diabollo
27.04.06, 07:35
Znajomy doniósł na emeryta z Elbląga, który przesłał mu e-mailem obrazek
kaczki z napisem: "A teraz kochani wyborcy... pocałujcie nas w kupry!".
Policja przeszukała mieszkanie emeryta
Internet to pasja pana Aleksandra, 50-letniego rencisty. Przed komputerem
spędza kilka godzin dziennie, korespondując za pomocą e-maila z ludźmi z całej
Polski. Nie ukrywa, że prezydent Lech Kaczyński i jego brat Jarosław nie są
jego ulubieńcami. To dlatego uznał, że doskonałym żartem będzie przesyłanie
znajomym wyłowionych w internecie karykatur obydwu polityków: obrazków z
kaczorami-aniołkami albo kaczki z napisem "A teraz kochani wyborcy...
pocałujcie nas w kupry!".
Jego e-maile trafiły m.in. do mieszkającego we Wrocławiu Krzysztofa
Dymkowskiego. Ten poczuł się urażony poczuciem humoru elblążanina.
- Ostrzegałem Aleksandra, że nie powinien tych rysunków rozsyłać, tylko
zgłosić się z nimi do prokuratury - mówi Dymkowski. - Są granice żartu,
których nie można przekraczać. Chodzi o głowę państwa. Czuję się Polakiem i
dlatego zawiadomiłem policję.
Policja i prokuratura zadziałały błyskawicznie. Emeryta wezwały na
przesłuchanie, przeszukano też jego mieszkanie.
- Dla nas najważniejsze jest prawo i musimy do całej sprawy podchodzić bardzo
poważnie. Stąd śledztwo - tłumaczy Jolanta Rudzińska z elbląskiej prokuratury.
Prokuratura nie zakończyła jeszcze pierwszego postępowania, a Krzysztof
Dymkowski złożył już kolejne doniesienie na znajomego.
- On z pierwszej sprawy sobie nic nie robi - mówi oburzony. - Zadzwonił do
mnie i dalej szydził z prezydenta. Nagrałem tę rozmowę i przekazałem ją już
policji. Będą też następne doniesienia.
Dlaczego? Dymkowski twierdzi, że internauci dowiedzieli się od pana Aleksandra
o donosie i zaczęli przesyłać mu pogróżki. - Wszystkie te groźby zbieram i
hurtem przekażę policji - ostrzega mężczyzna.
Elbląska prokuratura jeszcze nie wie, co zrobi z panem Aleksandrem. - Czy
postawimy mu zarzuty, rozstrzygnie się w piątek - mówi prokurator Rudzińska.
Profesor Marian Filar z Katedry Prawa Karnego UMK w Toruniu: - Prokuratura
musi zbadać, czy ta satyra zawiera treści obraźliwe, np. wyzwiska, lub
przedstawia osoby w sposób zohydzający. Wtedy dopiero można mówić o
znieważeniu. Będzie też musiała udowodnić, że człowiek, który te rysunki
rozpowszechniał, miał zamiar znieważyć. Na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że
z tego nie da się ukręcić aktu oskarżenia. Ale prokuratura jest w trudnej
sytuacji, bo zależy od władzy, a władza niekoniecznie ma poczucie humoru.
Sam winowajca twierdzi, że w prokuraturze już usłyszał, że za obrazę głowy
państwa może trafić do więzienia nawet na trzy lata. Na razie się nie przejmuje.
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3309667.html
Tak oto dożyliśmy paranoii w Ojczyźnie Naszej.
A propos, może jakiś małe doniesienie do prokuratury za "obrazę religijną" na
czcigodnych Bartosza i Joannę?
Do pierdla pewnie nie trafią, ale policja ich pewnie wyśledzi, porewiduje,
prokuratura poprzesłuchuje, może choć 48 godzin?
Kłaniam się nisko.