noida
06.12.05, 22:51
Byłam dziś na filmie pt. "Historia przemocy". Dziwny był to film, bardzo
amerykański. Ale tak się złożyło, że wpasował się w moje przemyślenia na
temat, nazwijmy to szumnie, natury ludzkiej. Otóż pod wpływem kilku ostatnio
przeczytanych książek i obejrzanych filmów (m.in. Jabłka Adama ;-) zaczęłam
się zastanawiać, na ile możliwa jest resocjalizacja. A raczej może odwrotnie-
na ile człowiek, który odsiedział w więzieniu mnóstwo czasu, odpłacił za
swoje winy, może rozpocząć normalne życie?
Akurat w tym filmie facet miał szansę- rozpoczał nowe życie, nikt go nie
oceniał, nikt go nie rozliczał z dawnych zbroni. I udało mu się. Okazało się,
że potrafi być wspaniałym facetem. Ale czy dałby radę, gdyby wszyscy
wiedzieli? Czy gdyby wszyscy go podejrzewali za plecami, nie czułby się
podle? Czy nie wzbudziłoby to w nim agresji potrzebnej do zabijania?
A teraz jeszcze cięższy kaliber- pedofile. Zastanawiałam się dużo nad tym.
Pedofilia to jedna z najgorzej ocenianych zbrodni. Nawet mordercy nie dają
żyć pedofilom. Pedofile to najgorsze szmaty, niegodne niczyjej litości,
niczyjej pomocy. Ich należy kastrować i zostawić, żeby zgnili. Tak uważa
wielu ludzi. W pewnym sensie ja też.
Ale... zawsze jest to "ale". Czy ci ludzie nie potrafią sobie zdać sprawy z
faktu, że błądzili? Czy wiedząc, że są winni czyjegoś cierpienia dalej będą
folgować swoim chorym żądzom? Czy nie zasługują na szansę? Trochę mi się
wydaje, że to tak, jak z gejami (nie piszę tego, żeby kogokolwiek obrazić i
nie porównuję gejów do pedofili, w żadnym razie, chodzi mi tylko o mechanizm
działania)- niektórzy tak bardzo nie mogą pogodzić homoseksualizmu ze swoją
religią, że żyją w celibacie. Są tacy. Niektórzy zostają księżmi i
niekoniecznie wykorzystują potem ministrantów. Jakoś muszą sobie radzić i
radzą sobie.
I co teraz zrobić z listami pedofili mieszkających w sąsiedztwie? Czy
naprawdę one są usprawiedliwione? Co im wtedy pozostaje? Jeśli popełnią tę
samą zbrodnię po raz kolejny- okazuje się, że to dobrze, wsadza się ich do
więzienia i spokój. Ale jeśli nie? Jeśli postanowili już nigdy nie tknąć
żadnego dziecka? Czy ktokolwiek da im żyć? Czy takie listy mogą naprawdę
zapobieć nieszczęściu? A czy jeśli nie mogąc wytrzymać takiego życia ci
ludzie popełnią samobójstwo (choć odsiedzieli już za swoje grzechy i nie
powtórzyli ich), to czy w pewien sposób nie jesteśmy winni morderstwa?
Co wy na to?
Czy jeśli złodziej może dostać druga szansę, to pedofilowi nigdy nie można
jej dać?
Czy ludzie mogą się nie tyle zmienić, co zdecydować świadomie, że pewne
aspekty ich osobowości powinny na zawsze pozostać uśpione?
Takie mi chodzą myśli po głowie po obejrzeniu "Historii przemocy".