kocianna
02.11.12, 07:24
Czasami Młoda ma gorszy dzień i gra tak, jakby w życiu nut nie widziała, a potem ryczy. Ja jestem despotka i każę nadal grać, przez łzy, znęcając się jeszcze, że oddech ma być wzięty tam, gdzie jest znaczek nad pięciolinią, a nie tam, gdzie płacz wymusza. Boję się odpuścić, bo Młoda uzna to za doskonałą metodę skracania i tak minimalnego czasu ćwiczeń. A z drugiej strony, szkoda mi jej... kiedy gorszy dzień zamienia się w gorszy tydzień, to myślę sobie, że SM to nie był dobry pomysł. A ona chce chodzić. Tylko nie chce ćwiczyć. Echh.