Dodaj do ulubionych

Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach

24.09.05, 15:22
W szkole nr.2 która mieści się na ul. Szkolnej 9 rodzice zostali oszukani
przez Dyrekcję i Radę Rodziców ponieważ tak jak w zeszłym roku tak i w tym
nie zostały odczytane na zebraniu trójek klasowych oferty dotyczące sklepiku
szkolnego i nie mają pojęcia jaka pomoc była oferowana szkole. Z tego co wiem
jedna z ofert proponowała szkole 11.000 zł. /jedenaście tysięcy złotych / w
roku szkolnym, ale nie wygrała tego konkursu. Dyrekcja i Rada Rodziców
wybrała bardziej korzystniejszą dla szkoły i dzieci do niej uczęszczających
ofertę, ale co znaczy korzystniejsza niewiadomo ponieważ oferty są utajnione.
W zeszłym roku sklepik szkolny nie przekazał szkole nic, a w tym roku wygrał
konkurs ofert. Mogę się tylko domyśleć co dla Dyrekcji i Rady Rodziców znaczy
korzystniejsza.
Uważam, że rodzice powinni zareagować na takie działania Dyrekcji i Rady
Rodziców tej szkoły, bo na pewno nie jest to w porządku wobec ich dzieci,
jeżeli rezygnuje się z 11000 tys. złotych, które można wykorzystać na
potrzeby szkoły lub na pomoc dzieciom, które tej pomocy potrzebują.
Do dzisiaj brzmią mi w uszach wypowiadane słowa Pani Dyrektor na apelu
szkolnym cytuję – Gdyby ktoś chciał pomóc naszym dzieciaczkom to zapraszam
do swojego gabinetu - a swoim postępowaniem Pani Dyrektor odrzuca pomoc osób
które chcą dzieciaczkom pomóc. Moim zdaniem wniosek nasuwa się jeden ...?

Pozdrawiam

Katarzyna
Obserwuj wątek
    • w.karpinski Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 24.09.05, 15:37
      Wszystko to brzmi bardzo fajnie.
      Ale mam jedno pytanie -
      jakie miałoby być pochodzenie tych 11 tysiecy złotych?
      Czy przypadkiem nie z kieszenie naszych dzieci robiących zakupy w sklepiku?

      Pozdrawiam
      W.Karpiński

      • katarzyna95 Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 24.09.05, 16:19
        Uważam że nikt charytatywnie nie będzie prowadził sklepiku. W szkole
        najprawdopodobniej zakupy będą robiły dzieci, także pochodzenie tych 11000
        tysięcy złotych będzie pochodziło z kieszeni naszych dzieci robiących zakupy w
        sklepiku.

        Pozdrawiam

        Katarzyna
        • w.karpinski Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 24.09.05, 16:48
          katarzyna95 napisała:

          > Uważam że nikt charytatywnie nie będzie prowadził sklepiku.
          Oczywiście.
          > W szkole
          > najprawdopodobniej zakupy będą robiły dzieci, także pochodzenie tych 11000
          > tysięcy złotych będzie pochodziło z kieszeni naszych dzieci robiących zakupy w
          > sklepiku.

          Ciepło, ciepło....

          W zwiazku z tym mam pytanie - jak mam rozumiec zdanie
          "Pani Dyrektor odrzuca pomoc osób które chcą dzieciaczkom pomóc."

          O jakiej pomocy mówimy?
          Za nasze pieniądze?
          Przecież ta kwota 11 tysięcy musi, musi i jeszcze raz musi być wliczona w ceny
          towarów sprzedawanych w sklepiku.

          Inaczej mówiąc -

          kochane dzieciaczki, za pączuszki będziecie płacić po 2 grosiczki więcej a ja
          później te pieniążki przekażę uroczyście z wielką pompą jako wielki łaskawca i
          dobrodziej jako pomoc dla Was, kochane dzieciaczki.

          Fajnie.

          Pozdrawiam
          W.Karpiński

          • katarzyna95 Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 24.09.05, 17:56
            Uważam że nie masz racji sądząc że ceny będą wyższe przecież to jest szkoła a
            nie delikatesy. Ceny można ustalić na poziomie innych szkół można również
            załączyć aneks do umowy w którym napisane byłoby, że jeżeli Rada Rodziców
            będzie miała sygnały od rodziców że w sklepiku są wysokie ceny z dnia na dzień
            może wymówić dzierżawę pomieszczenia.Moim zdaniem szkolny sklepik powinni
            prowadzić dzieci uczęszczające do tej szkoły.

            Pozdrawiam

            Katarzyna
            • flash3 Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 25.09.05, 16:42
              katarzyna95 napisała:

              > Moim zdaniem szkolny sklepik powinni
              > prowadzić dzieci uczęszczające do tej szkoły.

              Tak się zapytam z ciekawości: Czy potrafisz podać przykład szkoły, w której to
              dzieci prowadzą sklepik szkolny? Bo ja osobiście nie znam takiego przypadku.
              • katarzyna95 Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 25.09.05, 17:03
                www.google.com/search?hs=7DX&hl=pl&client=opera&rls=pl&q=%22sklepik+szkolny+prowadzony%22&btnG=Szukaj&lr=
          • rafal.redel Re: plika 24.09.05, 18:32
            Pan Włodzimierz napisał:
            > Inaczej mówiąc -
            > kochane dzieciaczki, za pączuszki będziecie płacić po 2 grosiczki więcej a ja
            > później te pieniążki przekażę uroczyście z wielką pompą jako wielki łaskawca i

            > dobrodziej jako pomoc dla Was, kochane dzieciaczki.
            Panie Włodzimierzu, przy całym szacunku, wydaje mi się to znacznym
            uproszczeniem. Tej konkretnej sprawy nie znam, ale przecież "na szybko" można
            sobie wyobrazić co najmniej dwie inne możliwości:
            1. Dzierżawca oferujący dodatkowe pieniądze może być po prostu lepszym
            przedsiębiorcą i może wygospodarować te dodatkowe pieniądze np. lepiej
            dobierając dostawców a niekoniecznie mając wyższe ceny sprzedaży.
            2. Możliwa jest też sytuacja, w której na tyle zależy mu na tej działalności,
            że po prostu jest on skłonny zaakceptować niższy o te 11.000 poziom zysku

            Teza, że wszystko jest "wliczone w cenę" przypomina mi dyskusję na tym forum ze
            Starym Pustelnikiem (pewnie jakieś dwa lata temu), który twierdził, że jeśli
            przedsiębiorca prywatny oferuje bilet ulgowy do kina, to automatycznie płacą za
            to kupujący bilety normalne, bo muszą być one koniecznie droższe niż w sytuacji
            gdyby biletów ulgowych nie oferowano. Moim zdaniem takie rozumowanie pomija
            kilka innych czynników - m.in. fakt, że w wielu rodzajach działalności spora
            część kosztów to koszty stałe, gdzie mechanizm "wliczania ich w cenę" nie
            działa tak prosto, jak też fakt, że jeden przedsiębiorca moze po prostu swoją
            działalność prowadzić efektywniej niz inny.
            Tak więc nie zgadzam się z tak przedstawionym rozumowaniem jako generalną
            regułą - chyba, ze zna Pan ten przypadek i wie, że dzierżawca oferujące owe
            dodatkowe 11.000 planował je "wygenerować" poprzez wyższe ceny a nie poprzez:
            tańsze zakupy, lepszą ofertę, wyższy obrót, skłonność do akceptacji niższego
            poziomu zysku itp.



            • w.karpinski Re: plika 24.09.05, 20:54
              rafal.redel napisał:
              > przypomina mi dyskusję na tym forum ze
              > Starym Pustelnikiem

              Panie Rafale,
              prawdopodobnie ja oraz Stary Pustelnik, mamy nad Panem tę przewagę, że ja od
              1979 roku a Stary Pustelnik od 1973 roku, prowadzimy własne interesy.
              I przez te lata wiemy wiele na ten temat.

              Tak w wielkim skrócie -
              podstawą działalności "prywaciarza" nie był nigdy i nie jest zysk.
              Może się to Panu wydać dziwne, a nawet bardzo dziwne,
              ale proszę mi wierzyć, że tak jest.
              Nie to spędzało nam sen z powiek, ile zarobię, ale to, ile mogę stracić.
              Jeśli ktoś myślał inaczej, to szybko się budził jako bankrut.

              Druga sprawa. Pisze Pan o "wygenerowaniu" dodatkowych pieniędzy.
              Owszem, można to uzyskać i czesto się to zdarza. Ale natychmiast po
              zorientowaniu się, że firma generuje extra pieniadze, przeznaczone zostają w
              pierwszej kolejności na obniżenie cen moich produktów i usług.
              Jeśli zdobędę taniej surowce lub półprodukty, przeliczam kalkulacje cenowe.
              Taka jest rzeczywistość. Wszystko po to aby utrzymać klienta.

              > Teza, że wszystko jest "wliczone w cenę" przypomina mi dyskusję na tym forum
              > ze Starym Pustelnikiem,

              Powiem Panu więcej.
              W cenę wliczone są także wszystkie podatki, łącznie z akcyzą na paliwo.
              Jeśli ktoś sądzi, że ja jako przedsiębiorca płacę jakiekolwiek podatki,
              to śmiem twierdzić, jest w grubym błędzie.
              Za wszystko płaci końcowy odbiorca czyli konsument.
              Sprzedając swój towar lub usługę, pobieram podatek od klienta i wpłacam go do
              Urzędu Skarbowego. Wykonuję tylko czynność zleconą przez państwo.
              Występuję w roli poborcy podatkowego. Ot i wszystko.

              > chyba, ze zna Pan ten przypadek i wie, że dzierżawca oferujące owe
              > dodatkowe 11.000 planował je "wygenerować" poprzez wyższe ceny a nie poprzez:
              > tańsze zakupy, lepszą ofertę, wyższy obrót, skłonność do akceptacji niższego
              > poziomu zysku itp.

              Absolutnie nic nie wiem i nie znam tego przypadku. Ale jeśli ten przedsiębiorca
              z góry kalkuluje "extra" pieniądze, i to w wysokości 11 tysięcy złotych w
              szkolnym sklepiku, to zadaję sobie pytanie - dlaczego nie zostawić tych
              pieniędzy w kieszeniach dzieci?

              Pozdrawiam
              W.Karpiński

              Może podyskutujemy?
              Pan Jerzy też prowadzi własny interes, ryzykuje też na giełdzie.
              Może odezwie się jeszcze ktoś.
              • marko011 Re: plika 24.09.05, 22:29
                Panie Włodzimierzu co Pan sugeruje tym pytaniem - dlaczego nie zostawić tych
                pieniędzy w kieszeniach dzieci?

                Pozdro
                marko
                • w.karpinski Re: plika 25.09.05, 06:01
                  marko011 napisał:

                  > Panie Włodzimierzu co Pan sugeruje tym pytaniem - dlaczego nie zostawić tych
                  > pieniędzy w kieszeniach dzieci?

                  Ja nic nie sugeruję.
                  Ja stwierdzam prosty fakt, bez rachunkowościowych zawiłości -
                  oferowana dzieciom kwota 11 tysiecy pochodzi z ich kieszeni.

                  Dlatego nie podniecam się i nie zachwycam nad przedsiębiorcą
                  który składa taką ofertę.

                  W.Karpiński
                  • marko011 Re: plika 25.09.05, 12:43
                    Szanowny Panie Karpiński czy czasami nie prowadzi Pan takiego sklepiku i ma
                    Pan teraz problem
                    który nazywa się 11tysięcy, które trzeba będzie wygenerować, żeby pomóc
                    dzieciaczkom. Pewnie Pan wie a może nie, że szkolne sklepiki mają dodatkowy
                    upust cenowy i jeżeli nie jest się hieną cmentarną można przeznaczyć go na taką
                    pomoc.
              • rafal.redel Re: plika 24.09.05, 23:45
                Napisał Pan, Panie Włodzimierzu:
                > prawdopodobnie ja oraz Stary Pustelnik, mamy nad Panem tę przewagę, że ja od
                > 1979 roku a Stary Pustelnik od 1973 roku, prowadzimy własne interesy.
                > I przez te lata wiemy wiele na ten temat.

                Skoro o doświadczeniach mowa, to choć nie prowadziłem rzeczywiście poważnej
                działalności gospodarczej (pomijając epizod w czasach studenckich), to mam
                jednak w sumie chyba niemałe doświadczenia w obszarze rachunkowosci zarządczej
                (zwanej modnie "controllingiem" - choć to nie do końca to samo) dużych
                przedsiębiorstw. Nie wiem, jak duże firmy zbudowali Panowie przez te około 30
                lat (w PRL-u możliwości prawdziwego rozwoju pewnie nie było, ale od 15 lat te
                szasne są) i w jakich branżach - ale w firmach międzynarodowych, które miałem
                okazję obserwować, nie spotkałem się z podejściem, o którym Pan pisze (o czym
                za chwilę). Zaryzykowałbym tezę, iż być może to właśnie jest jeden z wielu
                czynników decydujących o tym, że jedne przedsiębiorstwa rosną, wchodzą na
                giełdy, konkurują z firmami z innych krajów (wszak istotą przedsiębiorczości
                jest wzrost) a inne po prostu trwają i uznają za sukces to, że nie
                zbankrutowały?

                Napisał Pan także:
                > natychmiast po zorientowaniu się, że firma generuje extra pieniadze,
                > przeznaczone zostają w pierwszej kolejności na obniżenie cen moich produktów
                > i usług. Jeśli zdobędę taniej surowce lub półprodukty, przeliczam kalkulacje
                > cenowe.
                Z aż takim "kosztocentrycznym" podejściem do kształtowania ceny oferowanej
                ostatecznemu odbiorcy rzadko się spotykałem - chyba, że to specyficzna cech
                branż, w których działają Panów firmy. Znacznie częściej zamiast
                podejścia "dodajmy wszystkie koszty [a co z całą problematyką kosztów
                pośrednich? - o czym za chwilę], dorzućmy 35% i to będzie nasza cena
                sprzedaży" stosuje się strategię zdecydowanie bardziej rynkową "po jakich
                cenach poszczególne grupy naszych odbiorców są skłonne kupować określone grupy
                naszych produktów" (wbrew pozorom nie zawsze są to ceny najniższe i wbrew
                pozorom bardzo często obniżenie ceny nie przynosi wzrostu ilości sprzedaży) a
                dopiero potem patrzy się, czy planowany rachunek wynikow (tu już oczywiście z
                uwzględnieniem kosztów) zapewnia oczekiwany wzrost przedsiebiorstwa.

                Zacytuję również poniższe:
                > W cenę wliczone są także wszystkie podatki, łącznie z akcyzą na paliwo.
                > Jeśli ktoś sądzi, że ja jako przedsiębiorca płacę jakiekolwiek podatki,
                > to śmiem twierdzić, jest w grubym błędzie. Sprzedając swój towar lub usługę,
                > pobieram podatek od klienta i wpłacam go do Urzędu Skarbowego. Wykonuję tylko
                > czynność zleconą przez państwo.
                O ile co do VAT-u jest to prawda (choć też chyba nie zawsze - zmiana stawki VAT-
                u może wpływać na decyzje firm co do ceny netto, po to by na niezmienionym
                poziomie utrzymać cenę brutto), to w przypadku podatku dochodowego
                proste "wliczanie" go w kalkulację ceny sprzedaży może być sztuką karkołomną a
                w wielu branżach wręcz niemożliwą. W skrajnym przypadku: czy firma, której
                kończy się zwolnienie z podatku dochodowego podwyższa ceny sprzedaży wszystkich
                swoich produktów o odpowiedni procent? - tak by robiła w Pańskiej wizji
                przedsiębiorcy jako poborcy podatkowego "realizującego czynność zleconą przez
                Państwo". Toż byłoby to kompletnie nierynkowe zachowanie - niestety
                przedsiębiorca musi się wykazać znacznie większą finezją, a czasem mimo tej
                finezji to właśnie przedsiębiorca ponosi koszty na przykład zmian podatkowych,
                nie będąc ich w stanie przerzucić w całości na odbiorcę.

                W prezentowanej przez Pana koncepcji kształtowania ceny sprzedaży przede
                wszystkim w oparciu o koszty a nie o sytuację na rynku najtrudniejszy jest
                chyba temat kosztów pośrednich, zwykle niezależnych od wielkości sprzedaży i co
                gorsza ponoszonych wspólnie na rzecz różnych grup produktów. Oczywiście w
                prostych działalnościach nie jest on kluczowy, ale nawet w sklepiku szkolnym
                istnieją koszty takie jak pensja sprzedawcy, koszty obsługi rachunkowej itp.,
                które będą niezależne lub zależne w małym stopniu od wielkości sprzedaży. Tu
                właśnie próba prostego "doliczania" ich do ceny (poprzez te umowne "2 grosiki
                do pączka", o których Pan pisał) często prowadzi do błędnych decyzji cenowych.
                Znane są przypadki firm (ale to już sprzed kilkudziesięciu lat), które gdy
                spadała ilość sprzedaży (np. z powodu recesji na rynku) podnosiły cenę - będąc
                wiernymi idei, żeby wszystkie koszty pośrednie doliczyć do ceny produktu (a ta
                sama wielkość kosztów podzielona przez mniejszą ilość sprzedaży dawała
                oczywiście wyższą stawkę na jednostkę), czym powodowały kolejny spadek
                sprzedaży, który z kolei zmuszał je do następnej podwyżki cen i tak aż do
                samobójstwa...
                Stąd znacznie przydatniejsze koncepcje rachunku kosztów zmiennych czy Activity
                Based Costing (bo pominęliśmy tu całą złożoną kwestię ustalenia, które grupy
                produktów w jakim stopniu "ciągną" koszty pośrednie) - ale przecież i te nowsze
                koncepcje nie służą do ustalania ceny sprzedaży.

                Wracając do kwiestii sklepiku - myślę, że nawet w takiej dość prostej
                działalności więcej korzyści może przynieść wszystkim stronom
                podejście "rynkowe" (jaką cenę są skłonni zapłacić za dany produkt uczniowie i
                co zrobić, u którego dostawcy kupować, jaką paletę produktów oferować, jak
                optymalizować moje koszty by przy takich a nie innych możliwościach uczniów jak
                najlepiej mi się to opłacało? - a nagrodą za moje wysiłki będzie większy zysk
                dla mnie + 11.000 dla szkoły) w miejsce "kosztowego" (ile mnie to kosztuje na
                jednostkę + procent oczekiwanego zysku + 2 grosiki od pączka na 11.000 dla
                szkoły). Dlatego zdziwiło mnie kategoryczne wykluczanie pierwszej z tych opcji.

                Być może nie potrafiłem tego w swym przydługim tekście wykazać ale mam silne
                przekonanie (poparte dziesięcioletnią pracą wokół zbliżonych zagadnień w
                firmach o czasem i stuletniej tradycji na świecie), że rozwój bierze się z
                podejścia "rynkowego" a nie z wizji przedsiębiorcy jako "przenosiciela kosztów
                i podatków na odbiorcę".
                • w.karpinski Re: plika 25.09.05, 06:56
                  rafal.redel napisał:

                  > w PRL-u możliwości prawdziwego rozwoju pewnie nie było, ale od 15 lat te
                  > szasne są

                  Oj myli się Pan okrutnie. Były takie szanse, ale nie dla wszystkich.
                  Najwieksze szanse mieli ci, którzy uzyskali dostęp do "zaopatrzenia"
                  a wśród nich ci byli baronami, którzy składali oferty podziału "zysków" tak jak
                  przedsiębiorca w tej szkole.
                  Przecież taka oferta jest formą łapówki skierowanej nie do jednej osoby, ale do
                  grupy. W tym przypadku - uczniów i rodziców.

                  > w firmach międzynarodowych, które miałem
                  > okazję obserwować, nie spotkałem się z podejściem, o którym Pan pisze
                  Piszę ciągle o jednym i tym samym - źródłem wszelkich przychodów w każdej firmie
                  - jest klient. Wiedzą o tym w każdej firmie, od najmniejszej do największej.
                  Między innymi dlatego duże firmy przywiązują tak wielką wagę do sprzedaży i
                  organizują szereg szkoleń - jak efektywnie sprzedawać.

                  > Z aż takim "kosztocentrycznym" podejściem do kształtowania ceny oferowanej
                  > ostatecznemu odbiorcy rzadko się spotykałem - chyba, że to specyficzna cech
                  > branż, w których działają Panów firmy.
                  Niech Pan odwiedzi dowolny z supermarkietów.
                  Wszystkie prześcigają się w jednym - u nas taniej.
                  Ba, mało tego.
                  Jeśli znajdzie Pan gdzieś identyczny towar taniej, to zwrócą Panu różnicę.

                  > stosuje się strategię zdecydowanie bardziej rynkową "po jakich
                  > cenach poszczególne grupy naszych odbiorców są skłonne kupować określone grupy
                  > naszych produktów" (wbrew pozorom nie zawsze są to ceny najniższe i wbrew
                  > pozorom bardzo często obniżenie ceny nie przynosi wzrostu ilości sprzedaży) a
                  > dopiero potem patrzy się, czy planowany rachunek wynikow (tu już oczywiście z
                  > uwzględnieniem kosztów) zapewnia oczekiwany wzrost przedsiebiorstwa.

                  Oczywiście.
                  Każdy towar kosztuje tyle, na ile jest komuś potrzebny.

                  > Zacytuję również poniższe:
                  > > W cenę wliczone są także wszystkie podatki, łącznie z akcyzą na paliwo.
                  > > Jeśli ktoś sądzi, że ja jako przedsiębiorca płacę jakiekolwiek podatki,
                  > > to śmiem twierdzić, jest w grubym błędzie. Sprzedając swój towar
                  > > lub usługę, pobieram podatek od klienta i wpłacam go do Urzędu Skarbowego.
                  > > Wykonuję tylko czynność zleconą przez państwo.
                  > O ile co do VAT-u jest to prawda (choć też chyba nie zawsze - zmiana stawki
                  > VAT u może wpływać na decyzje firm co do ceny netto, po to by na niezmienionym
                  > poziomie utrzymać cenę brutto), to w przypadku podatku dochodowego
                  > proste "wliczanie" go w kalkulację ceny sprzedaży może być sztuką karkołomną a
                  > w wielu branżach wręcz niemożliwą. W skrajnym przypadku: czy firma, której
                  > kończy się zwolnienie z podatku dochodowego podwyższa ceny sprzedaży
                  > wszystkich swoich produktów o odpowiedni procent? - tak by robiła w Pańskiej
                  > wizji przedsiębiorcy jako poborcy podatkowego "realizującego czynność zleconą
                  > przez Państwo". Toż byłoby to kompletnie nierynkowe zachowanie - niestety
                  > przedsiębiorca musi się wykazać znacznie większą finezją, a czasem mimo tej
                  > finezji to właśnie przedsiębiorca ponosi koszty na przykład zmian podatkowych,
                  > nie będąc ich w stanie przerzucić w całości na odbiorcę.

                  Szanowny Panie Rafale,
                  przedsiębiorca nie ponosi żadnych kosztów zmian podatkowych.
                  Ponoszą je jego klienci. W całości zostają przerzucone na klienta.
                  Tylko że klient może odmówić partycypowania w tych kosztach i wtedy firma ma
                  problem, ponieważ obracamy się ciągle w jednej masie przychodów.

                  Rachunkowościowe podejście do tematu, nie może przesłaniać prostego faktu.
                  Źródłem wszelkich przychodów firmy są jej klienci.
                  Proszę zrozumieć jeden fakt - podobny z zewnątrz.

                  Otóż jak Panu wiadomo - część składki ZUS płaci pracowni, część przedsiębiorca.
                  Tak to wygląda od strony rachunkowości.
                  A jaka jest rzeczywistość od strony rzeczywistości?
                  Pracownik ma dostać 100 zł netto do ręki. ZUS wynosi 50 zł.
                  Pierwsza możliwość - pracowni dostaje 100 zł, pracodawca wpłaca do ZUS 50zł;
                  Druga - pracownik dostaje 125 zł, 25 oddaje do ZUS,
                  pracodawca wpłaca do ZUS 25zł;
                  Trzecia - pracownik dostaje 150 zł, 50 oddaje do ZUS,
                  pracodawca wpłaca do ZUS 0 zł;

                  Proszę powiedzieć - od strony rachunkowości, są to różne księgowania.
                  Ale w rzeczywistości sprowadza się do jednego - koszt pracy w każdym z tych
                  przypadków wynosi 150 zł. Obracamy się ciągle w ramach jednej kwoty.
                  Dlaczego wybrano wariant najbardziej skomplikowany - ?
                  Odpowiedź jest prosta ale leży poza sferą rachunkowości.
                  Trzeba zadawać zawsze pytanie - jaki jest sens ekonomiczny tej operacji?

                  > W prezentowanej przez Pana koncepcji kształtowania ceny sprzedaży przede
                  > wszystkim w oparciu o koszty a nie o sytuację na rynku

                  Nie rozumiemy się.
                  Źródłem wszystkich moich przychodów są moi klienci.
                  Moje ceny kształtuje rynek czyli zapotrzebowanie klientów.
                  Na drugim miejscu są moje wszystkie koszty.
                  Jeśli przy okreslonych kosztach nie jestem w stanie zaoferować towaru po cenie
                  możliwej do przyjęcia przez klienta, to go nie oferuję.
                  Jeśli widzę, że nie jestem w stanie utrzymać cen na niektóre produkty czy
                  usługi, to wycofuję je z oferty a wprowadzam inne na to miejsce.
                  Np. Vizir bielszy o 12,5%

                  > rozwój bierze się z podejścia "rynkowego" a nie z wizji przedsiębiorcy jako
                  > "przenosiciela kosztów i podatków na odbiorcę".

                  A to wcale nie zawiera w sobie sprzeczności.
                  Mam wrażenie, że odczytał Pan moje myśli jako
                  "przeniosę moje koszty+podatki na odbiorcę" i mam spokój.
                  Otóż zmierzam do czegoś wręcz przeciwnego - ponieważ wszelkie moje koszty oraz
                  podatki ściągane na rzecz Państwa ponosi ostatecznie klient, muszę tak operować
                  na rynku aby tenże klient zechciał to wszystko sfinansować.

                  I konkluzja ostatnia - jeśli zaproponuję klientowi udział w zysku - owe 11
                  tysiecy złotych - to natychmiast klient skojarzy - przecież te 11 tysięcy nie
                  spadło z Marsa ale są to moje pieniądze.
                  To jaki to ma sens ekonomiczny?

                  Pozdrawiam
                  W.Karpiński


                  • rafal.redel Re: plika 25.09.05, 09:19
                    w.karpinski napisał:
                    > Rachunkowościowe podejście do tematu, nie może przesłaniać prostego faktu.
                    > Źródłem wszelkich przychodów firmy są jej klienci.

                    To jest oczywiście prawda bezdyskusyjna. Ale między przychodem a zyskiem jest
                    jeszcze długa droga i nadal nie uważam za prawdziwą tezy, że zawsze
                    wygospodarowanie dodatkowych zysków wymaga podwyższenia ceny. Można mieć lepszą
                    strukturę kosztów, można zmieniać ofertę produktów, zwiększać wolumen sprzedaży
                    itp. Tak więc z oczywistego faktu, że "jedynym źródłem przychodu jest nasz
                    klient" nie wynika fakt, że "jedynym źródłem zysku jest nasz klient" - bo
                    wypracowanie zysku to już niełatwe zadanie (i zasługa) przedsiębiorcy.
                    Marksiści nazywali to coś, co uzyskuje przedsiębiorca (kopiując chyba klasyków
                    ekonomii typu Adam Smith) "wartością dodaną" i wierzyli, że jak zabierze się ją
                    przedsiebiorcom i odda robotnikom, to wszystkim będzie lepiej. Srodze się
                    mylili, bo ta "wartość dodana" bez przedsiębiorcy praktycznie nie istnieje. Bez
                    zmotywowanego chęcią zysku i oddechem konkurencji przedsiębiorcy można
                    wytwarzać dobra i usługi dowolnie drogo i dowolnie nieudolnie, zwyczajnie
                    trwoniąc zasoby.

                    > I konkluzja ostatnia - jeśli zaproponuję klientowi udział w zysku - owe 11
                    > tysiecy złotych - to natychmiast klient skojarzy - przecież te 11 tysięcy nie
                    > spadło z Marsa ale są to moje pieniądze.
                    > To jaki to ma sens ekonomiczny?
                    To JUŻ nie są moim zdaniem pieniądze klienta, bo sposób "podziału" przychodu od
                    klienta zależy właśnie od przedsiebiorcy, to od wkładu umiejętności
                    przedsiębiorcy zależy ile ma w tym przychodzie kosztów a ile zysku i ile może w
                    różnych formach "oddać" z powrotem klientowi. Wbrew pozorom takie "oddawanie"
                    jest w gospodarce rynkowej dość częste i niekoniecznie musi to być postrzegane
                    jako nieetyczna lub nieekonomiczna łapówka.
                    Można by przecież pomyśleć: "po co taki 'Orange' organizuje wielki darmowy
                    koncert Stinga - przecież to za pieniądze klientów. Mógłby zamiast tego obniżyć
                    o kilka groszy swoje ceny i to byłaby najlepsza reklama." Tymczasem
                    zrezygnowanie z takiego ruchu nie musiałoby być lepszym wyborem ani z punktu
                    widzenia przedsiębiorcy (co w miarę oczywiste) ani nawet z punktu widzenia
                    klientów (co już trudniejsze do wykazania) - to reklama może zachęcić do
                    korzystania w większym zakresie z usług, dzięki czemu stałe koszty działalności
                    (a w telekomach zdecydowana większość kosztów to koszty stałe, trudno
                    przypisywalne do poszczególnych usług) rozłożyć się mogą na więcej klientów i
                    więcej usług i w dłuższym okresie dać potencjał do kształtowania się niższych
                    cen na rynku (oczywiście tylko w warunkach konkurencji, bo z własnej woli żaden
                    przedsiębiorca by cen nie obniżył).

                    Dyskutować by można długo, jednak mam wrażenie, że rozmawiamy miejscami
                    trochę "obok" - to znaczy np. Pan przedstawia argumenty, z którymi nigdy nie
                    dyskutowałem (np. że źródłem przychodu jest klient) na poparcie tezy bardzo
                    dyskusyjnej - że ową "wartość dodaną" (trzymając się ulubionego pojęcia
                    marksistów i klasyków) można wygenerować tylko dorzucając owe "2 grosiki do
                    pączka". Gdyby rzeczywiście ekonomia działała tak jak Pan to sugeruje, gdyby
                    była "grą o sumie zerowej" - proste transfery pieniędzy i proste przełożenie
                    przychodu od klienta na zysk przedsiębiorcy, to moim zdaniem nie byłoby miejsca
                    na wzrost, nie powstałaby taka gospodarka, jaką mamy wokół siebie lecz wciąż
                    handlowalibyśmy skórami albo bursztynem ;-)
                    • w.karpinski Re: plika 25.09.05, 14:56
                      Panie Rafale,
                      ja z uporem maniaka zmierzam do jednego - nie jest sponsorem np. pilki nożnej TP
                      SA czy inna firma. Prawdziwym sponsorem są klienci TP SA. Ponieważ kwoty
                      sponsoringu lokowane są w cenie produktu. Jak mówię - z Marsa się te kwoty nie
                      biorą.

                      Dalej -
                      jeśli czytam i słyszę radosne pokrzykiwania dziennikarzy, że jakiś tam urząd
                      nałożył 20 milionów kary na TP SA za coś tam, to się zastanawiam kto z kogo robi
                      idiotę. Tę karę nałożono nie na TP SA tylko na jej klientów. I jest to jedna z
                      przyczyn, obok wielu, dlaczego TP SA jest tak droga w odczuciu społecznym.

                      Widzę pierwsze objawy takiego podejścia, czyli takiego toku myślenia, np. w
                      reklamach Polsatu. Przestali już mówić że sponsorują to czy tamto. Teraz może
                      Pan w TV usłyszeć - kupując takie a takie produkty pomagasz drogi kliencie w tym
                      i tym, czyli inaczej mówiąc sponsorujesz takie czy inne działania, ponieważ
                      część pieniędzy ze sprzedaży idzie na taki a taki cel.

                      To samo robi Danone - też w reklamach stwierdza się - kupując produkty Danone
                      pomaga się w dożywianiu dzieci, ponieważ część kwoty ze sprzedaży przeznaczona
                      jest na ten cel. I przestano opowiadać nam dyrdymały że to firma pomaga
                      dzieciom. Mówi się jasno - kliencie, kupuj u nas a pomożesz dzieciom.

                      W tym momencie rozważania rachunkowe czy księgowe nie mają dla mnie znaczenia.
                      Jestem świadomy faktu, że część ceny jaką płacę za produkt jest przeznaczona na
                      określony cel.

                      Ale firma przyznaje głośno - to nasi klienci sponsorują to co zaproponowaliśmy.

                      I o takie zrozumienie faktu mnie chodzi.

                      Pozdrowienia
                      W.Karpiński








                      • marko011 Re: plika 25.09.05, 15:07
                        Szanowny Panie Karpiński czy czasami nie prowadzi Pan takiego sklepiku i ma
                        Pan teraz problem, który nazywa się 11tysięcy, które trzeba będzie wygenerować,
                        żeby pomóc dzieciaczkom. Pewnie Pan wie a może nie, że szkolne sklepiki mają
                        dodatkowy upust cenowy i jeżeli nie jest się hieną cmentarną można przeznaczyć
                        go na taką pomoc.

                        marko
                        • w.karpinski Re: plika 25.09.05, 18:50
                          marko011 napisał:
                          > Pewnie Pan wie a może nie, że szkolne sklepiki mają
                          > dodatkowy upust cenowy

                          Niestety nie wiem. Nie znam się na sklepikach szkolnych.
                          Ale jeśli tak, to ten upust powinien w całości trafiać na konto szkoły i nie
                          powinna to być żadna łaska dobrodzieja.

                          W.Karpiński
                          • marko011 Re: plika 25.09.05, 19:23
                            Panie Włodzimierzu z Pana wypowiedzi wnioskuję, że np. kupując chleb w sklepie,
                            przy kasie pyta Pan czy mają na ten bochenek chleba upust jak mają to pyta Pan
                            czy został już wysłany na Pana konto.

                            marko
                            • w.karpinski Re: plika 27.09.05, 07:50
                              marko011 napisał:

                              > Panie Włodzimierzu z Pana wypowiedzi wnioskuję, że np. kupując chleb w sklepie,
                              > przy kasie pyta Pan czy mają na ten bochenek chleba upust jak mają to pyta Pan
                              > czy został już wysłany na Pana konto.
                              Wniosek błędny.

                              Przeczytć mogłem wcześniej co następuje:
                              Re: plika
                              Autor: marko011
                              Data: 25.09.05, 15:07
                              Pewnie Pan wie a może nie, że szkolne sklepiki mają
                              dodatkowy upust cenowy i jeżeli nie jest się hieną cmentarną można przeznaczyć
                              go na taką pomoc.

                              Mój wniosek - jeśli sklepiki szkolne mają dodatkowy upust cenowy, to jest to w
                              moim rozumieniu "specjalny celowy dodatkowy upust cenowy" i jako taki jest
                              skierowany nie na przedsiębiorcę ale beneficjentem powinny być dzieci.
                              I tyle.

                              W.Karpiński
                          • katarzyna95 Re: plika 26.09.05, 13:54
                            w.karpinski napisał:

                            > marko011 napisał:
                            > > Pewnie Pan wie a może nie, że szkolne sklepiki mają
                            > > dodatkowy upust cenowy
                            >
                            > Niestety nie wiem. Nie znam się na sklepikach szkolnych.
                            > Ale jeśli tak, to ten upust powinien w całości trafiać na konto szkoły i nie
                            > powinna to być żadna łaska dobrodzieja.
                            >
                            > W.Karpiński

                            Czy upusty, które Pan otrzymuje, też by Pan oddał swoim odbiorcom? wątpię. Z
                            Pana dobrodzieja z pewnością by nie było bo musiał by Pan dołożyć po 2
                            grosiczki więcej do pączusia, aby wyrównać zawartość kabzy bo innego sposobu
                            Pana zdaniem nie ma. A jednak jest ktoś kto chce zrezygnować z upustu bo to on
                            go dostał, a nie szkoła i jako dobrodziej chce go przekazać szkole.

                            Pozdrawiam

                            Katarzyna
                            • w.karpinski Re: plika 27.09.05, 07:53
                              katarzyna95 napisała:

                              > Czy upusty, które Pan otrzymuje, też by Pan oddał swoim odbiorcom? wątpię. Z
                              > Pana dobrodzieja z pewnością by nie było bo musiał by Pan dołożyć po 2
                              > grosiczki więcej do pączusia, aby wyrównać zawartość kabzy bo innego sposobu
                              > Pana zdaniem nie ma. A jednak jest ktoś kto chce zrezygnować z upustu bo to on
                              > go dostał, a nie szkoła i jako dobrodziej chce go przekazać szkole.

                              Jeśli sklepiki szkolne mają dodatkowy upust cenowy, jak napisał to wcześniej
                              Marko - to jest to w moim rozumieniu "specjalny celowy dodatkowy upust cenowy
                              dla sklepików szkolnych" i jako taki jest skierowany nie na przedsiębiorcę ale
                              beneficjentem powinny być dzieci.
                              I tyle.

                              W.Karpiński
                              • katarzyna95 Re: plika 03.10.05, 20:08
                                w.karpinski napisał:

                                > katarzyna95 napisała:
                                >
                                > > Czy upusty, które Pan otrzymuje, też by Pan oddał swoim odbiorcom? wątpię
                                > . Z
                                > > Pana dobrodzieja z pewnością by nie było bo musiał by Pan dołożyć po 2
                                > > grosiczki więcej do pączusia, aby wyrównać zawartość kabzy bo innego spos
                                > obu
                                > > Pana zdaniem nie ma. A jednak jest ktoś kto chce zrezygnować z upustu bo
                                > to on
                                > > go dostał, a nie szkoła i jako dobrodziej chce go przekazać szkole.
                                >
                                > Jeśli sklepiki szkolne mają dodatkowy upust cenowy, jak napisał to wcześniej
                                > Marko - to jest to w moim rozumieniu "specjalny celowy dodatkowy upust cenowy
                                > dla sklepików szkolnych" i jako taki jest skierowany nie na przedsiębiorcę ale
                                > beneficjentem powinny być dzieci.
                                > I tyle.
                                >
                                > W.Karpiński

                                Panie Włodzimierzu przeglądając forum zastanowił mnie jeden z Pana postów na
                                temat konkursu ofert na Dyrektora szkoły nr. 2 na ul. Szkolnej 9, w którym
                                informuje Pan jako pierwszy, że konkurs ten wygrała Pani Lubecka. Chwila
                                refleksji i zrozumiałam, że musi Pan znać osoby wysoko postawione w naszym
                                mieście, tak jak oferent który wygrał konkurs ofert w tej szkole i dlatego tak
                                Pana dotknął ten temat. Z uporem maniaka stwierdza Pan, że nie ma innego
                                rozwiązania, tylko kochane dzieciaczki za pączuszki muszą płacić po 2 grosiczki
                                więcej.
                                I tyle.
                              • marko011 Re: plika 04.10.05, 13:28
                                w.karpinski napisał:

                                > katarzyna95 napisała:
                                >
                                > > Czy upusty, które Pan otrzymuje, też by Pan oddał swoim odbiorcom? wątpię
                                > . Z
                                > > Pana dobrodzieja z pewnością by nie było bo musiał by Pan dołożyć po 2
                                > > grosiczki więcej do pączusia, aby wyrównać zawartość kabzy bo innego spos
                                > obu
                                > > Pana zdaniem nie ma. A jednak jest ktoś kto chce zrezygnować z upustu bo
                                > to on
                                > > go dostał, a nie szkoła i jako dobrodziej chce go przekazać szkole.
                                >
                                > Jeśli sklepiki szkolne mają dodatkowy upust cenowy, jak napisał to wcześniej
                                > Marko - to jest to w moim rozumieniu "specjalny celowy dodatkowy upust cenowy
                                > dla sklepików szkolnych" i jako taki jest skierowany nie na przedsiębiorcę ale
                                > beneficjentem powinny być dzieci.
                                > I tyle.
                                >
                                > W.Karpiński

                                Panie Włodzimierzu dowiedziałem się wczoraj jakie było stanowisko osoby wysoko
                                postawionej w mieście Marki na temat sklepiku w zeszłym roku szkolnym. Było ono
                                takie - co to znaczy charytatywnie w dzisiejszych czasach kto da więcej ten
                                wygrywa. To jest odpowiednie podejście do tematu, ale jeżeli Dyrekcja i Rada
                                Rodziców robi co chce to ktoś z Urzędu Miasta Marki powinien się tej sprawie
                                dobrze przyjrzeć…?

                                Marko
                                • sherlock_holmes1 Re: plika 04.10.05, 15:54
                                  Witajcie Szanowni Mieszkańcy Marek,

                                  Znalazłem się tu przypadkiem, a do zabrania głosu w Waszej dyskusji skłonił mnie jej temat dotyczący sklepiku szkolnego.

                                  Widzę, że miotacie się w tej dyskusji od ściany do ściany nie mogąc nadać jej sensownego kierunku. Pominę tu pseudo wywody pana W.Karpiński z jednej strony bełkotliwie mamroczącego o dobru dzieci, zaś z drugiej strony jednoznacznie opowiadającego się za mającą zapaść czy też już podjętą decyzją.
                                  Tu dosłownie jedno zdanie wyjaśnienia:
                                  przychód z najmu pomieszczenia szkolnego oraz dodatkowe profity wynikające ze złożonej
                                  i wybranej oferty winny być ujęte w planowanym budżecie szkoły. Zatem panie Karpiński - to szkoła gospodaruje pozyskanymi środkami, a nie przedsiębiorca którego powinnością jest prowadzić takie mini przedsiębiorstwo z zachowaniem zdrowego rozsądku i nastawieniem na zysk. No chyba, że byłaby to fundacja...

                                  Żaden uczciwy i praworządny obywatel RP nie zaprzeczy, że przy wynajmie pomieszczeń
                                  szkolnych winna obowiązywać zasada konkurencji, równego traktowania oferentów oraz
                                  zasada jawności.
                                  U nas też były kombinacje i machloje związane ze sklepikiem szkolnym; o sposobie przeczytajcie w załączonym fragmencie protokołu pokontrolnego.

                                  Zatem jeśli konkurs ofert ogłoszono "cichusieńko" bez warunków brzegowych (np. godzin
                                  otwarcia sklepiku, konsekwencji w przypadku zawieszenia jego działalności bez
                                  uzasadnienia, nie regulowania należności, sposobu i terminu składania ewentualnych
                                  odwołań), jeśli nie macie dostępu do złożonych ofert po rozstrzygnięciu konkursu przed
                                  upływem określonego terminu do składania odwołania, nie otrzymaliście pisemnej
                                  odpowiedzi na złożoną ofertę lub odwołanie to ruszajcie z wnioskiem o przeprowadzenie
                                  kontroli w tej sprawie do Biura Kontroli przy Urzędzie Miejskim w Markach.
                                  Wynik kontroli będzie dostępny dla wszystkich mieszkańców !

                                  Mam nadzieję, że się nie boicie :-)

                                  Na koniec pozdrawiam marko011 i opowiadam się za jego słusznym wnioskiem:
                                  "... w dzisiejszych czasach kto da więcej ten wygrywa." Przecież jasno widać, że u Was tak się stało :-(

                                  Pozdrawiam wszystkich i życzę Wam jasnego, jawnego i uczciwego rozwiązania tej sprawy.
                                  Zajrzę jeszcze kiedyś, żeby zobaczyć czy tak się stanie.

                                  Sherlock Holmes

                                  PS1. to nie lipa; jakby co patrz Biuletyn Informacji Publicznej

                                  sp18.koszalin.ibip.pl/public/?id=29061
                                  PS2. poniżej fragment dla leniwych

                                  Pod koniec roku 2004 Urząd Miejski Biuro Kontroli przeprowadziło w naszej szkole

                                  kontrolę.
                                  "W wyniku kontroli stwierdzono:
                                  1. W 2004 roku Szkoła Podstawowa nr 18 w Koszalinie pozyskiwala dochody z tytułu najmu
                                  pomieszczeń szkolnych na podstawie umów najmu.
                                  Ustalono, ze w ogłoszeniu na najem pomieszczen szkolnych nie wykazano wszystkich
                                  pomieszczeń, które podlegały najmowi, a które zostały wynajęte, co jest niezgodne z
                                  Zarządzeniem nr 66/460/03 Prezydenta Miasta Koszalina z dnia 16.07.2003 r. w sprawie
                                  warunk6w i dzierżawy pomieszczeń szkolnych oraz Zarządzeniem Nr 120/860/04 Prezydenta
                                  Miasta Koszalina z dnia 7 stycznia 2004r. zmieniającego zarządzenie Prezydenta Miasta w sprawie warunków najmu i dzierzawy pomieszczeń szkolnych. przy najmie pomieszczen z
                                  przeznaczeniem na sklepik szkolny stwierdzono, ze zawarto umowę najmu z kontrahentem,
                                  który został wyłoniony w drodze rokowań na okres dwóch tygodni (16.09-30.09.2003 r.), a następnie zawarto kolejną umowę na okres od 1.10.2003 r. do 31.06.2004 r. i jednocześnie obniżono stawkę najmu (z 420 zl +VAT miesięcznie do 300 zl +VAT miesięcznie).
                                  Powyzsze dzialanie jest niezgodne z Zarządzeniem Nr 66/460/03 Prezydenta Miasta
                                  Koszalina z dnia 16.07.2003 r. w sprawie warunk6w i dzierżawypomieszczen szkolnych oraz Zarządzeniem Nr 120/860/04 Prezydenta Miasta Koszalina z dnia 7 stycznia 2004 r.
                                  zmieniającego zarządzenie Prezydenta Miasta w sprawie warunkow najmu i dzierzawy
                                  pomieszczen szkolnych.
                                  Powyższe nieprawidlowosci swiadczą iz w procesie wynajmowania pomieszczen szkolnych
                                  nie przestrzegano zasady konkurencji, równego traktowania oferentów oraz zasady
                                  jawnosci."
                                  • rafal.redel Biuro kontroli 04.10.05, 16:12
                                    sherlock_holmes1 napisał:
                                    (...)
                                    > jeśli nie macie dostępu do złożonych ofert po rozstrzygnięciu konkursu
                                    > przed upływem określonego terminu do składania odwołania, nie otrzymaliście
                                    > pisemnej odpowiedzi na złożoną ofertę lub odwołanie to ruszajcie z wnioskiem
                                    > o przeprowadzenie kontroli w tej sprawie do Biura Kontroli przy Urzędzie
                                    > Miejskim w Markach. Wynik kontroli będzie dostępny dla wszystkich
                                    > mieszkańców!

                                    Sherlocku! Słowa Twoje brzmią rozsądnie - też uważam, że możliwość weryfikacji
                                    wyników przetargu jest prawem, z którego niezadowoleni rozstrzygnięciem powinni
                                    chcieć i móc korzystać (niezależnie od tego, kto ma rację - bo tego nie wiem,
                                    ale wyniki weryfikacji i upublicznienie dokumentów mogłyby pozwolić na
                                    wyrobienie sobie opinii). Bo od samego pisania na forum o "biednych
                                    dzieciaczkach" raczej wiele się nie zmieni - chyba, że to pierwszy krok do
                                    działania.

                                    Zastanawia mnie jednak rzecz następująca: przy naszym urzędzie nie działa nic,
                                    co by nazywało się "Biurem Kontroli" lub podobnie. Nie wiem, do kogo w takim
                                    razie do kogo ewentualni niezadowoleni powinni zwrócić się o weryfikację
                                    wyników przetargu - do Komisji Rewizyjnej Rady Miasta? Bo chyba nie od razu do
                                    Samorządowego Kolegium Odwoławczego, najpierw powinno pewnie zapaść
                                    rozstrzygnięcie w obrębie naszych władz samorządowych... tylko właśnie, Rady
                                    czy Urzędu i której jego jednostki organizacyjnej?

                                    • marko011 Re: Biuro kontroli 04.10.05, 18:51
                                      rafal.redel napisał:

                                      > sherlock_holmes1 napisał:
                                      > (...)
                                      > > jeśli nie macie dostępu do złożonych ofert po rozstrzygnięciu konkursu
                                      > > przed upływem określonego terminu do składania odwołania, nie otrzymaliśc
                                      > ie
                                      > > pisemnej odpowiedzi na złożoną ofertę lub odwołanie to ruszajcie z wniosk
                                      > iem
                                      > > o przeprowadzenie kontroli w tej sprawie do Biura Kontroli przy Urzędzie
                                      > > Miejskim w Markach. Wynik kontroli będzie dostępny dla wszystkich
                                      > > mieszkańców!
                                      >
                                      > Sherlocku! Słowa Twoje brzmią rozsądnie - też uważam, że możliwość
                                      weryfikacji
                                      > wyników przetargu jest prawem, z którego niezadowoleni rozstrzygnięciem
                                      powinni
                                      >
                                      > chcieć i móc korzystać (niezależnie od tego, kto ma rację - bo tego nie wiem,
                                      > ale wyniki weryfikacji i upublicznienie dokumentów mogłyby pozwolić na
                                      > wyrobienie sobie opinii). Bo od samego pisania na forum o "biednych
                                      > dzieciaczkach" raczej wiele się nie zmieni - chyba, że to pierwszy krok do
                                      > działania.
                                      >
                                      > Zastanawia mnie jednak rzecz następująca: przy naszym urzędzie nie działa
                                      nic,

                                      Panie Rafale tak przecierz łatwiej rządzić...?

                                      > co by nazywało się "Biurem Kontroli" lub podobnie. Nie wiem, do kogo w takim
                                      > razie do kogo ewentualni niezadowoleni powinni zwrócić się o weryfikację
                                      > wyników przetargu - do Komisji Rewizyjnej Rady Miasta? Bo chyba nie od razu
                                      do
                                      > Samorządowego Kolegium Odwoławczego, najpierw powinno pewnie zapaść
                                      > rozstrzygnięcie w obrębie naszych władz samorządowych... tylko właśnie, Rady
                                      > czy Urzędu i której jego jednostki organizacyjnej?
                                      >

                                      Jak Burmistrz naszego miasta zajrzy na to forum to powie do której komórki
                                      Urzędu Miasta zapukać, aby oferty ujrzały światło dzienne.

                                      Przepraszam, że tak lakonicznie, ale ręce opadają jeżeli urząd Miasta nie
                                      potrafi nakazać odpowiednim władzom szkoły, aby konkurs ofert został
                                      rozstrzygnięty w cywilizowany sposób.

                                      Marko


                                      • ajustyna Re: Ale pracowici 06.10.05, 12:33
                                        Dowiedziałam się jak ważną i priorytetową sprawą dla Urzędu naszego Miasta jest
                                        wynajem pomieszczenia na prowadzenie sklepiku szkolnego. Wyobraźcie sobie, że
                                        UM w Markach podwoje swoje miał otwarte 2-go stycznia 2005r. / niedziela / bo z
                                        taką datą była podpisana umowa na wynajem w/w pomieszczenia na rok szkolny
                                        2004/2005.
                                        Brawo dla pracowitych.

                                        Justyna
    • ajustyna Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 25.09.05, 22:15
      katarzyna95 napisała:

      > W szkole nr.2 która mieści się na ul. Szkolnej 9 rodzice zostali oszukani
      > przez Dyrekcję i Radę Rodziców ponieważ tak jak w zeszłym roku tak i w tym
      > nie zostały odczytane na zebraniu trójek klasowych oferty dotyczące sklepiku
      > szkolnego i nie mają pojęcia jaka pomoc była oferowana szkole. Z tego co wiem
      > jedna z ofert proponowała szkole 11.000 zł. /jedenaście tysięcy złotych / w
      > roku szkolnym, ale nie wygrała tego konkursu. Dyrekcja i Rada Rodziców
      > wybrała bardziej korzystniejszą dla szkoły i dzieci do niej uczęszczających
      > ofertę, ale co znaczy korzystniejsza niewiadomo ponieważ oferty są utajnione.
      > W zeszłym roku sklepik szkolny nie przekazał szkole nic, a w tym roku wygrał
      > konkurs ofert. Mogę się tylko domyśleć co dla Dyrekcji i Rady Rodziców znaczy
      > korzystniejsza.
      > Uważam, że rodzice powinni zareagować na takie działania Dyrekcji i Rady
      > Rodziców tej szkoły, bo na pewno nie jest to w porządku wobec ich dzieci,
      > jeżeli rezygnuje się z 11000 tys. złotych, które można wykorzystać na
      > potrzeby szkoły lub na pomoc dzieciom, które tej pomocy potrzebują.
      > Do dzisiaj brzmią mi w uszach wypowiadane słowa Pani Dyrektor na apelu
      > szkolnym cytuję – Gdyby ktoś chciał pomóc naszym dzieciaczkom to zapras
      > zam
      > do swojego gabinetu - a swoim postępowaniem Pani Dyrektor odrzuca pomoc osób
      > które chcą dzieciaczkom pomóc. Moim zdaniem wniosek nasuwa się jeden ...?

      Taką Radę Rodziców która funkcjonuje nie licząc się ze zdaniem trójek klasowych
      trzeba jak najszybciej wymienić do czego będę dążyła. Mam podstawę do tego
      ponieważ będąc na ostatnim zebraniu Pani Sobczak oznajmiła, że jes pięć ofert,
      które rozstrzygniemy za kilka dni. Następnego dnia dowiaduję się, że po
      zebraniu Rada Rodziców z Dyrekcją szkoły wybrała ofertę - TO JEST SZKOŁA Z
      KLASĄ!

      Pozdrawiam

      Justyna
    • rafal.redel Trochę obok tematu: 28.09.05, 10:46
      Trochę obok tematu (ale tylko trochę):
      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2937515.html

      Ze sklepików szkolnych znikną chipsy i coca-cola, nie będzie też w nich napojów
      gazowanych. Akcja "Zdrowy uczeń" ma sprawić, że dzieci nie będą mieć nadwagi
      Do programu, który wymyśliły pedagog Anna Kłosińska i specjalista od żywienia
      Marta Widz, zgłosiło się osiem szkół wawerskich i sześć ursynowskich
      (podstawówki i gimnazja). Nauczyciele dziś i jutro dowiedzą się, jak prowadzić
      lekcje o zdrowym żywieniu. Wiadomo już, że będą układać wspólnie z dziećmi
      menu, chodzić na wycieczki do sklepów, by uczyć się tam rozszyfrowywania
      informacji na etykietach. Zajęcia będą się odbywać w ramach tzw. ścieżek
      międzyprzedmiotowych.
      Do akcji zgłosiła się m.in. Szkoła Podstawowa nr 100 przy ul. Tanecznej. -
      Chcemy zachęcać uczniów do zdrowego odżywiania się - wyjaśnia dyrektor Halina
      Chaber.
      Przez jej szkołę już w ubiegłym roku przetoczyła się dyskusja, czy w sklepiku
      powinno się sprzedawać niezdrowe produkty. Rodzice domagali się, aby je
      usunąć. - I zrobiliśmy w końcu akcję czyszczenia sklepiku. Nie ma już chipsów i
      coli. Poza tym cola nie jest już modna. Teraz dzieci wolą "Kubusie" - mówi
      Chaber.
      - Mam tylko soki, wodę. Nic gazowanego. A chipsy tylko kukurydziane -
      potwierdza Andrzej Tałaj, który prowadzi sklepik.
      Wspomina, że na początku uczniowie się buntowali. - Byli źli, że nikt ich nie
      pytał o zdanie, ale w końcu się przyzwyczaili. Chociaż nadal trochę narzekają -
      dodaje.
      - Brakuje mi chipsów, które uwielbiam - przyznaje Patrycja z III klasy. Za to
      Kamil z VI klasy jest zadowolony ze zmian. - Wolę wodę od coli, bo jest
      zdrowsza - mówi.
      W ramach programu ma być przeprowadzony konkurs na sklepik szkolny. Co powinno
      się znajdować we wzorowym sklepiku? - Woda i soki owocowe niesłodzone, gotowe
      kanapki, tzw. zdrowe słodycze, czyli batoniki muesli, desery sojowe, mleko
      sojowe - wylicza Anna Kłosińska.
      Wyniki konkursu poznamy w czerwcu. Ma się też zmienić menu stołówek. -
      Uczniowie powinni mieć na nie większy wpływ. Chciałybyśmy też, żeby wydłużono
      przerwę obiadową - wylicza Marta Widz. - Na realizację programu miasto
      przeznaczyło 30 tys. zł.
    • qbamasterek Re: Pomóżmy dzieciom na ul.Szkolnej 9 w Markach 02.10.05, 19:37
      Hmmm ja chodze do do tej szkoly i mie sklepik w szkole nie przeszkadza jesli go nie ma bo i tak sobie wychodze na dzwonku do "motylka" na przeciwko szkoly i kupuje se co chce a nie czekac nie wiadomo ile na ten sklep w szkole ipodobno automat do coca-coli maja wyniesc czy cus :( nie dlugo to nic nie bedzie poza uczeniem
      • maniekzmarek Haha qbamasterk to zwykły bucek 04.10.05, 16:23
        Bucek co ty tu robisz?haha nic o tym niewiesz a wygłaszasz poglądy.Ja wiem że w
        motylku sprzedaje pani która ma wąsy. :]
        • qbamasterek Gupi pies 05.10.05, 19:37
          Wez idz knyplu jeden najpierw zmadrzej a potem ale jak masz jakies watpliowsci to zglos sie do mnie :P
          • maniekzmarek Frajer 06.10.05, 17:14
            Bucek lamusie nie udzielaj się
    • kama-1 Re: Za ile 07.10.05, 14:11
      Może ktoś wie Ile trzeeba wyłożyć, aby wejść do sklepiku szkolnego, jak nie
      wystarcza 11.000 tysięcy złotych.

      Kama
    • monk9 Re: Komitet Rodzicielski 11.10.05, 15:17
      Uważam, że szkoła rezygnując z pieniędzy ma ich od Burmistrza do oporu ile
      tylko chce i nie powinna żądać od rodziców żadnych deklaracji ile kto, może
      wpłacić na komitet rodzicielski.

      Monk
      • flash3 Finansowanie Szkół 10.11.05, 20:01
        monk9 napisał:

        > Uważam, że szkoła rezygnując z pieniędzy ma ich od Burmistrza do oporu ile
        > tylko chce i nie powinna żądać od rodziców żadnych deklaracji ile kto, może
        > wpłacić na komitet rodzicielski.

        O! bardzo dobry temat do rozmowy. Zapewne nie wiecie, że np. w takim Wołominie,
        Zielonce czy innych okolicznych gminach, samorząd do szkolnictwa nie dokłada NIC
        – dyrektorzy muszą się utrzymać tylko z subwencji otrzymywanej z ministerstwa –
        a i tak wyniki końcowe ich uczniów są znacząca lepsze niż z naszych Mareckich szkół.
        Tam samorząd tylko ogranicza się do dokładania na konkretne remonty, i w
        wyjątkowych przypadkach do ich wyposażenia.
        Natomiast w Markach pieniądze są w szkół pompowane szerokim strumieniem, a
        wyniki tego są mizerne – nie tylko pod względem wyników uczniów, ale także
        wyglądu samych placówek oraz ich wyposażenia. Jak to możliwe że szkoły w Markach
        nie potrafią się utrzymać nawet przy pomocy finansowej UM, a w takich Wołominie
        szkoły funkcjonują samodzielnie bez oglądania się na kasę miasta?
    • monk9 Re: test 13.10.05, 13:30
      • matekwrucil Re: test 10.11.05, 19:24
        matek wrucił siema pimp ej ty maniekzmarek dawno cie nie dymcali :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka