mafiozso
15.12.09, 00:26
Witam.
Właśnie skończyłem 29 lat.Od urodzenia nie mam prawej reki od łokcia w dół a lewa jest trochę zniekształcona (kciuk jest jak u wszystkich a reszta jest zrośnięta razem).I pewnie dlatego ze jest to wada wrodzona nigdy nie miałem z tym większych problemów. Mam stopień umiarkowany komisji wojewódzkiej i znaczny orzeczony przez ZUS
Od małego przez wiele lat byłem traktowany ze specjalnymi przywilejami.Co niestety odbiło się na moim obecnym zyciu.Mam 29 lat wykształcenie tylko średnie techniczne mamę i brata.Na tym mój dorobek życia się kończy.Nie mam własnej rodziny życia towarzyskiego przyjaciół znajomych.Nikt mnie nie nauczył tego że na dobra materialne trzeba zarobić bo na konto bankowe wpływa co miesiąc renta z której da się żyć.
Można powiedzieć ze powinno by mi być z tym dobrze.Mam dochody pewnie takie jak pani w markecie i dom z którego nikt raczej mnie nie wyzuci.Ale nie mam tej reszty życia….
Choć przez ostatnie 5 lat miałem w życiu co robic.Moja babcia kilka lat temu zachorowała na raka.A by umrzeć na raka w wieku podeszłym trzeba się niestety trochę na cierpieć .Kto przeżył to nawet jako opiekun wie o czym pisze.
Jako ze ja nie miałem ani pracy ani kariery automatycznie przejąłem rolę opiekuna.I jest to chyba jedyny i największy mój i życiowy sukces.Moja babcia mogła umrzeć spokojnie w wśród swoich w domu a nie w szpitalu czy hospicjum.
Takie nieszczęścia życiowe niestety bardziej wyłączają i izoluja.Z czasem gdy sytuacja chorego się pogarsza człowiek izoluje się jeszcze bardziej bo liczy się już tylko jedna sprawa.
I tak wiosną babcia odeszła na ten lepszy świat a ja zostałem tu już bez konkretnej misji.Mimo początkowego uczucia ulgi (bo przez ostatnie pół roku było naprawdę ciężko) teraz zaczyna mnie męczyć uczucie zagubienia.Mam już prawie 30 lat i żadnego dorobku życiowego.Przez wiele lat mur miedzy mną a prawdziwym światem rósł. Z jednej strony chciał bym się lepiej otworzyć na świat z drugiej boje się okropnie tego prawdziwego życia.
Boje się tej pierwszej pracy.Bo jak wygląda trzydziestolatek który zaczyna dopiero pierwsza prace a dodatkowo ma wady wynikające z niepełnosprawnosci.Boje się ze jeśli znajdę jakąś prace strącę z czasem cała rentę bez możliwości odzyskania jej w przyszłości bo przecież pracowałem.
Boje się wreszcie największego życiowego problemu jakim jest padaczka.Diabeł który siedzi ukryty we mnie i ujawnia się raz na parę miesięcy dość mocnym atakiem.Ataki przy ludziach ze względu na moja izolacje zdążyły mi się 3-5 razy w życiu i może dlatego bardzo boje takich wypadków.Tym bardziej ze po jednym z tych ataków znajomi mi ludzie zaczęli do mnie podchodzić z rezerwa.
Oprócz tego częściej niż atak padaczki zdarza mi się ból migrenowy który na kilkadziesiąt minut potrafi wyłączyć mi pół mózgu.I to właśnie po nim następuje (choć częściej nie następuje) atak padaczki.
Ale w 90% a nawet więcej czasu jestem normalnym człowiekiem z masą wolnego czasu.Wiec myślę ze może przydatnie mógł bym go wykorzystać.
Szczerze mówiąc do pracy mi nie spieszno.Wolał bym może zacząć od jakiegoś wolontariatu czy działalności społecznej by nauczyć się systematyczności poczucia obowiązku.
Taki wolontariat jednak mniej chyba zobowiązuje a może nauczyć czegoś pożytecznego.
Tylko czy ktoś uczy większej otwartości i mniejszego strachu przed życiem ?
Od czego zacząć i jak wejść w to prawdziwe życie ? Czy istnieje jakieś poradnictwo może jakieś psychoterapie które pomagają w stawianiu tych pierwszych kroków i wyjścia ze stanu w którym się znalazłem ?
Czy wiecie może jak można przebić ten mur miedzy mną a światem zewnętrznym ?
Jak wyjść z tego paskudnego stanu „Chciał bym a boje się” ?