starogardzka_mama
24.01.07, 09:05
Troszkę to trwało nim sześciotygodniowa Lilka pozwoliła się do chusty włożyć.
Moje trenowanie na sucho spełzło na niczym. Żywy ciężarek się prężył, stękał,
wywijał nóżkami i wpadał w chustę a nie ładnie się układał.
Byłam już zrezygnowana, kiedy Lilka dała się pewnego razu włożyć, ociamkała
chustę, porozpychała się, ułożyła, rzuciła mi spojrzenie "no to spróbujemy" i
zasnęła mocnym snem. Odetchnęłam z ulgą, bo teraz spokojnie mogę starszakom
przygotować śniadanie albo kolację, bez denerwującego poganiania najmłodszej
sroczki.
Wrażenia. Chusta nie sprężynuje i naprawdę można nosić dziecko bez trzymania,
choć chroniąc przed możliwością urazu podczas chodzenia, schylania etc. Nie
męczyłam kręgosłupa ani rąk. Dodatkowo wiązanie z tyłu "podtrzymywało" mi
kręgosłup, takie odniosłam wrażenie, w każdym razie było mi wygodnie i...
ciepło :)