wredna_zmija
27.11.06, 21:36
Podarował mi pomarańczową wyścigówkę samochodową z szarymi kolami...
Heh, jako jedyny rozumiał, że nie pociągają mnie dziewczyńskie zabawki...
Procę sam podrzucił niby przypadkiem...
Łuk z takim namaszczeniem robił i strugał strzały do niego z równą radością...
Nauczył mnie na pamięć nazwisk wszystkich prezenterów telewizyjnych z lat
osiemdziesiątych - jakże wtedy dumny był ze swego dzieła...
Cierpliwie ganial za mną, kiedy chodzić się uczyłam...
Na oklep na koniu ze mną jeździł...
Wóz powozić pozwalał - sam wręczał mi lejce, dodając słownie odwagi : "no, nie
bój się... on sam cię poprowadzi do domu"... Jego koń... długo go miał, do
późnej końskiej starości - Kasztan/ Kuba (koń dwojga imion)...
Tak cieszył się z każdego mego sukcesu... Dumą przepełniony był, kiedy sama
sobie w życiu radzić zaczęłam (a szybko bo już w wieku 18 lat)...
Tak bardzo kochał ją... żonę... która nie raz dała mu się we znaki... która
nie doceniała tej miłości, tego przywiązania, dobroci... a jednak kochał...
mądry życiowo... z tyloma w duszy ranami... po wojnie... obóz jeniecki, z
którego uciekał... oddział wojska, który prowadził...
Te jego cudowne, najpiekniejsze na świecie, chabrowe oczy - na zawsze, na
wieki w moim sercu...
Dwa lata temu... Wielkanoc...
Rodzina cała w komplecie przy stole a on daje mi potajemne znaki, bym przyszła
do niego do pokoju... Zamyka konspiracyjnie drzwi... wyciąga zza pazuchy misia
i wręcza mi go ze szkłem łez wzruczenia w oczach, mówiąc przy tym: "Masz, to
ode mnie dla twojego synka"... ściska mnie w gardle... wzruzenie to czy mara
przyszłości nie uniknionej, przeczucie niezapisane jeszcze w mej
świadomości??? - nie wiem (wtedy jeszcze nie wiem tego)... Mówię mu więc, że
przecież nie mam dzieci... "Masz, weź to... to jest prezent dla mego
prawnuka... Pamiętaj" - patrzy mi w oczy... Biorę... Miś...
Przeczuwał... On już wiedział - my jeszcze nie...
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...
01:16 28.XII.2005... odchodzi, pożegnawszy się i pojednawszy z każdym...
Mija rok a boli wciąż tak samo...
KOCHAM GO... Mój guru... Mój mentor... Ideał... Mój Dziadziuś...
Miś wciąż czeka na mego syna... dam mu na imię Szczepan... Wiem, że go będę
miała i będzie miał chabrowe oczy po pradziadku...
Tęsknię...
Tyle słów niewypowiedzianych uwięzlo mi w gardle...
Tyle wyznań... Tyle tuleń niedokonanych... zabrakło na nie czasu...