rzulw
14.02.04, 11:56
Co jakiś czas dowiadujemy się o kolejnych przykładach naruszenia prywatności
w Internecie. Takie czy inne oprogramowanie wysyła do swego producenta
zbierane bez naszej wiedzy dane o tym, jakie strony WWW odwiedzamy czy jakich
utworów muzycznych słuchamy najczęściej. Odkrywane są coraz to nowe "dziury" w
systemach umożliwiające "wyciągnięcie" danych z twardych dysków naszych
komputerów. Wszystkie te przypadki mogą jednak okazać się nic nie znaczącymi
drobiazgami w porównaniu z operacją prowadzoną na iście globalną skalę przez
amerykańską National Security Agency (NSA)... O ile oczywiście prawdą jest to,
co coraz częściej z różnych źródeł słyszy się na temat projektu o kryptonimie
Echelon.
Pogłoska o tym, jakoby służby specjalne USA podsłuchiwały i rejestrowały
wszystkie przesyłane w Sieci e-maile i inne formy internetowej komunikacji,
poszukując w nich przy pomocy specjalnego oprogramowania pewnych "wrażliwych"
słów, takich jak "bomba" czy "narkotyki", jest niemal tak stara, jak sam
Internet. Niemal każdy czytelnik grup dyskusyjnych zetknął się z nią choć raz.
Zwykle rewelacji owych nikt nie traktował poważnie, biorąc je po prostu za
jedną z wielu krążących po Internecie "miejskich legend". Jednak doniesienia,
które od kilku lat pojawiają się w prasie i różnych serwisach informacyjnych,
pozwalają w coraz większym stopniu sądzić, że w tym przypadku mamy do
czynienia z czymś więcej niż tylko legendą...
Choć opisane w niniejszym artykule fakty mogą brzmieć niczym scenariusz
odcinka serialu "Z archiwum X", obecnie raczej nie ma już wątpliwości co do
tego, że system znany pod nazwą Echelon istnieje naprawdę - otwartym pozostaje
jedynie pytanie, jaki rzeczywiście jest zakres i skala jego działania.
c.d.n