rita1234
11.04.09, 17:43
Mama mowi- co Cie jeszcze przy nim trzyma.... a ja sama nie wiem-
przyzwyczajenie, jest szalony, zabawny, fajnie mi czas z nim upływa... Własnie
"czas upływa" i tylko to. Nie mowiac o jego wadach.
Jestesmy razem od 2,5r. Na dzień dzisiejszy ja go : ograniczam, pozbawiam
własnego życia... gdzie ja czuje, ze jest wrecz inaczej,. to ja jestem
dostosowana do jego pracy, rytmu zycia. Nigdy sie nie umawia ze mną wczesniej,
dzwoni ze bedzie za 5 min i jest. Nigdy nie wiem czy razem spedzimy weekend,
bo jak to on mowi nigdy nei we co mu wyskoczy.
Sama go troche tego nauczyłam (pozwoliłam). Ale rytmu pracy nie zmieni, choć
na pewno z dnia na dzien wie o której konczy prace i mogłby wieczorem mi
powiedziec, ze jutro np o 17 sie spotkamy. A tak nie jest. Nigdy nie wiem o
której zadzwoni. Oczywiscie ja tez dzwonie, ale nie zmienia to faktu ze to do
jego czasu wolnego sie dostosowuje... bo ja mam ZAWSZE wolne. Bo ja to nie mam
swoich pasji, bo ja moge poczekać, bo ja nie prowadze tak intensywnego
zycia.....Fakt potrafie sie dostosowac do kogos, ale on tego nie widzi. tylko
ja go ograniczam....
Tak Tak Tak!!! On ma 36 lat i wypomina mi, ze nie moze widywac sie z kolegami,
ze zatraca siebie, ze taki nie był, ze zawsze był inny a teraz przestaje być
sobą! Z kolegami widzi sie co drugi, trzeci dzień (a chciałby chyba
codziennie). Bywają przerwy dłuzsze , ale.... nie chodzi o widywanie tylko sposób.
Gdyby powiedział mi : jutro (wona sobota) chce isc do kolegi... to ok- ja
sobie ide do kumpeli, a on gdzie chce..... ale to jest tak ze on milczy, nie
odzywa sie pol dnia, ja dzwonie by sie spotkac, a on nie odbiera telefonu (bo
wie ze bede zła bo jest u kolegi).
Nie pojmuje jak dorosły facet moze tak kochać, uwielbiac i zycia bez koleszków
nie widziec. Dodam ,ze tamci nie maja zon.
2,5 roku i nie widze powaznych zamiarów.
Pol roku temu zaproponowałam abyśmy razem zamieszkali (ze ja sie do niego
wprowadze) . Powiedział NIE. Bo go dopiero uwiąze. Chyba naprawde jestem zołzą!!!!
Pomyslałam - nie będe sie narzucac... ale zabolało mnie to bardzo i dało do
myslenia. Bo tak to nie sprzata, nie robi zakupów, nie gotuje, wychodzi kiedy
chce, nie musi sie spowiadac.....
Ja od rana do 15 pracuje 5 dni w tygodniu. On róznie, czasem po 2-3-4-5h
dziennie zalezy kiedy i o róznych godzinach.
Czasem do 14 ma wolne i mogłby zrobic co chce i odwiedzic kogo chce, a on śpi.
Potem nie ma na nic czasu i jest wiecznie zmęczony.....
Głowne nasze przebywanie razem, odbywa sie na lezeniu w łózku, bo on
zmeczony.....nie jest tak zle oczywiscie, ale jeszcze w zadnym zwiazku tyle
nie leżakowałam :/
Ja lubie chodzić, spacerowac- on nie. czasem czuje sie tak jakbym była sama.
Do miasta -sama, bo on nie lubi. Do kosciola- sama bo on nie lubi. Tylko
zabijamy ze sobą nudę na to wyglada..
Poza tym jest cholerykiem. O nic nie moge go pytac, nienawidzi pytań! Gdzie
byłes, kto zadzwonił, dlaczgo coś tam- od razu wrzeszczy i mowi ze to nie moja
sprawa. czuje sie izolowana, ze on chce mieć swoj odrebny świat. Ale jak być
z kims kto nie powie gdzie był, lub skąd wraca, lub o której skończy prace?
Czasem mi mowi ze załatwia sprawe i tyle. ma mi to wystarczyc.
komorka jest jego tabu. tak jej pilnuje jakbym coś tam chował!
Ja mam to w d... gdyby wziol i oczytał se moje smsy- choc nie chce tego i sama
nie robie (ze 2 razy sprawdzilam mu bo pisały jakies koleżaneczki do niego i
była ostra draka, ze go szpieguje).
telefon ma na kod.
O malzenstwie słysze tylko dowcipy typu : on sie nigdy nie ożeni i usmiecha do
mnie... Na weekend majowy spytałam gdzie pojedziemy- on ze ma inne plany! I
chyba ta odpowiedz sklonila mnie, ze tu sie znalazłam. Ma inne plany z kolegami!
Oczywiscie zapytałam o co mu chodzi itd.. a on swoje, ze on juz nie ma swojego
zycia!
To jak to jest??? Wydawalo mi sie ze pary spedzaja RAZEM wolne dni
(szczegolnie takowe weekendy długie) - spedzaja razem bo tego oboje chcą, a on
mi takie rzeczy...OLEWKA. Mam 31 lat juz co nieco przezylam, ale takie coś to
mnie zatkało.
Na to wygląda z e mi bardziej zalezy spedzać z nim czas niż mu!
Mówi mi : rób co chcesz.... to co to za zwiazek ze bedziemy spedzac osobno
weekendy, że mam dzwonic po kumpelkach by spedzic majówkę?!
I zjednej strony jak sie spotkamy jeste fajnie, ale z drugiej takie coś.
Chyba jednak nie pasujemy do siebie charakterami.
Nie podzielam jego pasji i dąze do ustatkowania, a on chyba chce dalej latać z
kumplami. A ja mu tylko przeszkadzam.
Chcialby miec dziewczynę, ale randokować sobie z nią jak za młodu...
A ja potrzebuje zwiazku, stabilizacji, stałego lądu.
A czuje sie jakbym miała wiecznego chłopca...
Jest mi ciezko, bo te prawie 3 lata to długo... z jednej strony nei wyobrazam
sobie, ze sie juz nigdy nie odezwe do niego (zerwanie), a z drugiej co to za
zycie w ciagłych kłótniach. Ja w domu i w pieluchach, a on z kolegami bo musi
poczuc swobode.
Nie wiem co robić. Jest kilka innych jeszcze wad, np na naszych weekendowych
wypadach sie upijał (nie potrafi skonczyc na 1 piwie, musi do konca....- duza
wada, nie mowiac ze jest agresywny w tedy do kazdego), potem odsypiał cały
kolejny dzien, a ja sie nudziłam sama i powrot do domu.
Oczywiscie wyjazd też jest poto by poznawac nowych ludzi. Na kazdym wyjezdzie
szukał znajomosci do pogadania, albo co lepsze na krótkie przejazdzki
przewaznie zabierał kolege. Niby fajnie, więcej do gadania, tylko ze ja sie
nudzilam, a oni o swoich pasjach gadali, czułam sie w tedy jak pies na smyczy.
Jedziemy na przejadzke , a on zabiera kolege.
A potem to ja jestem zła, nie lubie jego kolegów i go izoluje :/
Tak pisze i chyba nie znajdzie sie nikt kto to przeczyta i mi doda otuchy. Ja
juz sama wiem, ze ten zwiazek chyba nie ma sensu. Ale ciagle mam jakąs
nadzieje, no coż, jak w temacie coś czuje do niego. Ale czy to miłosc??? Czy
on mnie kocha? A moze boje sie zmian.
Przed walentynkami sie skłócilismy, był taki uparty ze nie odezwał sie do
mnie w tamten dzien. Dal mi nauczke. Ryczłąm jak szalona. Jak mozna w
walentynki sie nei pogodzic???!! Dzien kobiet- bolała go głowa.... i tak w
kólko coś.... olewa wszystko tylko nie siebie i swoje sprawy. Gdzie ja chce
jechac, tam on szybko sie nudzi, no chyba ze ma kolege ze sobą.
To nie jest normalne w parze, albo ja zle pojmuje istote zwiazku.
On lubi towarzystwo i mogłby zyc w stadzie, a ja chce mieć swoj świat z nim
(rodzine) i od czasu do czasu widywac sie z innymi.
Ale czy to ma sens z taką osobą?