Dodaj do ulubionych

Pierwsze spełnione

10.02.03, 15:23
I znowu stoję przed lustrem. Ze zgrozą zdaję sobie sprawę, że przy obecnie
stosowanej diecie niedługo będę musiała zakładać gorset, aby wejść do budki
telefonicznej. W zasadzie po chwili dochodzę do wniosku, że nie mam się czym
aż tak bardzo przejmować. Przecież i tak nie mam do kogo dzwonić. Może pójdę
dzisiaj i kupie sobie telefon komórkowy? Może ktoś do mnie wtedy zadzwoni?
„Tak, słucham. Tu towarzysko zaniedbana. Z kim rozmawiam? Kto? Świat? Cały?
Jak mi miło.”
Lustro dalej jest złośliwe. Dodaje mi kilogramów i lat. To chyba najbardziej
zakłamany wynalazek jaki znam. Chociaż nie. Jest jeszcze aparat
fotograficzny. Ten to dopiero kłamca.
Już dobrze. Pójdę do lustra w przedpokoju. Tam nie ma żarówki, przepaliła się
w zeszłym tygodniu. Tam nie będę się wściekać na srebrny przytyk.
Zamykam za sobą drzwi i już wiem, że dziś coś mi się uda. Jeszcze nie
wiem co, ale się uda. Zadzieram głowę i dumnie wychodzę przed siebie.
Dlaczego założyłam te buty na wysokim obcasie? Tortura. Takie buty powinno
się zakładać w kraju, gdzie są gładkie i proste chodniki. Ja co dzień muszę
pokonywać ziejące kratery i dziury rozsadzone przez lód. Nie wiem kto
wymyślił te ozdobne kamyczki w asfaltowej masie. Ani to nie wygląda ani po
tym nie ma jak chodzić. Moda ma jednak lekarstwo na wszystko. Na sklepowych
wystawach pojawiły się buty o podeszwie jak kostka polbruku. Żadna
księżniczka nie wyczuje przez taką podeszwę nawet dużego ziarnka grochu, co
dopiero mówić o kamyczkach. Mimo wszystko nie mogę się jakoś przekonać do
tych mód.
Zaraz za sklepem obuwniczym mienił się barwami sklep z zabawkami. Za
szybą mknął w dziki step siwy konik na biegunach. Bursztynowe oczy
wypatrywały wśród przechodniów swojego małoletniego kowboja. Cieplutko mi się
zrobiła na widok tego rozczochranego pluszowego konisia. Dlaczego, gdy byłam
małą dziewczynką nie było tylu kolorowych zabawek? Tego sklepu z zabawkami,
jedynego wtedy w moim mieście, już nie ma. Razem z mamą zachodziłyśmy do
niego zawsze po przedszkolu. Nie zwracałam uwagi na lalki siedzące rzędem jak
kury n półce. Nie podobały mi się ich fryzury. Żadna nie miała pięknych
długich włosów do czesania, jak te w zagranicznych katalogach. Wszystkie
przypominały baranka starej księgowej. Nawet nie było gdzie spinki wpiąć. A
wiadomo powszechnie, że lalka nie jest do zabawy, tylko de czesania.
Któregoś dnia w sklepie pierwszy raz dotknęłam swojego marzenia. Miedzy
ladami stały dwa konie na biegunach. Były ogromne! Gdybym na takiego usiadła
na pewno nie sięgnęłabym nogami do ziemi. W sercu urosła mi nadzieja.
Popatrzyłam na twarz mamy a ona wiedziała o czym myślę. Nadzieja zwiędła
jeszcze szybciej niż rozkwitła. Na pocieszenie mama obiecała, że codziennie
będziemy po przedszkolu odwiedzać w sklepie mojego siwka, bo tak go nazwałam.
Lepszy konik na biegunach do odwiedzania, niż żywy kucyk w snach. Szczęście
nie trwało długo. To było straszne. Gdy tylko sobie o tym przypomnę, jeszcze
czuję to rozczarowanie. Wchodzę z mamą do sklepu jak gdyby nigdy nic. Patrzę,
a tu nie ma konika. Najpierw pomyślałam, że może był głodny i poszedł wypaść
się za sklepem. Ale zaraz zaburczał gniewnie we mnie rozsądek i poczucie
rzeczywistości. Przecież gdyby poszedł na pastwisko na pewno by zostawił w
sklepie bieguny! Kto widział konika na pastwisku z biegunami. Popatrzyłam z
nadzieją na mamę. Mama na pewno wie, co się stało z siwkiem. Mamy wiedzą
takie rzeczy. Popatrzyła na mnie ze wzruszeniem. „Córeczko, nie płacz. Konik
ma teraz nową panią, która się nim bardzo dobrze zajmie. Nie martw się o
niego. Już nie płacz. No? Został jeszcze ten czarny. Będziemy teraz jego
odwiedzały. Chodźmy do domu.”
Buntowałam się w środku ale nie chciałam robić awantury. Nic by to i tak nie
dało. Co mi po czarnym koniku? Czarne są nieładne i nie takie milutkie jak
siwe! Czy mama tego nie rozumie?
Poszłyśmy do domu. Całą drogę zastanawiałam się, co zrobić. W domu mama
powiedziała, że jeśli uklęknę przed obrazkiem Matki Boskiej, to może konik
wróci. To nie był zwykły obrazek. Bozia była cała ze złota i uśmiechała się
do mnie. Zacisnęłam malutkie dłonie z całej siły. Powieki zatrzasnęły mi się
z prośby. Boziu daj mi konika, będę grzeczna. Nie będę już ganiać braciszka i
rano udawać, że jeszcze śpię. Tylko kurcze daj mi Boziu konika.
Otworzyłam drzwi do swojego pokoju pełna rezygnacji. Z pochyloną głową
wkroczyłam w całkiem nowy rozdział swojego życia. Podniosłam oczy i
zobaczyłam go na samym środku pokoju. Był jeszcze piękniejszy niż w sklepie.
Unosił się w powietrzu, bo mama postawiła go pomiędzy łóżkami tak, że opierał
się na ich krawędziach biegunami. W słońcu był bardziej biały niż moje
prześcieradło. No dosłownie mnie wryło. Konik wcale nie ma nowej
właścicielki. On uciekł od niej do mnie, bo ona go tak nie kochała jak ja. A
ja teraz będę o niego dbała. Będzie spał na specjalnym posłaniu i nigdy nie
zapomnę go wyczesać.
Siwek towarzyszył mi w ciągu całego mojego dzieciństwa. Bujałam się na nim
tak długa, aż moje stopy dosięgły ziemi. Oglądałam na nim telewizje,
zabierałam na wakacje zamiast roweru. Nawet zdejmowałam mu siodełko, żeby się
nie męczył.
Tego dnia pierwszy raz w życiu uwierzyłam, że marzenia się spełniają a moja
mama to prawdziwa Matka Boska.
Obserwuj wątek
    • marcia79 Re: Pierwsze spełnione 16.02.03, 02:11
      Aguś...lubie Towje slowa, pieknie brzmia w mojej glowie.
    • jezz_ Re: Pierwsze spełnione 01.03.03, 09:24
      Bardzo mi się podobało z jednym małym wyjątkiem - co Ty chcesz od tych
      księgowych - hihi.
      mogłabyś więcej takich postów tu umieszczać.:))))))Odrazu cieplej się
      człowiekowi robi na duszy gdy widzi, że komuś się marzenie spełniło. I wtedy
      myśli sobie, że nadejdzie taki czas, że i moje się spełnią.
      • agniicha Re: Pierwsze spełnione 02.03.03, 17:38
        Słodka Jezz, mogę zamieszczać to, na co jest zapotrzebowanie :))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka