27.07.05, 22:31
Broń zawsze była dla ludzi Bliskiego Wschodu ważna. Niekoniecznie jako
narzędzie mordu, raczej jako atrybut niezależności, mozliwości
postawienia "na swoim", dla młodszych - dorosłości.
Muzułmanie w czasach Kalifatu i później - Sułtanatu Tureckiego zakazywali
chrześcijanom i żydom posiadania broni (z marnymi skutkami).
Wielu expatów starało się nabyć co ciekawsze sztuki zabytkowej broni, które
Europie mogły mieć nie raz gigantyczną wartość. I często się takie transakcje
udawało przeprowadzić...
Obserwuj wątek
    • chaladia Broń Biała 27.07.05, 22:41
      Jak broń biała, to oczywiście stal damasceńska. Damascen jest to klinga kuta z
      folii stalowej. Płatnerz wpierw rozklepuje napół- gorąco różne gatunki stali na
      folię cienką, jak pergamin, a następnie "dokuwa" takie cienkie warstwy do
      formowanej klingi. Najlepsze ostrza miały po kilka tysięcy warstw. Taka
      technologia powoduje, że wprawny płatnerz może uzyskać niemal jednokierunkowe
      ułożenie kryształów metalu, a przez to niezwykłą twardość przy ogromnej
      sprężystości. Taki efekt kosztuje nie tylko ogrom pracy, ale "płaci się" także
      wyglądem klingi. W porównaniu z naszymi europejskimi Sollingenami,
      Victorinoxami czy tym bardziej polskimi Gerlachami damascen jest matowy i
      szary, do tego ma widoczne nieregularne "słoje" kolejnych warstw folii. Za to
      próba "ostrze w ostrze" damasena przeciw Sollingenowi zawsze kończy się
      pęknięciem europejskiego ostrza i brakiem jakiegokolwiek śladu na damascenie.

      Arabskie przysłowie mówi, że klingę należy zamawiać w Damaszku, ale do oprawy
      wozić do Sanaa w Jemenie. Tam z kolei sztuka jublierskiej oprawy ostrzy w
      srebro osiągnęła swoje apogeum. Pochwa i rękojeść ze srebra może kosztować
      niezłą fortunę. Dla europejskich jubilerów ta roboa może się wydawać toporna
      (bo i topornymi narzędzami posługują się jemeńscy jubilerzy), ale właśnie ten
      rodzaj oprawy pasuje do arabskiej broni: szabli, khandżarów, jataganów itp.
      • chaladia Re: Broń Palna 28.07.05, 22:47
        Aktualnie Arabowie są w procesie przezbrajania się.
        W miejsce odprzodowych, gładkolufowych janczarek, Remingtonów, Martini-Henrych,
        na koniec stosunkowo nowoczesnych Enfieldów kupują masowo tanie i niezawodne
        Kałasze. I zdobią je po swojemu srebrem. W Jemenie mozna zobaczyć kałasze
        wyglądające jak dzieła sztuki jubilerskiej.
        Za to stosunkowo łatwo kupić tam XIX-wieczną janczarkę z lufą długości ponad 1
        metr pieknie zdobioną w Saanie srebrem, albo i złotem. Pukawka taka może
        pamiętać nie tylko T.E.Lawrance'a ale można nawet Legion Polski w Turcji Adama
        Mickiewicza...
        • survey06 Re: Safari nad Tygrysem 30.07.05, 12:02
          Wiem jak wygląda taki archaiczny samopał. Trzymałem w rękach. To robi wrażenie.
          A jak do tego doszło. To dłuższa historia.

          Onegdaj, w któryś piątek zostaliśmy zaproszeni z oficjalną wizytą do rodzinnej
          wioski jednego z naszych „sadik’ów” zlokalizowanej na obrzeżu słynnych irackich
          Marshes na południe od Al.-Amarah. Trochę pobłądziliśmy przy dojeździe. W
          trakcie tego kluczenia natknęliśmy się na niewielkie stado dzików. Dziki sobie
          spokojnie ryły na skraju pola specjalnie nie przejmując się nasza przypadkową
          obecnością.

          Na miejscu dowiedzieliśmy się, że mieszkancy okolicznych wiosek narzekają na
          obecność dzików, bo im pola niszczą. Sami nie polują gdyż, ze względów
          religijnych, dzika (po arabsku: hanzir) się nie tkną nie mówiąc już o
          patroszeniu i spożywaniu mięsa. Ale nic nie mieli przeciwko temu abyśmy my
          sobie zapolowali. Nasz finansista, Władek R. – były czynny sportowiec (m.in.
          mistrz Polski w 5-cio boju nowoczesnym) i zapalony myśliwy dogadał wszystkie
          szczegóły i zjawiliśmy się w we wiosce po tygodniu. I odbyło się … Safari nad
          Tygrysem.

          Jak to przebiegało? Land-Cruiser wjeżdżał w tereny porosłe tak wysoką trawę, że
          kierowca nie widział nic przed sobą. Na dachu samochodu siedział Władek z
          kałachem, którego z kolei przytrzymywał któryś z kolegów by nie spadł. Kierowca
          jechał „na czuja” wykonując ściśle instrukcje przekazywane z dachu samochodu.
          Niczego nie świadome dziki dawały się podejść na odległość celnego strzału.
          Każde takie polowanie było udane. A mięso z dzików – po zbadaniu wycinków w
          miejscowym laboratorium weterynaryjnym – zasilało naszą kuchnię. Nadwyżkami
          dzieliliśmy się z zaprzyjaźnionymi budowami w Kurnah i w rejonie Basrah.
          Podrzucaliśmy też czasami polędwicę „braci urzędniczej” siedzącej nad papierami
          i rachunkami w Bagdadzie.

          Niestety, „dobrze żarło, ale zdechło”. Nasze Safari skończyło się po jakichś 4-
          5 miesiącach, kiedy władze wydały bezwzględny zakaz posiadania broni i amunicji
          przez osoby cywilne. Trwała wojna iracko-irańska, a to wymuszało określone
          restrykcje.

          Po jakimś czasie od wprowadzenia zakazu, pojawili się ci sami „sadiki” z
          propozycją przetrzepania dzików, bo się nadmiernie rozmnożyły. Okazało się przy
          tym, że żadne użycie kałachów nie wchodzi w rachubę (harram) ale są dostępne
          dwie strzelby myśliwskie, które nie są objęte zakazem używania.

          No to pojechaliśmy. Tym razem nie rano a bliżej już zachodu słońca. I nie na
          otwarte tereny, tylko w inne miejsce, na groblę, gdzie – według przewodników –
          dziki przychodzą regularnie. Tam spotkaliśmy się z „myśliwymi”. Wiekowi starcy
          przytargali z sobą autentyczne długolufowe zabytkowe strzelby, z których,
          według opinii Władka, praktycznie nie można już strzelać. Oczywiście nie
          mogliśmy im tego wprost powiedzieć. Poprosiliśmy o zaprezentowanie sposobu
          użycia. Dzielny staruszek załadował jakiegoś samodzielnie skręconego patrona od
          przodu lufy i podsypał prochu przy spuście. Następnie szmatą zasłonił sobie
          prawą stronę twarzy, przyłożył giwerę do oka i pociągnął za cyngiel. Huku
          specjalnie nie było, ale błysk i słup dymu robił wrażenie. Oczywiście patron
          nie poleciał dalej jak 20-25 metrów. Nie mogliśmy dziadkom robić przykrości.
          Podjechaliśmy naszą Toyotą na odległość może 10-12 metrów od miejsca z
          wydeptanymi śladami dzików na grobli i spokojnie czekaliśmy. Już prawie zapadły
          pełne ciemności gdy na groblę wylazł dość spory odyniec. Bez strachu i
          właściwej dla dzikich zwierząt ostrożności wlepił wzrok w samochód i się po
          prostu bezczelnie gapił. Wtedy staruszek wystrzelił. W błysku ognia (zadziałało
          jak wybuch magnezji przy robieniu zdjęć w odległej przeszłości) widać było, że
          dzik został nawet trafiony. Tylko cóż z tego. Nawet nie zakwiczał, tylko
          chrząkając przeleciał przez groblę a za nim pobiegła niewielka gromadka loch i
          warchlaków.

          I takie było nasze ostatnie Safari nad Tygrysem.

          Zastanawialiśmy się później, z jakiego okresu te strzelby mogły pochodzić.
          Wychodziło na to, że mogły (aczkolwiek nie musiały) pamiętać czasy Wiosny Ludów
          a może i nawet Powstania Listopadowego. Niestety, nie doszła do skutku już
          planowana wizyta u naszych „strzelców” w celu zrobienia sobie pamiątkowych
          zdjęć, w tym również, aby udokumentować te wspaniałe muzealne okazy broni
          palnej. Wielka szkoda.


          Tripoli; 30-07-2005

          • chaladia Re: Safari nad Tygrysem 30.07.05, 17:23
            XIX-wieczne armie, tak brytyjska, jak i francuska, turecka, włoska przezbrajały
            się kilkukrotnie w ciągu stulecia. W czasie wojen napoleonskich w użyciu były
            skłakowe gładkolufówki, w czasie wojny krymskiej pojawiły się gwintowane
            odprzodowe kapiszonówki, w czasie wojny austriacko-pruskiej o Śląsk triumf
            święcił odtylcowy karabin Dreyse'go, a pod koniec wieku wszystkie armie miały
            czterotaktowe karabiny z magazynkami. Oczywiście przy każdej takiej wymianie
            uzbrojenia coś trzeba było zrobić z przestarzałymi karabinami, których było
            duuuużo (setki tysięcy). Najlepiej było zasilić nimi Afrykę i Bliski Wschód. A
            że na Bliskim Wschodzie każdy chciał mieć broń, to i popyt był.
            Dziś, dzięki suchemu klimatowi i dużej dbałości o te zabytki ich właścicieli
            sporo muzealnych sztuk wciąż strzela.
          • pam_pa_ram_pam Re: Safari nad Tygrysem 14.12.05, 13:08
            Od paru lat mamy w Europie (w Polsce też) prawo pozwalające na posiadanie
            fukcjonujących kopii broni palnej odprzodowej na proch dymny, pod warunkiem że
            oryginał wzorcowy dla tej kopii powstał przed rokiem 1850.
            Tak się składa, że do tej grupy "łapią się" nie tylko odprzodowe flinty
            traperów, którzy zdobywali Dziki Zachód, ale także rewolwery Colta kal 0,45". A
            takim "peacemakerem" to już można zgładzić 6 ludzi w ciągu paru sekund.
            W Szkocji obserwuję wielkie zainteresowanie starą bronią (takoż starymi
            samochodami, motocyklami itp). Są kluby łowieckie, gdzie poluje się tylko z
            flint ładowanych przez wylot lufy i strzelających proche m dymnym...
    • chaladia Gun and 15 rounds of amunition... 29.07.05, 23:11
      Pracując w różnych dzikich miejscach bywało, że Pracodawca (oczywiście nie
      polski) nakazywał, by wyjeżdżając z campu na pustynię lub w sawannę brać ze
      sobą broń. Podpisywało się wtedy w zeszycie "gun and 15 round of amunition"
      (oraz oczywiście, gdzie się jedzie, kiedy wróci i gdzie się ewentualnie zostawi
      informację o zmianie planów).
      Mnie to spotkało raz - w Asjut. Nominalnie broń miała chronić od watah dzikich
      psów, ale w razie czego komentarz (ustny) był taki: "nie strzelać do ludzi, bo
      będzie riot przeciw Białym i wielu zgnie, ale gdyby riot był, to mierz dobrze i
      staraj się zastrzelic kogoś z Kałaszem, zanim wystrzelisz 14 kulkę. Z Kałaszem
      to już sobie poradzisz. 15 kulkę zachowaj dla siebie".
      Te "guns" to były niezłe zabytki. Lugier 1908 i jeszcze bardziej archaiczny
      Browning. Szkoda, że nie udało się ich zabrać do Polski. Ale już sam fakt ich
      nie całkiem legalnego posiadania w Egipcie był ryzykowny - a co dopiero pokazać
      się na lotnisku z czymś takim w bagażu...
      • pam_pa_ram_pam Re: Gun and 15 rounds of amunition... 09.03.06, 19:22
        W Glasgow nawiedziłem pułkowe muzeum, miejscopwego (chyba jednego z
        najsłynniejszych w świecie) regimentu piechowy 42nd "Black Watch"
        (czywiście "kilted" - czyli paradne mundury z kiltami, nie spodniami)
        www.army.mod.uk/blackwatch/museum/intrduction.htm
        Tu można sobie posłuchać pułkowego marsza na kobzie:
        members.tripod.com/~DARTO/blackwatch.html
        Można tam zobaczyc, jak często brytyjska armia zmieniała modele karabinów w XIX
        wieku. No i oczywiście te wychodzące z uzycia modele były transferowane
        najpierw do pułków kolonialnych obsadzanych przez krajowców, potem do lokalnej
        obrony cywilnej w koloniach, a na koniec rozdawane zasłużonym rezerwistom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka