Gość: msobansk
IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl
23.05.02, 07:38
Jaki egzamin?
W numerze 7/2001 czasopisma „Matematyka i komputery” pojawił się mój artykuł
dotyczący egzaminów i sprawdzianów. Teraz, kiedy mamy już za sobą pierwsze
egzaminy, okazuje się, iż wiele wątków z tego artykułu znalazło jakby swoje
odzwierciedlenie w rzeczywistości. Po pierwsze zarówno egzamin jak i sprawdzian
w obecnej formie nie są egzaminami zewnętrznymi. Egzamin zewnętrzny nigdy nie
może być organizowany przez ludzi, zainteresowanych dobrym wynikiem.
Obserwatorzy byli tylko na pewnej części egzaminów i sprawdzianów, a ich
obecność wcale nie pomogła w przeprowadzeniu rzetelnego egzaminu. Sam będąc
przewodniczącym zespołu nadzorującego część humanistyczną w swoim gimnazjum,
gdzie nie było obserwatora, usłyszałem od uczniów, że „przy obecności
obserwatora (na części matematyczno-przyrodniczej) łatwiej się pisało”. Znane
są opinie przekazywane przez uczniów o innych egzaminach, gdzie dydaktyzm
dominował nad zwykłą uczciwością nauczyciela. Uczciwość ta polega na tym, aby
uczeń rzeczywiście dobry nie musiał się zastanawiać nad tym, dlaczego jego
kolega, który przez trzy lata zupełnie nic nie robił, ma podobną ilość punktów.
Prawda jest też taka, że nowe władze polityczne, które już na samym początku
próbowały znieść wszystko to, co wprowadzili poprzednicy, poprzez pewne
posunięcia doprowadzają do obniżenia rangi tych egzaminów, by w końcu
powiedzieć wszystkim, że one są podobnie jak nowa matura – niepotrzebne i złe.
Przecież te egzaminy mieli prowadzić przeszkoleni fachowcy (wystarczyłaby jedna
obca, wyznaczona losowo osoba do każdej szkoły), a tymczasem
egzamin „nadzoruje” kolega zaprzyjaźnionej (lub nie) szkoły. Przykładem może
być też zarządzenie, że nikt z komisji nie może chodzić po sali, przez co
siedzący w pierwszych rzędach byli zdecydowanie pokrzywdzeni, a to co się
działo w ostatnich rzędach to podejrzewam, że było normalnością polskiej
szkoły. Sam układ zestawów egzaminacyjnych, kiedy karta odpowiedzi na pytania
zamknięte była jakby na dodatkowej stronie, którą „mimo woli” uczeń musiał
umieścić na skraju ławki jest nieporozumieniem. Ustawienie czarnych kostek na
arkuszu było widoczne z kilku metrów. Nie trzeba było nawet odpisywać –
wystarczyło przerysować! Większość wysiłku komisji egzaminacyjnych skierowane
było na prawidłowe wypełnienie protokołów, a nie na zapewnienie prawidłowości
pomiaru dydaktycznego. Nie są to fakty wyssane z palca. Wystarczy dobrze
przyjrzeć się statystyce i przeanalizować tak pożyteczną daną, jaką jest
rzetelność testu. Oprócz wyników w poszczególnych szkołach powinna być podawana
rzetelność testu w danej szkole, która zwłaszcza dla wójtów i burmistrzów
powinna być najważniejszym elementem do oceny podlegającej mu placówki i
nauczycieli. Należałoby wprowadzić jakąś statystyczną weryfikację wyników, gdyż
skoro egzamin ma mieć wpływ na przyjęcie do szkoły średniej, to przy obecnej
wersji tychże egzaminów, spora grupa młodzieży może być pokrzywdzona. Każdy
wynik można byłoby przecież pomnożyć przez tzw. współczynnik rzetelności i
przez współczynnik szkolny, który informowałby o warunkach pracy danej szkoły
(choćby liczebność klas), a ustalany byłby na podstawie projektów
organizacyjnych osobno dla każdej placówki. Uważam, że nie wolno przeprowadzać
egzaminów, jeśli nie ma zagwarantowanych równych warunków pracy dla wszystkich
uczniów. Powtarzanie egzaminów w Toruniu, gdzie drukowano testy, podczas kiedy
w pakietach przesłanych do szkół tych testów brakowało, przecieki w Gimnazjum
Salezjańskim! w Szczecinie, to tylko objaw niedowładu organizacyjnego, czubek
szczególnej lodowej góry, która wciąż jeszcze dryfuje po naszym kraju. Brak
pieniędzy nie może być tutaj kolejnym tłumaczeniem, gdyż dzieje się krzywda
uczciwym ludziom, a cwaniacy znów zaczynają dominować. Dlatego też wracam do
mojego pomysłu z testowaniem za pomocą komputerów i programami
ogólnodostępnymi (jak na prawo jazdy), w których funkcja losowa (dane, układ
odpowiedzi, pytanie) gwarantuje absolutną obiektywność pomiaru dydaktycznego.
Michał Sobański
Gimnazjum w Wilamowicach
P.S.: Wyniki tych może jeszcze niedoskonałych egzaminów i sprawdzianów jednak
sporo pokazały i pokażą. Jest to droga do rozwiązania wielu problemów naszej
oświaty. Przede wszystkim uwidoczniły chorobę polskiej szkoły jaką jest
zaawansowany dydaktyzm.