mnie nie ponioslo)
              jakies 1,5 dnia. Chwytajac sie desperacko mojego ostatniego pomyslu,
              postanowilam pojsc w strone logiki (co by ulatwic mojemu zrozumienie
              zawilosci mojego problemu), a nie uczuc (ktorymi jak kazda kobieta
              kieruje sie w pierwszej kolejnosc) - trza myslec jak wrog, wtedy go
              latwiej pokonac ;-)
              • fewthings Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 15:17
                Czasami facet musi czuc,ze ktos ma nad nim przewage,bo dlugie rozki
                mu rosna:-)

                A gdzie mieszkasz jesli moge wiedziec?
        • anda2006 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:55
          Ja też przez to przechodziłam,w moim przypadku tylko okres kilkunastu dni
          wakacyjnych(przyjechałam w sierpniu), bo zaraz dzieci poszły do szkoły, ale wiem
          jak się czujesz. Musisz sobie znaleźć powód do spotkań z innymi ludźmi, znajdź
          jakąś play group, najbliższą biblitekę , szkołę językową z przedszkolem. Myślę,
          że możesz poszukać jakiegoś interesującego kursu wieczorowego w najbiższym
          collegu, a mąż będzie mógł po pracy posiedzieć z dziećmi. A do męża możesz
          argumentować, że to dla niego przyjechałaś, dla jego komfortu żeby on nie czuł
          się samotny w UK, albo nie musiał wracać do PL
    • tuti Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 14:54

      a ja nie potrafie , nie daje rady postawic sie w Twojej sytuacji.
      Ja lubie byc sama raczej (+maz to juz full wypas)
      , ale mam wszechogarniajace wrazenie ze nie jetsem SAMOTNA.
      mam rodzine w polsce, codziennie dzwonie do mamy , bliskiej cioci,
      lub
      wysylam SMSa tanim kosztem z sieci do brata.
      ROBIE MNNOOOOOOOOOOOOOSTWO zdjec i wysylam je do w/w
      tym samym wymagam by i oni do mnie wysylali , choc co pare dni,
      tydzien..
      - to nie zawsze sie udaje, rodzice potrafia sie nie odzywac, nie
      odpisywac, brta tak samo, zawsze musze
      sie domagaci i to ja do nich dzwonic - choc to akurat zasluga kosztow
      - wydaje £15miesiecznie na tel (+nadwyzka za rozmowy do PL ok€10 za
      kwartal), to zadne pieniadze, za ten komfort ktory mi to daje.

      Nie mam w Polsce kolezanek, w UK - owszem, praca (z malo waznymi
      wspolpracownikami) + jedna psiapsiolka z ktora widuje sie raz na
      miesiac+ pare SMSow/maili miesiecznie.
      W domu tyyyyyyyyyyyyyyle do zrobienia, CD do pokatalogowania,
      przesluchania, arts&crafts-card making,
      I FORUM :) I Internet!

      NIE MASZ NIKOGO W POLSCE? Nikogusienko? na calym swiecie nikogo
      procz meza? to rzeczywiscie, moglo by to zachodzic o Samotnosc

      Troche odeszlam od pytania co prawda - ale to dlatego ze nie wiem,
      nie , nie zgadzam sie, nie podoba mi sie twoje podejscie i
      skupianie sie na tej samotnosci
      To przeciez odnosi odwrotny skutek!!! Rozkoszujesz sie tym ze jestes
      neiszczesliwa, a naprawde nie masz do tego powodow, i sama to wiesz!
      To chyba sie da leczyc!


      ja nie chce sie nad Toba pastwic, ani Cie smucic bardziej,
      ale wyznaje terapie szokowa i potrzasniecia czasem!
      Nie czytasz? Nie sluchasz radia? bbc.com/iplayer, nie? Tvp
      interaktywna nie?
      Podaej powyzsze bo przy posiadaniu netu - nie wymagaja wiekszyh
      kosztow!

      A on rzeczywiscie, swoja droga moglby przestac rzucac glupie
      komentarze o wkladzie pracy:/


      • cichajakomysz Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 15:24
        tuti Twoj post pomoze mi sprecyzowac co jest moim prawdziwym
        problemem - nie tyle samotnosc (trudno znalesc nowe kolezanki gdy
        jest sie w UK raptem 3 miesiace, do tego zostawilo sie w kraju
        rodzinnym przyjaznie na ktore czlowiek pracowal kilka lat do tego
        tak pechowo sie sklada, ze 1: jedna przyjaciolka wlasnie sie
        rozwodzi wiec rozmowy sila rzeczy bardziej dotycza jej problemow, bo
        sa powazniejsze - mam tego swiadomosc, 2: moja mama byla zalamana
        wiadomoscia o mojej emigracji i jedyne co jakos ja przekonalo zeby
        sie usmiechac to swiadomosc, ze jade do lepszego wiec raczej teraz
        nie moge jej dowalic ze czuje sie zle itd) z tym moge sobie naprawde
        poradzic, bo wiem ze w koncu to sie zmieni, zycie mnie nauczylo
        czasami bolesnie ze trzeba cierpliwie czekac na lepsze. Moim
        problemem jest to, ze moj maz uwaza ze powinnam skakac z radosci bo
        sprowadzil mnie do raju i inne znim problemy, chociazby wyliczanie
        pracy jaka wkladamy w dom - moze glupio ale chcialabym znalesc w nim
        wiecej wyrozumialosci, bo jego postawa raczej mi nie pomaga tylko
        dowala klody pod nogi.
        • velvet35 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 16:51
          W jakiej dzielnicy mieszkasz?
      • mama5plus Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 19:52
        tuti napisała:

        >
        > a ja nie potrafie , nie daje rady postawic sie w Twojej sytuacji.
        > Ja lubie byc sama raczej (+maz to juz full wypas)
        > , ale mam wszechogarniajace wrazenie ze nie jetsem SAMOTNA

        Pozwolisz tuti ze sie pod Toba podpisze?
        Bo samotnosc to dla mnie stan umyslu raczej niz fizyczna
        rzeczywistosc i bez znaczenia ilu ludzi bedzie nas otaczalo, mozna
        byc samotnym wsrod ludzi i mozna nie czuc samotnosci spedzajac x
        godzin dziennie w absolutnej ciszy.

        Cicha, czy Ciebie przypadkiem jakas deprecha nie dopada?
        Moze to wyjscie do ludzi pomoze a moze nie pomoze.
        W moim odczuciu gdybys naprawde chciala zlapac kontakt to juz bys
        to zrobila i fakt ze jestes w domu i masz dzieci by Cie przed tym
        nie powstrzymal.
        Ale nie jestem psychologiem. Nie bede stawiac diagnozy. Tylko sie
        takimi roznymi spostrzezeniami dziele.

        Mialam kiedys znajomych( no w sumie nadal mam tylko daleko
        mieszkamy obecnie) ktorzy wiekszosc czasu spedzali razem bo on
        studiowal i pracowal w domu.
        Mieli jeden pokoj i tak siedzieli w nim, kazde robiac cos innego,
        on ze sluchawkami na uszach, ona do kogos list piszac albo jakas
        knige czytajac. I w tym byciu razem byli bardzo samotni (ona
        przynajmniej) Co ciekawe, wszedzie tez chodzili razem, nawet na
        szybkie zakupy do pobliskiego sklepu.

        Teraz (po 10 latach okolo)maja dziecko, wiecej pokoi, on skonczyl
        studia i juz tylko pracuje w zdomu i..... podobno sytuacja nie
        ulegla zmianie :->
      • m0nalisa ja podobnie jak tuti 18.11.08, 23:27
        ale tez mnie jakies rozterki egzystencjalne dopadly i sie ostatnio rozczulam nad
        soba, dzies to sobie nawet poplakalam kumpeli w ramie tak dla zdrowotnosci.
        A i sama sie nie moge jakos zorganizowac i jakis porzadny kop w DE by sie
        przydal. Twardzieli dopada i na pewno minie. Wierze w to.
        Trzymaj sie!!
        • tuti Re: ja podobnie jak tuti 19.11.08, 09:59
          o jak najbardziej, najlepiej sobie pochlipac od czasu do czasu;)
          i potem dobrze sie wyspac;)
          I wyjrzec za okno i sie ucieszyc ze znow pada, bo ten wilghotny
          klimat swietnie sluzy rododendronom!! Uwielbiam ich tutejsze
          kilkumetrowe giganty!!!!!
      • sophic do tuti - tanie rozmowy do Polski 19.11.08, 12:28
        Tuti, ja dzwonie do Polski uzywajac programu Free Call.
        Z tego programu mozesz dzwonic na telefony stacjonarne na calym
        swiecie. Osoba, do ktorej dzwonisz nie musi posiadac komputera. Ja
        laduje konto na freecallu sms-em. Za £5 jest 38 darmowych dni (£10 -
        77 dni). Nie ma zadnego limitu polaczen, a w trakcie tych darmowych
        dni nic z konta ci nie ubywa. Gdy mi sie skoncza darmowe dni, to
        wtedy dzwonie wykorzystujac, to co mam na koncie, czyli te £5 i
        wtedy koszt polaczenia jest 0,01E za minute.
        www.freecall.com/en/index.html
        • tuti Re: do tuti - tanie rozmowy do Polski 19.11.08, 13:08

          Sophic, dzieki, ja jestem z mojego sytsemu zadowolona poki co, jest
          to pewnie cos z rodizny Twojego, dzwonie i na stacjonarne i na
          komorki w Polsce, do tego stopnia, ze rodzice wlasciwie przestali
          uzywac skypea! Ale autorce na pewno sie przyda – Mysza, organizuj
          sobie to i dzwon do psiapsiolki!!! I nie szukaj wymowek, da sie,
          poradzisz sobie i wsyztsko mozna.

          A meza moze potraktuj jako przyjaciela, powiedz ze ma na pewno racje
          ze troche przesadzasz (czyz to nie naturalne ze przesadzamy? Ze sie
          martwimy kiedy nie ma o co? Ze rozmyslamy calymi dniami sie dolujac,
          zamiast dzialac dla polepszenia sampoczucia?) Ale ze jest Ci ciezko
          w obcym kraju, i poki nie pojdziesz na kurs, to chcialabys by on Ci
          pomogl, (w jakikolwiek tam sposob Ci pasuje – ale tez pamietaj ze
          on ma prace, i ograniczone mozliwoscie kontaktu w ciagu dnia etc…
          ale na pewno sa jakies male rzeczy, z jego strony, ktore Ci
          pomoga ,)
    • gosiash Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 16:02
      Ja tez musze leciec, ale sie dopisze pozniej, oj dopisze ;) A jak
      Twoj maz taki specjalista od samotnosci to moze niech Ci podpowie
      jak sobie z nia radzic. To tak na poczatek. Musze pedzic. Sciskam
      mocno.
    • asica74 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 16:04
      Hej:) a ja niesmialo mysle, ze ty i twoj maz mowicie o dwoch
      zupelnie innych rzeczach: Tobie chodzi (jak sie domyslalam) o taka
      samotnosc emocjonalna, bedaca wynikiem emigracji, i tez wynikiem
      niezrozumienia ze strony meza. A jemu chodzi raczej o fizyczny
      aspect samotnosci. I gdzies pozostaje dziura w komunikacji: ty
      jestes sama ze swoimi myslalami, a on jest przekonany, ze skoro jest
      obecny dla ciebie i dzieci fizycznie, to nie ma problemu?
      To bylo primo.
      Secundo: nie mysl o sobie negatywnie! Jezeli jestes dla siebie
      ciemnamasa, etc, to naprawde nikt inny o to nie zadba, by tak nie
      nie bylo.
      • tuti Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 19:38
        ja wierze w sile Pozytywnego myslenia,
        i ciesze sie ze dochodzisz do sedna sprawy.
        Wszystko krok po kroku stanie sie latwiejsze, a poki co masz nas, ,a
        href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29377">Polki w Anglii</a> na
        Matkach Polkach;)

        Staraj sie rozmawiaz z bliskimi ktorzy zostali w Polsce - ja po dwoch latach
        dopiero zorganizowalam sie z tym tanim dzwonieniem, i znacznie poprawilo to moje
        sampopoczucie - nie wspominajac o samopoczuciu mojej mamy!!!!.
        mam z nia nie gorzszy, jesli nawet nie blizszy kontakt niz reszta rodziny,
        ktora pozostala w Pl.

        Ty masz czas, naprawde szczesciara z Ciebie;)

        I daj sobie troche czasu, ani w miesiac, ani w trzy, ani nawet moze w pol roku
        nie znajdziesz tu super przyjaciol!
    • cichajakomysz Coventry 18.11.08, 17:36
      w odpowiedzi na pytania odnosnie mego miejsca zamieszkania - z pewna
      doza niesmialosci moze a noz-widelec ;-) sajgon teraz mam w domu ale
      jeszcze sie pojawie a narazie - dziewczyny bardzo bardzo Wam
      dziekuje!! juz sama swiadomosc, ze to co siedzi mi w glowie jest
      zrozumiale dla kogos wiecej niz tylko dla mnie dodaje skrzydel ;-)
      • balonka1 Re: Coventry 18.11.08, 18:45
        Coz ja moge powiedziec...pocieszyc ze na pewno bedzie lepiej,tylko
        trzeba czasu na zaaklimatyzowanie i poukladanie sobie zycia
        tutaj,nawet jesli to ma byc na razie zycie typu ja-dziecko-ja-
        dziecko...czasem jeszcze on.W koncu cos sie wydarzy,poznasz
        kogos,wyjdziesz gdzies.Mowisz o barierze jezykowej..w Coventry przy
        kosciele polskim jest grupa dla maluchow raz w tygodni-juz jest
        jakas opcja.
        W jakiej dzielinicy mieszkasz?
    • whenthevancomes Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 19:36
      Cicha, ja Cie rozumiem. Czasem jakis dol dopada i nie wiedziec
      czemu. U mnie tez troche jesienne smutki mnie dopadly, a maz nie
      rozumie bo przeciez tak naprawde nie mam powodu do zmartwien. Tylko
      tak mu wytlumaczylam, ze to nie ma z nim zwiazku zupelnie bo w
      naszym malzenstwie jestem szczesliwa, ale cos ze soba musze zrobic,
      Jakis kurs, czy cos... Zabralam sie za prawo jazdy i dumna jestem z
      siebie. Dzisiaj bylam w bibliotece i wypozyczylam fajne ksiazki...
      male rzeczy ciesza :-)
    • moni73 Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 19:54
      Cicha mamy mocno podobna sytuacje...
      Przylecialam z trojka dzieci w czerwcu, nie pracuje, jezyk znam na
      tyle ze zalatwie sobie sama wszystko jak musze, ale boje sie go
      uzywac gdyz mam problem z rozumieniem co do mnie mowia, zatem nie
      inicjuje raczej zadnych pogawedek z mamusiami pod szkola :(
      Starsze ida do szkoly, najmlodszy 2 razy w tyg do przedszkola na
      kilka godz...A ja wariuje :( Doslownie...Wczoraj rowniez wylam
      mezowi w rekaw- a on na to ze przesadzam, i wmawiam sobie depresje :
      ( I o co mi wlasciwie chodzi...
      Ja chodze na kurs angielskiego do college'u, 2 razy w tyg. Fajne
      to , duuuzo mi daje i towarzysko i edukacyjnie...Ale nie rozwiazuje
      problemu...
      U mnie duzo problemow wynika z braku plynnosci w jezyku, z drugiej
      strony takie wycofanie sprawia ze ja nie mam okazji do uczenia sie
      go i tak w kolo macieju...
      U nas jeszcze dochadza problemy ze specyficzna praca meza- on
      pracuje duuuuuzo godzi i praktycznie wszystkie weekendy, jesli ma
      wolne to w tyg... Ale zamierza prace zmienic , moze bedzie lepiej...
      Walcze ze zlymi myslami , zawzielam sie ze sie nie dam dolom,
      zobaczymy !

      Moze masz ochote na gg albo skype pogadac ??? Ew mailowo :)
      Ja jezdze samochodem wiec nawet jestem w stanie do Ciebie przyjechac
      o ile masz ochote na wspolna kawe :)
      Daj znac
    • gosiash Re: samotnosc - logiczne argumenty... 18.11.08, 20:09
      No dobra, nie bede atakowac Twojego meza, bo Go nie znam i sama
      piszesz ze zly nie jest ;)
      Ale wlasnie skoro piszesz, ze On taki logiczny, to niech sobie
      przypomni jaki byl samotny zanim Was do siebie sprowadzil. Owszem
      bycie z Nim to dla Ciebie radosc, ale przeciez zostawilas w Polsce
      pozostala czesc rodziny i przyjaciol. On jest tu juz 1,5 roku jak
      rozumiem, a Ty dopiero 3 miesiace. I niestety, ale maz nie zalatwia
      sprawy, bo przeciez nie bedzies z Nim o babskich sprawach gadac. No
      co doradzi Ci jaka kiecke kupic, albo czy Ci dobrze w nowym
      makijazu. Owszem to moze sa malo istotne sprawy, ale czasami taka
      gadka o bzdurach przy kawie podnosi bardziej nastroj niz sesja u
      psychoterapeuty. Ja mysle, ze jak Ty zaczynasz mowic o swojej
      samotnosci, to On momentalnie mysli, ze Go oskarzasz o taki stan
      rzeczy i dlatego od razu ucina rozmowe i lekcewarzy problem. Moj mi
      ciagle powtarza, ze jak Go znajomi pytaja, czy mi sie w Anglii
      podoba, to On odpowiada, ze nie zadaje mi takiego pytania, bo woli
      nie wiedziec! Wiec moze po prostu wlasnie brak miedzy Wami
      komunikacji. Tzn. moze zastanow sie, czy nie zaczynasz rozmowy od
      razu takim oskarzycielskim tonem. Wiadomo, to dla Ciebie wazny temat
      i czasami trudno tak na spokojnie. Moze nie potrzebna Ci lista
      logicznych argmentow, tylko zacznij od tego, ze nie oskarzasz meza,
      nie masz mu za zle, cieszysz sie b. ze jestescie razem, ale
      potrzebujesz jego pomocy, bo On juz przez to przeszedl. Zapytaj jak
      On sie czuje, czy jeszcze teskni, jeslil tak to za czym. Jak dlugo
      zabralo mu poznanie nowych ludzi.
      Rozpisalam sie strasznie, wiec juz koncze. Serdecznie pozdrawiam.
      Pamietaj tez, ze Coventry male nie jest, wiec jest pewnie cala masa
      Polakow i innych obcokrajowcow, wiec jezeli nie jestes pewna swojego
      angielskiego to zaczepiaj najpierw mamy z innych krajow, bo domyslam
      sie, ze dzieci chodza do szkoly? Szkola to super miejsce na poznanie
      nowych mam. Jezeli nie chodza to koniecznie wybierz sie na parent
      and toddler group. Mamy Angielki tez sa b. przyjazne i wyrozumiale
      dla mowiacych po angielsku z obcym akcentem.
    • sophic Re: samotnosc - logiczne argumenty... 19.11.08, 12:18
      Mysle, ze samotnosc w zwiazku jest ta najgorsza odmiana samotnosci.
      Niby masz kogos obok siebie, a tak naprawde jestes sam. Dlatego
      uwazam, ze nalezy duzo duzo rozmawiac. Ale rozmowa nie moze
      ograniczac sie do wzajemnego wylewania zalow i wyliczania swoich
      zaslug. Rozmowa to dialog. Wazne jest nie tylko to co ja mowie, ale
      tez to co probuje przekazac nam partner. Przy wzajemnym zrozumieniu
      latwiej jest wspolnie zyc:)

      Wydaje mi sie, ze samotnosc, jest stanem emocjonalnym, ktory kazdy
      przezywa na swoj sposob i z roznym natezeniem.
      Ja nigdy nie bylam dusza towarzystwa i nie czuje sie jakos
      specjalnie samotna. Mam wlasne zajecia, utrzymuje telefoniczne i
      mejlowe kontakty z rodzina, znajomymi. Mi to wystarcza a mojemu M
      juz nie i ostatnio lapie go jakas deprecha:( Nie jest mi z tym
      lekko, bo w naszym zwiazku, to on zawsze myslal pozytywnie, byl
      pelen radosci i zapalu, chodzil z glowa w chmurach i w wielu
      sprawach bez obaw rzucal sie na "gleboka wode". A teraz mocno
      posmutnial i widzi, ze walka o lepsze jutro to walka z wiatrakami.
      Pracuje duzo ponizej swoich mozliwosci, wysyla swoje CV, na ktore
      nie ma odpowiedzi. Teskni za rodzina, przyjacielem (tym od serca).
      Mamy tu paru znajomych, nie siedzimy zamknieci w domu. A jednak...
      on czuje sie na tej emigracji samotny.
    • cichajakomysz dzieki ogromne 19.11.08, 13:25
      Dziewczyny jestescie kochane!!! po Waszych postach siadlam wczoraj i
      na spokojnie sprobowalam porozmawiac z moim lubym, oczywiscie ze
      spokoju wyszlo NIC, ale za to czujac ze jest ktos na swiecie, kto
      wie o co mi idzie i ze to moje idzenie nie jest jakims pierdulkiem
      nic nie waznym, postanowilam wspiac sie na wyzyny swojej elokwencji
      i blyskotliwosci i zapodalam mojemu przyklad odnosnie samotnosci i
      depresji - szlo tak: jezeli sa dwie osoby z ktorych jedna jakis czas
      temu zaliczyla silny bol fizyczny, ktory dawno juz sie skonczyl i
      jest druga ktora teraz w tym momencie cierpi ale zdecydowanie mniej
      np z powodu bolu zeba czy to znaczy ze ta druga osoba nie moze
      liczyc na pomoc i wspolczucie ze strony tej pierwszej, bo tamta
      kiedys tam duzo bardziej bolalo??? i to PODZIALALO oczywiscie za
      pierwszym razem bylo ze nie powinna liczy, ale wtedy wyjechalam z
      moimi porodami (trzy ciezkie bez znieczulenia) i z ostatnim bolem
      zeba u mojego meza - trzy dni chodzenia i rozmawiania tylko o zebie
      i mojego tulenia glaskania i zapodawania lekow przeciwbolowych -
      wtedy dotarlo. To dzieki Wam dziewczyny nabralam jakiegos takiego
      przekonania ze powinnam sie zdecydowanie upomniec o swoje. Dzisiaj
      postanowilam wydac walke dolowi - zrobilam liste plusow, pogadalam z
      kuzynka na gg o diecie odchudzajacej (z przyjemnosci to przytylam tu
      ponad 10 kg w trzy miechy), policzylam ile zostalo dni do przylotu
      mojej przyjaciolki, a moj maz od rana zadzwonil juz trzy razy -
      chyba sobie wzial nasza rozmowe jednak do serca - ale to okaze sie
      dopiero jutro bo takie zachowanie to klasyka po awanturkach
      jednakowoz jestem dobrej mysli... ( a tak na marginesie to dzisiaj
      dostalam ''przypominajke'' ze jestem kobieta - moze to tez mialo
      wplyw na moja kondycje psychiczna ostatnich paru dni?) Jeszcze raz
      Wam bardzo dziekuje, za to ze jestescie na tym forum, ze nie
      zostawilyscie mnie bez pomocy - podpisuje sie rekoma i nogoma pod
      zdaniem ze samotnosc to stan psychiczny, a z takim to tylko
      psychicznie trzeba wojowac a najlepiej to tu na Waszym forum.
      • mama5plus Re: dzieki ogromne 19.11.08, 15:54
        i to PODZIALALO oczywiscie za
        > pierwszym razem bylo ze nie powinna liczy, ale wtedy wyjechalam z
        > moimi porodami (trzy ciezkie bez znieczulenia) i z ostatnim bolem
        > zeba u mojego meza - trzy dni chodzenia i rozmawiania tylko o
        zebie
        > i mojego tulenia glaskania i zapodawania lekow przeciwbolowych -
        > wtedy dotarlo.

        :) Dobre :D
        Bardzo dobre z tym zebem :)

        Cicha, gratulacje i trzymam kciuki bys miala w mezu sojusznika.
        Zagladaj na forum a jesli bys miala ochote na priv sie odezwac to
        tez milo mi bedzie :)
        • szprotka6 Re: dzieki ogromne 19.11.08, 17:22
          Świetnie cicha! Az jestem dumna z Ciebie:-)Dzis dopiero zauwazyłam
          watek, wiec juz późno na wsparcie. Ale podpisuje sie pod powyzszymi
          wypowiedziami:-) Facet to człek, który czesto gdy slyszy o
          problemie, a nie moze zadzialać,by go rozwiazac, to bagatelizuje,nie
          wiedząc co z tym począc...Faceci to dzialacze-cięzko im sie odnalesc
          w roli wspierajacego(choć bywaja czasem wyjątki). Ale Twoj przyklad
          jest dowodem na to, ze jak sie czlowiek postara to i z faceta
          wydobędzie co trzeba:-)Rzeczywiscie podstawa w rozwiązywaniu wielu
          problemów to tzw swięta energia-ktorej ci cicha bardzo po postach
          m.in przybyło:-)
          Ja czuje sie tu roznie-własnie sporo zalezy od tej energii-bo
          obiektywnie niewiele sie zmienia na codzien-ale czasem ta energia
          pozwala mi docenic te rododendrony(gratulacje dla autorki tego postu
          za doskonale oddanie kwestii:-))i wręcz fruwac, a czasem jestem w
          poblizu dołów....Więc jedyne co, to koduje sobie źrodła energii-by w
          razie potrzeby sie do nich udawać, choć czasem po prostu potrzebuje
          pobyc sobie taka słaba i juz(choc w chwili słabosci widze, ze to
          straszny stan, to jednak potem można sie z takiego stanu wysoko
          odbic w gore)
          Tez nabralam ochoty na kawe-a po ilosci postow-to wręcz mysle o
          załozeniu kawiarni:-))choć odległosć spora-więc poki co chyba tylko
          o kawiarence internetowej mozna myslec:-)
      • basiak36 Re: dzieki ogromne 20.11.08, 10:54
        Fajnie ze cos sie zmienia, rozmowa z mezem widac owocna:)

        A tak poza tym, wykorzystaj te 'samotnosc' jakos, zanim pojdziesz na kursy, kup
        pare ksiazek do nauki jezyka, idz do lokalnej biblioteki itp.
    • joolka4 POMYSŁ!!! 21.11.08, 17:47
      Wczytuję się w wypowiedzi w tym wątku, z dużym zrozumieniem
      przyznam, bo sama przez to przechodziłam. I tak sobie myślę - może
      by coś z tym zrobić. W tzw realu.
      Bo chociaż forum to fantastyczna sprawa, można sie wygadać i liczyć
      na rady od innych to twarzą w twarz jest zawsze inaczej
      Pomysł jest taki
      spotkać się gdzieś, na poczatek po prostu zniezobowiązująco
      po to, żeby pogadać, wygadać się, zobaczyć, że inne mają podobnie a
      w konsekwencji - coś ze sobą zrobić konstruktywnego.
      Wiem z doświadczenia, że na takich spotkaniach rodzą się
      fantastyczne pomysły.
      Wiem też, że to może nie był łatwe - na poczatek jest to propozycja
      dla dziewczyn z Londynu
      Gdy będzie choć kilka chętnych to ja obiecuję - znaleźć lokum, gdzie
      bedzie też kącik dla dzieci bo pewnie kilka może pojawić się z
      pociechami
      Mam też znajomą - ona jest tzw life-coach, pomaga wykarazkać się z
      różnych "duchowych" tarapatów i zgodziła się wstępnie zrobić moze
      jakieś warsztaty.
      Można szukać innych pomysłów
      Co wy na to??


      pozdrawiam:)))
      londek.redblog.nto.pl
      • edytataraszkiewicz Cicha...fajna dziewczyna z Ciebie! 21.11.08, 18:53
        :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka