Dodaj do ulubionych

"śmieciowe" jedzenie...

27.09.12, 18:39
wyborcza.pl/mlodziodwagi/1,128591,12563973,Polskie_dzieci_jedza_smieci_i_tyja__Przez_doroslych.html
Przyznaję się bez bicia - chipsy lubię (ale nie wszystkie smaki), za czekoladą nie przepadam... za słodka, z fastfoodów to tylko north fish, pizza hut i burger king wink

Ale, jak sięgnę pamięcią wstecz, do moich szkolnych czasów (lata '90) to nie lubiłam ani chipsów, ani frytek, hamburgerów... pizza to wogóle jakaś abstrakcja, no jak można to jeść jak wszystko się tak ciągnie wink Potem trochę się zmieniło - w sumie, to na niekorzyść.
Tylko, czemu wcześniej mi to nie smakowało? Było nowością? czymś czego kubeczki smakowe wcześniej nie znały?

I chyba nikt mi nie wmówi, że to wina tylko i wyłącznie zbyt łatwego dostępu do tego typu jedzenia w szkołach... A przynajmniej nie od czasu, gdy widziałam jak matka karmi na oko dwulatka big mac'iem pomimo protestów, że mu to nie smakuje i płacz.

Dobra, wygadałam się, więcej nie spamuje smile
Obserwuj wątek
    • alicez Re: "śmieciowe" jedzenie... 27.09.12, 19:49
      A o co Ci konkretnie chodzi?
    • mkaroli Re: "śmieciowe" jedzenie... 27.09.12, 19:59
      Większość rodziców nie myśli co robią z dziećmi. Świadczą o tym zapchane Mc D. i inne przybytki. A także zapchane galerie handlowe jako główna forma spaceru z dzieckiem w niedzielne popołudnie.
      Ludzie uzależniają się od syfu dodawanego do śmieciowego jedzenia. Właśnie jestem na "odwyku" od chpisów i jest mi strasznie źle nawet na myśl o tym, że nie powinnam jeść ulubionych paprykowych. A jak byłam mała to ich nawet nie było...
      • autumna Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 10:31
        > Większość rodziców nie myśli co robią z dziećmi.

        Niestety nie tylko rodziców. Jak się pojawiły MacDonaldy, to widziałam niejednokrotnie w nich całe wycieczki ze szkoły. Nie wiem, czy to nadal jest w modzie. Natomiast sklepiki szkolne zapchane słodyczami i czipsami są chyba wciąż widokiem typowym. W każdym razie jeden z nich mąż przypadkowo widział ostatnio na własne oczy.
        U nas z "przegryzek" jada się wyłącznie paluszki (i to takie nieposypane solą), niesolone orzeszki, herbatniki o małej zawartości tłuszczu (typu petitki - unikamy kruchych). Poza tym gorzka czekolada i czasem się skubnie jakąś pralinkę. Wszystko w skromnych ilościach. Raz w tygodniu (lub rzadziej, nie zawsze daję radę upiec) jest domowe ciasto. Dziecko jeszcze w wieku, kiedy mogę w 100% kontrolować, co je.
        Zdarzyło mi się widzieć dziecko w spacerówce z torbą tłustych chrupek albo, równie małe, latające po placu zabaw z prince polo XXL. Szkoda dzieci...
        • ja.dorcia Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 10:38
          autumna napisała:

          > Jak się pojawiły MacDonaldy, to widziałam niejednokrotnie w nich całe wycieczki ze szkoły.

          Fakt, też byłam na takiej wycieczce smile Ale to było bardziej zwiedzanie od strony kuchni i podziwianie nowinek technicznych (np. suszarki do rąk). Poczęstunek skromny [po zwiedzaniu, po jednym napoju, resztę trzeba by było dokupić samemu.
          • autumna Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 12:17
            Sądząc po tym, że zazwyczaj widziana pod fast foodem dzieciarnia trzymała maskotki dołączane do zestawów HappyMeal, na zwiedzaniu się raczej nie kończyło.
            • ja.dorcia Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 12:42
              Za moich czasów nie było jeszcze HappyMeala wink
        • gazeta_mi_placi Re: "śmieciowe" jedzenie... 29.09.12, 01:26
          Widuję w jednym centrum handlowym (mieści się tam i kino z którego zapewne korzysta wycieczka) wycieczki szkolne stojące w kolejce do Mcdonalda.
          Koszmar...
          • nuova kino i wrap ;P 01.10.12, 09:58
            A ja czasem przed seansem wpadam po sąsiedzku do Maca na wrap z grillowanym kurakiem, bo odkryłam WiFi z Maca. Przyjemne z pożytecznym ;P
            No dobra, nie jestem w wieku szkolnym a gotowanie dla singielki to dla mnie wyczyn. wiec stołuję się w mieście, stołówce zakładowej, w domu gotuję rzadko, ale nie wogóle.
      • ja.dorcia Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 12:46
        Odwyk dla zdrowia, czy dla zasady?
        Pytam z ciekawości, bo ja też na odwyku smile No, ale u mnie odwyk dla zasady smile
        Tzn. owszem, jem, ale zauważyłam pewną zasadę. Im większa paczka tym więcej zjem. Jeżeli nasypię porcję np na talerzyk i resztę od razu schowam - jest ok. Gorzej, jak wezmę całą paczkę z zamiarem zjedzenia np tylko połowy. Zawsze wejdzie cała niezależnie od wielkości.
        • mkaroli Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 20:48
          Dla zdrowia. Przewód pokarmowy odmawia mi posłuszeństwa a po tłustym jest jeszcze gorzej sad
    • elle-joan Re: "śmieciowe" jedzenie... 27.09.12, 23:16
      Niestety lubię chipsy, ale nie chcę ich jeść. Dzieci praktycznie nie jedzą śmieciowego, zatem raz na jakiś czas kupuję chipsy, a w sklepie wykazuję się super silną wolą i kupuję krewetkowe, bo tych akurat nie tknę, więc nie będę podjadać. A dzieci lubią wszystkie smaki wręcz nawet ze wskazaniem na te powyższe.
    • madzioreck Re: "śmieciowe" jedzenie... 27.09.12, 23:36
      > Tylko, czemu wcześniej mi to nie smakowało? Było nowością? czymś czego kubeczki
      > smakowe wcześniej nie znały?

      A czort wie... kiedy pierwszy raz spróbowałam chipsów (jeszcze chyba nie było u nas w sklepach takich rzeczy, koleżanka mnie poczęstowała, ktoś jej skądś przywiózł) - to omal nie zwymiotowałam, poważnie. Może dlatego, że zaskoczył mnie mocno słony smak, a spodziewałam się czegoś innego... nie mam pojęcia. I nie wiem, jak po czymś takim mogłam je polubić - a lubię strasznie. Słodycze, fast foody mogą nie istnieć, ale chipsów jestem w stanie wciągnąć naprawdę straszną ilość uncertain

      > I chyba nikt mi nie wmówi, że to wina tylko i wyłącznie zbyt łatwego dostępu do
      > tego typu jedzenia w szkołach...

      Też nie sądzę. Brak jest stosowania ogólnie wiedzy o żywieniu. Nie da się zrobić tak, żeby ludzie nie mieli dostępu do śmieciowego żarcia, czy żeby nie jedli za dużo - nie odgórnie. Nie chodzi przecież o to, żeby nie zjeść, bo nie ma... jest i będzie. Zresztą co tu mówić o szkole - mój młodszy siostrzeniec jeszcze nie dotarł do szkoły, a moi rodzice nie usiedzą pół godziny, żeby nie proponować czegoś do żarcia - a to bananka, a to ciasteczko, a to kanapeczka, a to jakieś płatki - to wcale nie musi być żaden śmieciowy syf, wystarczy, że dziecko jest od najmłodszych lat napychane jedzeniem, choćby chciało, to nie pobiega i nie zajmie się zabawą, bo zaraz przyleci babcia albo dziadek z czymś na ząb. Później, jak zawsze, zasmucą się, że smarkaty nie chce jeść obiadu - a gdzie niby on ma go zmieścić? I potem: babcia/dziadek się nagotował, a Ty jesteś taki niefajny i nie jesz. No to dziecko znów siada i je, żeby nie robić dziadkom przykrości. A oprócz tego od urodzenia jest żarty sam z siebie, starszy nie dał tak się dopychać, ma inną budowę i jest szczuplutki. I tak to wygląda w wielu domach, w których teoretycznie każdy wie, czym kończy się ciągłe żarcie (w moje rodzinie każdy, poza siostrzeńcami, ma nadwagę, a właściwie otyłość - babcia, tata, mama, siostra, ja też miałam). I co? I gucio. Jakby nie przyjmują do wiadomości. Niby jak się z nimi o tym gada, to kiwają głowami, oni to wszystko wiedzą, ba, sami udowadniają, że wiedzą - i nic z tego nie wynika. Wstają, lecą po jabłuszko/czekoladkę/kanapeczkę i pościg za wnukiem.
      • pamana Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 12:35
        Lubie chipsy i słodkie i alkohol -od razu sie przyznaję smile
        jestem szczupła, wiek 30+.
        I staram się ograniczać ww i żarcia wysoko przetworzonego ale grzeszę smilenp gotowymi pierogami.
        Ludzie dziwią się dlaczego nie zjem kolejnego kawałka ciasta bo przecież jestem szczupła tylko czy tylko o szczupłość chodzi ?
        no właśnie nie bo ten tort to puste kalorie, cukier,cukier, wysoki indeks glikemiczny, itp.
        Szczupli ludzie też chorują, przecież.

        Zawsze twierdzę, że zdrowy człowiek się nie zagłodzi i tez zauważam tuczenie dzieci wiecznie coś się im podsuwa do jedzenia.

        Sklepiki szkolne i stołówki to dramat. Zamiast uczyć budowy pantofelka (nie wspominając o religi,co by nie wywołac burzy) trzeba by zaprosić dietetyka,lekarzy i nauczyć zdrowo jeść a nie żreć byle śmieci.

        Mcdonad? no ok można iść byle nie codziennie czy co tydzień bo to nie sztuka nie jeśc kiedy nie ma ale nie jeść kiedy jest i pachnie w CH.

        Co do przechadzania się po CH to tak uprawiam ten "sport" ale tylko dlatego, że weekend to jedyny dzień kiedy możemy całą rodzina ze spokojem-względnym- iść kupić coś do ubrania.

        Nie chodzę bez celu do CH, ew. gdy wracam do domu a mam CH po drodze (chodzę pieszo), nigdy nie byłam z mężem w CH od tak, kupić sobie coś. Nie ciągam go po sklepach i siebie też bez celu.

        Dobrze, że dzisija piątek ,trzeba skoczyć po piffkoo na wieczór big_grin wink

        • ko_kartka Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:51
          pamana napisała:

          > Lubie chipsy i słodkie i alkohol -od razu sie przyznaję smile
          > jestem szczupła, wiek 30+.

          To mam dokładnie tak samo oprócz słodkiego i tego, że jestem szczupła.

          > I staram się ograniczać ww i żarcia wysoko przetworzonego ale grzeszę smilenp goto
          > wymi pierogami.

          To nie jest żarcie wysokoprzetworzone. Wysokoprzetworzone to jest Makdonald, Kejefsi i inne takie sztuczności na kształt prawdziwego jedzenia. Plus zabawki zazwyczaj.

          Ja się nie ograniczam jednakowoż. Żrę tortillę i frytki z makdonalda raz na kwartał. Oraz czipsy czyjo raz na miesiąc. I jestem gruba, chociaż pierogów nie jadam.
      • ko_kartka Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:45
        madzioreck napisała:

        a to bananka, a to ciasteczko, a to kanapeczka, a to jakie
        > ś płatki - to wcale nie musi być żaden śmieciowy syf, wystarczy, że dziecko jes
        > t od najmłodszych lat napychane jedzeniem, choćby chciało, to nie pobiega i nie
        > zajmie się zabawą, bo zaraz przyleci babcia albo dziadek z czymś na ząb. Późni
        > ej, jak zawsze, zasmucą się, że smarkaty nie chce jeść obiadu - a gdzie niby on
        > ma go zmieścić? I potem: babcia/dziadek się nagotował, a Ty jesteś taki niefaj
        > ny i nie jesz. No to dziecko znów siada i je, żeby nie robić dziadkom przykrośc
        > i. A oprócz tego od urodzenia jest żarty sam z siebie, starszy nie dał tak się
        > dopychać, ma inną budowę i jest szczuplutki. I tak to wygląda w wielu domach, w
        > których teoretycznie każdy wie, czym kończy się ciągłe żarcie (w moje rodzinie
        > każdy, poza siostrzeńcami, ma nadwagę, a właściwie otyłość - babcia, tata, mam
        > a, siostra, ja też miałam). I co? I gucio. Jakby nie przyjmują do wiadomości. N
        > iby jak się z nimi o tym gada, to kiwają głowami, oni to wszystko wiedzą, ba, s
        > ami udowadniają, że wiedzą - i nic z tego nie wynika. Wstają, lecą po jabłuszko
        > /czekoladkę/kanapeczkę i pościg za wnukiem

        No, dzisiaj w autobusie jechałam 8 godzin z takimi "dziadkami" (sami byli, bez wnusiów). Każde wagi słusznej (sama gruba jestem, to rozpoznam bez bata). I tu: jabłuszko, gruszeczka, kanapeczka, batonik, kanapka, jogurcik, bułeczka, wafelek, jabłuszko, jogurcik, bułeczka, batonik, wafelek... Ja sama przed podróżą zjadłam kromkę ze serem, podczas podróży zapiekankę (buła+pieczarki+ser+keczup) i pół litra wody, bo mam problemy gastryczne i kierowca inaczej nie nadążałby się zatrzymywać. A oni szamali i szamali. I szamali. I na końcu się zdziwiła pani: a myślałam, że głodni będziemy, a tu jeszcze zostało... No ja pikolę, dwie torby żarcia na dwoje ludzi, to dziwne, żeby nie starczyło. Sama jem sporo, ale niesamowicie mnie wnerwia żarcie od razu po wsiądnięciu do pociągu/autokaru. Jakby z głodu mieli umrzeć. A jeszcze wyciągali głowy, gdzie by tu obiad zjeść, bo przecie ich ominął podczas podróży... Strach pomyśleć, co by dla swoich wnuczków zgotowali za los podróżny.
    • hela6 Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 12:59
      Nie stać mnie na ten cały badziew więc nie grozi mi otyłość śmieciowa.
      Proste.
      • kk345 Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 20:02
        > Nie stać mnie na ten cały badziew więc nie grozi mi otyłość śmieciowa.
        Argument o tyle nietrafiony, że zdrowe, pelnowartosciowe jedzenie jest sporo drozsze, niż smieciowe...
        Porównaj sobie choćby cenę nadmuchanego, białego chleba i pelnoziarnistego razowca, jako przykład pierwszy z brzegu.
        • sadosia75 Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 20:54
          I niestety muszę się z tym zgodzić.
          Pełnoziarnisty chleb kosztuje 6 zł za mały bochenek. Dmuchaniec biały ok 3,5zł za sporowaty bochenek.
          warzywa robią się coraz droższe. Jeszcze korzystam z w miarę tanich bakłażanów, ale pomidory jeszcze z dwa tygodnie i cena znów kosmiczna.
          Mięsa nie jem ale ryba... no koszt kosmiczny. Do tego jaja. Wiadomo, że trójki za 10sztuk to ok. 6 zł ale zerówki to już 12 zł !

          Jak nie zwracałam zbytniej uwagi na to co jem to często jadałam śmieciówki. szybciej zjesz i kupisz kawałek pizzy czy zapiekanki, albo porcja frytek w biegu niż pełnowartściowe jedzenie,które nie tylko jest drogie ale też i praco oraz czasochłonne.
          • hela6 Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:12
            Żartujecie, prawda?
            Nie jestem ubogą osobą ale nie stać mnie na śmieciowe żarcie i wszystko.
            Zapierniczam do jedynej normalnej piekarni gdzie chleb jest trochę droższy ale sycący. Nie wiem ile musiałabym zeżreć tego puchatego żeby się najeść.
            Porządny chleb pszenno żytni 3,8 zł.bez żadnej posypki, ot zwyczajny bochen. Ale najczęściej piekę sama żytni razowiec bo jest taniej zdrowiej i smaczniej.
            Jeśli kupię kawałek mięsa, ziemniaki czy jeszcze lepiej kaszę i np. kapustę to zrobię z tego obiad taki że będę chodziła syta. Zupa z kawałka kości i jarzyn też jest ciepła zdrowa i sycąca.
            Policzcie sobie ile kosztuje kawałek mięsa dla 2 osób a ile pizza dla 2 osób. Pizza to cena kilograma mięsa.
            Nie szukam cudów na kiju z wywindowaną ceną. Bakłażanów w ogóle nie jadam bo w naszym klimacie raczej w gruncie nie rosną, kapusta i owszem - chętnie.
            Za to zjadłam w sezonie sporo kabaczków prosto z bazarów. Po złotowce za kilogram.
            Jeżeli kupiłabym chipsy byłoby to wyrzucenie pieniędzy w błoto. To żaden pokarm więc z założenia mnie na niego nie stać.
            Dziś jadłam naleśniki z cukrem pudrem. Jaja zwykłe z fermy, cukier i mąka z marketu. Wszystko bez dodatków specjalnych. Małżonek wziął do swoich dżem. W zasadzie powidła bo własnie się smażyły. Będę miała eko powidła! Wystarczyło kupić śliwki, i do gara z grubym dnem wrzucić.
            Ryb ze sklepu do ust nie biorę. Wiem jak smakuje świeża ryba, wiem jak smakuje ryba świeża zamrożona więc omijam sklepy rybne szerokim łukiem. Trudno.
            W biegu jadam jabłko czy gruszkę. Po sezonie banana.
            Frytek nie biorę do ust bo na mieście są drogie i śmierdzące i w dodatku z proszku a w domu nie stać mnie na litr oleju jednorazowo do zużycia. Serce by mi chyba pękło albo wąż w kieszeni. I w dodatku smażenie śmierdzi. Ziemniaki w mundurkach gotuje. Z białym twarogiem pierwsza klasa ale i do wszystkiego innego również w mundurkach.

            Po sezonie zjadam sporo buraków. Tanie cały rok. Obgotowane i starte hurtowo - na kilka dni. Z cebulką albo chrzanem. Tanio i zdrowo. Ja wiem ze niektórzy musza mieć brokuł bo inaczej nie będzie "zdrowo".
            Na zdrowie im i ich kieszeniom.
            • mim_maior Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:43
              Brokuł jako synonim luksusu? Mnie w ogrodzie brokuły rosną, ale w sezonie są tak samo tanie, jak inne warzywa sezonowe.
              • hela6 Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:46
                "Po sezonie zjadam sporo buraków. Tanie cały rok. Obgotowane i starte hurtowo - na kilka dni. Z cebulką albo chrzanem. Tanio i zdrowo. Ja wiem ze niektórzy musza mieć brokuł bo inaczej nie będzie "zdrowo". "
            • ko_kartka Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:58
              hela6 napisała:

              > Żartujecie, prawda?
              > Nie jestem ubogą osobą ale nie stać mnie na śmieciowe żarcie i wszystko.
              > Zapierniczam do jedynej normalnej piekarni gdzie chleb jest trochę droższy ale
              > sycący. Nie wiem ile musiałabym zeżreć tego puchatego żeby się najeść.
              > Porządny chleb pszenno żytni 3,8 zł.bez żadnej posypki, ot zwyczajny bochen. Al
              > e najczęściej piekę sama żytni razowiec bo jest taniej zdrowiej i smaczniej.

              Wolę droższy chleb niż własny zakalec (umiem za to piec bojowe kajzerki, jak u Pratchetta, a to już sztuka).

              > Jeśli kupię kawałek mięsa, ziemniaki czy jeszcze lepiej kaszę i np. kapustę to
              > zrobię z tego obiad taki że będę chodziła syta. Zupa z kawałka kości i jarzyn t
              > eż jest ciepła zdrowa i sycąca.
              > Policzcie sobie ile kosztuje kawałek mięsa dla 2 osób a ile pizza dla 2 osób. P
              > izza to cena kilograma mięsa.

              Jak przekonasz mojego męża do jedzenia pizzy zamiast kawałka męża, funduję ci tyle złota, ile ważysz. Znam go 10 lat, uprzedzam.

              > Dziś jadłam naleśniki z cukrem pudrem. Jaja zwykłe z fermy, cukier i mąka z mar
              > ketu. Wszystko bez dodatków specjalnych. Małżonek wziął do swoich dżem.

              Nie cierpię naleśników, zwłaszcza z dżemem.

              akuje świeża ryba, wiem jak smakuje
              > ryba świeża zamrożona więc omijam sklepy rybne szerokim łukiem. Trudno.
              > W biegu jadam jabłko czy gruszkę. Po sezonie banana.

              Zamiast ryby...? Ja nie wiem, jak smakuje świeża (znad morza pochodzę, to wiele wyjaśnia), ale i tak do ryb nie mam cierpliwości ani chęci.

              > Frytek nie biorę do ust bo na mieście są drogie i śmierdzące i w dodatku z pros
              > zku a w domu nie stać mnie na litr oleju jednorazowo do zużycia. Serce by mi ch
              > yba pękło albo wąż w kieszeni

              Jak to z proszku...? Wszędzie i zawsze?
              • ko_kartka Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 22:59
                eeee...

                "pizzy zamiast kawałka mięsa" miało tam stać. Eeeee. Hmmmm.
            • kk345 Re: "śmieciowe" jedzenie... 29.09.12, 22:55
              > Żartujecie, prawda?

              A czy na to wygląda? Fajnie, ze pieczesz sama chleb, chociaż biorąc pod uwage koszty surowca (dobra mąka razowa, ziarna), energii na wypieczenie i czasu, to raczej najtaniej nie wychodzi...Zdrowo jak najbardziej, ale na pewno nie tanio.
              Kupujesz mięso, więc wiesz,ze najtansze jest to najmniej wartościowe, tłuste- karkówka, schab, mieszane mielone- jak wielu znasz ludzi, którzy na co dzień jedzą chuda i zdrowa wolowinę, jagniecine, dziczyznę?

              > Dziś jadłam naleśniki z cukrem pudrem. Jaja zwykłe z fermy, cukier i mąka z mar
              > ketu. Wszystko bez dodatków specjalnych.
              To jedzenie domowe, niedrogie, owszem, ale w zadnym wypadku nie jest zbyt zdrowe- węglowodany, cukier, tłuszcz, żadnych wartości odzywczych. Tak samo jak kluchy, racuchy itp- to niezbyt dobry pomysł na zywienie dzieci, szczególnie, że syci na krótko...

              > Za to zjadłam w sezonie sporo kabaczków prosto z bazarów. Po złotowce za kilogr
              > am.
              No zazdroszczę, u mnie na rynku nigdy tyle nie kosztuja, pewnie sprzedawcy pazerni jacyś...

              > Ryb ze sklepu do ust nie biorę. Wiem jak smakuje świeża ryba, wiem jak smakuje
              > ryba świeża zamrożona więc omijam sklepy rybne szerokim łukiem.

              A jak omijanie ryb ma sie do zdrowego, zbilansowanego odzywiania?

              > W biegu jadam jabłko czy gruszkę. Po sezonie banana.
              Gruszki i jablka OK, banan nie budzi entuzjazmu dietetyków i żywieniowców.

              > Frytek nie biorę do ust bo na mieście są drogie i śmierdzące i w dodatku z pros
              > zku a w domu nie stać mnie na litr oleju jednorazowo do zużycia. Serce by mi ch
              > yba pękło albo wąż w kieszeni. I w dodatku smażenie śmierdzi.
              Jak sie robi frytki z proszku?
              A domowe frytki można zrobić z wlasnorecznie pokrojonych ziemniaków, polanych odrobiną oliwy/oleju, piekac je w piekarniku- nic nie smierdzi, olej zostaje w butelce i serce nie musi
              pekac- ani od marnotrawstwa, ani od nadmiaru tłuszczu

              > Po sezonie zjadam sporo buraków. Tanie cały rok. Obgotowane i starte hurtowo -
              > na kilka dni. Z cebulką albo chrzanem. Tanio i zdrowo. Ja wiem ze niektórzy mus
              > za mieć brokuł bo inaczej nie będzie "zdrowo".
              > Na zdrowie im i ich kieszeniom.
              Chwali Ci się, aczkolwiek ile mozna te buraki... A od kiedy brokuł jest synonimem bogactwa (bo zdrowia, to jest niewatpliwie)? W Biedronce 2,50 kosztuje, to luksus taki jest???
              • budzik11 Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 12:53
                Dajcie spokój dziewczyny, wiadomo, że tłusto i niezdrowo jedzą biedni, bo tłusta kiełbasa jest tańsza od chudej polędwicy. Ryby są strasznie drogie (chyba, że kupujemy gównożery w postaci pangi obłożonej grubo lodem), sery podobnie. Najtańsze jest jedzenie śmieciowe.
                Kiedyś oglądałam taki program o diecie i odchudzaniu, tłuści Amerykanie zostali wywiezieni do argentyńskich slumsów - i o ile spodziewali się zagłodzonych, wychudzonych ludzi, to znaleźli masę grubasów - bo stać ich było np. na kupienie głowizny czy golonki a nie chudego, dobrego mięsa. Żarcie wysokoprzetworzone, "przemysłowe", jest tańsze od naturalnego.
                • antytalentka Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 13:09
                  budzik11 napisała:

                  > Dajcie spokój dziewczyny, wiadomo, że tłusto i niezdrowo jedzą biedni, bo tłust
                  > a kiełbasa jest tańsza od chudej polędwicy. Ryby są strasznie drogie (chyba, że
                  > kupujemy gównożery w postaci pangi obłożonej grubo lodem), sery podobnie. Najt
                  > ańsze jest jedzenie śmieciowe.
                  > Kiedyś oglądałam taki program o diecie i odchudzaniu, tłuści Amerykanie zostali
                  > wywiezieni do argentyńskich slumsów - i o ile spodziewali się zagłodzonych, wy
                  > chudzonych ludzi, to znaleźli masę grubasów - bo stać ich było np. na kupienie
                  > głowizny czy golonki a nie chudego, dobrego mięsa. Żarcie wysokoprzetworzone, "
                  > przemysłowe", jest tańsze od naturalnego.


                  Amen.
            • sadosia75 Re: "śmieciowe" jedzenie... 01.10.12, 10:55
              Hela Ty masz inna sytuację bo jesz mięso. Ja mięsa nie jem od ponad roku.
              Więc obiad u mnie musi być zupełnie inny. Co za tym idzie cenowo też inaczej wygląda.
              Dodatkowo codziennie dwie porcje owoców, jogurty naturalne, nabiał, warzywa i soja albo ciecierzyca, tofu. Chleb wyłącznie ciemny ( po białym czuję się potężna i chora uncertain ), warzywa kupuję w sezonie i część zamrażam, ryby jem dość często ( no bo muszę ) a te są bardzo drogie. Kapusta odpada. raz na jakiś czas w postaci bigosu i wszystko. Groch i wszystkie nadymające też odpadają.
              Więc jak widzisz zostaje mi w sumie nie tak wiele do wyboru a to co zostaje to jednak sporo kosztuje. No niestety. jak człowiek chce zdrowo żyć a przy okazji chce dokładać się do uczciwych sprzedawców to musi płacić dość wysoką cenę.
              śmieciowe jedzenie jest tanie. A przy okazji mało zdrowe.
              Domowe naleśniki są pyszne. Ale nie za bardzo zdrowe.
              Brokuły jem w ilościach hurtowych. Lubię, smakują mi. I robię z nich wszystko od zup przez placki po zapiekane w cieście. Buraków w ogóle praktycznie nie jem. Może w postaci zupy. Nie mogę ich jeść bo za chwilę mam sensacje żołądkowe. I chociaż są pyszne to niestety nie dla mnie.
              Przez jakiś czas żyłam na śmieciowym jedzeniu. Szybko, tanio, może nie zawsze smacznie ale bardzo tucząco. A jeśli człowiek je mieso to takie jedzenie rozwiązuje 90% problemów pt : co dziś na obiad:
              Pizza dla dwóch osób to ok. 30zł. Obiad dla dwóch osób to kawałek mięsa ( ot choćby pierś kurczaka 8zł ) kartofle, jakieś warzywa, dotego jajko, bułka na panierkę. Dolicz prąd jaki zużywasz do zrobienia obiadu i całą resztę. Wyjdzie znacznie więcej niż 30 zł.
              • hela6 Re: "śmieciowe" jedzenie... 01.10.12, 12:34
                Przepraszam, nie mogę wyczerpująco odpowiedzieć.
                Powiem tylko jedno, każdy banan czy naleśnik w wersji domowej z najgorszym białym cukrem jest lepszy niż fryty czy inne gotowce.
                Teraz żegnam, idę dalej ryczeć.
                Pół świata mi się zawaliło.
                • sadosia75 Re: "śmieciowe" jedzenie... 01.10.12, 12:47
                  Helutka !
                  co się stało ! Matko ja mam nadzieję, ze ja Ciebie nie dobiłam jakoś do tego płaczu !
                  Nie rycz babo ! Jak mogę jakoś pomóc to wal śmiało czy tu na forumie ( w końcu my tu wszystkie wszystko wiemy i na bank pomożemy ! ) czy na maila !
                  Nie rycz babo! Tulam mocno ! Pól świata to nie cały świat ! a wszystko co się dzieje to idzie ku lepszemu !
                  Trzymaj się dzielnie ! Buziaki !
    • budzik11 Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 13:22
      Z moim dzieckiem chodzi do szkoły (zerówka) pewien chory na jakąś chorobę chłopiec. Jest mały jak kurczak, fizycznie niedorozwinięty, waży 8kg. Mama, zamiast specjalnie dbać o to dziecko, żeby było zdrowe, kupuje mu w szkolnym sklepiku paczkę czipsów na drugie śniadanie do szkoły.
      Ale dzieci nie tyją tylko od śmieciowego jedzenia, czyli fast-foodów. 3 buły z wędliną i majonezem na drugie śniadanie też zdrowe nie są, ani dietetyczne.
    • dzambii Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 21:45
      Kolejna głupia gadka o żywieniu dzieci. Mamusie lubią słono i słodko i tak karmią dzieci wyrastające w przedszkolu na tłuściochy. A potem dziwią się, że nadwaga.
      Jestem nauczona smaków ostrych, ale nie słonych czy słodkich. Słonych nie lubię, a słodkich nie znoszę poza gorzką czekoladą i ciastami babci (raz w tygodniu). Bo już smak mam taki że słodkie jest be, a słone paskudne. Dzieciaki pizzę domową bardzo lubią – ale Fast food’ów do buzi nie wezmą – bo słone a sałatki za słodkie. Nie kupują świństw w szkolnych sklepikach bo go po prostu im nie smakują. Nauka od małego, a dalej samo pójdzie. A gadanie, że Fast food’y łatwo dostępne to truizm. Łatwo dostępne są narkotyki i alkohol. Pozwolicie na to dzieciom?
      • ko_kartka Re: "śmieciowe" jedzenie... 28.09.12, 23:08
        Widzisz, a ja lubię ostre, ale nie ciepię rzeczy niesłonych. Nie, że przesalam, czasami niedosalam wręcz, jeśli wierzyć obcym, ale jeśli coś jest niedosolone, to jest zwyczajnie wstrętne. Czy to ziemniaki (to akurat jeszcze zniosę, można wymieszać z jarzyną), czy to mięso czy warzywa.

        Znam ludzi, którzy jedzą kompletnie niesłone (w sensie, że sól nie była w użyciu), gotowane mięso i takowe serwują gościom zaproszonym na obiad. W sensie: dostajecie kawałek nieprzyprawionego kompletnie, gotowanego kuraka na talerz i już. Smacznego. Bo oni tak jedzą. Bo tak jest zdrowo. Jak i spotykanie się i gotowanie dla przyjaciół jest zdrowe. Więc oni gotują. Tego kuraka bez niczego.

        I czy tylko ja widzę swoich przyjaciół, jakby parskali tym jedzeniem po moim najlepszym obrusie i pewnie najlepszej jedwabnej bluzce wizytowej...? Już nie mówiąc, że sól jest potrzebna do procesów fizjologicznych, to nie jest wyklęty glutaminian sodu, w związku z którym ludziom na mózg padło.
        • madzioreck Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 00:30
          Mnie też dziwi wrzucanie do jednego worka fast food'ów, glutaminianu sodu i... soli. Podobno nadmiar szkodzi - może, mnie, z ciśnieniem 90/60, bardziej grozi niedobór. Sprawdzałam, chciałam zdrowo, bez soli - i szłam do łóżka na czterech. Trochę paranoja z tą sola. Sól to nie fast food, to nie to samo, co fafnastokrotna obróbka litra oleju używanego przez tydzień do smażenia frytek.
          • ja.dorcia Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 11:15
            > Mnie też dziwi wrzucanie do jednego worka fast food'ów, glutaminianu sodu i...
            > soli. Podobno nadmiar szkodzi - może, mnie, z ciśnieniem 90/60, bardziej grozi
            > niedobór. Sprawdzałam, chciałam zdrowo, bez soli - i szłam do łóżka na czterech
            > . Trochę paranoja z tą sola. Sól to nie fast food, to nie to samo, co fafnastok
            > rotna obróbka litra oleju używanego przez tydzień do smażenia frytek.

            "Przy nadciśnieniu obowiązuje dieta niskotłuszczowa (im wyższa masa ciała tym wyższe ciśnienie tętnicze) oraz niskosodowa – ograniczająca ilość soli kuchennej w pożywieniu. W skrajnych przypadkach przy bardzo wysokim nadciśnieniu zaleca się nawet dietę bezsolną, tj. prawie całkowicie pozbawioną dodatku chlorku sodu (soli kuchennej)." Podobnie jest przy niektórych chorobach tarczycy. Ale to wcale nie oznacza, że bez soli = niedobre. Sól jest w pełni zastępowalna, dla zainteresowanych link:
            www.polskieserce.pl/index2.php?IdStr2=1271947431
            • olivkah Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 13:01
              "Najnowsze badania: sól nie powoduje nadciśnienia ani chorób serca

              Ograniczenie spożycia soli nie chroni przed nadciśnieniem tętniczym krwi. Wręcz odwrotnie: osoby na diecie małosolnej częściej umierają na zawały serca i udary mózgu - wykazały zaskakujące badania belgijskich naukowców."

              www.wuzdrowisku.pl/aktualnosci-uzdrowiska/najnowsze-badania-sol-nie-powoduje-nadcisnienia-ani-chorob-serca/1,2798
              • kk345 Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 18:22
                > "Najnowsze badania: sól nie powoduje nadciśnienia ani chorób serca

                Co nie oznacza, ze chorzy z nadciśnieniem mogą sobie pozwolić na nieograniczanie soli...
                Z tych badań wynika, ze sól nie POWODUJE w prosty sposob nadcisnienia, ale podnosi jednak cisnienie krwi, co przy nadciśnieniu może być niebezpieczne. "Prof. Staessen twierdzi, że dietę małosolną można zalecać jedynie osobom, które cierpią już na nadciśnienie i mają kłopoty z sercem lub wcześniej chorowały z tego powodu"

                Poza tym badali tylko spozycie soli, nic nie wiadomo o pozostalej diecie grupy kontrolnej- tluszcz, alkohol itp.
                • olivkah Re: "śmieciowe" jedzenie... 30.09.12, 18:42
                  Jednak zdanie "najwięcej zgonów z powodu chorób sercowo-naczyniowych zauważono wśród tych osób, które spożywały mniej soli (2,5 g dziennie)" niespecjalnie zachęca do ograniczania soli.

    • claratrueba Re: "śmieciowe" jedzenie... 29.09.12, 06:47
      Rozmawiałam o tym z moim kolega pediatrą- mamy amerykański model otyłości. czyli wyraźnie uzależniony od wykształcenia, poziomu wiedzy rodziców, poziomu materialnego. To kupowanie jedzenia fajnie opakowanego, reklamowanego, z "gratisami". Niestety, normalne, nieprzetworzone produkty do nich raczej nie należą. Coraz częściej zdarza się, że matka opisując czym karmi dziecko pod pojęciem "zupa" rozumie "Winiary z torebki".
      Upodobania smakowe nie są wrodzone a kształtowane przez określony sposób jedzenia. Szczególnie dot. to słonego, słodkiego i tłustego oraz różnych "połączeń" jak popularne w Anglii polewanie frytek octem (czipsy o smaku octu też są), jak słodkie kartofle, jak żydowskie i arabskie słodycze, których Europejczyk zje odrobinę i niedobrze mu się zrobi a miejscowi mogą jeść w ogromnych ilościach i wcale nie uważają, że za słodkie.
      Jesli dziecko od małego je słodycze, czipy, sztuczne smaki w kurczakach i hamburgerach to są smaki, w których zagustuje. Oraz w określonych potrawach. Kwestia częstotliwości jedzenia oraz kwestia "okazji" jedzenia. Nawet jeśli dziecko nie dostaje śmieci na co dzień to królują one na stołach urodzinowych, kinderparty, czy jako atrakcja wycieczki. Takie jedzenie kojarzy się z przyjemnością, której towarzyszyło więc jest czymś fajnym jak ona. Więc kupuje się je bo tak sie kojarzy (podobnie działają skojarzenia w reklamie). Dla rodziców, którzy są świadomi szkodliwości takiego jedzenia dostępność w sklepikach to jest pewien problem. Szczególnie, "że wszyscy jedzą"- dopasowywanie się do "wszystkich" jest typowe dla dzieci. Szczególnie, jeśli jest to typowe dla dziecka "drugie śniadanie" bo matka da na czipsy zamiast zrobić kanapkę. W klasie mojego syna w szkole podstawowej, normalnej, osiedlowej bez kanapek do szkoły przychodziła ponad połowa dzieci. Wyjście do kolegi rzadko oznaczało, że dzieciom ktoś zrobi kanapki jak głodne. Królowały czipsy i batony.
      Dzieci nie maja świadomości, że to jedzenie jest złe. Dla nich jest normalne bo przecież "mama kupiła dla mnie kolegów" bo "dala na sklepik"
      Trwają badania nad wpływem glutaminianu, konserwantów i sztucznych barwników na powodowanie otyłości i zależność jest udowodniona, mechanizm nie do końca.
      • ja.dorcia Re: "śmieciowe" jedzenie... 29.09.12, 11:10
        > jak żydowskie i arabskie słodycze, których Europejczyk zje od
        > robinę i niedobrze mu się zrobi a miejscowi mogą jeść w ogromnych ilościach i w
        > cale nie uważają, że za słodkie.

        No ja tam słodkiego nie lubię, czekolady to dobrze jak jedną kosteczkę chwycę, bo dwie to już za słodko... Ale te arabskie słodycze to pychota smile i wcale nie uważam, że za słodkie wink
        • myrtille Re: "śmieciowe" jedzenie... 29.09.12, 20:49
          Podczas długich miesięcy w szpitalu z córką niemalże agresję wzbudzali we mnie i rodzice karmiąca dzieci na chemioterapii fastfoodami i lekarze przyzwalajacy na to. I pokpiwanie ze Amelka pije mleko z piersi, wodę a zamiast pączków i drożdżówek woli pestki dyni, słonecznika czy orzeszki.Wyśmiewanie, że dziecko karmione jak ptaszek ziarnami zamiast ciasteczko zjeść. Jeszcze jesteśmy w izolacji i mam kontrolę nad tym co je, ze słodyczy uwielbiamy gorzką czekoladę i domowe wypieki, ale boję się co będzie jak zobaczy dzieci pijące kubusie sam cukier i jedzące pianki, żelki i inne takie. Dodam, ze lekarzom trudno uwierzyć ze dziecko po takiej mega chemii i radioterapii ma idealne zęby. Zastanawiam się na ile to zasługą nie jedzenia paskudztw
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka