Dodaj do ulubionych

Asertywna.

02.11.05, 22:33
Otóż wszem i wobec ogłaszam, że jestem asertywna. Oto słowo wytrych, którego
moja rodzina wraz z przyległościami używa, aby mnie obrazić, jednocześnie
skrywając jad pod pozorem komplementu. Jeśli się z kimś nie zgadzam, jestem
asertywna, jeśli nie daję sobie przerwać, jestem asertywna. Jeśli śmiem
wyrazić zdanie sprzeczne z mniemaniem ogółu, również jestem asertywna. Od
kilku lat słucham, jak to jestem asertywna i jak w wór mojej asertywności
wrzuca się wszystko to, co innym we mnie nie pasuje. Mam wrażenie, że jeśli
jeszcze kiedyś usłyszę, że jestem asertywna to chyba zacznę gryźć.
Podsumowując- znaczenie słowa "asertywna" pokryło się ze znaczeniem
słowa "jędza".
Mam również niejasne podejrzenie, że gdybym była facetem, "asertywna"
znaczyłoby "stanowcza".
Czy wy też bywacie asertywni?
Obserwuj wątek
    • staua Re: Asertywna. 02.11.05, 22:42
      Owszem, u mnie to bylo dosc ciekawe - w stosunku do rodziny i bliskich osob zawsze bylam
      asertywna, jednak w pracy czy szkole dopiero sie stawialam, jak cos naprawde mnie zdenerwowalo lub
      bardzo mi na czyms zalezalo. W pewnym momencie (juzz dziesiec lat temu) postanowilam, ze bede
      asertywna w kazdej sytuacji no i jestem.
      Tutaj pare osob tez opisuje to dosadnie - "bitchy character".
      Nie przeszkadza mi to. Na pewno nie jestem niegrzeczna, a czasem musze postawic na swoim, bo
      inaczej zostalabym stlamszona. I tyle.
      • quarantine Re: Asertywna. 03.11.05, 08:36
        Bycie asertywną to jest moje ulubione zajęcie, zaraz obok spania. Obydwa
        zajęcia nie są mile widziane w pracoholicznym społeczeństwie. Ale podobno
        społeczeństwo posiada margines...
        :D
    • aaneta Re: Asertywna. 03.11.05, 09:00
      Nie przejmuj się. Ja z kolei jestem podobno, tzn. zdaniem byłej rodziny,
      zarozumiała, a na dodatek zawsze muszę mieć własne zdanie. Aha, i mam okropny
      charakter, bo zawsze muszę wszystko robić po swojemu. Też mi się wydaje, że
      gdybym była facetem, to by się nazywało, że mam jaja, a że jestem babą, to
      jestem okropna. Ale ja to olewam, a ci, którzy tak mówią, dostają dymisję.
      • braineater Re: Asertywna. 03.11.05, 09:06
        nie do końca tak, z tą stanowczością. Mnie słowo 'nie' towarzyszy od zawsze,
        jest automatyczną reakcją na 99% propozycji i generalnie ponoć go nadużywam.
        Więc kiedyś postanowiłem to zmienić - zacząłem mówić 'tak', zacząłem się
        zgadzać i przytakiwać, natomiast nadal wszystko robiłem po swojemu. I co sie
        okazało? 'Nie' jest zupełnie zbędne, ot co. Wystarczy mówić 'tak' a potem
        zupełnie się nie przejmować, bo ludzie uznają, że skoro powiedziałeś im 'tak,
        zgadzam się' to naprawdę się zgadzasz i zupełnie nie zauważają, że nadal nic
        się nie zmieniło, a ty działasz, tak, jakbyś powiedział 'nie'. Strasznie to
        zycie upraszcza, mówienie 'tak'.

        Pozdrowienia:)
        • stella25b Re: Asertywna. 03.11.05, 10:32
          Sluzylam kiedys kolezance jako krolik doswiadczalny w przeprowadzaniu testow na
          asertywnosc. Wyjatkowo dobrze jej sie ze mna pracowalo, moze dlatego ze moje
          wyniki odpowiadaly jej wyobrazeniom. Ja traktowalam to jednak jako zabawe bo
          zyciu czesto trzeba isc na kompromis.
        • marquis Re: Asertywna. 11.11.05, 20:17
          O, widzę, że ten wynalazek nie jest aż tak odosobniony, jak się mi wydawało. Ja
          również przestałem mówić "nie", bo najczęściej prowokowało to do usilnych
          dociekań "dlaczego?", "jak to?", "co się stało?", "czy ja ci coś zrobiłem?",
          "czy coś jest nie tak" etc. Od kiedy przytakuję, życie stało się prostsze i dużo
          przyjamniejsze. Owszem, zdarza się, że trzeba czasem ponieść konsekwencje
          pochopnego, automatycznego "tak" - niemniej są to przypadki rzadkie, nie burzące
          słodkiego przeświadczenia, że z "tak" jest mi łatwiej.
    • kwiecienka1 Re: Asertywna. 03.11.05, 10:41
      ooooo, to ja też jestem z marginesu...
      moja asertywność (a dla rodzinki nieznającej takich dziwnych słów po prostu
      okropny charakter, znieczulica w ostatnim stadium) jest już legendarna :-)
      tak jest już od przedszkola, nigdy nie dałam sobie w kaszę dmuchać, to mnie tam
      zawsze słuchano a ja robiłam tylko to, co chciałam (lub to, co uważałam za
      najlepsze dla siebie)
      oczywiście, praktykuję to do dziś :-)
      pozdrawiam
      Kwiecienka & ihre Deutschaufgabe
    • mamarcela Re: Asertywna. 03.11.05, 11:08
      mamarcela głęboko wierzy w asertywność. Przeszła kiedyś nawet w ramach imprez
      pracowych (a jednak) kurs asertywności. Posiada także w swym słynnym biorku
      kilka książek o asertywności np.; Kobieta asertywna, Asertywność w 3 dni, albo
      wręcz Asertywność w 12 krokach. mamarcela wierzy także, iż pewnego dnia stanie
      się do bólu asertywna, asertywna absolutnie, asertywna tak, że już nie można
      bardziej. Codziennie wieczorem zasypia marząc o tym. Niestety już około
      czwartej nad ranem sny o potędze zostają brutalnie przerwane i w jej głowie
      pojawia się dylemat, czy z okrzykiem „nie” na ustach pozwolić kotu wytłuc
      metodycznie całą zastawę stołową, czy też ulec i nieasertywnie napełnić mu
      miskę, a potem równie nieasertywnie wypuścić na dwór i potem wpuścić. Kolejny
      wyłom w asertywności mamarceli pojawia się około 6.30, kiedy to dziecko nr1
      tupotem bosych stóp objawia całemu światu, a przede wszystkim usiłującej
      jeszcze spać matce, swój bunt młodzieńczy. O 7.00 w pokoju mamarceli pojawia
      się potomek nr2 z okrzykiem: ”Mamusiu musimy wstawać”. Na nic się zdają próby
      asertywności i stwierdzenia: „To ty musisz wstawać, a nie ja”, albo wręcz „Sam
      se zrób”, bo już bydlę czarne pod drzwiami siedzi, sapiąc jak lokomotywa Tuwima
      i wyraźnie domagając się wyprowadzenia. Perspektywa sprzątania fekaliów jest
      ostatecznym kresem marzeń o porannej asertywności.
      Pomiędzy 8.30 a 14.30 mamarcela jest osobą niezwykle asertywną. Szczególnie
      wobec swojej pracy. Regularnie mówi jej „Nie. Teraz sobie zajrzę do internetu”.
      Popołudniu upierdliwce najrozmaitsze znowu zaczynają się szarogęsić i wysiłki
      mamarceli przeważnie kończą się niepowodzeniem. Żeby nie powiedzieć kompletną
      klęską.
      A wieczorem zasypia mamarcela ze zbożnym postanowieniem, że od następnego dnia
      zacznie nowe życie w asertywności. I tak dalej...
      Tak więc jeśli chodzi o asertywność mamarcela jest wierząca (głęboko) acz
      niestety niepraktykująca. A za jędzę, czarownicę oraz toksyczną matkę (żonę,
      córkę i kochankę) i tak uchodzi. I gdzie tu sprawiedliwość?


    • marquis Re: Asertywna. 11.11.05, 20:20
      Co najmniej dwa słowa z neutralnych nabrały w naszym kraju silnie negatywnego
      zabarwienia: "asertywny" i "liberalny". Jeszcze jakies propozycje?

      PS. Asertywni mnie denerwują, bo trudno na nich coś wymusić ;-) Nie dają się
      uwikłać ;-)
      • daria13 Re: Asertywna. 12.11.05, 12:37
        Mnie najbardziej boli zrównanie słowa tolerancyjny z poprawny politycznie, przy
        czym oba określenia mają zabarwienie mocno negatywne. Przez moją tolerancję
        wobec homoseksualistów potraktowaną jako poprawność polityczną straciłam
        najlepszą przyjaciółkę, w dyskusjach internetowych nie raz zostałam wyzwana za
        swoją tolerancje ogólnie pojętą. Dokąd zmierza świat, gdzie tolerancja jest
        odbierana negatywnie?
        Co do asertywności, to chyba mi wychodzi ona najsłabiej. Większość rzeczy,
        jakie robię w życiu jest podporządkowana albo służeniu innym (znaczy głównie
        dzieciom), albo staraniom, żeby komuś życie uprzyjemnić. Zawsze staram się
        liczyć z cudzymi uczuciami i potrzebami. Z reguły nie kosztuje mnie to wiele
        wysiłku, bo mam to we krwi, bo taka już jestem i w zasadzie prawie nigdy nie
        odbywa się kosztem mojej integralności, co nie oznacza, że jestem słaba i
        uległa, ja po prostu lubię być pomocna. Buntuję się jedynie, kiedy muszę
        usługiwać mężowi, bo jako kobieta pracująca nie mam poczucia obowiązku bycia
        jego służącą.
        Może trochę za bardzo pojechałam z tą swoją usłużnością i może niektórzy z Was
        stracą przez to do mnie szacunek, ale ja naprawdę uważam, że liczenie się z
        innymi mogłoby poprawić trochę ten smutny świat. Ufff, ale jestem naiwna,co?
        Ps.
        Czasami wyręczam się innymi; na poranne spacery z psem wysyłam dzieci, w
        weekendy śpię do późna odkąd małe nauczyły się podgrzewać sobie mleko i
        wsypywać płatki do miseczek:-)
        • marquis Re: Tolerancyjna 12.11.05, 18:06
          Tak, dziś jeśli powiesz, że jesteś tolerancyjna, to z dużym prawdopodobieństwem
          zostaniesz uznana za hipokrytkę, osobę politycznie poprawną lub "lewaczkę"
          (ulubione chyba hasło forumowiczów dyskutujących pod newsami). Tak czy owak,
          otwarte przyznanie sie do tolerancji jest częstokroć uznawane za przejaw
          zaciemnienia umysłu, "nienormalność" (bo "normą" jest przecież węszenie spisku
          pedalsko-żydowsko-masońsko-lewackiego), a w najlepszym przypadku za prowokację ;-)
          No a poza tym, jak jestes tolerancyjna, to na pewno jestes tez liberalna, a
          kolejny niewybaczalny grzech ;-)

          Coś mi się nieskładnie dziś pisze, mam nadzieje, że jednak z sensem :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka