Dodaj do ulubionych

wywiadówki

19.04.08, 16:21
Jak wyglądają?
W podtsawówce moich dzieci wywiadówka to takie "ogłoszenia
parafialne". Zajmuje to paniom jakieś 20 minut i potem pada "czy są
pytania". W gimnazjum wychowawczyni córki przeszła jakieś
przeszkolenie cy cóś i mamy jakies zabawy integracyjne, wycinanki z
gazet, no obłęd.
Jak jest u Was?
A jak chcielibyście by było?
Bo ja jestem zdecydowanie za formą "ogłoszenia parafialne" +
indywidualne konsultacje. Jakoś nie ciągnie mnie do integracji z
innymi rodzicami czy nauczycielami
Obserwuj wątek
    • andaba Re: wywiadówki 19.04.08, 17:02
      Ogłoszenia parafialne + rozmowy indywidualne. Tyle, że niektóre nauczycielki ogłoszenia głoszą 2 bite godziny.
      Zaleta posiadania trójki dzieci w jednej szkole jest taka, ze łapię karteczkę i mówie, że idę do innej klasy, gdzie manewr powtarzam. W rezultacie obskoczę trzy wywiadówki w 20 minut.
      • ibulka Re: wywiadówki 19.04.08, 17:05
        haha, te wycinanki z gazet mnie powaliły smile)
        • mma_ramotswe Re: wywiadówki 20.04.08, 10:21
          Ibulko, nie tylko Ciebie. Ale może to ma sens? Mieliśmy wycinać z
          gazet to co nam pasuje do nas, co pasuje do naszego dziecka, potem o
          tym mówić...Np. wycinasz pomarańczę i łódkę, bo bardzo lubisz owoce
          i wakacje. Albo pejcz, bo dziecku przydałaby się dyscyplinasmile
      • mma_ramotswe Re: wywiadówki 20.04.08, 10:19
        Ale jak można ogłaszać coś przez 2 godziny??
    • majmajka Re: wywiadówki 19.04.08, 17:22
      Serio kaze Wam wycinanki robic? Pogielo ja???
      U nas ogloszenia i w razie potrzeby indiwidualne rozmowy...
      • mma_ramotswe Re: wywiadówki 20.04.08, 10:22
        To taki nowy trend, żeby jendak te wywiadówki czemuś służyły, że
        mamy siebie samych i siebie nawzajem poznawać
        • majmajka Re: wywiadówki 20.04.08, 21:57
          To mogla Wam po piwku postawic, mysle, ze weselej bylobywink
          Dziwna moda, do nas nie dotarlo na szczescie. Ale smieszne to jest troche, moze nawet bardzo troche.smile
    • kowaliska Re: wywiadówki 19.04.08, 17:49
      U córki w podstawówce najdłużej trwało zawsze pierwsze zebranie po wakacjach.
      Trzeba było wybrać "trójcę klasową" i zawsze było zero chętnych. Wychowawczyni
      miała ciężki orzech do zgryzienia. Potem jak padało zwyczajowe "czy są pytania?"
      - większość rodziców natychmiast wstawała i gnała do drzwi. Dziwna klasa, dziwna
      szkoła, dziwni rodzice. Żadnej chęci do współpracy, frekwencja na zebraniach
      żałosna.
      W gimnazjum jest o wiele lepiej. Na wywiadówkach są prawie wszyscy, zresztą
      widać że wychowawcy zależy. Ma telefony do rodziców i przed wywiadówką często
      dzwoni i przypomina. Rodzice nie siedzą jak cielęta tylko faktycznie zgłaszają
      problemy, rozmawiają o wszystkim, pytają, proponują. Tak powinno być.
      • myszmusia Re: wywiadówki 19.04.08, 18:14
        Na wywiadówkach są prawie wszyscy, zresztą
        > widać że wychowawcy zależy. Ma telefony do rodziców i przed wywiadówką często
        > dzwoni i przypomina. Rodzice nie siedzą jak cielęta tylko faktycznie zgłaszają
        > problemy, rozmawiają o wszystkim, pytają, proponują. Tak powinno być.


        też tak sądzę.
        Takie olewcze podejście rodziców do kontaktów ze szkoła kiepsko świadczy o zainteresowaniu własnym dzieckiem. Te dzieci funkcjonują w grupie warto by tą grupę poznać.A kontakty między klasowymi rodzicami sa moim zdaniem potrzebne.
        • mma_ramotswe Re: wywiadówki 20.04.08, 10:24
          Właśnie. Może i są potrzebne. A ja zupełnie tej potrzeby nie czuję
      • mma_ramotswe trójca klasowa 20.04.08, 10:23
        Tak, to jest coś, czego bardzo współczuję wychowawcom. Rodzice wtedy
        niemalze chowają się pod stołysmile
    • mili_vanili Re: wywiadówki 19.04.08, 19:55
      Wychowawczyni mówi o wymogach i oczekiwaniach, pózniej "ogłoszenia".
      Około 60% rodziców obecnych: nie mają pytań, nie mają uwag uncertain

      Znam też nauczycieli, którym się "chce" wyjść poza rutynę: fajnym
      pomysłem wg mnie jest np zamiast zwykłego zebrania "pokazowa
      lekcja". W I kl. każde dziecko przeczyta z 2 zdania, wypowie się -
      rodzice mają wtedy pewne "porównanie" umiejętności swojego dziecka,
      widzi jak się ono zachowuje - czy się zgłasza, nie zgłasza.

      Indywidualne rozmowy na końcu dla zainteresowanych.
      A wszelkie ogłoszenia można rozdać wydrukowane.
      • akaef Re: wywiadówki 20.04.08, 01:00
        Ja od dwóch lat nie chadzam na zabrania. Z wychowawczyniami
        kontaktuję się telefonicznie (albo one ze mną) w razie niezbędnej
        konieczności - czyli max. 2 x w roku. Wolałabym przez internet -
        byłoby taniej dla obu stron smile)
        Najbardziej na świecie odpowiada mi taki właśnie sposób kontaktu ze
        szkołą.
        A to, co powinnam wiedzieć - wiem od swoich dzieci.
        • mma_ramotswe Re: wywiadówki 20.04.08, 18:11
          Dla mnei taki kontakt byłby niewystarczający
    • mika_007 Re: wywiadówki 20.04.08, 13:54
      integrację załatwiamy sobie sami wink
      klasa jest zgrana -rodzice się znają więc praktycznie jest 15 minut
      informacji,a później ploty i luźne rozmowy między rodzicami i
      wychowawczynią -kto chce wychodzi,kto chce zostaje
    • nangaparbat3 Re: wywiadówki 21.04.08, 00:17
      Trudno mi zrozumiec, ze ktos nie ma ochoty poznac nauczycieli swego dziecka czy
      rodzicow jego kolegów. To chyba znaczy, ze nie rozmawiamy z dziecmi - bo
      gdybysmy z nimi rozmawiali, zwykła ciekawośc powodowałaby, ze mielibysmy ochote
      poznac osoby (lub rodzicow osob), o ktorych nam opowiadano, które sa w jakis
      sposób ważne dla tych, ktorzy podobno - jak to deklaruje większośc rodziców - sa
      dla nas najwazniejsi.
      • scher Re: wywiadówki 21.04.08, 09:29
        nangaparbat3 napisała:

        > Trudno mi zrozumiec, ze ktos nie ma ochoty poznac nauczycieli
        > swego dziecka czy rodzicow jego kolegów.

        Poznać nie oznacza bawić się z nimi pod kierunkiem domorosłego
        psychologa.
        • anmanika Re: wywiadówki 21.04.08, 11:34
          U nas jest krótko i na temat. Gdyby wychowawczyni młodej zaczęła
          robic cyrki jak opisane wyżej to by ją rodzice wysmiali. My czyli
          rodzice,się integrujemy nie tylko od święta więc żadne zajęcia nie
          są potrzebne.
        • zetbeel Re: scher Brawo!!!! 21.04.08, 12:13
          scher napisał:
          > Poznać nie oznacza bawić się z nimi pod kierunkiem domorosłego
          > psychologa.

          Nawet psycholog, nie ujął by tego tak idealniesmile))
          A już napewno śmiał by się do "rozpuku"
          Krótko, zwięźle i na temat.
          Bardzo mi się spodobała twoja odpowiedz.
          • kkokos Re: scher Brawo!!!! 21.04.08, 21:54
            zetbeel napisał:

            > scher napisał:
            > > Poznać nie oznacza bawić się z nimi pod kierunkiem domorosłego
            > > psychologa.
            >
            > Nawet psycholog, nie ujął by tego tak idealniesmile))
            > A już napewno śmiał by się do "rozpuku"
            > Krótko, zwięźle i na temat.
            > Bardzo mi się spodobała twoja odpowiedz.


            a mnie nie, bo jakoś nikt w tym wątku nie kwapi sie do chwalenia
            pseudopsycholicznych zabaw na zebraniach i sztucznej integracji, prawda? i scher
            doskonale to widzi.

            natomiast czuję sie trochę zniesmaczona arogancją i poczuciem wyższości pani
            akaef, która "nie ma czasu na takie pierdoły" jak zebrania w szkole, bo
            "wszystko co powinnam wiedzieć, wiem od swoich dzieci". wiem, że przy trójce
            dzieci czasu ma się mało, mimo wszystko wydaje mi się to zbyt lekceważące,
            zwłaszcza w stosunku do nauczycieli.
            jak się kiedyś będziecie zastanawiać, skąd się biorą aroganckie, zadufane w
            sobie dzieciaki, to już wiecie, jakie mamusie je wychowują.
            • kkokos a bardziej konstruktywnie 21.04.08, 22:06
              nie wyobrażam sobie, że można nie chodzić na zebrania do szkoły, no chyba że
              byłyby to właśnie idiotyczne "zabawy integracyjne" dla rodziców. u nas na
              zebrania chodzi większość, choć od czwartej klasy mniej osób niż przedtem -
              dzieci są starsze, to raz, a dwa, zmieniła się wychowawczyni, poprzednia była
              świetna i jej zebrania były fajne, poza "ogłoszeniami parafialnymi" zawsze miała
              coś ciekawego o dzieciach do opowiedzenia; obecna wychowawczyni jest sztywną,
              nielubianą przez ogół rodziców i dzieci kobietą, poza "ogłoszeniami" w zasadzie
              nic się na tych zebraniach nie dzieje, chyba że rodzice wywołają jakąś dyskusję.
              najciekawsza część zebrania i tak odbywa się pod szkołą, po "imprezie", gdy
              część rodziców zostaje pogadać i powymieniać informacje i opinie - o szkole, o
              dzieciach, o nauczycielach. spora część rodziców dawno temu spontanicznie
              przeszła na ty. nie kumpluję się z tymi ludźmi, nie widuję ich poza zebraniami,
              ale uważam, że powinno się mieć elementarną wiedzę o rodzicach dzieci, z którymi
              dziecko się kumpluje (no niestety, moje dziecko, w przeciwieństwie do dziecka
              akaef, kilku kumpli wybrało sobie tez w klasie, taki ma parszywy gust). a czasem
              dzięki temu mogę wytłumaczyć mojemu dziecku niezrozumiałe dla niego zachowania
              czy wypowiedzi dzieci z klasy, które to zachowania stają się zrozumiałe w
              kontekście zachowania mamuś czy tatusiów.
            • akaef do kkokos 22.04.08, 01:44
              > dzieci czasu ma się mało, mimo wszystko wydaje mi się to zbyt
              lekceważące,
              > zwłaszcza w stosunku do nauczycieli.

              Eeee tam, wcale nie czują się zlekceważeni, wystarczy ich spytać smile

              > natomiast czuję sie trochę zniesmaczona arogancją i poczuciem
              wyższości pani
              > akaef, która "nie ma czasu na takie pierdoły" jak zebrania w szkole

              Eeee tam, to nie poczucie wyższości czy arogancja, te zebrania to
              naprawdę są pierdoły i to saskie. Wiem, że niektórzy rodzice (w
              przypadku klasy mojego średniego syna również dwie babcie) nie mają
              nic lepszego popołudniami do roboty, więc realizują się w szkołach
              swoich dzieci. Ja mam dużo do roboty a chadzanie przeze mnie na
              zebrania było bezproduktywne zarówno dla moich synów i ich
              nauczycieli, jak i dla mnie. Więc nie chadzam.
              A pogadać (też o dzieciach) to wolę jednak z przyjaciółmi wtedy
              kiedy mam ochotę, niż z obcymi ludźmi wtedy, kiedy mi szkoła
              wyznaczy termin.

              > jak się kiedyś będziecie zastanawiać, skąd się biorą aroganckie,
              zadufane w
              > sobie dzieciaki, to już wiecie, jakie mamusie je wychowują.

              Przynajmniej nie wyrosną na zakompleksione barany bez własnego
              zdania, pokornie znoszące każdą głupotę, jaką próbuje zafundować im
              otoczenie.
      • akaef Re: wywiadówki 21.04.08, 11:32
        > Trudno mi zrozumiec, ze ktos nie ma ochoty poznac nauczycieli
        swego dziecka czy rodzicow jego kolegów.

        A co ma piernik do wiatraka?
        Zapewniam cię, że moje dzieci są dla mnie najważniejsze na świecie,
        a nie mam ochoty poznawać ich nauczycieli (i jakoś od wielu lat z
        tym wszyscy żyjemy - i ja, i moje dzieci, i ich nauczyciele - ci
        ostatni pewnie są z tego powodu najbardziej zadowoleni). Tym
        bardziej nie mam ochoty poznawać rodziców "przydzielonych z
        obowiązku", bo z tej samej klasy (zwłaszcza niektórych
        pierdykniętych mamusiek z przerośniętym ego w muzycznej szkole
        syna). Jakby zapytać moich synów, czy ich nauczyciele, a tym
        bardziej klasowi rodzice, są dla nich w jakikolwiek sposób ważni, to
        by ryknęli gromkim śmiechem. Są z przydziału, bo jacyś muszą być.
        Trzeba przetrwać, niedługo miną, i tyle. Szkoła naprawdę nie jest
        najważniejszą sprawą w życiu - przynajmniej nie w życiu moich
        dzieci smile

        Natomiast znam, lubię i spotykam się z większością rodziców kolegów
        moich dzieci, którzy są kolegami z wyboru. I takie znajomości są
        ważne i dla mnie, i dla naszych dzieci.
        • zetbeel Re: akaef 21.04.08, 12:37
          akaef napisała:

          > Tym
          > bardziej nie mam ochoty poznawać rodziców "przydzielonych z
          > obowiązku", bo z tej samej klasy (zwłaszcza niektórych
          > pierdykniętych mamusiek z przerośniętym ego w muzycznej szkole
          > syna). Jakby zapytać moich synów, czy ich nauczyciele, a tym
          > bardziej klasowi rodzice, są dla nich w jakikolwiek sposób ważni,
          to
          > by ryknęli gromkim śmiechem. Są z przydziału, bo jacyś muszą być.
          > Trzeba przetrwać, niedługo miną, i tyle. Szkoła naprawdę nie jest
          > najważniejszą sprawą w życiu - przynajmniej nie w życiu moich
          > dzieci smile
          >
          > Natomiast znam, lubię i spotykam się z większością rodziców
          kolegów
          > moich dzieci, którzy są kolegami z wyboru. I takie znajomości są
          > ważne i dla mnie, i dla naszych dzieci.
          >


          To mi się podobasmile
          W pełni się zgadzam. Ja także nie mam ochoty poznawać rodzicow
          dzieci z córki mojej klasy.
          Mi wystarczy jak powiemy sobie dzień dobry.
          Natomiast znam rodzicow dzieci, które prywatnie bawią się razem i to
          mi wystarcza.
          Jak nauczyciel będzie miał jakieś informacje do mnie, odnośnie
          dziecka, to może mi przekazać codziennie, podczas odbierania czy
          przyprowadzania córki.
          Ale zabawa z rodzicami na wywiadówce, to dopiero "cyrk"
          Może nauczyciel pisze jakąś pracę i potrzebuje informacji na
          podstawie przeprowadzonego badania na rodzicach? smile)
          Po co szukać ochotników, jak można wykorzystać do tego wywiadówkę.
          • nangaparbat3 Re: akaef 21.04.08, 16:36
            zetbeel napisał:

            > akaef napisała:
            >
            > > Tym
            > > bardziej nie mam ochoty poznawać rodziców "przydzielonych z
            > > obowiązku", bo z tej samej klasy (zwłaszcza niektórych
            > > pierdykniętych mamusiek z przerośniętym ego w muzycznej szkole
            > > syna). Jakby zapytać moich synów, czy ich nauczyciele, a tym
            > > bardziej klasowi rodzice, są dla nich w jakikolwiek sposób ważni,
            > to
            > > by ryknęli gromkim śmiechem. Są z przydziału, bo jacyś muszą być.
            > > Trzeba przetrwać, niedługo miną, i tyle. Szkoła naprawdę nie jest
            > > najważniejszą sprawą w życiu - przynajmniej nie w życiu moich
            > > dzieci smile
            > >
            > > Natomiast znam, lubię i spotykam się z większością rodziców
            > kolegów
            > > moich dzieci, którzy są kolegami z wyboru. I takie znajomości są
            > > ważne i dla mnie, i dla naszych dzieci.
            > >
            >
            >
            > To mi się podobasmile
            > W pełni się zgadzam. Ja także nie mam ochoty poznawać rodzicow
            > dzieci z córki mojej klasy.
            > Mi wystarczy jak powiemy sobie dzień dobry.
            > Natomiast znam rodzicow dzieci, które prywatnie bawią się razem i to
            > mi wystarcza.
            > Jak nauczyciel będzie miał jakieś informacje do mnie, odnośnie
            > dziecka, to może mi przekazać codziennie, podczas odbierania czy
            > przyprowadzania córki.
            > Ale zabawa z rodzicami na wywiadówce, to dopiero "cyrk"
            > Może nauczyciel pisze jakąś pracę i potrzebuje informacji na
            > podstawie przeprowadzonego badania na rodzicach? smile)
            > Po co szukać ochotników, jak można wykorzystać do tego wywiadówkę.


            Mnie sie nie podoba i sie nie zgadzam.
            NAuczyciele i klasowi rodzice są ważni, bo tworza srodowisko społeczne, w ktorym
            nasze dzieci spedzają pół życia.
            Nie sugeruję, ze nalezy sie z nimi zaprzyjaźniac - nie ma powodu. Natomiast
            ciekawi mnie swiat, w jakim przebywa moje dziecko, ludzie, o których mi
            opowiada, nawet - a czasem zwłaszcza - kiedy ich nie szanuje i nie lubi.
            • akaef Re: akaef 21.04.08, 19:01
              > Nie sugeruję, ze nalezy sie z nimi zaprzyjaźniac - nie ma powodu.
              Natomiast
              > ciekawi mnie swiat, w jakim przebywa moje dziecko, ludzie, o
              których mi
              > opowiada, nawet - a czasem zwłaszcza - kiedy ich nie szanuje i nie
              lubi.
              >

              U mnie to nie jest kwestia szanowania/nie szanowania, lubienia/nie
              lubienia. Po prostu nie mam czasu na takie pierdoły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka