a.hem
25.01.07, 17:49
Wróciłam wczoraj z zebrania rodziców. Mam 12 letniego syna. Uczy się bardzo
dobrze, zachowanie jego również nie budzi żadnych zastrzeżeń. Żywe,
elokwentne dziecko z wieloma zainteresowaniami, uwielbia sport i ma wielu
znajomych., Czyta książki, gra w gry komputerowe, jeździ na rowerze, gra w
piłkę, chodzi na treningi, uczy się języków.
Robi chyba wszystko to, co się nazywa "szczęśliwym dzieciństwem".
Jesteśmy z mężem młodymi rodzicami, dość tolerancyjnymi.
Jako rodzice szóstoklasisty stoimy przed dylematem wyboru gimnazjum dla
dziecka.
Wczoraj na zebraniu rodziców włosy zjeżyły mi się na głowie.
Dowiedziałam się, że normą są w szkołach publicznych (w prywatnych zapewne
też) są pomalowane paznokcie, farbowane włosy, kolczyki w języku, dredy na
głowie. Że szkoły (dyrektorzy, wychowawcy, nauczyciele), nie reagują na takie
wybryki, że zależy im tylko, aby dobrze wypaść w rankingach i aby nikt o nich
źle nie napisał.
Przecież i tak większość dzieci jest zmuszona uczęszczać do rejonowych
gimnazjów.
Oni mają uczniów, a mniej zamożni rodzice nie mają wyboru. Często w takich
szkołach normą są papierosy, alkohol, ale o tym się nie mówi. Dyrektorzy są
ślepi i głusi.
Te dzieci, które nie chcą ulegać presji grupy myszą omijać zaułki i toalety.
Dlaczego??.
Mam wrażenie, że to wszystko co złe odbywa się za przyzwoleniem nauczycieli i
brakiem konsekwencji. Gdzie sa autorytety??, Gdzie status szkoły??
Wskażcie mi szkołę w Łodzi, w której jest inaczej.