Dodaj do ulubionych

na rozdrożu....

11.04.09, 17:43
Mama mowi- co Cie jeszcze przy nim trzyma.... a ja sama nie wiem-
przyzwyczajenie, jest szalony, zabawny, fajnie mi czas z nim upływa... Własnie
"czas upływa" i tylko to. Nie mowiac o jego wadach.
Jestesmy razem od 2,5r. Na dzień dzisiejszy ja go : ograniczam, pozbawiam
własnego życia... gdzie ja czuje, ze jest wrecz inaczej,. to ja jestem
dostosowana do jego pracy, rytmu zycia. Nigdy sie nie umawia ze mną wczesniej,
dzwoni ze bedzie za 5 min i jest. Nigdy nie wiem czy razem spedzimy weekend,
bo jak to on mowi nigdy nei we co mu wyskoczy.
Sama go troche tego nauczyłam (pozwoliłam). Ale rytmu pracy nie zmieni, choć
na pewno z dnia na dzien wie o której konczy prace i mogłby wieczorem mi
powiedziec, ze jutro np o 17 sie spotkamy. A tak nie jest. Nigdy nie wiem o
której zadzwoni. Oczywiscie ja tez dzwonie, ale nie zmienia to faktu ze to do
jego czasu wolnego sie dostosowuje... bo ja mam ZAWSZE wolne. Bo ja to nie mam
swoich pasji, bo ja moge poczekać, bo ja nie prowadze tak intensywnego
zycia.....Fakt potrafie sie dostosowac do kogos, ale on tego nie widzi. tylko
ja go ograniczam....
Tak Tak Tak!!! On ma 36 lat i wypomina mi, ze nie moze widywac sie z kolegami,
ze zatraca siebie, ze taki nie był, ze zawsze był inny a teraz przestaje być
sobą! Z kolegami widzi sie co drugi, trzeci dzień (a chciałby chyba
codziennie). Bywają przerwy dłuzsze , ale.... nie chodzi o widywanie tylko sposób.
Gdyby powiedział mi : jutro (wona sobota) chce isc do kolegi... to ok- ja
sobie ide do kumpeli, a on gdzie chce..... ale to jest tak ze on milczy, nie
odzywa sie pol dnia, ja dzwonie by sie spotkac, a on nie odbiera telefonu (bo
wie ze bede zła bo jest u kolegi).
Nie pojmuje jak dorosły facet moze tak kochać, uwielbiac i zycia bez koleszków
nie widziec. Dodam ,ze tamci nie maja zon.
2,5 roku i nie widze powaznych zamiarów.
Pol roku temu zaproponowałam abyśmy razem zamieszkali (ze ja sie do niego
wprowadze) . Powiedział NIE. Bo go dopiero uwiąze. Chyba naprawde jestem zołzą!!!!
Pomyslałam - nie będe sie narzucac... ale zabolało mnie to bardzo i dało do
myslenia. Bo tak to nie sprzata, nie robi zakupów, nie gotuje, wychodzi kiedy
chce, nie musi sie spowiadac.....
Ja od rana do 15 pracuje 5 dni w tygodniu. On róznie, czasem po 2-3-4-5h
dziennie zalezy kiedy i o róznych godzinach.
Czasem do 14 ma wolne i mogłby zrobic co chce i odwiedzic kogo chce, a on śpi.
Potem nie ma na nic czasu i jest wiecznie zmęczony.....
Głowne nasze przebywanie razem, odbywa sie na lezeniu w łózku, bo on
zmeczony.....nie jest tak zle oczywiscie, ale jeszcze w zadnym zwiazku tyle
nie leżakowałam :/
Ja lubie chodzić, spacerowac- on nie. czasem czuje sie tak jakbym była sama.
Do miasta -sama, bo on nie lubi. Do kosciola- sama bo on nie lubi. Tylko
zabijamy ze sobą nudę na to wyglada..
Poza tym jest cholerykiem. O nic nie moge go pytac, nienawidzi pytań! Gdzie
byłes, kto zadzwonił, dlaczgo coś tam- od razu wrzeszczy i mowi ze to nie moja
sprawa. czuje sie izolowana, ze on chce mieć swoj odrebny świat. Ale jak być
z kims kto nie powie gdzie był, lub skąd wraca, lub o której skończy prace?
Czasem mi mowi ze załatwia sprawe i tyle. ma mi to wystarczyc.
komorka jest jego tabu. tak jej pilnuje jakbym coś tam chował!
Ja mam to w d... gdyby wziol i oczytał se moje smsy- choc nie chce tego i sama
nie robie (ze 2 razy sprawdzilam mu bo pisały jakies koleżaneczki do niego i
była ostra draka, ze go szpieguje).
telefon ma na kod.
O malzenstwie słysze tylko dowcipy typu : on sie nigdy nie ożeni i usmiecha do
mnie... Na weekend majowy spytałam gdzie pojedziemy- on ze ma inne plany! I
chyba ta odpowiedz sklonila mnie, ze tu sie znalazłam. Ma inne plany z kolegami!
Oczywiscie zapytałam o co mu chodzi itd.. a on swoje, ze on juz nie ma swojego
zycia!
To jak to jest??? Wydawalo mi sie ze pary spedzaja RAZEM wolne dni
(szczegolnie takowe weekendy długie) - spedzaja razem bo tego oboje chcą, a on
mi takie rzeczy...OLEWKA. Mam 31 lat juz co nieco przezylam, ale takie coś to
mnie zatkało.
Na to wygląda z e mi bardziej zalezy spedzać z nim czas niż mu!
Mówi mi : rób co chcesz.... to co to za zwiazek ze bedziemy spedzac osobno
weekendy, że mam dzwonic po kumpelkach by spedzic majówkę?!
I zjednej strony jak sie spotkamy jeste fajnie, ale z drugiej takie coś.
Chyba jednak nie pasujemy do siebie charakterami.
Nie podzielam jego pasji i dąze do ustatkowania, a on chyba chce dalej latać z
kumplami. A ja mu tylko przeszkadzam.
Chcialby miec dziewczynę, ale randokować sobie z nią jak za młodu...
A ja potrzebuje zwiazku, stabilizacji, stałego lądu.
A czuje sie jakbym miała wiecznego chłopca...
Jest mi ciezko, bo te prawie 3 lata to długo... z jednej strony nei wyobrazam
sobie, ze sie juz nigdy nie odezwe do niego (zerwanie), a z drugiej co to za
zycie w ciagłych kłótniach. Ja w domu i w pieluchach, a on z kolegami bo musi
poczuc swobode.
Nie wiem co robić. Jest kilka innych jeszcze wad, np na naszych weekendowych
wypadach sie upijał (nie potrafi skonczyc na 1 piwie, musi do konca....- duza
wada, nie mowiac ze jest agresywny w tedy do kazdego), potem odsypiał cały
kolejny dzien, a ja sie nudziłam sama i powrot do domu.
Oczywiscie wyjazd też jest poto by poznawac nowych ludzi. Na kazdym wyjezdzie
szukał znajomosci do pogadania, albo co lepsze na krótkie przejazdzki
przewaznie zabierał kolege. Niby fajnie, więcej do gadania, tylko ze ja sie
nudzilam, a oni o swoich pasjach gadali, czułam sie w tedy jak pies na smyczy.
Jedziemy na przejadzke , a on zabiera kolege.
A potem to ja jestem zła, nie lubie jego kolegów i go izoluje :/

Tak pisze i chyba nie znajdzie sie nikt kto to przeczyta i mi doda otuchy. Ja
juz sama wiem, ze ten zwiazek chyba nie ma sensu. Ale ciagle mam jakąs
nadzieje, no coż, jak w temacie coś czuje do niego. Ale czy to miłosc??? Czy
on mnie kocha? A moze boje sie zmian.
Przed walentynkami sie skłócilismy, był taki uparty ze nie odezwał sie do
mnie w tamten dzien. Dal mi nauczke. Ryczłąm jak szalona. Jak mozna w
walentynki sie nei pogodzic???!! Dzien kobiet- bolała go głowa.... i tak w
kólko coś.... olewa wszystko tylko nie siebie i swoje sprawy. Gdzie ja chce
jechac, tam on szybko sie nudzi, no chyba ze ma kolege ze sobą.
To nie jest normalne w parze, albo ja zle pojmuje istote zwiazku.
On lubi towarzystwo i mogłby zyc w stadzie, a ja chce mieć swoj świat z nim
(rodzine) i od czasu do czasu widywac sie z innymi.
Ale czy to ma sens z taką osobą?

Obserwuj wątek
    • martynka0803 Re: na rozdrożu.... 11.04.09, 22:16
      Rita...Jednak znalazł się ktoś kto to przeczytał i chce Ci pomóc, chociaż w
      jakiś niewielkim stopniu.Wiem, że łatwo jest gadać,że znajomi czy najbliżsi nie
      byli w takiej sytuacji jak Ty...Ale wiesz myślę, że Ty zatracasz sie w tym
      związku...Jesteś ograniczona i nieszcześliwa ( choć może tego do końca nie
      dostrzegasz). Kobieta musi czuć się kobietą...Powinnaś móc liczyć na swojego
      meżczyznę, czuć się z nim wspaniale i rozkoszować każdą chwilą z Nim...Nie ważne
      czy jesteście ze soba miesiąc czy całą wieczność...Wspomniałaś o
      przyzwyczajeniu, może rzeczywiście to przyzwyczajenie...Z doświadczenia troszkę
      swojego i przyjaciół wiem, że im dłużej ciągnie sie taki zwiazek tym
      gorzej...Masz dopiero 31 i musisz patrzeć w przyszlość, kto wie może czeka na
      Ciebie ktoś, kto będzie właściwy i będzie to prawdziwa miłość. Twój mężczyzna
      nie moze traktować Cie jak chwilową zabawkę...Nie pozwól na to!! Bądź silna i
      pamiętaj, żeby być sobą...Dodam, że jestem bardzo młodą, ale samotną
      osobą...Troszkę przeżyłam i wiem, że życie w ten sposób jaki opisałaś jest
      ogromną męką...Życzę Ci dużo szczęścia i siły!! A no i Wesołych:) POzdrawiam M...
      • krokodyl_13 Re: na rozdrożu.... 12.04.09, 22:34
        Myślę że mama mówi prawdę "Mama mowi- co Cie jeszcze przy nim
        trzyma.... a ja sama nie wiem- przyzwyczajenie, jest szalony,
        zabawny, fajnie mi czas z nim upływa... Właśnie"czas upływa" i tylko
        to. ", Dla ciebie czas upływa a on chce go zatrzymać. Istniej duże
        prawdopodobieństwo że jeśli nie będziesz spełniać jego oczekiwań
        "wymieni Cię na inny model" W twoim wieku kobieta zaczyna szukać
        stabilizacji i dokonywać życiowych wyborów, a on gania w krótkich
        majteczkach. Zadbaj o siebie i swoje potrzeby albo to przetrzyma,
        albo trzeba znaleźć swoje miejsce w życiu z innym facetem. Pamiętaj w
        małżeństwach i długich związkach z czasem bywa coraz gorzej, denerwują nas rzeczy na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi.
        Dlatego start na początku powinien być z górnej półki by nie wylądować twardo na ziemi. Tolerancja i wzajemne zrozumienie swoich
        potrzeb, oraz gotowość do kompromisów też jest bardzo pożądana. Wyjdź
        z siebie stań obok i zobacz czy warto. Życzę dużo siły i
        samozaparcia.
        • rita1234 Re: na rozdrożu.... 13.04.09, 19:07
          Dziekuje za rady i ze chciało Wam sie poczytać moje rozterki.
          Teraz już po świetach.
          Smutne one.
          Wczoraj myslałam, ze sie spotkamy- normalnie jak każdy- na spacer posytoobietni.
          On pojechał do pracy na chwilę (musiał), mógł obrócić w 2h, ale nie było go do
          18 bo jak sie okazało musiał pomóc koledze z autem... SZOK.

          Czy ja jestem egoistka i mysle tylko o sobie??
          Ale , kurcze są świeta. Czemu nie odmówił kumplowi....
          Najwidoczniej ustalił sobie, ze i tak siedze (wczoraj) z rodziną, to sie nie
          spotkamy, tylko może dzisiaj. Ale wczoraj nie wytrzymałam, jak zaczał krecić co
          takiego tam nie pomagał koledze- powiedziałam, ze to koniec.
          Nawet w swieta nawalił. Nie bylismy umówieni niby, ale ale go zapraszałam do
          siebie....i to oczywiste, ze pary sie spotykają :(.
          Nie obchodziło go, czy ja chce wyjsć gdzies. Poprostu ON BYŁ ZAJETY - i tyle.
          Potem dzwoni jakby nigdy nic.
          Czasem może i traktuke go jak żona, moze nie powinnam oczekiwać od neigo tego,
          ze miał być w domu i sie umówić ze mną na świeta... ale jesli on se robi co chce
          w takie dni, to co bedzie dalej??
          tak jak mówisz krokodyl_13:
          Dlatego start na początku powinien być z górnej półki by nie wylądować twardo na
          ziemi.
          Dzwonił wczoraj, nie odbierałam. Dzis milczy. Wczoraj byłam twarda, widziałam
          wszystkie jego wady. Dzis juz tesknie i mysle czy dobrze robię....



          • krokodyl_13 Re: na rozdrożu.... 14.04.09, 19:35
            Myślę sobie że jeszcze poszarpiesz się troszkę, jeśli nie zadzwoni to
            nie wytrzymasz, może powinnaś z nim porozmawiać o swoich potrzebach.
            Bo czasem nam się wydaje że tak powinno być, że powinien wiedzieć, że
            taki jest zwyczaj a on może być nemo i nie przywiązywać wagi do
            rzeczy na których Ci zależy. Ja nie przywiązuje wagi do wielu rzeczy,
            ale dla niego staram się o nich pamiętać. Odbyliśmy wiele rozmów i
            ciągle mało, spróbuj porozmawiać.:-)
    • tapatik Czego oczekujesz? 14.04.09, 22:23
      Każdy po przeczytaniu Twojej wypowiedzi stwierdzi, że facet ma Cię w dupie i
      Tobą pomiata. I że powinnaś z Nim zerwać. Możemy Ci jeszcze zasugerować, abyś
      zmieniła numer komórki i zastrzegła w rodzinie, że nie wolno tego numeru eksowi
      dawać. Tak samo numer stacjonarki, gg, skrzynki mailowej itp.
      Po czym żebyś po raz ostatni zadzwoniła (ze starego numeru) i powiedziała krótko
      - "Mam Cię dość. Odchodzę." - Albo nawet dosadniej.
      Tylko, że to jest Twoje życie i to Ty musisz najpierw tę decyzję podjąć, a potem
      wykonać.
      Moja kumpela spotykała się z facetem 7 lat!!!!! Po czym facet wylądował w
      więzieniu za wymuszanie haraczy. Wyobraź sobie siebie samą za 7 lat. I wyobraź
      sobie, że nadal jesteś kochanką dzieciaka, któremu marnujesz życie, bo On chce
      się bawić, a Ty pitolisz o jakimś małżeństwie i dzieciach... Chcesz czekać 7 lat?

      Proste pytanko - co chcesz osiągnąć w życiu?

      Chcesz mieć rodzinę, męża, dzieci, dom, czy tak jak do tej pory?

      NAPISZ.
      Tu i teraz na forum.
      • rita1234 Re: Czego oczekujesz? 15.04.09, 11:17
        Tak , chce mieć rodzinę i dzieci i meża, z którym mogę spedzać swoj wolny czas,
        ale tak byśmy oboje tego chcieli.
        Z obecnym często sie widywalismy i raz czułam, ze bardzo jest za mną, a raz
        mówił: "ze go ograniczam". Raz chce razem wyjechac, a innym razem ma swoje
        plany....tak jak teraz na maja.

        Ciagle go usprawiedliwiam i szukam winy w sobie- ze moze ja za bardzo chce,
        naciskam i go faktycznie "więżę". Ze powinien on miec tego luzu....Ale kurde
        liz- luzowi nie równy. Co innego umowic sie w jakiś dzień z kumplami, a co
        innego planować majówkę bez mojej wiedzy z innymi.
        • krokodyl_13 Re: Czego oczekujesz? 15.04.09, 18:11
          To rzeczywiście głupie. Wnerwiło by to mnie niemożebnie bo jak tu do
          takiego mieć zaufanie.
        • niu_tka Re: Czego oczekujesz? 15.04.09, 23:35
          a ja Ci powiem jedno.. przeczytaj uważnie to co napisałaś..to co widzisz sama..
          jego podejście do Ciebie, to czy i w jakim stopniu bierze pod uwagę Twoją osobę,
          Twoje plany i pragnienia, to czy w ogóle liczy się z Tobą.. ja Ci odpowiadać na
          te pytania nie muszę.. zrobiłaś już to.. prawda? to wszystko się nie zmieni..
          chyba że się ocknie jak już nie wytrzymasz i odejdziesz...ale.. nie liczyłabym
          na to..
          wiem jak boli strach przed samotnością, lęk czy podjęta decyzja jest właściwa..
          a przede wszystkim czy w niej wytrwasz.. ale zastanów się dobrze.. grasz o swoje
          życie.. JEŻELI potrafisz całe życie dawać się łamać, dostosowywać /wiem co to
          jest kompromis- to jest pozytywne słowo ale Twój Pan chyba o nim nie słyszał/ i
          nie przeszkadzać mu w życiu to nic nie rób, bierz co Ci daje..tylko ie żądaj
          więcej- bo ie dostaniesz..
          ja Ci życzę powodzenia i siły- bo cokolwiek postanowisz będzie Ci potrzebna
        • tapatik Konkretnie 16.04.09, 11:27
          Kiedy z nim skończysz i zaczniesz nowe życie?
          Podaj konkretną datę.
    • pierzchnia Re: na rozdrożu.... 16.04.09, 13:57
      Wszyscy dają dobre rady, w rzeczywistości Jesteś uzależniona
      emocjonalnie.Trudno się dziwić.Prawdopodobnie należysz do kobiet,
      które potrzebują, w związku wsparcia-jeżeli partner jest niedojrzały
      i to dostrzeże ,zacznie to wykorzystywać.Uporaj się z tym-wszelkimi
      sposobami.
      • fantka Re: na rozdrożu.... 18.04.09, 18:24
        Rita, Ty sama już wiesz co masz zrobić.
        Szkoda Twojego życia, on się nie zmieni, tak myślę.
        Trudne to bardzo, ale już się nie oszukuj.
        A już napewno nie jesteś niczemu winna.
        Nie wmawiaj sobie winy,
        nie usprawiedliwiaj go.
        Zrób tak jak Tapatik Ci radzi.
        To mężczyzna i pokazuje Ci spojrzenie z drugiej strony.
        Bądź silna, podnieś nos wysoko do góry.
        Pamiętaj, że to Ty masz rację.
        Pisz, damy Ci wsparcie.
        • rita1234 Re: na rozdrożu.... 18.04.09, 19:35
          I mija tydzien.
          Spotkalismy sie w tygodniu z mojej inicjatywy by pogadac "co dalej", chcialam
          miec czarno na białym. Gadania nie było. on zachowywal sie troche jakby nigdy
          nic. Cos miał do zrobienia, ktos zadzwonił i wyladowałam z niczym w domu.
          Szok, umówiłam sie na poważną rozmowę, a on potraktował to jako zwykle
          spotkanie, zero rozmowy i tyle (usłyszałam tylko - nie wiem czego ty chcesz ode
          mnie - nie pije, nie awanturuje sie).
          Mineło dwa dni, od nieudanej rozmowy. On milczy. A ze wolna sobota -zadzwoniłam
          dzis- powiedział ze nic nie robi, wyłączyłam się.
          Wiem ze mogłam nie dzwonic, ale meczy mnei ta cisza.
          Mógł przecież dzis zaproponowac spotkanie i pogadac- skoro nic nie robił.
          Czy boi sie z demna spotkac i rozmawiac?
          Czy sam sie zastanawia co dalej zrobic?
          Odwleka spotkanie i rozmowe... a moze juz olał wszystko?

          Fakt,ze to ode mnie wyszło "to koniec" i moze jego duma jest urazona, ale
          kurde!!! po co on tak odwleka.
          • fantka Re: na rozdrożu.... 19.04.09, 11:00
            Z tego co piszesz wnioskuję,
            że jemu po prostu odpowiada taki związek
            że przyjdzie kiedy chce,
            że zawsze czeka na niego ciepłe łóżeczko,
            że czujesz się winna,
            że ........
            Nie obwiniaj się za ten związek!
            Czy on nie rozumie co do niego mówisz,
            czy nie chce zrozumieć bo mu tak wygodnie,
            nie odgadnę.
            Ale myślę że on się nie zmieni.
            Jeszcze raz przeczytaj co Ci radził Tapatik.
            Sprawa Ci się definitywnie wyjaśni.
            Odchorujesz i zaczniesz nowe szczęśliwe życie.
            ... Tego kwiatu jest pół światu...
            • fantka Re: na rozdrożu.... 23.04.09, 14:32
              Co słychać?
              • rita1234 Re: na rozdrożu.... 01.05.09, 16:11
                Zaczełam z nim rozmawiac, próbowac....niby sie pogodzilismy.
                Ale....... i znów sie zaczeło.

                Od kilku dni nawiazywałam rozmowe do majówki- "nie miał jeszcze planów".
                Wczoraj ustalił z kolega wyjazd nad morze :/ i mnie o tym poinformował w
                południe- "ze jedziemy (2pary)." Niby co ja na to, ale było to juz ustalone.
                Zastanowiłam sie i pwiedziałm ze blizej gdzies to owszem, ale za daleko nad
                morze na 3 dni (w tym 2 w drodze!).
                I znow sie zaczeło. Ze ja wydziwiam,ze mi nigdy nic nie pasuje:/

                NIby chcialam jechac, ale serio wiecej bym była zmeczona niz wypoczeta.
                Nie rozumiał tego, albo morze- albo nic.
                I siedze po kłótni sama w domu. Nie pojechałam, ani on.
                Wazniejsze ustalenie z kolegą, niz ze mna!

                Czy ja taka jestem jędza? Uparta oślica?
                Kurcze - poprostu chce by ze mna ustalał wyjazd, a nie narzucał coś. Nie mam
                prawa odmówic? miec inną ochotę, propozycje?
                Powiedzcie jak to jest w innych zwiazkach?? To normalne ze facet ustala wyjazd z
                kolega i zabiera dziewczyne...?

                I teraz ja jestem ta zła. Przeze mnie nikt nie pojechał.
                • krokodyl_13 Re: na rozdrożu.... 04.05.09, 15:25
                  no to trzeba przeczytać swój wątek jeszcze raz i wyciąGNĄĆ inne
                  wnioski:-)
                • tapatik Re: na rozdrożu.... 05.05.09, 09:29
                  Upłynęło następnych kilka dni. I co dalej? Co się wydarzyło?
                  Co postanowiłaś zrobić?
                  • fantka Re: na rozdrożu.... 10.05.09, 09:28
                    Rita,
                    niepokoję się o Ciebie,
                    napisz co zrobiłaś,
                    na co się zdecydowałaś?
                    • rita1234 Re: na rozdrożu.... 13.05.09, 14:11
                      Chyba mnie ten zwiazek utwardza.....i zmieni na reszte zycia.
                      Po majówce nie gadalam z nim, nie pisałam, on tez nic konkretnego nie napisał,
                      tylko puszczal sygnały :/
                      Czułam sie wystawiona do wiatru w imie kolegi i musiałam pomyslec.
                      W koncu on coś napisał i mu wyrypałam smsy w sensie "ze przegioł po raz kolejny".
                      A on mi odpisał, ze to ja miałam se przemysleć moje postepowanie!!!
                      Rozumiesz fantko???
                      Obrocił na mnie wine. Wczoraj sie spotkalismy (po 2tyg) po raz 1.
                      Ciezko sie z nim rozmawia, bo jak to mowi: on zyje emocjami i robi to co mu
                      serce nakazuje, a ja chce wszystko w szytwne ramy i słowa ubrac.
                      Fakt faktem, ze gdy zaczełam gadac to było obwinianie go za to co zrobił- ale ja
                      chciałam mu to wygadac! Nie potrafie machnąc reka i rzucic mu sie na szyje......
                      A on tak własnie chce. Zrobi coś źle, pare dni ciszy , a potem spotkanie jakby
                      nigdy nic.
                      W moim sercu siedzi zadra i to widac, jestem oziebła (sam mi to powiedział), no
                      i chce prosto w oczy pogadac, nawet kosztem kłótni.
                      Pytam sie jego "czemu nie pogodzil sie ze mną przed majówką?"- on "ze sam nie
                      wie". A i ponoc gdzies z kolegą sie wybrał :].

                      Mowił ze teskni... hmmm. Probował sie przymilic do mnie.
                      I tak. Darowac, nie darowac, pogodzic sie, czy nie :/
                      Dla mnie zrobił po świńsku, ale... sama juz nie wiem.
                      • fantka Re: na rozdrożu.... 19.05.09, 14:11
                        Nie dyskutuj z nim,
                        krótko powiedz to co uważasz
                        i na żadne dyskusje się nie daj wciągnąć.
                        Przeczytaj jeszcze raz cały wątek,
                        sama wiesz co się dzieje....
                        Tylko decyzji Ci brak...
                        Napisz jak sobie radzisz dalej.
                        • tapatik Re: na rozdrożu.... 09.06.09, 22:17
                          Ja bym całkowicie zerwał kontakt.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka