Staram się obecnie o kredyt w BPH i mam niesamowite wrażenie, ze jestem po
prostu ignorowana. Po początkowym niedoinformaowaniu mnie (np. powiedziano mi,
ze potrzebny jest tylko aneks do umowy od developera, a potem kiedy go
dostarczyłam nagle się okazało, że potrzebna jest umowa sporządzona od nowa i
tym podobne "kwiatki")dowiedziałam się że decyzje poznam w ciągu 7 dni (że
roboczych to sama się domyśliłam, bo oczywiście nikt o tym nie wspomniał).
Czekałam 10 dni (roboczych) i nikt się nie odezwał. Kiedy wreszcie się tam
dodzwoniłam usłyszałam, ze musze poczekać jeszcze trzy dni, ponieważ analityk
nie miał czasu i nawet jeszcze nie zabrał się za analizowanie wniosku i że
pani z banku zadzwoni do mnie jutro rano i na 100% będzie już wiadomo.
Oczywiście nie zadzwoniła. Znowu telefon ode mnie i dowiaduje się, ze decyzja
będzie po 14:00- oczywiście na 100%. Po 15:00 kiedy oczywiście telefonu nie
było, kiedy zadzwoniłam dowiedziałam się, ze analityk juz ma się za wniosek
zabrać i będzie wiadomo o 17:00. O 17:00 (o dziwo) pani zadzwoniła i
poinformowała mnie, ze nic nie wiadomo i na 100% wiadomo będzie jutro.
Następnego dnia historia zaczęła się od nowa z takim zakończeniem, ze
dowiedziałam się iż (na 100%) dowiem się w poniedziałek i ze ona zadzwoni.
Czekałam, czekałam, zadzwoniłam o,k 15:00 bo się nie doczekałam i dowiedziałam
się, ze analityk wyjechał na trzy dni i dowiem się w czwartek. W czwartek
powtórka historii, i usłyszałam, że dowiem się w piątek ponieważ analityk
wziął moje dokumenty do domu i przyniesie je w piątek razem z decyzją. W patek
nie tylko jak zwykle nie mogłam się doczekać telefonu, ale i miałam problem z
dotarciem do tej pani ponieważ ciągle od jakiejś osoby słyszałam, że wyszła na
chwilkę i oddzwoni. Nie dowiedziałam się niczego po za tym, że... analityk
jeszcze nawet w mój wniosek nie zajrzał, bo nie miał czasu?!. I tak ciagnęło
się dalej... A czas mija... Ostatni mam wrażenie, ze ta pani mnie unika, nie
udało mi się dostać adresu analityka mimo że się starałam, bo chciałam go
"pogonić", developer mnie pogania, bo "blokuje" mieszkanie na które są chętni
(i tak dobrze, ze tyle czekał, ale rozumiem, że w nieskończoność nie
będzie),umowa najmu mieszkania w którym dotychczas mieszkałam mi się juz dawno
skończyłam i mieszkam kontem u rodziców, (a to tez nie może trwać wiecznie).
Nie chce wynajmowac nic innego skoro moje dochody pozwalają mi na zaciągnięcie
kredytu na cos wlasnego. Kiedy udaje mi się dodzwonić to dowiaduje się, że
jeszcze analityk nawet nie zajrzał do mojego wniosku, albo, ze nikt tam nie ma
dla mnie czasu. Jak to nie jest totalne olewanie klienta, to ja jestem car
Rosji. Moje pytanie brzmi: co robić? U kogo interweniować. Mogę zrozumieć, ze
ta pani jest "blokowana" przez analityka, ale w takim razie ten analityk to
co? Za świętą krowę tam robi i ruszyć go nie można? Może muszę porozmawiać z
kimś "wyżej postawionym", ale... no właśnie z kim? I pomyśleć, ze o decyzji
starania się o kredyt w bph przeważyła opinia o ich solidności i SZYBKOŚCI
DZIAŁANIA