magdziola21
05.03.11, 22:44
Nawet żeby coś tu napisać musiałam przejść przez prawdziwą gehennę. Najpierw ostentacyjny wyskok pieprzonej ankiety o korzystaniu z internetu (pocałujcie mnie w dupę, i tak Wam nie powiem, że robię to z domu - -'), później konieczność zakładania konta na gazeta.pl by w ogóle coś napisać, klikanie w milion aktywacyjnych linków i w efekcie spotęgowanie wkurwienia. Ale do rzeczy. Miałam dziś w miarę dobry humor. W miarę, bo od samego rana psuł mi go ojciec (w zasadzie to się zaczęło tuż po moim urodzeniu), później podróż wawa-łódź, spotkanie obojga rodziców, oczywiście obowiązkowa kłótnia na powitanie, ból głowy, hipochondryczne przeświadczenie o byciu inkubatorem świńskiej grypy i takie tam inne błahostki dnia codziennego. A na koniec, mój wielmożny lowelas, mając mnie w głębi tego tam gdzie słońce nie dochodzi, polazł sobie na imprezę do znajomych. Oczywiście pozbywając się takiego zbędnego balasa jak ja. Po prostu oświadczył mi, że idzie sobie do kumpla na jedno piwko, po czym się okazało co się okazało. Nikt mnie nie kocha. Nikt mnie nie lubi. Idę jeść robaki. Okrutna beznadziejność nędznej egzystencji. I tyle.