29.09.06, 09:51
Czy jak dziecko (6 lat) czyta głoskując (a nie sylabizując czy "ślizgając
się" po literach), ale szybko i poprawnie składa wyrazy (łącznie z
dwuznakami), to powinno się je przestawiać na "poprawną metodę nauki
czytania" ?
Pani metodyk w przedszkolu stwierdziła, że jak dziecko ma tak czytać, to
lepiej żeby nie czytało w ogóle, bo powinno czytać metodą "ślizgową".
Osobiście nie mogę słuchać jak córka czyta "ślizgając się" po literach,
szybciej i lepiej wychodzi jej to jak literuje, a wyrazy, nawet dłuższe
zwykle są składane poprawnie.

Wiem, że prawidłową metodą czytania jest metoda sylabowa, czy to przyjedzie z
czasem, czy próbowac ją jakoś przestawić (jak ?)

Pozdrawiam
Basia
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: czytanie 29.09.06, 11:12
      Jeśli dziecko jest na początku zerówki to jego czytanie wybiega ponad normę -
      czyta lepiej niż przewiduje program.
      Jesli jest na początku 1 klasy to powinno juz czytac nieco płynniej tzn.
      sylabami dłuższe wyrazy a krótsze do 4 znaków ale BEZ dwuznaków powinno czytac
      całościowo np.

      Ten dom ma dwa bal-ko-ny.
      Tata p-o-d-a-ł mi k-w-i-a-t-y.
      • basia-bma Re: czytanie 29.09.06, 12:25
        Córka jest jeszcze w przedszkolu. Chodzi mi o to, że metodyk uważa czytanie
        głoskowe za "nieprawidłowe", uważa że dzieci powinny czytać "ślizgiem" aby
        czytać lepiej, szybciej, płynniej - ze "ślizgania" podobno łatwiej przejść na
        czytanie sylabowe. Tylko jak słucham jak córka czyta jedną i drugą metodą, to
        wychodzi, że głoskując czyta dość szybko (jak na swój wiek)i poprawnie,
        a "ślizgając się" sztucznie przeciąga sylaby, za bardzo skupia się
        na "ślizganiu" i w efekcie czyta gorzej i wolniej.

        Pozdrawiam
        Basia
        • agatka_s Re: czytanie 29.09.06, 12:44
          basia-bma napisała:

          > Córka jest jeszcze w przedszkolu. Chodzi mi o to, że metodyk uważa czytanie
          > głoskowe za "nieprawidłowe", uważa że dzieci powinny czytać "ślizgiem" aby
          > czytać lepiej, szybciej, płynniej - ze "ślizgania" podobno łatwiej przejść na
          > czytanie sylabowe. Tylko jak słucham jak córka czyta jedną i drugą metodą, to
          > wychodzi, że głoskując czyta dość szybko (jak na swój wiek)i poprawnie,
          > a "ślizgając się" sztucznie przeciąga sylaby, za bardzo skupia się
          > na "ślizganiu" i w efekcie czyta gorzej i wolniej.
          >
          > Pozdrawiam
          > Basia

          Ooooo matko


          Czy znasz jakiegos doroslego czlowieka (poza osobami uposledzonymi-a to jest
          inna sprawa), ktory nie nauczyl sie czytac ?

          Kazdy sie nauczy, jeden szybciej, drugi ciut wolniej, jeden tak, drugi siak.

          Dac dzieciakowi spokoj niech sobie czyta jak wygodnie, taki metodyk (co to w
          ogole jest ?) to tylko stresuje dzieciaka i mame.

          Moj np nauczyl sie czytac na napisach filmowych, i nigdy przenigdy nie przyszlo
          mi do glowy analizowac, jak on to zrobil. Wzial i sie nauczyl...(tak jak na
          rowerze, jeden musi miec kijek i mame obok a drugi sam probuje, wywalajac sie
          tysiac razy az do skutku).

          Naprawde wszystkie, absolutnie wszystkie dzieci w koncu umieja uczytac !



          • basia-bma Re: czytanie 29.09.06, 13:23
            Nie boję się, że się nie nauczy smile) chodzi mi o to, czy metodyk przedszkolny ma
            rację
            dociekliwa jestem smile)

            pozdrawiam
            Basia
            • agatka_s Re: czytanie 29.09.06, 13:34
              basia-bma napisała:

              > Nie boję się, że się nie nauczy smile) chodzi mi o to, czy metodyk przedszkolny
              ma
              >
              > rację
              > dociekliwa jestem smile)



              A kto to ten metodyk jest ? po co ?


              Od kiedy gatunek ludzki umie czytac, od tysiaca lat, dluzej ? Nie widze
              roznicy (w sensie jakosci ich umiejetnosci) miedzy tym jak ludzie umieli czytac
              100 lat temu np a dzis (poza oczywiscie skala i masowoscia tej umiejetnosci)- a
              naprawde zadnych metodykow nie bylo. To po co ten metodyk ? Co praktycznego w
              przyszlej umiejetnosci czytania ma on poprawic ? I po co sie wobec tego
              przejmowac czy ma racje czy nie ?

              Niech sobie mowi nawet ze najlepiej to uczyc sie czytac o pierwszej w nocy-bo
              to daje najlepsze efekty...

              Potakuj, ale pozwol ze dzieciak i tak sie nauczy po swojemu i tak jak jej
              wygodnie.
          • zebra12 Re: czytanie 03.10.06, 09:11
            Cóż, niektórzy dorośli czytają tragicznie. A uczniowie w wyższych klasach
            podstawówki i w gimnazjach składają litery...
    • agatka_s Re: czytanie 29.09.06, 13:42
      tak mi sie to skojarzylo, jak jakies 15-20 lat temu moj tata z Japonii
      przywiozl instrukcje korzystania z toalety, cudna byla taka "kawe na lawe"...
      (przy czym to tam bylo jakos uzasadnione, bo takie europejskie toalety
      rzeczywiscie nie byly takie powszechne...)

      Ale zawsze mi sie przypomina ta instrukcja jak ktos probuje kompplikowac takie
      w miare zwykle, niemal instynktowne sprawy...

      Mam nadzieje ze nie urzazilam cie (z pewnoscia nie mialam takich intencji), ale
      naprawde czasem dobrze miec ciut dystansu (zreszta z wiekiem dziecka naprawde
      sie go nabiera)
      • skrzynka3 Re: czytanie 29.09.06, 13:57
        Hmm jednak sie nie zgodzesmile. Czytanie nie jest czynnoscia instynktowna. Ktos
        jednak dziecku je pokazuje, uczy Go. Moze to zrobic lepiej lub gorzej.

        Pani metodyk ma racje jesli nawyk "literowania" wyrazow utrwali sie bedzie
        trudno przestawic sie na plynne czytanie kiedy przyjdzie na nie pora. Znacznie
        korzystniejsze jest "slizganie" sie z przeciaganiem trwalych glosek bo z niego
        w miare latwo i bez specjalnych zabiegow dzieci przechodza do sprawnego
        czytania. W miare nabierania wprawy przedluzanie bedzie coraz krotsze a wyrazy
        czytane coraz szybciej.

        A ze na razie "slizganie" brzmi gorzej i jest wolniejsze? Nie szkodzi, coreczka
        jest w takim wieku, ze tak naprawde spokojnie moglaby jeszcze nie czytac wcale.

        Ja swoje dzieci uczylam "slizgania" na klockach literowych - na stole byl
        ulozony wyraz z rozsunietych klockow, dosuwalismy kolejno klocki do siebie od
        razu skladajac wyraz, lub zakrywajac slowo paskiem papieru i odslaniajac po
        literce tak zeby nie bylo pokusy przeliterowania do konca i dopiero
        skladania.Tak naprawde pokazalam im pare razy jak to sie robi i dalej zalapaly
        juz same. Do czytania plynnego przeszly niezauwazalnie bez etapu sylabizowania.

        Coreczka z pewnoscia nauczy sie czytac i tak w swoim czasie ale skoro juz teraz
        jest tym zainteresowana nie lepiej pokazac Jej od razu dobre wzorce?smile
        Skrzynka
      • basia-bma Re: czytanie 29.09.06, 14:10
        Nie uraziłaś mnie, ale nie chcę ciągnąc tej dyskusji, bo nic nie wnosi.
        Są różne metody nauczania początkowego, różne szkoły, różne podręczniki.
        Metodyk to nauczyciel sprawujący pieczę nad metodyką nauczania wg danej,
        wybranej metody. W przedszkolu jest glottodydaktyka, dzieci uczą się czytać
        tzw. metodą "ślizgania się". Ponieważ moje dziecko czyta lepiej (szybciej,
        sprawniej) głoskując, niż "slizgając się" i spotkałam się z tekstem nauczyciela
        jak w pierwszym poście, zadałam pytanie na forum.

        Aha, czytanie jest sprawą wyuczoną, a nie instyktowną smilejak korzystanie z
        toalety (chociaz pewnych rzecyz tez trzeba się tu nauczyć smile), dziecko nie
        uczone nie będzie umiało czytać. Jeśli dalej nie wiesz o co mi chodzi, to
        zajrzyj tu reedukacja.strefa.pl/index.html

        Pozdrawiam
        Basia
        • basia-bma Re: czytanie 29.09.06, 14:10
          skrzynka mnie uprzedziła z odpowiedzią smile)
          • basia-bma Re: czytanie 29.09.06, 14:12
            dzięki skrzynka smile), o takie wyjaśnienie mi chodziło

            pozdrawiam
            Basia
        • agatka_s Re: czytanie 29.09.06, 14:23
          no to pewnie ja mam jakies skrzywienie, bo ja nauczylam sie czytac sama (na
          szyldach sklepow), i na pierwszej przeczytanej ksiazce "w Pustyni i Puszczy"-to
          bylo sporo przed pojsciem do 1szej klasy (za moich czasow zerowki nie bylo).

          moj syn natomiast nauczyl sie czytac na napisach w filmach DVD i na ksiazce
          Harry Potter. Nauczyl sie czytac cicho, ale od razu w normalnym doroslym
          tempie (tak jak to na filmach). A na glos czytal potem od razu plynnie, ale to
          juz po samodzielnym przeczytaniu kilku ksiazek "po cichu".

          Dlatego dla mnie czytanie jest zdecydowanie czynnoscia instynktowna, ktora nie
          wymaga specjalnyc filozofii...

          Filozofia wedlug mnie jest natomiast nie obrzydzic dziecku czytania, zmuszajac
          je do jedynie poprawnej metody...
          • sion2 Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 29.09.06, 15:01
            O nie moje panie, zdecydowanie nie. Tyle że większośc umiejętności potrzebnych
            do czytania dziecko zdobywa samo w okresie od 2 do 6 lat - lecz wystarczy jedna
            malenka dysfunkcja i z czytania robi sie kłopot. Nam dorosłym wydaje się że to
            pestka, dziecko "samo" zaczyna czytać - ja tez tak myslałam ... do czasu gdy na
            studiach miałam pierwsze zajęcia z greckiego. Wykładowca rozdał kartki z
            alfabetem - dorosłym ludziom przecież - przez 30 min ćwiczył z nami wymowę
            każdej literki-głoski a potem mówi "no to kto na ochotnika przeczyta pierwsze
            zdanie?" i tu rzucił jakieś ksero zdania kilkuwyrazowego.

            Wydukanie czyli: dopasowanie każdego znaczka do głoski zajęło studentom 15 min.
            Wtedy w jednym momencie zdałam sobie sprawę jaką cięzką pracę wykonuje umysł
            dziecka 6-7letniego w czasie nauki płynnego czytania.

            I musi dojrzeć: oko, koncentracja, słuch fonetyczny, wymowa prawdiłowa, synteza,
            analiza wyrazu.

            Tego dzieci uczą się niewiadomie np. tworząc swój własny język dziecięcy w
            latach 5-8 najczęściej, gimnastykują język, tworzą ciekawe formy, neologizmy itd.
            Jesli dziecko rozwija się harmonijnie, jeśli rozumie metodę proponowaną przez
            nauczycielkę ale po prostu wygodniej mu czytać głoskami - nie ma powodu do
            niepokoju.
            Natomiast jeśli dziecko np. odmawia sylabizowania, nie potrafi, nie potrafi
            złożyć w jedno wyrazu z sylab - trzeba ćwiczyć. Sylabizowanie jest potrzebne
            m.in. do nauki samogłosek w sylabach, do prawidłowego przenoszenia wyrazów.
            • agatka_s Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 29.09.06, 15:19
              hej, hej

              ja sie na tym nie znam, ale ja sie uczylam np tak ze naklepie bylo
              napisane "Mieso" i ja wiedzialam ze to tam jest napisane (bo sklep byl
              teoretycznie z miesem) i dopasowywalam te literki tak ze mi sie tworzylo
              mieso. Tak samo bylo z tytulami gazet, np mama mnie wysylala po Expres
              Wieczorny (swoja droga odwaga tamtych czasow, dziecko 6 letnie szlo samo do
              kiosku) i ja wiedzialam ze kupuje Expres Wieczorny, i tytul czytalam tak ze mi
              wychodzilo. I tak po kolei czytalam wszystko co tylko sie dalo, nikt mnie nie
              sprawdzal nie pomagal, az kiedys babcia mi podarowala Sienkiewicza i ja go
              sobie przeczytalam.

              Z moim synem bylo to samo, tylko on nie cwiczyl na sklepach tylko na markach
              samochodow (troche trudniej bo taki Pegout np ?), potem na mapach odczytywal
              nazwy krajow (ktore znal juz wczesniej), a przelomem byly filmy, gdzie poprostu
              nie bylo zmiluj musial czytac szybko, zdajsie czasem nie wszystko doczytal, ale
              razem z obrazem jakos mu sie to skladalo, czasem sie domyslil. Pamietam ze
              czasem wybitnie przekrecal, bo on raczej sie domyslal tych slow niz
              rzeczywiscie je czytal. generalnie bo kilku ksiazkach przeczytanych
              samodzielnie (sam sobie wzial HP, bo ja nie chcialm mu czytac), ten problem
              znikl.

              Twoj przypadek z greka, byl chyba ciut inny, bo ty nie mialas zadnego
              kontekstu, zadnego punktu zaczepienia, zadnych skojarzen i stad te trudnosci.

              Ja sie nie znam, ale dla mnie potrzeba jest matka wynalazkow czyli dzieciak
              najlepiej sie uczy czytac kiedy to czytanie jest mu do czegos potrzebne, i on
              nie uczy sie czytac, tylko realizuje jakas swoja potrzebe (obejrzenie filmu np)
              poprzez czytanie. To samo zreszta wedlug mnie dotyczy nauki jezyka, jak jest
              on nam do czegos praktycznie potrzebny to idzie blyskiem, a jak to jest sztuka
              dla sztuki, jeszze jakas skomplikowana metoda, to mozna najwiekszy talent
              jezykowy tak zamordowac.
              • rysa9 Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 30.09.06, 23:26
                A ja myślę Agatko, że trochę upraszczasz i mimo wszystko ktoś Ci pomagał w tej
                nauce czytania wink Bo niby skąd wiedziałaś, że na sklepie z mięsem jest napis
                MIĘSO a nie MIĘSNY? wink
                Ja też sama w domu się uczyłam czytać układając obok siebie duże szablony
                liter. Za każdym razem pytałam rodziców, czy ułożyłam jakiś wyraz a jak się
                udało, to utrwalałam go w pamięci. No ale do tej nauki mimo wszystko
                potrzebowałam pomocy rodziców. Poza tym jestem pewna, że przedszkole też
                włożyło spory wkład w moją naukę czytania.
                A co do głoskowania... Czy my wszyscy nie uczyliśmy się czytać właśnie tą
                metodą? I czy komuś z nas został nawyk głoskowania?
                Uważam, że nie ma metody idealnej dla każdego człowieka.
                • skrzynka3 Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 01.10.06, 00:01
                  Dodam jeszcze tylko (nawet z obserwacji wlasnych dzieci), ze sa takie osobniki
                  u ktorych ta nauka rzeczywiscie idzie jakby sama, mimochodem bez widocznego
                  wysilku (ale nadal potrzebny jest ktos kto cierpliwie bedzie pokazywal litery,
                  odczytywal napisy, korygowal bledy -wlasnie typu: nie tam jest
                  napisane "kwiaciarnia" a nie "kwiaty") i takie - z moich obserwacji chyba
                  wiekszosc - ktore nie wykazuja takiego samoistnego "ciagu na bramke" i w nauke
                  czytania musza zainwestowac znacznie wiecej wysilku i czasu. Tak jest chyba
                  zreszta z wiekszoscia umiejetnosci w zyciu.
                  Te dzieciaki, ktore wymagaja "nauczenia czytania" warto chyba uczyc w sposob,
                  ktory do maksimum ograniczy ich wysilek w to wlozony. Wtedy wieksza szansa, ze
                  polubia czytanie i beda mialy latwiejsze zycie w szkole.
                  Jasne - te dlugo gloskujace tez w koncu opanuja plynne czytanie ale po drodze
                  zdaza juz troche nacierpiec sie z tego powodu w szkole.
                  Mam wrazenie, ze obecnie program w szkole wczesniej niz za naszych czasow
                  zaklada plynne czytanie: zadania z trescia sa juz w drugim polroczu I klasy i
                  Pani juz nie zawsze czyta je na glos, do domu dosc czesto zadawane sa calkiem
                  dlugie wiersze z podrecznika na pamiec - trudno mi sobie wyobrazic samodzielne
                  nauczenie sie takiego wiersza przez dziecko gloskujace.
                  Zeby bylo jasne ja nie wiem czy to sluszne -zauwazam po prostu, ze tak jest w
                  szkole moich synow (publiczna podstawowka.)
                  Skrzynka
                  • agatka_s Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 01.10.06, 12:14
                    Ja poprostu mowie ze dzieci czytania ucza sie roznie, tak samo jak roznie ucza
                    sie jazdy na rowerze, plywania, czy jazdy na nartach.

                    I dla mnie twierdzenie ze istnieje jedynie sluszna metoda nauki czytania, i
                    przestawianie dziecka na sile na te jedynie sluszna metode, jest moim zdaniem
                    zle. To tak samo jak kiedys uwazano ze jedyna sluszna metoda nauki plywania
                    jest wrzucenie kogos do wody (mnie tak uczono !). Teraz jest inaczej, raczej
                    idzie sie za dzieckiem-jednemu sluzy taki skok do wody, inny musi wpierw
                    spedzic rok na oswajaniu sie z woda. Po kilku latach wszyscy plywaja.

                    To samo z czytaniem-jeden uczy sie tak, a inny inaczej. Oczywiscie jesli
                    dziecko ma trudnosci nalezy mu pomoc, ale jesli juz ma jakies efekty po
                    swojemu, to pomagac w tym "po swojemu", a nie na sile "nawracac" na polecana
                    przez kogos metrode.
                    • verdana Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 01.10.06, 13:38
                      Zgadzam się z Agatką. Naukę czytania należy dopasowywać do dziecka, a nie
                      dziecko do nauki czytania. Nie ma dobrych i złych metod - każda ma swoje zalety
                      i wady. Modne ostatnio czytanie "całościowe" (uczy się dziecko odczytywania
                      calego wyrazu jako całosci) prowadzi do klopotów z ortografią. Czytanie na głos
                      spowalnia, często na cale życie, tempo czytania. Wprowadzana z dziesięć lat
                      temu nauka czytania na tekstach jak najmniej fabularyzowanych (żeby nie
                      odwracac uwagi dziecka od techniki czytania na rzecz rozumienia tresci)
                      powodowała, ze dzieci uczyly się czytać, tyle ze nie wiedziały po co.
                      Ważny jest efekt - a nie metoda.
                      • sion2 Re: czytanie nie jest czynnością instyktowną! 03.10.06, 10:48
                        Verdano zapewniam cię ze czytajac teraz mój post czytasz wyrazy całościowo smile.
                        Czytanie "całościowe" wyrazów to nie żadna moda ale przejaw tego że pewna liczba
                        kompozycji i układu liter zostaje przez mózg zapamiętana i skojarzona jako
                        konkretny wyraz - tak własnie odbywa się proces czytania u człowieka dorosłego
                        czy w ogóle takiego który czyta płynnie. Mózg za kazdym razem nie wykonuje pracy
                        że "cz -o-ł-g" to będzie "czołg" tylko od razu widząc układ liter rozpoznaje ten
                        wyraz. Dlatego też dzieci w nauczaniu początkowym mają etap "zagdywania" czyli
                        przeczytają np. głosno częśc wyrazu - ich mózg w tym czasie wyłapuje wszystkie
                        głoski - a one ze słowa "chodźmy" zrobi "chodź".

                        NIe umiem zresztą tego wytłumaczyć, trochę zagmatwane to moje pisanie ale sama
                        widziałam ekperymenty w gazetacj dla dorosłych że jeśli w wyrazie pierwsza i
                        ostatnia litera są na swoim miejscu a pozostałe się pozamienia miejscami -
                        dorosły przeczyta cały wyraz prawidłowo. Dalczego? Bo skonczył juz etap analizy
                        i syntezy słowa jako działania świadomego

                        Kzyrś pbogeił, pdoskjąkauc.

                        co napisałam?
    • szkola.be Re: czytanie 01.10.06, 13:43
      Nie jestem metodykiem i nie zetknęłam się z określeniem
      "ślizgać" się po tekście.
      Okręślenie to użyte w określeniu osoby dorosłej,
      zrozumiałam bym jako czytanie niedokładne , ale szybkie.
      Jeśli jednak masz na myśli to właśnie co napisałam lub czytanie sylabizując,
      to podejście metodyka odrobinę obuża mnie.
      Nauka czytania niedokładnego obuża - tego nie będę opisywać, myślę, że to
      oczywiste.
      Zaś czytanie sylabami w tym wieku też wydaje mi się nie całkiem na miejscu.
      Alfabet to litery, litery odpowiadają głoską, i to jest podstawowa zasada
      naszego pisma, i tą naczelną zasadę powinny na pewno poznać dzieci w tym wieku.
      Być może zasada ta nie obowiązuje np. w angielskim, ale jak rozumiem
      dyskutujemy o języku polskim.

      Niestety , nawet w polskim, obecnie podobne sylaby czytamy nie zawsze tak samo:
      si-nus, si-ny . Niby na początku ta sama sylaba, a jak odmiennie wymawiana.
      Podobnie z dwuznakiem "rz" - nie zawsze czytamy go jak "ż".

      Faktem jest , że nauka to proces nie do końca poznany.
      Dzieci zaś uczą się wcale nie systematycznie, a raczej pewnymi etapami.
      Może faktycznie jest etap czytania głoska po głosce, by następnie , w jednym
      dniu , ni z tego ni z owego, dziecko zaczęło czytać sylabami.
      Może pszejście z jednego etapu do drugiego mogło by ułatwić ograniczenie
      czytania, by dziecko zapomniało o nawyku literowania.
      Ale to wszystko tylko może.
      W istocie jestem jednak obużona postawą metodyka.
      • skrzynka3 Re: czytanie 01.10.06, 15:09
        No to sie nie oburzaj wiecej bo nie ma o co smile)

        "Slizganie sie" to termin z glottodydaktyki oznacza czytanie metoda
        przeciagania glosek trwalych i czytaniu od razu calego wyrazu bez
        wczesniejszego "przeliterowania" go przed zlozeniem w calosc.
        Czyli nie: ł. a. w. k. a. - ławka
        a od razu: łaaawwwkaaa (oczywiście tu akurat /w/ bedzie przeczytane jako/f/smile)

        To przeciaganie daje dziecku nie wprawnemu jeszcze w czytaniu czas na
        rozpoznanie, nazwanie i od razu zsyntetyzowanie nastepnej z kolei w wyrazie
        litery. W miare nabierania wprawy przeciaganie przestaje byc potrzebne i
        dziecko przeciaga lekko samogloske (lub spolgloske trwala) tylko przed literami
        sprawiajacymi Mu wieksza trudnosc a w koncu czyta normalnym tempem.

        "Slizganie" nie ma nic wspolnego z niedokladnym czy niestarannym czytaniem.

        Przedmowczynie z pewnoscia maja troche racji w zachowaniu pewnego dystansu i
        nie zapominaniu, ze we wszytskim najwazniejsze jest konkretne dziecko.
        Z drugiej strony sa pewne powtarzalne schematy.
        W zdecydowanej wiekszosci np. nie jest korzystny nawyk pisania drukowanymi
        literami-nie mowie o probach slodkich bazgrolow przedszkolakow podpisywania
        swoich rysunkow czy sie listow w stylu "MAMO KOHAM ĆE"- sama mam taki smile))
        tylko o dzieciach ktore zanim pojda do pierwszej klasy duzo i czesto pisza
        drukowanymi. Wiele z nich ma potem problem z przestawieniem sie na kreslenie i
        poprawne laczenie liter pisanych bo zbyt silnie utrwalily im sie pewne schematy
        ruchowe. I jedno czy drugie dziecko, ktore akurat takiego klopotu nie mialo
        bedzie tylko potwierdzajacym wyjatkiem smile)

        Skrzynka
        • szkola.be Re: czytanie 01.10.06, 18:16
          > "Slizganie sie" to termin z glottodydaktyki oznacza czytanie metoda
          > przeciagania glosek trwalych i czytaniu od razu calego wyrazu bez
          > wczesniejszego "przeliterowania" go przed zlozeniem w calosc.
          > Czyli nie: ł. a. w. k. a. - ławka
          > a od razu: łaaawwwkaaa

          To ja już wiem dlaczego dzieci tak czętso używają:
          Yyyy....yyyyyyyyyyyyyyyy...yyy....yyyyyyyyyyyyyyyyyy,........yyyyyyyy.?
          Są po prostu tego uczonev smile.

          Nie zmienia to mojego, dalej w tekście opisanego pogladu.
    • agatka_s Re: czytanie 01.10.06, 15:19
      ja na zadnych glodykach czy innych metodykach sie nie znam,ale...

      Dorosli jezykow obcych ucza sie milionem metod (Callana, hipnoza, wyjazdy za
      granice, konwersacje z native speakerami)

      Dorosli na prawo jazdy tez ucza sie roznie, kursy takie, kursy smakie, wakacje
      z prawem jazdy, szkoly tylko dla kobiet, itp

      Odchudzanie(ktore tez jest nauka, dobrego stylu zycia), rzucanie palenia-to
      samo metoda taka, smaka jak komu wygodniej, jak komu bardziej odpowiada.


      A dzieciom Bron Boze nie pozwalamy aby dobraly sobie metode dla siebie dobra,
      narzucamy i juz ! poprostu mysle ze to egoistyczne ze strony doroslych.
    • przygodziak Mój syn 02.10.06, 09:08
      czyta właśnie wymawiając poszczególne głoski, które potem składa w wyraz. Dla
      niego to o wiele prostsze od sylabizowania, chociaż i to potrafi. Drugi
      natomiast tylko składając sylaby potrafił odczytać wyraz.
      Sądzę, że jest to uzależnione tylko i wyłącznie od dziecka, bo ja małego (jest w
      pierwszej klasie) podziwiam, gdy dosyć długi wyraz głoskuje i bezbłędnie potrafi
      go odtworzyć. Po prostu ma dobry słuch. Drugi syn - drugoklasista, tego za chiny
      ludowe nie potrafi. Zaznaczam, że obaj czytają juz płynnie.
      Odrobinę zdrowego rozsądku w podchodzeniu do wszelakich "znawców", których
      tabuny co roku opuszczają nasze uczelnie wyższe, bo przecież oni też z czegoś
      muszą żyć i czymś się wykazać, coś osiągnąć.
      • basia-bma Re: moja córka 02.10.06, 10:09
        czyta właśnie tak jak Twój synek - składa głoski (nie sylaby), a przy tym
        odczytuje prawidłowo nawet dłuższe wyrazy z dwuznakami
        ostatnio najchętniej czyta wyrazy po cichu (wiem, że w myślach też składa
        głoski, nie sylaby - chyba tak jej łatwiej)i ew. odczytuje na głos całe wyrazy
        lub zdania (te krótsze)
        dać jej spokój, niech czyta jak chce, czy zachęcać do sylabizowania ?
        nie chciałabym aby w I klasie czytała wolniej od innych czy miała jakieś
        problemy z powodu utrwalonego głoskowania

        Pozdrawiam
        Basia
        • przygodziak Re: moja córka 03.10.06, 11:28
          Jeżeli już czyta, to nie widzę problemu. Może być tylko lepiej. Moim zdaniem
          uczenie jej czytania właśnie teraz i to od innej strony może przynieść tylko
          same szkody. Ciesz się, że czyta, bo nie wszystkie dzieci w klasie pierwszej
          mają tę umiejętność opanowaną. Sylabizować i tak będą się uczyć w klasie, zatem
          przynajmniej nie będzie się nudzić, bo będzie to coś nowego i będzie mogła się
          wykazać.
          A tak na marginesie, mój czterolatek nie potrafi trzymać prawidłowo kredki, nie
          chce nawet na nie patrzeć i ... i nic, nie będzie artystą i tyle.
          Nie martw się , masz wspaniałe dziecko, które super się rozwija. Czasami
          naprawdę trzeba zignorować "mądre głowy", dla dobra naszych pociech.
          Pozdrawiam
          • default Re: tak trochę off topic-anegdota 03.10.06, 15:46
            o mojej córce: kiedy właśnie w takim wczesnoprzedszkolnym wieku (ok. 3 lat)
            zainteresowała się literkami, często właśnie tak "nieprawidłowo" po jednej
            literce składała sobie napisane wyrazy. Jej ojciec miał klaser ze zbiorem
            etykiet od piwa, dziecko sobie przeglądało i słyszę jak duka, jadąc paluszkiem
            po etykiecie : " w..a..r..k..a". No i co tam jest napisane córcia? - pytam.
            PIWO! - wypaliło moje dziecko z triumfem smile)
    • ela_tuptus Re: czytanie 03.10.06, 16:38
      mój syn(Iklasa) świetnie dzieli wyrazy na sylaby i głoski -zarówno długie jak i
      krótkie.
      natomiast jak czyta to tylko literując (i poprawnie składa długie wyrazy) i
      baaaaardzo chętnie zgadując.
      czytamy Plastusia i wszystko co zaczyna się na pió...to piórnik nie
      pióro ...nie mały czytaj a nie zgaduj.
      moje pytanie jest czy faktycznie naciskać na to żeby czytał sylabami czy dać mu
      spokój.
      ostatnio zastanawiam się czy nie zrobić kart z sylabami typu:na, sol, pa itp.
      i bawić sie w zgadywanie - czy to pomoże?
      ela
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka