Dodaj do ulubionych

internetowa paranoja

14.10.05, 15:46
A propos ostatnich wątków zaciekawiło mnie, czy wy też cierpicie na
internetową paranoję. Objawia się ona następująco, przynajmniej u mnie:

1. Jeśli ktoś chwali książkę, której nie znam (albo przepis na forum
kuchnia), a potem wpisuje się dużo niezalogowanych osób to podejrzewam go
zawsze, że pisze sam do siebie pod różnymi nickami (a może nawet zmienia IP?)
2. Pisanie o sobie w sposób uniemożliwiający rozpoznanie (brak opisu stanu
cywilnego, rodziny, miejsca zamieszkania itp., nawet nie podaję prawdziwego
imienia), nie dawanie swojego numeru telefonu pod żadnym pozorem!
3. Niechęć do spotkań osobistych (przełamywana tylko w sytuacjach
wyjątkowych ;-)
4. Zakładanie osobnych skrzynek mailowych i nowych nicków tylko w celu
uprawiania korespondencji z ciekawym, acz podejrzanym osobnikiem, na wypadek,
gdyby okazał się wariatem (nawiasem mówiąc przeczucie mnie nie myliło- okazał
się wariatem!)
5. O takich drobiazgach jak kłamanie przy zakładaniu nowego maila w kwestii
swojego wieku, miejsca zamieszkania oraz imienia swojego kota już nawet nie
wspominam.

Co gorsza, wszystkie wyżej wymienione zabiegi conajmniej raz okazały się
przydatne :(
To jak tam u was jest?
Obserwuj wątek
    • dr.krisk Paranoja, nie paranoja, ale.... 14.10.05, 15:55
      .. co do punktu 2 (pisanie maskujace z lekka) to raczej przestrzegam.
      Natomiast starannie uwazam aby nie zmyslac o sobie w postach, choc przeciez
      nieraz korci aby napisac ze sie przeplynelo o 10 km wiecej, albo ze odnioslo
      sie jakis spektakularny sukces.... Tylko ze gdyby bylo dwoch KrisKow: jeden w
      realu a drugi wirtualny, to ten wirtualny czulby niechec do tego realnego, i
      skutki bylyby oplakane. A wiec - nie zmyslam, ino nie podaje szczegolow.
      • noida Re: Paranoja, nie paranoja, ale.... 14.10.05, 15:57
        Ja też nie zmyślam, tylko skrzętnie omijam niewygodne pytania, udając, że nie
        zauważyłam :-)
    • braineater Re: internetowa paranoja 14.10.05, 16:06
      @ 1 - też nie mam zaufania do częsci akcji recenzenckich, ale to już nawyk
      zawodowy i zdaje mi się, że to akurat jest do wyłapania bardzo szybko- FK
      dowodem, że takie watki leca w próżnię z prędkością światła:)
      @ 2 - tylko informacje doprecyzowujące, telefon, adres dokładny nigdy.
      @ 3 - złamałem zasadę niespotyku kika razy, ale zawsze w dużej grupie osób - na
      solo to bym nie poszedł, acz z Kwiecieńka, parę razy prawie że się spotkaliśmy:)
      @ 4 nicki mam trzy, w tym jeden używany tylko i wyłącznie w celach trollowych
      na forum społeczeństwo:)
      @ 5 dane prawdziwe mam tylko w jednej skrzynce - na 15 których używam:)

      Przydatności tych zabiegów jeszce nie stwierdziłem, ale ostrożnośc sie przydaje
      i jest nawykiem:)

      Pozdrowienia:)
      • staua Re: internetowa paranoja 14.10.05, 16:32
        Mam paranoje taka, ze wszystkich podejrzewam, ale tylko na poczatku - bardzo latwo przekonuje sie
        do nickow, z ktorymi juz troche postow wymienilam (jak tu zebrani). Sama nie zmieniam nickow, nie
        mam zbyt wielu adresow i nie kombinuje. I spotykam sie...
        Noida, a bardzo mnie zainteresowal osobnik, ktorego wspomnialas - mozesz zdradzic wiecej
        szczegolow tej historii?
        • noida Re: internetowa paranoja 14.10.05, 16:35
          Oj, to była długa historia, dużo chcesz tych szczegółow? Może ci na prv wyślę?
          Bo nie chcę przynudzać...
          • beatanu Re: internetowa paranoja 14.10.05, 16:40
            A ja też bym chciała...
            Przynudzaj, please!

            Bo okazuje się, że ja strasznie naiwna jestem i żadnych czternastu skrzynek nie
            mam, i w zasadzie wszyscy już o mnie (prawie) wszystko wiedzą...

            Beata gotująca coś w rodzaju przetartej marmolady z pigw i jabłek podwiędłych :)
            • eva.68 Re: internetowa paranoja 14.10.05, 16:47
              O Beato!!! Dziękuję Ci BARDZO!!! W takim towarzystwie naiwność jest zaletą.
              :-)
    • eva.68 Re: internetowa paranoja 14.10.05, 16:46
      Ciekawe bardzo!
      Ponieważ moja internetowa przygoda liczy sobie mniej więcej tyle miesięcy co
      ten Prześwietny Forum doświadczeń specjalnie przykrych w tym temacie nie mam.
      Mój Anioł Stróż chyba sprawdza się w swojej roli. ;-) Od razu prawie trafiłam w
      miejsce Przyjazne Człowiekowi Naiwnemu.;-) I teraz sobie myślę, że to, cholera,
      niedobrze. Bo czujność moją Państwo Bardzo Miłe uspało i dopiero może mi się
      zdarzyć Coś Złego!

      Ewa Przyglądająca Się Podejrzliwie Wszystkiemu Internetowemu
      • noida Re: internetowa paranoja 14.10.05, 17:06
        Dobra, to napiszę tylko nie dziś, bo jak się zabiorę za pisanie to na pewno już
        nic nie przepiszę i potem nie dostanę pieniędzy :(

        Takich historii trochę strasznych to ja mam więcej, ale to wszystko zależy,
        gdzie się człowiek szlaja- jak po przyjaznych forach internetowych dla
        kulturalnych ludzi, co to książki czytają, to małe jest prawdopodobieństwo
        trafienia szaleńca. Ale jak się siedzi na chatach, rozmaitych randkach, czy
        chociażby na ICQ to już prawdopodobieństwo trafienia szaleńca wzrasta
        kilkunastokrotnie. Ale i tam mi się przytrafiały miłe historie, żeby nie było,
        że tak zupełnie Sodoma, Gomora i zgroza ;-)
        • staua Re: internetowa paranoja 14.10.05, 17:13
          To opisz wszystkie zaczynajac od tej! Ja zadnych internetowych nie mam, szalencow paru trafilam, ale
          na zywo i ewakuowalam sie szybko, wiec ciekawa jestem bardzo szczegolow Twoich z nimi spotkan!
      • stella25b Re: internetowa paranoja 14.10.05, 17:11
        Ja mam podobne forumowe doswiadczenia co i Noida. W prawdzie mnie nikt nie
        przesladowal ale zalamania i kryzysy pewnych grup juz przeszlam. Stad tez moj
        pewien dystans do rzucania w net osobistych danych. Co do albumu Twa tez mialam
        pewne obiekcje w koncu zdjecie oddalam ale mysle, ze dobrze bedzie za jakis
        czas te portrety usunac ze wzgledow ochroniarskich. Do netu kazdy ma dostep i
        kazdy moze te zdjecia w rozny sposob wykorzystac.
        • monikate Re: internetowa paranoja 14.10.05, 17:32
          Wszystkiego po trochu zdążyłam już doświadczyć w sieci! Uważam z ujawaniniem
          osobistych danych. Ale mam tylko 4 skrzynki i jeden nick! Dojrzewam do
          zainstalowania się pod innym nickiem w celach trollowych używanym! Nie chcę być
          zawsze taka poprawna politycznie, tak pozytywna.. :) przeca w realu też nie
          jestem wyłącznie bohaterką pozytywną. Ale jakoś mam stracha, aby pod swoim
          nickiem pisac treści wywrotowe.. nawet będąc tylko monikate oberwałam po
          uszach...
    • kwiecienka1 Re: internetowa paranoja 14.10.05, 17:40
      :-)
      na razie moja internetowa paranoja objawia się tylko na bezustannym sprawdzaniu
      co tam nowego na naszym forum...

      a tak poważnie: chyba naiwna jeszcze jestem (jeszcze, bo jeszcze nic złego mi
      się nie przytrafiło) - adresy mailowe mam 3: pierwszy onetowy do komunikacji ze
      światem, drugi onetowy dla celów allegrowo-merlinowych i ten trzeci gazetowy
      odpowiadam na większość pytań i kiedy odpowiadam to zawsze szczerze - bo prawdę
      najłatwiej zapamiętać :-)))
      co do spotkań osobistych: do tej pory odbyły się dwa - pierwsze z Anetą w
      sierpniu w Warszawie, drugie, też w Warszawie (ostatnio) z Anetą, Beatą, Darią
      i Noidą

      z braineaterem mogę się spotkać zawsze i wszędzie, nie musi byc solo, ale
      oczywiście, szanuję jego wolę i możemy nadal się mijać na dworcu (ku uciesze
      pani z taniej książki) - podejrzewam, że niestety przy spotkaniu fejs-tu-fejs
      nie wyjąkałabym ni słóweczka, siedziała tylko mrugając & palce wyłamując i
      wiele tym w jego oczach straciła, więc może i tak jest lepiej...

      pozdrawiam
      Kwiecienka z Ptasim Mleczkiem
    • blue.berry jak najbardziej 15.10.05, 15:37
      1. o to ze niektorzy polemizuja sami ze soba to nie nalezy podejrzewac ale byc
      pewnym:))
      2. od zawsze jak rowniez wybieranie nikow ktore nie okreslaja plci w sposob
      oczyiwsty. nie podaje wlasnego imienia (a co dopiero nazwiska), nie pisze za
      duzo o rodzinie, otoczeniu, pracy (wyjatkiem jest pies o ktorym pisze duzo i
      zawsze), nie podaje tele (a juz tym bardziej adresu), rzadko nawet sie
      przyznaje w jakim miescie mieszkam. takie tematy w ogole zbywam po prostu
      milczeniem.
      3. owszem, pare razy zawarlam znajomosc z ludzmi poznanymi via net. ale bylo to
      po dlugiej znajomosci (np rocznej) i dotyczylo naprawde wyjatkowych
      egzemplarzy. natomiast do tej pory omijam opcje spotkan towarzystkich typu
      Grupa Wzajemnego Zainteresowania Spotyka Sie Wspolnie By Pic Piwo:))
      4 i 5. hyhyhyhyhy - wszystkie moje skrzynki zakladaja anonimowosc (nawet
      firmowa zawiera tylko imie bez nazwiska) wszedzie wpisuje absolutnie wymyslone
      dane. no moze oprocz jednej skrzynki z ktora lacza mnie bardziej formalne wiezy
      (jest platna). aczkolwiek nie lubie posiadac za duzo adresow (gora ze 3). po
      prostu jak adres robi sie za niewygodny to zakladam nowy a tamten do smieci. a
      z czasow wielu wymyslnych nikow ostala mi sie jedynie borowka. inne jakos sie
      znudzily a na nowe nie mam weny:))
      6. dodam jeszcze jedna paranoje - stos zabezpieczen komputera przed maniakami
      sieciowymi, wirusami, trojanami itp - ustawony na maxa jest naprawde super
      bezpieczny, wlasciwie trudno jest wtedy jakkolwiek korzystac z internetu. no i
      opcja prob wlamywania sie na wlasny komputer z innych w celu sprawdzenia czy
      aby napewno jest odpowiednio zabezpieczony:)))

      pozdrawiam paraniczna noide bo jak najbardziej ja rozumiem:)
      • mamarcela pierwsza naiwna to ja 15.10.05, 18:00
        A ja nie mam internetowej paranoi. Przynajmniej nie miałam do czasu aż
        przeczytałam Wasze posty. Bo może faktycznie głupia jestem, że tak sie nie
        przejmuję. I że chociaż z imienia i nazwiska się nie przedstawiam, to mówię
        prawdę i tylko prawdę, która czasami jest tak łatwa do rozszyfrowania, iż tylko
        czekam na post od któregoś z moich "realnych" znajomych (jeśli tu przypadkiem
        trafią, a o niektórych wiem, że zaglądają) "*** to ty?"
        Może faktycznie powinam być bardziej ostrożna?
        Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że chociaż netu, emalii i
        komunikatorów uzywam nałogowo od lat 10 to do tej pory służyły one do
        komunikowania się ze znajomymi z realu, albo kompletnymi innostrańcami
        (Brazylia, Indie, Izrael}.Pod względem forumowo-czatowym niemal dziewica ze
        mnie. A poza tym ja mam szczęście do popaprańców emocjonalnych oraz maniaków
        wszelkiego rodzaju w realu, tuszę więc, że tu mnie nie dopadną.
        Już raczej ja postrach sieję - moją nieśmiałą propozycję zostawienia filmu w
        jakiejś księgarnii u Darii taki popłoch wywałała, że nawet ze strachu nie
        odmówiła.:)
        mamarcela istota naprawdę gołębiego serca i złych zamiarów wirtualnych wobec
        nikogo na tym forum nie posiadająca. :)
        • daria13 Re: pierwsza naiwna to ja 15.10.05, 19:23
          Nigdy nie byłam na czacie, nie używam komunikatorów w ogóle, FK i TWA to moje
          pierwsze kontakty w sieci, stąd mam jednego nicka, jeden adres prywatny, paplę
          o sobie prawie wszystko, jedynie może telefonu i adresu nie podaję. Nie
          odpowiedziałam na propozycję Mamarceli, bo chciałam najpierw sama poszukać,
          ponieważ nie chciałam zawracać głowy bez potrzeby. Jak mi się nie uda
          samodzielnie, to z pewnością poproszę:)
          Rozumiem różne środki ostrożnośći u osób często bawiących w sieci, ale niektóre
          z nich wydają mi się rzeczywiście przesadne i mówią o Was więcej niż się
          spodziewacie. Dlaczego Jagódko nigdy nie spotykasz się w realu na piwie? Czy
          dlatego, że masz tylu bliskich przyjaciół i znajomych, że Ci w zupełności
          wystarczają, czy może jesteś z natury domatorką i samotniczką i tego typu
          kontakty nie są Ci potrzebne, jesteś na nie zbyt zajęta i zmęczona? Bo rozmowy
          w sieci są bezpieczniejsze, anonimowe i nieangażujące? Nie potępiam tego broń
          Boże, bo sama też mam bardzo mało czasu na wyjścia ze znajomymi i generalnie
          najlepiej mi w domu, przy kominku, ale takie odżegnywanie się jest dla mnie
          dziwne. A może po prostu nie lubisz piwa?
          Mam nadzieję, że kiedyś, może za rok albo więcej, zrobisz dla nas wyjątek:))))
          • mamarcela Re: pierwsza naiwna to ja 15.10.05, 19:37
            mamarcela jest leniwa z natury i jeżeli coś proponuje to znaczy, że nijakiego
            zawracania głowy z tym nie przewiduje
            mamarcela jest dobra z natury i lubi się dzielić z bliźnimi bezinteresownie
            szczególnie truwajami wszelkimi
            mamarcela nie jest maniakiem z wrodzonego lenistwa żadnych prześladowań w
            wirtualu, ni w realu nie zamiarowywuje :)
          • blue.berry dario droga... 16.10.05, 13:47
            ...strasznie duzo pytan:)))) ale postaram sie odpowiedziec

            >Dlaczego Jagódko nigdy nie spotykasz się w realu na piwie?
            bo generalnie chyba nie przepadam za spotkaniami grupowymi. i chyba nie ma to
            znaczenia czy jest to grupa z pracy, netu czy kółka entuzjastów skladania
            latawcow. wiem ze takie podjecie w pewnym sensie ograbia mnie z czesci urokow
            zycia i ze jednak jak juz sie zdecyduje na takie spotkanie to potem zazwyczaj
            jestem zadowolona. jednakze irracjonalnie nadal we mnie nie ma na to checi.

            > Czy dlatego, że masz tylu bliskich przyjaciół i znajomych, że Ci w zupełności
            > wystarczają, czy może jesteś z natury domatorką i samotniczką i tego typu
            > kontakty nie są Ci potrzebne, jesteś na nie zbyt zajęta i zmęczona?
            bliskich znajomych i przyjaciol posiadam w wersji minimalnej. z wyboru. ostają
            sie przy mnie jedynie ludzie extraordynaryjnie cierpliwi i wyrozumiali. oraz
            wybaczajacy dlugotrwale okresy milczena i braku checi oraz czasu. introwertyzm
            oraz lenistwo sa czynnikami malo sprzyjajacymi rozwojowi wiezi spolecznej i
            budowaniu towarzyskich kontaktow:)

            > Bo rozmowy w sieci są bezpieczniejsze, anonimowe i nieangażujące?
            wszystko mozna powiedziec o rozmowach w sieci ale nie to ze sa nieangazujace.
            nie wiem na ile ktos z was sie nad tym zastanawial - czy w normalnym zyciu
            czesto zdaza wam sie tak intensywny kontakt, ze spedzacie z kims po pare godzin
            dziennie jedynie i wylacznie na rozmowie. nie na spacerze, kinie, zakupach, w
            ksiegarni, na obiedzie, w pubie, przy piwie ale wylacznie na rozmowie.
            prawdziwa znajomosc via net jest niebywale angazujaca. to nie gadugadu przez
            telefon czy wspolny wypad do taniej ksiazki czy na wycieczke do lasu. to
            godziny przestukane na klawiaturze, to setki zapisanych w wordzie stron listow.
            jedyne co mozna powiedziec, to to, ze w takiej znajmosci oszczedzono nam czas
            tracony na szykowaniu sie do wyjscia:)) oraz na przemieszczaniu sie do punktu
            spotkania. zreszta zazwyczaj te pukty sa bardzo odlegle. taki to urok
            internetu - nie ogranicza cie wlasna dzielnica, miasto.

            > Rozumiem różne środki ostrożnośći u osób często bawiących w sieci, ale
            niektóre z nich wydają mi się rzeczywiście przesadne i mówią o Was więcej niż
            się spodziewacie.
            moze tak, moze nie. mysle ze im wiecej wie sie o komputerach, sieci itp tym
            poziom paranoii wzrasta. niestety za duzo przynajmniej o jeden raz widzialam
            bluescreeny spowodowane wirusem ktory w miedzyczasie czyscil twardy dysk.
            zreszta naprostszy program rejestrujacy proby logow na komputerze w prostu
            sposob pokazuje ilu nieproszonych gosci usiluje wejsc nie pukajac:)
            no a poza tym niebywale szanuje wlasnosc prywatna i zdecydowanie nie chce aby
            ktos mi w niej grzebal. a i tak nawet nie plasuje sie na pierwszej polce
            paranaikow komputerowych:) moj znajomy np do korzystania z netu ma laptopa na
            ktorym nie ma nic, i ktory absolutnie nie luzy do pracy ani przechowywania
            danych. komputer na ktorym pracuje i ma dane jest od sieci odlaczony:))

            > Mam nadzieję, że kiedyś, może za rok albo więcej, zrobisz dla nas wyjątek:))))
            ja tez mam taka nadzieje;))
      • kawa_malinowa Re: jak najbardziej 15.10.05, 19:40
        A ja się spotykam z ludźmi poznanymi w sieci :) Na przyklad z osobami znanymi
        z bloxa - z jedną z dziewczyn utrzymuję taki bliższy, ciepły kontakt. A jutro
        spotkam się z inną blogowiczką we Wrocławiu.
        Nawiązywanie kontaktów idzie mi o wiele lepiej właśnie przez internet. Miło
        byłoby, gdyby na jakiś czas wszystkich ludzi z mojego roku / lub chociaż z
        moich grup na obu studiach usadzić przed komputerami, może bym się przestała
        zasłaniać włosami i kulić pod oknem?
        Chociaż od jakiś dwóch tygodni przeżywam z powodu netowej znajomości pewnej
        męki straszne, ale na to szkoda słów marnować - bo takie to naiwne i
        nastoletnie...

        Nicków mam dużo, ale nie kłamię i nie używam kilku jednocześnie. Czy mam
        paranoję? (Pomijając dośc oczywistą niechęć do obecności mojej mamy w gronie
        cyztelników mojego bloga?) Raczej nie. Nie podpisuję się imieniem i nazwiskiem,
        ale jak sie okazało kilka osób i tak wie....

        Serdeczności!
    • braineater Re: internetowa paranoja 15.10.05, 22:31
      A Maryś
      Ad 1. Jak osoby niezalogowane to maryś czyta mniej uważnie.
      Ad 2. Zawsze pisze tak że da się ją rozpoznać.
      Ad 3. Również niechętnie się spotyka aczkolwiek czasem tak.
      Ad 4. Nie zakłada osobnych skrzynek nie mówiąc już o wymyślaniu nicków - maryś
      ma skrzynki z imieniem i nazwiskiem albo imieniem przedziwnie zapisanym - bo
      lubi i imię i nazwisko swoje.
      Ad 5. Zawsze podaje dane przy zakładaniu skrzynek czy też logowaniu się na
      różnych stronach co czasami kończy się długotrwałymi próbami wprowadzenia
      literki ń, którą to ma w nazwisku na brytyjskich stronach wydawnictw:)

      I nigdy przenigdy jej nic złego nie spotkało:)
      Pozdrawiam
    • noida o wariacie 26.10.05, 12:24
      Historia o wariacie jest wielce pouczająca, acz dość smutna.

      Otóż wariat był osobą naprawdę bardzo samotną. Był cudzoziemcem, mieszkającym w
      Polsce od kilku już lat. Nie miał zbyt wielu znajomych, nie miał też dziewczyny
      ani żony (dodać tu chyba należy, że miał już koło 40-tki). Poznałam go na
      portalu "randki", gdzie niewątpliwie szukał dziewczyny właśnie. Miałam
      oczywiście na tym portalu inną ksywkę niż wszędzie, inny obowiązujący e-mail i
      całkowity brak zdjęcia ;-) I nie szukałam nikogo, a z kolesiem zaczęłam wymianę
      wiadomości, bo lubię szlifować języki obce. Najpierw pisaliśmy przez te randki
      a potem przez emaile. Dobrze mi się z nim rozmawiało, bo patrzył na Polskę z
      zupełnie innej perspektywy. Głównie rozmawialiśmy własnie o Polsce i o jego
      niedoszłych romansach. Ja już na początku zastrzegłam, że żadnego romansu z nim
      sobie nie życzę i wydawało mi się jasne, że pozostajemy w kontaktach wyłącznie
      mailowch. I tak korespondowailśmy dluższy czas, chyba z pół roku, a jego
      opowieści o spotkaniach z kolejnymi dziewczynami stawały się coraz bardziej
      przerażające i dziwne. Albo miał nieprawdopodobnego wręcz pecha, albo był
      wariatem, albo kłamał. W każdym razie specyfika jego spotkań wyglądała mniej
      więcej tak: umawia się z dziewczyną na randkę, ona nie przychodzi wymawiając
      się dzieckiem/ważnym spotkaniem/chorobą lub wychodzi ze spotkania wcześniej
      wymawiając się j.w. on do niej dzwoni po jakimś czasie i słyszy w tle odgłosy
      imprezy/baru/innego mężczyzny. Czyli wszystkie kobiety jak jeden mąż wystawiały
      go do wiatru mniej więcej w ten sam sposób. Przy pierwszych trzech byłam w
      stanie uwierzyć w wyjątkowego pecha, od siódmej wzwyż zaczełam podejrzewać, że
      coś tu jest nie tak. Dodatkowo wystawiali go- przyjaciele, z którymi miał robić
      interesy, współpracownicy itp. Nie wiem, czy było to prawdą, czy jakąś część
      tych spotkań zatajał przede mną, w każdym razie popadał w coraz większą
      paranoję na tle "cudzoziemiec w Polsce jest nikim". I tak to trwało, ja
      przestraszona opowieściami o dziewczynach cieszyłam sie, że nie podałam mu
      numeru telefonu, nie opowiedziałam mu za wiele o tym, gdzie mieszkam i co robi
      moja rodzina i wreszcie, że nie chciałam się z nim nigdy spotkać. Ale to nie
      koniec. Ponieważ pozostawałam w owym czasie w stałym związku, postanowiłam go
      wreszcie o tym poinformować. Nie robiłam tego wcześniej, bo miałam przeczucie
      na podstawie jego wcześniejszych opowieści o dziewczynach, że uzna mnie za
      kłamcę (słusznie), podłą babę (niesłusznie) i zerwie ze mną wszelkie kontakty.
      Żeby zamaskować swą przewinę powiedziałam mu, że dopiero co poznałam kogoś. No
      cóż- dalszy ciąg był do przewidzenia... Dowiedziałam się, że jestem taka jak
      wszystkie, że mogłam mu chociaż wysłać swoje zdjęcie, to by zobaczył, czy byłam
      warta tego, żeby ze mną rozmawiać (pomimo deklaracji o niepodrywaniu mnie), że
      złamałam mu serce i wdeptałam je w błoto itp. Wynikło z tego, że w zasadzie
      przed poznaniem kogokolwiek powinnam była się z nim skonsultować, a właściwie
      nie powinnam nikogo poznawać ze względu na niego. Na moje pytanie, od kiedy
      jesteśmy małżeństwem dowiedziałam się, że jestem podła, zła, typowa Polka i że
      ten facet na pewno mnie rzuci dla młodszej. Już dokładnie nie pamiętam
      wszystkich pomyj, jakie na mnie wylano, ale poważnie się bałam przez jakiś
      czas, że będzie próbował mnie znaleźć w realu i zrobić mi krzywdę. Stało się to
      przed świętami ubiegłego roku, pogróżki przestały przychodzić w okolicach
      lutego i od tamtej pory nikt mnie nie napadł w ciemnym zaułku, więc może
      znalazł sobie nową ofiarę.
      I tyle.
      • staua Re: o wariacie 26.10.05, 16:10
        Jakiej narodowosci byl ten wariat? Bo czasem to takie kompleksy z tego moga wynikac...
        Niesamowite.
        Mogl tez sobie wypierac ze swiadomosci rzeczywiste przyczyny braku sukcesu z tymi dziewczynami i
        automatycznie podstawiac zawsze te sama historyjke...
        • noida Re: o wariacie 27.10.05, 00:58
          No więc cały pic polegał na tym, że pan ten był narodowości amerykańskiej :)
          • staua Re: o wariacie 27.10.05, 01:58
            A. Tego sie nie spodziewalam. Na pewno wiec musiala to byc wylacznie jego osobnicza cecha
            (wariactwo w tym stylu, znaczy)...
            • noida Re: o wariacie 27.10.05, 11:00
              Też tak sądzę. Wariat wcześniej mieszkał w różnych krajach na ziemi, do swojego
              ojczystego mu się nie spieszyło wracać, ale twierdził, że Polska jest ze
              wszystkich mu znanych najgorsza.
    • noida o drugim wariacie 26.10.05, 12:28
      Drugiego wariata poznałam przez ICQ. Zagadał do mnie, czy nie pojechałabym z
      nim na rower. Ponieważ nie jeżdżę rowerem, to odmówiłam, ale zaczęliśmy gadać.
      Temu od razu powiedziałam, że mam faceta, na co on oznajmił mi, że to nic nie
      szkodzi- mój facet to dla niego mały pikuś, on mu mnie odbije i się ze mną
      ożeni. Wtedy jeszcze wysyłałam swoje zdjęcia od czasu do czasu, jemu wysłałam i
      okazało się, że założył dla mnie stronę internetową z moją gębą, fragmentami
      naszych rozmów i deklaracją w stylu "to jest moja przyszła żona". Był po
      rozwodzie i miał córkę. Odczepił się dość bezboleśnie przy 276 odmowie zostania
      jego żoną.
      • mamarcela Re: o drugim wariacie 26.10.05, 13:17
        mamarceli jeszcze się wariat w wirtualu nie trafił - pewnie dlatego, że na
        randkach i inych takich nie bywa, ale ku pocieszeniu Noidy w realu u mamarceli
        wariatów dostatek. A nawet przesyt. I to zdecydowany. mamarcela ma
        podejrzenie, że każdy wariat, który przypadkiem trafi w sferę jej przyciągania
        zaraz się stanie choćby na czas krótki jej satelitą. Żadnego uszczerbku na
        zdrowiu, majątku oraz czci niewieściej jeszcze mamarcela od swoich wariatów nie
        zaznała, ale co przeżyła to jej. Zdarzali sie wariaci matrymonialni, wariaci
        gawędziarze seksualni, wariaci pieniacze, wariaci savanarole, wariaci
        komunikacyjni i wariaci spacerowi, zdarzały się też wariatki (jedna nawet na
        mamarcelę klątwę rzuciła), ale rzadziej. Do tej pory mamarcela - stateczna
        niewiasta w wieku średnim - przemyka sie do domu zaułkami, sprawdzając, czy za
        rogiem stoi określony samochód i czy w oknie na drugim piętrze pali się
        światło. Wszystko to brzmi jak wynurzenia pierwszego wariata Noidy (spiskowa
        teoria dziejów), ale jest niestety prawdą. I co gorsze owo Wariatów Wszelkich
        Przyciąganie jest dziedziczne - na podobną przypadłość cierpi moja matka, a i
        dziecię płci niewieściej zaczyna fluidy podobne wydzielać i różnych ułomnych na
        umyśle kolekcjonować.
        Może i Ty Noido masz podobną siłę przyciągania?
        Najgorszy i, jak na to popatrzeć z perspektywy czasu, najzabawniejszy był
        wariat przedstawiający sie jako Kristofer. Wszyscy moi znajomi do tej pory
        żarty sobie ze mnie robią.
        Pzdr.)
        mamarcela z widokiem na znowu myjącą parapet sąsiadkę
        • brunosch |Hmmmm 26.10.05, 13:29
          Mamarcelo, czy jesteś pewna, że kobieta myjąca co chwilę zewnętrzny parapet nie
          należy do opisanej wyżej grupy?
          Bo może ona z tych, co wierzą, że po parapecie do mieszkania tup tup tup
          zakradają się Obcy?
          • braineater Re: |Hmmmm 26.10.05, 13:34
            i myje go, żeby sobie ufoki przypadkiem stópek nie powalały?
            Ciekawy koncept:)
          • mamarcela Re: |Hmmmm 26.10.05, 13:49
            Drogi Bruno, otóż sugerować tego nawet nie osmieliłabym się albowiem samo
            pisanie o tejże nasunąc może niejakie podejrzenia, iż to ja we własnej osobie
            do w/w grupy należę i co prawda alienów jeszcze nie widuję, ale na ostrą formę
            manii prześladowczej cierpię, czego baby myjące zewnętrzny parabet okolo 13
            widywane przeze mnie regularnie są dowodem. Co więcej o to samo podejrzewałam
            jedno z moich dzieci, które mi o tym dziwnym zjawisku przyrodniczym opowiadało.
            Ale od kiedy zajęłam sie obserwacją rzeczonego obiektu stwierdziłam, że to
            prawda i co najdziwniejsze kobieta owa jest tuz po 30, obficie korzysta z
            solarium i innych upiekszeń, które w jej kręgach uchodzą za szczyt elegancji i
            ponadto jest połowicą znanego w okolicy "człowieka z miasta". Być może jest to
            więc jaki znak - w Klossie o ile sobie przypominam przestawiano doniczki. Jak
            cos ciekawszego zaobserwuję nie omieszkam donieść.
            mamarcela niewierząca w spiskową teorię dziejów, ani w alienów biegających po
            parapetach i co gorsza myjąca zewnętrzne parapety co najwyżej dwa razy w roku i
            to niechętnie
            • brunosch Hmmmm 26.10.05, 14:01
              To musi być Znak!
              Zwłaszcza że pierwszy obraz, jaki podsunęła mi wyobraźnia, przedstawiał kobietę
              w wieku przejrzałym, o kształtach obfitych, w nylonową hausklejdę odzianą. Na
              głowie nie, nie kwietny ma wianek... lecz wieniec z papilotów, w ustach
              papierosa i śmiało macha ścierą, brawurowo balansując na krawędzi parapetu.
              A tu proszę - solaryjna dziewczyna mafiozy, w obcisłych różowych szmatkach i
              parapet myje!
              • brunosch PS 26.10.05, 14:02
                Okna też myje, czy sam tylko parapet?
                • mamarcela Re: PS 26.10.05, 14:26
                  Niestety moje obserwacje sa prowadzone dopiero od trzech dni. Od poniedziałku
                  zaobserwowałam co następuje - podnoszą się żaluzje (białe), ręka uzbrojona w
                  szmatę przeciera okno od strony wewnętrznej, po czym otwiera się lufcik i ta
                  sama ręka (przynależna bez żadnych wątpliwości do owej narzeczonej mafiosy)
                  zdecydowanym ruchem myje zewnętrzny parapet oraz te fragmenty okna i ramy
                  okiennej, które może przez ów lufcik dosięgnąć. Uczyniwszy to znika. Żaluzje
                  zostają spuszczone.
                  • dr.krisk To stary sposob na sprawdzenie... 26.10.05, 16:29
                    .. czy droga czysta i mozna wyjsc do swojej mafijnej pracy!
                    Tak sobie przynajmniej to koncypuje. Owoz ow malzonek, gdy juz zje porazza
                    jajecznice ze sterydami i wypije dwa litry koktajlu anabolicznego, rozmasuje
                    sobie miesnie, poprawi zlota bizuterie i dres wyjciowy, ordynuje: "a tera,
                    kicia, zoba czy Krzywy Ryju ze chlopakami sie nie czai przed klatkom!".
                    No to kicia, zeby pozory beztroskiej pracy domowej zachowac - za szmate, lufcik
                    roztwiera i bystro kikuje czy aby Krzywy Ryju nie czyha gdzies na jej
                    misiaczka.....
                    Tak to sobie wymyslilem.
                    KrisK
                    • mamarcela Re: To stary sposob na sprawdzenie... 26.10.05, 18:42
                      Pięknie to sobie wymyśliłeś , dottore, i nadzwyczaj obrazowo. Niestetyż
                      zmartwic Cię muszę, albowiem rzeczony Misiaczek ze swoja żoną (narzeczoną,
                      konkubiną?) nie zamieszkuje i nigdy chyba nie zamieszkiwał. Wieść gminna
                      niesie, że się ukrywa, ale niżej podpisana nie została dopuszczona do tajemnicy
                      przed kim, a tym bardziej gdzie. Na podwórku naszym (o którym napiszę kiedyś,
                      bo to klimaty grzesiukowsko-hrabalowskie poganiane Amarcordem z elementami
                      Tyrmanda)bywa li i jedynie wezwany dzięki telefonii komórkowej przez dziecię
                      swoje nieletnie, aby załatwić porachunki tegoż dziecięcia z rówieśnikami, a
                      właściwie z ich rodzicami. W praktyce wygląda to tak: dziecię dzwoni, tatus
                      przybywa, drzwi sąsiedzkie forsuje, gan wyciąga i jak ktoś się stawia to
                      przystawia, swoje pretensje wyłuszcza, konsekwencjami grozi, a potem znika jako
                      ten sen złoty. I tyle go widzieli. Potomek mój był kiedys przypadkowym
                      świadkiem takiego zajścia.
                      Musi być więc jakieś ine wytlumaczenie tego zjawiska nadprzyrodzonego. Jutro
                      znowu udaje sie na stanowisko obserwacyjne.
                      Pzdr. agent specjalny mamarcela
                      • blue.berry parapety 26.10.05, 21:55
                        a moze to Filifionka. one czesto myja zarowno okna i parapety.
                        taki maja mus:)
                        • beatanu Re: parapety 26.10.05, 23:14
                          A może ta pani boi się wirusa, o którym coraz głośniej i gówienka ptasie
                          systematycznie z parapetu zmywa?

                          Beata Ciekawa Jak Dalej Potoczą Się Wypadki
                          • mamarcela Re: parapety 27.10.05, 08:54
                            Melduje posłusznie, że Filifionką rzeczona Parapeciara nie jest z całą
                            pewnością, bo jakolwiek ocenialibyśmy filifionki jako takie, z pewnością nie są
                            one "strzaskanymi na mahoń" z lekka przechodzonymi "fajnymi dżagami" w różowym
                            dresie w srebrny rzucik- fuj...
                            Jeśli zaś chodzi o kaczą, tfu ptasią grypę, to dziecko nr1 (biurko z widokiem
                            na osławiony parapet)twierdzi stanowczo, że proceder ten był uprawiany wiele
                            miesięcy przed pojawieniem się tejże.
                            A propos Filifionki to zachwyciło mnie wczoraj okrutnie określenie nowej
                            Pierwszej Damy jako Włóczykija. Już zawsze będę ją widziała w kapeluszu.

                            mamarcela całkiem spokojnie pijąca drugą kawę (z cynamonem i wanilią), ale już
                            zwarta i gotowa
                            • noida Re: parapety 27.10.05, 10:59
                              Co to u licha są "fajne dżagi"???
                              • mamarcela Re: parapety 27.10.05, 11:16
                                Też nie wiedziałam, ale już wiem (mniej więcej)i użyłam, bo adekwatne. Otóż
                                artystka przewspaniała Dodą zwana pieśń śpiewa, w której słowo owo sie pojawia
                                mniej więcej w takim kontekście "mówili, że fajna dżaga ze mnie jest". Nigdzie
                                nie znalazłam co prawda dokładnego znaczenia tego tajemniczego słowa, ale przez
                                analogię: jeżeli owa Doda jest fajna dżagą to i parapeciara nią jest. Ino, że z
                                lekka przechodzoną i przez solarium nadużytą.
                                pozdrawiam, mamarcela - kolekcjonerka truwajów słowotwórczych - ciągle na
                                posterunku
    • broch Re: internetowa paranoja 26.10.05, 14:49
      1. Jeśli ktoś chwali książkę, której nie znam (albo przepis na forum
      kuchnia), a potem wpisuje się dużo niezalogowanych osób to podejrzewam go
      zawsze, że pisze sam do siebie pod różnymi nickami (a może nawet zmienia IP?)

      ad.1. nie przeszkadza mi, nie zwracam uwagi

      2. Pisanie o sobie w sposób uniemożliwiający rozpoznanie (brak opisu stanu
      cywilnego, rodziny, miejsca zamieszkania itp., nawet nie podaję prawdziwego
      imienia), nie dawanie swojego numeru telefonu pod żadnym pozorem!

      ad.2. internet "uprawiam" od 89' problem mialem tylko raz w 96' (patrz ad.4)

      3. Niechęć do spotkań osobistych (przełamywana tylko w sytuacjach
      wyjątkowych ;-)

      ad3. jestem asocjalny, niewiele ma to wspolnego z internetem :)

      4. Zakładanie osobnych skrzynek mailowych i nowych nicków tylko w celu
      uprawiania korespondencji z ciekawym, acz podejrzanym osobnikiem, na wypadek,
      gdyby okazał się wariatem (nawiasem mówiąc przeczucie mnie nie myliło- okazał
      się wariatem!)

      ad.4. sa lepsze metody na ochrone tozsamosci

      5. O takich drobiazgach jak kłamanie przy zakładaniu nowego maila w kwestii
      swojego wieku, miejsca zamieszkania oraz imienia swojego kota już nawet nie
      wspominam.

      ad.5. zalezy gdzie konto zalkadam
    • kawa_malinowa ku przestrodze 04.11.05, 17:51
      Miałam bloga - zapiszę kilka rzeczy i wyślę go w diabły.
      czytało go kilkanaście osób - bo tyle czytało go, kiedy musiałam ograniczyć do
      niego dostęp.
      a teraz jedna osoba (wsiądę w pociąg i ciężko uszkodzę...) wysłała do mojego
      znajomego - za bardzo przeżywałam tę fascynację i w porywie optymizmu wstawiłam
      link z jego blogiem w zakładki- fragmenty tego bloga.

      Nie mam ochoty iść w poniedziałek na żadne zajęcia.
      K. w rozpaczy.
      • eva.68 Re: ku przestrodze 04.11.05, 17:56
        Karolino Miła! Hmm... Po prostu Cię pozdrawiam i życzę wyjścia z Rozpaczy. Jak
        najszybciej.
        :-)
      • broch Re: ku przestrodze 04.11.05, 18:16
        1) w sumie bedzie to test dla Twojego znajomego: lubi nie lubi, ale jesli dobry
        czlowiek to z pewnoscia dyskretny. Jesli prawdziwy mezczyzna to nigdy nie
        napomknie i nie uzyje w sposob niemily dla Ciebie.
        Idz na zajecia, nie daj sie (choc to moze nie zawsze latwo) poniewaz w ten
        sposob okazujesz slabosc ktora ktos moze dalej wykorzystac.

        2) czytajac posty rozne tutaj (i nie tylko) wydaje mi sie ze kobiety sa bardziej
        wystawione na ryzyko internetu niz mezczyzni:
        - wiecej zaufania
        - niedocenianie technologii

        3) internet to zabawa, ale troche jak z nadmanganianem potasu: maluje na
        niebiesko, ale palce urwac tez moze (dla uspokojenia: w okreslonej kombinacji)

        powodzenia kawo
        • mamarcela Re: ku przestrodze 04.11.05, 18:35
          W sumie post do Kawy z wielkim :-), ale umyślnie wklejony pod Brochem, bo każde
          jego słowo to Samo Złoto. W wielkim podziwie podpisuje się pod każdym.
          Moja prywatna teoria coraz bardziej mi się sprawdza.
          Chociaż dalej się boję. :-*

          Trzymaj się Kawo z Malinami.

          mamarcela wystawiona na ryzyko jak cholera,a może jeszcze bardziej i nadal z
          Kaziem Ishiguro
          • staua Re: ku przestrodze 04.11.05, 21:23
            Karolinka - trzymaj sie. Broch dobrze napisal (szczegolnie punkt pierwszy - szczera prawda)
            A ja, chociaz zabrzmie prymitywnie, przytocze slowa mojej nielubianej Babci: "Tego kwiatu jest pol
            swiatu", choc niegramatyczne, to prawdziwe. Przekonasz sie.
            Usciski!
        • kawa_malinowa Re: ku przestrodze 04.11.05, 20:47
          Ale napisał mi to w e-mailu. Stąd wiem...

          Dzieki za miłe słowa. Znikam na jakiś czas...
          • mamarcela Re: ku przestrodze 05.11.05, 00:46
            Jeśli wspomniał to dupek. Taka diagnoza nasuwa się pierwsza. Ale jest i druga -
            on jest po prostu prawdopodobnie młody bardzo i pewnie bardzo mu pochlebiłaś,
            więc sie przechwala, jak nie przymierzając mój nieletni synek i wszyscy koledzy
            mojej córki. Mężczyźni zdecydowanie później dojrzewają. :) Tu milknę, bo
            chciałam cos dalej powiedzieć, ale nie powiem.
            pozdrawiam
            mamarcela znawczyni, a co nie wolno mi?
      • dr.krisk Ajajaj.... 04.11.05, 18:32
        Dlatego tez nie lubie tych blogow. Czlowiek pisze, a inni ludziska roznosza po
        katach i potem rozmaite wrazliwe dziewczyny opuszczaja zajecia, snuja sie po
        pustych parkach, czytaja rozmaite poezyje melankolijne, itp.
        Nie przejmuj sie - tak naprawde nic z tego nie bedzie: za tydzien-dwa pojawia
        sie nowe sprawy. Tak to juz jest.
        KrisK
        • olahabe ja mam inaczej 04.11.05, 23:18
          Otóż, co do netu- jestem laikiem, jestem neofitą, a co gorsza leniem i
          naiwniakiem.Nie grzebię, nie szperam, nie czytam wszystkich postów z wątku. Nie
          prowadzę bloga, bo nie mam czasu, a nawet gdybym prowadziła- pękałabym z dumy,
          że wszyscy widzą jaka jestem mądra i fajna. Wierzę święcie we wszystko, co się
          wypisuje, czytając posty mam niezachwianą wiarę w prawdziwość słów w przestrzeń
          wysyłanych, Noida uświadomiła mi pierwszy raz w życiu, że (o zgrozo!) istnieją
          tak podłe mistyfikacje, jak tworzenie sobie wielu nicków. Jestem też w necie
          haniebnie egzaltowana, co oznacza, że gdybym się np. rozwodziła, dostała
          wstydliwej choroby, lub odkryła w sobie jakąkolwiek dewiację, natychmiast
          odczułabym potrzebę podzielenia się tym ze światem i , co gorsza,
          oczekiwałabym, że wszyscy to zrozumieją, a ich komentarze będą całkowicie
          bezinteresowne, szczere i na poziomie.Nie wyobrażam sobie tych tłumów, które
          mają dostęp do moich słów i nie chcę brać za swoje poczynania tutaj
          odpowiedzialności. Dziś jest mój post, jutro nie ma- z każdym dniem mniejsze
          prawdopodobieństwo, że ktoś na niego trafi, a cała moja przyjemność, to kontakt
          głowa-monitor w kącie pokoju, na chwilę.
          • eva.68 Re: ja mam inaczej 05.11.05, 15:23
            Witaj Olu. A ja właśnie sobie wczoraj myślałam, że dawno Cię tu nie było.
            O swojej internetowej naiwności pisałam już w innym miejscu. Tu dodam tylko, że
            z czasem nabiera się dystansu. Chyba.
            P:-)
            • daria13 Re: ja mam inaczej 05.11.05, 16:45
              W rzeczy samej! Mam dokładnie (też nie lubię tego słowa)jak Ewa i Ola (gdzie
              byłaś, jak Cię nie było? Napisz przy okazji, proszę). Dla wielu osób naiwność
              jest cechą świadczącą o tym, że ktoś jest mało rozgarnięty, ale co tam, jeśli
              nam z tym dobrze i jeśli inni tego nie wykorzystją niecnie (a jest takie
              niebezpieczeństwo,niestety)to myślę, że tak powinno zostać.
              Prawdą jest, że czas i doświadczenie internetowe nieco tę naiwność studzą i
              pozwalają na nabranie pewnego dystansu, ale jest go akurat tyle, żeby nie dać
              się zranić pewnym trolom, których nigdzie nie brak.
              Tolerancja - to bardzo ważne słowo i pojęcie. Napawa mnie wielkim przerażeniem
              fakt, że ostatnio dla wielu ludzi oznacza ono tzw. poprawność polityczną i jest
              wręcz piętnowane. Ktoś kiedyś w rozmowie o Szymborskiej postawił mi wręcz
              zarzut z mojej tolerancji. Dokąd zmierzamy negując to pojęcie?
              Pozdrawiam.
              • olahabe Re: ja mam inaczej 05.11.05, 17:17
                Mam zatem dowód, że nie jestem żarliwym internautą- w przeciwnym razie słowa
                Ewy o naiwności w necie z pewnością bym zapamiętała, gdybym je przeczytała. Tak
                już mam z tym, co Ewa pisze.
                Nie było mnie długo, bo:
                -mam problemy z łączem, bardzo długo czekam na otwarcie czegokolwiek. Zamiast
                zwalczać przyczynę dolegliwości- ignoruję dolegliwość. Zasadę tę stosuję
                zresztą konsekwentnie w życiu, z marnymi efektami, jak się można spodziewać.
                Przy okazji wnoszę przed szacowne grono kwestię:"pokaż mi, jakim jesteś
                internautą, a powiem Ci, kim jesteś";
                - październik był drogą przez mękę, życiową porażką i koszmarem z doliny wiązów
                (bezlistnych), z przyczyn rozmaitych, o których jednak nie napiszę, mimo
                ekshibicjonistycznych ciągot, pomna postulatu postawionego na TWA o
                nieuprawianiu netowej masturbacji. W każdym razie- sparaliżowało mnie duchowo
                na miesiąc
                Co do tolerancji- wypominanie komuś tolerancyjności stawiam na równi z
                wypominaniem:uczciwości, prawości, szczerości, wrażliwości, a z modnych pojęć:
                asertywności, o której niedawno tu było.
                Jutro jadę podreperować nadszarpniętą kondycję, do wód! Zamierzam się odciąć
                całkowicie. Uściski, drogie dziewczyny i chłopaki! Do zobaczenia za miesiąc.
                -
                • eva.68 Re: ja mam inaczej 05.11.05, 17:25
                  Bo pisałam krótko, mogłaś nie zauważyć.:-)
                  U wód powrotu do równowagi i spokojności. Dużo Dobrego.
                  P:-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka