radca
20.05.05, 21:00
info.onet.pl/1101144,11,item.html
" PAP, MFi /2005-05-20 18:26:00
Świadek: W pogotowiu "gotowano" pacjentów
W łódzkim pogotowiu zabijano, a także "hodowano" pacjentów, aby otrzymać
pieniądze od zakładów pogrzebowych za informacje o ich zgonach - mówił przed
sądem świadek w kolejnym dniu procesu w sprawie afery w łódzkim pogotowiu.
W procesie toczącym się przed Sądem Okręgowym w Łodzi na ławie oskarżonych
zasiada dwóch b. sanitariuszy i dwóch b. lekarzy pogotowia.
Roman S., kierowca pracujący w pogotowiu od 16 lat, zeznał, że istniały
wówczas dwa procedery związane z handlem informacjami o zgonach i
tzw. "skórami" (tak nazywano zwłoki). Według niego, "skóry" można
było "ugotować" i "wyhodować". Mówił, że "ugotowanie" było to natychmiastowe
zabicie pacjenta - jak zeznał - prawdopodobnie przy pomocy pavulonu, czy też
innego leku; mieli się tym zajmować głównie sanitariusze. Kierowca zeznał, że
sanitariusz Andrzej N. zrobił mu kiedyś wykład jak można "ugotować babcię";
miał mu opowiadać o stosowanych lekach: embrantilu i skolinie.
Według świadka, "hodowanie skór" było prowadzone przez niektórych lekarzy,
którzy - jak zeznał - gdy jechali do osoby w starszym wieku, w bardzo ciężkim
stanie odradzali przewiezienie jej do szpitala i zapewniali, że będą ją
codziennie odwiedzać. Świadek zeznał, że lekarze nazywali tych
pacjentów "swoimi warzywkami". Według niego, lekarze umawiali się z
dyspozytorami i jechali do takich pacjentów w ramach normalnej wizyty; kiedy
pacjent umierał wtedy za informacje o zgonie pieniądze otrzymywali jedynie
lekarze i dyspozytorzy.
Przed sądem kierowca opowiadał o trzech przypadkach zgonów pacjentów. Zeznał,
że w trakcie przewożenia chorego psychicznie mężczyzny, Andrzej N. podszedł
do niego w czasie jazdy i powiedział, żeby jechał wolniej. Mówił też o
przypadku, w którym oskarżony lekarz Janusz K. - według niego - nie ratował
pacjentki, stał z boku i nic nie robił. Zeznał, że sanitariusz N., który
przeprowadzał reanimację, rurkę do intubacji włożył pacjentce do przewodu
pokarmowego i kiedy zaczął robić masaż serca, kobieta zaczęła wymiotować.
Opowiadając o tym przypadku mężczyzna rozpłakał się. Mówił, że na jego oczach
kobieta umierała, lekarz nie robił nic, a sanitariusz ją zabijał.
Opisywał też przypadek przewiezienia jeszcze żyjącej pacjentki do szpitalnej
chłodni; według niego, lekarz Janusz K. woził pacjentkę po całym mieście, aż
kobieta umarła. Z jego zeznań wynika, że drugi z oskarżonych lekarzy - Paweł
W. - był najbardziej "chytry" i nieprzyjemny w stosunku do pacjentów.
Świadek mówił przed sądem, że niemal wszyscy w pogotowiu brali pieniądze za
informacje o zgonach. Zeznał, że wszystkim rządził dyspozytor Tomasz S. Na
początku brali 400 złotych; ostatecznie doszli do kwoty 1800 złotych za
informacje. Świadek sam przyznał się do dwóch przypadków brania pieniędzy;
prawdopodobnie jego sprawa zostanie wyłączona do odrębnego postępowania.
Opowiadał też, że założył Komitet Antykorupcyjny w pogotowiu, chcąc w ten
sposób ukrócić ten proceder.
Zeznający również w piątek były lekarz pogotowia, który odszedł z niego na
własną prośbę, opowiadał, jak pewnego dnia znalazł w karetce, w której
jeździł m.in. oskarżony sanitariusz Andrzej N., pustą ampułkę po pavulonie.
Według niego, była ona odcięta jak do zastrzyku. Zaniósł ją do zastępcy
dyrektora pogotowia, bo był przerażony i zdziwiony skąd ampułka znalazła się
w karetce, bowiem on tego leku nigdy nie używał i w pogotowiu tego leku się
nie używa.
Opowiadał też o tym jak jechał z chorym psychicznie pacjentem wraz z
sanitariuszem N. do szpitala. Pacjent, który sam wsiadał do karetki i
siedział na krześle, w trakcie jazdy nagle stracił przytomność, oddech,
tętno. Lekarz zeznał, że zachowanie pacjenta, mogło wskazywać, że został
użyty pavulon. Andrzej N. w śledztwie przyznał się do podania pavulonu, przed
sądem zaś wszystkiemu zaprzeczył.
W toczącym się przed Sądem Okręgowym w Łodzi od ponad półtora miesiąca
procesie na ławie oskarżonych zasiada dwóch b. lekarzy i dwóch b.
sanitariuszy łódzkiego pogotowia. Byli sanitariusze Andrzej N. i Karol B.,
oskarżeni o zabójstwa w latach 2000-2001 w sumie pięciu pacjentów poprzez
podanie im pavulonu (leku zwiotczającego mięśnie), nie przyznają się do
popełnienia zbrodni. Przyznali się jedynie do brania pieniędzy od firm
pogrzebowych oraz fałszowania recept na pavulon.
Do winy nie przyznają się również lekarze Janusz K. i Paweł W., których
prokuratura oskarżyła o narażenie w sumie 14 pacjentów na bezpośrednie
niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne doprowadzenie do ich śmierci oraz
branie łapówek od zakładów pogrzebowych. B. sanitariuszom grozi dożywocie; b.
lekarzom, którzy odpowiadają z wolnej stopy - do 10 lat więzienia.
W styczniu 2002 r. "Gazeta Wyborcza" i Radio Łódź ujawniły, że w łódzkim
pogotowiu handlowano informacjami o zgonach, a być może też celowo zabijano
pacjentów.
Łódzka prokuratura apelacyjna nadal prowadzi śledztwo w tej sprawie i
zapowiada kolejne akty oskarżenia. Główne wątki śledztwa dotyczą korupcji,
sprawy opóźniania wysyłania karetek do pacjentów oraz pozbawiania życia
pacjentów poprzez stosowanie niewłaściwej terapii medycznej lub niewłaściwych
leków m.in. chlorku potasu. Prokuratura bada m.in. nadmierną liczbę zgonów w
dwóch kolejnych zespołach wyjazdowych.
W wątku korupcyjnym podejrzanych jest dotąd 41 osób - pracowników pogotowia
oraz pracowników i właścicieli zakładów pogrzebowych; w drugim wątku -
czterech lekarzy, którym dotąd zarzucono popełnienie 26 przestępstw przeciwko
życiu i zdrowiu. Prokuratura nie wyklucza postawienia zarzutów kolejnym
osobom. "
- LUDZIE !!! nie moge poprostu uwierzyc , to woła o pomste do Nieba.
radca