wiola500
18.07.07, 13:04
Właśnie wróciliśmy znad morza.Jako podstawowe środki transportu dla
czteromiesięcznego Szymona zabraliśmy pouch i nasz nowy,błękitny Dublin.Wózek
też pojechał,właściwie nie wiem po co,bo w czasie całego pobytu był u zywany
może z 10 min.Hopp przyszedł przed samym wyjazdem,więc wprawy w motaniu
nabierałam dopiero na wczasach,czym doprowadzałam mojego męża do szału.Często
więc zniecierpliwiony brał małego po prostu na ręce i szliśmy.Pózniej nieco
łaskawiej patrzył na moje poczynania,bo nosić ciągle na rękach
siedmiokilowego klocka to średnia przyjemność,nawet jak dla silnego
faceta,ale zamotać się nie dał.Misiek trochę się buntował,wyginał,stękał w
chuście.Nie wiem,czy musi się przyzwyczaić,czy zle go motałam,czy przeważała
chęć patrzenia na świat z przodu.Często zdażało mu się zasnąć.Przeważnie
nosiłam go w podwójnym X,bo motanie tego szło mi najsprawniej.Slicznie te
błękity wyglądały nad morzem,szkoda tylko,że misiek nie bardzo chciał się
nosić.Jak myślicie,przejdzie mu?Przyzwyczai się?
W wolnej chwili wrzucę do galerii kilka zdjęć.