marquis
16.12.05, 15:21
Niektórzy ludzie namiętnie czytają biografie. Co ciekawe, z moich obserwacji
wynika, że są to głównie ludzie po 40. Nie chodzi mi o to, że młodsi do
biografii nie sięgają, lecz o to, że nie czytają ich masowo. Jeśli już chcą
poznać czyjeś życie, to wybierają osoby, które ich fascynują, intrygują, które
podziwiają lub po prostu lubią. Ja na przykład z zapartym tchem chłonąłem
biografie moich idoli (Marii Callas i Oscara Wilde'a) i chętnie sięgnę jeszce
po kilka. Ale nie za bardzo rozumiem, cóż jest takiego pociągającego w
czytaniu biografii ludzi, do których nie ma się specjalnie żadnych
sentymentów. A jednak niektórzy twierdzą, że biografie nawet mało bliskich nam
osób sa stokroć ciekawsze niż powieści. Czy chodzi o to, że historie w nich
opisane zdarzyły się naprawdę (o ile biografa nie poniesie fantazja) i nie są
tylko i wyłącznie wytworem wyobraźni pisarza? Podobnie rzecz ma się chyba z
dziennikami czy autobiografiami. Czy ktos mi to wyjaśni? I czy jest ktoś, kto
powiedzmy w wieku 20-30 lat zaczytywał się bografiami?