taka mnie nurtuje kwestia
moja mama segrguje pranie na 100 sposobów-jasne, bale, ciemne, czystsze,
brudniejsze, delikatne, ręczniki, itp...efekt jets taki, że wszystko ładnie
doprane, nieposzarzale itp ale na pewne rzeczy cztrzeba czekać miesiacami

ponieważ mamy z moimi rodzicami wspolną pralnie (i pralke)zdarza się, ze
pierzemy razem-coś tam dorzucam od niej (albo dokladam swoje jej)jak jest
niepelny wsad. Dostaje lekkie opr(skrót od opiernicze)że jak ja sie nie boje
wrzucac razem takich różnych ciuchów itp. z kolei jak chce np wy razem kilka
par jeansów to troche musze poczekać az sie zbiorą a wtedy mój mąż narzeka, że
nie ma spodni i kiedy wreszcie wypiore. wkurza mnie to wiec mu kazre samemu se
prać, niestety czasem to robi i potrafi wszystko z wszystkim wrzucić razem.
tak robila jego mama. Jej reczniki są poszarzałe i wygladają okropnie, jakby
wiecznie brudne. (a reczniki i mojej mamy i teściowej mają po dobre 20 lat).
Zmierzam do tego, ze jest sens dobrej segregacji ale przeginac tez nie można,
bo naprwde czasem cos zaniose do pralni, ze mama ma dołorzyc do swojego prania
a potem czekam, czekam, czekam...
Zresztą ja jestem wciaz na dorobku i mam mało ręcznikow, poscieli-nie moge
czekać aż mi sie zbierze pelna pralka.
Ale najlepsze jest to, ze postepowanie mojej mamy jest ekologiczne

Nie
puszcza niepelnego wsadu i nie zawyza temp. gdy nie potrzeba a rzeczy dlugo
dobrze wygladają.
A jak wy robicie?